Dzisiaj mija sześć lat, odkąd zaczęłam pisać tego bloga. Odkąd mam swoje ukochane miejsce w odmętach internetu...
Przez wiele lat miałam blogi na Fimwebie (od lipca 2006 i mam ten profil do dziś) i na Mojej Generacji (chyba od 2007 do listopada 2012 czyli do momentu skasowania tego serwisu), ale zapragnęłam dla siebie miejsca, które będzie w pełni odzwierciedlało moje zainteresowania, będzie moim azylem, ulubionym dzieckiem.
Na Filmwebie, z wiadomych przyczyn, pisałam o filmie, o aktorach, aktorkach, reżyserach. Dodawałam też ciekawostki o twórcach, głównie pisarzach, bo przecież na podstawie wielu dzieł pisanych, powstawały i nadal powstają dzieła filmowe i udało mi się zdobyć wiele punktów czyli dwa łby (bo Filmweb to ponoć łeb pełen filmów).
Na Mojej Generacji pisałam w zasadzie o niczym. Umieszczałam na swoim profilu wiersze znanych poetów, ładne obrazki i czytałam komentarze znajomych, jak również u nich umieszczałam swoje komentarze, jak się nietrudno domyślić - głównie w postaci wierszy i cytatów.
Potrzebowałam miejsca w Sieci, w którym napiszę zarówno o filmie, jak i o sztuce, książkach, swojej pracy, która jest moją pasją i diecie, która również wynika z mojej głębokiej pasji, jaką jest umiłowanie życia w każdej postaci i formie. Potrzebowałam skrawka Sieci, w którym będę mogła w pełni być sobą i tylko sobą: publikować swoje wiersze, pisać o ludziach, których lubię, cenię i podziwiam i, gdy zajdzie taka potrzeba, napisać po prostu i zwyczajnie o...niczym. Każdy z nas jest w jakimś niewielkim procencie ekshibicjonistą, pragnie zostawić po sobie choćby najmniejszy ślad, napisać o sobie, swoich emocjach, odczuciach, przemyśleniach, wariacjach. Podzielić się z innymi swoimi myślami.I nie chodzi absolutnie o zapewnienie sobie miejsca w jakimś panteonie bóstw nieśmiertelnych. Chodzi o podzielenie się, o wymianę zdań, bo przecież człowiek jest zwierzęciem stadnym.
Postanowiłam zatem mieć "prawdziwy blog" w internecie i 22 stycznia 2012 roku przyszłam tutaj...
I napisałam:
Zaczynam pisać ten blog w dzień urodzin dwojga z wielu moich ulubionych poetów: Bolesława Leśmiana i Krzysztofa Kamila Baczyńśkiego oraz mojego najulubieńszego Nauczyciela, więc może to sprawi, że będzie to interesujący kąt w internetowej dżungli?
Całe życie pisałam zeszytowe dzienniki, kajeciki - powierniki, pamiętniki - teraz, w dobie komputerów, czas na blog pisany na klawiaturze.
Całe życie pisałam też wiersze. Od dziecka. Z mniejszymi lub większymi przerwami, ale pisałam.
I opublikowałam swój wiersz, którego się nie wstydzę, ale który jest bardzo kiepski i naiwny i dzisiaj na pewno bym czegoś takiego nie stworzyła. Wtedy jednak byłam na etapie ponownego wdrażania się w pisanie wierszy i po prostu sobie próbowałam, wprawiałam się, bawiłam formą i treścią. Bo wiersze były ze mną zawsze, jednak miewałam wiele przerw w ich pisaniu, co wcale nie jest złe, bo przecież nie samą poezją żyje człowiek. A z innej strony patrząc: nasze życie to poezja w najpiękniejszej formie.
Wpis z 22 stycznia 2012 długo był pierwszym i jedynym wpisem w tym miejscu (był też profil na Cytatach.info, gdzie publikowałam próby poetyckie, opowiadania, umieszczałam ulubione cytaty). Mój blog miał też inny tytuł (zresztą długo szukałam dobrego, adekwatnego tytułu dla tego bloga, zmieniałam tytuł kilka razy, aż w końcu znalazłam w swoich zwojach mózgowych obecny, który pasuje, jak mniemam, zarówno do moich wierszy, jak i mojego gustu a także odnosi się do wielkiej poezji, bo ten "kaprys Joanny" to przecież wymyślił Edward Stachura w moim ulubionym wierszu "Skandynawia", choć fascynacja akurat tym poetą dawno mi minęła...).
Na początku, przyzwyczajona do innych swoich blogów, nie bardzo wiedziałam, jak się tutaj, na Bloggerze, poruszać, jak zdobywać czytelników, co robić, żeby poznać znajomych blogowiczów itp, itd. Byłam też zajęta pracą, kolejnymi studiami, pogłębianiem kompetencji zawodowych.
W październiku 2012 roku, gdy Moja Generacja ogłosiła kasację (a już się tam zaczęłam odnajdywać, już nawet opublikowałam jakiś swój wiersz),zaczęłam pisać tutaj dość dużo, regularnie i, mimo wielu zawirowań, zwątpień, chęci skasowania, darowania sobie, pójścia gdzie indziej... Jestem tu do dziś (i dobrze, że jestem, bo jest to przyjazna platforma).
Największy kryzys w pisaniu tego bloga(dla mnie po prostu straszny!), miałam od końca 2016 przez cały 2017 rok. Kryzys twórczy, który wiązał się również z moją niemocą w codzienności (paradoksalnie był to tak naprawdę jakiś dziwny spadek energii życiowej, nic więcej...I nie umiałam się cieszyć ani sporymi sukcesami w pracy, ani tymi życiowymi, także na niwie poetyckiej; pogubiłam się, wpadłam w depresję, którą starałam się ukryć, zignorować, przeoczyć)...
Naprawdę, z ręką na sercu, kilka razy byłam bardzo bliska skasowania tego bloga, ale - na szczęście - nie zrobiłam tego i jestem szczęśliwa, bo mogę pisać dziś to, co piszę: zacząć siódmy rok mojego blogowania.
Nie poddam się. Wiele tematów, które chciałam stworzyć, które falowały we mnie, czekały na uwolnienie, odeszło z braku wewnętrznej motywacji. Myślałam: i tak nikt tego nie przeczyta, po co to w ogóle pisać? Opisywać, recenzować przeczytane książki, wiersze, obejrzane filmy, dzielić się nowymi, ulubionymi piosenkami, cytatami, nowinkami pedagogiczno - psychologicznymi, obserwacjami... Po co? Kogo to obchodzi? Każdy zajmuje się, i słusznie, sobą.
Teraz wiem, że warto.
Teraz...Zaczęłam również pisać ręcznie, wróciłam po prostu do pisania pamiętnika, intymnego dziennika codzienności... Rozpisałam się.
Teraz chcę i będę pisać, bo wiem, że moje posty, nawet te bardzo stare, są czytane.
Wróciła mi wiara w pisanie, w prowadzenie tego małego skrawka w Sieci...
ANONIMOWY CZYTELNIKU, który wpisałeś mi się pod postem o moich ulubionych polskich aktorkach: DZIĘKUJĘ!!!Pewnie zupełnie bezwiednie sprawiłeś, że uwierzyłam w to, że to, co tutaj publikuję, naprawdę ma sens, że warto, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu.
Moje Drogie i Drodzy!
Anno, Czarownico z Bagien, Agniesiu F., Alinko, Królowo Karo, moja intuicyjnie kochana Frau Be, Julko - Niko (cudowna dziewczyno!), Lotko, Michale, Eljocie, Zbyszku, Wesoła Chatko Baby Jagi, Małgosiu S. - dziękuję z serca za Waszą obecność, za komentarze, za wsparcie (jeżeli ktoś się poczuł urażony, bo go pominęłam, to bardzo przepraszam, gdyż na pewno nie zrobiłam tego celowo, trudno wszystko spamiętać).
Dziękuję Znajomym z Filmwebu, zwłaszcza mojemu - również intuicyjnie kochanemu - Ż. za to, że jest i tu i tam, że wysyła mi życzenia na święta, które odczytuję po wielu miesiącach, czerwona jak moje makowe sukienki! Wiem, że mi wybaczysz, wiem, że jesteś wyjątkowo dobrym Człowiekiem!
Dziękuję wszystkim, naprawdę wszystkim, którzy tutaj kiedykolwiek zajrzeli, a szczególnie tym, którzy zostawiali swoje wspaniałe, bardzo przeze mnie cenione, ślady (Ania, Aneta, Łucja - Maria, Magda, Malina M., Wanda - Róża, Kasia, Ala Kuberska, SDR, kk, Marta, Cala, Basia, Jagoda, Grażka i wiele, wiele innych osób), nawet jeśli te wpisy były niesympatyczne (pani Janina J.-B. z NK, chris horse), bo to wszystko mnie czegoś nauczyło! Ludzie to nasi najlepsi nauczyciele! Ludzie to wspaniałe lustra naszych osobowości. Jakże piękni w swojej nieidealności, ze swoimi wadami, jakże różnorodni, kolorowi, wspaniali.
Tym, którzy byli i odeszli - tym bardziej dziękuję!
Najszczególniejsze podziękowania składam mojemu najwierniejszemu - byłemu już Czytelnikowi - mojemu Ra, który był jeszcze na Mojej Generacji i który tutaj mnie wspierał i przez wiele miesięcy był pierwszym i jedynym komentatorem tego bloga (jak również zapewne także jedynym czytelnikiem). I nieważne, że odszedł, zniknął, że postanowił nie pojawiać się więcej w tym miejscu, bo naprawdę szanuję wybór i wolną wolę. Życie to droga: spotykamy się, odchodzimy, ale pamięć zostaje. Ja zawsze pamiętam tylko to, co było dobre.
Dziękuję za sześć lat! To nie jest mało! To naprawdę kawałek czasu, naszego czasu!
Startuję do nowego blogowego roku z nadzieją, że będzie to dobry rok, że powstanie sporo ciekawych postów i wierszy. Proszę o dobre słowa, o wsparcie... Ludzie tak mało się wspierają, a przecież wszyscy bez wyjątku tego potrzebujemy! Motywować znaczy dodawać skrzydeł.
Postaram się bywać częściej tutaj, w miejscu, które stworzyłam, o które dbałam i które naprawdę lubię. Nie chcę zakładać nowego bloga. Byłam, jestem, będę tutaj.Jestem wierna w przyjaźniach, a ten blog to mój przyjaciel.
Ale jestem także, jak już wcześniej pisałam, na etapie zbierania siebie w życiu prywatnym (problemy ze zdrowiem, z sercem, z totalnym brakiem energii, zawrotami głowy, koszmarnymi omdleniami, krwotokami z nosa i - teraz - mimo ferii, robieniem serii wyników i w dużej mierze płatnymi wizytami u lekarzy specjalistów, ponieważ ferie świąteczne i długie zwolnienie przed obecnymi feriami, niestety, nie dodały mi siły, a wszelkie tabletki i zastrzyki chyba tylko odebrały mi część życia), ale wiem, że to minie, że będzie dobrze, że dam radę, jak zawsze. Wiem, że choroba to reakcja organizmu na to, co wokół mnie, że ma swój początek w myślach. Wiem, że ją pokonam, bo już wiele chorób pokonałam w swoim życiu (choć nie wiem, czy rano znowu nie wywinę fikołka przy pobieraniu krwi, brrr!), którego celem jest dawać jak najwięcej dobrego ludziom, a szczególnie dzieciom, a jeszcze szczególniej dzieciom specjalnej troski i z problemami natury psychicznej (a o zdrowiu i swoich dolegliwościach, których żaden lekarz nie potrafi celnie zdiagnozować, jeszcze napiszę, ostatecznie to mój blog i mam prawo dzielić się na nim swoją wiedzą, choćby o czymś tak błahym, jak ból egzystencjalny).
Postaram się również... Nie! Obiecuję bywać częściej na Waszych blogach, komentować wpisy!
Z pozdrowieniem i nadzieją, że nie wszyscy odeszli, z życzeniem dobra i tylko dobra dla wszystkich, którzy tu zaglądają a szczególnie dla tych, których już tutaj nie ma.
Niechaj moc, pokój i dobro będą z Wami i w Was!
JoAnna.
***
Na zdjęciach własnych autorka bloga. Motyle mnie lubią, od kilku lat mam w domu zimą motyle, rusałki pawiki w pełnej krasie... Więc póki fruwają motyle, fruwajmy i my. :))

