Translate

czwartek, kwietnia 18, 2019

"Uczniowie moi, uczenniczki drogie..."***


 sprawozdanie


  „Dusza ludzka nie podpada kalectwu”. - Jędrzej Śniadecki


za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! darły się za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla mamy - pedagoga, był to duży policzek. kategorycznie zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i do boga.

po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulania.

im – moim uczniom -
naznaczonym niepełnosprawnością
 intelektualną, czasem też fizyczną,
za to zadziwiająco bezsprzeczną, wielką
sprawnością serca.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14

latanie

dzieci rezydujące w wariatkowie
lubią arteterapię

otwierają swoje wnętrza
słuchając muzyki relaksacyjnej
wesołych piosenek na każdą okazję
albo rysując czarne kruki
w brunatnych dziuplach

uśmiechają się czasem do mnie
i mówią że ładnie pachnę
bywa że opowiadają historie
głębokich rys na przegubach dłoni

lub podpitych mamusiek
fundujących cyklofrenicznie
za każdym razem gorszych
sadystycznych wujków

mają smutne a niekiedy puste
oczy podrasowane końską dawką
psychotropowej wycieczki w nic

od lat niezmiennie uczą mnie
pokory której tak bardzo brakowało
niewzruszenie zimnej siostrze Ratched

paradoksalnie wychodzę stamtąd
szczęśliwa że lekcja muzyki
nie została przerwana

własne dziecko lubi ze mną być
a moje intymne odloty na K-PAX
i czerwony nos Patcha Adamsa
to zupełnie naturalna sprawa

błogosławię chwilę gdy
uśmiechając się do Fisher Kinga
odnalazłam w sobie Świętego Graala
i biegałam boso po gołych ślimakach
nie bacząc na ciernie i etykietki

Don Juan DeMarco
byłby ze mnie dumny

* w wierszu odniosłam się do filmów i książek opowiadających o rzekomej inności, a przecież wystarczy słuchać i akceptować

JoAnna Idzikowska - Kęsik,
25 I 15


***w tytule postu  cytat z jednego z moich ukochanych wierszy: Jan Twardowski, Do moich uczniów
** zdjęcia pochodzą z filmu Petera Weira pt. Stowarzyszenie Umarłych Poetów

piątek, kwietnia 05, 2019

"Nauczyciel ociera się o wieczność". ***

Kiedy moja jedyna córka dostała pierwszą miesiączkę, nie było mnie przy niej, choć przez kilka lat, w ciągu których delikatnie, ale skutecznie przygotowywałam ją do tego niezwykle ważnego w życiu każdej dziewczynki wydarzenia, obiecywałam jej, że z nią będę, że będziemy ten dzień świętować, cieszyć się i celebrować w iście królewskim stylu, będziemy dumne, że wkroczyła w fazę wczesnej kobiecości.
Nie było mnie, bo byłam na kolejnych studiach podyplomowych, których koszt rzędu kilku tysięcy ciężko zarobionych nowych złotych polskich, ponosiłam z własnej kieszeni. Za własne pieniądze również przez wszystkie te lata dokładałam do swojej pracy, kupując pomoce dydaktyczne, przybory plastyczne, sprzęty do klasy, dyplomy, nagrody i sto innych rzeczy, o których nawet wstyd pisać.

Nie było mnie z nią również gdy chorowała, a ja nie brałam zwolnień, bo miałam dużo pracy i zostawiałam ją pod opieką mojego albo jej taty.

Nie było mnie z nią, gdy potrzebowała zwykłej rozmowy , bajki na dobranoc albo pomocy w lekcjach, ponieważ sumiennie przygotowywałam się na zajęcia albo sama się uczyłam na kolejne studia, albo coś ważnego pisałam do pracy lub wznosiłam się na kolejny stopień bezsensownego awansu zawodowego i wykazywałam się przy kolejnej wyróżniającej ocenie mojej pracy albo z obcymi dziećmi byłam na konkursach, zabawach, wycieczkach lub radach, zebraniach, konferencjach...

Nie było mnie z nią nawet wtedy, gdy sama chorowałam i nie brałam L-4, bo ważne były dzieci, cudze dzieci, bo szkoda nadgodzin, bo jak nie zarobię, to nie będę mieć na nowe płyty dla dzieci, na kredki, na dziurkacze ozdobne, na pomalowanie z dzieciakami klasy, na firanki, kwiatki, gazetki i inne zbytki...

Nie przyznawałam się, że zabieram jej ulubione puzzle, gry, zabawki, kolorowanki, meble, ubrania, że kupuję cukierki, zeszyty i wiele innych rzeczy innym dzieciom, jej kosztem; że stolik z jej pokoju nie wylądował na śmietniku tylko u mnie w klasie, a jej ulubiony ceramiczny kubeczek oddałam na kiermasz szkolny.

A dzisiaj zdeptano moje ideały, zakpiono ze mnie jako urzędnika państwowego, zadrwiono i przypomniano mi, jakim nieważnym elementem tej machiny jestem ja - nauczyciel, pedagog specjalny, arteterapeuta, który w oczach ogółu nawet nie jest nauczycielem, bo ciągle słyszy o swoich uczniach słowo: podopieczni...

Nauczyciel, który wg bardzo wielu osób jest nierobem po zaocznych studiach na kiepskiej, podrzędnej uczelni, odwalającym 18 godzin w tygodniu i wciąż przebywającym na feriach i wakacjach...

Podobno niewinny się nie tłumaczy, więc powiem tylko tyle, że takie opinie bardzo mnie bolą, że wykonuję ten zawód z pasją, zaangażowaniem, z własnego, przemyślanego i odpowiedzialnego wyboru, że mam tak szerokie wykształcenie, iż mogłabym wykonywać zupełnie inną, bardziej prestiżową pracę i że niestety, czuję się jak w "UBIKU" Philipa K. Dicka, powieści s/f wydanej w roku mojego urodzenia.
Kto czytał, ten wie.

"Nauczyciel ociera się o wieczność"
- tak twierdzi Henry Adams - i owszem, w naszym kraju na pewno, zwłaszcza, gdy zewsząd nim pogardzają, mają za nic jego i pracę, którą rzetelnie wykonuje, a która w ogromnej mierze kształtuje przyszłych obywateli, z politykami włącznie.
Z pozdrowieniem bezsilnym, ale nadal serdecznym!


niedziela, marca 24, 2019

"Jeszcze w zielone gramy..." ***


odczuwalność


już naprawdę wyczuwa się wiosnę
wierzba lament podnosi nad stawem
będzie drżała nad jajkami kaczek i łabędzi
nad skrzekiem kijankami żabami
muśnie listkiem ważkę da schronienie pszczołom
i radością będzie się szmaragdzić woda
i wyrosną w niej piękne grzybienie
a motyle zatańczą nad nimi taniec życia
pozłacany słońcem

o ogrodach trzeba nam pamiętać obluszczonych
dzikich i kwitnących w nas i gdzieś w oddali
dzieje się już wiek dwudziesty pierwszy
a poezja ciągle się kołysze w wiosnach
które potęgują przeczuwalność mgnień istnienia
wpisywanych w nasze trudne życie

już dotkliwie odczuwa się wiosnę
trawy szemrzą i kuszą bujnością 
grają w berka z pasikonikami
w gąszczu traw seledynieje pewność 
że po prostu warto grać w zielone 
i po ludzku trzeba mieć nadzieję

JoAnna Idzikowska - Kęsik
***cytat w tytule postu, Wojciech Młynarski, Jeszcze w zielone gramy
*fotografie własne

środa, marca 20, 2019

"Ersatz, cholera nie życie..." ***



namiastka

dobrze po prostu zróbmy to wreszcie
po wszystkim powiesz że było zajebiście
że o taki dreszczyk ci chodziło że jestem
piękna seksowna ponętna i w ogóle naj

zróbmy to teraz szybko gwałtownie mocno
może kiedyś się lepiej poznamy zakochamy
a póki co zamknę oczy i pomyślę o Polsce
bo to dziwaczny niezjednoczony stan umysłu

nie ma co latać po manowcach emocji
patrzeć sobie głęboko w oczy chodzić za rękę
pomińmy tego typu relikty przeszłości
  chodźmy do łóżka wypełnić mentalną pustkę

nie traćmy czasu na romantyczne bzdury
kiedyś powirujemy we wspólnym matriksie
każde zapatrzone w ekran swojego laptopa
wtulone w lepszą cieplejszą rzeczywistość
zachwycone aplauzem wirtualnej publiczności

i tylko czasem zburzy nam spokój niepożądany
 zbyt realny efekt naszych poczynań który
niespodziewanie upomni się o swoje
równie egoistycznie i beznamiętnie jak my

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 20 III 19




 ***cytat w tytule postu, Agnieszka Osiecka, Sztuczny miód
* zdjęcie z internetu

sobota, marca 09, 2019

A ja lubię być kobietą...

"Kiedy Ewa miała dość rajskiej nudy, poprosiła Boga o rozrywkę. Przyprowadził jej zwierzęta. Ona jednak nadal nie była zadowolona. „Jeśli stworzę Ci mężczyznę, nie będziesz się nudzić. Ale on będzie Cię źle traktował, będzie arogancki, ograniczony, agresywny.” „Chcę, chcę” – upierała się Ewa. „Dobrze, pod jednym warunkiem: nigdy mu nie powiesz, że ty zostałaś stworzona pierwsza. To będzie taka tajemnica między nami, kobietami".

Manuela Gretkowska, Europejka


Wczoraj był naprawdę  piękny, wczesnowiosenny dzień, drzewiej święto bogini płodności, Matki Ziemi, potem Dzień Kobiet obchodzony niemal na całym świecie. Dzień, który nie kojarzy mi się z rajstopami i goździkami, które to goździki należą do grona moich ulubionych kwiatów, a z dniem radości, czułości i dobra, jakie najpierw okazywał mi ojciec, pierwszy mężczyzna mojego życia, potem brat, koledzy z klasy i inni - bliscy i odlegli - panowie, a czasem Kobiety, co jest tym bardziej miłe i cenne, bo chyba nie ma nic piękniejszego niż Kobieta składająca życzenia i wspierająca inną Kobietę!

Wszystkim Kobietom bez wyjątku, życzę niezachwianej, prawdziwej wiary w siebie i umiejętności wspierania innych Kobiet, bez jadu, bez bezsensownej, zbyt często podszytej nienawiścią i brakiem szacunku, konkurencji.


Pamiętajmy, aby nie tylko w ten jeden dzień, również na co dzień, okazywać sobie szacunek i wsparcie, uśmiechać się do siebie, bo wtedy jesteśmy jeszcze piękniejsze, gdyż uśmiech to najlepszy make up. 

Jesteśmy dobre, mądre, zdolne, potrafimy być czułe i delikatne, subtelne - poprawiajmy sobie korony, współpracujmy i wspierajmy się, zamiast rywalizować. Patrzmy na siebie z góry jedynie wtedy, gdy pomagamy sobie wstać. Bądźmy supermenkami, Kobietami przez wielkie K.

Osobiście mogę powtórzyć za moją ulubioną mańkutką, Marilyn Monroe: "Ostatecznie jestem kobietą i bardzo mnie to cieszy". Cieszmy się sobą, swoimi ciałami, swoją mądrością i niepowtarzalnym pięknem, bo przecież każda z nas jest inna, jedyna w swoim rodzaju.

Serdeczności i pozdrowienia dla wszystkich Kobiet, dziękuję, że jesteście! Bądźcie sobą i pamiętajcie, że dzień Kobiet jest codziennie! 
Panom życzę - bo jutro Dzień Mężczyzny - aby nie bali się kobiecego pierwiastka w sobie i dbali o swoje Kobiety.
Zmieniajmy ten świat dobrem, po prostu dobrem.

*Zdjęcia własne: na pierwszym i drugim, wszystko, co kocham: maki (tutaj z Bolesławca, ceramiczne, które dostałam wczoraj wraz z ceramicznym wazonikiem), anioł z kotem od mojego byłego ucznia, Wojtka, świeczuszki, które zapalam codziennie w różnych intencjach i książki, które kupuję i czytam namiętnie; na trzecim i czwartym: kwiaty od moich klasowych i szkolnych mężczyzn.
Kolejne zdjęcia są autorstwa kanadyjskiego artysty - fotografa, Vince'a Hemingsona: pierwsze z nich, które bardzo mi się podoba, jest subtelne i niezwykle wymowne zarazem, piękne po prostu, bo cudowne modelki na nim, nosi tytuł  Tree of life, kolejne, równie cudowne zdjęcia kobiet tegoż artysty, których tytułów nie znam.

środa, lutego 27, 2019

"Maki tańczą przed oczami, aż kręci się w głowie". ***


inna wariatka, która wciąż tańczy

Maki czerwone z swojem piętnem czarnem,
Któż wam kolory dał i dziwną moc?
- Henryk Zbierzchowski

mówili o niej Makowa Panienka, bo uwielbiała czerwone sukienki 
i na czerwono malowała usta. motyle często przysiadały na niej, pieściły
 dłonie aksamitem skrzydeł lub w środku zimy odwiedzały w domu.
latem nie mogła się od nich odpędzić, chodząc po łąkach porosłych makami.

mówili do niej, że to dusze zmarłych, wygnane z piekieł lub z czeluści 
czyśćca, szukają takich właśnie istot: wrażliwych, czułych, gnanych intuicją,
takich, przy których umierają koty - cicho, spokojnie, ufnie i z nadzieją
na siódme życie w pięknym kocim raju i szybki powrót na makowe pola.

sypała makiem po grobach, na których siadały piękne i barwne motyle,
słyszała szumy ze światów pomiędzy, tych, w których dusze nie wiedzą
co robić, jak się zachować i czemu tak nagle uciekło od nich coś, co było
 wszystkim, co pozwalało sterować zmysłami i chwytać chwile ulotne jak miłość.

szeptała do nich, do dusz zabłąkanych, żeby odeszły tam, gdzie widać jasność,
że gdy wyrosną przy ich grobach maki, będzie w nich tunel do miejsca spoczynku.
bo na tej ziemi wszyscy tworzą wszechświat, on zaś tożsamy jest z każdą jednostką.
makowe błonia to dary od bogów, przystanie ciszy wśród zgiełku istnienia.

wytańczyć życie śniąc makowe światy - to wcale nie jest naiwny poemat.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27 II 19

***cytat w tytule postu, Nikołaj Sładkow
*fotografie własne

niedziela, lutego 24, 2019

strumień (pod)świadomości



i znowu obiecałaś sobie że będziesz pisać dużo i dobrze pisać i wciąż cię nie ma we własnych wierszach chociaż powinnaś chcesz i lubisz tam bywać zanurzać się w tych dziwnych stworkach czasem niepełnosprawnych i szpetnych potworkach tworzonych w wyobraźni a czas ten czas wciąż ucieka ciągle cię goni prześladuje nie daje szansy na chwilę wytchnienia niby jesteś a nie ma cię niby robisz jakieś notatki coś tam piszesz do szufladki ale nic z tego nie wynika nie masz weny siły nie masz czasu tej totalnej abstrakcji którą skrupulatnie i wytrwale uczyłaś się zarządzać a która i tak odniosła nad tobą i twoim pisaniem zwycięstwo czas przesypał ziarenka ciszy zatarł diamenciki milczenia przelał krople potu wylane na papier powybielał niepotrzebne zarysy wierszy a ty się wypaliłaś spaliłaś spłonęłaś na stosie własnych słów może dlatego że wbrew zakazom Miłosza patrzyłaś prosto w słońce bo uwielbiałaś jasność i jaskrawość bo stroniłaś od ciemnej strony mocy a może dlatego że twoje ukochane uwielbiane maki jednak kwitną głównie w piekle i jak w ogniu piekielnym spaliła się twoja wena twoja kreatywność legła w gruzach zabiegania zmęczenia wypalenia a może dlatego że jednak Miłosz się nie mylił że wiersze należy pisać rzadko lub jeszcze rzadziej i nie ma sensu tak naprawdę pisać nic skoro wszystko już było skoro nihil novi sub sole skoro wszystko jest kserokopią kalką powieleniem plagiatem wariacją na temat i takim tam niczym pyłkiem kropelką w morzu słów a może to morze ten ocean utopił twoją wenę może za dużo czytasz a i tak za mało wiesz może jesteś za głupia na to by tworzyć skoro to wszystko i tak rozsypie się jak ziarenka piasku na dzikiej plaży skoro zostanie przysypane piaskiem zakopane w malutkich kamyczkach o których tak pięknie pisali poeci jako o doskonałych stworzonkach z którymi warto rozmawiać pukać do ich drzwi żeby się dowiedzieć ważnych mądrych rzeczy owszem może i warto rozmawiać i pukać i czytać i myśleć ale czy warto pisać i pisać i nic z tego nie mieć oprócz szeroko zamkniętych i wciąż zdziwionych oczu czy warto się spalać i nie widzieć efektów owego spalania nie dostrzegać feniksów powstających z popiołów słów słowa słowa słowa i znowu i wciąż tylko słowa zabawa stara jak świat stara i dziwna bo wciąż taka sama i ciągle inna paradoksalnie poważna słowa czy można i warto bez nich żyć czy życie nie jest zakopane w słowach posypane kamykami i przysypane piaskiem słów czy słowa mogłyby zaistnieć bez życia a życie miałoby sens bez nich jak pisać żeby pisać dobrze bo jeśli pisze się pięknie to nic nie znaczy jak pisać dobrze i pięknie i wzruszająco albo przynajmniej jak pisać dosadnie żeby przywalić słowem jak kamieniem jak pisać żeby życie nabrało sensu jak i dlaczego Różewicz pisał tak prosto tak zwyczajnie a umiał wejść w krainę słów bez patosu i innych tęcz lawiną wyważonych ascetycznych i prostych słów dlaczego ty tego nie umiesz nie potrafisz i czemu ostatnio boisz się pisać bawić się słowami i nie chcesz jak dawniej być spontaniczna prawdziwa odważna dlaczego ważysz każde słowo czemu nie tworzysz nowych słów neologizmów dlaczego jesteś w tych swoich wierszach czasami rzadko i tylko przed snem lub jedynie w snach dziwnych mrocznych abstrakcyjnych jak kosmos albo dzieła współczesnych artystów dlaczego nie umiesz odnaleźć w sobie właściwych słów żeby wyrazić siebie swoje myśli i uczucia dlaczego zabiłaś własne słowa dechami spróchniałymi jak stare nikomu niepotrzebne księgi nabazgrane systemem znaków w nikomu nieznanych językach dlaczego przestałaś lubić słowa skoro wiesz że bez wzajemności bez lubienia i sympatii nie przyjdą do ciebie jak dobre wróżki najlepsze wiersze których oczekujesz pragniesz pożądasz jak młodego silnego bardzo namiętnego niebieskookiego i najlepiej milczącego kochanka dlaczego uciekasz od słów od życia skoro doskonale wiesz i świetnie rozumiesz że bez poukładania kamyczków bez poskładania ziarenek piasku układanych misternie z cierpliwością i niemałą czułością poezja odejdzie do tych których słowa zbudują solidny dom  prawdziwą twierdzę ciepłe schronienie azyl ucieczkę przed złymi ludźmi i jeszcze gorszym nieprzyjaznym światem

joanna idzikowska kęsik

* Obrazy z internetu, nie znam Autorów

niedziela, lutego 10, 2019

"Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić". ***



czytanie baśni czyli banalna laurka dla mamy


w pokoju ciemnym ciepłym i cichym
leżę okryta puchową pierzyną od babci
z wypiekami na buzi wbiegam w odległe światy
tak inne od tego w którym mam siebie
książki i dom pełen miłości

latarka to świetny bezbłędny wynalazek
pomaga przenieść się w zupełnie inne miejsca
pozwala przechytrzyć rodzicielkę dbającą
o dobry sen odpoczynek i komfort psychiczny

czytam chłonę tańczę wzrokiem i jest mi cudownie
wierzę naiwnie że mama nic nie wie
o tych odpływach i nurkowaniu w słowach
a przecież to ona kupiła latarkę

z uśmiechem puszczam oczko do Piotrusia Pana
i słyszę szept Dzwoneczka pamiętaj matka
to najlepsza wróżka i najpiękniejsza postać
z przedziwnej baśni pod tytułem życie

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 10 II 19

***cytat w tytule postu,
Clive Staples Lewis, Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa
*obrazy z adaptacji baśni J.M. Barrie'ego, Peter Pan

sobota, lutego 09, 2019

"Gdy byłam dzieckiem, książki były wszystkim". ***



List do Ani z Zielonego Wzgórza

Droga Aniu z Zielonego Wzgórza!

Piszę do Ciebie z tajemniczego ogrodu, ponieważ niedawno wróciłam z długiej, niezwykle interesującej podróży do wnętrza Ziemi. Mogłabym teraz snuć niekończącą się opowieść...
Tego lata wraz z dziećmi z Bullerbyn i Fizią Pończoszanką przeżyłam niezwykłą przygodę w pustyni i w puszczy. Podróżowali z nami również Antek, Twój ulubiony Pinokio, Karolcia, Jacek, Wacek i Pankracek oraz prawie wszystkie dzieci pana Astronoma.
W Grenlandii zaś spotkaliśmy bardzo fajnego Eskimosa, Anaruka, który snuł ciekawe, barwne i wesołe opowieści spod bieguna. Tenże Anaruk opowiedział nam również o psie, który jeździł koleją i małej syrence, a jego kolega – Janko Muzykant – grał nam na katarynce różne skoczne melodyjki, których słuchaliśmy z ogromną przyjemnością. Pocahontas zaś tańczyła ze Świniopasem. Natomiast młody i zdolny czarownik, Harry Potter, wyczarował dla nas wesołego i bardzo sympatycznego, ale tajemniczego opiekuna. Opiekun ten śpiewał z tym obcym balladę o Atlantydzie, wyspie ognia. Nawet żarłoczny Kubuś Puchatek przestał jeść miodek i słuchał ich w skupieniu! A bałwan ze śniegu prawie się roztopił ze wzruszenia, natomiast siostra Kopciuszka, Kapryśnica, przestała grymasić i zaczęła śpiewać. Okazało się, że ma naprawdę świetny głos, więc może śpiewać nawet językiem trolli!

Któregoś zimnego dnia między Czukiem i Hekiem a Ferdynandem Wspaniałym wybuchła straszna awantura o Basię. Basi było przykro, więc pocieszała ją nasza mama czarodziejka, a my nie mieliśmy pojęcia, jak przerwać tę kłótnię i ich rozdzielić...Przyszedł nam jednak z pomocą niezwykle sympatyczny król Maciuś Pierwszy, który przyjechał na białym mustangu i nakazał im zapisać się do akademii pana Kleksa, żeby nabrali ogłady towarzyskiej, jak Murzynek Bambo, Księżniczka na ziarnku grochu, Magda, Paweł i Ty.

Wyobraź sobie, Aniu, że nasza wspólna przyjaciółka, Czerwony Kapturek, także przeżyła wakacyjną przygodę... Powiem Ci w ogromnej tajemnicy, iż zakochała się w Małym Księciu, który przybył na Ziemię z innej planety. Ponoć Kopciuszek jest strasznie zazdrosna i podgląda ich przez różową szybkę wraz z tym śmiesznym Filipem i jego załogą na kółkach i chłopcami z Placu Broni. Gorliwie pomagają jej również Muminki, dziewczynka z zapałkami, doktor Dolittle i jego zwierzęta, Puc, Bursztyn i goście oraz słoń Trąbalski (strasznie zapominalski) i pewna zarozumiała kwoka, co taktuje świat z wysoka.

Mogłabym Ci jeszcze napisać o tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra z zajączkiem z rozbitego lusterka. Otóż udało im się zaobserwować jak skocznie tańcowała igła z nitką i jak dziecię elfów biega po łące z Cudaczkiem Wyśmiewaczkiem, a tajemnicza Królowa Śniegu myje w ciepłym jeziorku swoje czarne stopy, odganiając od siebie Szewczyka Dratewkę, Hobbita, Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków. Piotruś Pan i kapitan Huck też dołączyli do tej zabawy. Wymyślili, że będą biegać po zaczarowanej zagrodzie i hodować kwiat kalafiora. Robili różne psotki i śmieszki, ale uciekli przed Shrekiem, a ja bardzo za Tobą tęskniłam, bo Śpiąca Królewna, jak zwykle zasnęła .Zasnęły również Pulpecja, Noelka, córka Robrojka i Kłamczucha, bo wypiły opium w rosole i przestawiła im się szósta klepka. Nie miałam więc z kim rozmawiać i czytałam brulion Bebe B., słuchając uroczego śpiewu spóźnionego słowika.

Z utęsknieniem czekam więc, Aniu, na nasze majowe spotkanie nad morzem, wtedy opowiem Ci wszystko dokładniej, zwłaszcza o tym, jak Wojtek został strażakiem i co słonko widziało. Może odwiedzimy Alicję w Krainie Czarów, zapewne ucieszy ją nasza wizyta. Ostatnio stwierdziła, że ma dość zabaw z Marcinem Kozerą, bo ten ciągle opowiada jej o Panu Samochodziku i Templariuszach, a ona woli nasze rozmowy na temat nowych szat cesarza i dzikich łabędzi. Amy numer siedem też do nas dołączy. Będzie naprawdę miło i wesoło!

Pozdrawiam Cię mocno i serdecznie, Twoja oddana przyjaciółka -
Ida Sierpniowa.

PS Czy słyszałaś może o krasnoludkach i o sierotce Marysi ? Ponoć chcą odwiedzić chatkę Puchatka i pojechać razem z Kaczką Dziwaczką, Zosią Samosią, Dyziem Marzycielem, Samochwałą i Skarżypytą do Kota w Butach, słuchać wieści z ptasiego radia!!!

B-c, 2000/2001, p.p.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik


*obrazy z ineternetu
***cytat w tytule postu, Diane Setterfield, Trzynasta opowieść; a książki na zawsze. :)