Blues z czerwienią w tle
Pieprzona czwarta nad ranem! -
pomyślała. - Najgorszy czas,
jak u Noblistki i innych nawiedzonych.
Otworzyła oczy.
Patrzyłeś na nią zachwytem błękitu,
pocałowała palec i lekko podrapała cię po nosie;
uśmiechnąłeś się, wyciągnąłeś dłoń...
- Bujaj się! - powiedziała i odwróciła na drugi bok,
poirytowana perspektywą kolejnej bezsennej
nocy, w której umarła.
Spełniłeś jej ostatnią wolę:
skremowałeś w jedwabnej czerwonej sukience,
tej najseksowniejszej, wąskiej, obejmującej ciało.
Oficjalnie w rodzinnym grobowcu w czerwonej urnie
pochowałeś popiół z kominka, przy którym
tak namiętnie się kiedyś kochaliście.
Wyjechałeś nad Adriatyk, o zachodzie słońca
wyjąłeś z torby czerwoną skrzyneczkę, żeby rozsypać prochy;
gdy otworzyłeś wieko, ujrzałeś czerwone oczko -
rubin z pierścionka, który podarowałeś jej na urodziny.
Nie rozstawała się z nim nigdy.
Nie pozwoliłeś zdjąć go z jej palca paniom
z zakładu pogrzebowego.
Kamień połyskiwał na tle szarego miału
jak jej usta wypieszczone szminką,
jak kropla krwi, jak zranione serce,
samotna róża na grobie, ostatnie
promienie ciepłego słońca w wodzie,
jak wielka miłość rozdarta na strzępy,
zatopiona w głęboką agresywną czerwień
snów o przedwczesnych odejściach...
- Nie chrap palancie, bo oszaleję!
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 3 IV 16
*** Homer
*grafika z netu

