Marzec
"Marzec ze swoją szarością i kilogramami błota ma w sobie więcej nadziei
niż późniejsze miesiące pełne kolorów i zapachów".
Natalia Przeździk
Czekam od jesieni aż przyjdzie i sprawi,
że znowu poczuję się młodsza, ładniejsza,
aż zrobi mi się lżej na duszy i sercu.
Miasto drży, przeczuwa i czeka;
las zaczyna szemrać i szumieć, odżywać;
leśny strumyk wzbiera i pędzi ku wiośnie.
Planety retrogradują, zwiastują zaćmienia
i nową, ognistą energię.
Przychodzi wyczekiwana pora.
Koty drą się jak szalone, strasząc mojego psa,
jeże chodzą wieczorami po ulicach,
ptaki zachłystują się własnymi trelami,
aura kaprysi jak stara panna,
ale to właśnie on przynosi nadzieję,
maluje dni fioletem krokusów,
rozdaje szafirki i złoci się forsycjami.
Zwiastuje wiosenną bujność doznań.
Mówisz, że ci nie zależy, masz swoje życie,
więc nasze ślady zacierają się
w najpiękniejszym momencie,
w chwili, gdy natura pokazuje
jak mocno i bezinteresownie
potrafi kochać.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 III 25 - nów Księżyca w Baranie z pierścieniowym zaćmieniem Słońca
Obraz: Sandro Botticelli, Primavera - Wiosna ok. 1470–1482. I tutaj mała ciekawostka, chociaż pewnie nie będzie nią dla miłośników sztuki. Możliwe, że Flora (detal powyżej) i Gracja (poniżej) na obrazie mistrza renesansu mają twarz prześlicznej szlachcianki Simonetty Vespucci (1453-1476), podobnie jak Venus czy Pallas Atena z innych jego obrazów, ale i na tym obrazie Venus jest jak Simonetta.
Simonetta była znana jako największa piękność swojego wieku we
Włoszech, a oprócz Sandro Botticellego, uwiecznił ją także Piero
di Cosimo i kilku innych malarzy florenckich. I chociaż dziewczyna żyła krótko, bo zaledwie 22 lata, mistrzowie pędzla, oczarowani jej wdziękiem, malowali ją także po śmierci. Na moim ulubionym blogu Niezła Sztuka czytamy: "W niektórych publikacjach można odnaleźć informacje o tym, że Sandro Botticelli kochał Simonettę. Rysy jej twarzy widać w większości namalowanych przez niego kobiet, bogiń, Madonn, aniołów i nimf, obrazów powstałych za życia i po śmierci Simonetty. Artysta kazał się pochować w kościele Ognissanti we Florencji, obok swojej muzy. Malarz nigdy się nie ożenił (co przyczyniło się do oskarżeń o homoseksualizm) i zmarł 34 lata po niej".
Wielu historyków sztuki neguje te przypuszczenia, faktem jednak jest, że kobiety malowane przez Botticellego (naprawdę nazywał się Alessandro di Mariano Filipepi) są do siebie bliźniaczo podobne.
Drugie spostrzeżenie towarzyszy mi od dzieciństwa (jak wiecie moim żywiołem były albumy z reprodukcjami dzieł sztuki): w centrum dzieła widzimy brzemienną boginię miłości - Venus, nad nią leci Kupidyn, który z zasłoniętymi oczami celuje strzałę w Grację zapatrzoną w Merkurego, posłańca bogów, jednak nie to mnie zachwyca. Zachwyca mnie układ drzewek pomarańczowych - gałęzi i liści między Venus i amorem, niby charakterystyczny łuk, który jednak tutaj wygląda jak płuca, choć nie sądzę, że Botticelli znał anatomię, sądzę jednak, że artyści miewają wielką intuicję. Płuca Ziemi, oddech wiosny i brzemiennej Venus, zwiastującej wiosenną obfitość natury - coś wspaniałego!
Cytat w tytule postu Elif Shafak