Translate

poniedziałek, marca 04, 2024

Krótkie opowiadanie o dzisiejszej DżoAnie z oka przymrużeniem i serducha drżeniem ;-)

        Tak to było, tak się zdarzyło...


        Wstaje sobie DżoAna w poniedziałkowy poranek, jak zawsze o godzinie 5:50, zadowolona, że się wyspała, że nie boli jej szyja od zbyt wysokiej poduszki, której nie potrafi się pozbyć, bo dobrze się na niej czyta przed snem, szczęśliwa, że ma dziś tylko trzy lekcje i będzie mogła sobie poczytać albo popisać na blogu lub zrobić coś co, naprawdę lubi: chodzi jej po głowie wiosenny stroik na wejściowe drzwi. Kot i piesek także przeciągają się w swoich legowiskach, ale nie mają ochoty jeszcze wstawać.

        Idzie sobie DżoAna do łazieneczki, bierze szybki, odświeżający prysznic, bo wieczorem zawsze wyleguje się w wannie, a wczoraj wylegiwała się wyjątkowo długo, ponieważ było jej zimno. Patrzy w lustro i jest bardzo zadowolona, nie ma worków pod oczami, włosy ładnie się układają i błyszczą, cera lśni, gdyż wczoraj zrobiła sobie domowe SPA: chodziła w maseczce na włosach z żółtka i olejków i na twarzy - w gotowej maseczce w płachcie, bardzo dobrze nawilżającej.

        Wraca DżoAna do sypialni, siada przy toaletce i zadowolona wyciąga nowy zestaw pielęgnacyjny z wyższej półki, dość znanej marki kosmetycznej: krem na dzień i serum zawierające magiczną substancję, bardzo modną obecnie i podobno działającą cuda, za które zapłaciła niemało, ale stwierdziła, że skoro skończyło się 54 i pół roku, to trzeba zainwestować w kremy lepsze niż te znane i tanie, ogólnodostępne w znanej drogeryjnej sieci.

        DżoAna ma nawyk, którego nauczyła się z rolki wspaniałej, znanej aktorki - gwiazdy Hollywood: na rękę wyciska trochę serum i dodaje krem, miesza je ze sobą specjalną, pozłacaną szpatułką i nakłada na twarz, szyję i dekolt wmasowując kosmetyk...

        I nagle - robi jej się słabo, twarz zaczyna ją palić, boleć, biegnie do łazienki i zmywa wszystko... I w lustrze nie widzi już DżoAny a kobiecą wersję wodza Winnetou!!

        Bierze kolejny prysznic, zimny, kładzie sobie na buzię zimne okłady - jest coraz gorzej, jest grubo po siódmej... Pisze do Pana Dyrektora, że prosi o wolny dzień spowodowany siłą wyższą z nadzieją, że wszystko będzie dobrze, że za chwilę, po okładach, po wypiciu pięciu szklanek wapna, cera i buzia wrócą do normy...

        Klasowi chłopcy piszą i nagrywają wiadomości: Gdzie pani jest, tęsknimy. 🩷 DżoAna bardzo się wzrusza, jak zawsze, odpisuje, że jest dobrze i niedługo do nich wróci, żeby byli aktywni na zajęciach i nie sprawiali problemów innym nauczycielom.

        Brat wysyła jej zdjęcia portretów ukochanego artysty - Witkacego, fotki prac Abakanowicz i Beksińskiego, a ona myśli tylko o tym, żeby nie zemdleć i nie zwymiotować…

        Mijają minuty, potem godziny, a buzia pali żywym ogniem, robi jej się bardzo słabo, cała siebie boli coraz mocniej i mocniej - dzwoni do lekarza... Pan Doktor na początku trochę ją sprowadza do pionu i poucza, że od razu powinna była zadzwonić po pogotowie, ale zaraz potem mówi miękkim głosem, żeby jak najszybciej przyszła.

    Kroplóweczki odczulające nie są przyjemne, już je kiedyś zaliczyła, raz po ukąszeniu "muszki czarnobylki", innym razem po oparach z domestosu wlanego w niewielkiej ilości do toalety, potem przy atopowym zapaleniu skóry, którego się nabawiła po stresie spowodowanym chorobą ojca, a później jeszcze po znieczuleniu podanym przez stomatologa. Ręka boli po wenflonie, w głowie jej się bardzo kręci, buzia też już boli po prostu, oblewają ją zimne poty, robi jej się koszmarnie zimno, zaczyna dzwonić zębami... Wie, co to znaczy, miała kiedyś trzy wstrząsy anafilaktyczne (po ukąszeniu pszczoły i po półgodzinnym noszeniu srebrnej biżuterii mocno okraszonej niklem oraz po ćwiartce zastrzyku z witaminą B, na rwę kulszową) i zapaść (po próbkach z penicyliny), na szczęście nie traci przytomności.

        Pan Doktor mierzy ciśnienie - bardzo wysokie, jak na nią, na szczęście Doktor dobrze ją zna, jej skłonność do nagłych, zupełnie niespodziewanych uczuleń. Przepisuje antybiotyk, tabletki na alergię, zastrzyki odczulające, kremy dermatologiczne - apteczne, daje również skierowanie do dermatologa, jeśli objawy nie ustąpią po zastrzykach. Nakazuje zostać trzy dni w domu i obserwować swoje reakcje, wypisuje zwolnienie z pracy.

        Pani Magister w aptece w średnim wieku, z bardzo gładką, zadbaną buzią, odradza drogie kremy, wymienia też inne marki, które często uczulają, mówi, że sama używa kremu "kręconego" przez Panią Kosmetyczkę z miasta położonego jakieś 30 kilometrów od Bolesławca.

         DżoAna dostaje pierwszy zastrzyk, po kilkuminutowej obserwacji wraca do domu, bierze leki i smaruje buzię bardzo tłustym kremem przepisanym przez Pana Doktora i około godziny szóstej wieczorem tudzież po dwunastu godzinach, DżoAnie robi się trochę lepiej... Twarz nie jest już tak fioletowo - purpurowa, przestaje piec. Jeszcze jest zaróżowiona, są plamy na szyi i dekolcie, ale DżoAna nie wygląda już jak spalona słońcem.Tylko tyłek po zastrzyku domięśniowym boli teraz wyraźnie.

            "Miły" początek tygodnia, jednak DżoAna jest bardzo wdzięczna za to doświadczenie i ogromnie wdzięczna Panu Doktorowi za pomoc i wsparcie. 

    Była próżna, żeby nie powiedzieć durna, chciała być ładniejsza, nie posłuchała siebie i własnej intuicji, która mówiła: Po co ci to, daj te pieniądze córce? A przecież nie wszystko najlepsze, co bardzo drogie i ładnie, wręcz artystycznie  opakowane (nieekologicznie, "mądra" inaczej pani DżoAnko, zdeklarowana wegetarianko, czytelniczko wszystkiego, co się napatoczy, oprócz składów i zawartości pojemniczków z - bądź co bądź - chemią) i czasem naprawdę warto przed zakupem upomnieć się o próbki, zwłaszcza artykułów powyżej - powiedzmy - stówki, żeby się potem nie zdziwić i nie rozczarować...

        Na koniec spontaniczny limeryk, napisany przez DzoAnę komentarz na zaprzyjaźnionym blogu Frau Be - dla śmiechu i rozładowania napięcia:


Dziś Asieńka z miasteczka małego
Krem wklepała w buziaka swojego.
Nagle boli i piecze ją tam i tu,
Asia wygląda jak wódz Winnetou!

Buuu! Alergia! Ale lekarz: Fiu, fiuuu!!

😊😊


        🩷Dbajcie o siebie i bądźcie dla siebie dobrzy!🩷

*

Ciesz się tym, co masz i o to dbaj. Szczęście jest kruche. Doceniaj każdą chwilę i rób wszystko, co możliwe, żeby je chronić. 
 
Harlan Coben
 

*

Obrazy z Internetu, niestety, nie znam Autorów; zdjęcie Autoportretu Witkacego, Leszek Idzikowski z wystawy we wrocławskim Muzeum - Pawilonie Czterech Kopuł.