niedziela, 10 września 2017

"Ostateczna prawda, że nic nie jest tym, czym być powinno…" ***



XxX

„Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki”.

Witkacy


za każdym razem kiedy gasisz światło mojego uśmiechu słabnie we mnie iskra sympatii
staję się pusta jakbym nie miała krwi jakoby strumień cienia okradał mnie z życia
jesień wydrapuje ze mnie pozytywne emocje i słońca coraz mniej w zastygłym spojrzeniu
spierzchnięte wargi nie łakną już lepkiej wilgoci dłonie oddalają się od kinestetycznych tęsknot

za każdym razem kiedy słowami wydobywasz ze mnie ciemniejszą stronę odczuć
uciekam w sobie tylko znane tandetne wklęsłości chińskich filiżanek
po brzegi napełnionych wielkimi niemałżeńskimi zbrodniami
które i tak bezwiednie znikną w metafizycznym haremie wszechrzeczy

zawsze gdy nie starasz się zrozumieć istoty i błogosławieństwa niepamięci
jest mnie mniej w twoich okrutnie zimnych błękitnych oczach
oddalonych tysiące mil od gorących nienasyceń
żegnających parszywy zaduch gnijącej jesieni


odejść
jedynym wyjściem



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 10 IX 17


Szczerze polecam:


***cytat w tytule, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Nienasycenie
*na zdjęciach jik z wakacji

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Siebie gryźć możemy lecz chrońmy dzieci" ***



altruizm

"Dziecko można uderzyć, ale nigdy w twarz".

Jorge Mario Bergoglio
 

no proszę jaki dobry
jaki wspaniałomyślny
tatuś

karze spuszcza baty
butnym potomkom
ale jest mądry

nie upokarza
nie bije
po twarzy

i na dodatek
ma błogosławieństwo
człowieka w białym ubranku

dla swojej ojcowskiej
patriarchalnej
władzy

byleby nie przywalał
w dziecięcą
buźkę

reszta jest tylko
bezgłosem
bo dzieci i ryby i tak dalej

niech się szczeniaki
cieszą że nie łamie im
kości na kole

miłosierdzie
boskie ojcowskie
wszechmocne

poza granicami


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 II 15


***cytat w tytule - Wojciech Młynarski, Chrońmy dzieci
*obrazy Arthur Elsley

środa, 23 sierpnia 2017

"moje ciało / mówi do mnie" ***




ucieleśnienie



" ja twoje ciało
nie przestanę widzieć"


Tadeusz Różewicz

i tak to się zaczęło

rozum podpowiadał dramat
w jednym kiepskim akcie
serce nawet nie drgnęło
dumne nieprzejednane
ale ciało zrobiło swoje
wyrwało się z uprzęży prawa
gwieździście niemoralnego
pobiegło sobie tylko znaną dróżką
mając w perspektywie
widnokręgi zespołu nienasyconego
dotyku w transie

i tak to się skończyło

rozum warczał że to musiało nastąpić
było nieuniknione i banalnie realne
serce migotało nierytmicznie
a ciało wykonało test na którym
zalśniły dwie niepożądane kreski
pobiegło do lekarza położyło się drżące
na niewygodnej kanapie u terapeuty
mając w perspektywie
 nieuleczalną dwubiegunową chorobę
kochania w afekcie



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 23 VIII 17


***cytat w tytule notki, Tadeusz Różewicz
*grafika z netu 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"I spojrzała w zaświaty, a tam nicość dokoła"! ***




Samotność jest jak czerw(ień)

<< I wypełznął czerw spod ziemi zwilgotniałym pyskiem czynny:
"Ot, ja ciebie popieszczę! Ot, ja właśnie - nikt inny!">>

Bolesław Leśmian, Jadwiga

Nie mów, że kochasz, gdy nie lubisz siebie;
życie wystawia faktury za kłamstwa
i wraca wszystko, co nie było czyste
do ignoranta, który nie zna prawdy
o sobie, słowach, prawie przyciągania
wciśniętym między teorie spiskowe.

Nie mów, że kochasz, bo miłość wytrawna
jak dobre wino: tym lepsza, im starsza.
Pożądać można na wiele sposobów,
kocha się zawsze do samego sedna,
do bólu kości i do dna wgłębiania
myśli w przeczucia stłuczonego serca.

Nie mów, że kochasz, jeśli nie potrafisz
znaleźć czułości w dłoniach przeznaczenia.
Ograniczona szablonem wydarzeń,
nie umiesz nagiąć łuku przyzwyczajeń. 
Kiedyś zrozumiesz, pieszczona przez czerwie,
strukturę barwy zastygłej w wieczności.

Jeśli przeleje się czara zwątpienia,
zimna samotność zatopi się w makach,
a czarne koty przywdzieją żałobę,
splątane wstęgą rozjaśnionych włosów.
Opuścisz siebie, znudzona wędrówką
po gruzach smutków dzikich namiętności.

Milczek autysta będzie konstruował
nowe wszechświaty, przypięte do mogił,
zdeptanych śmiercią,
niebyłych miłości.

"Nie umkniemy samotności, co nas żre jak czerw"...*


*Stanisław Staszewski, Jeśli zechcesz odejść, odejdź
 



JoAnna Idzikowska - Kęsik, z okazji nieogłoszenia tego roku Rokiem Bolesława Leśmiana, Gdynia, 
 15 VIII 17

 ***cytat w tytule notki, Bolesław Leśmian, Jadwiga
*fotografie własne

piątek, 30 czerwca 2017

Joasia Drażba, poetka, która nie zdążyła...



Joanna Drażba urodziła się 24 czerwca 1971 roku, umarła w swoje dwudzieste czwarte urodziny w roku 1995. Była studentką polonistyki na UAM w Poznaniu (po pierwszym, świetnie zaliczonym roku studiów, zachorowała), miała artystyczną duszę i przez ostatnie cztery lata życia zmagała się z ciężką chorobą nowotworową (rak kręgosłupa). Opiekował się nią profesor Jacek Łuczak, który również doprowadził do wydania wierszy, myśli i pamiętnika Joanny  „Za parawanem powiek”.

Jej pełne ciepła, emocji i refleksji nad życiem, cierpieniem i śmiercią teksty zdobyły sporą ilość czytelników, zostały również przetłumaczone na język angielski i węgierski, a tomik doczekał się kilku wznowień.

Imieniem Joanny Drażby nazwane zostało hospicjum Palium w Poznaniu oraz ogólnopolski konkurs literacki Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej.

Poniżej prezentuję kilka cytatów i wierszy autorstwa tej pięknej, młodej dziewczyny, której nie dane było rozwinąć skrzydeł, która była dzielna i nie bała się śmierci, ponieważ uważała, że jest ona przejściem w kosmiczną wieczność.


 *


CYTATY:

Moje wiersze. Moje kochane ucieczki w samotność, smutek i rozpacz.

 *
Głupie są wszelkie początki, a jeszcze głupsze ich zakończenia. Wisi nade mną motyl, taki dmuchany balon, i kpi sobie ze mnie kolorami. Nie zaprzeczam, ma rację. Znalazłam się w takim punkcie, gdzie wszystko straciło sens i cała układanka życia zaczyna się rozsypywać.

 *
Czekam na śmierć. Jest to dziwne uczucie.

*

Gubię się w samej sobie...

*

I znowu jestem o jeden dzień bliżej śmierci.



*

WIERSZE:

***

ktoś skrobie 
ociera się
tarza w podłodze
pewnie się kocha

7 IV 1990


*
***

księżniczka na ziarnku
swych marzeń
ubrana w refren mijającego
lata
pokochała swe
cielesne pamiątki
po bolesnych nocach


ziarno rosło pęczniało
wzbijało się w monumentalne
wielkości
i... rozlało się
na krawędzie królewskiego łoża
wybrzuszone spokraczniałe
przeciekało
przez setki prześcieradeł
dotknęło ziemi
"ideał sięgnął bruku"


księżniczka na ziarnku
swych marzeń
nie czyta już bajek



  27 V 1990

 *


Łza



Kap... i spadła. Roztrzaskała się o realia.
A toczyła się tak spokojnie po twarzy.
Po twarzy bez wyrazu, przeźroczystej.
Lecz cicho! Bo dusza tej mgły jeszcze marzy.

Kap... i spadła. Rozbiła się o rzeczywistość.
Była zbyt słaba, nieziemsko delikatna.
Przeraziła ją wymarzonych perspektyw mglistość.
Ona jest przecież dziecinnie jedwabna i księżycowa.

Kap... i spadła. Zderzyła się z prawdą.
Łza, która szuka szczęścia i oparcia
A spotyka się z bezlitosną pogardą
I brakiem tolerancji, współczucia. Boi się starcia.

Kap... O nie! Już nic nie spada.
Skończyły się łzy. Brak im sił na rzeczywistość.
Zrozumiały, że nic nie pomogą,
Są cicho. Chcą zachować swoją swoistość.

Nie ma już nic, co by mogło spływać po twarzy.
Nie ma już łez, które załamywały promienie świata.
Nie ma już sił na płacz. Każdy swą wartość waży
i zdejmuje odważniki. A może waga jest zepsuta?


20 II 1987

 *


źródło: Joanna Drażba, Za parawanem powiek, Poznań 1995