poniedziałek, 29 lutego 2016

Pitu pitu i bez kitu. ;-)



Cóż z tego, że wyglądam jak jesień średniowiecza, skoro czuję się jak Wiosna Ludów ? - pomyślałam sobie dziś rano, z uśmiechem spoglądając w lustro. Kręciło mi się w głowie, ale to zlekceważyłam. Miałam podpuchnięte oczy i sińce pod nimi, jednak od czego są korektory? Byłam uduchowiana, bo wieczorem, przed snem,  czytałam mądre wiersze; zachwycona i wesolutka, ponieważ rano dowiedziałam się, że mój ulubiony wegetarianin  Leo Di nareszcie załapał się na złociutkiego koleżkę (niektórzy twierdzą, że pokazał Akademii środkowy paluszek, czytaj: amerykańskie pozdrowionko, za te wszystkie lata czekania na statuetkę*)!




Oczywiście i jak zwykle, już ubrana i wyszykowana, umyłam drugi raz ząbki, żeby mi z buzi nie jechało kawą okraszoną mleczkiem sojowym (krowiego nie wchłaniam, śniadań też) i oplułam sobie standardowo bluzkę na wysokości lewego cycka. Nie wyprowadziło mnie to jednak z równowagi, odziałam się na czerwono, żeby dodać sobie energii i polazłam z wynikami do pana lekarza bez tytułu naukowego doktora, u którego byłam w piątek, bo fiknęłam koziołka i nabiłam sobie guza... Rozmawialiśmy kilka minut, pan lekarz analizował moje wyniki (które i tak już sobie sprawdziłam: "gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha!"**)...
A potem się wkurzyłam, po dłuższej rozmowie i stwierdziłam, że bokiem mi już wychodzi ciągłe dbanie o to, żeby nie poszło mi w boczki - no i załapałam się na - jak to stwierdził pan lekarz - wzorcową anemię. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, choć wyglądam na okaz zdrowia i w swoim własnym mniemaniu bardzo o to zdrowie dbam.
Wzięłam receptę, wysłuchałam mądrych, medycznych rad i wskazówek odnośnie odżywiania, ale zwolnienia nie dałam sobie wcisnąć, ferie ledwo się skończyły, wypoczęłam. 

W pracy (dziś miałam dopiero na  12/30, inaczej nie zwiedziłabym pana lek. med.) nie wytrzymałam i sprawdziłam na przerwie łącząc się z cudnym wynalazkiem pt. net z jeszcze cudniejszego wynalazku pt. komóra, bo coś mi świtało pod moim blond mózgiem, że ludzie z grupą krwi A, często miewają anemię, gdyż nie wchłaniają witamin z grupy B -  jak burak (przy okazji dowiedziałam się, że Adolf H. miał tę grupę, buuu!). 

Nie będę więc piła soku z buraka, żeby nie zburaczeć do imentu. Nie będę też zjadała baraniny ani bieługi ("bycza, bracie, rzecz bieługa, na tajniaka tajniak mruga"***) ani żadnego innego mięsiwa, bo posiadam coś takiego, jak wolna wola okraszona empatią i szacunkiem do wszystkiego, co żyje. Najważniejsze, że jeszcze trochę myślę i jakoś sobie radzę sama ze sobą. Pewnie dlatego Bóg mnie opuścił i piszę ostatnio tak idiotyczne teksty, jak ten i jeszcze durniejsze wiersze, jak te w postach poniżej. 
Nic to - wszystko dla ludzi.

A moje zwierzaki nie opuszczają mnie na krok... Towarzyszą mi cały czas, nienachalną, cichą, pozytywną obecnością (no, pies czasem chrapie za głośno, ale jemu - w przeciwieństwie do męża - od razu wybaczam). 

Wnerwia i drażni mnie do białości i anemicznej bladości ludzka hipokryzja, wywołuje u mnie reakcje iście alergiczne; nie muszę żreć mięsa ani oglądać wegetarianina Leo Di wcinającego zwłoki w oscarowej roli, żeby mieć odruchy wymiotne. Popieram Leo i jego fakolce, sama też chętnie pokazałabym je paru (?) osobom (np. klimakteryjnej pannie z wachlarzykiem, która nie panuje nad apetytem, cnotce niewydymce z teką lub bez teki, w pewnych sytuacjach nad wyraz bezczelnym, w innych niezwykle uniżonym k(l)empom, kurduplom z komplexem wyższości i psycholom węszącym wciąż nowe, nielogiczne teorie spiskowe, obleśnym biznesmenom odzianym w kiecki, upierdliwie wrednym, żenująco śmiesznym i do bólu przerysowanym avatarom na portalu społecznościowym, na obcych ludzi wylewających swój jad i frustracje i te pe, i te de, i te de), nucąc przy okazji pewną niezwykle słodziutką i urokliwie ładniutką pioseneczkę.

Tyle wynurzeń na dziś.
Ave!






Kilka cytatów NIE TYLKO na dziś:

Tak długo jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości.

Pitagoras




Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję.


George Bernard Shaw




Wegetarianizm stanowi kryterium, dzięki któremu możemy poznać, czy czyjeś dążenie do moralnej doskonałości jest prawdziwe i szczere.

-----

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?


Lew Tołstoj



Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.

------

Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.

Albert Einstein




Jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć.

Mahatma Gandhi





Bronimy je, nawet mają swoje prawa (ile to w nas budzi emocji), a jednocześnie je zjadamy bez żadnego zastanowienia

Marek Chojnacki


Brak przemocy prowadzi do najwyższej etyki, która jest celem całej ewolucji. Dopóki nie przestaniemy krzywdzić innych żywych stworzeń, ciągle będziemy dzikusami.

Thomas Alva Edison




 Jeżeli chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.

Stuart Wilde


 

Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.


 Theodor Adorno


Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa. Przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo jak teraz patrzą na mordercę ludzi.

Leonardo da Vinci


* zdjęcie Leo - screen z Tweettera, Pabi Moloi
* Julian Tuwim, Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali
*** tenże, Bal w Operze
**** reszta zdjęć z netu



sobota, 27 lutego 2016

"Bądź dla siebie latarnią, która oświetla twą drogę i nie poszukuj światła poza sobą." ***


con amore

motto: Wiem, jak ułożyć rysy twarzy
by smutku nikt nie zauważył.

Wisława Szymborska, Do zakochanej nieszczęśliwie



  nie płacz bo czuję się bezsilna
a jak odczuwam brak energii chcę
krzyczeć walić pięścią w poduszki rzucać
wyrazami pochodzenia podwórkowego

nigdy nikt nikomu nie dawał
gwarancji na pozytywne relacje 
z ludźmi na dobre z nimi układy

odetchnij zatrzymaj się
 nawet jeśli uważasz
że przyjaźń jest przereklamowana
wyssana ze starych przejaskrawionych
powiastek filozoficznych będę

cicha nienachalna obecność 
emanująca empatią pomaga

odgarnę ci włosy z czoła
 i przypudruję zaczerwieniony nos
zamaluję opuchliznę pod bursztynami oczu
żeby nie widzieli popękanych naczynek

odziej się w uśmiech Mona Lisy
a nikt nie rozpozna że jesteś smutna
niektórzy pomyślą że tajemnicza
inni powiedzą że zarozumiała i dumna

z uczuciem połóż rękę na sercu
ciepło rozpłynie się po całym ciele
przyjaźń nie zwycięży wszystkiego
złagodzi osamotniony ból 

trudno jest kochać samą siebie 
być swoją najlepszą znajomą
ale postaraj się bo
tylko i wyłącznie ty
 możesz przeczytać  siebie
z największym zrozumieniem

od alfy do omegi


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27 II 16


*** cytat w tytule notki Budda
* obrazki z netu

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Twoja miłość zaczyna się od wiary w miłość." ***



tak zwana

to przecież była miłość
szalone prawdziwe zakochanie
którego nie przekreśliły

rysy karczemnych awantur
powstałych w wyniku
irracjonalnej zazdrości

to była niebotyczna namiętność
tak wielka jak duże
lima pod oczami odbijały
fioletowe światełka wspomnień

obsesyjne wielbienie
w zaciszu domowego ogniska
spopielonego stekami wyzwisk
rodem ze slumsów

to naprawdę była
sympatia obopólna
a że toksyczna
nic to

ludzie uparcie twierdzą
że lepsza taka niż żadna
że lepiej razem niż osobno

niestety
większość z nich
pieprzy od rzeczy


 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 22 II 16


"Dobry związek zaczyna się w twoim sercu. Jeśli to serce jest zalęknione i niepewne, przeniesiesz tę niepewność mechanizmem projekcji na partnera relacji i na większość sytuacji" .***


***cytat w tytule notki i pod wierszem: Maciej Bennewicz, Miłość toksyczna, miłość dojrzała : coaching relacji
*obrazki z netu



niedziela, 21 lutego 2016

Trzy przypadkowe wiersze na dziś




Liryka Rudolfa Hoessa



Rudolf Hoess, 
komendant oświęcimskiego
Obozu śmierci, faszystowski rycerz 
bez skazy, w chwilach szczególnego pod-
niecenia nerwowego siadał wieczorem na 
konia i galopował wokół obozu. Zdanie 
z pamiętnika Hoessa: "uczucie nienawi- 
ści jest mi w ogóle obce".

Kiedy czuję się zmęczony pracą 
Gwiazdy obóz otoczą kolczaste 
Pochylony w skrzypiącej kulbace 
Pędzę konno chorowitym laskiem 

Czują ciepłą śledzionę na pięcie 
Czując ciosy gałęzi suchych 
Żywy człowiek z żywym zwierzęciem
W pełzających ciężko dymach trupich 

W trupi dym w ostry gąszcz w duszny piach 
Mocny Niemiec w sukno w skórę w stal okuty 
Tam nienawiść ból i strach 
Po imieniu dzwonią na mnie w druty 

Jutro znów pracowicie palił będę 
Trupie buty segregował trupie zęby 
Więc dziś niech mój ogier staje dęba 
Niech zahuśtam się jak diabeł na popręgach

Syn pastora w najgorętszych piekła kręgach 

Andrzej Bursa



Twierdzenie i odpowiedź 

- Miłość do Boga jest miłością do siebie. 
Gwiazdy i morza wypełnia najmilsze ja 
słodkie jak poduszka i ssany duży palec. 


- Byłoby to niepochlebne dla adorujących 
gdyby konik polny terkocząc w gorącej trawie 
mógł wysławiać tę właściwość która nazywa się  b y ć 
w sposób ogólny, a nie odnosząc jej tylko do własnej osoby. 

Czesław Miłosz, Berkeley 1962 


Kobieta w czerni stąpa po różach 


Obraca żółtą twarz wyżartą 
przez troski do dobrego 
słońca i wtedy uśmiech 
który jest już tylko zabliźnioną 
raną rozjaśnia ją. 

Dogasająca widzi na drodze 
swojego życia jedną różę 
więc i ona stąpała po różach 
pochylona nad tym 
dziwnym kwiatem ze świata 
żywych myśli o podeptanym 
szczęściu. 

Myśli o synach którzy odeszli 
od niej w szorstkich mundurach 
odeszli twardym krokiem a obce 
kobiety rzucały im pod żelazne 
stopy czerwone róże. 

I ten najmłodszy urodzony 
w czepku odszedł w stalowym 
hełmie i nie mogła go 
pogładzić po głowie 
biegła wtedy za nim porażona 
płomieniem złotych wielkich trąb. 

Teraz idzie po tej drodze 
sama i niesie mały chleb 
którego nie trzeba już dzielić. 

Obraca zgasłą twarz do słońca. 

Oto skaza światła 
padła na kamienną drogę 
na drogę z żelaznych krzyży 
na drogę z czarnych marmurów 
z których wychodzą figurki 
białych pulchnych dzieci. 

Z nieba zwiesza się słodkie 
grono martwych aniołków. 

Tadeusz Różewicz, Matka odchodzi


sobota, 20 lutego 2016

"Back in the summer of '69" ***


"Summer of '69"


kiedy jej ulubiony Bryan Adams wydaje dźwięki, miewa
upojne dreszcze. a gdy śpiewa "Summer of '69" ma wrażenie,
 że śpiewa o niej, choć doskonale rozumie tekst i wie,
 że to nieprawda. irracjonalne to wszystko. względne.
płynne, jak potok wspomnień...

koniec sierpnia ' 69 i mama dostaje skurczy. tato szaleje
z radości, że wreszcie będzie miał syna. pojawiają się 
komplikacje, dziecko nie śpieszy się , jakby wiedziało,
 że różane poletka i różowe okulary to bajki dla naiwnych, 
a świat może sobie poczekać.

rozczarowanie: po długich dwóch dniach rodzi się
mała dziewczynka. ma blond loczki i niebieskie oczy.
nie będzie z kim kopać piłki, łowić ryb, grać w szachy,
biegać po lesie, wbijać gwoździ - myśli tato.

trzymając dziewczynkę w ramionach przypomina sobie
 słowa babci: pamiętaj, chłopcze, prawdziwy dżentelmen
 zawsze i wszędzie daje pierwszeństwo kobietom. 

lato sześćdziesiątego dziewiątego roku jest piękne.
dziewczyny chodzą w długich bananowych spódnicach,
 a oczy stroją wachlarzykami sztucznych rzęs.

 tato zakochuje się w swojej bezbronnej kruszynce
 z długimi rzęsami, która miała być synkiem i po latach
 powtarza jak mantrę: córciu, latem sześćdziesiątego dziewiątego, 
przeżyłem najlepsze, najpiękniejsze dni mojego życia;

prezenty od losu są przecież bezcenne.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 19/20 II 16


Wiem, że tak zwany dobry adres to człowiek, nie ulica.

Dorota Terakowska


*** Bryan Adams, Summer of '69
* grafika z netu

czwartek, 18 lutego 2016

"nigdy nie myślałam / że jestem włosem w jego futrze" ***


lisi kołnierz

motto: "ubrany w lisi kołnierz / idzie świat"

Halina Poświatowska


czy świat umrze trochę
kiedy ja umrę

pytała onegdaj śmiertelnie
chora poetka

 nie umrze
i nawet nie zauważy
że wypadł mu kłaczek

egocentryczny 
wplątany w bujne
włosy wszechświata
nie traci czasu
na własne umieranie

lisie kołnierze są démodé 

wyliniały

między sentymentalnymi wierszami
o śmierci


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 18 II 16


*cytat w tytule notki, Halina Poświatowska
***obrazki z netu

wtorek, 16 lutego 2016

Przeczytane, obejrzane...



Przedstawię dzisiaj niewielki wycinek tego, co ostatnio udało mi się przeczytać i obejrzeć, bo czas mnie goni, jak Morgana Freemana i Jacka Nicholsona. 
;-)

Książek mam jeszcze kilkanaście do przeczytania własnych, więc na razie w ogóle nie zaglądam do biblioteki, chyba, że jest jakaś ciekawa wystawa lub jakieś nowe filmy na DVD w mediatece.

Ostatnio, albo raczej - niedawno światło dzienne ujrzały dwie nowe książki o moim ukochanym artyście, Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, więc nie byłabym sobą, gdybym ich nie miała, gdybym nie przeczytała... 
Jak zawsze nie zamierzam spamować i opowiadać treści, jednak chciałabym Was zachęcić do sięgnięcia po książki i filmy, które są tego naprawdę warte...




Pozycja, moim zdaniem,  bardzo ważna, bo do tej pory o okresie pierwszej wojny w życiu Witkacego nie było wiele wiadomo. Owszem, wspominano, iż Witkacy przez udział w wojnie bał się komuny, że przez to, iż 17 IX 1939 Sowieci wkroczyli do Polski, popełnił samobójstwo we wsi Jeziory, jednak nie było pełnej analizy tego ważnego okresu w życiu artysty, bo nawet on sam o nim nie wspominał.
Książka Krzysztofa Dłubińskiego (autor przygotowywał ją przez cztery lata) przybliża nam ten okres i na pewno stanowi ważny wkład w postrzeganie Witkacego i jako człowieka i jako twórcy oraz zrozumienie jego późniejszych dzieł.


Zakopane. Ulubione miejsce na Ziemi wszechstronnego artysty, który - wbrew pozorom - już za życia stał się legendą i sam się do tej legendy przyczynił. Artysty wielbiącego zwierzęta, zwłaszcza psy (potrafił góralom spuszczać z łańcuchów psy, bo uważał, że to nieludzkie tak je traktować), dostrzegającego piękno w źdźbłach traw, majestacie gór...
Nie sposób przejść obojętnie wobec tej książki, stanowiącej kopalnię wiedzy o wariacie, który nie był żadnym świrem, tylko niesamowicie wrażliwym człowiekiem, wizjonerem wyprzedzającym swoją epokę i niebanalnym filozofem, wciąż się dokształcającym, śledzącym na bieżąco (mimo braku internetu) naukowe i filozoficzne nowinki. W bezbłędny sposób Pinkwart rozprawia się też z rozpowszechnionym stereotypem postrzegania Witkacego, jako ćpuna i pijaka, tworzącego po używkach.


Możliwe, że jestem i byłem zawsze wariatem, ale nie chcę zamienić tego na żadną przytomność.


Stanisław Ignacy Witkiewicz



Ta książka wieloletniego sekretarza i - można tak powiedzieć - przyjaciela wielkiej poetki, dotrze do mnie dziś lub jutro, ale już mam za sobą lekturę. Mam cudownych sąsiadów: "Na razie nie mam czasu, proszę sobie przeczytać!" No i przeczytałam i jestem zachwycona, mam pełniejszy obraz Wisławy Szymborskiej - cudownego człowieka z krwi i kości, nie pozbawionego przywar, ale jednocześnie niezwyczajnego (niestety, nałogowego palacza).
Szczerze polecam!

Wisława Szymborska uważała, że nie wypada do nikogo dzwonić przed dziesiątą rano. No chyba, że stałoby się coś złego. 

Michał Rusinek, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej
 


Prosiła mnie, żebym nie komentował jej wierszy: "Jeśli pan skrytykuje, będzie mi przykro. Jeśli pan pochwali, to i tak nie uwierzę." Ograniczałem się do nieśmiałych sugestii interpunkcyjnych. Pani Wisława nie przepadała za przecinkami. Mnie, świeżo upieczonego polonistę, ich brak w oczywistych miejscach trochę uwierał. Dostawałem maszynopis pisany przez kalkę. Kopię zostawiała sobie, mnie dawała oryginał, zazwyczaj z ręcznymi poprawkami. Przepisywałem wiersz na komputerze, następnego dnia przynosiłem jej wydruk - z sugestiami przecinków. W ostatnich pięciu tomach wierszy jest sporo moich przecinków. To mój wkład w literaturę polską. Śmialiśmy się, że może kiedyś wydam "przecinki zebrane".


Michał Rusinek, Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, 2016



Filmy



Saoirse Ronam, która gra praktycznie od dziecka, ukazuje nam się w "Brooklynie" nieco zmieniona fizycznie (ciemne, kasztanowe włosy), starsza, dojrzała aktorsko. Wciela się w postać biednej dziewczyny, która z Irlandii wyrusza do Nowego Jorku szukać lepszego życia. Taka niby prosta historia, jakich wiele. Ale ja uwielbiam Julie Walters, odkąd zachwyciła mnie w "Edukacji Rity" i Jima Broadbenta i choćby dla nich warto obejrzeć ten film. Na uwagę zasługuje też Domhnall Gleeson, który bardzo dobrze zagrał również w "Zjawie".
Miłość, zauroczenie, rozdarcie i trochę komplikacji - można obejrzeć ten klimatyczny i urokliwy film.

7/10 za aktorów na drugim planie


Ups... No cóż, jestem kobietą. Chyba dość wrażliwą. Zanim wybrałam się na ten film, poczytałam sobie sporo o faktach, jakie przedstawia, o tym, jak był realizowany. Nie było wątpliwości, że go obejrzę. Przecież Leo to mój ulubieniec, odkąd zachwycił mnie w "Co gryzie Gilberta Grape'a"... Tu też mnie zachwycił, na tyle, że nie mogłam spać. Są w tym zbyt długim i nieco monotonnym filmie dwie sceny, które sprawiły, że było mi niedobrze. Powiem tak: generalnie chodzi o mięso, a wiem skądinąd, iż Leo jest wegetarianinem, więc osobiście uważam, że choćby za to powinien w końcu dostać tego Oscara (ale go nie lubią, to chyba znów nie dostanie, jak Glenn Close, która go nie ma do dziś). Ludzie mówią - rola polegająca na czołganiu się. Nieprawda. To dobra rola, pełna pasji, z tym, że w moim odczuciu, aktorski prym w tym filmie wiedzie Tom Hardy w roli drugoplanowej. On, niestety, kasuje boskiego Leo. A DiCaprio mnie się bardzo podobał w "Django".

7/10 - za mięcho i ten iskrzący aktorski duecik DiCaprio/Hardy


Tarantino. I chyba wszystko na ten temat. Ale, jak dodamy dawno niewidzianego Kurta Russella, którego kocham za "Tombstone", w dueciku z Samuelem L. Jacksonem, to tym bardziej warto. Ma Quentin lepsze tytuły w swoim artystycznym dorobku. Tutaj - jak w "Zjawie" - jest ciut za długo, ale JEST (i to jak!) jedna z moich ukochanych, ostatnio chyba zbyt zapomnianych, świetnych aktorek, Jennifer Jason Leigh. Kto pamięta jej świetne, bezbłędne role w "Sublokatorce", "Pani Parker i kręgu jej przyjaciół" czy w "Placu Washingtona" Agnieszki Holland, wie, o kim mówię.

7/10 za głos narratora


Jeżeli ktoś, kto szuka taniej sensacji o homoseksualnym podłożu, wybierze się na ten film, to bardzo się rozczaruje. To film pozornie bez akcji, z bardzo dobrymi kostiumami i scenografią. Film subtelny, opowiadający o związku dwóch kobiet z dwóch odległych światów. Cudowne, moje ulubione aktorki, urocza Cate Blanchett i Rooney Mara (która tutaj wygląda bardzo ładnie i świeżo, zupełnie inny image, niż w "Dziewczynie z tatuażem", co świadczy o jej niemałym talencie), stanęły na wysokości zadania, doskonale oddając nastrój i uczucia. Powiedziałabym, gdyby to nie było śmieszne, że ten film jest... ładny.

7/10 za Blanchett, która wygląda bosko!


Oparta na faktach historia miłości młodziutkiej poetki i pisarki pragnącej studiować, jednak bez wahania przerywającej wymarzone studia, żeby służyć pomocą w obliczu katastrofy I wojny światowej i jej miłości do młodego poety.
Dobre aktorki na drugim planie: znana ze świetnej roli w "Przełamując fale" i ze "Złodziejki książek" Emily Watson, oraz jedna z moich ulubionych angielskich aktorek, Miranda Richardson.
Bardzo ładna i dobrze zapowiadająca się młoda aktorka w roli Very Brittain, Alicia Vikander.

6/10


Bardzo lubię Hilary Swank, to dobra, rasowa aktorka. Nie ukrywam, że lubię westerny, a ten film wydaje mi się szczególnie ciekawy. Oprócz tego, że wyreżyserował go i zagrał główną rolę starszy i nie tak seksowny, jak na przykład w "Ściganym", ale za to dojrzały i nadal świetny Tommy Lee Jones, atutem tego filmu jest aktorstwo (Meryl Streep i John Lithgow w dobrych epizodach) i temat, jaki został w nim poruszony... Chyba dotąd nie było westernu opowiadającego o eskorcie trzech bezbronnych kobiet, które po przejściu życiowych traum, postradały zmysły...

7/10 za cudną scenę kąpieli pięknych kobiet i bosko brzydką Swank (to piękne, gdy ładna aktorka pozwala tak bardzo oszpecić się do roli).


Temat ograny (świetny film "50/50" czy wcześniejsze "Za wcześnie umierać" z Julią Roberts i rewelacyjnym Campbellem Scottem), film, moim zdaniem, nieudany, słaby. Ale! Jest jedno ale i dlatego uważam, że warto obejrzeć. Tym ale jest Tomasz Kot, którego bardzo lubię, a odkąd zagrał profesora Religę, wręcz uwielbiam. Tomasz Kot, który wychudł do tej roli nie wiem, ile kilo, który był wiarygodny i wzruszający.

3/10