poniedziałek, 30 marca 2015

"Wszystko już było, co będzie też było." ***


kre(m)acja


wypaliłam się.
kreśląc słowa niepotrzebne
nikomu. oprócz mnie
samej. w pustce intelektualnej
zgasłam.

wiersze spłonęły na stosach
banałów. nie powiłam żadnej
odkrywczej metafory. nie stworzyłam
ciekawego stylu. nie udało
mi się wykreować nic innowacyjnego.

a przecież wszystko już
zaistniało. ograniczona ilość słów
nie jest powodem do kołtuńskiej
grafomanii. spalanie dodaje
 skrzydeł. pegaz ucieka na cztery 

litery.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 30 III 15


***Andrzej Ozga, Tarantela
* autorem pierwszego obrazu jest Stanislas Aristov, drugi z netu

niedziela, 29 marca 2015

Niedzielne wynurzki. ;-)


Wynurzki tudzież wynurzenia. 
Siedzę w swoim pokoju, koło mnie pies, w zasięgu wzroku koty. Mąż i dziecię w swoich pokojach.
Siedzę i boli mnie brzuch, a za oknem zimna, deszczowa wiosna. Deszcz wiosną jest bardzo potrzebny, więc nie marudzę, zwłaszcza, że wpływu na pogodę nie mam żadnego.


Czekam na czwartek. Czekam na wolne, na chwilkę wytchnienia, bo naprawdę mam wyjątkowo intensywny rok w pracy. Kończę (o ile zdążę ze sprawozdaniem) ostatni stopień awansu zawodowego i trochę chyba za dużo zaplanowałam, a teraz to realizuję i jestem jak bohater jednej z powieści Witkacego, Genezyp Kapen (taki, co ledwie zipał).


Mam też pod opieką pana praktykanta. Że niby mam go czegoś nauczyć. A tak naprawdę sama uczę się cały czas, od niego również. 
We wtorek w Miejskiej Bibliotece Publicznej, miałam trzecie, przedostatnie spotkanie w ramach projektu "Witajcie w naszej bajce. Parada Bajek". Projekt skierowałam do starszych uczniów naszej szkoły i zaproszonych gości (Warsztaty Terapii Zajęciowej, dzieci z przedszkoli). Na spotkaniach czytamy baśnie, bajki lub ich fragmenty, omawiamy je, wyłuskujemy wartości, działamy plastycznie czyli taka biblioterapia i arteterapia w jednym. 
Pierwsza, przed świętami była "Dziewczynka z zapałkami", potem "Mały Książę", w zeszły  wtorek "Kubuś Puchatek", a za miesiąc będą rymowane bajki i bajeczki, jeszcze sama nie wiem, jakie (trudny wybór, bo dużo tego i chciałoby się przybliżyć jak najwięcej). A efektem końcowym będzie wernisaż prac plastycznych powstałych na tych spotkaniach w Galerii Format MBP. Panie zatrudnione w MBP i obie Panie Dyrektor (moja i z MBP)a także moi koledzy i koleżanki bardzo mnie w tym wspierają, więc jest OK.


A ferie? Chciałabym podgonić sprawozdanie, nadrobić zaległości w lekturach i filmach, pobyć z rodzinką. Odpoczywać leżąc na tyłku nie muszę, wolałabym pobiegać, połazić z kijami, z psem. I napisać wreszcie jakiś dobry wiersz!
Wczoraj miałam fatalny dzień, dzień złego feelingu i braku refleksu i dosłownie wlazłam pod samochód... Pan zatrzymał się parę centymetrów ode mnie...


Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze, pozdrawiam ciepło!


Obrazki zamieszczone w dzisiejszej notce to prace moich uczniów. Uczniów klasy drugiej przysposabiającej do pracy, autorami są w kolejności: Aleksander, Damian, Asia, cała klasa (plakat projektu edukacyjnego), Ela, Adam i Dominik, uczeń SP - prace te wysłałam na konkurs plastyczny do Wrocławia i czekam na wyniki.


Cytat na dziś:

Gdy piszę coś przygnębiającego czy przerażającego, nie oznacza to, że jestem przygnębiony lub przerażony. Po prostu pracuję. A to, o czym piszę, jest daleko ode mnie. Mogę znaleźć się w samym sercu danego dramatu, słyszeć wokół siebie bohaterów, dokładnie widzieć sposób, w jaki mówią. Patrzeć na nich i po prostu zapisywać ich słowa, bo to, co robią, może głęboko zadziwić mnie samego. Ale w znacznej mierze mam to już za sobą.

– Ingmar Bergman


•❤•

wtorek, 24 marca 2015

"Rozmowa z wami konieczna jest i niemożliwa." ***


pogwarka


Trzymać to się trzymam, ale puścić już się nie mogę.

- Magdalena Samozwaniec


zadzwoń do mnie kiedy będę stara.
spokojnie wypijemy trzy kawy na podniesienie
ciśnienia. porozmawiamy o bardzo dawnych
zabawnych miętowo - anyżkowych pocałunkach.

złam mi serce. zmiażdż je. na końcu dróżki naprawdę
 warto poczuć coś jeszcze. nawet gdy skłamiesz
że nadal mnie kochasz - uwierzę. bo
wiara w cuda naprawdę je czyni.

więc proszę zatelefonuj do mnie kiedy
będę naprawdę leciwa. gdy moje rzęsy
nie będą już tak długie i miękkie by pisać peany
na ich wątpliwą cześć.

zadzwoń. porozmawiamy o pięknej pogodzie
na śmierć.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 24 III 15


*** cytat z wiersza Wisławy Szymborskiej pt. Chwila
* obrazki z netu

niedziela, 22 marca 2015

Notka bezwierszykowa. ;-)


Jak już napisałam w poprzednim poście, skasowałam przypadkiem notkę o sobie i swoich zwierzakach, bo coraz słabiej widzę z bliska ( w ogóle coraz słabiej widzę, jak na mnie, bo do niedawna czytałam bez okularów do późnej nocy).
Trudno odtwarzać raz napisane notki, zwłaszcza, jak ma się tysiąc myśli na minutę i słucha nowej pieśni Sinead O'Connor, ale spróbuję coś napisać sensownego, bo boję się, że mój ulubiony czytelnik obrazi się na amen (w paciorku) i przestanie tu zaglądać.


Wiosna wreszcie przyczłapała. Zima, choćby była najłagodniejsza, nie należy do moich ulubionych pór. Jak już kiedyś wspominałam, kocham mroczne powieści, ale jestem istotą ciepło i światłolubną, więc późna jesień i zima to czas, kiedy nie funkcjonuję najlepiej. Łapię różne dziwne infekcje, nic mi się nie chce, a w weekendy śpię do jedenastej (wczoraj, z okazji wiosny wstałam o szóstej, a dziś po siódmej) i nic mi się nie chce.
Wiosną czuję bluesa, biegam, chudnę i tak dalej. I chociaż dokucza mi alergia (co zresztą już na tych zdjęciach widać, jak ktoś przyjrzy się moim zaczerwienionym i załzawionym oczom), to jest to pikuś w porównaniu z zimowymi deprechami. W swoim gabinecie napieprzyłam na ścianach powycinane z tapet kolorowe kwiaty, żeby mi było łatwiej to wszystko przeczekać (zabawa dosyć kosztowna, bo rolka tapety kosztuje ok. 50 zł., a ja kupiłam ich kilkanaście, ale było warto, bo jest kolorowo i inaczej, niż u wszystkich! A resztę tych tapet i tak wykorzystam w pracy, na plastyce lub arteterapii przydają się wszystkie wzorki i kolorki).


Ale teraz jest już cudownie. Nie jestem senna (melancholijna bywam niezależnie od pory roku), a moje zwierzaki towarzyszą mi w tym wszystkim i robią to pięknie.
Nie zamieniłabym ich na żadne inne. Trójka indywidualistów (jak ich właściciele, bo u mnie na chacie każdy coś ma ze spectrum zespołu Aspergera), trójka przecudnych, kochanych, empatycznych stworzeń, za którymi bez wahania poszłabym w ogień.





Moje istoty są bardzo czyste i kochają świeżość, uwielbiają leżeć w czystej pościeli lub na czystej podłodze, którą myję w wodzie z lenorem (ładnie pachnie w całym domu), lubią czyste dywany i świeżo złożone rzeczy po wypraniu (Balbina tylko czeka, żeby wejść do mojej szafy i położyć się na półkę z moimi bluzkami).
Niczko, którego adoptowałam w październiku, uwielbia spacery oraz... wizyty w bibliotece!




A ja uwielbiam te stworzenia, swój dom i swoją pracę, o której napiszę wkrótce.
W każdym razie w najbliższy wtorek między 9:30 a 11:00 trzymajcie kciuki za mnie i za Kubusia Puchatka a może Fredzię Phi - Phi (projekt w MBP, będę gościć oprócz klas z naszej placówki, dzieciaki z przedszkola, a one są niesamowicie spostrzegawcze i bardzo wymagające, boję się!).
Serdeczne serdeczności dla wszystkich, którzy goszczą w moich skromnych progach!



Wszystkie moje zdjęcia zrobił mój Radosny mąż, fotki zwierzaków są moje. Jako bunusik moja córcia w trakcie popołudniowego rekaxu z Niczkiem i Balbą w moim obiektywie. :) Nota bene moja córka twierdzi, że mam tyle zwierzaków nie dlatego, że je lubię, ale dlatego, że mam niezaspokojone instynkty macierzyńskie. ;-)



PS
Dzisiaj urodziny obchodziłby Jacek Kaczmarski. Bardzo lubię większość jego tekstów, a ten poniżej jest jakoś dziwnie aktualny niestety, bo zapędy władców, faraonów, królów, cesarzy i carów nie zmieniły się od zarania ludzkości, choć współcześni, zamiast pisać pamiętniki, wypisują bzdety pełne błędów na Twitterze, Facebooku lub blogach i wstrzykują sobie botox, żeby lepiej się prezentować w zakłamanych mediach...
A ja naiwnie wierzę, jak Kaczmarski, że:

"może wieczne średniowiecze

 wreszcie kiedyś trafi szlag"



Bonus nr 2, zdjęcia z dzisiejszego niedzielnego wieczoru: wykąpałam psa i go podsuszyłam, więc on i kocica od razu do wyra! Kocur ma dość plebsu i pospólstwa i się odizolował (siedzi w pokoju u córki).I żyj tu człowieku higienicznie w takiej patologii!






Pa, do miłego!
Wszystkiego dobrego dla Was!

piątek, 13 marca 2015

"Nie ma na świecie takiego leku, który nadałby sens życiu." ***



bez


z superego wleciała w objęcia id.
Piotruś Pan czarował. mamił
pięknym słowem. obiecywał 
ogrody rozkoszy nieziemskich.

spadła na zbity tyłek. bolało
piekielnie. paliło w głowie.
odbijało się w snach. depresja
w kamaszach wtargnęła w spojrzenie.

ciemność. brak światła. widoków
na przejaśnienia. pogoda na jutro
bez pieśni na ustach. blask
szkiełka zaprasza w podróż bez powrotu.

bez szans. bez siebie.
bez życia. bez końca.
bez?

hologram filtruje jątrzące się rany.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 13 III 15




*** w tytule notki cytat z powieści Sarah Kane pt. Psychoza 4.48
*obrazki z netu

czwartek, 12 marca 2015

"Choćby wszyscy postanowili, że nie, wiosna i tak przyjdzie." ***

XxX

lubię wiosnę. wulkany krokusów
wybuchają spod ziemi.
dłuższe chwile jasności wywołują uśmiech.
ptaki szaleją w przestworzach
i nawet nie drażnią mnie
plamy ich kupek na szybach auta.

lubię wiosnę. obcisłe ciuchy niecierpliwie
czekają na obmapywanie kształtów
jędrnych dzierlatek. cieplejszy
deszcz przestaje ciąć zmarszczki
z premedytacją - wchłania się w nie i wygładza.

starsze kobiety jaśnieją. zakręcają 
włosy na papiloty by dodać im gęstości
podobnej do liści na młodych gałązkach.
ich oczy lśnią w słońcu prawie jak wtedy

gdy zażywały radosnych kąpieli
w seledynowej bujności traw. lubię wiosnę.
 dlatego nie wybiorę kwietnia na umieranie.
poczekam aż spadnie na mnie
zsiniały listopad.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 12 III 15


*** tytuł notki Veroslav Mertl
* obrazki z netu

niedziela, 8 marca 2015

"Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy." ***

Niedawno w "Polityce" ukazał się artykuł, w którym przedstawiono 15 pierwszych zdań z książek, które przeszły do historii.

Wszystkie te książki czytałam, wiele z nich dawno temu. Większość mam, a kilka z nich to moje bardzo, bardzo ulubione, jak np. Pani Dalloway, Sto lat samotności, Sklepy cynamonowe, Szklany klosz...
 Opublikowałam ten artykuł z "Polityki" na fejsie, z zastrzeżeniem bardzo wrednym i krytykanckim, czyli w moim zołzowatym stylu kobieciny spod czupurnego Koguta (w chińskim horoskopie), że zamiast powieści Stefka - Nieburczymuchy - Ż.(który, jeśli przeszedł do historii, to chyba tylko naszej, krajowej), proponuję pierwsze zdanie z jednej z moich ulubionych powieści Kurta Vonneguta Juniora, bo generalnie lubię wszystko, co Kurt nabazgrolił...

No i się zaczęło. Okazało się,że nie tylko ja nie lubię i nie cenię naszego wielkiego pisarza, jako pisarza, bo jako człowieka i działacza społecznego i owszem. Sorry (taki mamy klimat?), ale pierwsza byłabym za tym, żeby wyrzucić jego wytwory z kanonu lektur, choć kiedyś jakiś konkurs recytatorski wygrałam, recytując w egzaltowanym stylu jedno z jego rozdziobanych opowiadań, które zresztą znam na pamięć do dziś.Niech jednak ta przepióreczka już sobie ucieknie na dobre (i na złe również) w siną dal. Niechaj łapią ją ci, którzy rzeczywiście tego chcą, a nie ci, którym się to narzuca (niedawno czytałam jeden jego wytwór z moim dzieckiem, błe!)."Ogary poszły w las" słuchać ech leśnych i niech sobie tam łapią przepióreczki nad brzegiem wiernej rzeki, wykonują syzyfowe prace, budują szklane domy, czekając na przedwiośnie, snując rzewne opowiastki o żołnierzu tułaczu i dziejach grzechu zmieniających się o zmierzchu w popioły! Ha, czytałam wszystko! Ale nie lubię i koniec tej pieśni o małym bibliotekarzu z aspiracjami na mistrza pióra! A mogę powiedzieć, że nie lubię, że mi nie pasuje, właśnie dlatego, że czytałam ("Ludzi bezdomnych" nawet lubię, bo tam Joasia belferka  była). Nic mnie tak nie irytuje, jak wypowiadanie się na tematy, o których nie ma się pojęcia.

Wszystko jest w życiu względne. Ktoś lubi rymowane wierszyki do pamiętniczków, a ktoś inny Różewicza. Ktoś czyta Fleszerową - Muskat, Barbarę Cartland (nota bene ta różowa pańcia zaimponowała mi tym, że kazała się pochować w tekturowej trumience)czy Danielle Steel, a ktoś inny woli Witkacego, Orwella czy Prousta. I to jest OK. Gusta przecież nie podlegają dyskusji.

Ja lubię czytać, choć wzrok już nie ten i, niestety, potrzebuję rekwizytu w postaci okularów...

Zrobiłam zatem dodatkową listę piętnastu książek, które bardzo lubię i których pierwsze zdanie sprawiło, że czytałam dalej. Oto niektóre (wybór był trudny, bo ta lista długo nie miałaby końca) z nich:





A jakie są Wasze ulubione książki?

Pozdrawiam i dziękuję za każdy

 ślad zostawiony na moim blogu.


Propozycja Anny:



* wszystkie obrazki z cytatami i zdjęciami ich autorów są mojego autorstwa

***tytuł notki, Magdalena Samozwaniec

sobota, 7 marca 2015

Kilka słów o mnie i blogu (czyli niezbyt gorzkie żale!)


Bardzo dziękuję Anecie, autorce jednego z moich ulubionych blogów, za nominację do tej ciekawej zabawy.

Post ma dotyczyć, jak w tytule (który, oczywiście, musiałam nieco zmienić, bo inaczej nie byłabym sobą - dodałam to, co w nawiasie) mnie, prostej kobitki, i mojego skromnego kąta w Sieci, jednego z wielu innych kątów, światów, wszechświatów - miejsc, w których wyrażamy siebie. Dla mnie blogi to takie niewielkie planety, po których podróżuję, jak mój ulubiony Mały Książę. Blog Anety to jedna z pięknych róż, ciekawych, wkładających wiele wysiłku w to, aby to piękno było realne.


O sobie napisałam już wszystko, co jestem w stanie napisać, nie naruszając za bardzo własnej prywatności (bo, jak pisał w jednej ze swoich powieści Milan Kundera: "Prywatność człowieka jest rzeczą świętą"), więc więcej miejsca poświęcę blogowi i odpowiedzi na pytania. Chociaż... skoro blog jest mój, jest odzwierciedleniem moich myśli, mojej skomplikowanej osobowości, jest integralną częścią mnie, to czy uniknę pisania o JoAnnie?

Nie wiem... Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Zatem do dzieła!



Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?

Całe życie pisałam pamiętnik. Ze względu na kaligrafię. Ze względu na bezpowrotnie (?) utraconą leworęczność, która nie podobała się mojej mamie. A praworęczne pismo było brzydkie, nie pasowało do "dziewczynki z dobrego domu", więc najpierw pisałam głupie zdania typu: "Piszę tylko prawą ręką", potem przepisywałam całe tomiki poezji (hallo, Mister Różewicz!), a później zaczęłam pisać kajecik - powiernik (jak jedna z bohaterek sztuki Gombrowicza) i tak mi zostało... A kiedy pojawiły się internetowe blogi, siłą rzeczy zaczęłam pisać różne dziwne notki na blogu.


Pierwszy blog, w 2006 roku, założyłam za namową mojego ulubionego gimnazjalisty, dziś już dorosłego, wykształconego człowieka, na moim ulubionym filmowym portalu. Mam ten blog (w nieco okrojonej formie, bo sporo tematów skasowałam) do dziś, choć nie piszę już postów.

Potem założyłam inny blog, ale zapomniałam hasła, zaprzestałam na jednej, króciutkiej notce...
Następnie była Moja Generacja...I jak już się tam rozkręciłam i poznałam fajnych ludzi, to ją skasowali!
Blog na Bloggerze założyłam po odejściu z portalu poetyckiego, gdzie miałam nadzieję na rozwój osobisty (i intelektualny również). Nie miałam jednak siły wchodzić w jałowe dyskusje z poetami, którzy zawsze mają rację (przynajmniej w swoim własnym mniemaniu). Zresztą całe życie jestem outsiderką, lubię siebie, czasem świadomie i z premedytacją stronię od ludzi, ale tylko czasem...

Pierwszy wpis tutaj jest ze stycznia 2012 roku. Potem... zapomniałam hasła (jestem ingnorantką i nie zapisuję haseł) i wróciłam dopiero w październiku 2012 roku, ale nie miałam pojęcia, jak się poruszać po innych blogach, jak poznawać bloggerów, zdobywać czytelników... 


Postanowiłam jednak pisać. Głównie wiersze, bo to jest dla mnie forma autoterapii. Forma wyrażania siebie dla ludzi (w domu gram na gitarze, na pianinku, maluję też  dziwaczne obrazki a la Witkacy, ale nie jestem jeszcze gotowa na ujawnianie tej radosnej tfu!rczości).


Pisałam od dziecka (wiersze, bajki, opowiadania, a nawet "powieść" dla egzaltowanych panienek), nauczyciele mówili, że mam lekkie pióro (mylili się, ale to szczegół). Mam problemy z interpunkcją i wiem o tym. Ostatecznie coś mi musiało pozostać po tej operacji na moich półkulach, jaką było przeorientowanie mojej zakichanej lateralizacji. Czasem sobie jędzowato myślę, że moja mama nawet teraz bardzo nad tym boleje, że gdzieś w zaświatach "ryje mi beret" textami typu: "Trzymaj pióro w prawej ręce!" i "Twoja interpunkcja wywołuje u mnie migrenę!" ;-)


 Jestem m.in. pedagogiem - terapeutą, pracuję z ludźmi, których bardzo lubię, jednak niekiedy mam problem z tym, aby całkowicie odizolować się od problemów innych (mój mąż i znajomi mówią, że to się nazywa nadwrażliwość, ja nazywam to empatią). Pisanie zatem jest dla mnie czymś w rodzaju katharsis.Oczyszcza mnie z emocji. Piszę też dlatego, że czasami mam wrażenie, że moja praca mnie uwstecznia intelektualnie. A że naprawdę lubię poezję, że mama była polonistką, że z pierwszego wykształcenia jestem animatorem teatralnym (m.in. dlatego, iż mama wysyłała mnie na konkursy recytatorskie), czyli kimś, kto pracuje "na tekstach", także w dużej mierze, poetyckich...





Dlaczego akurat ta tematyka?

Jak wyżej. Poezja jest mi niezwykle bliska. Zawsze była i będzie. I chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Co wcale nie znaczy, że się na niej znam!

Jestem w stanie ocenić swoje teksty. Krytycznie. Wiem, że nie są najwyższych lotów, doskonale zdaję sobie sprawę z ich mankamentów. Czasem zupełnie świadomie piszę coś infantylnego, używam banalnych metafor, kiepskich porównań... Czasami, choć to bardzo niemodne, rymuję. A wszystko dlatego, że nigdy nie pretendowałam do zacnego miana poetki, czy choćby autorki wierszy. 

Piszę, bo czuję potrzebę, bo coś zaobserwowałam, coś mnie zaciekawiło, coś zabolało. 

Mój blog jest głównie poetycki, ale nie unikam też innych tematów. Powściągliwie piszę o swojej pracy głównie ze względu na ochronę danych osobowych, choć akurat należę do tych szczęściarzy, którzy nie tyle pracują, co raczej mają hobby, robią to, co naprawdę lubią. Udało mi się po paru zawirowaniach, po zupełnie nietrafionych drugich studiach (wyobrażałam sobie ten kierunek zupełnie inaczej, myślałam naiwnie, że poznam dogłębnie literaturę ze wszystkich stron świata), jednak wierzę, że droga, którą przeszłam, była mi potrzebna do rozwoju osobistego, na którym bardzo mi zależy.

Zainteresowania mam szerokie i czasem o nich piszę. Myślę, że niektóre moje wiersze również są ich odzwierciedleniem. Nie chcę się rozdrabniać i zakładać kolejnego bloga, ponieważ bardzo polubiłam ten swój kąt (na który czasem... brakuje mi czasu, ale koniec awansu bliski... choć kuszą kolejne studia...ech, sama nie wiem, tyle rzeczy chciałabym jeszcze zrozumieć, poznać!) i swoich blogowych znajomych.

I w tym miejscu dziękuję Tobie, Ra! Wiesz, za co!

Jestem bardzo dobrym obserwatorem ( w ogóle mam dziwną percepcję, widzę rzeczy, których inni nie dostrzegają, kolory, kwiaty, zapachy; mam fotograficzną pamięć). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią poezję. Widzę na blogach ilość komentarzy. Widzę popularność postów typu: "Moje kwiatki na parapecie" - szanuję.
S z a n u j ę. Swoje myślę, ale to, co myślę, to tylko i wyłącznie moja sprawa.

Nie wchodzę też na blogi, na których nie jestem mile widziana.



Jak zaczęło się blogowanie i czy było dla Ciebie czymś trudnym?

Blogowanie to czysta przyjemność. Znajomych z Filmwebu mam do dziś, tych samych, od wielu już lat (w lipcu minie dziewięć), niektórych poznałam w realu i bardzo to sobie cenię. Z Mojej Generacji wciąż mam kontakt z Ra, który odwiedza mnie tutaj.:)
Trudne początki, bo byłam długo sama na tym blogu. Na Filmwebie pod każdym postem miałam mnóstwo komentarzy, a tu długo było cicho. Nie stresowało mnie to, jednak - przyznajmy to szczerze - jak się już człowieczek decyduje na publikowanie swoich myśli, to liczy na to, iż ktoś to przeczyta, skomentuje, zajrzy, powie, co myśli, skrytykuje! 
Ja naprawdę jestem osobą, która radzi sobie z krytyką. Nie tą chamską typu:"Ale to gówno!", tylko z taką, która podaje uzasadnione argumenty. Wtedy siadam, myślę i często przyznaję rację.

I jeszcze nieszczęsna nazwa bloga, bo wciąż mnie ktoś pyta, czy jestem weną, czy mam tak wysokie ego, że mam się za wenę...


Vena Poetica znaczy POETYCKI. Tak mnie "nazwali" koledzy w ogólniaku i tak zostało. Ludzie na rajdach, na pielgrzymkach, na które zabierał mnie mój kuzyn i na których śpiewałam i grałam na gitarze... dali mi ksywkę "Siostra Poetka"... Pierwsze wierszyczki publikowałam jako Vena Poetica, blog na Filmwebie i na Mojej Generacji to była właśnie Vena... Nie będę tego zmieniać tylko dlatego, że komuś się to nie podoba lub nie rozumie, co to znaczy.


Nie mam się za poetkę, a weną swego męża i owszem, jestem. 


Nie mam aspiracji do wydawania tomików, które potem będą gnić i próchnieć w mojej piwnicy, nie biorę udziału w żadnych konkursach poetyckich, a ten blog i mój profil na NK (dużo rzadziej, sporadycznie ten na FB) to jedyne miejsca, gdzie publikuję swoje teksty. Gdy skasuję te profile, moje wierszyki wyparują (o ile ich sobie nie skopiuję), bo tylko kilka mam zapisanych w jakimś zeszyciku i jeden na poema,pl, bo... no właśnie: zapomniałam hasełka!

Co chciałabyś, aby wydarzyło się w przyszłości, dotyczące Twojego bloga?

A cóż ja mogę chcieć? Napisałam na początku roku (w pierwszym tegorocznym poście), że cieszę się, że żyję. Spojrzałam kiedyś w oczka tej zimnej pani, której firma nigdy nie splajtuje i wiem, że życie to wartość bezcenna.

Cieszę się, że mam ten blog, że mam ponad dwieście wyświetleń dziennie (nie uwzględniam własnych od początku), że poznałam tutaj naprawdę mądrych, wartościowych ludzi. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby poznać jeszcze więcej ciekawych blogowiczów.Każde spotkanie z człowiekiem bardzo mnie wzbogaca.
Naprawdę potrafię się cieszyć z małych rzeczy.
Niektórzy zarzucają mi pesymizm po lekturze moich wierszy. Jednak to tylko wiersze, a podmiot liryczny to nie jest JoAnna I. - K. ;-)

Blogi, które często odwiedzasz?


Bardzo lubię blog Anety i czytam go (polubiłam też stronę na FB) z dużym zainteresowaniem, bo - jak chyba już wiele osób wie, kino to jedna z moich pasji. 
Na studiach najbardziej lubiłam zajęcia z historii filmu i teatru, no i oczywiście literatury i sztuki!
Odwiedzam wiele blogów, dowiadując się mnóstwa mądrych, ciekawych rzeczy, podziwiając kreatywność bloggerów, zdjęcia, wpisy, wiersze i inne talenty... Nie zawsze komentuję (tu kłania się brak czasu). Moje ulubione blogi widnieją na dole strony pod hasełkiem: Blogi, które lubię sobie poczytać. Jednak nie jest to pełna lista, bo tych blogów jest dużo więcej, także na Filmwebie.


Czy spotkałaś osobę, o której pisałaś na blogu, w realu? Jeśli tak, opisz to spotkanie.


Jeden ze swoich banalnych wierszyczków zadedykowałam swojemu ulubionemu Profesorowi ze studium.
Studium, znaną wrocławską SKiBęskończyłam, zanim poszłam na studia z zakresu animacji, bo po liceum zdawałam naiwnie do PWST (choć połowa rodzinki, nauczycieli i znajomych, namawiała mnie na polonistykę, a matka niemal nie dostała zawału, jak potem wybrałam teatr na SKiBie) - zresztą mogę po latach o tym już napisać, że do szkoły teatralnej zdawałam w niezwykle doborowym towarzystwie pewnego śpiewającego aktora i świetnego aktora charakterystycznego , których karierę śledzę i za których cały czas trzymam mocno kciuki! Do PWST (zdawałam tam warunkowo, dzięki uprzejmości Pani Prorektor), do której trudno jest się dostać teraz, wtedy (1988 r.) było jeszcze trudniej (ok. 15 miejsc, w tym jakieś 5 dla kobiet, a kobiet zdawało dużo więcej, niż panów). Ból był, bo wszystkie, trzyetapowe examy zdałam, z pisemnej literatury dostałam 5, a nie mogłam podjąć studiów ze względu na zdrowie - lekarz (a tak naprawdę kilku lekarzy, bo na jednym się nie skończyło moje żebranie o pieczątkę)nie podpił mi wymaganego zaświadczenia o przydatności do zawodu (stąd warunkowe zdawanie tam, bo papier od lekarza trzeba było mieć na dzień dobry... a zaświadczenie o zdanych examach trzymam na pamiątkę do dziś). Teraz jednak wiem już, że tak musiało być, ale żal był wielki i trwał kilka ładnych lat, może dlatego potem studiowałam tak długo? Bo szukałam czegoś, co zastąpi mi teatr?...
Profesor, któremu zadedykowałam swój tekst, wykłada też w PWST. Nazwiska tu nie podam (i nie zlinkuję), ale to jedna z ciekawszych osobowości, jakie udało mi się w życiu spotkać (obok znanego wrocławskiego aktora, o którym jeszcze kiedyś napiszę, mojego Mistrza). Z wykształcenia polonista, z zamiłowania reżyser, autor tekstów piosenek dla dzieci, tłumacz, erudyta.
W ogóle w studium, a potem na podyplomowej pedagogice opiekuńczo - wychowawczej, spotkałam cudownych ludzi!Ludzi,z pasją i wieloma talentami, których pamiętam do dziś, mimo upływu lat. Ludzi, za którymi po prostu i zwyczajnie... tęsknię.

Napisałam też kiedyś o swoim prywatnym wujku, który swego czasu był poczytnym autorem powieści (na Filmwebie niedawno poznałam dziewczynę, która pisała o nim pracę magisterską) i o swoim kuzynie, którego - choć jest moim kuzynem - bardzo cenię, jako artystę plastyka... 

Dawno temu, po koncercie na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, miałam też okazję porozmawiać o poezji i piosenkach, z Mistrzem Jeremim, o którym wspomniałam na tym blogu.


 Miałam w swoim dziwnym życiu i mam szczęście do poznawania ciekawych, twórczych osobowości. Kiedyś jedna pani dyrektor powiedziała mi, znając moje przekonania, że Bóg kocha ateistów i chyba coś w tym jest!

Natomiast bardzo chciałabym - marzenie ściętej głowy - zobaczyć kiedyś w realu Joannę Pacułę. Ta kobieta już zawsze będzie dla mnie urodową idolką i myślcie sobie co tylko chcecie o mojej miłości do jej cudnych kości policzkowych i tych niesamowitych oczu! ;-)))

Blogi, które nominujesz do dalszej zabawy?

Wybór jest trudny, bo nie wiem, jak zareagują wybrane przeze mnie osoby, ale byłoby mi bardzo miło, gdyby wyzwanie podjęli:



*obrazki z netu, a drugi w kolejności to mój autograf , fragment wiersza, który potem stał się zupełnie inny. :)