Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, maja 26, 2026

Famale Power

Dobra energia
 
- Erice i Jowicie, kobietom mojego życia
 
To już tyle lat, a ja wciąż doskonale pamiętam
blask twoich lśniących, hebanowych włosów,
które po umyciu nakręcałaś na grube wałki
i oplatałaś siateczką, żeby rano były piękne.
 
W twoją gęstą i jedwabistą czuprynę, ojciec
kochał wkładać dłonie i twarz, ja lubiłam
dotykać, czesać i wąchać. Wzrokiem zaś
głaskałam twój uśmiech, w myślach
tuliłam się do ciebie mocno, najmocniej.
 
Nie wiem, czy moja córka lubi moje włosy,
ale jestem pewna, że lubi mnie, chociaż mocno
odbiegam od standardów, daleko mi do ideału.
Ciebie nie pamięta zbyt dobrze, bo zdecydowanie
za szybko odeszłaś, zostawiając niedosyt.
 
Lubię wierzyć, że kobieca siła scala, nadaje życiu
ważność i sens. I lubię patrzeć na nasze zdjęcia -
impresje ciepłych gestów, łagodnych uśmiechów,
skrywających prostą, ale niezwykle silną więź. 
 
To już tyle lat, mamo, a moja dusza wciąż tęskni,
nadal czuję twoją delikatną, nienachalną obecność.
Jeszcze przez długi czas, córeczko, moje serce będzie
wysyłać ci światło tak jasne, że słowa staną się zbędne. 
 
Energia miłości niech w nas wrośnie, zakorzeni się,
pobiegnie z wilkami, poleci nad makowe łąki
i radośnie, lekko tańczy, niech czule zaklina,
afirmuje świętą żeńskość, odważną kobiecość. 
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 V 26
 
 
W Polsce Dzień Matki obchodzony jest 26 maja. Dla mnie jest to Dzień Kobiet z Rodu. Wspominam wtedy nie tylko moją mamę, ale też moje wspaniałe babcie, przekochane ciocie, które bardzo lubiłam i które były dla mnie bardzo ważne. Myślę z czułością o wszystkich pięknych, zdolnych i mądrych kobietach, jakie udało mi się spotkać na krętej drodze życia.
Jako wielka szczęściara, miałam w życiu trzy mamy: pierwszą była rodzona mama Erika, czarnowłosa i czarnooka, chodząca mądrość, elegancja i tytan pracowitości. Drugą, bardzo ważną, siostra mojego taty, ciocia Danusia, która miała być moją matką chrzestną, a zastąpiła Erikę, w czasie moich wieloletnich studiów: stacjonarnych, kiedy uciekłam z akademika i zamieszkałam z nią i jej książkami, potem zaocznych (drugi fakultet) i kilku podyplomowych, kiedy nocowałam w jej mieszkaniu i spędzałyśmy wiele godzin dyskutując o książkach, czytając wiersze i czasopisma. Kiedy mama zachorowała, Danusia wspierała mnie, była ciocią - babcią dla Jowity; choć sama bezdzietna, ponieważ owdowiała trzy lata po ślubie, była cudowną drugą mamcią dla mnie i mojego kuzynostwa: zawsze otwarta, gotowa wesprzeć, doradzić, ukoić, nakarmić.  Była też nauczycielką, zaczęła od pracy w liceum, potem w szkole podstawowej, następnie wiele lat w przedszkolu, gdyż kochała dzieci, których sama nie miała.
W sercu skrywam również moją teściową, Alinkę - moją trzecią mateńkę - mądrą i dobrą, która bardzo pragnęła mieć córkę, a doczekała trzech synów. Mówiła do mnie "córuniu", a tacie mojej córeczki zagroziła, że jeśli mnie skrzywdzi, to go wykastruje. Była niesamowita. Kiedy Jowita była mała, a ja znowu coś studiowałam, zajmowała się nią, uczyła czytać.
 Zastanawiam się często i myślę intensywnie, jaką jestem mamą dla mojej córeńki najukochańszej i jedynej... Ona twierdzi, że wysoce osobliwą i nadmiernie artystyczną, ze zbyt wielkim poczuciem i pragnieniem wolności. Wie jednak, że zawsze może na mnie liczyć, zadzwonić w środku nocy po to, abym ją przytuliła, choćby na odległość.
 * 
Wszystkim Kobietom życzę zatem spełnienia. Nie każda z nas musi być mamą stricte, może być mamą duchową, może wspierać inne kobiety. Ważne, że po prostu jest. Ja np. ogromnie się cieszę, gdy np. wesprę dobrym słowem koleżankę z pracy, zmotywuję jakąś laskę do działania, albo pomogę psychologicznie jakiejś dziewczynie lub kobiecie. Lubię tę energię. 
 
* 
 Na zdjęciach od góry: moja córeczka Jowita Sylwia i ja; moja mama Erika po trzydziestce, jak już brat i ja byliśmy na świecie; Jowita;  ja.  ❤ Mało mam mamy i z mamą zdjęć, ale moje serce zrobiło ich tysiące i wciąż do nich wraca. 😘 

sobota, kwietnia 25, 2026

Powrót z zaświatów

🌺Witajcie!🌺
 

Wybaczcie, że mnie nie było, że ukryłam to miejsce dla czytelników i mój blog był niewidoczny dla wszystkich wyszukiwarek, że się nie odzywałam, ale - wierzcie mi - naprawdę uchroniłam tym sposobem mój blog przed skasowaniem po ponad czternastu latach pisania. 

Dobiła mnie alergia, a rozjechały mnie jak walec drogowy, leki na nią. To jest totalny paradoks - leki na alergię, które uczulają, pogarszają feeling, powodują wysypkę, plamy na skórze, bolesne wypryski na twarzy i dekolcie, bóle i zawroty  głowy oraz mdłości. Od połowy marca czułam się po prostu koszmarnie, naprawdę myślałam, że zejdę z tego świata. Nie ma nic sympatycznego w tym, że człowiek, dla którego oddech znaczy życie - ma z nim ogromne trudności. Przez to odczuwałam dyskomfort w całym ciele, czułam się bardzo źle, jakbym się zapadała, byłam bardzo słaba, kręciło mi się w głowie. Dawno nie miałam takiego odpływu, spadku energii i tak złego samopoczucia. Były dni, że nawet nie miałam siły się napić, że wszystko stawało się szare, obce i obojętne. W połowie marca L-4 i mnóstwo leków za niemałe pieniądze, potem praca ponad siły, po prostu harówka. W święta wielkanocne, gdy wszyscy delektują się jedzeniem, ja zrobiłam sobie bardzo świadomie, cztery dni totalnej głodówki, z nadzieją, że pomoże, wypłucze toksyny z organizmu, ale stało się inaczej - nie odzyskałam wigoru. Później pojawiła się ogromna, swędząca i bardzo bolesna opryszczka na ustach, którą najpierw wzięłam za odwodnienie, za spierzchnięte usta i na którą już po prostu musiałam wziąć tabletki, bo same maści okazały się, niestety, za słabe. Wszystko to spowodowało stany depresyjne, apatię, dolegliwości psychosomatyczne, bóle w całym ciele, zwłaszcza w dolnej części kręgosłupa.

Teraz znowu mam zwolnienie lekarskie, dostałam też skierowanie na zrobienie wszystkich potrzebnych badań, także USG brzucha. W poniedziałek ponownie lekarz - a tak naprawdę przedobra i empatyczna Pani Doktor, ale ja już wiem, że wyniki mam dobre, bo je sprawdziłam w internecie, dolna granica, ale jest ok, nawet poziom witamin B i D jest w normie. Mam też dobre TSH mimo wieloletnich problemów z tarczycą, trwających od czasów liceum do około czterdziestki, gdy świadomie odstawiłam 11 piguł dziennie przepisywanych latami. 

Strasznie się bałam tych wyników, bo gdyby się okazały takie same, jak moje samopoczucie, byłyby fatalne... Dlatego już wiem, czuję i rozumiem, że moje ciało powiedziało dość pędowi i nadmiarowi bodźców, a przede wszystkim - stop farmakologii. Nie znoszę łykania piguł. Stają mi w gardle, okropnie na mnie oddziałują. Koniec, kropka.

Dziękuję wszystkim, którzy w czasie tej absencji, nieobecności wysłali do mnie e-maile. Bardzo się cieszę, że jesteście, że mogę z Wami rozmawiać w jakiejkolwiek postaci.

Powyżej obraz nieznanego Autora. Poniżej jedna z moich ukochanych piosenek i najnowszy wiersz; ostatnia grafika z internetu, pt. Cердце души autorstwa tajemniczego J.D.  😘 Uściski! 🌹

🌺

 xXx

zimno, prawie maj, nie mam na nic siły,
brakuje mi motywacji do robienia rzeczy istotnych,
nie chce mi się chodzić, wolę się nudzić, zostać w domu.
 
nie mogę się skupić, nie mogę czytać. poirytowana
loguję się na portal, na którym sztuczna inteligencja
sprawdza moją tożsamość, a avatary udają dobrych
znajomych, udzielają rad i wysyłają wirtualne serduszka.
 
cała siebie dotkliwie bolę, a ty się śmiejesz,
gdy mówię o duszy i o tym, jak bardzo potrafi 
tęsknić za ciałem, dlatego często odwiedza mnie 
w snach i opowiada o odważnej, pięknej Lilith,
która ulepiła z ziemi Węża po to, by pomógł jej
znaleźć siebie i uciec od narcystycznego bożka.
 
ja też chcę odejść od ciebie, AI, avatarów,
od sfingowanych, bezwartościowych relacji.
 
uciekam w chorobę, dobitnie czuję, jak wypływa ze mnie
moje małe, bezwartościowe życie, jak zmienia się w rzekę, 
która szuka wielkiej wody, by mogła poczuć się wolna.
 
zimno, magnolie kwitną, bzy się budzą, wróciły jaskółki,
a ja wciąż nie wiem, jak wrócić do siebie. czuję się
słaba i chora wbrew całkiem dobrym wynikom badań,
czuję się stara, brzydka, niewidoczna, wypalona.
 
moja dusza krwawi, zakwita makami, oplata serce
i zagubiona w słowach, śpiewa die with a smile
tylko nie wie, naprawdę nie ma pojęcia,
czy chce umrzeć razem z tobą,
 
czy wylogować się solo.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 25 IV 26
 

 🌺

niedziela, marca 22, 2026

Niedzielne utyskiwania, rozkminki i polecajka

 Drodzy, wybaczcie nieobecność na Waszych blogach, brak komentarzy oraz odpowiedzi na Wasze komentarze tutaj, na moim blogu. Zmiotła mnie nie tyle wiosenna alergia, co rozwaliły i rozstroiły mnie leki na nią. Chyba zbyt silne, zbyt inwazyjne. Nie wiem, jak określić stan, w którym nawet podczas leżenia czy siedzenia w wygodnym fotelu, kręci mi się w głowie, kiedy czuję się otumaniona i nieco nieobecna. I na dodatek nie widzę jakichkolwiek efektów leczenia.


Dlatego dzisiaj, po tygodniu sumiennego brania tych specyfików (przepisanych na ponad miesiąc leczenia), postanowiłam te leki odstawić i pić jedynie wapno, a nos smarować maścią majerankową, która przynosi niewielką ulgę. Generalnie mam wrażenie, że moje ciało nie lubi tej chemii i że nie są to "trafione" lekarstwa, skoro czuję się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę co najmniej młotkiem.

Moja nieobecność na Waszych blogach, też wiele mi mówi o tym, jak to wszystko tutaj, na Bloggerze,  wygląda. Jednak taktownie to przemilczę. Ale wiele blogów sama odpuszczę i nie będę się nikomu narzucać ze swoimi wierszami oraz komentarzami, na które nie otrzymuję feedbacku czy choćby grzecznościowego komentarza. Z serca dziękuję tym, którzy po prostu są. Mając 56 lat powinnam już się przyzwyczaić do jednej rzeczy, mianowicie do tego, że są ludzie, którzy - chociaż nie mają o mnie pojęcia - nie lubią mnie za samo istnienie w internecie. To jest fenomen sieci. Niech im będzie, nie mnie to oceniać.

Jak nieco mi się polepszy, na pewno odwiedzę Wasze blogi. A ten post pozostawię bez komentarzy. Jeśli chcecie, komentujcie go w poprzednim poście, ja naprawdę czytam wszystko, co do mnie piszecie, co chcecie mi przekazać i robię to ze zrozumieniem. Niekiedy nie nadążam z odwiedzaniem Was, bo goni mnie czas, bo nawet na zwolnieniu lekarskim nie mam ciszy i spokoju. I z jednej strony bardzo mnie cieszy troska innych, pochylam się również nad ich potrzebami i problemami, a z drugiej, chciałabym pobyć sama w domowym zaciszu, pogrążona w swoich myślach, książkach i wierszach. I móc rozmawiać z bliskimi, którzy na co dzień mają mnie mało, ze względu na moje różne prace, dodatkowe zajęcia.

Pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają i życzę Wam udanego, ciepłego, wiosennego, cudownego nowego tygodnia. Bądźcie zdrowi!

PS

Szukając inspiracji do przedstawienia na szkolną uroczystość, przypomniałam sobie powieść nieodżałowanej Doroty Terakowskiej. Książkę opowiadającą o dziewczynce z Zespołem Downa, czytałam dwadzieścia lat temu i czytam od wczoraj, mimo bólu głowy (nomen omen wczoraj był Dzień Zespołu Downa, Światowy Dzień Poezji i pierwszy Dzień Wiosny). Swój egzemplarz pożyczyłam kiedyś komuś nieuczciwemu, kto mi go nie oddał, ale brat wypożyczył mi tę książkę w mało uczęszczanej Bibliotece Pedagogicznej (książka jest czysta, w każdym razie) i muszę Wam polecić tę piękną powieść. Jest wspaniała i wzrusza, jak dawniej.


 

środa, marca 18, 2026

"Wiosna w końcu nadejdzie, tak samo i szczęście. Spokojnie. Życie stanie się cieplejsze".***


Witajcie moi Drodzy, na początek mój dzisiejszy wiersz, nad którym pewnie jeszcze popracuję...

Przyloty

Marzec, kilka dni po Dniu Kobiet, przedwiośnie.
Chodzę z psem, żeby się wzmocnić emocjonalnie,
odwiedzam ciche miejsca, gdzie nie ma wielu ludzi.
Chcę poczuć w sobie i na sobie wiosnę, odczuć,
że żyję, oddycham i jestem w swoim ciele.
 
Długa, mroźna, surowa i szara zima sprawiła,
że czuję się zmrożona, ospała, chcę stopnieć,
odświeżyć myśli, poruszyć ciało, odnaleźć duszę.
Wchodzę na pustą łąkę: dwa raniuszki siedzą
na krzewie forsycji, która dopiero pączkuje na żółto.
 
Pies ryje nosem w trawie, w której coraz więcej
zielonych łodyżek kusi nowym zapachem, świeżością.
 
Spontanicznie zdejmuję buty, ziemia jest wilgotna i zimna,
czuję jej delikatny puls. Biegnę, jakbym gnała prosto
w ramiona dawnego kochanka, który odszedł do innej,
bo nie zniósł mojej empatii do świata, bo nie rozumiał,
jak bardzo lubię spontaniczne zachwyty, uniesienia.
 
Nawet brak tchu sprawia mi radość, nawet ból cieszy,
że odczuwam; oślepiające światło nie przeszkadza,
a moja kruchość staje się siłą, dodaje skrzydeł.
 
Lecę do siebie, do wesołej, wiosennej dziewczyny
zakochanej w życiu. Wiosna robi swoje -
przylatuje wtedy, gdy jest konieczna. 
 
 
 
Mam nadzieję, że mój wiersz przypadł Wam do gustu, napiszcie, co o nim myślicie. Jest prosty jak wiosna, która się wreszcie rozgościła na dobre.Na zdjęciu poniżej moja wiosna - dekoracja do klasy. Ja zaś jestem chora, od poniedziałku jestem na L4, bo... dobiła mnie ukochana leszczyna i inne pyłki.
 

 Po tej długiej, szarej zimie, gdy nagle zrobiło się ciepło i pięknie, gdy wszystkie naraz kwiaty i krzewy zaczęły kwitnąć... Poległam. Ledwo mówię i oddycham i mam od groma leków antyalergicznych, ale bardzo, przebardzo cieszę się wiosną!!! Życie to jednak parada paradoksów.


A na zdjęciach powyżej i poniżej, moje nowe, śliczne kubeczki i pióra - mam nadzieję na wenę, na pisanie nie tylko wierszy, ale również pamiętnika, bo chcę wrócić do pisania pamiętnika w zeszycie.
 

Niestety, zaniedbałam pamiętnik przez wielką ilość pracy w szkole, pracy terapeutycznej, pracy redakcyjnej i innych obowiązków, jednak zamierzam nadrobić zaległości, choćby tylko w wyrażaniu wdzięczności za życie, za to, co i kogo mam obok siebie, za zdrowie, rodzinę, przyjaciół, zwierzęta.

 
Cytat w tytule postu jest autorstwa Anity Krizzam, zdjęcia raniuszków z internetu - uwielbiam te ptaszki, coraz częściej je widuję na moich spacerach z psieckiem, są urocze, bardzo przyjazne i śliczne.
 

Jednak ostatnio mam nawyk wychodzenia na spacery bez rozpraszaczy w postaci telefonu i jeszcze nie udało mi się ich sfotografować. Mam jednak nadzieję, że niebawem to zrobię!


Oba pióra piszą świetnie, do złotego dałam niebieski, a do srebrnego czarny nabój. Super się nimi pisze, lekko, pasują mi do obu rąk.


I jeszcze prośba Wielka do moich ogrodniczek, co to za krzew na zdjęciu poniżej? Nie ukradłam gałązek, po prostu ktoś mocno przycinał i leżały na chodniku, więc wzięłam do wazonu. Ale krzew jest ładny, zielony cały rok, z chęcią kupię i posadzę pod domem, więc jeśli ktoś zna nazwę, niech mi ją zdradzi, będę bardzo wdzięczna. 🌿🌿🌱 Czy to jest laurowiśnia? 🌿🌱🌿
 

Życzę Wam dobrego, wspaniałego czasu, pełnego pięknej, ciepłej, kolorowej wiosny! 
 

 

niedziela, marca 01, 2026

"Poezja to echo proszące cień do tańca”.

,  

 JoAnna Idzikowska-Kęsik

płynność

"Ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew". - Sławomir Mrożek

chciałabym umieć kochać naprawdę
bezwarunkowo nieoczekująco
po prostu

nie kusić przypadku obejść
wszystkie kiepskie scenariusze

być z tobą bez względu na inne możliwości
ominąć rachunki (nie)prawdopodobieństwa

rozdrapać strupy myśli trzymanych na uwięzi
robić głupstwa pisać bzdury grzeszyć jak Maria z Magdali

w hołdzie pięknej Eunice wpompować siebie w ciebie
do ostatniej najmniejszej kropli

krew łzy pot ślina to przecież tylko woda z dodatkową
porcją zaczerwienionych rozgorączkowanych emocji

a one płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu
którego tak mało
tak bardzo mało

dla nas

23 VII 16

*


Esej interpretacyjny do wiersza JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność”

Wiersz JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność” jest zapisem tęsknoty za miłością czystą, nieskomplikowaną, a jednocześnie całkowitą, taką, która nie podlega ani lękom, ani rachunkom prawdopodobieństwa, ani wewnętrznym autocenzurom. Podmiot liryczny pragnie kochać „naprawdę”, to znaczy: w sposób wolny od kalkulacji, bezwarunkowo, po prostu. Ten minimalistyczny, ale pełen ciężaru frazes otwiera cały wiersz i stanowi jego klucz: potrzeba miłości, która nie jest wymyślona, teatralna, ani podszyta strachem. Cytat z Mrożka o nieprawdziwej scenicznej krwi wyznacza ramę, świat emocji, choć fizjologiczny, cielesny, materialny, ma w sobie prawdę, której scena nie potrafi podrobić.

W kolejnych wersach poetka demaskuje mechanizmy obronne: unikanie „kiepskich scenariuszy”, kalkulowanie uczuć, wybieranie najbezpieczniejszych wariantów. Miłość w wierszu musi ominąć „rachunki (nie)prawdopodobieństwa”, bo każda próba analizy osłabia to, co w uczuciu najważniejsze, spontaniczne zawierzenie. Bohaterka chciałaby dotknąć miłości w sposób niecenzurowany, niemądry, ryzykowny. Dlatego zapisuje pragnienie „rozdrapania strupów myśli”, powrotu do niekontrolowanej żywiołowości, robienia „głupstw”, a nawet „grzeszenia jak Maria z Magdali”. To wyznanie nie ma w sobie prowokacji, jest raczej deklaracją: miłość prawdziwa wymaga odejścia od roli, od pozorów, od społecznie narzuconej powściągliwości.

Wzruszająca jest także metafora „wpompowania siebie w ciebie”, złożenie hołdu Eunice symbolicznej, pięknej, pełnej kobiecości, poprzez totalne przenikanie się dwojga ludzi. Miłość tu nie jest ideą: jest fizjologią, płynami ciała, tym, co najbardziej realne. Krew, łzy, pot i ślina, substancje, które w teatrze nie mogą być prawdziwe – w życiu kochających stanowią dowód autentyczności, materialne świadectwo emocji. Poetka pokazuje, że ciało jest nośnikiem prawdy; że uczucie nie istnieje w abstrakcji, lecz objawia się właśnie w tym, co fizyczne, płynne, „rozgorączkowane”.

Końcowe wersy unoszą wiersz na poziom egzystencjalny. Emocje „płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu”, a świadomość kruchości, upływu, ograniczoności życia nadaje miłości tym większy ciężar. „Czasu tak mało, tak bardzo mało – dla nas” to przejmujące wyznanie, które zamyka całość i wydobywa z prostych słów tragizm ulotności. Podmiot nie marzy o miłości idealnej, lecz o miłości nielękającej się intensywności, takiej, która nie marnuje minut ani nie odkłada uczuć na później.

„płynność” jest więc wierszem o pragnieniu pełni miłości prawdziwej, cielesnej, danej bez oporu i bez asekuracji. To poetycki manifest życia, które nie chce być grane „na scenie”, lecz przeżyte w całej swojej cielesnej, emocjonalnej, niepowtarzalnej prawdzie.

*

TOMASZ WALCZAK
– poeta, pedagog teatru, animator kultury. Absolwent Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie (Wiedza o Teatrze). Przez wiele lat związany z Teatrem im. A. Sewruka w Elblągu jako kierownik Ośrodka Kultury Teatralnej, rzecznik prasowy i aktor. Debiutował w 1993 roku w antologii „I znów będziemy poetami". Autor tomików poezji: „Blizny", „Drzazgi w myśli", „Fantasmagorie". Laureat kilkudziesięciu ogólnopolskich konkursów poetyckich, częściej jurorem niż uczestnikiem. Odznaczony m.in. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Nagrodą Prezydenta Elbląga. Inicjator i koordynator wielu działań literackich i festiwalowych, m.in. Drezdenki Międzymiastówki Poetyckiej. Obecnie pracuje i tworzy między Polską a Niemcami, przygotowując do druku tomy poezji polsko-niemieckiej. 

Tomasz Walczak to także wędrowiec słowa i emocji, który w wierszach szuka śladów ulotnych chwil. Jego poezja to przestrzeń, gdzie codzienność splata się z marzeniem, a samotność z tęsknotą za sensem. Tworzy obrazy z dźwięków i rytmów, w których każda fraza jest jak oddech. Inspiruje go przyroda, świat ludzi i nieuchwytne echo wspomnień. Jego teksty poruszają serce i umysł, prowokując do zatrzymania się w biegu życia. Tomasz eksperymentuje z językiem, szukając piękna w subtelnych niuansach słów. Publikuje w sieci i antologiach, dzieląc się poezją z szerokim światem. Każdy jego wiersz jest zaproszeniem do wędrówki po krainie uczuć i refleksji. W twórczości stara się łączyć światło z cieniem, radość z melancholią. Poezja Tomasza Walczaka jest mostem między tym, co przemija, a tym, co trwa w pamięci i sercu.

***

Jeszcze raz serdecznie dziękuję poecie Tomaszowi Walczakowi za tę wspaniałą interpretację mojego starego wiersza. Takie gesty motywują do pisania. Motywują do pracy nad sobą, swoim warsztatem. Sprawiają, że przestaję się czuć osobna, odosobniona, na poetyckim uboczu, żeby nie powiedzieć: wygnajewie. Trudna jest rola oudsiderki, bezpańskiej poetki, a takie eseje wzruszają i dodają skrzydeł i wiary w siebie, w sens pisania. 

Esej Tomasza wraz z moim wierszem opublikowany został w ramach akcji 100 wierszy o Miłości. Publikuję go również tutaj, na moim blogu, żeby został ze mną na dłużej, żeby mi przypominał, że warto pisać, że nie trzeba swoich zaczętych wierszy niszczyć, wyrzucać, ani chować do szuflady. Że nie wolno się poddawać, bo pisanie jest jak tlen, jak katharsis.

Piszę od dziecka i odkąd sięgam pamięcią, czytam wiersze. Jako pedagog teatru czytam je na głos - od zawsze. Dlatego są ze mną i we mnie po prostu od początku i będą do końca, dopóki będę miała siłę czytać. 

W liceum, jak się nudziłam na lekcjach, co wcale nie było rzadkością, pisałam wiersze w pamiętniku. Moi nauczyciele już w podstawówce, chwalili moje "lekkie pióro", podobnie było w liceum i na wszystkich studiach, a studiowałam długo, bo szukałam siebie i swojego miejsca w świecie. I pisałam. 

Był jednak moment, gdy spadła na mnie fala takiego hejtu, ze strony poetów i złośliwych czytelników, a także zwykłych, bardzo niekulturalnych ludzi, że zwątpiłam, załamałam się, bo nie umiałam pojąć tak bezinteresownej zawiści. To po prostu spadło na mnie jak grom i nie mieściło się w moim postrzeganiu ludzi, którzy piszą wiersze i jednocześnie są tak bezwzględnie krytyczni wobec innych poetów. 

Wtedy wpadłam w depresję i zablokowałam się na lata. Teraz wstaję. Budzę się i wiem, że chcę pisać. Nie chcę też pisać o sobie jako o autorce paru wierszy, chcę mówić o sobie jako poetce - bo nią jestem i będę. Nie chcę być cieniem, bo kocham słońce i chcę tańczyć w słońcu z poezją, dopóki żyję.

Wiem też, że wiele osób omija mnie w blogosferze, mój blog, moje posty i w ogóle, ucieka ode mnie w internecie, ale to nic. Nie będę już wchodzić na niektóre blogi i komentować tam, gdzie nie jestem mile widziana. Szkoda mojej energii i cennego czasu. Umiem odpuszczać i być niesamowicie konsekwentna w swoich postanowieniach, działaniach. Nikomu nie będę się narzucać ze swoją poezją, rozumieniem sztuki i komentarzami. Jak ktoś ma potrzebę ignorowania i czucia się lepszym, jego wola.

Jednak tutaj, u siebie będę pisać co chcę i jak chcę, choćbym miała znowu zostać sama ze sobą. To miejsce w sieci to nie jest mój kaprys, to mój azyl. Jeśli ktoś nie chce, bym odwiedzała jego blog, niech mi o tym po prostu, szczerze napisze. Zrozumiem bez oceniania. I sytuacja będzie jasna, jak słońce, które kocham. Kąśliwe uwagi, jakieś komentarze wynikające z braku zrozumienia tekstu, to też nie świadczy o mnie...

 Was, którzy zostaliście i tu jesteście i - mimo wszystko - do mnie zaglądacie, proszę - czytajcie poezję i bądźcie dla siebie życzliwi w tym poetyckim światku i nie tylko, bądźcie życzliwi na co dzień. Naprawdę czasem jedno okrutne, nieprzemyślane słowo, potrafi uczynić wiele złego. Po co umniejszać, jeśli można sprawić, że ktoś się uśmiechnie?

*

UWAGA SPOILER, czyli film dla nadwrażliwych 

Polecam również film, który obejrzałam w sobotę w kinie. Wiele razy już na tym blogu podkreślałam, że uwielbiam skandynawskie kino i literaturę i to jest prawda, rzadko się zawodzę. Lubię ich oszczędność w środkach wyrazu i klimat, który trudno jednoznacznie nazwać. 

Film dostał już wiele nagród na różnych festiwalach i wcale mnie to nie dziwi. Opowiada o relacjach międzyludzkich, emocjach, więzach i węzłach czy wręcz splotach rodzinnych, samotności, depresji i o sztuce, żałobie. Traktuje również o niedomówieniach, bardzo trudnych relacjach z nieobecnym ojcem artystą (nieco przypominającym Ingmara Bergmana). Jest świetnie zagrany. Jednym z ogromnych atutów tego dzieła jest wybitny szwedzki, światowej sławy aktor,  Stellan Skarsgård (jeden z moich bardzo ulubionych aktorów współczesnego kina), ale generalnie aktorstwo w tym filmie jest prima sort. I muszę tu wspomnieć o Elle Fanning, która chyba staje się lepszą lub raczej ciekawszą aktorką, niż jej starsza siostra, Dakota - jest to jednak moje subiektywne wrażenie, może dlatego, że teraz Elle wydaje mi się ładniejsza od Dakoty? 

W moim odczuciu ten film opowiada również o stracie, o tym, że kiedy latami tłumi się emocje, gdy się ich nie dostrzega, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci stresu, ataków paniki, nawrotów depresji, bolesnych wspomnień. Jest w mim też motyw związków romantycznych, które nie zawsze są proste, a nasze oczekiwania wobec partnera, często mijają się z rzeczywistością. Pięknym, wspaniale i wzruszająco zagranym wątkiem jest tu także siostrzeństwo. 

Film, o którym mówię, to "Wartość sentymentalna" (tytuł angielski "Sentimental Value" ,2025) w reżyserii Joachima Triera, zrealizowany w koprodukcji międzynarodowej. Moja ocena 7,5/10, resztę oceńcie sami, idąc do kina.

Z innych, miłych rzeczy: wśród świąt nietypowych, o których pisałam w ostatnim poście, 1 marca przypada Dzień Przytulania Bibliotekarza. Wysłałam wirtualne tulaski naszej blogowej Jotce. Z tego, co pamiętam, studia bibliotekoznawcze skończyły również Kasia Dudziak i Iwona Zmyślona. Ja też jestem magistrem informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, ale nie pracuję i nie chciałabym pracować w tym zawodzie, nawet na emeryturze. Nie współgra ze mną i moim charakterem, temperamentem. Skończyłam te studia dawno temu, jako drugi kierunek, gdy byłam jeszcze naiwna i wyobrażałam sobie, że na bibliotekoznawstwie poznam dogłębnie wszystkie literatury świata, że będę czytać wszystko, od popularnonaukowej po powieści afrykańskie, japońskie i nowozelandzkie, poznam poezje wszystkich krajów. Niestety, tak nie było, owszem, było sporo zajęć filologicznych, literaturoznawczych, kulturoznawczych, ale to nie było to, czego oczekiwałam, co chciałam poznawać. Z tym, że ja wtedy jeszcze miałam nawyk kończenia tego, co zaczęłam. I skończyłam te studia z bardzo dobrą oceną, z ocenioną na piątkę z plusem pracą magisterską, liczącą ponad 200 stron, którą napisałam w niecały miesiąc, żeby było śmieszniej. Bo ja mam tak, że najpierw układam sobie wszystko w głowie, widzę to w wyobraźni, a kwestia przelania tego na klawiaturę, to już tzw. pikuś zwłaszcza, że bardzo szybko piszę.

 No i napisałam o tym Małgosi, cudownej poetce, która opublikowała piękne zdjęcia swoich koleżanek pracujących w bibliotekach, życząc im wszelkiego dobra... I dzisiaj od niej dostałam takie moje fotki z istotami, które kocham (ostatnio coraz częściej widuję szopy pracze w parku):

Jeśli chcecie poczytać wiersze tej pięknej poetki i obejrzeć jej obrazy, to są na moim blogu TUTAJ

Dziękuję Małgosiu! 

NA KONIEC CYTAT, SŁOWA JEDNEGO Z MOICH UKOCHANYCH PISARZY, KURTA VONNEGUTA: 

„Uprawiajcie jakąkolwiek sztukę, muzykę, śpiew, taniec, teatr, rysunek, malarstwo, rzeźbę, poezję, literaturę, piszcie eseje, reportaże – nieważne, czy dobrze, czy źle, nie dla pieniędzy ani sławy, ale by doświadczać stawania się, by odkryć, co tam masz w środku, by twoja dusza rosła. Poważnie! Zacznijcie teraz, od razu, bierzcie się za sztukę i róbcie to przez resztę waszego życia”.
 

I to tyle na dzisiaj. 

I dziękuję Wam, że jesteście, czytacie, komentujecie! 

DZIĘKUJĘ. Cпасибо. MERCI. THANK YOU. DANKE. OBRIGADO. GRACIAS. GRAZIE. 

Cytat w tytule postu jest autorstwa Carla Sandburga

czwartek, lutego 26, 2026

Dzień Pozdrawiania Blondynek - święto nietypowe


W kalendarzu, oprócz regularnych, znanych i powszechnie celebrowanych świąt, pojawiają się tzw. święta nietypowe, jak np. Dzień Kredki (22 XI), Dzień Wody (22 III), czy też dzisiejszy, tytułowy - Dzień Pozdrawiania Blondynek. Ja sobie z moimi klasowymi chłopakami drukuję te kartki z kalendarza - nietypowe święta i codziennie sprawdzamy, jaki mamy dzień. Jest to jednocześnie zabawa połączona z nauką, jak i temat do dyskusji lub jakiejś dodatkowej pracy, bo np. w marcu w Dzień Budyniu, gotujemy sobie pyszny budyń, uczymy się ten deser estetycznie i apetycznie przystrajać. Nie odpuszczam im też Dnia Poezji (21 marca - kumulacja dni nietypowych, bo to również Dzień Zespołu Downa), czytamy i omawiamy wiersze o wiośnie... Polonistka/filolożka, wciąż we mnie tkwi, jestem też córką i mamą polonistek, chociaż troszkę zdurniałam po przebranżowieniu i chyba przestałam przywiązywać wagę do pięknego pisania, mówienia, kulturalnej rozmowy, krasomówstwa. I pomyśleć, że kiedyś wygrywałam olimpiady polonistyczne (geograficzne również), konkursy recytatorskie, oratorskie, krasomówcze, dyktanda. Teraz, jak blondynka z kawałów, kocham teksty w stylu: "Mój feeling jest do bani, a wiosny ani, ani" i kocham popową modę, zwłaszcza porwane i/lub haftowane jeansy i mam gdzieś, co inni o tym myślą, bo ich myślenie jest ich sprawą. Im starsza jestem, tym bardziej odstręcza mnie korporacyjna elegancja, którą za młodu lansowałam na co dzień, a teraz, po latach biegania na obcasach, tylko cierpi mój kręgosłup. OK, koniec żartów, koniec odbiegania od tematu postu. Wracamy do jasności, również umysłu.

W ten dzień blondynek, który ustanowiono po to, aby przełamywać stereotypy dotyczące jasnowłosych istot rodzaju żeńskiego, pozdrawiam wszystkich, nie tylko blondynki, bo jak mawiał Waldemar Łysiak, znawca sztuki i autor interesujących esejów o sztuce pt. M W: "Brunetki to też blondynki, tylko ciemniejsze". A blondynki w sztuce królowały przez wieki i myślę, że królują do dziś. 🥰😍😘

 Jako dziecko byłam jasną blondynką z loczkami, a moje oczy wg relacji taty, bardzo długo były granatowe. Potem włosy mi nieco ściemniały, ale wciąż miałam loki, które latami namiętnie prostowałam różnymi sposobami. Teraz moje odrosty są dość ciemne, bo nie mam jeszcze siwych włosów. 👱 Blondynką jestem z wyboru i przekonania. Miałam już każdy kolor włosów, prawie wszystkie możliwe fryzury, nigdy jednak nie zrobiłam tzw. trwałej i po tych wszystkich eksperymentach, postanowiłam mieć jasne włosy - być legalną blondynką. Raz ciemniejszą, czasem jaśniejszą, niekiedy pasemkową, ale blondynką.

Niedawno, w czasie zimowych ferii, mocno przycięłam włosy na boba, zrobiłam też pasemka i czuję się z tym świetnie i niezwykle kobieco. 🙃🙂 Noszę też w uszach kolczyki - kwiaty, bo brakuje mi kwiatów w naturze. Niedawno dostałam piękne z mlecznymi bursztynami w złoconym srebrze. Kwiatowe kolczyki kupuję w Temu, a Ukochany przekłada mi je na bigle ze złoconego srebra, bo zwykłych, metalowych nie mogę nosić ze względu na silną alergię.

Dzielę się dzisiaj z Wami fotkami mojej codzienności. 🍀Dużo u mnie się dzieje, także prywatnie, zawodowo i poetycko, nie o wszystkim mam czas i siłę pisać. 



Powiem tylko tyle, że moja psinka, moje przekochane psiecko, po bardzo długiej, zaciętej walce, o jego zdrowie i życie (prawie rok to trwało, mnóstwo badań, nawrotów złego feelingu, mnóstwo lekarstw, wizyt u weterynarza, kroplówek, zastrzyków, farmakologicznej kastracji i huśtawka: lepiej - gorzej), zaczęła troszkę przybierać na wadze i czuje się lepiej, a mnie spadł z serca głaz. 💓
Moje kitku czyli Balbina, uparła się na spanie na stole i znowu ma fazę uciekania przed grzebieniem i szczotką, gdzie tylko się da, dlatego wygląda jak skołtuniony czochrak. 


Przedwczoraj zrobiłam sobie wycieczkę do pobliskiej wioski, do Zebrzydowej, gdzie w Ceramice Aniela kupiłam dwa makowe, unikatowe kubeczki do mojej kolekcji. Przy okazji pojechałam też do pobliskiego Lubania, do sklepu Action, w którym kupiłam wazon w postaci kwiatka i nowe legowisko dla psinki, w którym kocurka, z zazdrości, też się czasem wyleguje. Byłam też w Nowogrodźcu u weta po wyniki Nikusia, które okazały się w normie.

Szczerze też polecam ciekawą powieść Thomasa Schlessera pt. Oczy Mony. Jest to wzruszająca historia dziewczynki, która traci wzrok, a jej dziadek bardzo chce żeby zapamiętała piękno sztuki i zabiera ją do muzeów w Paryżu, zamiast, zgodnie z wolą rodziców, prowadzać wnuczkę na terapię do psychologa. 🖌️
 
🖼️
 
Cytaty z powieści "Oczy Mony":
 
"Malować oznacza przede wszystkim kochać". 
*
 "Nieważne, czy od razu zrozumiemy to, co ktoś mówi, jakby każde nowe słowo miało być rosłym drzewem w rozległym sadzie umysłu. Wszystko wyrośnie w odpowiednim czasie, pod warunkiem że wyżłobimy rowki i zasiejemy ziarna. Rowkami i ziarnami były [...]ważne i pełne treści słowa, które zapadały w pamięć, odkąd zostały wypowiedziane, i już tam zostawały; był to sposób tak kwiecisty, że wzbudzał euforię; był to śpiew gawędziarz, śpiew, który często przyspieszał a potem zwalniał i zabarwiał się łagodną emocją. Był to walec życiowego doświadczenia i spokojnej erudycji".
*
  "Przestań przepraszać za każdym razem, gdy wydaje ci się, że twoje odczucia nie pokrywają się z tym, czego inni od ciebie oczekują".
*
 "Otóż natura ludzka jest tym, czym jesteśmy w głębi, to nasze strefy światła i cienia, wady i zalety, obawy i nadzieje".
*
 "W książkach i w filmach zawsze mowa o smutku i nieszczęściu, ale gdy dobrze się o nich opowie, stają się piękne..."
*
 "Gdy naiwnie pojmujemy historię sztuki, wierzymy, że twórczość dąży do dostarczania nam wyłącznie pięknych rzeczy. Ale to nie prawda: malarstwo, rzeźba, fotografia, literatura, muzyka i teatr poruszają najgłębsze warstwy naszego jestestwa i wyostrzają je, również nasze lęki".
*
 "Mona pojęła, że na tym też polega „ukryty sens” dzieła sztuki,
że również to kryje się za samym obrazem: nie tylko złożone próby odczytania, uczone interpretacje, śmiałe egzegezy i setki hipotez. Nie. Pod warstwami farby – i to należało mieć na
względzie – kryła się rozbrajająca prostota przedmiotów, na
których utrwalono – być może nieśmiertelne – momenty samego człowieczeństwa".
*
 "Dokąd ucieka biel stopniałego śniegu, czerwień wygasłego wulkanu, purpura zwiędłego szkarłatu, brąz posiwiałych włosów, lazur nieba, gdy zapada zmierzch? Być może istnieje raj dla kolorów? Jestem pewien, że śpiewają tam, grzmią i wybuchają, że rozpychają się i mieszają. [...] Wraz z nadejściem jesieni, żółć liści zmieni się w pomarańcz; a jeśli długo będę patrzeć na tę żółć, utrwalę ją w swoim umyśle. I może raj dla kolorów jest właśnie w mojej głowie"!
 
A ponieważ powieść Schlessera traktuje o sztuce, poniżej, jeden z moich ukochanych obrazów przedstawiających długo wyczekiwaną porę roku: Wiosna Jacka Malczewskiego | 1898, Muzeum Narodowe w Krakowie:
 
 
Niech ta wiosna wreszcie się rozgości w naszej strefie klimatycznej, niech cieszy nasze serca, dusze, ciała i oczy.
 

Posyłam Wam serdeczności i życzę udanego, ciepłego, pachnącego wiosną weekendu! Trzymajcie się zdrowo i ciepło! 🌸🌼💮
 

Dopisek, niedziela , 1 marca, g. 12:10 - otwieram laptop, wchodzę na blog, patrzę i oczom nie wierzę, bo w liczbie odwiedzin same dwójki! Biegam i szukam telefonu i mam zdjęcie. 📸📷
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze!!! 😘😍🥰