piątek, 30 grudnia 2016

I niech stanie się Dobro...



Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury.

Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie poświęcę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować. Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej.


Nie pasuję do plotkowania. Nienawidzę konfliktów i porównań. Wierzę też w świat przeciwieństw i dlatego unikam ludzi o sztywnych i nieelastycznych osobowościach. W przyjaźni nie lubię braku lojalności i zdrady. Nie rozumiem także tych, którzy nie wiedzą jak chwalić lub choćby dać słowo zachęty. Mam trudności z zaakceptowaniem tych, którzy nie lubią zwierząt. A na domiar wszystkiego nie mam cierpliwości do wszystkich, którzy nie zasługują na moją cierpliwość.


------------------




 Okazuje się, że ten manifest, słowa, które cytuję powyżej, wypowiedział ktoś inny niż Meryl Streep. Należą one do José Micard Teixeira – portugalskiego coacha. Jak to się stało, że internet je przechwycił, podchwycił i uznał, że są słowami wielkiej aktorki, nie mam pojęcia. Sama również bym się pod nimi podpisała. 
Podobno, autor tego tekstu napisał, że są to słowa, z którymi pani Streep się utożsamia i nimi żyje...  Zatem ktokolwiek tak naprawdę to powiedział, możemy sobie coś z tego wziąć.

 


Pamiętajmy w Nowym Roku, aby unikać negatywnych ludzi, dbać o siebie, swoje wartości, swój komfort psychiczny.
Dbajmy również o mądre, pełne pasji, ciepłe, pozytywne relacje z ludźmi, którzy są dla nas Dobrem! Utopijnie i naiwnie wierzę, że tych naprawdę dobrych ludzi (czyli takich, którzy świadomie wybrali dobro) jest dużo więcej.

Wspominając słowa Norwida, że po nas "zostanie poezja i dobro" - bądźmy po prostu i zwyczajnie, po ludzku dobrzy dla siebie, ludzi, zwierząt i naszej cudownej Matki Ziemi, dbajmy o piękno naszych umysłów! 
Franciszkanie pozdrawiają się słowami "Pokój i Dobro!" - my też się w ten sposób pozdrawiajmy, niekoniecznie werbalnie, pokój i dobro można i należy czynić, trzeba je pielęgnować w sobie, swoich domach po to, aby rozprzestrzeniły się po świecie.
Wszystko zaczyna się w nas, w naszych głowach, więc zaczynając od siebie - zaczynajmy od rzeczy pozytywnych pamiętając, że to, co zasiejemy będziemy zbierać. 
 

Szczęśliwego Nowego Roku, zdrowego, spokojnego, pięknego i dobrego, życzę Wam, którzy do mnie zaglądacie, a sobie - egoistycznie - życzę lepszego zdrowia, gdyż ostatnio nie mam do swoich chorób siły i weny - ledwie się wykaraskam z jednej, przychodzi kolejna. Wiem jednak, że to minie i będzie dobrze.
Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku będę częściej na Waszych i na swoim blogu.


Serdeczności. pozdrowienia i dobre myśli posyłam do Was, j.

Bądźmy wdzięczni ludziom, którzy czynią nas szczęśliwymi, są to uroczy ogrodnicy, którzy sprawiają, że nasze dusze kwitną.

  Marcel Proust


*obrazki z netu

poniedziałek, 26 grudnia 2016

"Uważam, że dzięki Internetowi wszyscy piszemy i czytamy więcej. " ***



JoAnna postanawia zapodać Wam dzisiaj uroczo tkliwy felieton Pana Vargi, a potem na brzegu wyrka usiąść i zapłakać nad alchemią i pielgrzymką życia przez około jedenaście minut, w duecie z Bridą po to, aby pod czujnym oczkiem czarownicy z Portobello być jak płynące ścieki ku zgrozie wszelkiej maści wojowniczek światełek choinkowych, rezydujących na piątej górze górnolotności, mając za nic również demona i pannę Prym, szpiega oraz walkirie z rękopisu znalezionego w Akcie. W całkowitej samotności zaś zrozumieć, że zwycięzca jest sam, a dzięki zdradzie można odnaleźć sens zbyt poukładanego życia!

 ;-) -------

A tak serio: wart zatrzymania i przemyślenia tekst Krzysztofa Vargi, dobitnie świadczący o tym, że grafomania to pojęcie względne, a dobre jest to, co się czytelnikowi podoba, co do niego trafia, co chce czytać, bo przecież nawet największe dzieło bez czytelnika jest tylko ciągiem liter, umownych znaków...



Osobiście nie należę do fanek brazylijskiego pisarza i zawsze miałam go za "filozosiową" kalkę, podobnie jak E.E. Schmitta czy naszego J.L. Wiśniewskiego (chociaż z tej trójki Coelho najmniej do mnie przemawia, o ile w ogóle przemawia).

Uważam jednak, że lepiej czytać Coelho niż nie czytać w ogóle, bo Janusz Korczak miał świętą rację, gdy powiedział, że to nie grafomania jest niebezpieczna, ale analfabetyzm. Wtórny również, więc...
De gustibus non est disputandum, a wielbicielek Fleszerowej - Muskat, Danielle Steel czy ostatnio Anny Ficner-Ogonowskiej ci u nas dostatek. Rekordy popularności biją "pozytywne" wytworki Reginy Brett czy naszej rodzimej Beaty Pawlikowskiej.

 I dobrze!
W świecie tak zdehumanizowanym, jak nasz, potrzeba wzmacniająco - pocieszających tekstów i bajek o miłości szczęśliwej rośnie nie tylko w dziedzinie prozy ale również poezji.

Mój ukochany poeta, Tadeusz Różewicz, napisał, że nawet najgorszy wiersz może dla kogoś być dobrym wierszem, podobnie jest z prozą, dramatem, filmem, piosenką.
Coelho w chętnie udzielanych wywiadach i wielu wpisach w internecie (który lubi, ceni, uważa za wspaniały wynalazek, zbliżający ludzi), słusznie broni swoich fanów (a że przy okazji wychodzi na ignoranta, krytykując wielkie dzieła wielkich pisarzy, np. "Ulissesa" Joyce'a, to szczegół):

  Nikt nie zmieni tego, jak piszę! Ale jest jedna rzecz, której nie mogę znieść. To krytykowanie moich czytelników, sugerowanie, że są głupi. Możesz mówić źle o mnie i moich książkach, ale nie o moich czytelnikach.
 
Zawsze uważałam czytanie za cudowną, najlepszą zabawę (tu ukłon w stronę naszej Noblistki!), za niesamowitą podróż w inne wszechświaty, więc zawsze i wszędzie będę wspierać czytelników wszelkiej maści, w duchu tylko przyznając rację bardziej wyrafinowanym autorom krytycznych artykułów...


A jeszcze à propos zacytowanych w tytule słów brazylijskiego pisarza: czy więcej znaczy... lepiej?


Oto niektóre spostrzeżenia Krzysztofa Vargi:


Kiedyś w weekend przeczytałem w celach antropologicznych trzy książki Coelha, a były to „Alchemik”, „Weronika postanawia umrzeć” oraz „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” – łatwo poszło, nie przypominam sobie lektur, które by mniejszy opór stawiały, nie pomnę w tej chwili, czy kiedykolwiek udało mi się w dwa dni przeczytać trzy książki. Żadnego wysiłku to ode mnie nie wymagało, choć pozostało dojmujące poczucie straty czasu i umykającego życia. Zysk jednak z tego był taki, że nabrałem do brazylijskiego szamana swoistego szacunku, wzmocnionego prawdziwą zazdrością – pisać bezwstydne brednie i zarabiać na tym grube miliony to wielka sztuka.

 Pojadę tu banałem, ale skoro o królu banałów jest opowieść, to inaczej się nie da. Czemu ktoś, kto pisze takie zdania jak: „Toniemy nie dlatego, że się zanurzamy, lecz dlatego że pozostajemy pod wodą”, uznawany jest za mędrca? Czemu ktoś, kto mówi: „Człowiek walczy, by przetrwać, a nie po to, by się poddać”, traktowany jest jak wyrocznia? Dlaczego ktoś, kto ośmiela się bełkotać: „Samobójcza decyzja zmusza do myślenia przede wszystkim o sobie, o innych myśli się później”, daje bełkoczącemu miano kapłana? Z jakiego powodu ktoś, kto bez obciachu pisze: „Skoro nie można się cofnąć, trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód”, uważany jest za nieomal autora Biblii? Ano dlatego, że ludzie właśnie Biblii potrzebują, a że Pisma Świętego nie czytają, to czytają Coelha. Gorzej jeszcze: szukają przepisu na szczęście. Poszukiwanie szczęścia wśród odbiorców kultury popularnej sięgnęło rozmiarów epidemii. Podaję tu kilka na chybił trafił wziętych tytułów książek, jakie w ostatnim czasie się ukazały: „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”, „Hygge. Klucz do szczęścia”, „Trening szczęścia”, „Architektura szczęścia”, „Herbata szczęścia”, „Kod szczęścia”, „Symbole szczęścia”, „Spontaniczne szczęście”, „Szczęście. Odkrywanie bogactwa psychicznego”, „Szczęście na każdy dzień”, „O szczęściu. Podróż filozoficzna”, „Drzwi do szczęścia”, „Znalazłam klucz do szczęścia” – przerywam brutalnie tę enumerację tytułów, bo zajęłaby całą przestrzeń przeznaczoną na niniejszy felieton. Naturalnie idzie tutaj o naiwny eskapizm, ucieczkę od świata, który coraz bardziej nieakceptowalny się staje, a owa ucieczka przybiera dziecinne kształty. Ściślej – jest to ucieczka żenująco infantylna.
 
Brnijmy w banał: wyświęcenie Coelha na wyrocznię w sprawach duchowych i owa patologiczna popularność poradników o szczęściu niczym innym nie są niż tylko wyrazem tęsknoty za wiarą, za religią, za Bogiem wreszcie. Człowiek to jest przecież homo religiosus, musi w coś wierzyć, nawet jeśli ma to być frajerska wiara w możliwość osiągnięcia pełni szczęścia dzięki podręcznikom filozofii papuśności – owiniemy się kocykiem, zaparzymy herbatkę, zapalimy świeczki, przytulimy kotka i wrzucimy zdjęcie kotka na Facebooka, bez fotki kotka na Facebooku nie ma szczęścia. W tym momencie nabieram szacunku dla ludzi średniowiecza. Mówię to ja – zajadły ateista.
Takiego mamy Szekspira, na jakiego zasłużyliśmy, i takiego ewangelistę, jakiego nam infantylna kultura dała.


 A tak na marginesie, to co czytacie obecnie? Ja, prócz tomików poezji, przeczytałam "Małe życie" Hanyi Yanagihary, "Amerykańskich bogów" Neila Gaimana, "Inną duszę" Łukasza Orbitowskiego i... nie wiem, który już raz "Regulamin tłoczni win" Johna Irvinga. Teraz biorę się za "Dotyk" Claire North.


Pozdrawiam, postaram się bywać tu częściej.



 *** cytat w tytule notki, Paulo Coelho

* jedna z wielu stron na Facebooku


**** polecam też felieton Natalii Szostak pt. Paulo Coelho: wykpiwany zbawiciel i jego złote myśli
 

 

sobota, 3 grudnia 2016

"Poezjo, pod twoją obronę… " ***


regres

nie ma już we mnie liryki
życie ją przytłoczyło
opadła jak deszcz meteorów
w czeluście nieistnienia

siedzę i patrzę w przestrzeń
jesień dobiega końca
a słowa nie chcą zalśnić
jak pierwszy mróz na szybach

chciałabym znowu pokochać
i pisać o miłości
wersy tkliwe i pełne
przewezbranej tęsknoty

chcieć to pobożne życzenie
bo wiersze nie znoszą tłumu
hurtowo umiera jesień
w listopadowym zgiełku

strofy lśnią w samotności
i nie chcą się przebudzić
w świecie w którym poezja
to tylko



zbytek łaski



JoAnna Idzikowska - Kęsik, XII 16 


 (bez)głos


 noszę je
w sobie


coraz śmielej
mądrzej częściej
świadoma niemych słów


 strojna milczeniem
powiem
najwięcej






~jik©

Ci, którzy mają coś do powiedzenia, na ogół są małomówni. Reszta pieprzy jak natchniona.

Sławomir Kuligowski


Ponieważ nie mam siły na nowy post z różnych przyczyn , składam Wszystkim Odwiedzającym mojego bloga, życzenia przecudnego Czasu i wszelkiego Dobra!

Niech Wam się darzy jak najpiękniej!
 JoAnna


cytat w tytule Maria Pawlikowska - Jasnorzewska
*gify z netu