Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Dorociński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Dorociński. Pokaż wszystkie posty

04 października 2026

UWAGA SPOILERY, czyli trzy nowe ekranizacje klasyki w telegraficznym skrócie

Dwie ekranizacje polskiej, kultowej, klasycznej powieści Lalka, szkolnej lektury autorstwa Bolesława Prusa oraz nowy serial na motywach pięknej powieści Na wschód od Edenu - opus magnum amerykańskiego pisarza Johna Steinbecka. Post pisany "na gorąco", zapewne kiedyś, po przemyśleniu, zmienię zdanie, więc to są spoilery na dziś, na tu i teraz.

 Lalka, reżyseria Maciej Kawalski, Polska 2026

Film miał premierę kinową w Polsce 30 września. Polacy ruszyli do kin i szeroko go komentują. Jaki jest? Jest dobry, solidny, wizualnie wspaniały. Czy ma wady? Owszem, jak prawie wszystko.

 Drewniane role "bez ról" , wybitnych polskich aktorów: nijaka Joanna w wykonaniu Krystyny Jandy, wyjątkowo zbyt leciwy, czyli zdecydowanie za stary o jakieś 30 lat, Rzecki,  zagrany przez wracającego na duży ekran Marka Kondrata, słaby książę  Jana Englerta (który w serialu z 1977 roku wcielił się w jednego z subiektów) i zaledwie poprawny hrabia Łęcki Andrzeja Seweryna. W moim odczuciu, bardzo się starający, jednak w efekcie średni i nijaki w roli starającego się o Bellę, Marcin Dorociński (jako żołnierz, kupiec, przyjaciel wypadł lepiej, ale nie jest to kreacja na miarę jego talentu), świetna, ognista Agata Kulesza, bardzo dobra, temperamentna, nieco tajemnicza Maria Dębska, ciekawy Borys Szyc, wspaniała i wzruszająca Pani Maja Komorowska (po prostu klasa, czapki z głów) i jak zawsze dobra jej imienniczka Mają Ostaszewska w małej, ale zapadającej w pamięć roli. 

Generalnie troszkę szkolna, poprawna i rzekłabym - ładna adaptacja powieści z pominiętymi niektórymi wątkami i homeopatyczną dawką reinterpretacji. Przepiękne kostiumy, wnętrza, plenery, scenografia, muzyka do mnie na razie nie przemówiła, nie zachwyciła mnie (a może to kino i zbyt głośny seans). Czuć ducha epoki, wręcz jej zapach i klimat. Film długi, niemal trzygodzinny, ale bez odrobiny nudy.

Kamili Urzędowskiej w roli Izabeli bronię: enigmatyczna, stonowana, posągowa, subtelna, nieco sztywna, jak na lalkę przystało (chociaż Prusowi raczej o inną lalkę chodziło w powieści, a może o wszystkich bohaterów jako lalki) i bardzo piękna. Dla mnie - najlepsza i najpiękniejsza. I nie będę uzasadniać dlaczego, bo ona jest jak niezwykle osobliwy motyl. I chyba w tej wersji najbardziej rzucała się w oczy różnica wieku między Bellą a Stachem. I dobrze, bo przecież był od niej starszy o jakieś dwadzieścia lat. 

Podobały mi się jeszcze wypowiadane przez bohaterów cytaty z powieści Prusa i aluzje do innych dzieł, reżyser (który jest przystojnym człowiekiem, a z wykształcenia lekarzem) w roli hipnotyzera i jakaś - pięknie oddana - magia dawnych lat. Na pewno obejrzę ten film raz jeszcze, na spokojnie w domu - kiedyś.

Moja ocena filmu: 7/10

 Lalka, reżyseria Paweł Maślona, serial Netflix, Polska 2026

Niezależna i biedna, dość inteligentna feministka i mądry, przedsiębiorczy, zaślepiony jej urodą dorobkiewicz w ferworze końca pewnej epoki. Dwa pierwsze odcinki nieco mnie nudziły, irytowała kosmicznie, podobna bardziej do Marii Konopnickiej, nudna, wpięta w opowieść Eliza Orzeszkowa grana przez Agnieszkę Grochowską. Miałam wrażenie, że nie będzie ciekawie.

Ale potem było znacznie weselej, niekiedy strasznie i z pazurem. Myślę, że scenarzyści wzięli tytuł literackiego pierwowzoru bardzo serio i, jako że lalki to zabawki, zabawili się zarówno konwencją, jak i widzem, chociaż karczemne bluzgi naprawdę mogli sobie darować. Nie irytowało mnie to, ale było niepotrzebne, choć być może pokazywało, jak i w co grają ludzie pod płaszczykiem arystokratycznej cooltury.

Serial zaserwował także bardzo smakowite aktorstwo: Sandry Drzymalskiej, Magdaleny Cieleckiej, Tomasza Schuchardta, Jacka Braciaka, Piotra Adamczyka (tu miłe zaskoczenie) i Mirosława Zbrojewicza. Dodatkowo serial zaprezentował dla mnie,  trzy aktorskie odkrycia roku w postaciach: Julii Wyszyńskiej, Marii Kani i Piotra Packa. Interesujące zwroty akcji. Mocna chemia, iskry między parą głównych aktorów dodawały serialowi uroku. Ciekawe kostiumy, przyjemna muzyka. Poplątanie z pomieszaniem, ale na duży plus. Luźna interpretacja, a właściwie wariacja na temat dzieła epoki pozytywizmu. Lubię takie filmy i śmieszą mnie pełne świętego oburzenia recenzje.

 Moja ocena serialu:7/10

  

 Na wschód od Edenu, reżyseria Zoe Kazan, serial Neflix, USA 2026

Moja słabość do Florence Pugh trwa od lat, bo jest to piękna dziewczyna i jedna z najciekawszych gwiazd współczesnego kina, do tego cholernie zdolna i charyzmatyczna. A słabość do literatury odziedziczyłam w genach. Nie mogłam więc pominąć nowej ekranizacji niesamowitej powieści Johna Steinbecka, mając w pamięci wspaniały serial z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z wybitną kreacją Jane Seymour (byłam wtedy naprawdę mała, ale to właśnie ten serial sprawił, że sięgnęłam po powieść).

I nie zawiodłam się, a wręcz przeciwnie, bo serial wbił mnie w fotel i siedziałam do trzeciej w nocy, żeby obejrzeć całość. Opowieść inspirowana biblijną przypowieścią w tym serialu jest głęboko psychologiczna i bardziej ludzka niż w surowej i realistycznej powieści, piękna, epicka, poruszająca niezwykle ważne tematy ekranizacja, zrobiona przez wnuczkę Eliasa Kazana, człowieka, który pierwszy sfilmował dzieło amerykańskiego Noblisty już w 1955, trzy lata po ukazaniu się powieści. Świetne aktorstwo nawet w epizodach, cudowne plenery, kostiumy, poruszające dzieło. Niezwykle ludzkie, życiowe, chociaż momentami brutalne. Jednak, co tu dużo gadać, nie unikniemy, bo takie jest życie nawet teraz, a kiedyś było jeszcze surowsze, mniej komfortowe. Kobiety zaś przez stulecia były na straconej pozycji.

Bardzo podobał mi się młody aktor Joseph Zada (muszę zapamiętać to nazwisko, bo widzę w nim duży potencjał) w roli Cala, którego wygląd przepięknie rezonował z urodą Florence Pugh; świetnie zagrali również: Carlan Hinds, Hoon Lee, Mike Faist, Christopher Abbott i zawsze wspaniała aktorzyca Martha Plimpton. Myślę, że to jeden z najlepszych tegorocznych seriali.

Lubię, kiedy kobiety stają za kamerą, reżyserują interesujące filmy i tak jest w tym przypadku.

Moja ocena serialu: 8/10 

Wszystkie filmy szczerze polecam, warto je obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie. 

Życzę Wam wspaniałego weekendu i ciepłego, udanego października.  

30 listopada 2024

UWAGA SPOILER, PRZEPIS I SMUTECZEK, czyli sobotni misz-masz JoAnny

⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱ 

 Dziękuję, że jesteście, zaglądacie i komentujecie!

    Jest piękna sobota, świeci słonko i temperatura na plusie oscyluje w okolicach 5 stopni. Nie jest źle, bo po szarych, zimnych dniach, to słonko jest jak dar od Matki Natury. Ja mam tak, że od razu lepiej się czuję.

    W dzisiejszym poście opowiem Wam o pięknym polskim filmie, w którym zagrał jeden z moich przeulubionych aktorów, Marcin Dorociński. Ponarzekamy sobie także na temat kulinarny, ponieważ jakiś czas temu znalazłam w Internecie przepis, który pamiętam z dzieciństwa - a smaki z dzieciństwa, jak pewnie doskonale wiecie, zostają w nas na długo - i po zmodernizowaniu go - bo przecież nie byłabym sobą, gdybym zrobiła coś z przepisu od A do Zet - powstał przepis na pyszne ciasto z owocami, które smakuje wszystkim i jest prawie identyczne jak to, które piekła moja mama, dlatego chcę się nim z Wami podzielić, dziś zrobię to ciasto już któryś raz, gdyż jest naprawdę pyszne. Na koniec opowiem Wam o moim smutku spowodowanym sytuacją w Internecie.

    Ale wracając do filmu. Długo już nie spoilerowałam z braku czasu, chociaż regularnie chodzę do kina. Tak też było wczoraj. Mimo sporego zmęczenia po tygodniu intensywnej pracy, poszłam na seans o 21:30 po to, aby zobaczyć film, na który długo czekałam i o którym już zdążyłam sporo przeczytać.

    Minghun, Polska 2024, reżyseria Jan P. Matuszyński, scenariusz Grzegorz Łoszewski, zdjęcia Kacper Fertacz, w rolach głównych: Marcin Dorociński (Jerzy), Natalia Bui (Meixiu, Misia, Marysia), Daxing Zghang (Ben), Ewelina Starejki (Anna), Wiktoria Gorodeckaja (Olga).

    Film opowiada historię profesora Jerzego, który w trakcie studenckiego stypendium w Londynie poznaje swoją żonę Lan, z pochodzenia Chinkę. Po kilku szczęśliwych, wspólnych latach dziewczyna umiera na raka i Jerzy opuszcza Szkocję: wraz z małą córeczką Misią, wraca do Polski, zamieszkuje w Gdańsku; na Wyspach zostaje jego teść Ben, którego Marysia bardzo kocha i z którym utrzymuje stały kontakt. Poznajemy bohaterów w szczęśliwy dzień Chińskiego Nowego Roku. Marysia jest bardzo uzdolniona muzycznie, jest piękna i kocha ojca, który ją wychował, ma jednak oddane grono przyjaciół z Akademii Muzycznej, którzy razem z nią i jej ojcem świętują ten nowy rok. Misia kultywuje tradycje chińskie, jej pokój i cały dom, jest urządzony zgodnie z zasadami feng shui. Dziewczyna często powtarza ojcu: Pamiętaj, abyś nigdy nie był sam!

    Jednak zdarza się tragedia i Misia ginie w wypadku samochodowym. Ojciec Jerzy zawiadamia dziadka Bena, który naciska, aby - zgodnie z bardzo starą i nieco już zapomnianą chińską tradycją - urządzić ceremonię zaślubin po śmierci po to, aby młoda dziewczyna nie była sama w zaświatach...

    Reszta akcji tego dramatu z elementami czarnej komedii, skupia się na tym, aby znaleźć dziewczynie martwego chłopaka i poślubić ich w ceremonii - rytuale minghun.

    Film jest piękną opowieścią o stracie, rozpaczy, żałobie, egzystencjalnym bólu, a także o trudnych relacjach międzyludzkich i o tym, że jednak jakaś duchowość, jakaś metafizyka istnieje. Jest to również film o nadziei. Nie będę Wam więcej spoilerować, powiem jeszcze, że ukochana córka Jerzego miała swoje tajemnice, a naukowiec - agnostyk musiał jakoś dogadać się z dość apodyktycznym teściem (świetna rola znanego m.in. z kinowych Aniołków Charliego Daxinga Zghanga). Braki i defekty scenariusza, momentami bardzo naciąganego, ratują - jak to często bywa - wspaniali aktorzy, zwłaszcza Marcin Dorociński w roli Jerzego i wspaniała Ewelina Starejki w roli Anny, która dla mnie jest aktorskim odkryciem tego roku i jak zawsze cudna i piękna Gorodeckaja, którą zaczynam uwielbiać (z Dortocińskim stworzyła też piękny duet w serialu Erynie)!

        Ogromnym atutem tego obrazu są również bezbłędne, przepiękne, osobliwe, artystyczne zdjęcia Kacpra Fertacza kręcone w Trójmieście i na Klifie w moich ukochanych Mechelinkach, który od razu rozpoznałam! Jak będziecie kiedyś w Trójmieście, koniecznie pojedźcie do Mechelinek, jest tam fajne molo, urocza knajpka Tawerna i cudny Klif równie piękny, jak ten w Orłowie, a zdecydowanie dużo mniej ludzi!

    Moja ocena filmu: 6,5/10. Zabrakło mi w nim głębi, jakiegoś wejścia w świat wierzeń, metafor, niedomówień, lepszej akcji i nade wszystko ciekawszych dialogów... Nie wiem, jak to określić. Były czerwone lampiony, kimona, dzwonki, ale trochę za mało jednak tego przenikania kultur, światopoglądów, choć Jerzy uświadamia sobie, że: "Przecież na końcu drogi trudno nie wierzyć w nic". 

    Myślę jednak, że naprawdę warto obejrzeć ten film, jest to osobiste kino autorskie, zupełnie inne od tego, z czego do tej pory znany był urodzony w 1984 roku reżyser (Ostatnia rodzina, Wataha, Żeby nie było śladów), któremu życzę kolejnych świetnych filmów i dalszych sukcesów, bo potencjał jest.

    Warto też zapamiętać nazwiska młodych, zdolnych aktorów: Natalii Bui, która wcieliła się w Misię pięknie i subtelnie oraz wnuka poczytnej pisarki Katarzyny Grocholi, Antoniego Sztaby kreującego postać Borysa, chorego i zakochanego w Misi chłopaka.

    Co mnie jeszcze zachwyciło tak totalnie prywatnie? Filmowa Misia czytała jedną z moich ukochanych powieści: Człowieka z Wysokiego Zamku ulubionego autora s/f Philipa Kindreda Dicka. 

        Teraz czas na przepis. Myślę, że warto go poznać i wypróbować! Ciasto jest mokre, pyszne, mięciutkie i długo świeże, a jeśli smakuje mnie i mojej córce, które nie przepadamy za ciastami typu biszkoptowego, to znaczy, że jest pyszne i już!

Potrzebne produkty:

* 3 pełne szklanki mąki

* szklanka mleka

* szklanka oleju 

* olejek do ciasta: cytrynowy, pomarańczowy lub waniliowy, albo każdego po trochę

*kilka kropel octu (pół łyżeczki)

* proszek do pieczenia

* trzy kisiele truskawkowe

* 0,5 kilograma umytych, obranych, wysuszonych i pokrojonych owoców : śliwek, jabłek, jagód, truskawek - do wyboru, można również te owoce wymieszać, generalnie moja mama robiła to ciasto ze śliwkami, ja robię je z czym mam, nawet raz dałam brzoskwinie z puszki

* 6 jajek

* dwa cukry wanilinowe

* 1,5 szklanki cukru białego lub trzcinowego

* 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

* cukier puder do oprószenia ciasta


Sposób wykonania:

Jajka umyć i oddzielić białka od żółtek, żółtka roztrzepać z octem i połową łyżeczki proszku do pieczenia, stopniowo dodawać do ubijanych białek razem z cukrem i cukrem wanilinowym. Gdy zrobi się dość sztywna masa jajeczna, powoli wlewać olej, olejki zapachowe i mleko, ubijając ciasto na niskich obrotach. Następnie, wciąż ubijając masę, dodać do niej mąkę z proszkiem do pieczenia. Kisiele wsypać do masy i delikatnie wszystko wymieszać, jak w masie są pęcherzyki powietrza, to znaczy, że jest ok. Wylać pół masy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i ułożyć część owoców, wylać resztę masy i drugą część owoców ułożyć na wierzchu ciasta. Jeśli owoce są mrożone, lepiej je troszkę odsączyć na papierowym ręczniku. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170’C i piec najpierw na dolnej grzałce, potem na górnej przez około godzinę, do suchego patyczka. Po wyjęciu i przestudzeniu, posypać placek cukrem pudrem.

Mój dzisiejszy placek jest ze śliwkami oraz mrożonymi wiśniami i truskawkami.


Smacznego!

    I to już prawie wszystko w dzisiejszym poście. Prawie, bo chcę jeszcze o czymś dla mnie ważnym powiedzieć...

    Otóż spotkało mnie kilka dni temu tutaj w blogosferze coś bardzo, ale to bardzo przykrego. Coś, co do dzisiaj mnie "trzyma" do tego stopnia, że mam ochotę krzyczeć, warczeć, skasować ten blog i nigdy tu nie wrócić... A przecież łzy to tylko woda, jak mawiała Anna Karenina do męża...

    Mianowicie. 24 listopada dostałam od zespołu zarządzającego Bloggerem e-mail pouczający i informujący, że moja publikacja z lutego 2019 (która do tej pory nikomu nie przeszkadzała przez ponad 5 lat) narusza blogowe standardy i została przez kogoś zgłoszona do weryfikacji, że to niezgodny z zasadami obowiązującymi w blogosferze post ze spamem i treściami dla dorosłych i mogę się skontaktować w moim prawnikiem... Nic w poście nie zmieniając, poprosiłam o kolejną weryfikację, ale trzęsłam się jak galareta i było mi strasznie przykro, bo akurat w ten post włożyłam całe swoje serce i mnóstwo czasu...

    Zgłoszony post dotyczył mojej ukochanej aktorki i modelki, Joanny Pacuły, którą uwielbiam od dzieciństwa i o której pisałam po raz pierwszy na portalu Filmweb w roku 2006 - była to poszerzona biografia aktorki z Filmwebu i mnóstwo jej zdjęć, które wyszukiwałam całymi latami na różnych, głównie zagranicznych portalach, które skanowałam z czasopism i które potem kradli mi wszyscy, podobnie jak opis: na nim opierało się wielu tak zwanych (sic!) dziennikarzy, którzy dosłownie go kopiowali, przypisując sobie autorstwo tego tekstu, bo przecież jakaś Vena Poetica z Filmwebu to nikt, to tylko jakiś nick z avatarem a nie żywa osoba, autorka! A że jest na tym portalu mój blog, opisy filmów, wiele ciekawostek, których jestem autorką, to pikuś.

    Jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem dostałam od zespołu Bloggera kolejny e-mail, że mój post został zweryfikowany i przywrócony, że jest zgodny z wytycznymi itp. Ale już zwątpiłam i skasowałam oba moje latami pielęgnowane (jeden z 2012, drugi z 2019) posty o Joannie Pacule, tysiące unikalnych zdjęć aktorki i mój opis jej kariery oraz moich odczuć z nią związanych, zniknęły. Oba te posty miały ponad 14 tysięcy wyświetleń, były jednymi z najpopularniejszych postów na moim blogu. Zdjęcia zostały na portalach, które mi je ukradły bez pytania. I teraz: może i ja powinnam to zgłosić? Poznaję swoje kadry doskonale, wiem, co publikuję, a jako mgr bibliotekoznawca z któregoś tam wykształcenia, wiem, co to są prawa autorskie i nie naruszam ich!

    Jest we mnie jakiś żal, jakiś smutek przenikający duszę i nie tylko dlatego, że jestem osobą wysoko wrażliwą (WWO - HSP – Highly Sensitive Person), ale też dlatego, że każda niesprawiedliwość wywołuje we mnie bunt... Jeśli sobie z tym nie poradzę, skasuję ten blog, jak tylko skopiuję swoje wiersze, bo tylko tu mam większość z nich... Skasuję też, jak znajdę hasło, konto na Filmwebie, które mam od 2006 roku. Jak można tak robić? Jak można zgłaszać solidny post z bibliografią? Co się dzieje z ludźmi, skąd taka zawiść? Nie potrafię tego pojąć w swoim Kubusiowo - Puchatkowym małym rozumku!

    Oto zdjęcie skradzione z mojego postu o Joannie Pacule, znalezione w Internecie, jedno z wielu, ale to akurat podpisałam, niestety, innych nie:

        W tym miejscu chcę podziękować wszystkim, którzy przez tych trzynaście lat odwiedzili mój blog, zostawili komentarz, byli tutaj, w tym miejscu ze mną. Dziękuję tym, którzy są do dzisiaj, piszą komentarze, wspierają mnie, czytają moje posty i wiersze... Tym, co odchodzą - tym bardziej dziękuję, nie każdy lubi poezję, choć przykra jest dla mnie sytuacja, gdy ktoś, kto przez dłuższy czas regularnie mnie odwiedza i komentuje moje posty, potem odchodzi bez słowa. Jednak każdy ma wolną wolę i postępuje jak uważa za stosowne. Rozumiem i szanuję. Podobnie z obserwatorami - nie chcecie, nie obserwujcie. Nic na siłę. Natomiast uważam, że zwykłym brakiem kultury jest lekceważenie komentarzy na swoim blogu i brak reakcji na nie w sensie rewizyty. Ilość komentarzy, które piszę ma się nijak do tego, co otrzymuję, więc już nie będę taka wyrywna. Teraz będę odwiedzać tylko tych, którzy przyjdą do mnie na zasadzie: komentarz za komentarz, akcja - reakcja. Amen. Istnieje też coś takiego jak szacunek - nie musimy się ze sobą zgadzać, ale wypada się szanować, akceptować inne zdanie komentującego. Nudny byłby świat, w którym wszyscy myśleliby tak samo. Zdaję też sobie sprawę, że czasem moje odpisywanie wydłuża się w czasie, ale ja naprawdę pracuję na półtora etatu i więcej i mam mnóstwo zainteresowań oraz udane życie prywatne, które kultywuję i pielęgnuję,więc nie zawsze mam czas, siłę i możliwości.

    Ogromną radość sprawia mi kontakt z Blogerami spoza mojego kraju. Uwielbiam się uczyć nowych słów, języków od dzieciństwa i wielką frajdę daje mi czytanie postów i komentarzy w nowych językach. Poznaję też światopoglądy, które są inne od mojego, ale to mnie właśnie wzbogaca, daje do myślenia. Dziękuję, że jesteście! Do niedawna mówiłam po angielsku, rosyjsku i francusku, teraz potrafię już bez tłumacza napisać zdanie złożone po hiszpańsku i portugalsku!

        Dziękuję też personie, która zgłosiła mój post! Miałam już paru "życzliwych" na różnych portalach, niech im się darzy. Na tym blogu też bywało, że pojawiały się wredne, zgryźliwe komentarze, których nie modyfikowałam. Komentarze poniżej jakiekolwiek poziomu, wyszydzające moje teksty, wykształcenie, wygląd, więc jeśli go nie skasuję (chodzi o blog) - będę to robić już zawsze. Będę publikować tylko te komentarze, które uznam za stosowne. Zdjęcia będę podopisywać, ot, taka nauczka dzięki złośliwcom, którzy nie mając swojego życia i muszą je anonimowo uprzykrzać innym - żal.pl

    Wybaczcie, jeśli kogokolwiek, kiedykolwiek uraziłam, bo zrobiłam to nieświadomie. Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam wszelkiego dobra!

07 lipca 2024

Czas Zodiakalnego Raka

             Witajcie! Dzisiaj z dużym opóźnieniem przedstawiam Wam już przedostatni post z serii Zodiak (zaczęłam od własnego znaku - Panny), w którym omówię pokrótce czwarty znak na zodiakalnej mandali - znak Raka (lub wg niektórych szkół astrologicznych - Raków). Serdecznie zapraszam do lektury!


*
Rak, gdy tylko czuje drakę,
Woli się wycofać rakiem,
Lecz gdy tkwi w rodzinnym kole,
Wreszcie w swoim jest żywiole!

Tu kuzyni, wujków krocie,
Tam kuzynki, babcie, ciocie -
Kiedy wszyscy są w komplecie,
To cudownie jest na świecie!

Małgorzata Strzałkowska
 

        Czas zodiakalnego Raka ♋️ w roku przestępnym przypada od 20 czerwca do 21 lipca (w innych latach od 21 czerwca do 22 lipca). Znak ten jest ściśle związany z wodą i Księżycem, jest zatem symbolem głębokiej wrażliwości, wielkiej intuicji i dużej emocjonalności. Osoby spod tego kardynalnego znaku bardzo często są troskliwe, rodzinne, uczuciowe, sentymentalne i empatyczne. 

Rak w pigułce:

  • Żywioł: Woda
  • Kolor: biały
  • Jakość: Kardynalna
  • Władca planetarny: Księżyc
  • Znaki zgodne i przychylne: Byk i Panna
  • Umiarkowana kompatybilność: Skorpion i Ryby
  • Niska kompatybilność: Baran i Waga
  • Szczęśliwe liczby: 2, 3, 15, 20
  • Kamień dla Raka: Rubin
  • Symbol Raka: Krab

        Rak może czasem pokazywać zewnętrzną twardą skorupę, po to aby chronić swoje miękkie i wrażliwe wnętrze, tak samo jak jego symbol. Podobnie jak Księżyc przechodzi różne przez fazy: pełnia, kwadry, nów - osoby urodzone pod tym znakiem często odczuwają wahania nastroju.

    Raki mają silną intuicję, dzięki czemu są doskonałymi przyjaciółmi, którzy potrafią zrozumieć i zaoferować pomoc w czasach kryzysu. Są też wiernymi, dobrymi partnerami oraz bardzo oddanymi rodzicami. Cenią one głębię emocjonalną i silną więź ze swoim partnerem i swoim dzieckiem.

    Dzięki swoim kardynalnym cechom Raki bywają doskonałymi przywódcami, którzy sprawiają, że wszyscy czują się częścią rodziny. Chociaż mogą nie szukać przywództwa i wykorzystywać swoje cechy do ochrony i opieki nad innymi, gdy znajdą się na takich stanowiskach. 

Jak każdy z nas Raki mają zarówno słabe jak i mocne strony:

Mocne strony zodiakalnego Raka

Raki posiadają kilka mocnych stron, które definiują ich osobowość i relacje. Osoby spod tego znaku zodiaku są:

  • Intuicyjne: Raki potrafią naturalnie zrozumieć sytuacje i ludzi bez wyraźnych informacji. Ta przenikliwa intuicja pomaga im w podejmowaniu decyzji i poruszaniu się w złożonych sytuacjach.
  • Empatyczne: Raki mogą łatwo łączyć się z emocjami innych, co czyni je świetnymi przyjaciółmi i partnerami. Są często tymi, do których ludzie zwracają się o pocieszenie i zrozumienie.
  • Odporne: Pomimo swojej wrażliwej powierzchowności, Raki są dość odporne. Mogą wytrzymać trudne sytuacje i wyjść z nich silniejsi, podobnie jak twarda skorupa ich symbolu, kraba.
  • Lojalne: Lojalność jest kluczową cechą Raków. Bardzo cenią swoje relacje i zawsze są tam dla swoich bliskich.
  • Kreatywne: Raki mają bujną wyobraźnię, która często przejawia się w różnych formach sztuki i kreatywności.

Słabe strony zodiakalnego Raka

Pomimo swoich mocnych stron, osoby spod tego znaku zodiaku mają również pewne słabości i często bywają:

  • Nastrojowe: Raki mogą doświadczać znacznych wahań nastroju, na które często wpływa cykl księżycowy. Ich emocjonalna natura może prowadzić do nieprzewidywalności.
  • Wrażliwe: Chociaż wrażliwość jest mocną stroną empatii, może być również słabością. Raki mogą łatwo zostać zranione przez negatywne komentarze lub krytykę. Inni mogą uważać osoby spod znaku Raka za bardzo wrażliwe i przepełnione emocjami w porównaniu do innych znaków astrologicznych.
  • Zaborcze: Osoby spod znaku Raka mają tendencję do bycia zaborczymi w kwestii swoich związków i dóbr materialnych, co może prowadzić do konfliktów. Czasem lubią szczypać.
  • Pesymistyczne: Czasami Rak może być nadmiernie pesymistyczny, skupiając się raczej na negatywach niż pozytywnych.
  • Unikające: Raki mogą woleć wycofać się do swojej skorupy niż bezpośrednio stawić czoła problemowi, gdy sytuacja staje się trudna.

    Generalnie Raki, z którymi miałam styczność, które znam i z którymi się przyjaźnię, pracuję, to naprawdę sympatyczni, uczynni, dobrzy ludzie. 

 Co niesie Rak  jako Wiedźma ?

 Rak 🥀 dobra Wiedźma 🧚
Moim przeznaczeniem jest karmienie żywych istot 🐾 Czasami jestem złośliwa, lubię się bawić.
Mam silny związek z Wszechświatem 💫 znam jego język 💫
Niosę nektar wiedzy 💜

Moje ulubione Raki ze świata sztuki:

        Wisława Szymborska -Włodek (2 lipca 1923-2012) - polska poetka, eseistka, krytyczka, tłumaczka, felietonistka; laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1996), jedna z moich ukochanych poetek ever.

         Ernst Ingmar Bergman (14 lipca 1918 - 2007) - szwedzki reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta oraz producent filmowy. Uważany za jednego z najbardziej wpływowych twórców w historii kina, dla mnie arcymistrz, jeden z najukochańszych reżyserów ever. Kocham, uwielbiam jego przepełniony czerwienią i emocjami film pt. Szepty i krzyki. 

        Czesław Miłosz (30 czerwca 1911-2004) - polski poeta, prozaik, eseista, historyk literatury, tłumacz, dyplomata; w latach 1951-1993 przebywał na emigracji, do 1960 we Francji, następnie w Stanach Zjednoczonych; w Polsce do 1980 obłożony cenzurą; laureat Literackiej Nagrody Nobla, jeden z moich ukochanych poetów.


        Gustav Klimt (14 lipca 1862 - 1918) - austriacki malarz i grafik, symbolista. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli secesji, przedstawiciel wiedeńskiego modernizmu. Kocham jego dzieła!

        Jan Alojzy Matejko (24 czerwca 1838 - 1893) – polski malarz, twórca obrazów historycznych i batalistycznych, historiozof. Jeden z najwybitniejszych polskich malarzy w historii.W dosłownym tego słowa znaczeniu: mały - wielki Człowiek!

        Frida Kahlo, Magdalena Carmen Frieda Kahlo y Calderón (6 lipca 1907 - 1954) - meksykańska wspaniała i piękna malarka, słynąca z autoportretów, o której opowiada film pt. Frida ze wspaniałą Salmą Hayek w roli tytułowej.


        Nikola Tesla, Никола Тесла (10 lipca 1856 -1943) – serbsko-amerykański inżynier pochodzący z Chorwacji; elektrotechnik, radiotechnik i wynalazca, wegetarianin, geniusz!

        Antoine Marie Jean-Baptiste Roger de Saint-Exupéry (29 czerwca 1900-1944) - francuski pilot, pisarz i poeta. Autor Małego Księcia (1943), jednego z najważniejszych utworów literackich XX wieku, powiastki filozoficznej, którą uwielbiam od dziecka. Uwielbiam też jego utwór Twierdza.

        Gina Lollobrygida (4 lipca 1927-2023) - jedna z najjaśniejszych gwiazd włoskiego kina, niezapomniana Esmeralda i przepiękna Wróżka z Pinokia. 

        Meryl Streep (22 czerwca 1949) - jedna z najwybitniejszych aktorek współczesnych, która chyba nie ma na swoim koncie słabej roli, nawet jak gra w komediach romantycznych.


        Willem James Dafoe (22 lipca 1955) - amerykański aktor filmowy, teatralny i telewizyjny. Laureat wielu prestiżowych nagród, którego po prostu uwielbiam (również za uśmiech z diastemą) od wielu lat. Zachwycił mnie rolą w Ostatnim kuszeniu Chrystusa i robi to do dziś, bo podobnie jak Meryl Streep, nie ma na swoim koncie nawet średniej roli. W jego grze widać świetne przygotowanie aktorskie i teatralne doświadczenie.


        Anna Dymna (20 lipca 1951, urodzona jako Małgorzata Dziadyk) - polska aktorka teatralna i filmowa, działaczka społeczna, założycielka i prezes Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko" (2003), piękna, wrażliwa i skromna - kocham bezwarunkowo za wszystko.

           Robin McLaurin Williams (21 lipca 1951- 2014) - absolutnie nieodżałowany amerykański komik i aktor. Laureat Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego za rolę psychologa w dramacie Buntownik z wyboru (1997), który zapadł mi w pamięć wieloma wspaniałymi rolami, który bawił nas na ekranie jednocześnie cierpiąc na głęboką depresję. Niebawem minie 10 lat od jego samobójczej śmierci...

        Harrison Ford (13 lipca 1942) - amerykański aktor filmowy i telewizyjny, producent filmowy, który towarzyszy mi od dziecka, więc mam do niego wielki sentyment. 

        Tom Hanks, właśc. Thomas Jeffrey Hanks (9 lipca 1956) - amerykański aktor, reżyser i producent filmowy. Dwukrotny laureat Oscara za pierwszoplanowe role w filmach Filadelfia (1993) oraz Forrest Gump (1994) i zarazem Złotej Maliny za drugoplanową rolę w filmie Elvis (2022). Bardzo go cenię i lubię, zwłaszcza za Szeregowca Ryana.


       Kathy Bates,  Kathleen Doyle Bates (28 czerwca 1948) – wybitna i bardzo osobliwa amerykańska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, reżyserka telewizyjna, laureatka Oscara za bezbłędną rolę w horrorze Misery. Uwielbiam także za rolę w cudownym filmie Smażone zielone pomidory!

            Margot Robbie (2 lipca 1990) - śliczna i bardzo zdolna aktorka, którą po prostu uwielbiam. Na pewno jeszcze niejeden raz zaskoczy nas swoimi rolami.

        Benedict Cumberbatch (19 lipca 1976 ) - niezwykle utalentowany brytyjski aktor filmowy, telewizyjny i teatralny oraz producent. 

        Marcin Grzegorz Dorociński (22 czerwca 1973) - polski aktor teatralny, telewizyjny i filmowy oraz działacz społeczny, na ten moment mój the best. Nie dość, że przystojny, to jeszcze niezwykle zdolny.


        Sofía Vergara (10 lipca 1972) - amerykańsko-kolumbijska aktorka, komiczka, modelka, prezenterka telewizyjna i producentka. Znana z roli Glorii Delgado-Pritchett w popularnym serialu stacji ABC Współczesna rodzina. Mnie zachwyciła rolą w serialu pt. Griselda.


        Dan Daniel Gerhard Brown (22 czerwca 1964) - amerykański pisarz, autor powieści sensacyjnych, m.in. głośnej powieści Kod Leonarda da Vinci opublikowanej w 2003.

        George Michael, właśc. Georgios Kyriacos Panayiotou (25 czerwca 1963 - 2016) – nieodżałowany brytyjski piosenkarz, producent muzyczny i kompozytor muzyki pop i soul pochodzenia grecko-cypryjskiego i angielskiego. Wciąż nucę jego piosenki, wciąż nie dotarło do mnie, że odszedł...

        Kevin Norwood Bacon (8 lipca 1958) - amerykański aktor, reżyser i producent filmowy. Laureat Złotego Globu. Mąż jednej żony i facet, który potrafi zagrać wszystko, jeden z moich bardzo ulubionych aktorów.

        Geoffrey Roy Rush (6 lipca 1951) - australijski aktor filmowy i teatralny i producent filmowy. Zachwycający w wielu rolach, szczególnie w Jak zostać królem, Koneserze, Złodziejce książek.

        Inni wybitni przedstawiciele Znaku Raka, których lubię i cenię to m.in.: Katarzyna Grochola - polska pisarka, Emil Zegadłowicz - polski poeta, Franz Kafka - wybitny austriacki pisarz, Marcel Proust - pisarz francuski, Miron Białoszewski - polski poeta, Bruno Jasieński - polski poeta, George Orwell - wybitny pisarz i publicysta angielski, Michalina Wisłocka - polska seksuolożka, Tadeusz Konwicki - polski pisarz i reżyser, Sławomir Mrożek - polski dramatopisarz, Wojciech Kilar - wybitny polski kompozytor, Krzysztof Kieślowski - polski pisarz i reżyser, autor scenariuszy, Donald Sutherland - niedawno zmarły świetny kanadyjski aktor, Tadeusz Sznuk - polski dziennikarz, Helena Vondrackova - czeska piosenkarka i aktorka.

A Wy lubicie ludzi spod Raka? Macie swoich ulubionych przedstawicieli tego znaku? Wszystkim Rakom życzę cudownych Urodzin!

Pozdrawiam i posyłam moc serdeczności wszystkim, którzy jeszcze do mnie zaglądają. Powoli wracam, już trochę odpoczęłam, ale potrzebowałam solidnego resetu. Jako osoba z Wenus w Raku - jestem kobietą wysoko wrażliwą, nieco melancholijną i delikatną. Postaram się nadrobić niebawem blogowe zaległości. Uściski! Niech ten wakacyjny, ciepły czas zodiakalnego Raka będzie dla Was dobrym i kreatywnym, pełnym miłości czasem!