Witajcie - dzisiejszy post, to post numer 666. 🤔🙃😉
Wystawiam zatem ze stoickim spokojem na Waszą krytykę, mój stary wiersz o Marilyn Monroe, kobiecie, z którą mentalnie przebywam od wielu lat i która mnie po prostu, nieustannie od czasów dzieciństwa - fascynuje. Nie wiem, co w niej jest takiego, że wciąż do mnie wraca chęć pisania o niej, ponieważ poświęciłam jej kilka wierszy i postów na tym blogu i ciągle mi mało, wciąż o niej czytam, piszę - chociaż setki wierszy wylądowało w koszu na śmieci, bo wydało mi się stekiem banałów i grafomańskich bzdur, jednak wciąż próbuję, ona ciągle upomina się o kolejny post. 😉
Więcej o niej, o poświęconych aktorce książkach, które posiadam, napiszę - być może łącznie z nowym wierszem - niebawem, a dzisiaj wiersz, który ukazał się w jakiejś poetyckiej antologii oraz moje pytania: Co sądzicie o Marilyn? Czy uważacie, że była dobrą aktorką, piękną kobietą? Którą jej rolę najbardziej cenicie? Jaki film z jej udziałem jest Waszym ulubionym? Czy możecie mi polecić jakieś filmy, książki, wiersze i piosenki o niej?🤗
Marilyn M. pisze notatkę (3 VIII 1962)
Jeszcze jedna albo lepiej cztery, sześć lub siedem
i zapomnę o niej. Wyproszę z mojego życia, wyrzucę
z impetem, zatrzasnę drzwi i wreszcie odnajdę siebie.
Jeszcze tylko trzy i będzie dobrze. Ona zniknie,
rozpłynie się jak Venus w pianie złudzeń. Wciąż
tu stoi! Patrzy tymi swoimi wielkimi, smutnymi oczami.
Zazdrości mi urody, bo przecież jest taka pospolita.
Trzy ostatnie. Skończyły się, a ona nadal tu jest
i rujnuje mi życie. Wypomina romanse, aborcje, alkohol.
Nieustannie wzdycha do nieobecnego tatusia,
uporczywie tęskni za nienormalną matką.
Rumpelstilstzkin mnie przed nią ostrzegał -
mówił - pozbądź się tej prostaczki, tej głupiej,
zakompleksionej i niedouczonej robotnicy, bo
cię pogrąży, bo nie da ci żyć w świetle sławy.
Jutro poproszę Engelberga*, żeby przepisał mi więcej.
Dużo więcej. Zaśmieję się jej prosto w tę niewinną
buźkę bez pieprzyka. Niech wie, że jestem silniejsza,
niech nie myśli, że może mnie gnębić, prześladować,
nachodzić nawet w snach. Tak... jutro jej powiem,
albo nawet zaśpiewam...
Goodbye, Norma Jeane!
__
*Hyman Engelberg (1913 -2005), lekarz Marilyn, który przepisywał jej barbiturany i ogłosił, że śmierć aktorki była samobójstwem spowodowanym przedawkowaniem leków. Dożył sędziwego wieku, zmarł w wieku 92 lat, podobno w trakcie pisania książki o swoich doświadczeniach z gwiazdami Hollywood.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 30 VI 16
***Cytat w tytule postu - Lee Strasberg (1901 - 1982), aktor, reżyser, producent, słynny nauczyciel sztuki aktorskiej, który na grunt amerykański przeniósł sławną Metodę Konstantina Stanisławskiego, u którego MM również pobierała nauki, ponieważ miała ambicję wyjść poza stereotyp niezbyt inteligentnej blondynki. 😊




