Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytaty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, września 27, 2026

UWAGA POEZJA, czyli trzy wiersze i cytaty Ciekawego Poety

 W czerwcu minęło 10 lat od nagłej, niespodziewanej również dla niego samego, śmierci poety, którego twórczość odkryłam w dzieciństwie i którego polubiłam od pierwszej przeczytanej strony (książki kupowali rodzice i nawet nie wiedzieli, że je czytam pod ich nieobecność). 

Jego poezja, pisana prostym, zrozumiałym dla wszystkich językiem, porusza bardzo istotne, egzystencjalne tematy takie jak: życie, miłość, śmierć, samotność, choroba psychiczna, pustka, lęk, ból. Jest to twórczość osobista, czasem konfesyjna, ale jednocześnie niezwykle wartościowa, ludzka. Podobnie jego proza, często przeplatana wierszami. Naprawdę warto zapoznać się z jego twórczością, nie napisał dużo, jednak napisał treściwie. Zmarł nagle, w trakcie wznowienia jego dzieł, o które upominali się wierni czytelnicy. Nie ukończył kontynuacji "Mroków", powieści "Pomroki", którą wydano pośmiertnie.

Ten poeta to Jarosław Borszewicz, którego wiersze już prezentowałam na moim blogu. 

Jarosław Borszewicz (26.09.1956 - 01.06.2016) – polski poeta, pisarz, dziennikarz. W czerwcu 1980 roku rozpoczął naukę w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Ukończył również Międzynarodowe Studium Dziennikarskie w Poznaniu. Był wykładowcą i dyrektorem programowym na niepublicznych uczelniach dziennikarskich. Wydał dwa tomiki wierszy: Zezowaty duet (1981) i Zezowaty duet oraz nowe wiersze (2016), powieści: Mroki (1983, 2015) i Pomroki (2016). W czerwcu minęło 10 lat od jego śmierci, a wczoraj, gdyby żył, obchodziłby siedemdziesiąte urodziny.

Oto jeden z najciekawszych wierszy Borszewicza, mało znany z tomu pt. Zezowaty duet z 1981 roku:

 

* * *
 
najprawdziwszy
jestem o świcie
 
wtedy
gdy kochanki odchodzą
do nieczekających w oknach mężów
zabierając ze sobą pewność
że śmierci nie ma
 
najprawdziwszy
jestem o świcie
 
wtedy
gdy zblazowany księżyc
powoli zwija interes
a w popielatej
rzadkiej trawie
kamienie modlą się o nieśmiertelność
 
najprawdziwszy
jestem o świcie
 
wtedy
gdy siedzę nad strzępami wiersza
z którym od pięciu lat
nie mogę się dogadać
 
najprawdziwszy
jestem o świcie
 
wtedy
gdy po nieprzespanej nocy
delikatnie odsłaniam okno
i z głupim zdziwieniem
mamroczę do siebie
 
- świat
jeszcze istnieje
 


I kolejny wiersz Autora z powieści pt. Mroki:
 
***
 
 Jeszcze będziemy
rozmawiać z Hemingwayem
w ciasnych izolatkach
psychiatrycznych szpitali

jeszcze będziemy
wchodzić na cokoły
opuszczane pospiesznie
przez gipsowe kukły

jeszcze będziemy
uciekać do schronów
na widok zorzy

jeszcze będziemy
spotykać ludzi
dla których warto by
nie zawisnąć na gałęzi

jeszcze będziemy
szukać sensu życia
w kropelkach deszczu

jeszcze będziemy
z pianą na ustach
zdobywać fortece
białych motyli

jeszcze będziemy
zbierać okruszki ziemi
by im przyprawić
złote aureole

jeszcze będziemy
budować drzewom
mauzolea

jeszcze będziemy
tracić zmysły
na widok
normalnych ludzi

jeszcze będziemy
walczyć
aby nie zginąć

i ginąć
aby nie walczyć.
 
 
 
***
 
nie ma śmierci
gdy chcę napisać taką książkę
dzięki której
zmartwychwstanie chociaż jeden człowiek
 
nie ma śmierci
gdy o trzeciej nad ranem
idę na pogrzeb przyjaciela
który odszedł w mgłę
bo pętla z przezroczystego sznurka
nie pozwoliła mu żyć
 
nie ma śmierci
gdy czytam taką książkę
która wystarcza
za wszystkie książki świata
 
nie ma śmierci
kiedy drugi człowiek
szepcze mi do ucha
 
-jak dobrze że jesteś...
 

 
KILKA CYTATÓW Z WIERSZY I POWIEŚCI JAROSŁAWA BORSZEWICZA 
 
*
 -Czy można zakochać się w dziewczynie, która nigdy nie napisała wiersza?!
 
*
 To nie miłość odchodzi od ludzi, ale ludzie odchodzą od miłości...
 
*
 Śmierć miłości
kaleczy mnie nawet głębiej
niż śmierć bliskiego człowieka,
bo w przypadku ludzi zawsze liczę się z tym,
że oni kiedyś tam odejdą,
a w miłości zawsze wierzę,
że będzie wieczna...
 
*
 Samotność...
Nikogo o nią nie wiń -
ona przyszła od środka.
 
* 
Życie jest o wiele piękniejsze od kostuchy,
bo naszym życiem możemy się z kimś podzielić,
a nasza śmierć jest zawsze tylko nasza...
 
*
 Wczoraj znowu bolało mnie serce... Nie mam pomysłu na życie.
 
* 
 Dzisiaj w nocy obudziłem się z krzykiem.
Śniło mi się, że żyję.
  
*
 Cudze życie boli inaczej niż własne.
 
*
 bolą mnie miłości
których nie przeżyłem
 
*
- Choroby przewlekłe?
- Tylko miłość:
dwa razy po półtora roku...
 
*
 
Żyje się raz,
a umiera codziennie.
Czy to sprawiedliwe?
 
*
Najdłużej pamięta się to, co się nigdy nie wydarzyło.
 
*  
Dzisiaj złapałem się na tym,
że nie wiem
czy ja dopiero wchodzę w tę miłość,
czy już z niej wracam.
 
* 
 Miałem ochotę przestać istnieć. Nie, nie popełnić samobójstwo, nie umrzeć ale przestać istnieć. Zamienić się w nic.
 
*
 Więc jednak znów odszedłeś...
I co to zmieniło?! Zabrałeś co najwyżej ciało, ale przecież reszta i tak została ze mną.
 
*
 Boję się pamięci o tych wszystkich ludziach, z którymi coś mnie łączyło, a z którymi rozdzieliło mnie milczenie.
 
*
 Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
 
*
 Moje serce
coraz częściej przypomina mi
zdrętwiałą rękę.
 
*
 - Wiesz, co mi przypomina moje życie?
- No?
- Kostkę lodu rzuconą na rozpaloną blachę pieca; topnieje na moich oczach, a ja nic nie mogę zrobić.
 
* 
 Z każdego miejsca - uciekałem.
Od każdego człowieka - uciekałem.
Głupie były te moje ucieczki - bezskuteczne.
Po co uciekać z jednego miejsca do innego, jeżeli potem znów się ucieka z innego do jeszcze innego? Bo po co zostawiać jednego człowieka dla drugiego, jeżeli tego drugiego zostawia się później dla trzeciego, a tego trzeciego dla...
 
*
 Przeczytałem już tyle wielkich książek,
rozmawiałem z tyloma mądrymi ludźmi,
wiem już tak dużo,
że teraz,
mogę tylko
milczeć.
 
*
 - Muszę wrócić do źródła, bo przecież nie po to kładę się spać, by sny o wolności przerywały mi rozklekotane tramwaje. Pauza. – I nie po to mam płuca, by je gwałcić fabrycznym dymem. Pauza. – Muszę wrócić do źródła, bo nie po to mam oczy, by je drażnić widnokresem z betonu. Pauza. –I nie po to mam serce, by mi pękało na środku pustej ulicy milionowego miasta. Pauza. – Aby żyć, muszę wrócić do źródła. Pauza. – Tu, gdzie teraz jestem, świat skończył się już dawno.
 
*
 Mnie tam do szczęścia niewiele potrzeba. Wystarczy, że mam co wspominać i na co czekać.
 
*
 Ale pamiętaj, że miłość to nie jest stacja, do której się przyjeżdża, ale sposób podróżowania.
 
*
 Kochaj to, co niczyje, a stanie się twoje,
kochaj to, co złamane a stanie się proste.
Kochaj to, co szkaradne a stanie się piękne,
kochaj to, co zmarznięte, a stanie się ciepłe.
Kochaj to, co umarło, a z martwych powstanie,
kochaj to, co zgubione, a znaleźne dostaniesz.
Kochaj to, co ulotne, a stanie się wieczne,
kochaj to, co zdradziło, a stanie się wierne.
Kochaj to, co przeklęte, a stanie się boskie,
kochaj to, co Cię rani, a przestanie boleć.
Kochaj to, co niesforne, a stanie się cacy,
kochaj to, co nieśmiałe, a pokaże swe kły.
Kochaj to, co jest smutne, a wnet się uśmiechnie,
kochaj to, co bezdomne, a dom zbudujecie.
Kochaj to, co nie kochasz, a czas zatrzymasz,
kochaj to, co znajome, a odmieni swą twarz.
Kochaj to, co ubogie, a zostaniesz bogaczem,
kochaj to, czego nie ma, a zobaczysz... że jest!
 
*
 Noc jest tą porą, kiedy myśli wszystkich ludzi spotykają się, więc może jesteśmy teraz razem?
 
*
 Powiedział mi kiedyś jeden psychiatra, że ze mną dlatego tak kiepsko, bo myślę sensualnie.
Nie intelektualnie. 
 
*
 -Wiesz kiedy kończy się dzieciństwo? - pyta Wiktor.
-Chyba wtedy, gdy przestaje się wierzyć w świętego Mikołaja - śmieję się.
-Nie. Dzieciństwo kończy się wtedy, gdy po raz pierwszy uświadamiasz sobie śmierć. Śmierć w ogóle i tę swoją. Po takim czymś już nigdy nie można być dzieckiem.
 
*
 Gdyby mi ktoś powiedział:
-Idź do parku
i siedź tam dwa lata,
a po dwóch latach
Ona przyjdzie na spacer z psem,
ale będziesz ją widział tylko przez minutkę...
To pobiegłbym do tego parku
i czekał dwa lata!
 
*
 Wie pan, ze wszystkich podróży to ja najbardziej lubię te długie wycieczki w siebie. Lubię te podróże, choć to nie wiadomo którędy. A i stacja docelowa nie wiadomo gdzie. Ale za to mają jeden ogromny plus; można wybierać się w nie w tramwaju, na ulicy, w pracy... Tyle nieznanych krajobrazów spotyka się po drodze, tyle nieodkrytych jeszcze miejsc.
Pauza.
-Lubię te podróże; wyruszam w nie bez biletu, a wracam z tyloma bagażami.
 
*
 - Tylko przy tobie mogę leżeć w drewnianym łóżku
i nie myśleć: jakież ono podobne do trumny.
 
*
 - A skąd pan wie, czy ktoś kocha, czy nie? Po czym to poznaje?
- Po deszczu. Jeżeli się budzę i pada deszcz, a ja mówię: "Nic to, że pada", to znaczy, że jestem zakochany.
 

Znacie twórczość Jarosława Borszewicza? Spodobały się Wam przedstawione dzisiaj wiersze i cytaty? Pozdrawiam Was serdecznie i życzę ciepłego, jasnego, udanego nowego tygodnia!
 
*
Zdjęcia Poety pochodzą z jego profilu na Facebooku, który wciąż tam jest. I niech będzie - ku pamięci. 

sobota, września 19, 2026

Nie wiem, czy wróciłam, bo nie mam pojęcia, czy pisanie wystarczy, abym się poczuła lepiej...

 ... gdyż brakuje mi siły i motywacji do czegokolwiek, jestem zdruzgotana emocjonalnie. 


Napiszę jednak kilka słów, bo nie chcę, żebyście źle o mnie myśleli, bo ja naprawdę nie jestem ignorantką, bardzo cenię Waszą obecność na moim blogu. Ale stało się coś, co zablokowało, zamroziło  mnie po prostu...

Życie pisze swoje scenariusze i nie jest ważne, jak bardzo się staramy, jak pozytywnie myślimy, jaką wdzięczność okazujemy, ile dobra dajemy, ponieważ ono biegnie swoim rytmem i ma nas głęboko gdzieś. I niech mu będzie. Ostatecznie jesteśmy tu tylko na chwilę. Wszyscy. Bez wyjątku: ludzie, zwierzęta, rośliny - mamy bardzo ograniczony czas. I nigdy nie wiemy, kiedy, w jakich okolicznościach, tego czasu nam zabraknie. Niekiedy cięcia są po prostu drastyczne i nieodwracalne.

1 lipca, w polski Dzień Psa, ok. 18:45, po ponad dwóch latach intensywnych starań o zdrowie, o dobrostan, o komfort życia, jak już wierzyłam, że będzie dobrze, "długo i szczęśliwie" - odszedł ode mnie mój ukochany, adoptowany w 2014 roku, piesek, Nikuś. Miał 15 lat i trzy miesiące, urodził się 1 kwietnia 2011 roku. Odszedł u weta, u którego spędziłam kilka długich godzin, odwlekając tę najstraszniejszą decyzję o skróceniu mu cierpienia. Przestał oddychać z powodu raka płuc. Teraz mam go w urnie, a to jest bardzo mało. I nie mam na nic siły, ochoty, nie mam motywacji i radości. Jestem w ciężkiej depresji, a kiedy piszę te słowa - łzy same płyną po moich policzkach, jak wiosenne strumyki z gór. I wiecie co? Przygotowywałam się na ten moment od dwóch lat, ale kiedy nadszedł, poległam, poddałam się. Bo ciężko jest odpuścić tak wielką, bezinteresowną i bezwarunkową miłość. Bo jeszcze ciężej jest wytłumaczyć sobie, że zrobiło się wszystko, co mogło się zrobić, ponieważ ma się wrażenie, że można było zrobić więcej, bardziej się postarać, pojechać do kolejnego weterynarza, choćby za granicę.

W całej tej strasznej dla mnie sytuacji, urzekła mnie nasza kitku, Balbina, która pod koniec grudnia skończy 16 lat i jest z nami od maciupeństwa. Otóż ta piękna istota, cały czas była przy Nikusiu, obok niego, z nim - a potem jakby go szukała, tęskniła za nim, kładła się w miejscach, gdzie Nikuś często przebywał, chodziła po całym domu i wąchała wszystko z powietrzem włącznie, jakby brakowało jej zapachu kogoś bliskiego. Dlatego nikt nigdy mi nie wmówi, że zwierzęta nie mają empatii. One naprawdę dużo widzą, wiedzą i czują.

Nikuś był moim pierwszym w życiu pieskiem. Pieskiem, który mnie wołał, zanim go wzięłam, przez kilka miesięcy, którego czułam, zanim zobaczyłam, jakby nasze dusze znały się dużo wcześniej i starały się odnaleźć w tym kosmicznym chaosie. Pokochałam go od razu, od pierwszego wejrzenia i był ze mną prawie 12 lat. Był ukochanym towarzyszem, przyjacielem, cichym, empatycznym, mądrym. Był motywacją do codziennych spacerów, do wychodzenia z domu w każdą, nawet najbardziej paskudną  pogodę. Był przekochaną istotą, której oczy mówiły mi o wiele więcej, niż słowa i deklaracje niektórych pseudoprzyjaciół, od których bez żalu odeszłam ostatnimi czasy, dla własnej higieny psychicznej.

Wakacje zatem miałam bardzo smutne. Zdecydowanie były to najgorsze kanikuły, jakie miałam odkąd pracuję w edukacji, czyli od 27 lat. Mimo, iż byłam na pięknej, gorącej Fuerteventurze, we włoskiej Pizie pod jasnym słońcem Toskanii i - oczywiście - w ukochanym od dawna Trójmieście, prawie w ogóle z tych wyjazdów nie skorzystałam, bo nie miałam siły na chodzenie i weny na zwiedzanie, nie miałam też ochoty na opalanie, leżenie na plażach, robienie zdjęć... Głównie leżałam w hotelowych wyrkach na wznak,  jadłam miejscowe przysmaki i patrzyłam w sufit. No i oczywiście płakałam, bo czułam się bezsilna, zrozpaczona, smutna. Najgorzej było w Trójmieście, gdzie Niko często ze mną bywał i wszystko mi jego przypominało... Wówczas mój żal przybierał postać potwora, a ja nie mogłam powstrzymać łez.

Wciąż czuję się źle i źle wyglądam. Często boli mnie głowa, często płaczę, "zawieszam się", zamyślam, odpływam gdzieś we wspomnienia i nie mam motywacji. Ciągle towarzyszy mi wielki, wszechogarniający, głęboki smutek, ogromny żal i tęsknota za członkiem rodziny - bo Niko nim był... Zawsze mogłam liczyć na jego przyjazną obecność, na trykanie noskiem, przytulaski, wspólne chwile w ciszy, bieganie, a pod koniec - wolne chodzenie po lesie.

Poza zasięgiem publikacji pozostają pozaczynane recenzje dobrych, bardzo ciekawych książek (w tym biografia mojej ulubionej aktorki), niedokończone wiersze i ich zarysy, opowiadania, posty, których nie mam siły skończyć, bo w głowie mam wciąż jeden smutny obraz. Wszystko to czeka na lepszy moment, który może nie nadejść. Kilkanaście nowo zakupionych książek również czeka na moje zmiłowanie.

A mnie czeka niebawem intensywna, holistyczna terapia, zaczynam również naukę na kolejnych studiach podyplomowych, żeby nie zwariować i poszerzyć swoją wiedzę psychologiczną.

Owszem, mam wielkie, ogromne wsparcie w rodzinie, w moim niezawodnym, kochanym stadzie. 

I mam też pieska, szczeniaczka shih tzu, który chodzi za mną krok w krok, nawet do łazienki... Z trzech piesków z hodowli, on właśnie podbiegł do mnie, jak tylko tam weszłam i od razu wzięłam go na ręce: malutką, puszystą kulkę, a kulka wtuliła się we mnie bardzo mocno, przyjechała do domu na moich kolanach i już tak zostało...  I teraz, w chwili, gdy piszę ten post, też jest koło mnie, gryzie mysz, skacze mi na laptop, rozrabia I po prostu cieszy się życiem. Dostałam go na urodziny, ale dość długo, bo prawie miesiąc przed nimi, ponieważ bliscy zauważyli, że inaczej się nie da, że gdyby nie ten nowy psiak, chyba nie byłabym w stanie normalnie funkcjonować i wrócić do pracy - prędzej wylądowałabym w psychiatryku. Piesek jest mały, choć rośnie jak na drożdżach, śmieszny, wesoły, ufny, przekochany, pojutrze skończy 4 miesiące i dostanie ostatnią z serii szczepionek, będzie można częściej wychodzić z nim na spacery... 


Jednak to Nikuś wciąż jest w moim sercu i nie "przerobiłam", a raczej nie zaakceptowałam jeszcze jego śmierci, chociaż była zbyt realna, uporczywa i dotkliwa, żeby ją zignorować, nie przyjąć do wiadomości, zapomnieć. Nikuś odszedł w moich ramionach, tulony, głaskany, w atmosferze miłości i szacunku. Dlatego na razie nie będę więcej pisać o nowym psiaku, bo chyba nie umiem i jeszcze nie chcę. Nie chcę też zapeszać. Nigdy nie miałam szczeniaczka, Nikuś przyszedł do mnie jako trzyletni, spokojny psiaczek. I odszedł jako najukochańsze stworzenie na tym świecie.
I taki paradoks - ciekawostka: Niko urodził się w Prima Aprilis, w dzień, w którym straciłam wczesną ciążę - poszłam rano pod prysznic, bolał mnie dół brzucha i stało się i przypłaciłam ten fakt ciężką, długotrwałą depresją. Niko umarł w polski Dzień Psa, a moje urodziny przypadają w Międzynarodowy Dzień Psa. Niko był moim przeznaczeniem. 
Czy Maniuś też będzie moim ukochanym psieckiem, nie wiem, na razie jeszcze zbyt często nazywam go imieniem, psiaka, którego tak bardzo kochałam, a które wybrała poprzednia właścicielka i którego ja nie zmieniłam ze względu na szacunek do Pani Jasi i pieska, którego powierzyła mi pod opiekę, będąc w kryzysie życiowym i zdrowotnym, zaufała mi i dała tak wspaniałą istotę. I będę jej za to wdzięczna do końca życia, bo ten ciepły, październikowy dzień, w którym przygarnęłam Nikusia, był jednym z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Muszę przeżyć i przerobić tę żałobę, bo na razie to ledwo ją oswajam. I nie mam ochoty znowu udawać silnej kobiety.
 
*
 "Nie wynaleziono jeszcze takiego muru, który powstrzymałby żałobę".
 
 Jennifer Moorhead
 
*
 "Ze śmiercią mojego psa
umiera we mnie kawałek świata".
 
Jarosław Borszewicz 

Kocurek mojej córki, Bazyl, który jest ze mną, kiedy ona wyjeżdża służbowo lub prywatnie (obecnie jest w ciepłej i pięknej Chorwacji), też sprawia wrażenie, jakby wciąż szukał po całym domu Nikusia... Chodzi w miejsca, gdzie byli razem, gdzie razem się bawili lub odpoczywali... Jest to naprawdę smutny widok. Odejście Nikusia poruszyło wszystkich członków mojej rodziny.


Jotko - czy tak może być?  Czy już wiesz, dlaczego mnie nie ma w blogosferze? Ten post = kolejne, już ente morze łez.

Posyłam serdeczności i pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze tutaj zaglądają. 

czwartek, kwietnia 02, 2026

Zaprośmy wiosnę do naszych domów i serc, niech będzie nam zielono!

 Witajcie w przeddzień Świąt Wielkanocnych! 


Przedstawiam Wam w tym poście piękne, stare kartki wielkanocne, które znalazłam w internecie. Mam nadzieję, że będą cieszyć Wasze oczy.

Życzę Wam pięknych, ciepłych, zdrowych, pełnych nadziei, rodzinnych świąt, dużo dobra i spokoju ducha! Trwajcie w nadziei pomimo wszystko! Niech świat wypełni pozytywna energia.

* 

 Wpuśćmy wiosnę.
Niech słońcem
zabłyśnie nad stołem
w wielkanocne świętowanie

jak wiosna wesołe!

Ewa Skarżyńska 

 * 

środa, marca 18, 2026

"Wiosna w końcu nadejdzie, tak samo i szczęście. Spokojnie. Życie stanie się cieplejsze".***


Witajcie moi Drodzy, na początek mój dzisiejszy wiersz, nad którym pewnie jeszcze popracuję...

Przyloty

Marzec, kilka dni po Dniu Kobiet, przedwiośnie.
Chodzę z psem, żeby się wzmocnić emocjonalnie,
odwiedzam ciche miejsca, gdzie nie ma wielu ludzi.
Chcę poczuć w sobie i na sobie wiosnę, odczuć,
że żyję, oddycham i jestem w swoim ciele.
 
Długa, mroźna, surowa i szara zima sprawiła,
że czuję się zmrożona, ospała, chcę stopnieć,
odświeżyć myśli, poruszyć ciało, odnaleźć duszę.
Wchodzę na pustą łąkę: dwa raniuszki siedzą
na krzewie forsycji, która dopiero pączkuje na żółto.
 
Pies ryje nosem w trawie, w której coraz więcej
zielonych łodyżek kusi nowym zapachem, świeżością.
 
Spontanicznie zdejmuję buty, ziemia jest wilgotna i zimna,
czuję jej delikatny puls. Biegnę, jakbym gnała prosto
w ramiona dawnego kochanka, który odszedł do innej,
bo nie zniósł mojej empatii do świata, bo nie rozumiał,
jak bardzo lubię spontaniczne zachwyty, uniesienia.
 
Nawet brak tchu sprawia mi radość, nawet ból cieszy,
że odczuwam; oślepiające światło nie przeszkadza,
a moja kruchość staje się siłą, dodaje skrzydeł.
 
Lecę do siebie, do wesołej, wiosennej dziewczyny
zakochanej w życiu. Wiosna robi swoje -
przylatuje wtedy, gdy jest konieczna. 
 
 
 
Mam nadzieję, że mój wiersz przypadł Wam do gustu, napiszcie, co o nim myślicie. Jest prosty jak wiosna, która się wreszcie rozgościła na dobre.Na zdjęciu poniżej moja wiosna - dekoracja do klasy. Ja zaś jestem chora, od poniedziałku jestem na L4, bo... dobiła mnie ukochana leszczyna i inne pyłki.
 

 Po tej długiej, szarej zimie, gdy nagle zrobiło się ciepło i pięknie, gdy wszystkie naraz kwiaty i krzewy zaczęły kwitnąć... Poległam. Ledwo mówię i oddycham i mam od groma leków antyalergicznych, ale bardzo, przebardzo cieszę się wiosną!!! Życie to jednak parada paradoksów.


A na zdjęciach powyżej i poniżej, moje nowe, śliczne kubeczki i pióra - mam nadzieję na wenę, na pisanie nie tylko wierszy, ale również pamiętnika, bo chcę wrócić do pisania pamiętnika w zeszycie.
 

Niestety, zaniedbałam pamiętnik przez wielką ilość pracy w szkole, pracy terapeutycznej, pracy redakcyjnej i innych obowiązków, jednak zamierzam nadrobić zaległości, choćby tylko w wyrażaniu wdzięczności za życie, za to, co i kogo mam obok siebie, za zdrowie, rodzinę, przyjaciół, zwierzęta.

 
Cytat w tytule postu jest autorstwa Anity Krizzam, zdjęcia raniuszków z internetu - uwielbiam te ptaszki, coraz częściej je widuję na moich spacerach z psieckiem, są urocze, bardzo przyjazne i śliczne.
 

Jednak ostatnio mam nawyk wychodzenia na spacery bez rozpraszaczy w postaci telefonu i jeszcze nie udało mi się ich sfotografować. Mam jednak nadzieję, że niebawem to zrobię!


Oba pióra piszą świetnie, do złotego dałam niebieski, a do srebrnego czarny nabój. Super się nimi pisze, lekko, pasują mi do obu rąk.


I jeszcze prośba Wielka do moich ogrodniczek, co to za krzew na zdjęciu poniżej? Nie ukradłam gałązek, po prostu ktoś mocno przycinał i leżały na chodniku, więc wzięłam do wazonu. Ale krzew jest ładny, zielony cały rok, z chęcią kupię i posadzę pod domem, więc jeśli ktoś zna nazwę, niech mi ją zdradzi, będę bardzo wdzięczna. 🌿🌿🌱 Czy to jest laurowiśnia? 🌿🌱🌿
 

Życzę Wam dobrego, wspaniałego czasu, pełnego pięknej, ciepłej, kolorowej wiosny! 
 

 

sobota, marca 14, 2026

"Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić".

"To czas, który poświęciłeś swojej róży, czyni ją tak ważną".

Antoine 

 

"Moja róża jest dla mnie ważniejsza niż wszystkie inne, ponieważ to o nią się troszczyłem”.

Antoine 


இڿڰۣ 
 
 Róża i Książę

"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".
Antoine de Saint-Exupéry


Nieważne, że ją zostawiłeś na pastwę
szklanego klosza, pod którym
niemal się udusiła,
samotności i zdrad, przez które
prawie odeszła od zmysłów?

Cóż z tego, że spełniłeś siebie:
zajrzałeś w oczy ciał niebieskich,
poznałeś mnóstwo tajemnic, skoro
nie zrozumiałeś, jak wiele trzeba przejść,
aby umieć wrócić o zachodzie słońca.

Nie oswoiłeś jej.
Wtargnąłeś w niespokojną, wrażliwą
duszę i artystyczny umysł.
Ciągle czekała, wyczekiwała
kochając pomimo wszystko,
a świat jej łez na zawsze
pozostał nieodgadniony,
rozedrgany i zbyt emocjonalny.

Smutny, pełen żalu pamiętnik,
skrzętnie ukryła przed światem,
doskonale zdając sobie sprawę,
że dorośli nie patrzą sercem, nie potrafią
dostrzec obłych słoni w płaskich wężach
i rzadko rozumieją coś więcej,
niż tylko banalnie przyziemną mutację cyfr.

Dzieciom zaś, nie wolno serwować
powiastek zbyt wybujałych erotycznie.
 

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 8 III 20

 இڿڰۣ 

Wiersz, który Wam dzisiaj prezentuję, napisany został pod wpływem wspomnień lektury "Pamiętnika Róży" autorstwa żony twórcy "Małego Księcia", Consuelo de Saint‑Exupéry, opisującego ich niezwykle burzliwy, pełen zdrad, rozstań i powrotów, toksyczny związek.

Nie wiem, czy ta książka - pamiętnik, jest dostępna gdzieś poza ewentualnie bibliotekami, ale szczerze ją polecam, bo, chociaż czytałam ją dawno  - jakieś dwadzieścia lat temu - została we mnie na długo i dała zupełnie inny obraz autora jednej z moich ukochanych powiastek filozoficznych. 


Autor tej pięknej, moralizatorskiej bajki, zwany błędnym rycerzem przestworzy, obrońcą najwyższych zasad moralnych, ostatnim romantykiem literatury, poza zasięgiem ciekawskich oczu, był jednocześnie niewiernym, nieco narcystycznym egocentrykiem  i wiecznie nieobecnym, mającym wiele romansów (najważniejszy z arystokratką Nelly de Vogüé), mężem czekającej na niego żony.


Zatem prywatnie był zupełnie inny, niż wielu z nas się wydaje. I dobrze, bo był człowiekiem po prostu. Consuelo też wcale nie należała do świętych (pisarz był jej trzecim mężem, a gdy się poznali, miała 29 lat), uzupełniali się, łączyła ich wielka namiętność.

Jednak, mimo nawiązań do książki, do słów żony pisarza i lotnika, do wiedzy o nim, mój wiersz jest jedynie fikcją, tworem mojej wyobraźni, wariacją na temat, impresją, utworem absolutnie osobnym. 

Jako ciekawostkę dodam, że "Pamiętnik Róży" został odnaleziony ponad 20 lat po śmierci autorki (1901 - 1979) i wydany we Francji w roku 2000, w setną rocznicę urodzin de Saint-Exupery'ego (1900 - 1944) i od razu stał się bestsellerem. Nie jest to jednak wielkie dzieło literackie, bardziej jednostronne i chyba nieco "ukwiecone" wspomnienia. 

  

O ich burzliwym związku opowiada paradokumentalny, poetycki film Ananda Tuckera z 1996 roku "Saint-Ex: The Storyteller” w którym w role małżonków wcielili się Bruno Ganz i świetna angielska aktorka Miranda Richardson. Niestety, nigdzie nie mogę tego filmu znaleźć, a bardzo chciałabym obejrzeć.

W roku 2024 na ekrany wszedł film w reżyserii Pablo Agüero "Saint-Ex. Zanim powstał <Mały Książę>", w którym wystąpili m.in.  Louis Garrel, Vincent Cassel i Diane Kruger. Film jest piękny, szczerze polecam.

Generalnie kocham "Małego Księcia" i nawiązuję do tej postaci w wielu swoich wierszach.  A Wy lubicie tę książkę, tę postać? Ja czytałam ją już kilkadziesiąt razy, w różnych tłumaczeniach i w czterech językach, bo zbieram różne wydania tego dzieła i zawsze chętnie do tej historii wracam. Jest tak prosta i tak urocza w tej swojej prostocie, że zawsze mnie wzrusza.

Koniecznie pielęgnujmy nasze wewnętrzne dziecko, jak robił to Saint-Ex., zanim psychologia nam to objawiła. 

 ,,Tak więc, kiedy będziesz sama, możesz, posługując się tym aparatem, opowiadać swoje wdzięczne historyjki, ja zaś jeśli zechcę cię usłyszeć, przegram jedną z płyt. Bo jesteś poetką Consuelo. I gdybyś zechciała, mogłabyś być pisarzem lepszym od swego męża".

Consuelo 

" - Nie, Tonio, nie chcę, żebyś wziął tę pracę. Twoja droga jest wśród gwiazd.
- Tak, masz rację, Consuelo, wśród gwiazd. Tylko ty rozumiesz wszystko..."

Consuelo 

"Ludzie z Twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają… A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży".

Antoine 

 
Serdecznie wszystkim Wam dziękuję za wizytę na moim blogu i za pozostawione pod postem komentarze, które zawsze czytam z wielką atencją! Życzę Wam ciepłego, relaksacyjnego, kreatywnego weekendu!
 

Cytat w tytule postu: Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, obrazy z internetu.