czwartek, 28 kwietnia 2016

Z codziennością na ty...


Jej wysokość szwaczka


Zmęczona wstaje w środku nocy, gdy dzieci śnią o bananowych
 wyspach, a bezrobotny konkubin przewraca się na drugą stronę
 erotycznych fantazji o haremie chętnych, roznegliżowanych księżniczek.

Robi stos kanapek z pasztetową: dla dzieci, dla gacha, dla siebie. 
Wychodzi z zimnego mieszkania na chłód obojętnego świata.
Oszczędza, nie jeździ autobusem do pracy, choć kręgosłup stęka,

a nogi puchną. Zasłuchana w szum maszyn, marzy o nowej
 czerwonej, zwiewnej sukience z wystawy H&M, takiej z cienkiej
tkaniny, co gładzi spracowane ciało, spragnione delikatności

i sponiewierane przez faceta, który uważa je za swoją własność.
Fantazjuje o urlopie w egzotycznych krajach, które zna tylko z reklam
biura podróży. Dobija ją spłacanie kredytu za pralkę, wysokich  rat 

za tanie meble i rowery dla dzieci, harówka w robocie i w domu.
Tak trudno jej panować nad tym wszystkim: planować,
cerować i łatać dziury w codzienności podszytej ubóstwem.

Ale nie narzeka. Nawet wtedy, gdy sfrustrowany konkubent pieczętuje
jej poszarzałą twarz w szale zbyt agresywnych uniesień.
Dumna królowa wynajętego kąta, dla której purpurowa

kiecka z niedrogiej sieciówki, to zbyteczny  luksus.



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 IV 16



*grafika z netu

niedziela, 24 kwietnia 2016

"coś mnie zmusza do pisania / poza wszelką formą" ***


Byłam wczoraj w parku. We Wrocławiu. Byłam w parku, w którym pierwszy raz Go zobaczyłam jako mała dziewczynka... Ujrzałam Go latem, na spacerze z wujkiem, z którym powiedzieli sobie dzień dobry i potem wujek mi szepnął: "To poeta, Tadeusz Różewicz"... Pierwszy raz w życiu widziałam wtedy Prawdziwego Poetę i ostatni raz... na spacerze w parku (potem spotkałam Go i nawet z Nim rozmawiałam jeszcze kilka razy).

Byłam wczoraj we Wrocławiu. Wujek odszedł ponad miesiąc temu w wieku 88 lat i zostawił dla mnie kilkadziesiąt książek, wśród nich jeden z tomików Jego poezji. Wiedział, że kocham czytać, wiedział, że uwielbiam poezję, że On jest moim mistrzem...

  On - mój ukochany, uznany za wybitnego Poeta, odszedł dwa lata temu... Na umieranie wybrał sobie kwiecień.
Wchodzę dziś rano na portal społecznościowy, a tam:

* urodziny Barbry Joan Streisand (w porządku, lubię);
* rocznica śmierci Władysława Bartoszewskiego (owszem, ceniłam)...
A o Nim ani słowa...

Byłam wczoraj we Wrocławiu, pokazałam dziecku park... Dziecko powiedziało: "Mamo, jesteś sentymentalna". Ale przecież ktoś musi pamiętać...


Włosek poety

Poeta to na pewno ktoś
Słuchajcie głosu poety
Choćby ten głos
był cienki jak włos
Jak jeden włos Julietty

Jeśli się zerwie włosek ten
to nasza nudna kula
upadnie w ciemność

Czy ja wiem
albo się zbłąka w chmurach

Słyszycie Czasem wisi coś
na jednym włosku wisi
Dziś włoskiem tym poety głos
Słyszycie

Ktoś tam słyszy


Tadeusz Różewicz


*** Buty i wiersze, Tadeusz Różewicz, Opowiadanie traumatyczne. Duszyczka, 1979, frg.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Zdolne, piękne i niemłode - ulubione aktorki 60+

Ciągle się pisze o młodych i pięknych, a ja lubię i szanuję starsze aktorki, które mają klasę i niemały talent na światowym poziomie. I wciąż są piękne, pełne energii! Niektóre nawet z wiekiem pięknieją, ich kariery zaś nabierają tempa.
Listę otwiera powszechnie znana, uwielbiana i nagradzana...



Meryl Streep (66 l.)- zdolna i według niektórych znawców urody, niezbyt piękna, choć mnie się kojarzy z aniołem. Aktorka, która towarzyszy mi od dzieciństwa, bo jako bardzo młodziutka dziewczynka, obejrzałam "Sprawę Kramerów" i od tej pory uwielbiam ją, laureatkę kilku Oscarów, Złotych Globów i innych ważnych w świecie filmu nagród. 
Uwielbiam, ale nie bezkrytycznie. Nie lubię jej występów w komedyjkach romantycznych i nie cierpię opiewanego wszędzie występu w filmie "Sierpień w Hrabstwie Osage", bo uważam, że bardzo przedobrzyła w tej roli, że za dużo było Meryl w niej samej.
Lubię i cenię jej role w "Wyborze Zofii", "Kochanicy Francuza", "Pocztówkach znad krawędzi", "Pożegnaniu z Afryką","Ze śmiercią jej do twarzy", "Koncercie na 50 serc" i "Godzinach". Nieźle wypadła w głośnym filmie pt. "Wątpliwość". To jedna z największych współczesnych aktorek. Aktorka wybitna, także teatralna.


Jeśli Meryl, to ex aequo - Glenn Close (69 l.).Świetna, rasowa aktorka, chyba nawet ciekawsza, niż Meryl (zresztą ponoć bardzo często starają się o te same role np. w "101 dalmatyńczykach", gdzie zwyciężyła Glenn czy w "Diabeł ubiera się u Prady" - tę rolę dostała Meryl; aktorki wspólnie zagrały w dwóch filmach). Aktorka, która do tej pory nie dorobiła się Oscara. A przecież ma na swoim koncie wiele dobrych, znaczących ról. Do moich ulubionych kreacji tej aktorki należą m.in. role w filmach: "Świat według Garpa", "Niebezpieczne związki", "Druga prawda", "Dom dusz" (gdzie, moim zdaniem, skasowała Meryl),"Sekret Margarethe Cammermayer", w którym zagrała zamężną lesbijkę, walczącą o swoje prawa; "Mary Reilly" i "Albert Nobbs" - film, w którym przeszła samą siebie in plus. Close nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa jako aktorka, a ja liczę, że w końcu dostanie Oscara niekoniecznie za całokształt twórczości.


Maggie Smith ma 81 lat. Gra dużo i dobrze, jej role zapadają w pamięć. Mnie zachwyciła, gdy byłam nastolatką, w filmie pt. "Pokój z widokiem" Jamesa Ivory'ego, a później w dwóch filmach Agnieszki Holland: "Tajemniczym ogrodzie" i "Placu Waszyngtona". Uwielbiam jej duety z moją inną ulubioną "babcią" w filmach pt. "Lawendowe Wzgórze" i "Hotel Marigold", niezłą kreację stworzyła również w filmie Dustina Hoffmana pt. "Kwartet".


Tą inną moją ulubioną "babcią" często występującą w duecie z przedstawioną powyżej (zagrały razem w sześciu filmach), jest Judi Dench, rówieśnica Maggie. Równie piękna i równie zdolna. Któż nie zna tajemniczej "M" z nowszej serii o agencie 007? Ale ta rola nie jest w jej dorobku rolą szczególną, bo ta aktorka, mająca doświadczenie sceniczne, świetnie wypada zarówno w rolach ciepłych, miłych pań, jak i wrednych, wyrachowanych kobiet.
Mnie, oprócz wymienionych powyżej,  bardzo podobała się w "Czekoladzie" i "Życiu w Cranford". Wspięła się na szczyt aktorskiego kunsztu, grając jedną z moich ulubionych pisarek i filozofek, chorującą na Alzheimera Iris Murdoch w filmie pt. "Iris", bezbłędnie zagrała w opartej na faktach "Tajemnicy Filomeny", a za najlepszą jej rolę uważam kreację w "Notatkach o skandalu".


Julie Walters ma dziś 66 lat. Zachwyciła mnie dawno temu w "Edukacji Rity" i nadal zachwyca. Aktorzy brytyjscy z reguły mają doświadczenie teatralne i to się przekłada na role w filmach, dobre role, warte zapamiętania. A przecież chyba wszyscy pamiętamy przebojowe "Dziewczyny z kalendarza", chociaż dla mnie Julie była bezbłędna w mało znanym u nas filmie pt. "Siostro, moja siostro".


Cudnooka Vanessa Redgrave (79 l.)to aktorka, którą "znam" całe życie. Zakochałam się w niej po dwóch filmach: "Powiększeniu" Antonioniego i "Julii" Zinnemanna, w której partnerowała również pięknookiej Jane Fondzie i za którą to rolę otrzymała Oscara. Vanessa ma urodę, która powala mnie na obie łopatki: duże, niebieskie oczy i wystające kości policzkowe, jest piękną i zdolną kobietą, jej rodzice, siostra i córki też trudnili się aktorstwem (osobiście uważam, że jest piękniejsza od swojej matki Rachel Kempson, siostry Lynn i córek: nieżyjącej już Natashy i Joely Richardson).
Do ulubionych kreacji Vanessy zaliczam role w filmach: "Wilde. Historia pisarza", "Pokuta", "Wieczór".


Helen Mirren ma 70 lat i figurę, której mogłaby jej pozazdrościć niejedna nastolatka. Jest piękna, zdolna i pełna werwy; cudownie prezentuje się w długich, obcisłych sukniach. Gra od wielu lat. Wypadła nieźle nawet w sławnym "Kaliguli". Cenię ją za "Wybrzeże Moskitów" Petera Weira i za nowsze role również, szczególnie za rolę w zupełnie w Polsce nieznanym filmie pt. "Pasja Ayn Rand" i świetną kreację w również mało u nas znanych "Zamkniętych drzwiach" węgierskiego reżysera Istvána Szabó.
Helen ma pazur, lubię ją nawet w kryminaliku półprzygodowym, półidiotycznym pt. "Red"(1 i 2) i w słodziutkiej do bólu "Podróży na sto stóp", takim aktorskim "Ratatuj".



Australijska aktorka Judy Davis zwykle występuję na drugim planie. Jednak jej niezwykła, charakterystyczna uroda, zawsze rzuca się w oczy. Do tego aktorka ma prawdziwą charyzmę i talent. Ma 61 lat i zapewne nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Zachwyciła mnie w trzech filmach:"Sekrecie Margarethe Cammermayer", gdzie była partnerką Glenn Close, "Od brzegu do brzegu" w duecie z Richardem Dreyfussem i ostatnio w "Projektantce", gdzie świetnie partnerowała Kate Winslett.



Siostra hollywoodzkiego pożeracza serc, Warrena Beatty; aktorka charakterystyczna i ponoć nieurodziwa. Ale zawsze zauważalna i zapadająca w pamięć. Zdolna komediantka i pieśniarka, którą kocham bezwarunkowo. Ma 81 lat, wciąż gra.Gwiazda sławetnych "Czułych słówek", którą uwielbiam za duet z Meryl Streep w "Pocztówkach znad krawędzi" (wg prozy Carrie Fisher, na podstawie jej życiowych doświadczeń i relacji z matką, także aktorką, Debbie Reynolds) i boską zołzę w "Stalowych magnoliach".



Jessica Lange nie gra już tak dużo jak kiedyś, ale dla mnie jest ikoną kina, laureatką dwóch Oscarów. Obecnie ma 66 lat, starannie dobiera role. Kiedyś potrafiła się zmieniać, jak kameleon z pięknej i delikatnej blondynki, w ciemnowłosego kobietona. Cenię ją i jej role w takich filmach, jak "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy", "Frances", "Pozytywka", "Przylądek strachu", "Błękit nieba" czy "Szare ogrody". Pamiętam, że nie wróżono tej młodej i ślicznej modelce wielkiej kariery, gdy zaczynała w "King Kongu" u boku Jeffa Bridgesa, na szczęście oboje mają się dobrze do dziś.


Nigdy nie zapomnę jej występu w adaptacji "Misery", znanej powieści Stephena Kinga, za którą otrzymała w pełni zasłużonego Oscara. Kathy Bates: pulchna, mała (160 cm)kobietka o ogromnej charyzmie. Dziś ma 67 lat i ugruntowaną pozycję zawodową. Nie powtórzyła sukcesu "Misery", ale regularnie pojawia się na ekranie.
Mnie bardzo podobała się w "Smażonych, zielonych pomidorach" i w filmie pt. "Znamię", w którym wystąpiła u boku Kevina Costnera.




Dianne Wiest



Stockard Channing



Sissy Spacek ma 66 lat. Najlepsza "Carrie" jaką można sobie było wyobrazić. Cudna, rewelacyjna w "Służących". Zachwycająca i bezbłędna w "Dobranoc, mamusiu" i "Gdyby  ściany mogły mówić".
Uwielbiam tę małą kobietkę (157 cm) z wielkim talentem i nietuzinkową urodą.




Zawsze, kiedy widzę w obsadzie filmu jej nazwisko, wiem, że ten film obejrzę, choćby jakaś piracką wersję w oryginale tudzież języku obcym, bowiem Ellen Burstyn to aktorka wybitna.
Dziś ma 83 lata i wciąż gra. Niedawno zachwyciła mnie w "Wieku Adaline", wcześniej podziwiałam ją w takich filmach, jak np. "Za wcześnie umierać", "Skrawki życia", "Źródło" czy też - jej wybitną kreację w sławnym "Requiem dla snu".


Na jej role czekam, zwłaszcza komediowe. Jest piękna, szczupła i ma do siebie duży dystans. Nazywa się Celia Imrie, ma obecnie 63 lata i rozwaliła mnie swoją rolą w "Niani" u boku Colina Firtha. Miałam okres oglądania bajek, gdy moja córka była mała, jej przeszło, mnie zostało. Celia to dobra aktorka, świetna w "Hotelu Marigold".


Zachwyciła mnie w roli u boku Catherine Deneuve, w kultowym filmie Tony'ego Scotta pod durnym polskim tytułem "Zagadka nieśmiertelności".
Piękna, rasowa, rudowłosa kobieta! Inteligentna i utalentowana. Susan Sarandon ma 69 lat, wciąż jest szczupła i piękna, enigmatyczna.
Cenię jej role w filmach:"Biały pałac", "Olej Lorenza", "Thelma i Louise", "Mamuśka". Najlepszą rolę, moim skromnym zdaniem, zagrała u boku Seana Penna we wstrząsającym obrazie pt. "Przed egzekucją"("Dead Man Walking").


Córka nieśmiertelnego Charliego Chaplina, świetna aktorka charakterystyczna, zawsze, gdy pojawia się na ekranie, zostawia ślad w pamięci. Ma 71 lat, w moim odczuciu gra od zawsze, bo znam ją od dziecka, gdy schowana pod wielkim pod stołem obejrzałam "Annę i wilki", chwilę potem "Nakarmić kruki" - zapewne nieco za wcześnie, ale stało się. Zachwyciła mnie niedawno w filmie wg prozy G.G. Marqueza pt. "Rzecz o mych smutnych dziwkach". Bardzo dobrą, niezapomnianą kreację stworzyła w obrazie pt.... "Chaplin", w którym jej ojca zagrał Robert Downey Jr.



Imelda Staunton sześćdziesiątkę przekroczyła w styczniu tego roku. Dobra, charakterystyczna aktorka, którą uwielbiam przede wszystkim za role w "Niani" i "Czarownicy" u boku boskiej Angeliny Jolie - moc w komedii i baśniach, bo aktorka znana jest szerszej publiczności przede wszystkim z serii o Harrym Potterze.



Mówię o niej "Łupinka". Zakochałam się w tej kobiecie, gdy jako nastolatka obejrzałam "Kolor purpury" - jeden z najlepszych i jednocześnie najmniej docenianych filmów Spielberga (a może najbardziej zapomnianych, bo doceniony był po premierze w 1985 r.). Whoopi Goldberg sześćdziesiątkę skończyła pod koniec zeszłego roku. Jest dobrą, choć nieco zaszufladkowaną aktorką, bo ujawniła kiedyś wielki talent komediowy i tak troszkę to do niej przylgnęło (taki Robin Williams w kiecce). W "Kolorze purpury" była doskonała, autentyczna, piękna - chwała Tinie Turner, że odrzuciła tę rolę. Podobała mi się także w filmach: "Corrina, Corrina" i "Uwierz w ducha", ale "Zakonnicę w przebraniu" (1,2) i "Włamywaczkę" oglądam zawsze, gdy mój zły humor sięga dna.
Lubię "Łupinkę" i już!

----

Tak wygląda moja gorąca lista wciąż czynnych zawodowo aktorek starszego pokolenia światowego kina. Zapewne kogoś przeoczyłam, o kimś zapomniałam, więc będę ten temat uzupełniać.
Uwielbiam też np. Barbrę Straisand i Cate Nelligan, ale one od kilku lat nie wystąpiły w żadnym filmie, niestety.
A jakie są Wasze faworytki?
Jestem bardzo ciekawa!
Pozdrawiam i przesyłam serdeczności, j.
A na koniec zdjęcie, które bardzo lubię (w ogóle lubię czarno - białe fotografie): Meryl, Glenn i Winona Ryder z planu "Domu dusz" (1993)



wtorek, 12 kwietnia 2016

Zapraszam w imieniu artystów!

WYSTAWA 3 X M, 3 X CZŁOWIEK



Zadaniem każdego człowieka jest być twórcą własnego życia: człowiek ma uczynić z niego arcydzieło sztuki. 

Jan Paweł II


Wystawa malarstwa Mariusza Mikołajka, Hanny Mikołajek oraz fotografia Jana Mikołajka.

Głównym odniesieniem dla twórczości tych artystów jest człowiek.


Mariusz Mikołajek




Wrocławski artysta malarz, absolwent wrocławskiego Liceum Plastycznego i PWSSP (obecnie ASP), syn znanego literata Tadeusza Mikołajka i śpiewaczki Operetki Wrocławskiej oraz poetki Gabrieli Idzikowskiej Mikołajek. Zajmuje się sztuką od wczesnego dzieciństwa. Oprócz malowania obrazów animuje spotkania z ludźmi w obszarze sztuki.

O Mariuszu już pisałam -

TUTAJ
i
TUTAJ



Jan Mikołajek





Syn Magdaleny Mikołajek i znanego artysty Mariusza Mikołajka. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu na wydziale fotografii i multimediów.
Zajmuje się fotografią artystyczną, jest założycielem OK,ART organizującej działania kulturotwórcze.


Hanna Mikołajek

Studentka II roku na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu na wydziale malarstwa i rzeźby.

w
Wernisaż 13 kwietnia 2015 r. godz. 18.00
Wystawę można oglądać w Ognisku przy ul. Ruskiej 46c/7 do końca kwietnia – ZAPRASZAMY!


Poniedziałek-Piątek od godziny 15:00- 

20:00 

Sobota od godziny 10:00- 15:00

sobota, 9 kwietnia 2016

"Materia jest plastyczna w obliczu Umysłu..." ***


XxX



wyobraź sobie świat równoległy.
piękny, harmonijny, sielankowy.
zamknij oczy i poczuj ciepły blask słońca,
oddech łąki, wsłuchaj się w szepty kwiatów.

pomyśl o mnie. ożyw to wyobrażenie.
wymyśl mowę ciała, głos i uśmiech.
weź za rękę i wprowadź
na swoje terytorium.

jesteś. jestem. patrzymy sobie
w oczy: kontrastujące kolory
łączą się w jeden, nieokreślony
ale fascynująco piękny.

czuję dotyk twojej dłoni na włosach,
gorący oddech na drżącym ciele.
płyniemy w nieznane, licząc
na miłosierdzie jaskółczych serc.

i nie mów mi, że Giordano Bruno
nie trafił w sedno, że fizyka kwantowa
to niedorzeczny wymysł albo
domena autorów science fiction.

nieważne, że tu i teraz znam tylko
litery, które wysyłasz do mnie
z odległej galaktyki.

wszystkie światy, zaświaty
i wszechświaty istnieją naprawdę
w najgłębszych zakamarkach
naszych umysłów.

nienamacalnie.



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 9 IV 16


*** Philip Kindred Dick, Valis
* grafika z netu

środa, 6 kwietnia 2016

"Hejtujesz mnie? Och, czuję się taka sławna!" ***





e-bzdety


nęka mnie
prześladuje jakiś
okropny avatar

avatar - widmo

taki który krzyczy wrzeszczy
w którym wszystkiego jest za dużo

pudru różu cienia blue
na spuchniętych powiekach
i szmineczki w okrutnym kolorku
na zaciętych ustach
loczków za dużo
kwiatków
ciętych doniczkowych sztucznych
negliżu 

i avatara w avatarze
też za dużo

za dużo buty
miny pod hasłem
ja was wszystkich przerastam
jesteście mali beznadziejni
jesteście niedouczeni

wlecze się za mną jak 
grześ przez wieś za piaseczkiem
trąca beszta i zaczepia
to Ja zauważ jestem
naj jestem the best

Ja Ja Ja
najmilsze dla samej siebie
Ja
tu jestem 


zaraz ci dowalę
zaraz cię zniszczę
Ja ci pokażę ty brzydkie
zezowate garbate grafomańskie
niedouczone czupiradło

biedny s@motny zdesperowany
psychicznie rozstrojony avatar
wirtualne coś
realne 


nic


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 6 IV 16




Najlepszymi ludźmi są ci, którzy przychodząc do twojego życia sprawiają, że widzisz słońce tam, gdzie kiedyś widziałeś chmury. Ludzie, którzy wierzą w ciebie tak bardzo, że ty zaczynasz wierzyć w siebie. Ludzie, którzy akceptują cię takim jakim jesteś i kochają cię za to, że jesteś sobą. To najlepszy rodzaj ludzi jakich możesz w życiu spotkać.

Oskar Kaczmarek





Hejty możecie zgłaszać na portalu 

hejtstop.pl


*** telemyśl
* grafika z netu
****

niedziela, 3 kwietnia 2016

"Sen i śmierć to bracia bliźniacy." ***



Blues z czerwienią w tle


Pieprzona czwarta nad ranem! -
pomyślała. - Najgorszy czas,
jak u Noblistki i innych nawiedzonych.

Otworzyła oczy.
Patrzyłeś na nią zachwytem błękitu,
pocałowała palec i lekko podrapała cię po nosie;
uśmiechnąłeś się, wyciągnąłeś dłoń...
- Bujaj się! - powiedziała i odwróciła na drugi bok,
poirytowana perspektywą kolejnej bezsennej

nocy, w której umarła.

Spełniłeś jej ostatnią wolę:
skremowałeś w jedwabnej czerwonej sukience,
tej najseksowniejszej, wąskiej, obejmującej ciało.
Oficjalnie w rodzinnym grobowcu w czerwonej urnie
pochowałeś popiół z kominka, przy którym
tak namiętnie się kiedyś kochaliście.

Wyjechałeś nad Adriatyk, o zachodzie słońca 
wyjąłeś z torby czerwoną skrzyneczkę, żeby rozsypać prochy; 
gdy otworzyłeś wieko, ujrzałeś czerwone oczko -
rubin z pierścionka, który podarowałeś jej na urodziny.
Nie rozstawała się z nim nigdy.
Nie pozwoliłeś zdjąć go z jej palca paniom 
z zakładu pogrzebowego.

Kamień połyskiwał na tle szarego miału
jak jej usta wypieszczone szminką,
jak kropla krwi, jak zranione serce, 
samotna róża na grobie, ostatnie
promienie ciepłego słońca w wodzie, 
jak wielka miłość rozdarta na strzępy, 
zatopiona w głęboką agresywną czerwień
snów o przedwczesnych odejściach...

- Nie chrap palancie, bo oszaleję!


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 3 IV 16




*** Homer
*grafika z netu

piątek, 1 kwietnia 2016

O tęczy, fiołkach, torebeczce i innych bzdetkach - post dla Cali. :))


Pierwsza wiosenna tęcza pojawiła się nad moim miastem we wtorek, 29 marca. Dzionek był typowo marcowy, raz słońce, raz deszcz. Pojawiła się późnym popołudniem, gdy czytałam sobie wiersze Julii Hartwig, a mój towarzysz życia, chrapał obok z psem w duecie. Humor miałam średni, bo bolało mnie całe moje nadwiędłe ciało, a ta tęcza trochę mnie rozjaśniła od środka (kocham to zjawisko!).
Rano polazłam do pana lekarza. No właśnie - polazłam ledwo powłócząc nogami, niestety nie w szpilkach, bo bolało mnie wszystko. Całe świąteczne ferie przechorowałam, spałam cały czwartek, piątek z wysoką gorączką, która w sobotę dopadła też mojego Radusia (tak mówiła o moim mężu jego mama, ja go tak nazywam, gdy mnie wkurza) i tak sobie razem chorowaliśmy, a dziecię nad nami skakało.
No i we wtorek już musiałam pójść do pana lekarza. Okazało się, że grypa grypą, na mięśnie idzie, ale i rwa kulszowa mi się przypałętała dość ostra. Opierdzielił mnie też za moją dietkę zgodną z grupą krwi i wytłumaczył, że ta cała rwa (potocznie korzonki) to często wynik awitaminozy i stresu. Postanowiłam żreć pomidory i inne zakazane dla mojej grupy warzywka (jednak do dziś ich nie zjadłam) i nie stresować się byle gównem.
No i se potem poszłam na pocieszenie do pani fryzjerki Małgoni, która zawsze długo bawi się moimi kudłami (bo są długie i jest ich dużo). I tak sobie u niej siedziałam i siedziałam i się zasiedziałam i... nie mogłam wstać. Była to bardzo ciekawa sytuacja: Asia przypięta do krzesełka. Ale włosy odświeżone, podcięte, mogą sobie nadal buszować na moim łebku i pieścić łopatki swoim puszystym powiewem.
Raduś pojechał do apteki i przywiózł mi sześć pudełeczek z różnymi lekami, zawiózł też do pracy zwolnienie i zrobił dla mnie i za mnie focie fiołeczków i barwinku, które podziwiałam w drodze do pana lekarza, a nie miałam przy sobie nawet komórki, o aparacie już nie wspomnę... 
No cóż. Do przyszłego piątku jestem uziemiona. Dupa zimna. Po lekach mam w buzi, jak w laboratorium alchemika, ale daję radę. Przestały mnie boleć nogi, a bolały do tego stopnia, że nie mogłam się w nocy ułożyć w żadnej pozycji, bez ketonalu nie byłam w stanie zasnąć, a w ramach gimnastyki łaziłam po domu w tę i z powrotem, a pies i koty myślały, że się z nimi bawię i łaziły za mną.






Wczoraj pogoniłam Radusia (który regeneruje się dużo szybciej ode mnie i w ogóle ma w nosie wszelkie dietki tego padołu, a jest dużo zdrowszy, wszystkożerca, mlekopijca cholerny, krwiodawca jeden!) do paczkomatu, bo przypełza zamówiona na necie torebeczka (kocham buty i torebki i nic na to nie poradzę, kicz goni kicz, a ja na to nic!). Torebeczka jest bardzo kobieca, ma fajny kolorek (pod szminkę) i w ogóle jestem cała happy, szkoda, że nie mogę se z nią  teraz połazić po mieście (hallo, próżna próżności!).


Przeczytałam też sobie ostatnio, kupioną za jakieś grosze we Wrocławiu, bardzo ciekawą powieść Johna Irvinga, rówieśnika mojej rodzicielki. Irvinga bardzo cenię i lubię i mogę o nim powiedzieć, że należy do grona moich ulubionych współczesnych pisarzy.
 W czasach, gdy nie przecenia się w księgarniach literatury autorstwa Sparksa, Browna czy pani E L James, takie powieści to perełki, nawet, gdy mają wady.


Czytam teraz takie tam bzdetki Reginy Brett pt. Bóg nigdy nie mruga... Cóż, już parę razy przyznawałam się tutaj, że czytuję różne dziwne rzeczy (już nie wspomnę nawet, co oglądam na YT, bo będzie siara "Siarzewski - gangster!"). W każdym razie:
Life is good!


Moja fascynacja poezją trwa i trwa, a Czesław należy do tych, których lubię od zawsze i już tak zostanie. Tak więc, mimo, iż posiadam dwa tomy jego wierszy, tłumaczenie "Pieśni nad pieśniami" i parę innych dzieł, kupiłam wydanie uzupełnione wszystkich wierszy Noblisty (za parę dni dotrą do mnie "Przeklady poetyckie wszystkie"). Kupiłam i ten opasły wolunim już się zdążył rozlecieć pod wpływem mojego macanka ("na miłym macanku spłynęła godzinka i była szczęśliwa miejscowa kretynka"***). Ten tom w mojej biblioteczce stoi na honorowym miejscu, bo Czesław wielkim poetą, filozosiem (tak, tak, Panie Różewicz!) i intelektualistą był...


No i dla Ciebie, CALU! Moja cicha Czytelniczko i przyjaciółko ze studiów (nota bene dzięki, że jesteś, że czytasz te wynurzenia). :))
Filmy, które polecam i krytykuję. No i zacznę od krytyki, bo jestem wredna, a co!
Z polskim kinem miewam różne romanse. Raz  ekscytujące i burzliwe, raz kiepskie jak barszcz ukraiński. Nie pamiętam, Calu, czy chodziłaś z nami do DKF-u do kina Lwów, ale w tym DKF-ie we Wrocku, poznałam większość filmów Krzysztofa Zanussiego. Było to wówczas dla mnie bardzo dobre kino. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie film pt. "Struktura kryształu", nie wspominając już o kultowych "Barwach ochronnych". Podobał mi się film z Julianem Sandsem pt. wziętym z Kochanowskiego "Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest " i jeszcze kilka innych (piękne "Dotknięcie ręki" z Maxem von Sydow). Jednak potem było już coraz gorzej. Nie wiem, czy dlatego, że nie współgram ze światopoglądem reżysera, czy dlatego, że on stracił swojego reżyserskiego pazurka. No ale oglądam, choćby po to, aby móc skrytykować.
I mamy kompletne nieporozumienie pt. "Obce ciało". Nie chce mi się pisać, do czego się przyczepiam, to TRZEBA obejrzeć, żeby sobie wyrobić zdanie. Aktorzy, których lubię i cenię (Grochowska, Buzek, Celińska, Orzechowski) starają się, jak mogą, ale całość wychodzi poniżej poziomu. Ja wymiękłam z bezsilności. Szkoda, bo temat intrygujący.
Jedynym chyba atutem tego jest muzyka Wojciecha Kilara.
1/10


"Sąsiady" to fajny film. I już. Lubię Dyjaka i jego vocal bezwarunkowo. I koniec.
6/10


Salma Hayek to ładna kobieta i zdolna aktorka, tak więc z przyjemnością sięgnęłam po zrealizowany z dużym rozmachem film, w którym niedawno zagrała. Atutem tego obrazu jest także Vincent Cassel. Ciekawa historia i na czasie. "Ta nasza młodość, z kości i krwi"...
6/10



"The Big Short" - cóż. Moja słabość do pewnych aktorów sprawiła, że obejrzałam ten film z zachwytem i szczerze go polecam, bo jest to obraz z dużym przesłaniem, a Gosling zafarbowany na czarno i w czarnych kontaktówkach... Ryan, wyjdź za mnie!!!
7/10



Książkę czytałam jakiś czas temu, a film pod tym samym tytułem, obejrzałam niedawno. Zawsze lubiłam Matta Damona, jednak jest to film, po którym wreszcie, po wielu latach, polubiłam wiekową latorośl wiekowego Kirka Douglasa.
Polecam!
8/10



A i jeszcze w temacie gejowskim stary, ale świetny film z dobrymi kreacjami aktorskimi, nagrodzony Oskarami i wart obejrzenia! Świetny Jared Leto!
8/10



Batman forever and ever i tak dalej. Ja lubiłam trylogię Nolana, jednak Benek Affleck zaskoczył mnie w tej rólce.
6/10



I to by było na tyle, bo mnie boli już wszystko, muszę sobie jak Dulski pospacerować wokół stołu, myśląc o fiołeczkach, które właśnie kwitną.



Calu, buziaki! Zadzwonię! Obiecuję też, że "Dziewczynę z portretu" wchłonę wreszcie, jak gąbeczka wodę i napiszę, co myślę.

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają. 

Na koniec grafika z fejsa na uśmiech, bo co innego nam zostało?




***Julian Tuwim