wtorek, 26 marca 2013

Tatango i inne zawirowania czyli parę słów o piosenkach Mistrza.



Bądź moim natchnieniem,
że świat zmienię przeświadczeniem
pięknym bądź, bo skąd mam je wziąć?
Zły czas unieważnij,
daj blask mojej wyobraźni,
myślom mym bądź jak czuły rym.

 Improwizacją kolorową rządź,
ekranizacją moich marzeń bądź.



Wojciech Młynarski to obok Jeremiego Przybory, Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty i Magdy Czapińskiej,jeden z moich zdecydowanie ulubionych Poetów Piosenki. Piosenki mądrej, filozoficznej, inteligentnej, takiej, jak np. Polska miłość:

Bywa, że kuchennymi schodami
z dzieckiem ucieknie do mamy,
znienawidzi, na śmierć się pokłóci,
z pazurami do oczu się rzuci.
Czasem straci ostatnią nadzieję,
fotografie twą podrze i sklei,
będzie włóczyć się po adwokatach,
czyjeś wiersze odnajdzie po latach...



Artysta przyszedł na świat 72 lata temu w Warszawie. Z wykształcenia jest polonistą, z zawodu poetą, pisarzem, satyrykiem, piosenkarzem, aktorem, tłumaczem.

Nie sposób napisać o wszystkich jego utworach, o wszystkich świetnych tekstach, jakie przez wiele lat swej działalności artystycznej, udało mu się stworzyć, dlatego też wybiorę kilka, choć wypada mi wspomnieć, że dzięki mojemu tacie,który uwielbiał piosenki z dobrym tekstem i kolekcjonował płyty, twórczość Wojciecha Młynarskiego, towarzyszy mi od dzieciństwa.

Bardzo lubię wrony, dlatego też piosenka o wronach jest mi szczególnie bliska:

... a ja mam taki gust wypaczony
że lubię wrony


Podoba mi się fakt, iż Wojciech Młynarski, sam będąc mistrzem pióra, nie wstydzi się przyznać, że uwielbia brać dobry przykład od innych mistrzów: Jeremiego Przybory, Mariana Hemara czy Juliana Tuwima. Takim przykładem na branie przykładu, jest niewątpliwie piosenka pt. Obiad rodzinny:


Obserwować można choćby z przyjemnością
Jak się wujek Leon zawsze dławi ością,
Czyni to z godnością, rzeczy znajomością,
Wuj z natury powściągliwy jest. 



Tekstem, który uwielbiam po prostu bezwarunkowo, jest mało znana, ale prześwietna piosenka, którą pierwsza wykonywała Hanna Banaszak. W piosence tej, Młynarski chwali kulturę przez wielkie K, a kpi z tego, co serwuje się masom (a może kpi po prostu z ówczesnego ustroju?) i robi to z dużym wyczuciem, talentem, taktem. O takich scenach, jak podwieczorki z muzyką płynącą z fortepianu, często, z dużą nostalgią opowiadała mi moja babcia...

 Truskawki w Milanówku,
Tamten ganeczek w dzikim winie,
Te interludia na pianinie,
To jeszcze mi się śni,
Truskawki w Milanówku,
Pogodny wuj reakcjonista,
Który "Brygadę Pierwszą" świstał
Słuchając BBC

Truskawki w Milanówku
Na talerzykach Rosenthala
Przysiadły od hołoty z dala
Wśród śmietankowej mgły.

Truskawki w Milanówku
I ten przechodzień, spacerowicz,
Inteligentny jak Gombrowicz,
To właśnie byłeś ty. 

Zdecydowanie bardziej lubię truskawki niż kalarepkę i choć maja babcia już dwadzieścia lat przebywa na chmurce gdzieś, czasem siadam do pianina i śpiewam dla niej tę właśnie piosenkę.

A tak jeszcze a propos babci, to moja, ta ze strony taty,  była naprawdę wspaniała, lubiłam z nią być, słuchać jej opowieści o Lubelszczyźnie, z której po wojnie musiała przyjechać do Wrocławia, gdyż dziadek został zamordowany,z powodu swej działalności, a jej zabrano dosłownie wszystko (niestety, nie znałam dziadka, a on ponoć poznał Witkacego w czasie rewolucji lutowej w Rosji, bo studiował wówczas w Petersburgu). Mistrz Młynarski napisał o babci bardzo dowcipny pamflecik, ale, jak zwykle, można się w nim doszukać drugiego dna:


Świat sztuki zawsze był mi bliski. Mókuzyn ukończył ASP, ja jedynie studia podyplomowe dla nauczycieli plastyki i muzyki. Czasem sobie coś tam maluję,czasem coś gram i śpiewam, ale zawsze do łez wzrusza mnie tekst Młynarskiego, tekst piosenki o niezwykłym malarzu, ale nie tylko - tekst pełen metaforycznych aluzji i, powiedzmy, marcowych migdałów (tu także ukłony dla Osieckiej za Miasteczko Bełz):

 Łzy obeschły dawno już
Ale niepamięci kurz
Warto, żeby jakiś wiatr nareszcie zwiał
Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak miarę brał

A potem niechaj skrzypki tną
I zakochane oczy lśnią
I cymbałów dźwięk niech płynie, płynie w dal
Z tułaczem krawcem za pan brat
Niech zawiruje w tańcu świat
Tak jak malował pan Chagall 



Jednym z często przypominanych sobie przeze mnie tekstów Młynarskiego, jest Balladka o dwóch koniach Psychologiczna perełka! Uwielbiam ten tekst:

Z tej balladki smakowitej
Niech popłynie morał w świat:
Gdy mieć pragnie autorytet
Bandzior, co ma w ręku bat.

(Tchórz, co w ręku trzyma bat)
Kto się stawia ten ma z tego
Mimo wszystko jakiś zysk,

A kto słucha i ulega,
Ten najpierwszy bierze w pysk...


Lubię i bardzo cenię w tekstach Młynarskiego, metafory, jakich używa, a także fakt świadczący o jego wielkiej erudycji i oczytaniu.  Takim moim ulubionym tekstem, nawiązującym do znanej powieści. ale przede wszystkim do postaci jest Błędny rycerz. Piosenkę tę pierwszy raz usłyszałam jako nastolatka, jednak nie zestarzała się do dziś, nawet o minutę:

 Nieprawda, że
Ostatni błędny rycerz pojął
Że odejść czas
Że nie ma sensu walczyć już
On żyje wciąż
Czyste sumienie ma za zbroję
I wierzy, że
Jest gdzieś otwarte okno
I Dulcynea, jego nadzieja
Jego nadzieja, jego nadzieja 


Michał Bajor śpiewa jeszcze jedną, bardzo mi bliską ze względu na przepiękny i mądry tekst, piosenkę ze słowami Młynarskiego. To jedna z takich piosenek, które mogę słuchać bez końca, delektując się każdym słowem:

I nic prócz małej chwilki żalu
Nie złączy nas kochana
W tym dziwnym życiu śmiesznym balu
Miłości niewyznanych
Bladym tancerzom gra cichutko
Orkiestra salonowa
A pod orkiestry każdą nutką
Podpisać można słowa:

W białych zim białych wierszach
Złotych sierpnia pokojach
Moja miłość największa
Nie wie nic że jest moja
Czas ją syci jak wino
Wyobraźnia upiększa
Moją miłość jedyną
Moją miłość największą 


 

Podobnie, jak Młynarski:

Lubię wracać tam, gdzie byłem już
Pod ten balkon pełen pnących róż,
Na uliczki te znajome tak.
Do znajomych drzwi
Pukać myśląc, czy,
Czy nie stanie w nich czasami
Ta dziewczyna z warkoczami.
Lubię wracać w strony, które znam,
Po wspomnienia zostawione tam,
By się przejrzeć w nich, odnaleźć w nich
Choćby nikły cień, pierwszych serca drżeń,
Kilka nut i kilka wierszy z czasów,
Gdy kochałeś pierwszy raz.



Jednym z moich ulubionych wierszy Poety jest taki, w którym śpiewający go artysta musi mieć krystalicznie czystą dykcję, żeby go dobrze zaśpiewać, bo jeśli jej nie ma, to może sobie ewentualnie wyrecytować Strasną zabę Mistrza K.I.
Nadeszła wiosna, a Mistrz W.M. apeluje:

 Nikomu
Niechaj nie zagraża rozłąka,
Gdy wiosną
W rytmie naszych marzeń po łąkach bąk brzdąka, bąk brzdąka...


Z nowszych tekstów W.M. zachwyciły mnie dwa. Oba ukazały się na płycie Rafała Olbrychskiego z 2009 r. zatytułowanej Tatango. Utwór tytułowy powalił mnie na obie łopatki. Tak głębokiego, tak psychologicznie prawdziwego tekstu było mi chyba wtedy trzeba i ten tekst jest mi niezwykle wręcz bliski do dziś. Jest prosty, ale zawiera wiele aluzji i metafor (Przyjdzie walec i wyrówna, pisał kiedyś Maestro). A to tatango, to co to jest? Stadium schizofrenii? Cyklofrenia? Fatum? Czy po prostu życie, przyprawiające o dreszcze?
 
Porąbany los
Ku rozpaczy most
Jak drogowy walec wprost
Miażdży, niszczy mnie
Tatango
Porąbany los
Ku rozpaczy most
Zawodowo jak drogowy, wielki walec wprost
Miażdzy, niszczy mnie
Tatango

I ciebie, wiesz, dopadnie też
Tatango
Odwiedzi cię
Noc pęknie na pół
Zatańczą drzwi i stół.
Lecz ratunek jest - bólu kres
Na schodach krok dziewczyny
Cisza cyt cyt,
Cisza cyt cyt i sen
I świt.

 


Drugim tekstem z tej płyty, równie powalającym, jak Tatango, jest zaśpiewany w duecie z Marylą Rodowicz utwór o przyjaźni. I tu moje ukłony dla Mistrza za wersy, pod którymi mogłabym się podpisać obiema rękami:

A jeśli przyjdzie w dwie przeciwne strony ruszyć
Jeśli to przyjaźń nic przyjaźni tej nie wzruszy
I z końca świata Ci napiszą SMS
Jeśli to jest prawdziwa przyjaźń
Jeśli jest




Do tej notki, która nie wyczerpuje tematu, a jedynie przybliża parę utworów Mistrza, które bardzo lubię i cenię, specjalnie wybrałam zdjęcie W.M. na zielonym tle. Zielony to kolor nadziei. A wiele tekstów Młynarskiego wieje prawdziwą, szczerą nadzieją, tak zieloną, jak tło na jego zdjęciu. Mam dwa ulubione "zielone" teksty Maestra:

 Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła
I myśli sobie Ikar co nie raz już w dół runął
Jakby powiało zdrowo, to bym jeszcze raz pofrunął
Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie!


 Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Jem jabłko winne
I myślę ech ty życie łez mych winne
Nie zamienię cię na inne

Kocham cię życie
Poznawać pragnę cię pragnę cię
Pragnę cię w zachwycie
I spotkać człowieka
Który tak życie kocha
I tak jak ja
Nadzieję ma... 



A moja najukochańsza piosenka z tekstem Młynarskiego? Zdecydowanie ta o niesfornym sercu, bo jak mawiał mój ulubiony Mały Książę: Jedynie sercem widzieć możemy właściwie...

 Moje serce, to jest muzyk,
który zwiał z orkiestry,
bo nie z każdym lubi grać.
Żaden mu maestro nie potrafi rady dać.
Moje serce, to jest muzyk improwizujący,
co ma własny styl i rytm,
ale, gdy gorąco kocha, wtedy gra jak nikt. 



Wojciech Młynarski tłumaczy również wiele tekstów. Głownie piosenki francuskie, takie jak np. Nie opuszczaj mnie ,Następny, Walc na tysiąc pas  Jacquesa Brela. Ostatnio zachwyciły mnie Martwe liście Jacquesa Preverta. Młynarski przetłumaczył ten utwór po swojemu, po swoim Mistrzu (wcześniej znane było tłumaczenie Jeremiego Przybory, śpiewała Magda Umer) i, moim skromnym zdaniem, W.M. zrobił to doskonale, jego tłumaczenie jest bardziej poetyckie od oryginału:

 Piosenka ta lśni każdą nutką,
Że kochasz Ty , że kocham ja ,
Że pięknie żyć - na przekór smutkom
Wspólnie się da każdego dnia...


Moja najukochańsza piosenka, przetłumaczona przez W.M,. to piosenka Georgesa Brassensa pt. Laleczka, którą świetnie wykonuje mój ulubiony śpiewający aktor, Jacek Bończyk (innego "teledysku" niestety, nie znalazłam):



Czekam na nowe teksty, wiersze, piosenki, tłumaczenia i recitale Pana Młynarskiego, życząc mu dużo siły i weny! Niech go ogrzewa blask najpiękniejszego natchnienia! Bo kiedy człowiek robi swoje, i jeszcze lubi to, co robi, to zawsze jest OK!

 

PS
by the way...
 
Dokładnie w ten sam dzień, 26 marca 1941 roku, co Mistrz Pióra, Młynarski, urodził się jeszcze jeden mój ulubiony pan, Richard Dawkins, uważany, obok Umbert Eco i Noama Chomsky'ego za jednego z największych współczesnych intelektualistów. Ale o panu Dawkinsie i innych geniuszach, napiszę przy innej okazji.

Niestety, dzisiaj umarł jeden z moich ulubionych aktorów drugiego planu, Jerzy Nowak (ur.1923), to duża strata dla polskiej sceny i filmu. Ostatni raz pojawił się w filmie pt. Obława.

poniedziałek, 25 marca 2013

"Zgodne w radości są wszystkie instrumenty, kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi..." ***



Ogród ziemi

 Dawniej kiedy poeta wchodził w ogród ziemi
Działy się ponoć cuda. Coś w rodzaju
Wniebowstąpienia rzek i skał śpiewania...
Najmniejszy ssaczek, płazik a nawet pierwotniak
Wiedział, że teraz wybiła godzina
Że ktoś tam w małym mieście przy sosnowym stole
Wpisuje jego imię w symfonię stworzenia.

Jakie to było piękne i logiczne
Poeta wstaje - padają tyrani
Poeta mówi rymem i nawet wrogowie
Są tu na swoim miejscu - jak cień przy jasności...

A życie smaczne jest - bo przyprawione
Attycką solą.

Jakie to wszystko głupie dzisiaj, jakie ciemne.
Poeta rodzi się, a rzeki płyną
Śmierdzą fenolem. Ludzie się pukają
Znacząco - aż łeb dudni. Matka płacze syna
Przyjaciel radzi: jeśli już musisz
Napisz piosenkę. Władcy śpią spokojnie
A rano dają coś z łaski. Poeta
Było nie było straszył wedle reguł sztuki...

Szczęśliwy naród, który ma poetę
- Nie widać tego po naszym. Zapewne.


Nie ma się czego cieszyć. Nie ma też poetów
A w ogóle jak tutaj wchodzić w ogród ziemi
Kiedy ogrodów nie ma
wszystko wystrzyżone.
Jest śmietnisko podmiejskie. Piasek. Wiatr. Papiery
Gorzkie zielsko ironii
co wiele wytrzyma.

Ernest Bryll, 1975


*** Cytat z wiersza Czesława Miłosza pt. Do Tadeusza Różewicza, poety z 1948 r.

Do Tadeusza Różewicza, poety

Zgodne w radości są wszystkie instrumenty
Kiedy poeta wchodzi w ogród ziemi.
Czterysta rzek błękitnych pracowało
Na jego narodziny i jedwabnik
Dla niego snuł błyszczące swoje gniazda.
Korsarskie skrzydło muchy, pysk motyla
Uformowały się z myślą o nim
I wielopiętrowy gmach łubinu
Jemu rozjaśniał noc na skraju pola.

Więc się radują wszystkie instrumenty
Zamknięte w pudłach i dzbanach zieleni
Czekając aby dotknął i aby zabrzmiały.
Chwała stronie świata która wydaje poetę!
Wieść o tym biegnie po wodach przybrzeżnych
Gdzie na tafli we mgłach śpiąc pływają mewy
I dalej, tam gdzie wznoszą się i opadają okręty.
Wieść o tym biegnie pod górskim księżycem
I ukazuje poetę za stołem
W zimnym pokoju, w mało znanym mieście,
Kiedy zegar na wieży wybija godzinę.

On ma dom w igle sosny, w krzyku sarny,
W eksplozji gwiazd i wnętrzu ludzkiej dłoni.
Zegar nie mierzy jego pieśni.
Echo
Jak w środku muszli starożytność morza
Nigdy nie milknie.
On trwa.
I potężny Jest jego szept wspierający ludzi.
Szczęśliwy naród który ma poetę
I w trudach swoich nie kroczy w milczeniu.
Tylko retorzy nie lubią poety.
Siedząc na szklanych krzesłach rozwijają
Długie rulony, metry szlachetności.
A naokoło huczy śmiech poety
I jego życie nie mające kresu.
Gniewni są. Wiedzą że ich krzesła pękną
A w miejscu gdzie siedzieli nie wyrośnie
Ani źdźbło trawy.
Krąg spalonej siarki,
Rudy, jałowy pył mrówka ominie. 


Czesław Miłosz, Waszyngton D. C., 1948


 pic: The Secret garden by MistaBobby, deviantART

niedziela, 24 marca 2013

Dlaczego nie lubię tipsów...



wabiki


na zabój zakochaj się
 w moich
paznokciach

orzęsione oczy
nawilżone usta
pokręcone włosy

to takie banalne

moje paznokcie iskrzą
zapowiedzią migdałowego
upojenia

rosną wraz z pożądaniem

zmieniam ich kolor
jak kameleon
w zależności od powagi
sytuacji

doceń wirtuozerię tańca
gdy pląsają ci po plecach
w chwili

twojej drgającej 
wszechobecności
we mnie



czujesz

rozkosz spływa kropelką krwi



 JoAnna Idzikowska-Kęsik,

24 III 2013



*obrazki z netu

czwartek, 21 marca 2013

"Barwy ze słońca są..." ***




deep purple



w głębi fioletu mieszka 
bezwarunkowa miłość


skrywa się pod postacią
najczulszych uczuć zaklętych
 w ciepłej aksamitnej purpurze

w cieniach znad rzęs najdłuższych
najmądrzejszych atłasowych spojrzeń

w myślach zakrapianych upojnym
zapachem skromnych fiołków

w lawendowych emocjach
biegających po wrzosowiskach tajemnic

w głębokim fiolecie
snuje się radość
kochania 

oberżynowa czułość
wypełnia kształt bakłażanowego
 serca

uduchowiony
fiolet oświeconej duszy
beztrosko fruwa po ametystowych
 bezkresach niebios



 JoAnna Idzikowska-Kęsik, 17 III 2013



*** Cytat z wiersza Czesława Miłosza pt. Słońce

Fotografie: Jowita Kęsik

sobota, 9 marca 2013

Piosenki na niepogodę, czyli to, czego słucham w czasie burz i niżów intelektualnych...

Miałam wcześniej napisać o Mistrzu Jeremim, bo 4 marca minęła dziewiąta rocznica jego przejścia na drugą stronę cienia, ale jakoś zabrakło mi weny. Dzisiaj jest ta chwila, kiedy chciałabym wspomnieć o nim i jego wspaniałej twórczości, bo, jak sam pisał: Piosenka jest dobra na wszystko!

Piosenka to sposób z refrenkiem
Na inną, nieładną piosenkę
Na ładną niewinną panienkę
Piosenka - the song la chanson


Piosenka to klinek na spleenek - fakt, trudno odmówić Mistrzowi racji. Zwłaszcza, że jego piosenki, które stworzył w duecie z Jerzym Wasowskim i nie tylko, towarzyszą mi od dzieciństwa i zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój.Uwielbiam te drżące dwukwiaty naszych ciał, te słoneczka zachodzące za zimowe stoły, panienki, odbywające pokutę za swój temperament, pomidory tętniące, jak serca, kochanie nieindywidualne, pieszczotę pian, wrześniowe dywany, szwadrony tatusiów, samotne, czekające na kochanka pokoleń i, chyba przede wszystkim, tych cudownych, bezbłędnych, tanich drani:


Ponoć w czasie deszczu dzieci się nudzą, ale nigdy nie będą się nudzić,zarówno dzieci, jaki i dorośli, słuchając pięknych piosenek ze świetnymi tekstami. Dla mnie tekst w piosence, jest czasem dużo ważniejszy od muzyki.

Jedna z uczennic Mistrza Przybory, Magda Umer, napisała wspaniałą piosenkę dla Maryli Rodowicz, tak prostą i zarazem piękną, że tylko śpiewać:

 A na razie fruwają motyle
Tyle tego, tamtego też tyle
A na razie wierzymy w baśnie
I jaśniej i jaśniej...

A na razie kołyszą nas noce
A na razie kołyszą nas dni
Choć już życia, psiamać, popołudnie
Jest cudnie, jest cudnie


W dzieciństwie zakochałam się parę razy beznadziejnie i do bólu (m.in. w Janosiku, tudzież w Marku Perepeczce, oh, mon Dieu!, co ja sobie wtedy wyobrażałam, to głowa mała!), platonicznie i bezpodstawnie. Jedną z takich moich miłości był Amerykanin z doktoratem z etnologii, który był bardziej francuski, niż jego francuscy koledzy po fachu.Pan ów wystąpił chyba (nie dam sobie uciąć ręki, bo za mała byłam) w Sopocie, w białym ubranku a la Elvis i zaśpiewał... Odleciałam, zaczęłam się uczyć francuskiego. Najpiękniejsze w tej historii jest jednak to, że piosenka owa towarzyszy mi do dziś i, moim zdaniem, jest to jedna z najpiękniejszych modlitw, jaką ktokolwiek, kiedykolwiek napisał...
Pan nazywał się Joe Dassin i zmarł na atak serca sześć dni przed moimi jedenastymi urodzinami, a piosenka, która mnie wbiła w fotel i którą uwielbiam do dziś, to Et si tu n'existais pas...




Mam też jakąś dziwną słabość do Kanadyjczyków. Może dlatego, że posługują się z reguły dwoma językami, które stale poznaję i lubię: francuskim i angielskim. Uwielbiam lesbijkę o atłasowym głosie, k.d.lang, lubię Leonarda Cohena, Garou, Shanię Twain, niektóre piosenki Celinki (Celine Dion), ale przede wszystkim kocham tego niewielkiego facecika, szczuplutkiego człowieczka, tego wegetarianina z rewelacyjną chrypką, Bryana Adamsa.Jego płyty mam pozdzierane (zwłaszcza The Best of Me), bo Bryan, nie dość, że ma świetny głos, to jeszcze pisze naprawdę dobre, przemyślane teksty. Jednak w deszczowe  dzionki, wchodzę na YT i oglądam go w duecie z wielkim tenorem, i od razu wprawiam się w świetny nastrój...




Michał Bajor, to artysta, którego bardzo cenię, bo byłam na jego kilkunastu koncertach, na których zawsze świetnie wypadał i śpiewa utwory bliskie mojemu sercu, z bardzo dobrymi tekstami, m.in. Jonasza Kofty i Wojciecha Młynarskiego, o których pewnie jeszcze napiszę. Ostatnio, co prawda, rozczarował mnie koncert francuskich piosenek (tłumaczenia, aranżacje, dobór repertuaru) i nie kupiłam tej płyty, jednak jest piosenka Michała, z tekstem Jana Wołka, która ze względu i na tekst i na aranżację, zawsze pozytywnie na mnie wpływa, na mnie: byłą młodą kozę. ;-)



Jak już kiedyś pisałam na tym blogu, mam w życiu niesamowite szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Jedną z takich wspaniałych osób, jest mój ulubiony Profesor, p. Jerzy Bielunas, który, oprócz tego, że uczy, reżyseruje, pisze teksty (m.in. dla dzieci), to jeszcze wiele tekstów tłumaczy. I robi to świetnie (wiem, że francuski to jego pasja). Jednym z utworów, które mnie bawią, jest przetłumaczona przez p. Jerzego stara, francuska piosenka Claude'a Nougaro, zaśpiewana mistrzowsko przez Jacka Bończyka:



"Czy jest suchy chleb dla konia?" - pytał Jerema Stępowski w serialu pt. Wojna domowa. Ja zaś bardzo lubię płytę z jego piosenkami, śpiewanymi warszawską gwarą, piosenkami wypełnionymi całą gamą surrealistycznego humoru i dowcipu. Moją ulubioną jest pioseneczka o niezwykłym trójkącie:

Żyli w pałacu hrabia z hrabinią                       

on zwał się Rodryg ona Franceska               

a w drugiem domu za ich meliną             
mieszkała sobie jedna Wiśniewska...

Dzisiaj dopiero, ale lepiej późno, niż... później, odkryłam piosenkę z rewelacyjnym tekstem Magdy Czapińskiej pt. Prognoza na jutro. Na pewno będzie mi ona towarzyszyć długo, zresztą tekst już znam na pamięć:

 Są dni, że aż nie chce się wyjść spod pierzyny,
by spotkać się z aurą i resztą
nastawiasz radyjko, lecz słuchać się nie da,
bo w mediach jak zwykle złowieszczą.
Nie sięgaj po flakon z lekarstwem na nerwy
prozaku nie łykaj i bromu
znasz przecież ten refren i zanuć go sobie
nim rano przekroczysz próg domu.


 Pogodę trzeba mieć w sobie
prywatną pogodę wewnętrzną
i włączać ją w sobie jak światło,
gdy chmury i bzdury się piętrzą.
Uśmiechnij się gdzieś tam w środku
i wymuś na sobie optymizm
i poczuj jak nagle moc złudną traci
meteo determinizm.


 


Jak mam zupełnie kiepski humor, rozśmiesza mnie Kinga Preis wraz z Konradem Imielą, śpiewająca wierszy Jana Brzechwy:





 Z moim dzieckiem, Jowitą Sylwią, często sobie śpiewamy (ha, głównie Nirvanę, Lanę del Rey i Adele, a co?), tańczymy i gramy. Ostatnio ubawiłam się przy dwóch pioseneczkach młodego, zdolnego,czującego bluesa człowieka, CeZika, które pokazała mi na YT moja córka. Pierwsza (którą uwielbiam w wykonaniu Piotra Fronczewskiego) jest dowodem na jego kreatywność i zdolności muzyczne, a druga (która w oryginale przyprawia mnie o mdłości i tępy ból uszu, zwłaszcza, jak do kogoś dzwonię i muszę czekać, aż odbierze telefon, a tu drąży mi mózg ten "wielki" hicior!).. przykładem na to, że z chłamu i czteronutowego badziewia można zrobić klejnocik:





Pogoda na mnie wpływa różnie, takie dni, jak dzisiejszy:szaro-buro-deszczowo-senne, sprawiają, że ziewam, jak mops ( o ile te sympatyczne psiaki ziewają... jak mopsy!). Wesołe, pozytywne piosenki są wówczas antidotum na kiepski nastrój.

 A o filmach, książkach i wierszach najbliższych upojnemu ukojeniu, jeszcze kiedyś napiszę.