W dosłownym tego słowa znaczeniu. I to nie tylko dupa, ale przede wszystkim kolano. Lewe. Bo jak spadam i upadam to zawsze na lewą stronę.
Trochę pomarudzę, żebyście nie myśleli, że moje milczenie jest lekceważeniem Was i Waszych wpisów, Waszych komentarzy i blogów.
Najpierw sobie wczoraj rano wylazłam po zakupy w nowych, bardzo wysokich bucikach. Nic nowego, uwielbiam wysokie obcasy. Biegałam sobie prawie dwie godzinki, choć kolega, którego spotkałam w mieście powiedział, że się głupio przy mnie czuje, jak taka wysoka jestem. No i jak już wracałam do domku to podeszło do mnie w Rynku jakieś chłopisko z ulotką i rzekło:
- Jeśli ma pani czas po osiemnastej, to zapraszamy na chrześcijański koncert.
Uśmiechnęłam się, pan również, pomyślałam, że ma ładne ząbki, więc się odezwałam wrednie, ale z uśmiechem:
- Jak to jest, że zawsze zaczepią ateistkę? - i sobie poszłam.
- No to może warto się nawrócić? - usłyszałam głos pana za plecami.
- Nie, nie! - odpowiedziałam jak Czaruś Pazura kolesiowi z fajką w filmie "Nic śmiesznego",starając się zaakcentować podobnie, coby było śmiesznie i odeszłam szybkim, tanecznym kroczkiem i... po chwili się potknęłam (a do tej pory chodziło mi się na tych obcasikach po prostu latająco!)... chrupnęło mi w nodze i prawie skręciłam kostkę.
Jakaś pani poraziła, żebym tak szybko nie szła, uśmiechnęłam się, postałam chwilę, powykręcałam kostkę w każdą stronę, stwierdziłam, ze jest OK i pomknęłam do domu, do którego dotarłam w samą porę, bo jak weszłam, zaczęło lać jak z cebra.
Zrobiłam więc pyszny serniczek na zimno z malinkami, czereśniami, brzoskwinkami i galaretką...
Zrobiłam więc pyszny serniczek na zimno z malinkami, czereśniami, brzoskwinkami i galaretką...
Pies, który jest przyzwyczajony do tego, że chodzi ze mną na popołudniowe spacerki, głównie do lasu, nie odpuszczał i jak tylko przestało lać, zaczął na mnie szczekać (jak tak szczeka, to mówi po prostu: Rusz dupę, DżoAna!). Nie miałam wyjścia, włożyłam sandałki na zupełnie płaskim obcasiku i polazłam z piesiulką do lasku. Zwykle, gdy jest mokro, idę z nim do parku, do miasta, ale coś mnie z tym laskiem podkusiło!
A w lasku było mokro, ciemnawo, chłodno i mało przyjemnie. Lipy nie pachniały, wydawały się wielkie i nieprzyjazne jak w baśniach braci Grimm. Maliny, które codziennie kradnę naturze (zawsze dwie), tak się pochowały, że nawet ich nie szukałam między kroplami. Jagód nawet nie wypatrywałam na mokrych krzaczkach. Żaby i kaczki pływały w leśnym jeziorku, ale czułam się dziwnie...
Wymyślałam jakiś nowy durny wiersz i nagle bach - pierdyknęłam. Niefortunnie, bo w miejscu, gdzie panowie żule dość często wlewają w siebie napoje niewiadomego pochodzenia... Na jakieś szkiełko po flaszcze walnęłam lewym kolanem, podparłam się też lewą dłonią, ale ją jedynie lekko podrapałam o leśne runo, tyłkiem runęłam w kałużę, w której było pełno kamieni...
A w lasku było mokro, ciemnawo, chłodno i mało przyjemnie. Lipy nie pachniały, wydawały się wielkie i nieprzyjazne jak w baśniach braci Grimm. Maliny, które codziennie kradnę naturze (zawsze dwie), tak się pochowały, że nawet ich nie szukałam między kroplami. Jagód nawet nie wypatrywałam na mokrych krzaczkach. Żaby i kaczki pływały w leśnym jeziorku, ale czułam się dziwnie...
Wymyślałam jakiś nowy durny wiersz i nagle bach - pierdyknęłam. Niefortunnie, bo w miejscu, gdzie panowie żule dość często wlewają w siebie napoje niewiadomego pochodzenia... Na jakieś szkiełko po flaszcze walnęłam lewym kolanem, podparłam się też lewą dłonią, ale ją jedynie lekko podrapałam o leśne runo, tyłkiem runęłam w kałużę, w której było pełno kamieni...
Na spacery z psem chodzę bez torebki, telefonu, ot - pies, moje myśli i ja i kontakt z naturą...
Jakoś doszłam do domu z wyraźnie skołowanym psem... I w sumie nic mi nie jest - teściowa była pielęgniarką, mąż - krwiodawca ma wprawę w opatrywaniu ran...
Jest OK, obok wczorajszej rany i siniaka, mam sporą bliznę z dzieciństwa w postaci gwiazdki (dobrze, że nie rozwaliłam jej sobie po raz drugi, to chyba byłby nadmiar szczęścia!)... Stłuczenia bolą (na kolanie i tyłku), wzięłam jakieś przeciwbólowe piguły, więc jestem nieco ospała.
Mam też wielkiego nerwa (żeby nie powiedzieć: wkurwa), bo miałam być sobie dziś w mojej ukochanej, ulubionej, cudnej Pradze, to raz.
A dwa: normalnie na psa urok!
Zanim wczoraj się potknęłam w mieście i potem upadłam w lesie, kupiłam sobie w nowo otwartej księgarni książkę... Nie zdradzę tytułu, ale powiedzmy, że zaczynam wierzyć w jakieś złe moce - a ponoć Bóg naprawdę lubi ateistów!
Z błogiej okazji rozwalonego i obolałego kolana obejrzałam dziś trzy filmy, ale o tym w następnym poście.
Serdeczności z wyra zamiast z Pragi, psia mać!
Odlatuję jak motyl w marzenia o dobrych wierszach, bo dostałam dziś zaproszenie do kolejnej antologii (ponoć nadmiar szkodzi, więc zostanę przy tych trzech, które już są).
Nota bene - uroczy początek wakacji, czyż nie?
Nota bene - uroczy początek wakacji, czyż nie?
*gif z netu

