Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty

01 marca 2026

"Poezja to echo proszące cień do tańca”.

,  

 JoAnna Idzikowska-Kęsik

płynność

"Ze wszystkich fizjologicznych substancji nieprawdziwa w teatrze jest tylko krew". - Sławomir Mrożek

chciałabym umieć kochać naprawdę
bezwarunkowo nieoczekująco
po prostu

nie kusić przypadku obejść
wszystkie kiepskie scenariusze

być z tobą bez względu na inne możliwości
ominąć rachunki (nie)prawdopodobieństwa

rozdrapać strupy myśli trzymanych na uwięzi
robić głupstwa pisać bzdury grzeszyć jak Maria z Magdali

w hołdzie pięknej Eunice wpompować siebie w ciebie
do ostatniej najmniejszej kropli

krew łzy pot ślina to przecież tylko woda z dodatkową
porcją zaczerwienionych rozgorączkowanych emocji

a one płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu
którego tak mało
tak bardzo mało

dla nas

23 VII 16

*


Esej interpretacyjny do wiersza JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność”

Wiersz JoAnny Idzikowskiej-Kęsik „płynność” jest zapisem tęsknoty za miłością czystą, nieskomplikowaną, a jednocześnie całkowitą, taką, która nie podlega ani lękom, ani rachunkom prawdopodobieństwa, ani wewnętrznym autocenzurom. Podmiot liryczny pragnie kochać „naprawdę”, to znaczy: w sposób wolny od kalkulacji, bezwarunkowo, po prostu. Ten minimalistyczny, ale pełen ciężaru frazes otwiera cały wiersz i stanowi jego klucz: potrzeba miłości, która nie jest wymyślona, teatralna, ani podszyta strachem. Cytat z Mrożka o nieprawdziwej scenicznej krwi wyznacza ramę, świat emocji, choć fizjologiczny, cielesny, materialny, ma w sobie prawdę, której scena nie potrafi podrobić.

W kolejnych wersach poetka demaskuje mechanizmy obronne: unikanie „kiepskich scenariuszy”, kalkulowanie uczuć, wybieranie najbezpieczniejszych wariantów. Miłość w wierszu musi ominąć „rachunki (nie)prawdopodobieństwa”, bo każda próba analizy osłabia to, co w uczuciu najważniejsze, spontaniczne zawierzenie. Bohaterka chciałaby dotknąć miłości w sposób niecenzurowany, niemądry, ryzykowny. Dlatego zapisuje pragnienie „rozdrapania strupów myśli”, powrotu do niekontrolowanej żywiołowości, robienia „głupstw”, a nawet „grzeszenia jak Maria z Magdali”. To wyznanie nie ma w sobie prowokacji, jest raczej deklaracją: miłość prawdziwa wymaga odejścia od roli, od pozorów, od społecznie narzuconej powściągliwości.

Wzruszająca jest także metafora „wpompowania siebie w ciebie”, złożenie hołdu Eunice symbolicznej, pięknej, pełnej kobiecości, poprzez totalne przenikanie się dwojga ludzi. Miłość tu nie jest ideą: jest fizjologią, płynami ciała, tym, co najbardziej realne. Krew, łzy, pot i ślina, substancje, które w teatrze nie mogą być prawdziwe – w życiu kochających stanowią dowód autentyczności, materialne świadectwo emocji. Poetka pokazuje, że ciało jest nośnikiem prawdy; że uczucie nie istnieje w abstrakcji, lecz objawia się właśnie w tym, co fizyczne, płynne, „rozgorączkowane”.

Końcowe wersy unoszą wiersz na poziom egzystencjalny. Emocje „płyną swoim nurtem nad przepaścią czasu”, a świadomość kruchości, upływu, ograniczoności życia nadaje miłości tym większy ciężar. „Czasu tak mało, tak bardzo mało – dla nas” to przejmujące wyznanie, które zamyka całość i wydobywa z prostych słów tragizm ulotności. Podmiot nie marzy o miłości idealnej, lecz o miłości nielękającej się intensywności, takiej, która nie marnuje minut ani nie odkłada uczuć na później.

„płynność” jest więc wierszem o pragnieniu pełni miłości prawdziwej, cielesnej, danej bez oporu i bez asekuracji. To poetycki manifest życia, które nie chce być grane „na scenie”, lecz przeżyte w całej swojej cielesnej, emocjonalnej, niepowtarzalnej prawdzie.

*

TOMASZ WALCZAK
– poeta, pedagog teatru, animator kultury. Absolwent Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie (Wiedza o Teatrze). Przez wiele lat związany z Teatrem im. A. Sewruka w Elblągu jako kierownik Ośrodka Kultury Teatralnej, rzecznik prasowy i aktor. Debiutował w 1993 roku w antologii „I znów będziemy poetami". Autor tomików poezji: „Blizny", „Drzazgi w myśli", „Fantasmagorie". Laureat kilkudziesięciu ogólnopolskich konkursów poetyckich, częściej jurorem niż uczestnikiem. Odznaczony m.in. przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Nagrodą Prezydenta Elbląga. Inicjator i koordynator wielu działań literackich i festiwalowych, m.in. Drezdenki Międzymiastówki Poetyckiej. Obecnie pracuje i tworzy między Polską a Niemcami, przygotowując do druku tomy poezji polsko-niemieckiej. 

Tomasz Walczak to także wędrowiec słowa i emocji, który w wierszach szuka śladów ulotnych chwil. Jego poezja to przestrzeń, gdzie codzienność splata się z marzeniem, a samotność z tęsknotą za sensem. Tworzy obrazy z dźwięków i rytmów, w których każda fraza jest jak oddech. Inspiruje go przyroda, świat ludzi i nieuchwytne echo wspomnień. Jego teksty poruszają serce i umysł, prowokując do zatrzymania się w biegu życia. Tomasz eksperymentuje z językiem, szukając piękna w subtelnych niuansach słów. Publikuje w sieci i antologiach, dzieląc się poezją z szerokim światem. Każdy jego wiersz jest zaproszeniem do wędrówki po krainie uczuć i refleksji. W twórczości stara się łączyć światło z cieniem, radość z melancholią. Poezja Tomasza Walczaka jest mostem między tym, co przemija, a tym, co trwa w pamięci i sercu.

***

Jeszcze raz serdecznie dziękuję poecie Tomaszowi Walczakowi za tę wspaniałą interpretację mojego starego wiersza. Takie gesty motywują do pisania. Motywują do pracy nad sobą, swoim warsztatem. Sprawiają, że przestaję się czuć osobna, odosobniona, na poetyckim uboczu, żeby nie powiedzieć: wygnajewie. Trudna jest rola oudsiderki, bezpańskiej poetki, a takie eseje wzruszają i dodają skrzydeł i wiary w siebie, w sens pisania. 

Esej Tomasza wraz z moim wierszem opublikowany został w ramach akcji 100 wierszy o Miłości. Publikuję go również tutaj, na moim blogu, żeby został ze mną na dłużej, żeby mi przypominał, że warto pisać, że nie trzeba swoich zaczętych wierszy niszczyć, wyrzucać, ani chować do szuflady. Że nie wolno się poddawać, bo pisanie jest jak tlen, jak katharsis.

Piszę od dziecka i odkąd sięgam pamięcią, czytam wiersze. Jako pedagog teatru czytam je na głos - od zawsze. Dlatego są ze mną i we mnie po prostu od początku i będą do końca, dopóki będę miała siłę czytać. 

W liceum, jak się nudziłam na lekcjach, co wcale nie było rzadkością, pisałam wiersze w pamiętniku. Moi nauczyciele już w podstawówce, chwalili moje "lekkie pióro", podobnie było w liceum i na wszystkich studiach, a studiowałam długo, bo szukałam siebie i swojego miejsca w świecie. I pisałam. 

Był jednak moment, gdy spadła na mnie fala takiego hejtu, ze strony poetów i złośliwych czytelników, a także zwykłych, bardzo niekulturalnych ludzi, że zwątpiłam, załamałam się, bo nie umiałam pojąć tak bezinteresownej zawiści. To po prostu spadło na mnie jak grom i nie mieściło się w moim postrzeganiu ludzi, którzy piszą wiersze i jednocześnie są tak bezwzględnie krytyczni wobec innych poetów. 

Wtedy wpadłam w depresję i zablokowałam się na lata. Teraz wstaję. Budzę się i wiem, że chcę pisać. Nie chcę też pisać o sobie jako o autorce paru wierszy, chcę mówić o sobie jako poetce - bo nią jestem i będę. Nie chcę być cieniem, bo kocham słońce i chcę tańczyć w słońcu z poezją, dopóki żyję.

Wiem też, że wiele osób omija mnie w blogosferze, mój blog, moje posty i w ogóle, ucieka ode mnie w internecie, ale to nic. Nie będę już wchodzić na niektóre blogi i komentować tam, gdzie nie jestem mile widziana. Szkoda mojej energii i cennego czasu. Umiem odpuszczać i być niesamowicie konsekwentna w swoich postanowieniach, działaniach. Nikomu nie będę się narzucać ze swoją poezją, rozumieniem sztuki i komentarzami. Jak ktoś ma potrzebę ignorowania i czucia się lepszym, jego wola.

Jednak tutaj, u siebie będę pisać co chcę i jak chcę, choćbym miała znowu zostać sama ze sobą. To miejsce w sieci to nie jest mój kaprys, to mój azyl. Jeśli ktoś nie chce, bym odwiedzała jego blog, niech mi o tym po prostu, szczerze napisze. Zrozumiem bez oceniania. I sytuacja będzie jasna, jak słońce, które kocham. Kąśliwe uwagi, jakieś komentarze wynikające z braku zrozumienia tekstu, to też nie świadczy o mnie...

 Was, którzy zostaliście i tu jesteście i - mimo wszystko - do mnie zaglądacie, proszę - czytajcie poezję i bądźcie dla siebie życzliwi w tym poetyckim światku i nie tylko, bądźcie życzliwi na co dzień. Naprawdę czasem jedno okrutne, nieprzemyślane słowo, potrafi uczynić wiele złego. Po co umniejszać, jeśli można sprawić, że ktoś się uśmiechnie?

*

UWAGA SPOILER, czyli film dla nadwrażliwych 

Polecam również film, który obejrzałam w sobotę w kinie. Wiele razy już na tym blogu podkreślałam, że uwielbiam skandynawskie kino i literaturę i to jest prawda, rzadko się zawodzę. Lubię ich oszczędność w środkach wyrazu i klimat, który trudno jednoznacznie nazwać. 

Film dostał już wiele nagród na różnych festiwalach i wcale mnie to nie dziwi. Opowiada o relacjach międzyludzkich, emocjach, więzach i węzłach czy wręcz splotach rodzinnych, samotności, depresji i o sztuce, żałobie. Traktuje również o niedomówieniach, bardzo trudnych relacjach z nieobecnym ojcem artystą (nieco przypominającym Ingmara Bergmana). Jest świetnie zagrany. Jednym z ogromnych atutów tego dzieła jest wybitny szwedzki, światowej sławy aktor,  Stellan Skarsgård (jeden z moich bardzo ulubionych aktorów współczesnego kina), ale generalnie aktorstwo w tym filmie jest prima sort. I muszę tu wspomnieć o Elle Fanning, która chyba staje się lepszą lub raczej ciekawszą aktorką, niż jej starsza siostra, Dakota - jest to jednak moje subiektywne wrażenie, może dlatego, że teraz Elle wydaje mi się ładniejsza od Dakoty? 

W moim odczuciu ten film opowiada również o stracie, o tym, że kiedy latami tłumi się emocje, gdy się ich nie dostrzega, wracają do nas ze zdwojoną siłą w postaci stresu, ataków paniki, nawrotów depresji, bolesnych wspomnień. Jest w mim też motyw związków romantycznych, które nie zawsze są proste, a nasze oczekiwania wobec partnera, często mijają się z rzeczywistością. Pięknym, wspaniale i wzruszająco zagranym wątkiem jest tu także siostrzeństwo. 

Film, o którym mówię, to "Wartość sentymentalna" (tytuł angielski "Sentimental Value" ,2025) w reżyserii Joachima Triera, zrealizowany w koprodukcji międzynarodowej. Moja ocena 7,5/10, resztę oceńcie sami, idąc do kina.

Z innych, miłych rzeczy: wśród świąt nietypowych, o których pisałam w ostatnim poście, 1 marca przypada Dzień Przytulania Bibliotekarza. Wysłałam wirtualne tulaski naszej blogowej Jotce. Z tego, co pamiętam, studia bibliotekoznawcze skończyły również Kasia Dudziak i Iwona Zmyślona. Ja też jestem magistrem informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, ale nie pracuję i nie chciałabym pracować w tym zawodzie, nawet na emeryturze. Nie współgra ze mną i moim charakterem, temperamentem. Skończyłam te studia dawno temu, jako drugi kierunek, gdy byłam jeszcze naiwna i wyobrażałam sobie, że na bibliotekoznawstwie poznam dogłębnie wszystkie literatury świata, że będę czytać wszystko, od popularnonaukowej po powieści afrykańskie, japońskie i nowozelandzkie, poznam poezje wszystkich krajów. Niestety, tak nie było, owszem, było sporo zajęć filologicznych, literaturoznawczych, kulturoznawczych, ale to nie było to, czego oczekiwałam, co chciałam poznawać. Z tym, że ja wtedy jeszcze miałam nawyk kończenia tego, co zaczęłam. I skończyłam te studia z bardzo dobrą oceną, z ocenioną na piątkę z plusem pracą magisterską, liczącą ponad 200 stron, którą napisałam w niecały miesiąc, żeby było śmieszniej. Bo ja mam tak, że najpierw układam sobie wszystko w głowie, widzę to w wyobraźni, a kwestia przelania tego na klawiaturę, to już tzw. pikuś zwłaszcza, że bardzo szybko piszę.

 No i napisałam o tym Małgosi, cudownej poetce, która opublikowała piękne zdjęcia swoich koleżanek pracujących w bibliotekach, życząc im wszelkiego dobra... I dzisiaj od niej dostałam takie moje fotki z istotami, które kocham (ostatnio coraz częściej widuję szopy pracze w parku):

Jeśli chcecie poczytać wiersze tej pięknej poetki i obejrzeć jej obrazy, to są na moim blogu TUTAJ. 

Dziękuję Małgosiu! 

* 

NA KONIEC CYTAT, SŁOWA JEDNEGO Z MOICH UKOCHANYCH PISARZY, KURTA VONNEGUTA: 

„Uprawiajcie jakąkolwiek sztukę, muzykę, śpiew, taniec, teatr, rysunek, malarstwo, rzeźbę, poezję, literaturę, piszcie eseje, reportaże – nieważne, czy dobrze, czy źle, nie dla pieniędzy ani sławy, ale by doświadczać stawania się, by odkryć, co tam masz w środku, by twoja dusza rosła. Poważnie! Zacznijcie teraz, od razu, bierzcie się za sztukę i róbcie to przez resztę waszego życia”.
 
* 

I to tyle na dzisiaj. 

I dziękuję Wam, że jesteście, czytacie, komentujecie! 

DZIĘKUJĘ. Cпасибо. MERCI. THANK YOU. DANKE. OBRIGADO. GRACIAS. GRAZIE. 

* 

Cytat w tytule postu jest autorstwa Carla Sandburga. 

28 października 2023

Czas Zodiakalnego Skorpiona

Skorpion pamięć ma nie lada,
Przy tym głową nieźle włada,
Ale bywa nieżyczliwy
I okropnie pamiętliwy!

A gdy już do celu zmierza,
Ustępować nie zamierza.
Sieje przy tym straszny zamęt,
Bo ma wielki temperament!

Małgorzata Strzałkowska

      ⊰✿⊱ Witajcie! ⊰✿⊱

        Skorpion to ósmy znak Zodiaku, którego czas przypada najczęściej na okres od 23 października do 22 listopada. W tym roku zaczął się 23 października o godzinie 18:20, więc ludzie urodzeni do tej godziny są jeszcze spod Wagi i potrwa do 22 listopada. Będzie to czas intensywny, kreatywny, dość inspirujący a nawet tajemniczy dla niektórych, bo dzisiaj - 28 października - mamy kolejne zaćmienie - tym razem Księżyca.

        Dzisiaj rano obudziłam się po piątej, bo wczoraj bardzo wcześnie jak na mnie, ok. 22:00, zasnęłam, po tygodniu intensywnej pracy. Obudziłam się, ponieważ bardzo chciało mi się pić (a w okolicach pełni szklankę z wodą stawiam na parapecie, żeby nabrała księżycowego światła)  i zobaczyłam na niebie coś niesamowitego: po lewej stronie mocno świecił przecudny,  bardzo dobrze  widoczny Jowisz - największa planeta Układu Słonecznego, a po prawej Księżyc w pełni (która dopełni się dziś o 22:22) wydawał się ogromny! Spektakularne widowisko! Dla wielu osób trudne, sporo ludzi jest pobudzonych, nie może spać i kiepsko się czuje. Skorpion jest znakiem żywiołu wody, trzeba dużo pić, najlepiej czystej, letniej wody. Księżyc odpowiada za przypływy i odpływy... Będzie to ostatnie zaćmienie na osi Byk - Skorpion - coś bezpowrotnie odejdzie (u każdego coś innego) i zrobi miejsce dla czegoś nowego. Myślę, że globalnie też nastąpi wiele zmian.

         I tak, jak naprawdę lubię i cenię czy nawet kocham Skorpiony, które znam, a znam ich wiele, tak czas panowania tego znaku najczęściej jest dla mnie czasem trudnym, czasem braku światła, szarugi jesiennej, depresji, czarnych myśli związanych ze śmiercią bliskich, przenikaniem się świata umarłych ze światem żywych i temu podobnych dołerskich rzeczy. Czasem mam wrażenie, że żyję w jakimś świecie równoległym, gdy przychodzi listopad. Często też w listopadzie miewam dziwne, trudne a nawet straszne sny, jeszcze bardziej niż zwykle, wyostrzoną intuicję i choruję, pewnie też przez swoje nastawienie, bo kiedyś - jeszcze w dzieciństwie - wymyśliłam sobie, że umrę w czasie panowania Skorpiona i chyba zbyt mocno sobie to wgrałam do podświadomości, ponieważ jak tylko nastaje ten okres, wciąż o tym myślę. Dwa moje kotki: Balbina i Albin też opuściły mnie w listopadzie.

        Prawda bardzo pradawna i zgodna z naturą jest taka, że w tym czasie nasi przodkowie odpoczywali, zwalniali, nabierali sił na wiosnę, na czas siewu, a potem zbiorów. Nasza cywilizacja wywaliła do góry nogami cały ten naturalny rytm przodków, którzy obserwowali naturę, czcili ją i żyli z nią w zgodzie. My bierzemy urlopy latem, a późną jesienią i zimą harujemy na wysokich obrotach, a potem jesteśmy zdziwieni, że chorujemy i że najwięcej ludzi umiera właśnie w listopadzie.

        Przede wszystkim jednak w tym niezwykłym czasie, przeszkadza mi cholernie bezsensowne - moim zdaniem - przestawienie czasu z letniego na zimowy i brak światła. Szaruga, gnijące, pleśniejące liście (mam na pleśń i penicylinę alergię), dziwny zapach ziemi, mgły, chłód - to jeszcze mogłabym znieść, ale brak światła mnie dobija. Dlatego cieszą nawet trudne pełnie. Dzisiejsza zwana jest Pełnią Dyniowego lub Krwawego Księżyca, zwana jest też Pełnią Obfitości i będzie widoczna z Polski, warto popatrzeć na niebo w okolicach 22: 15. A że będzie to pełnia w znaku ziemskiego, materialnego Byka, warto zadbać o swój dobrostan w ogólnym tego słowa znaczeniu (Byk to pieniądze, dobra materialne, ale też przyjemności i pyszne jedzenie).

        Skorpion to niewątpliwie jeden z najciekawszych znaków Zodiaku, znak stały.  Tajemniczy, enigmatyczny, niezwykle magnetyczny, bardzo żywotny, kreatywny, świetnie zorganizowany, odważny, waleczny - doskonały strateg, urodzony przywódca, bywa uparty i po każdym upadku odradza się jak mityczny Feniks z popiołów. Potrafi bardzo, ale to bardzo małymi kroczkami dążyć do celu, ale bywa też - jak to skorpiony - pełen jadu, czasem potrafi się zemścić po wielu latach, ponieważ jest niezwykle pamiętliwy.

        Wszystkie kobiety, które znam, a które urodziły się w Czasie Skorpiona, są niezwykle piękne, kuszące urodą, mądre, seksowne, mają wyostrzoną intuicję i doskonale wyczuwają ludzi, ich nastawienie i intencje. Są też bardzo oddane bliskim osobom, ale też bywają impulsywne. Mam w rodzinie kilka Skorpionic i z kilkoma się przyjaźnię, więc naprawdę wiem, co mówię. Skorpiony są mądre i wierzcie mi - są bardzo lojalnymi przyjaciółmi, potrafią wesprzeć, doradzić, podbudować, ukoić.

        W czasie Skorpiona, oprócz dzisiejszej Krwawej Pełni, czeka nas jeszcze Halloween, Dzień Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny (tudzież pradawne, słowiańskie dziady), 11 Listopada - umowna data odzyskania przez Polskę (która jest spod Byka) niepodległości, 13 XI będzie Nów Księżyca w Skorpionie, który dla wielu osób z nadwrażliwością też może być trudnym czasem.

        Na mnie najsmutniej oddziałują 1 i 2 Listopada, bo jak się straciło tak wielu Bliskich, zwłaszcza rodziców (ojciec odszedł w tym właśnie czasie), to nie jest to łatwa data. Zawsze wracają wspomnienia, jakiś przenikliwy smutek, nostalgia i melancholia... Najśmieszniejsze jest to, że naprawdę nie boję się śmierci... Problem w tym, że tylko swojej.

        Wszystkim urodzonym w tym osobliwym Czasie Zodiakalnego Skorpiona, życzę spełnienia marzeń, zdrowia, radości i szczęścia, a Wam, Czytelnikom tego bloga, cudownego, kreatywnego i pełnego refleksji Czasu. Niech Wam się darzy!

*

 Co niesie Skorpion jako Wiedźma ?

 Skorpion 🥀 Czarownica nocy 🧚
Mam specjalny dar 🌬 odgadywanie prawdziwych intencji ludzi ☀
Mam połączenie z duchami ziemi.
Czasami potrafię być bezwzględna wobec tych, którzy rzucają wyzwanie najsłabszym...

        A oto moi najbardziej ulubieni przedstawiciele Skorpiona w kolejności nieprzypadkowej w przypadku pierwszej trójki:

        Maria Salomea Skłodowska-Curie (7 XI 1867 - 1934) – polsko-francuska uczona zajmująca się fizyką doświadczalną i chemią fizyczną, podwójna noblistka – laureatka Nagrody Nobla z fizyki i chemii. Niesamowicie pracowita, uparta, cudna Kobieta, którą kocham i cenię od dziecka. Kobieta namiętna, zdolna, która, mimo wielu życiowych trudności, tak wiele dokonała. Jako dziecko i potem wiele czytałam o tej leworęcznej, cudnej i mądrej kobiecie, o której za mało się mówi, za mało się o niej uczy.

         Happy Birthday! Dzisiaj 56 urodziny świętuje jedna z najzdolniejszych i najpiękniejszych aktorek ever - Julia Roberts, o której już pisałam na tym blogu TUTAJ. Wspaniała aktorka, której karierę śledzę od wielu lat i której wiele ról bardzo, ale to bardzo cenię. Ta leworęczna piękność naprawdę długo musiała ćwiczyć, żeby zagrać praworęczną Erin Brokovich.

            Margaret Atwood (18 XI 1939) - poetka (!!!) i pisarka kanadyjska. Zaczynała od poezji, pierwszy tom wydała własnym sumptem. Potem była świetna feministyczna powieść "Kobieta do zjedzenia". Najbardziej znana jest z "Opowieści podręcznej" na kanwie której powstał serial. Uwielbiam!

        Wielką, bardzo silną datę urodzenia - 11 XI 1922 - miał mój bardzo, ale to bardzo ukochany pisarz, Kurt Vonnegut Jr. – amerykański pisarz i publicysta, tworzący literaturę postmodernistyczną i science fiction. Autor mojej ukochanej "Rzeźni numer 5" i "Kociej kołyski". Lekkie pióro, wybitny umysł. Odszedł również 11 dnia miesiąca, w kwietniu 2007 roku.


         Spod Skorpiona jest chyba mój najulubieńszy aktor mojego pokolenia obecnie - Joaquin Phoenix (28 X 1974), gość, który potrafi zagrać wszystko i schudnąć lub przytyć do roli 25 kg. Wegetarianin. Bardzo lubię wszystkie jego role, bo dobiera je naprawdę starannie. Z niecierpliwością czekam na "Napoleona" w jego wykonaniu, bo jako Jezus i Jocker mnie po prostu utulił.


Bryan Adams (5 XÎ 1959) - mój the best vocal ever. Uwielbiam tego Kanadyjczyka, wegetarianina, autora wielu wspaniałych przebojów i świetnego fotografa.


             Zbigniew Herbert (29 X 1924 - 1998) -wielki poeta, podróżnik, eseista i znawca sztuki, o którym dużo więcej napisałam TUTAJ.


     Martin Marcantonio Luciano Scorsese (19 XI 1942) – amerykański reżyser, scenarzysta, montażysta, aktor i producent filmowy. Laureat Oscara za reżyserię filmu "Infiltracja", doktor honoris causa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Dla mnie najlepszym jego filmem, wśród wielu ulubionych, jest "Ostatnie kuszenie Chrystusa".


         Stanisław Barańczak (13 XI 1946 - 2014) – wybitny polski poeta, krytyk literacki, tłumacz, jeden z najważniejszych twórców Nowej Fali, działacz Komitetu Obrony Robotników. Autor rewelacyjnych wierszy, brat Małgorzaty Musierowicz.
 

        Astrid Lindgren (14 XI 1907 - 2002)  –szwedzka pisarka, autorka szeregu popularnych powieści dla dzieci i młodzieży. "Dzieci z Bullerbyn" przeczytałam kilkanaście razy, ostatnio rok temu - swojej klasie.


         Isaac Bashevis Singer (21 XI 1902 - 1991) – amerykański pisarz będący z pochodzenia polskim Żydem, tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz, wegetarianin. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za 1978 rok.
 

                Wanda Chotomska (26 X 1929 - 2017) - wspaniała poetka mojego dzieciństwa.


         Antoni Ignacy Tadeusz Kępiński (16 XI 1918 - 1972) – polski lekarz, psychiatra, naukowiec, humanista i filozof. Jeden z najbardziej znanych polskich lekarzy psychiatrów, uważany za geniusza psychiatrii. Jest znany między innymi jako twórca koncepcji metabolizmu energetyczno-informacyjnego i psychiatrii aksjologicznej.

        Stanley Tucci (11 XI 1960) to jeden z tych aktorów, którzy mnie przyciągają do tego, aby pójść do kina lub obejrzeć film, w którym grają. Bardzo, ale to bardzo dobry aktor, reżyser i scenarzysta. Świetny w "Lovely Bones" (polski tytuł "Nostalgia Anioła"), w "Diabeł ubiera się u Prady", "Supernovej" i wielu innych filmach.

        Tilda Swinton (5 XI 1960) – brytyjska aktorka, która grała m.in. w filmach Jima Jarmuscha, Wesa Andersona, braci Coen czy Bong Joon-ho. Laureatka Oscara i nagrody BAFTA za rolę drugoplanową w filmie Michael Clayton. Uwielbiam ją bezwarunkowo, bo zawsze, gdy się pojawia, nawet w roli czarnego charakteru, wprowadzana na ekran światło.
 

        Bardzo silną datę urodzenia (11 XI 1974) ma gwiazdor Leonardo DiCaprio. Świetny od dziecka. Jego rola w "Co gryzie Gilberta Grape'a" to prawdziwy majstersztyk, to był jego film, bo on był w nim najlepszy. Rewelacyjnie też zagrał poetę, Athura Rimbauda w filmie Agnieszki Holland "Całkowite zaćmienie". Jest wegetarianinem, działa jako ekolog.

        Józef Hen (8 XI 1923) – wybitny polski pisarz i publicysta, dramaturg, reportażysta, scenarzysta filmowy pochodzenia żydowskiego. Bardzo lubiła czytać jego powieści i opowiadania. Uwielbiam "Mgiełkę", także adaptację Teatru TV, w której wystąpiła Marta Klubowicz - cudna aktorka i świetna poetka. Panu Józefowi z serca życzę cudownych 100 Urodzin za kilka dni. 


     Ennio Morricone (10 XI 1928 - 2020) – wybitny i bardzo płodny włoski kompozytor i dyrygent. Był autorem muzyki do ponad 500 filmów, m.in. do "Mężów i kochanków" z Joanną Pacułą. Ponad 40 z napisanych przez niego ścieżek dźwiękowych zdobyło najważniejsze nagrody w kategoriach związanych z muzyką filmową. W roku 2007 Amerykańska Akademia Filmowa przyznała mu honorowego Oscara za całokształt twórczości.
 


        Kayah (5 XI 1967) - bardzo cenię za to, że z tak wielkim talentem wytrwała wiele lat śpiewając w chórkach. Uwielbiam jej teksty, zwłaszcza "Supermenkę" i "Ramię w ramię", cenię za to, że wspiera i szanuje inne kobiety. 


        Jodie Foster (19 XI 1962) - uwielbiam ją od bardzo, bardzo dawna, jest dobrą, bardzo empatyczną aktorką i niezłą reżyserką. Pokochałam za krytykowaną rolę w "Nell". Kto nie widział tego filmu, niech obejrzy.


        Bardzo silną osobowość i datę urodzenia miał też Fiodor Dostojewski (11 XI 1821 - 1881) - rosyjski pisarz, filozof, myśliciel. Wiecie... Bardzo, ale to bardzo go cenię. Przeczytałam jednym tchem "Biesy", "Idiotę", "Braci Karamazow"... I chyba z dziesięć (sic!) razy zaczynałam jego wiekopomne dzieło i nigdy nie udało mi się dotrwać do końca, choć przy ostatnim podejściu zostało mi raptem 60 stron... Mówię tu o "Zbrodni i karze" i bez bicia przyznaję się, że nigdy nie udało mi się przeczytać tej powieści, chociaż byłam blisko. Co nie znaczy, że nie cenię twórcy tego i innych dzieł światowej literatury.


        Pablo Ruiz Picasso (25 X 1881 - 1973) – hiszpański malarz, rzeźbiarz, grafik, ceramik oraz poeta, uznawany za jednego z najwybitniejszych artystów XX wieku.Wielbiciel kobiet i kotów. Jego słowa, odkąd spisałam je do pamiętnika, będąc w liceum,  wciąż we mnie tkwią i ciągle mam je z tyłu głowy, jako motto do własnych działań artystycznych: "Nie zrozumiecie sztuki, dopóki nie zrozumiecie, że w sztuce 1+1 może dać każdą liczbę za wyjątkiem 2".


     
Albert Camus (7 XI 1913 - 1960) - wybitny francuski
pisarz, dramaturg, eseista i reżyser teatralny, przede wszystkim jednak intelektualista. Niektóre książki przeczytałam o wiele za wcześnie (podobnie było z filmami) i jego "Dżuma" mną pop prostu potelepała.

         Ryan Gosling (12 XI 1980) - kanadyjski aktor. Cenię i lubię od samego początku. Ostatnio "rozwalił" mnie swoją rolą w Barbie, o której pisałam TUTAJ. Prywatnie skromny człowiek, oddany mąż Evy Mendes i ojciec ich dwójki dzieci.


         Zbigniew Cybulski (3 XI 1927 - 1967) - wybitny, bardzo charyzmatyczny polski aktor, który zbyt wcześnie odszedł, zbyt późno wskakując do pociągu na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Nieodżałowany!


                Macie swoich ulubionych przedstawicieli Skorpiona? Lubicie ten Czas w roku? Pozdrawiam,                                                         życząc Wam wszelkiego dobra.

⊰✿⊱

Bonus:
Zdjęcia z wieczornego spaceru z psiakiem, robione w Bolesławcu, 28 X 23 ok. godz. 20:15.
Słabe, bo padało, ale na ostatnim, nad domkiem, widoczny jest Jowisz - to ta kropka po lewej stronie, troszkę niżej od Księżyca.

⊰✿⊱

08 marca 2015

"Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy." ***

Niedawno w "Polityce" ukazał się artykuł, w którym przedstawiono 15 pierwszych zdań z książek, które przeszły do historii.

Wszystkie te książki czytałam, wiele z nich dawno temu. Większość mam, a kilka z nich to moje bardzo, bardzo ulubione, jak np. Pani Dalloway, Sto lat samotności, Sklepy cynamonowe, Szklany klosz...
 Opublikowałam ten artykuł z "Polityki" na fejsie, z zastrzeżeniem bardzo wrednym i krytykanckim, czyli w moim zołzowatym stylu kobieciny spod czupurnego Koguta (w chińskim horoskopie), że zamiast powieści Stefka - Nieburczymuchy - Ż.(który, jeśli przeszedł do historii, to chyba tylko naszej, krajowej), proponuję pierwsze zdanie z jednej z moich ulubionych powieści Kurta Vonneguta Juniora, bo generalnie lubię wszystko, co Kurt nabazgrolił...

No i się zaczęło. Okazało się,że nie tylko ja nie lubię i nie cenię naszego wielkiego pisarza, jako pisarza, bo jako człowieka i działacza społecznego i owszem. Sorry (taki mamy klimat?), ale pierwsza byłabym za tym, żeby wyrzucić jego wytwory z kanonu lektur, choć kiedyś jakiś konkurs recytatorski wygrałam, recytując w egzaltowanym stylu jedno z jego rozdziobanych opowiadań, które zresztą znam na pamięć do dziś.Niech jednak ta przepióreczka już sobie ucieknie na dobre (i na złe również) w siną dal. Niechaj łapią ją ci, którzy rzeczywiście tego chcą, a nie ci, którym się to narzuca (niedawno czytałam jeden jego wytwór z moim dzieckiem, błe!)."Ogary poszły w las" słuchać ech leśnych i niech sobie tam łapią przepióreczki nad brzegiem wiernej rzeki, wykonują syzyfowe prace, budują szklane domy, czekając na przedwiośnie, snując rzewne opowiastki o żołnierzu tułaczu i dziejach grzechu zmieniających się o zmierzchu w popioły! Ha, czytałam wszystko! Ale nie lubię i koniec tej pieśni o małym bibliotekarzu z aspiracjami na mistrza pióra! A mogę powiedzieć, że nie lubię, że mi nie pasuje, właśnie dlatego, że czytałam ("Ludzi bezdomnych" nawet lubię, bo tam Joasia belferka  była). Nic mnie tak nie irytuje, jak wypowiadanie się na tematy, o których nie ma się pojęcia.

Wszystko jest w życiu względne. Ktoś lubi rymowane wierszyki do pamiętniczków, a ktoś inny Różewicza. Ktoś czyta Fleszerową - Muskat, Barbarę Cartland (nota bene ta różowa pańcia zaimponowała mi tym, że kazała się pochować w tekturowej trumience)czy Danielle Steel, a ktoś inny woli Witkacego, Orwella czy Prousta. I to jest OK. Gusta przecież nie podlegają dyskusji.

Ja lubię czytać, choć wzrok już nie ten i, niestety, potrzebuję rekwizytu w postaci okularów...

Zrobiłam zatem dodatkową listę piętnastu książek, które bardzo lubię i których pierwsze zdanie sprawiło, że czytałam dalej. Oto niektóre (wybór był trudny, bo ta lista długo nie miałaby końca) z nich:





A jakie są Wasze ulubione książki?

Pozdrawiam i dziękuję za każdy

 ślad zostawiony na moim blogu.


Propozycja Anny:



* wszystkie obrazki z cytatami i zdjęciami ich autorów są mojego autorstwa

***tytuł notki, Magdalena Samozwaniec