dr Joe Dispenza
Dzisiaj w tytule postu, zamiast cytatu, umieściłam zwykłe, proste a zapewne wg niektórych nawet banalne zdanie. Słowa tak bardzo pomijane, zapomniane, że prawie nikt już nie pamięta, co znaczą, mało kto zwraca na nie uwagę. Pojęcia, których wartość od dawna jest umniejszana. A przecież są one niesamowite. Franciszkańskie pozdrowienie, które pamiętam z czasów liceum i pieszych pielgrzymek z Wrocławia na Jasną Górę, na które zabierał mnie mój cioteczny brat, artysta - Pokój i Dobro - jest piękne i uniwersalne (nawet, a może szczególnie dla mnie, agnostyczki, wierzącej inaczej, bo wierzącej w Dobrą Matkę Najwyższą Inteligencję, ale z serca szanującą ludzi innych wyznań), ponieważ zawiera wszystko, czego tak naprawdę, tak do bólu, potrzebuje człowiek... A spokój ratował mnóstwo ludzi z wielu opresji, gdyż panowanie nad emocjami, inteligencja emocjonalna, to wspaniała, przydatna cecha, pożądana bardziej niż inteligencja poznawcza.
A tymczasem na świecie dzieje się to, co się dzieje... Nie chcę i nie będę wspierać negatywnej energii i wymieniać nazw, nazywać złych rzeczy po ich brzydkim imieniu, bo przecież wszyscy doskonale wiemy o co chodzi.
Myślę, że dzisiaj, tu i teraz, absolutnie nie jest ważne, skąd przyszło i skąd się wzięło i gdzie się pojawiło, gdzie jest - nie osądzaj, a nie będziesz osądzany. Stało się, wydarzyło, jest i trzeba sobie z tym po prostu poradzić. Trzeba medytować, żeby to się skończyło dla najwyższego dobra wszystkich.
Jako ludzie myślący, mamy własne przemyślenia, pomysły, olśnienia, eureki, wyciągamy własne wnioski z doświadczeń, przeczyć, lektur. Możemy czytać tysiące artykułów, wypowiedzi, oglądać kolejne - też już chyba idące w tysiące - filmy na YT i innych portalach, śledzić wiadomości z kraju i ze świata, jednak powinniśmy wyrobić sobie własne zdanie i wypracować prywatne reakcje na to, co jest nam dzisiaj dane, co się nam pokazuje i z czym musimy sobie poradzić.
Mówi się, że panowanie nad chwilą jest panowaniem nad życiem i ja się z tym zgadzam. Dlatego warto każdą chwilę życia wykorzystać jak najlepiej. Bo - nawet jeśli wierzymy w nią czy tylko przeczuwamy reinkarnację - to życie tutaj jest jedno, jest też jedyne w swoim rodzaju i na ten moment najważniejsze. Dlatego warto je uszanować, ukoić, uspokoić i utulić.
Jak to zrobić? Z szacunkiem do siebie, swojego ciała, umysłu i duszy. Bo dopiero to trio stanowi całość. Dbając o ciało, umysł, duszę, dbamy o siebie w sposób holistyczny, że tak powiem - globalny.
Jeśli wierzyć ezoterykom, bardzo ważna jest teraz czakra KORONY (sic!), która właśnie za samodzielne, indywidualne myślenie odpowiada, choć współpracuje z innymi czakrami naszego ciała. A to, jakie tworzymy myśli, niezwykle silnie wpływa na nasze ciało, na jego funkcjonowanie i reakcje. Złe myśli wpływają na naszą odporność, momentalnie ją obniżając. Wiele chorób bierze się ze złych, smutnych, nieadekwatnych do sytuacji, negatywnych, czarnych myśli, ba, często tymi myślami, które są jak samospełniająca się przepowiednia, te choroby u siebie wywołujemy. Warto więc wzmacniać system immunologiczny, odporność, nie tylko zdrowym, kolorowym jedzeniem, ziołami, witaminami, suplementami, czystą wodą, ale też budującymi myślami, medytacją czy modlitwą (bo ona też jest rodzajem medytacji i ma wielką moc sprawczą). Nie wolno pozwolić na to, aby ktoś nami manipulował poprzez sprytnie serwowane, kłamliwe informacje. Trzeba wierzyć sobie, wierzyć w siebie, w swoją intuicję, która zawsze nas dobrze poprowadzi, jeśli tylko dopuścimy ją do głosu, zaufamy jej.
Zaczął się Nowy -2024 - Rok (a nawet pod koniec poprzedniego) i już słyszę koszmarne przepowiednie, czytam czarne scenariusze, przekręcone lub źle zinterpretowane słowa Nostradamusa, Baby Wangi i im podobnych. Jak zwykle o tej porze roku, pojawiają się media zależne i niezależne i ludzie, którym bardzo zależy, żeby nas przestraszyć, żeby wywołać lęk, który zupełnie nam nie służy i który odbija się na nas, naszym organizmie i ogólnym funkcjonowaniu. Albo nas straszą kolejną pandemią, albo wojną, albo kryzysem lub inflacją (która, niestety, zawsze najbardziej uderza w tych najsłabszych), serwowaniem nam robaków w menu, zmianami klimatu, terrorystami, topnieniem lodowców, albo innymi rzeczami, np. brakiem żywności, prądu czy gazu, małą epoką lodowcową, która niby właśnie nadchodzi, kosmitami, sztuczną inteligencją czy - nie daj bogini - innymi ludźmi. Po co? Pomyślcie, zastanówcie się. Powiem tyle, że wystraszonymi ludźmi dużo łatwiej się steruje, manipuluje nimi... A jak się ludzi skłóci, poróżni, to jest jeszcze większe pole do negatywnych działań, które na pewno przyniosą zamierzony skutek.
Kieruję się często w życiu opowieściami mojej babci Adeliny, synowej Michaliny - prababki od serniczka. , lubię wracać do nich pamięcią. Otóż moja babcia bardzo często opowiadała mi, że przed wojną na Podlasiu, na którym mieszkała, Boże Narodzenie i inne świata obchodziła wielokrotnie, że chodziła do kościoła, do cerkwi, przyjaźniła się z Żydami i obchodzili wszyscy święta swoje i swoich sąsiadów i żyli razem w harmonii... I mnie się te jej opowieści bardzo podobały. Że dziadek ukrywał ludzi w czasie wojny, że ona z jego matką gotowały zupę na lebiodzie, żeby ci ludzie przetrwali, że się dzielili z nimi ziemniakami, choć sami nie mieli wtedy dużo... Kieruję się zdaniem noblisty, Gabriela Garcii Marqueza: "Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego człowieka z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł".
Uważam, że warto żyć chwilą obecną, poczuć potęgę teraźniejszości, być w tu i teraz i naprawdę warto być dobrej myśli, warto się wyciszać, nie iść ślepo za
stadem, zacząć robić nawet za czarną, ale samodzielnie myślącą owcę, bo
te mają charakter i siłę. Te nie zginą w stadzie. Podobno z prądem płyną śmieci - nie zaśmiecajmy więc własnego umysłu złymi energiami!
Warto również być dobrym nie tylko dla siebie, ale najpierw właśnie dla siebie,
bo wówczas można się nauczyć bycia dobrym dla innych. Wspomniałam o
koronie, a przecież czakr jest siedem. Najważniejszą z nich jest czakra
serca. Bo ono jest ważniejsze od mózgu (bo nie tylko jelita są drugim mózgiem, ale też mózg jest drugi - po sercu). Czy ktoś się kiedyś zastanawiał,
że serce jest jedynym organem w naszym ciele, którego nie atakują
nowotwory? Czyż zatem nie jest ważniejsze od mózgu, w sensie duchowym?
Czyż to nie ono zawiaduje naszymi emocjami, które wpływają na nasze
samopoczucie? Kiedyś, gdy byłam bardzo mała, czytał mi tato bajkę, w której zastanawiano się,
jakie słowo jest najważniejsze na świecie i okazało się być nim właśnie
serce. Czy nie byłoby pięknie, gdyby ludzie go słuchali, kierowali się
nim i jego podszeptami?
Czasem myślę (nie powiem, że czytam z gwiazd, bo uznacie mnie za wariatkę), że idzie wielkie nowe, globalne wyzwanie dla całej
ludzkości, wyzwanie trudne, a nawet bardzo ciężkie, ale warte wysiłku. Takie, którego nie
zna moje pokolenie pięćdziesięciolatków (myślę tu bardziej o tych na
Zachodzie, bo my w Polsce lat dziewięćdziesiątych, wchodząc w dorosłość,
mocno dostaliśmy po tyłkach), przyzwyczajonych do życia na pewnym
poziomie, do konsumpcjonizmu, gromadzenia rzeczy i pieniędzy,
pracoholizmu i - de facto - pogoni za niczym.
Idzie i nieuchronnie zbliża się wielkimi krokami egzamin z człowieczeństwa. Idzie czy nawet raczej biegnie? Nadchodzi z wielu powodów, choćby dlatego, że się wszyscy zaplątaliśmy, zagubiliśmy gdzieś radość istnienia na tym świecie i na dodatek nauczyliśmy się bezkarnie pozbawiać jej innych ludzi i inne mądre, czujące istoty. A świat jest jeden dla wszystkich, o czym dobitnie przypomina nam aktualna sytuacja. Wszyscy jesteśmy równi, tacy sami wobec czasu i wieczności. Nie ma wyjątków, nie ma litości i to jest dobre. Mnóstwo razy już cytowałam, ale zacytuję enty raz niezwykle mądre słowa poety, Juliana Tuwima: "Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha".
Mam wrażenie, że Matka Ziemia usiłuje nam przekazać coś bardzo ważnego. Coś, co od dawna wszyscy przeczuwaliśmy: że już dłużej się nie da tak, jak jest... Że przegięliśmy jako kolektyw, że jesteśmy u progu katastrofy, jakiej zaznali legendarni Atlantydzi, bo Ziemia, jak pisał Miłosz: "nie jest snem, lecz żywym ciałem" . Bo każdy ma dość ucisku i nie jest w stanie dłużej znosić złego traktowania. Bo przelała się czara goryczy, a jej ostrzeżenia na nic się zdały, gdyż nic nie zrozumieliśmy. Niby myślący, a jakże bezmyślni, niepokorni w swojej nieuzasadnionej bucie...
W ciągu czterech ostatnich lat, tak gdzieś od marca pamiętnego 2020 roku, pojawiło się w necie mnóstwo wywodów, teorii spiskowych na temat sytuacji ludzkości, resetu systemu, a także bardzo lekceważących wpisów, memów i filmików w wykonaniu wielu tzw. znawców, jasnowidzów, astrologów, naukowców, coachów, wróżek, amatorów, pasjonatów, tarocistów i innych samozwańczych proroków i nauczycieli. Każdy ma prawo do swojego zdania, do publikowania w Sieci, ostatecznie wymiana myśli i poglądów jest bardzo cenna i ważna oraz pouczająca. Jednak nie wszystkim i nie we wszystko musimy wierzyć. Można poznać zdanie, opinie innych i po prostu wyrobić swoje własne. I tego się trzymać, rozumiejąc, że jako jednostki jesteśmy tożsami z wszechświatem, że wszystko jest połączone ze wszystkim, bo jesteśmy po prostu energią. Efekt motyla to wcale nie jest bajka.
Moje zdanie jest takie, że uratuje nas spokój i dobro, empatia, wspieranie się, pomaganie sobie, współczucie, powrót do źródeł współbycia, do człowieczeństwa, do wyhamowania brania, a uruchomienia dawania, wsparcia, podtrzymywania na duchu, dzielenia się siłą, wiarą, nadzieją, dobrą, pozytwną energią. I nie mam tu na myśli tylko spraw materialnych, mam tu na myśli również, a może przede wszystkim, sprawy duchowe. Myślę intensywnie od wielu miesięcy o naszej wrodzonej umiejętności i potrzebie czynieniu dobra, cokolwiek to znaczy. Wspaniały i pożądany byłby powrót do kobiecych, ciepłych, życzliwych energii, do kreowania rzeczy, które będą sprzyjały wszystkim, a nie tylko wąskiej grupie uprzywilejowanych. Mam na myśli ogólnoświatową sprawiedliwość, także dla naszych cudownych, mądrych, czujących braci - zwierząt. Mam na myśli autentyczną, a nie pozorowaną bliskość ludzi sobie bliskich i zaufanie do reszty. Upadek nikomu niepotrzebnych podziałów, niesprawiedliwej ekonomii, życia na kredytach, struktur społecznych będących strukturami wręcz niewolniczymi, mądry podział dóbr. Tak... Kłania się utopijne "Imagine" Lennona, które zawsze gdzieś we mnie grało, ale myślę, że nie tylko we mnie, że jest nas dużo więcej, dostrzegających to, co jest, a co powinno być i kiedyś nastanie.
Nie przesadzam.
Ludzie będą zmuszeni poprzez to, co się dzieje i jeszcze długo będzie się działo w tym chińskim (sic!) roku drewnianego Smoka (najmocniejszy znak chińskiego Zodiaku), chalcedońskiego Słońca (najmocniejsza siła w astrologii, będzie gorąco w każdej dziedzinie życia i w pogodzie) i numerologicznej Ósemki - najsilniejszej z cyfr (nieskończoność, niebo - piekło, dobro-zło), do dokonania zmiany - chyba przede wszystkim na poziomie świadomości; indywidualnej i zbiorowej, co doprowadzi do wielkiej zmiany stylu i trybu życia na tej pięknej planecie. Ten rok będzie rokiem mocnych energii, ale wierzcie mi - dla dobrych, otwartych ludzi będzie kreatywnym, świetnym rokiem pełnym ogromnych możliwości! NIE LĘKAJCIE SIĘ - tak mawiał Karol Wojtyła i te słowa wciąż, a może nawet coraz mocniej, są aktualne. Nie dajcie się zmanipulować! Róbcie swoje - bądźcie życzliwi!
Wiem to. Nie jestem Kasandrą, nie jestem wieszczką i nawet w najśmielszych myślach nie pretenduję do tego miana, ale właśnie swoje wiem, jestem kobietą z bardzo wyostrzoną intuicją.
Myślę, że nadchodzą bardzo ciekawe, choć dla niektórych osób trudne czy raczej niełatwe czasy, a rok 2020 i kolejne lata, to było
tylko preludium. Ale nic to, bo - jak mawiał poeta ksiądz Jan
Twardowski: "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze - to niedobrze". Kocham go za tę jego mądrość, za dostrzeganie małych cudów, za biedronki, za wszystkie cudne wiersze, za dobroć i prostotę.
Wiecie, że od jakiś sześciu lat z tego świata, także tu w Polsce,
odchodzi mnóstwo ludzi? Więcej, niż się rodzi, niż odchodziło nawet w
latach wojen? A odejdzie jeszcze więcej. Nie wykluczam, że ja również.
Karma wraca, zbiera żniwo. Jednak wierzę w nas, ludzi, pomimo wszystko.
Cud życia musi pozostać i musi pozostać to, o czym pisał mój ukochany
Norwid, czyli "poezja i dobroć".
Przez najbliższe dni, miesiące, a może jeszcze nawet lata będzie
się wiele działo, nastąpi mnóstwo zmian (na poziomie społecznym i indywidualnym), nasze życie też będzie inne, jednak wierzę, że wspólnie odrobimy tę lekcję, choć
nie będzie to zwykła klasówka, tylko duży sprawdzian dla naszego
gatunku, a Szekspirowskie "To be or not to be" nabierze nowego znaczenia...
Czytam, jak wiecie sporo, poznaję czasem skrajnie różne poglądy. Szanuję zarówno teologa Pierre'a Teilharda de Chardina jak naukowca - ateistę Richarda Dawkinsa. I ten drugi napisał jedną bardzo ważną rzecz, przytoczę, bo wiem, że wielu ludzi boi się odejść z tego świata z różnych względów: "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze,
ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz
być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten
świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych
nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni
więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji
ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących.
Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim
znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie".
Pamiętajmy, że po każdej nocy nastaje dzień, a po każdym kryzysie nadchodzi prosperita, czas nowych wartości, a jak mawiał Joseph W. Krutch: "Za każdym razem, kiedy rodzi się nowa wartość, istnienie nabiera nowego znaczenia".
I pamiętajmy również o ogrodach... Jonasz Kofta i inni wielcy poeci, wiedzieli doskonale, że stamtąd przyszliśmy i tam przyjdzie nam wrócić... Miejmy nadzieję, że w pięknym stylu! Jednak zanim to nastąpi, zanim wrócimy do gwiezdnych Edenów, tu i teraz pielęgnujmy ogrody realnie - dbając o naturę i metaforycznie - dbając o jakość naszych myśli, naszego życia.
Jesteśmy ludźmi, dobrymi, spokojnymi -operując umijętnie pełnymi zrozumienia i pokoju myślami mamy wielki, ogromny wpływ na całą naszą rzeczywistość. Kreujmy POKÓJ I DOBRO. Troje polskich astrologów, których naprawdę bardzo cenię i mój ulubiony rosyjski astrolog Michaił Lewin twierdzą, że:
Naprawdę widać tęczę nad rokiem 2024 i wielką nadzieję dla nas wszystkich i dla naszej Matki Ziemi - pomalujmy ją razem w barwy harmonii i pokoju.
I jeszcze jedna ważna rzecz: nie musisz wierzyć w nic, co czytasz, słyszysz, oglądasz! Nie musisz się zgadzać z żadnym moim słowem - ważne, żebyś wierzył/wierzyła sobie i w siebie, żebyś sobie ufał/ufała. Amen.














