🍁Witajcie!🍁
🍁
*
Mówisz, że jesiennieję,
że staję się zamglona,
że brakuje ci w mojej twarzy
akcentu czerwonej szminki.
Spójrz na jesień.
Znajdziesz w niej całą paletę barw.
Naciesz oczy feerią odcieni
i pozwól mi się starzeć
bez przywdziewania
zbędnych kontrastów.
Popatrz na świat zaczarowany,
wykreowany mistrzowskim pędzlem
tej najzdolniejszej artystki - malarki,
która kasuje całą pompatyczną paplaninę o sztuce.
Ona - jak my przechodzi przez koleje losu:
wrześniowo młoda i jędrna,
dojrzewa w październiku po to,
aby zestarzeć się w listopadzie
i zgasnąć w grudniu.
Jesień uczy nas, że życie
i śmierć mają głęboki sens,
że są wieczne i trwalsze niż sztuka.
Jej czas - to nasz najlepszy czas.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, jesień 2022
🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂
🍁🍂
Bajka o obliczach Pani Jesieni
Dawno,
bardzo dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i
siedmioma morzami, 22 dnia miesiąca, przyszła na świat prześliczna, mała
dziewczynka. Jej mamą była Matka Natura, a tatą Pan Wrzesień, który
wybrał dla niej imię, które rymowało się z jego imieniem. Nazwał swoją
córeczkę Jesienią. Wrzesień i Jesień bardzo się kochali, bo tatusiowie
zawsze kochają swoje śliczne córeczki.
Dziewczyna
była niezwykle urodziwa i wszyscy zachwycali się jej pięknem. Miała
lśniące, kasztanowe, bardzo gęste włosy, wielkie zielone oczy, wrzosową
sukienkę podkreślającą smukłą talię i malinowe rumieńce na policzkach, a
jej promienny uśmiech rozświetlał ciemności i mroki. Miała też
wrażliwą, artystyczną duszę, wielkie twórcze - plastyczne zdolności,
była bardzo kreatywna. Kochali ją ludzie, uwielbiały zwierzęta, z
którymi żyła za pan brat. Biegała po łąkach i lasach z paletą farb o
niezwykłych kolorach i magicznym pędzlem podarowanym przez Matkę Naturę,
malowała świat. Była także niezwykle szczodra i rozdawała wspaniałe
dary wdzięcznym ludziom i zwierzętom.
Kiedy
Jesień z beztroskiej dziewczynki, osobliwej dziewczyny, zamieniła się w
młodą, nieco zamyśloną kobietę, od pierwszego wejrzenia zakochał się w
niej Pan Październik.
Był
to młody, nobliwy Pan, bardzo elegancko i kolorowo ubrany. Nosił żółtą
koszulę, pomarańczową modną marynarkę, spodnie w bordowo-brązową kratkę,
czerwone półbuty na wysoki połysk. Miał gęste miedziane włosy i
brązowe, wesołe oczy. Był też uroczo piegowaty. Zdesperowany, szaleńczo
zakochany, oświadczał się Jesieni kilkanaście razy, darując jej złote
pierścionki z cudownymi bursztynami wziętymi od Króla Mórz, malował
ogromne tęcze na niebie, wysyłał jej jasne i ciepłe promyki słońca, ale
za każdym razem dostawał kosza. Płakał wtedy deszczem i smucił się
chłodnym wiatrem, który strząsał z drzew coraz więcej kolorowanych przez
Jesień liści.
Rodzice
Jesieni byli zaniepokojeni, namawiali ją, żeby bardziej doceniła Pana
Października, żeby chociaż próbowała go bliżej poznać i się
zaprzyjaźnić. Ona jednak była bardzo uparta i nie chciała z nim nawet
porozmawiać. Nie podobał jej się ten zakochany jak sztubak
młodzieniaszek, bo tęskniła za kimś starszym, mądrzejszym, bardziej
dyskretnym, tajemniczym i dystyngowanym.
Pan
Październik chudł, mizerniał aż w końcu bardzo zasmucony, odszedł w
siną, bezkresną dal, a ona nawet tego nie zauważyła; zbyt piękna i
dumna, nie chciała zawracać sobie głowy kimś, kto jej się nie podobał i
był jej zupełnie obojętny.
Spacerowała
któregoś chłodnego dnia po lesie i rozmawiała szeptem ze zwierzętami,
które były dziwnie osowiałe i senne, starała się je trochę rozbawić, aż
zobaczyła go na skraju drogi i zaniemówiła z zachwytu. Stał sobie i
patrzył na nią z daleka wysoki, smukły brunet z nitkami siwizny w nieco
przerzedzonych już włosach, odziany w czarno – brązowy, skromny garnitur
i grafitową koszulę z czarno-srebrnym krawatem. Wydał jej się niezwykle
wytworny, poważny, a nawet trochę smutny. Spojrzeli sobie w oczy i
Jesień zrozumiała, że to jest on: szpakowaty, nieco surowy, ponury,
czarnooki i osobliwy. Ten jedyny, na którego czekała od zawsze. Serce
biło w niej jak szalone i od tej chwili pragnęła tylko jednego: być
blisko tego przystojnego mężczyzny!
Niestety,
tym razem to jej uczucie było nieodwzajemnione. Tym razem to ona
starała się o względy kogoś, kto spojrzał na nią jeden, jedyny raz.
Ptaki jej powiedziały, że przybył z odległej, bardzo szarej, zakurzonej,
dżdżystej i mglistej krainy i że nazywa się Pan Listopad. Rodzice
starali się ją powstrzymać, pajączki uciekły w różne zakamarki,
świerszcze schowały się za kominami, żmije wpełzły pod kamienie i stare
pnie, myszy odeszły do ciepłych norek, wiewiórki i sowy zaszyły się w
dziuplach a kwiaty usychały ze smutku, patrząc na tę przepiękną i
entuzjastyczną kiedyś dziewczynę, która chudła w oczach i zaczęła się
starzeć z rozpaczy.
Chodziła
za Panem Listopadem krok w krok, a on tylko wylewał na nią zimny
prysznic deszczu, czasem nawet sypał jej w oczy śniegiem, biczował ją
gradem, wysyłał do niej coraz zimniejsze wiatry, mroził chłodnym
oddechem, ranił obojętnością, a całe kolorowe piękno, które namalowała w
lasach, sadach, parkach, na łąkach – zamieniał w szary, smutny, pokryty
szadzią i mgłami wilgotny, zapleśniały świat.
Ze
zgryzoty i smutku Jesień robiła się coraz starsza i coraz brzydsza.
Wypadały jej włosy, ciało pokryło się bruzdami zmarszczek, schudła,
stała się sucha jak opadły liść, straciła blask, a jej piękna, wrzosowa
sukienka porwała się na ostrych, zaczepnych gałęziach i poszarzała na
silnym wietrze.
Wraz
z Jesienią płakali jej rodzice, ludzie, zwierzęta, ale nikt nie
potrafił jej wytłumaczyć, że Listopad to nie jest chłopak dla niej, że
być może jego świat nie współgra z jej światem, że jej miłość jest dla
niej zbyt wyniszczająca i toksyczna a na dodatek jednostronna.
Doszło
do tego, że któregoś szarego, mglistego, deszczowo-śnieżnego
grudniowego popołudnia, Jesień nie miała już na nic siły. Usiadła w
lesie na konarze starego spróchniałego drzewa i wdychając smród
zbutwiałych liści, patrząc w miejsce, gdzie po raz pierwszy ujrzała
swojego ukochanego Pana Listopada, wycieńczona, zmęczona, pogrążona w
depresji i głębokim smutku… zasnęła albo zapadła w letarg.
We
śnie przyszła do niej efemeryczna, niebiańska postać, która
przedstawiła się jako Opiekunka Ziemi. Z chłodną uprzejmością oznajmiła,
że to, co dajemy, według uniwersalnego Prawa obowiązującego we
Wszechświecie - zawsze do nas wraca. Wyjaśniła, że Jesień nagannie
potraktowała szczerze zakochanego w niej Pana Października i dlatego ją
fatalnie potraktował Pan Listopad.
Opiekunka
Ziemi powiedziała Jesieni również, że daje jej szansę i że od tej pory,
co roku będzie się ona odradzać na nowo jako piękna, zdolna i szczodra
artystka, dopóty dopóki nie zaprzyjaźni się z Panem Październikiem, a
Pan Listopad potraktuje ją lepiej, jak przystało na dżentelmena.
Od
tamtego snu Pani Jesieni minęło wiele, wiele lat, zginęło wiele mórz,
powstało mnóstwo nowych rzek, lądów i gór, rodziły się, rozwijały i
upadały cywilizacje, a ona wciąż cierpliwie do nas przychodzi jako
śliczna kolorowa panna po to, żeby odejść jako szara, melancholijnie -
nostalgiczna starsza pani, ponieważ ciągle miejsce w jej sercu zajmuje i
bardzo podoba jej się tajemniczy, zimny, niedostępny i nieustannie
obojętny na jej wdzięki, śmiertelnie poważny Pan Listopad, za którym ona
bezustannie tęskni.
Tęskni - więc jest.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 2018
🍁🍂
🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
Moi Drodzy, mamy piękną, złotą jesień w pełni, dlatego zaserwowałam Wam kolejny jesienny post.
Na zdjęciu zrobionym przez mojego ucznia Szymona, jestem wczorajsza, jesienna ja, w naszej klasie. Wczoraj obchodziliśmy w naszym powiecie Dzień Nauczyciela (w Polsce ten dzień przypada 14 października czyli de facto dopiero w poniedziałek) i był to bardzo piękny, przyjemny, jesienny dzień dla mnie, jako starego pedagoga, który naprawdę lubi swoją pracę.
Cytat w tytule postu jest autorstwa Victorii Erickson.
Obrazy z Internetu, niestety, nie znam ich Autorów.
Przesyłam Wam moc serdecznych pozdrowień i życzę udanego, słonecznie pięknego weekendu!
🍁🍂
🍁🍂 🍁