
"Tylko pisaniem umiem się utulić". - Agnieszka Osiecka
Translate
wtorek, maja 26, 2026
Famale Power

sobota, kwietnia 25, 2026
Powrót z zaświatów
Wybaczcie, że mnie nie było, że ukryłam to miejsce dla czytelników i mój blog był niewidoczny dla wszystkich wyszukiwarek, że się nie odzywałam, ale - wierzcie mi - naprawdę uchroniłam tym sposobem mój blog przed skasowaniem po ponad czternastu latach pisania.
Dobiła mnie alergia, a rozjechały mnie jak walec drogowy, leki na nią. To jest totalny paradoks - leki na alergię, które uczulają, pogarszają feeling, powodują wysypkę, plamy na skórze, bolesne wypryski na twarzy i dekolcie, bóle i zawroty głowy oraz mdłości. Od połowy marca czułam się po prostu koszmarnie, naprawdę myślałam, że zejdę z tego świata. Nie ma nic sympatycznego w tym, że człowiek, dla którego oddech znaczy życie - ma z nim ogromne trudności. Przez to odczuwałam dyskomfort w całym ciele, czułam się bardzo źle, jakbym się zapadała, byłam bardzo słaba, kręciło mi się w głowie. Dawno nie miałam takiego odpływu, spadku energii i tak złego samopoczucia. Były dni, że nawet nie miałam siły się napić, że wszystko stawało się szare, obce i obojętne. W połowie marca L-4 i mnóstwo leków za niemałe pieniądze, potem praca ponad siły, po prostu harówka. W święta wielkanocne, gdy wszyscy delektują się jedzeniem, ja zrobiłam sobie bardzo świadomie, cztery dni totalnej głodówki, z nadzieją, że pomoże, wypłucze toksyny z organizmu, ale stało się inaczej - nie odzyskałam wigoru. Później pojawiła się ogromna, swędząca i bardzo bolesna opryszczka na ustach, którą najpierw wzięłam za odwodnienie, za spierzchnięte usta i na którą już po prostu musiałam wziąć tabletki, bo same maści okazały się, niestety, za słabe. Wszystko to spowodowało stany depresyjne, apatię, dolegliwości psychosomatyczne, bóle w całym ciele, zwłaszcza w dolnej części kręgosłupa.
Teraz znowu mam zwolnienie lekarskie, dostałam też skierowanie na zrobienie wszystkich potrzebnych badań, także USG brzucha. W poniedziałek ponownie lekarz - a tak naprawdę przedobra i empatyczna Pani Doktor, ale ja już wiem, że wyniki mam dobre, bo je sprawdziłam w internecie, dolna granica, ale jest ok, nawet poziom witamin B i D jest w normie. Mam też dobre TSH mimo wieloletnich problemów z tarczycą, trwających od czasów liceum do około czterdziestki, gdy świadomie odstawiłam 11 piguł dziennie przepisywanych latami.
Strasznie się bałam tych wyników, bo gdyby się okazały takie same, jak moje samopoczucie, byłyby fatalne... Dlatego już wiem, czuję i rozumiem, że moje ciało powiedziało dość pędowi i nadmiarowi bodźców, a przede wszystkim - stop farmakologii. Nie znoszę łykania piguł. Stają mi w gardle, okropnie na mnie oddziałują. Koniec, kropka.
Dziękuję wszystkim, którzy w czasie tej absencji, nieobecności wysłali do mnie e-maile. Bardzo się cieszę, że jesteście, że mogę z Wami rozmawiać w jakiejkolwiek postaci.
Powyżej obraz nieznanego Autora. Poniżej jedna z moich ukochanych piosenek i najnowszy wiersz; ostatnia grafika z internetu, pt. Cердце души autorstwa tajemniczego J.D. 😘 Uściski! 🌹
🌺
xXx
niedziela, marca 22, 2026
Niedzielne utyskiwania, rozkminki i polecajka
Drodzy, wybaczcie nieobecność na Waszych blogach, brak komentarzy oraz odpowiedzi na Wasze komentarze tutaj, na moim blogu. Zmiotła mnie nie tyle wiosenna alergia, co rozwaliły i rozstroiły mnie leki na nią. Chyba zbyt silne, zbyt inwazyjne. Nie wiem, jak określić stan, w którym nawet podczas leżenia czy siedzenia w wygodnym fotelu, kręci mi się w głowie, kiedy czuję się otumaniona i nieco nieobecna. I na dodatek nie widzę jakichkolwiek efektów leczenia.
Moja nieobecność na Waszych blogach, też wiele mi mówi o tym, jak to wszystko tutaj, na Bloggerze, wygląda. Jednak taktownie to przemilczę. Ale wiele blogów sama odpuszczę i nie będę się nikomu narzucać ze swoimi wierszami oraz komentarzami, na które nie otrzymuję feedbacku czy choćby grzecznościowego komentarza. Z serca dziękuję tym, którzy po prostu są. Mając 56 lat powinnam już się przyzwyczaić do jednej rzeczy, mianowicie do tego, że są ludzie, którzy - chociaż nie mają o mnie pojęcia - nie lubią mnie za samo istnienie w internecie. To jest fenomen sieci. Niech im będzie, nie mnie to oceniać.
Jak nieco mi się polepszy, na pewno odwiedzę Wasze blogi. A ten post pozostawię bez komentarzy. Jeśli chcecie, komentujcie go w poprzednim poście, ja naprawdę czytam wszystko, co do mnie piszecie, co chcecie mi przekazać i robię to ze zrozumieniem. Niekiedy nie nadążam z odwiedzaniem Was, bo goni mnie czas, bo nawet na zwolnieniu lekarskim nie mam ciszy i spokoju. I z jednej strony bardzo mnie cieszy troska innych, pochylam się również nad ich potrzebami i problemami, a z drugiej, chciałabym pobyć sama w domowym zaciszu, pogrążona w swoich myślach, książkach i wierszach. I móc rozmawiać z bliskimi, którzy na co dzień mają mnie mało, ze względu na moje różne prace, dodatkowe zajęcia.
Pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają i życzę Wam udanego, ciepłego, wiosennego, cudownego nowego tygodnia. Bądźcie zdrowi!
*
PS
Szukając inspiracji do przedstawienia na szkolną uroczystość, przypomniałam sobie powieść nieodżałowanej Doroty Terakowskiej. Książkę opowiadającą o dziewczynce z Zespołem Downa, czytałam dwadzieścia lat temu i czytam od wczoraj, mimo bólu głowy (nomen omen wczoraj był Dzień Zespołu Downa, Światowy Dzień Poezji i pierwszy Dzień Wiosny). Swój egzemplarz pożyczyłam kiedyś komuś nieuczciwemu, kto mi go nie oddał, ale brat wypożyczył mi tę książkę w mało uczęszczanej Bibliotece Pedagogicznej (książka jest czysta, w każdym razie) i muszę Wam polecić tę piękną powieść. Jest wspaniała i wzrusza, jak dawniej.

środa, marca 18, 2026
"Wiosna w końcu nadejdzie, tak samo i szczęście. Spokojnie. Życie stanie się cieplejsze".***
Witajcie moi Drodzy, na początek mój dzisiejszy wiersz, nad którym pewnie jeszcze popracuję...
Przyloty
Niestety, zaniedbałam pamiętnik przez wielką ilość pracy w szkole, pracy terapeutycznej, pracy redakcyjnej i innych obowiązków, jednak zamierzam nadrobić zaległości, choćby tylko w wyrażaniu wdzięczności za życie, za to, co i kogo mam obok siebie, za zdrowie, rodzinę, przyjaciół, zwierzęta.
niedziela, marca 01, 2026
"Poezja to echo proszące cień do tańca”.
JoAnna Idzikowska-Kęsik
płynność
"Ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew". - Sławomir Mrożek
chciałabym umieć kochać naprawdę
bezwarunkowo nieoczekująco
po prostu
nie kusić przypadku obejść
wszystkie kiepskie scenariusze
być z tobą bez względu na inne możliwości
ominąć rachunki (nie)prawdopodobieństwa
rozdrapać strupy myśli trzymanych na uwięzi
robić głupstwa pisać bzdury grzeszyć jak Maria z Magdali
w hołdzie pięknej Eunice wpompować siebie w ciebie
do ostatniej najmniejszej kropli
krew łzy pot ślina to przecież tylko woda z dodatkową
porcją zaczerwienionych rozgorączkowanych emocji
a one płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu
którego tak mało
tak bardzo mało
dla nas
23 VII 16
*
Esej interpretacyjny do wiersza JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność”
Wiersz JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność” jest zapisem tęsknoty za miłością czystą, nieskomplikowaną, a jednocześnie całkowitą, taką, która nie podlega ani lękom, ani rachunkom prawdopodobieństwa, ani wewnętrznym autocenzurom. Podmiot liryczny pragnie kochać „naprawdę”, to znaczy: w sposób wolny od kalkulacji, bezwarunkowo, po prostu. Ten minimalistyczny, ale pełen ciężaru frazes otwiera cały wiersz i stanowi jego klucz: potrzeba miłości, która nie jest wymyślona, teatralna, ani podszyta strachem. Cytat z Mrożka o nieprawdziwej scenicznej krwi wyznacza ramę, świat emocji, choć fizjologiczny, cielesny, materialny, ma w sobie prawdę, której scena nie potrafi podrobić.
W kolejnych wersach poetka demaskuje mechanizmy obronne: unikanie „kiepskich scenariuszy”, kalkulowanie uczuć, wybieranie najbezpieczniejszych wariantów. Miłość w wierszu musi ominąć „rachunki (nie)prawdopodobieństwa”, bo każda próba analizy osłabia to, co w uczuciu najważniejsze, spontaniczne zawierzenie. Bohaterka chciałaby dotknąć miłości w sposób niecenzurowany, niemądry, ryzykowny. Dlatego zapisuje pragnienie „rozdrapania strupów myśli”, powrotu do niekontrolowanej żywiołowości, robienia „głupstw”, a nawet „grzeszenia jak Maria z Magdali”. To wyznanie nie ma w sobie prowokacji, jest raczej deklaracją: miłość prawdziwa wymaga odejścia od roli, od pozorów, od społecznie narzuconej powściągliwości.
Wzruszająca jest także metafora „wpompowania siebie w ciebie”, złożenie hołdu Eunice symbolicznej, pięknej, pełnej kobiecości, poprzez totalne przenikanie się dwojga ludzi. Miłość tu nie jest ideą: jest fizjologią, płynami ciała, tym, co najbardziej realne. Krew, łzy, pot i ślina, substancje, które w teatrze nie mogą być prawdziwe – w życiu kochających stanowią dowód autentyczności, materialne świadectwo emocji. Poetka pokazuje, że ciało jest nośnikiem prawdy; że uczucie nie istnieje w abstrakcji, lecz objawia się właśnie w tym, co fizyczne, płynne, „rozgorączkowane”.
Końcowe wersy unoszą wiersz na poziom egzystencjalny. Emocje „płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu”, a świadomość kruchości, upływu, ograniczoności życia nadaje miłości tym większy ciężar. „Czasu tak mało, tak bardzo mało – dla nas” to przejmujące wyznanie, które zamyka całość i wydobywa z prostych słów tragizm ulotności. Podmiot nie marzy o miłości idealnej, lecz o miłości nielękającej się intensywności, takiej, która nie marnuje minut ani nie odkłada uczuć na później.
„płynność” jest więc wierszem o pragnieniu pełni miłości prawdziwej, cielesnej, danej bez oporu i bez asekuracji. To poetycki manifest życia, które nie chce być grane „na scenie”, lecz przeżyte w całej swojej cielesnej, emocjonalnej, niepowtarzalnej prawdzie.
*
TOMASZ
WALCZAK – poeta, pedagog teatru, animator kultury. Absolwent Akademii
Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie (Wiedza o Teatrze). Przez
wiele lat związany z Teatrem im. A. Sewruka w Elblągu jako kierownik
Ośrodka Kultury Teatralnej, rzecznik prasowy i aktor. Debiutował w 1993
roku w antologii „I znów będziemy poetami". Autor tomików poezji:
„Blizny", „Drzazgi w myśli", „Fantasmagorie". Laureat kilkudziesięciu
ogólnopolskich konkursów poetyckich, częściej jurorem niż uczestnikiem.
Odznaczony m.in. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz
Nagrodą Prezydenta Elbląga. Inicjator i koordynator wielu działań
literackich i festiwalowych, m.in. Drezdenki Międzymiastówki Poetyckiej.
Obecnie pracuje i tworzy między Polską a Niemcami, przygotowując do
druku tomy poezji polsko-niemieckiej.
Tomasz Walczak to także wędrowiec słowa i emocji, który w wierszach szuka śladów ulotnych chwil. Jego poezja to przestrzeń, gdzie codzienność splata się z marzeniem, a samotność z tęsknotą za sensem. Tworzy obrazy z dźwięków i rytmów, w których każda fraza jest jak oddech. Inspiruje go przyroda, świat ludzi i nieuchwytne echo wspomnień. Jego teksty poruszają serce i umysł, prowokując do zatrzymania się w biegu życia. Tomasz eksperymentuje z językiem, szukając piękna w subtelnych niuansach słów. Publikuje w sieci i antologiach, dzieląc się poezją z szerokim światem. Każdy jego wiersz jest zaproszeniem do wędrówki po krainie uczuć i refleksji. W twórczości stara się łączyć światło z cieniem, radość z melancholią. Poezja Tomasza Walczaka jest mostem między tym, co przemija, a tym, co trwa w pamięci i sercu.
***
Jeszcze raz serdecznie dziękuję poecie Tomaszowi Walczakowi za tę wspaniałą interpretację mojego starego wiersza. Takie gesty motywują do pisania. Motywują do pracy nad sobą, swoim warsztatem. Sprawiają, że przestaję się czuć osobna, odosobniona, na poetyckim uboczu, żeby nie powiedzieć: wygnajewie. Trudna jest rola oudsiderki, bezpańskiej poetki, a takie eseje wzruszają i dodają skrzydeł i wiary w siebie, w sens pisania.
Esej Tomasza wraz z moim wierszem opublikowany został w ramach akcji 100 wierszy o Miłości. Publikuję go również tutaj, na moim blogu, żeby został ze mną na dłużej, żeby mi przypominał, że warto pisać, że nie trzeba swoich zaczętych wierszy niszczyć, wyrzucać, ani chować do szuflady. Że nie wolno się poddawać, bo pisanie jest jak tlen, jak katharsis.
Piszę od dziecka i odkąd sięgam pamięcią, czytam wiersze. Jako pedagog teatru czytam je na głos - od zawsze. Dlatego są ze mną i we mnie po prostu od początku i będą do końca, dopóki będę miała siłę czytać.
W liceum, jak się nudziłam na lekcjach, co wcale nie było rzadkością, pisałam wiersze w pamiętniku. Moi nauczyciele już w podstawówce, chwalili moje "lekkie pióro", podobnie było w liceum i na wszystkich studiach, a studiowałam długo, bo szukałam siebie i swojego miejsca w świecie. I pisałam.
Był jednak moment, gdy spadła na mnie fala takiego hejtu, ze strony poetów i złośliwych czytelników, a także zwykłych, bardzo niekulturalnych ludzi, że zwątpiłam, załamałam się, bo nie umiałam pojąć tak bezinteresownej zawiści. To po prostu spadło na mnie jak grom i nie mieściło się w moim postrzeganiu ludzi, którzy piszą wiersze i jednocześnie są tak bezwzględnie krytyczni wobec innych poetów.
Wtedy wpadłam w depresję i zablokowałam się na lata. Teraz wstaję. Budzę się i wiem, że chcę pisać. Nie chcę też pisać o sobie jako o autorce paru wierszy, chcę mówić o sobie jako poetce - bo nią jestem i będę. Nie chcę być cieniem, bo kocham słońce i chcę tańczyć w słońcu z poezją, dopóki żyję.
Wiem też, że wiele osób omija mnie w blogosferze, mój blog, moje posty i w ogóle, ucieka ode mnie w internecie, ale to nic. Nie będę już wchodzić na niektóre blogi i komentować tam, gdzie nie jestem mile widziana. Szkoda mojej energii i cennego czasu. Umiem odpuszczać i być niesamowicie konsekwentna w swoich postanowieniach, działaniach. Nikomu nie będę się narzucać ze swoją poezją, rozumieniem sztuki i komentarzami. Jak ktoś ma potrzebę ignorowania i czucia się lepszym, jego wola.
Jednak tutaj, u siebie będę pisać co chcę i jak chcę, choćbym miała znowu zostać sama ze sobą. To miejsce w sieci to nie jest mój kaprys, to mój azyl. Jeśli ktoś nie chce, bym odwiedzała jego blog, niech mi o tym po prostu, szczerze napisze. Zrozumiem bez oceniania. I sytuacja będzie jasna, jak słońce, które kocham. Kąśliwe uwagi, jakieś komentarze wynikające z braku zrozumienia tekstu, to też nie świadczy o mnie...
Was, którzy zostaliście i tu jesteście i - mimo wszystko - do mnie zaglądacie, proszę - czytajcie poezję i bądźcie dla siebie życzliwi w tym poetyckim światku i nie tylko, bądźcie życzliwi na co dzień. Naprawdę czasem jedno okrutne, nieprzemyślane słowo, potrafi uczynić wiele złego. Po co umniejszać, jeśli można sprawić, że ktoś się uśmiechnie?
*
UWAGA SPOILER, czyli film dla nadwrażliwych
Polecam również film, który obejrzałam w sobotę w kinie. Wiele razy już na tym blogu podkreślałam, że uwielbiam skandynawskie kino i literaturę i to jest prawda, rzadko się zawodzę. Lubię ich oszczędność w środkach wyrazu i klimat, który trudno jednoznacznie nazwać.
Film dostał już wiele nagród na różnych festiwalach i wcale mnie to nie dziwi. Opowiada o relacjach międzyludzkich, emocjach, więzach i węzłach czy wręcz splotach rodzinnych, samotności, depresji i o sztuce, żałobie. Traktuje również o niedomówieniach, bardzo trudnych relacjach z nieobecnym ojcem artystą (nieco przypominającym Ingmara Bergmana). Jest świetnie zagrany. Jednym z ogromnych atutów tego dzieła jest wybitny szwedzki, światowej sławy aktor, Stellan Skarsgård (jeden z moich bardzo ulubionych aktorów współczesnego kina), ale generalnie aktorstwo w tym filmie jest prima sort. I muszę tu wspomnieć o Elle Fanning, która chyba staje się lepszą lub raczej ciekawszą aktorką, niż jej starsza siostra, Dakota - jest to jednak moje subiektywne wrażenie, może dlatego, że teraz Elle wydaje mi się ładniejsza od Dakoty?
W moim odczuciu ten film opowiada również o stracie, o tym, że kiedy latami tłumi się emocje, gdy się ich nie dostrzega, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci stresu, ataków paniki, nawrotów depresji, bolesnych wspomnień. Jest w mim też motyw związków romantycznych, które nie zawsze są proste, a nasze oczekiwania wobec partnera, często mijają się z rzeczywistością. Pięknym, wspaniale i wzruszająco zagranym wątkiem jest tu także siostrzeństwo.
Film, o którym mówię, to "Wartość sentymentalna" (tytuł angielski "Sentimental Value" ,2025) w reżyserii Joachima Triera, zrealizowany w koprodukcji międzynarodowej. Moja ocena 7,5/10, resztę oceńcie sami, idąc do kina.
Z innych, miłych rzeczy: wśród świąt nietypowych, o których pisałam w ostatnim poście, 1 marca przypada Dzień Przytulania Bibliotekarza. Wysłałam wirtualne tulaski naszej blogowej Jotce. Z tego, co pamiętam, studia bibliotekoznawcze skończyły również Kasia Dudziak i Iwona Zmyślona. Ja też jestem magistrem informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, ale nie pracuję i nie chciałabym pracować w tym zawodzie, nawet na emeryturze. Nie współgra ze mną i moim charakterem, temperamentem. Skończyłam te studia dawno temu, jako drugi kierunek, gdy byłam jeszcze naiwna i wyobrażałam sobie, że na bibliotekoznawstwie poznam dogłębnie wszystkie literatury świata, że będę czytać wszystko, od popularnonaukowej po powieści afrykańskie, japońskie i nowozelandzkie, poznam poezje wszystkich krajów. Niestety, tak nie było, owszem, było sporo zajęć filologicznych, literaturoznawczych, kulturoznawczych, ale to nie było to, czego oczekiwałam, co chciałam poznawać. Z tym, że ja wtedy jeszcze miałam nawyk kończenia tego, co zaczęłam. I skończyłam te studia z bardzo dobrą oceną, z ocenioną na piątkę z plusem pracą magisterską, liczącą ponad 200 stron, którą napisałam w niecały miesiąc, żeby było śmieszniej. Bo ja mam tak, że najpierw układam sobie wszystko w głowie, widzę to w wyobraźni, a kwestia przelania tego na klawiaturę, to już tzw. pikuś zwłaszcza, że bardzo szybko piszę.
No i napisałam o tym Małgosi, cudownej poetce, która opublikowała piękne zdjęcia swoich koleżanek pracujących w bibliotekach, życząc im wszelkiego dobra... I dzisiaj od niej dostałam takie moje fotki z istotami, które kocham (ostatnio coraz częściej widuję szopy pracze w parku):
Jeśli chcecie poczytać wiersze tej pięknej poetki i obejrzeć jej obrazy, to są na moim blogu TUTAJ.
Dziękuję Małgosiu!
*
NA KONIEC CYTAT, SŁOWA JEDNEGO Z MOICH UKOCHANYCH PISARZY, KURTA VONNEGUTA:
I to tyle na dzisiaj.
I dziękuję Wam, że jesteście, czytacie, komentujecie!
DZIĘKUJĘ. Cпасибо. MERCI. THANK YOU. DANKE. OBRIGADO. GRACIAS. GRAZIE.
*
Cytat w tytule postu jest autorstwa Carla Sandburga.
czwartek, lutego 26, 2026
Dzień Pozdrawiania Blondynek - święto nietypowe
W kalendarzu, oprócz regularnych, znanych i powszechnie celebrowanych świąt, pojawiają się tzw. święta nietypowe, jak np. Dzień Kredki (22 XI), Dzień Wody (22 III), czy też dzisiejszy, tytułowy - Dzień Pozdrawiania Blondynek. Ja sobie z moimi klasowymi chłopakami drukuję te kartki z kalendarza - nietypowe święta i codziennie sprawdzamy, jaki mamy dzień. Jest to jednocześnie zabawa połączona z nauką, jak i temat do dyskusji lub jakiejś dodatkowej pracy, bo np. w marcu w Dzień Budyniu, gotujemy sobie pyszny budyń, uczymy się ten deser estetycznie i apetycznie przystrajać. Nie odpuszczam im też Dnia Poezji (21 marca - kumulacja dni nietypowych, bo to również Dzień Zespołu Downa), czytamy i omawiamy wiersze o wiośnie... Polonistka/filolożka, wciąż we mnie tkwi, jestem też córką i mamą polonistek, chociaż troszkę zdurniałam po przebranżowieniu i chyba przestałam przywiązywać wagę do pięknego pisania, mówienia, kulturalnej rozmowy, krasomówstwa. I pomyśleć, że kiedyś wygrywałam olimpiady polonistyczne (geograficzne również), konkursy recytatorskie, oratorskie, krasomówcze, dyktanda. Teraz, jak blondynka z kawałów, kocham teksty w stylu: "Mój feeling jest do bani, a wiosny ani, ani" i kocham popową modę, zwłaszcza porwane i/lub haftowane jeansy i mam gdzieś, co inni o tym myślą, bo ich myślenie jest ich sprawą. Im starsza jestem, tym bardziej odstręcza mnie korporacyjna elegancja, którą za młodu lansowałam na co dzień, a teraz, po latach biegania na obcasach, tylko cierpi mój kręgosłup. OK, koniec żartów, koniec odbiegania od tematu postu. Wracamy do jasności, również umysłu.
W ten dzień blondynek, który ustanowiono po to, aby przełamywać stereotypy dotyczące jasnowłosych istot rodzaju żeńskiego, pozdrawiam wszystkich, nie tylko blondynki, bo jak mawiał Waldemar Łysiak, znawca sztuki i autor interesujących esejów o sztuce pt. M W: "Brunetki to też blondynki, tylko ciemniejsze". A blondynki w sztuce królowały przez wieki i myślę, że królują do dziś. 🥰😍😘
Jako dziecko byłam jasną blondynką z loczkami, a moje oczy wg relacji taty, bardzo długo były granatowe. Potem włosy mi nieco ściemniały, ale wciąż miałam loki, które latami namiętnie prostowałam różnymi sposobami. Teraz moje odrosty są dość ciemne, bo nie mam jeszcze siwych włosów. 👱 Blondynką jestem z wyboru i przekonania. Miałam już każdy kolor włosów, prawie wszystkie możliwe fryzury, nigdy jednak nie zrobiłam tzw. trwałej i po tych wszystkich eksperymentach, postanowiłam mieć jasne włosy - być legalną blondynką. Raz ciemniejszą, czasem jaśniejszą, niekiedy pasemkową, ale blondynką.
Niedawno, w czasie zimowych ferii, mocno przycięłam włosy na boba, zrobiłam też pasemka i czuję się z tym świetnie i niezwykle kobieco. 🙃🙂 Noszę też w uszach kolczyki - kwiaty, bo brakuje mi kwiatów w naturze. Niedawno dostałam piękne z mlecznymi bursztynami w złoconym srebrze. Kwiatowe kolczyki kupuję w Temu, a Ukochany przekłada mi je na bigle ze złoconego srebra, bo zwykłych, metalowych nie mogę nosić ze względu na silną alergię.
Dzielę się dzisiaj z Wami fotkami mojej codzienności. 🍀Dużo u mnie się dzieje, także prywatnie, zawodowo i poetycko, nie o wszystkim mam czas i siłę pisać.

że również to kryje się za samym obrazem: nie tylko złożone próby odczytania, uczone interpretacje, śmiałe egzegezy i setki hipotez. Nie. Pod warstwami farby – i to należało mieć na
względzie – kryła się rozbrajająca prostota przedmiotów, na
których utrwalono – być może nieśmiertelne – momenty samego człowieczeństwa".



%20Sweet%20Puzzles%20Facebook.png)












































