Translate

wtorek, października 30, 2012

Zdzisiek...

czyli to, co wpadło dzisiaj pod moje palce na klawiaturze mojego laptopa:



bycie


nie wychodź z wiersza

proszę 

w jego przestrzeni
jesteś
prawdą najszczerszą
całowaną opuszkami snów
jawisz się dobrem
najprostszych gestów
istotą cienia ulotnego
ciszą szelestu

nie wychodź z wiersza

krzyczę bez ciebie
tęsknotą dłoni
czekających natchnienia 

w tej dosłowności niewysłowionej
jest jeszcze coś
do wypatrzenia

bądź mi poezją

tą codzienną
zwyczajną
prostą
nienatchnioną

zobacz


bez ciebie kimże jestem


uwierz


bez obecności twojej

skonam

B-c, 30 X 2012, p.n.k.


 JoAnna Idzikowska-Kęsik


pierwszy obrazek z netu, drugi







 

UWAGA POEZJA czyli wiersz Nory Constance:)

Na NK poznałam Kobietę Niezwykłą. Nora jest nie tylko piękna, ale i zdolna. Nora - Eleonora Jasińska.
Jeden z moich ulubionych pisarzy, Milan Kundera, powiedział kiedyś bardzo ważną i, moim zdaniem, bardzo prawdziwą rzecz, mianowicie, iż: "Ko­bieta-poet­ka to ko­bieta do kwad­ra­tu".
Dziś, po raz kolejny, zachwycił mnie wiersz Nory, dlatego poprosiłam Ją o to, abym mogła się nim podzielić.

Posłuchajmy poezji:

milczenie

milczysz w tym też jest sens

słowa są nie potrzebne
znikają szybko w próżni wszechświata
porwane przez kosmiczny wiatr
niedojrzałe by stanąć na szczycie struny
przejść przez wąski korytarz zrozumienia

teraz nie później powinny być dojrzałe

czasem jak jabłko rozpalone słońcem
ubrane w rosę przed świtaniem myśli

milczenie jest złotem nie dla wszystkich

nie zawsze coś z niego można wyczytać
cisza bywa oszustwem wmawianym sobie
ale też rajem dla rzeczywistości

albo wyznaniem rozebranym do naga

z wątpliwości często nieprzespanych nocy
bez czucia na bezdechu ze coś uwierało
to co czyste i prawdziwe trudne do nazwania

jestem w zasięgu twojego wzroku


NoraC*


 
Ilustrację do wiersza wybrała NoraC*
      Wsłuchując się w ciszę, można usłyszeć najpiękniejsze symfonie,wymyślić najcudniejsze wiersze i wzlecieć na szczyty mądrych myśli, w ciszy bowiem powstają największe dzieła.   
Noro, dziękuję Ci za te homeopatyczne dawki wzruszeń!

Z pamiętnika nastolatki...




Polonistka w podstawówce, pani Ludwika S., zaproponowała mi pisanie pamiętnika. Bazgroliłam, jak kura pazurem, gdyż moja mama-pedagog, przestawiła mi lateralizację. Nie chciała mieć w domu leworęcznego odmieńca.
Nauczyłam się pisać prawą ręką, jednak zawsze, kiedy, w swej dziecinnie naiwnej lewomyślnosci, chciałam wnerwić moją biedną mamę, przy odmawianiu wieczornego paciorka, którego nienawidziłam odmawiać, ze względu na nudne powtarzanie grafomańskich formułek, żegnałam się lewą ręką.
Jeden z moich pierwszych wierszyków był... o miłości:


Miłość


Miłość - to wielkie słowo.
Nie zawsze jednak prawdziwe.
Nieraz jest szczere, czasem zaś fałszywe.


Miłość - to wielkie słowo.
Nie zawsze się dobrze kończy.
Lecz mówi, ciągle mówi:
"Już nic nas nie rozłączy!"


Miłość - to wielkie słowo
I chyba każdy romantyk wie,
Że szczera miłość - znaczy śmierć...


Kiedyś, gdy my już pomrzemy,
Słowo to będzie trwać nadal...
Lecz jakie będzie? Nie wiemy!
To - to już przyszłość zbada!


JoAnka Idzikowska, 22 czerwca 1982 (czyli rąbnięta, egzaltowana dwunastolatka - przepisane słowo w słowo z pamiętnika. Śmieszne, ale prawdziwe!). 

Pamiętniki w większości spłonęły w kominku, jak Joanna d'Arc na stosie, ale jeden zachowałam, gdyż opisywał moje pierwsze, poważne uczucie, które szczęśliwie trwa do dziś.
I w tym właśnie zachowanym memuarku, znalazłam taki swój wierszyk, zapewne pisany po lekturze wierszy Poświatowskiej:




przypływ melancholii


ten żółty wiosenny kwiat
który ususzyłam dla ciebie
kwitnie pomiędzy kartami
grubej miłosnej księgi

ten uśmiech ten radosny uśmiech
który przeznaczyłam dla ciebie
zniknął z mojego oblicza

to błyszczące promieniujące słońce
które we mnie świeciło dla ciebie
zgasło w jednym momencie

to wszystko
co miałam wyłącznie dla ciebie

umarło

wraz z twoim odejściem



/ J.I., 13 V 1987, g.17:10, wyjęte z pamiętnika, pisane lewą ręką/



Fajnie jest wrócić do wspomnień, choć ponoć powinno się żyć tu i teraz... Na fotce ja - kiedyś, już po ślubie z tym, do którego skierowałam ten naiwny wierszyk:)

Kobiecość:)


dyskretny urok makijażu



czerwienią ust szepczę
najczulsze słowa miłości
oswojone płatkami pąsowych róż

ale to mnie nie zadowala

chciałabym dojść do sedna
i zrozumieć sens
zauroczenia
jakie towarzyszy czerwonej szmince
kiedy dotyka swego przeznaczenia
upiększając skórę pieszczotliwymi
łaskotkami pigmentu

chciałabym zatańczyć kolorem
jakiś najbardziej zwariowany taniec

 erotycznie pocałować

buszujący w wodospadzie

 gęstych włosów
wiatr

niech zaczerwieni się
ze wstydu

że przyłapałam go na
niedyskretnej pieszczocie
podglądania mego sam na sam
z pomadką

niech wyszumi 

pulsujący czerwienią
poemat

 JoAnna Idzikowska-Kęsik, IV 2011



*obrazki z netu