Translate

sobota, maja 25, 2024

♥Post dla mojej Mamy i wszystkich Mam na świecie♥

 Witajcie!

            Dzisiaj post z jednej strony bardzo osobisty, a z drugiej, myślę, bardzo uniwersalny. Jutro - 26 maja - w moim kraju mamy Dzień Matki, a jak wiemy z poezji "Najlepsze u mamy jest to, że ją mamy".

        To już 18 długich lat, Mamo, a ja uparcie tęsknię. I skoro Twoja absencja osiągnęła pełnoletniość, to i ja dojrzałam do tego, żeby pokazać Twoje/nasze zdjęcia. Moje ulubione zdjęcia kobiety, której tak wiele zawdzięczam.
 

To Twoje nieuniknione odejście (po dekadzie niknięcia) dzień po moich imieninach (których od Twojej śmierci już nie obchodzę), w wigilię Dnia Matki (który wciąż celebruję medytując Twoje zdjęcie przy świecach i dostając życzenia od własnej córki i jej taty) nadal we mnie drży, ciągle kłuje, boli...
Ale jesteś. We mnie, przy mnie, ze mną, w moim dziecku, w miłości i w sercu, w pamięci i smutku, jaki pozostał.
With love, dear Mother. 
 

bezpowrotność

jak chciałam wkurwić matkę do czerwoności
żegnałam się lewą ręką
sadystycznie i z premedytacją pokazywałam
mojej pobożnej mamusi
jak bardzo gardzę tymi gusłami

gdy miałam kaprys zepsuć milusią
rodzinną uroczystość jadłam mańkutem
a moja mama mówiła znajomym
że jej córka to niesforny odmieniec
i że zrobi z tym porządek

laurki na dzień matki i jej imieniny
rysowałam i wypisywałam krzywymi bukwami
odgrywałam się za to że mnie przestawiła
że nie chciała mieć dziwoląga

biła mnie po ręce i wrzeszczała
pisz prawą jedz prawą podcieraj się prawą
krój obieraj rysuj maluj sprzątaj prawą
masz być prawa i koniec
p r a - w a
rozumiesz

nienawidziłam jej wtedy
własnej pięknej matki
za to że mnie nie akceptowała
że dysponowała moim ciałem
że usłyszałam jak mówiła do koleżanki
jak bardzo jestem zdolna
i dlatego zapisze mnie na angielski francuski
na zajęcia plastyczne taneczne
oraz do szkoły muzycznej

dzieciaki biegały po podwórzu
wspinały się na drzewa
grały w klasy wisiały na trzepaku
ja pilnie uczyłam się słówek
godzinami ćwiczyłam frazy na pianinku
a potem żeby jej dopiec
nauczyłam się grać na gitarze
i celowo fałszowałam pieśni Cohena
czym doprowadzałam ją do łez

uciekłam na studia niezgodne z jej planem
i wyszłam za mąż o wiele za wcześnie
żeby nie myślała że nikt mnie nie zechce
i żeby się odciąć od przenikliwości
od czytania w myślach wyprzedzania zdarzeń

i tak sobie robiłyśmy drobne przyjemności
póki nie zachorowała stała się dziecinna
zagarnięta przez alzheimera
który uskutecznił resecik jej mózgu
a ze mnie zrobił oddaną opiekunkę
czułą piastunkę bezbronności
lewą ręką rozczesującą matowe włosy
głaszczącą wychudzone policzki
karmiącą zmiksowanym na papkę obiadem
delikatnie masującą obolałe ciało pełne odleżyn
sprytnie zapinającą pampersy

nie wiem czy teraz siedzi sobie po prawicy
tego swojego boga ojca niebieskiego
ale bezgranicznie za nią tęsknię
i oddałabym bilet na Marsa

za jeden najmniejszy znak z tamtego prawego świata

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27 I 21 

 (nie)pamięć

objęłam drzewo wezbrało liśćmi
przepływ energii ożywił myśli
o tobie

bywało różnie jak to w miłości
i nie wiem nawet dlaczego tak
rzadko mówiłam ci jak bardzo
lubię patrzeć w twoje mądre oczy

wspomnienia bledną owszem
ale tylko te złe
to się nazywa wyparcie
zawsze wiedziałam jedno
gdy trwoga to do matki

objęłam drzewo tak mocno
jak chciałabym objąć ciebie
gdybyś tylko tu była

a może jesteś

może zmieniłaś się w obłok
i spadłaś deszczem
w przyjazne objęcia traw
w moje rozpostarte ramiona
w nieskończoną przestrzeń życia

na chwilę zapomniałam
że nie istniejesz
że tylko drzewa rozumieją
twój cichy niebyt mamo

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 14 V 16

 odwrócenie

kiedy umarłaś poczuła ogromną ulgę
ku niekłamanemu przerażeniu i wstydowi
wobec ciebie świata i siebie przede wszystkim

rozpacz i niemoc w objęciach poczucia
że granica cierpienia pokonała dystans
od życia ku światłu w bezsilności i beznadziei

koniec i początek jak śmierć i życie
czasem bawią się ze sobą w ciuciubabkę
przekraczają ramy wszelkiego nieładu

kiedy odeszłaś naprawdę spadł jej z serca
głaz wielkości największej egipskiej piramidy
bo nie ma nic gorszego na tej planecie

jak pozbawione nadziei towarzyszenie
najbliższej osobie w z góry przegranej
walce o kilka głębokich oddechów

trwającej tak długo że matka zmienia się
w dziecko a młoda kobieta czuje się jak
zwarzona jesienna chryzantema

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 2019


za nim
 
– Mamie
 
zanim oddała łakomej ziemi niespełna
czterdzieści kilogramów swojego obolałego
pokrytego odleżynami ciała jej ciemne oczy
wyblakły jak stare średniowieczne obrazy
 
sztukę się jednak restauruje odnawia
nawet lalki są w lepszym położeniu
bo można im przykleić nowy lepszy uśmiech
ona od dawna była na straconej pozycji
 
wzrok spłowiałych oczu wbiła nieruchomo
w jeden nieczuły punkt poza przestrzenią życia
obecna nieprzytomna jak w innym wymiarze
patrzyła poza czasy wypełniając pampersy
 
siadałam przy niej żeby jej poczytać
chuchałam w zimne wychudzone dłonie
wygładzałam poduszki opowiadałam jak miewa się
świat bez jej uśmiechu i że wiosna ciągle rozpala magnolie
 
zanim oddała ostatnią kroplę potu
jedwabnej pościeli i elektrycznemu materacowi
który ją kołysał jak fale zmieniła się w Venus
wypluwając pianę prosto w głupi uśmiech
pana Alzheimera
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik,  5 IV 2015
 

 imieniny


maj pieści zapachem kwitnących rododendronów,
konwalii i dzikich róż. czaruje zielenią szumiącą
urocze nocne wiersze pisane z potrzeby serca.

słońce rozdaje witaminę de a słowiki robią swoje.
lubię myśleć, że jestem jeszcze piękna i całkiem
zgrabna, że młodość nie opuści mnie wraz z inwazyjną

menopauzą. lubię patrzeć jak rozkwita życie i nawet
wampiryczne kleszcze nie są w stanie wyssać
naiwnego zachwytu. tylko ta świadomość. natrętna,

zatruwająca umysł, niezaleczona od wielu już
wiosen. jedynie ona sprawia, że moja własna śmierć
staje się realna. czuję jej głaski na policzkach.

wiesz, moja matka znowu umrze dzień po imieninach
Joanny, w wigilię Dnia Matki, a ja przypomnę sobie
prywatne rigor mortis. telefon z zaświatów uporczywie milczy.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 24 V 15


 
 
absencja (nie)usprawiedliwiona

może jeszcze kiedyś poczuję twoją cichą obecność mimochodem
dostrzegę brwi brunetki u kobiety o orientalnej urodzie
usłyszę twój alt gdzieś w sklepie i wypatrzę dziewczęcy szeroki uśmiech

może któregoś dnia wrócisz do mnie w postaci słonej kropli potu
gdy zrobię coś zupełnie abstrakcyjnego dziwnego szalonego
coś co tobie sprawiało radość (druty szydełkowanie wyszywanie)

a może wciąż jesteś tak po prostu zwyczajnie sekretnie
ludzie mówią że mam twoje oczy twój gust
że poruszam się z podobną gracją i za cicho mówię

samolubne geny bezwzględnie zrobiły swoje
kiedy piszę wyćwiczoną pod twoim czujnym okiem prawicą
widzę twoje artystycznie pochyłe pismo

więc piszę i piszę i nie mogę przestać jak wtedy
kiedy przepisałam dla ciebie ponad sto wierszy Miłosza
i wówczas gdy dzięki Kamieńskiej odkryłam prawdę oczywistą

"matki są po to właśnie prawie jak pan bóg"*

więc nie ma cię a jesteś jak on którego obie doświadczałyśmy
w naszych najpiękniejszych na świecie i trudnych relacjach

mam twoje światło i kobiecą moc
i to jest wiano
na wieczność

*Anna Kamieńska, Po co

JoAnna Idzikowska - Kęsik, V 18

Mama Erika Irena 29 VIII 1942 - 25 V 2006 - "Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest" Mamo...
 

Wszystkim Mamom - rodzonym, adopcyjnym, przybranym (moją drugą mamą była ciocia Danunia, siostra taty), duchowym, wybranym - życzę pięknego, dobrego, udanego Dnia Matki.
 
 
*Obrazy w tym poście: na pierwszym zdjęciu - moja mama, na drugim mama i ja, na trzecim i czwartym dzieła Mary Cassalt, na piątym obraz Pierre'a - Augusta Renoira, na szostym dzieło Eleny Kokin, potem obraz Jamesa Tissota, na trzech  ostatnich moja córka Jowita Sylwia i ja z naszym psiakiem.
**Wykorzystane cytaty: Joanna Kulmowa, Jan Kochanowski.