sobota, 29 czerwca 2013

"Z tęsknoty pisze się wiersze, z bolesnej, drżącej..." ***


♡❤♡
nieistniejąca
 


nie jest mi łatwo
wspominać miłość
która istniała
tylko w marzeniach

światłem księżyca
współodczuwana
pląsała w nikłych
bladych cieniach

snuła się gdzieś
po słodkich myślach
i leciuteńko
w słowach drżała

szkoda że była
nierealna

tak bardzo kochać
wtedy chciałam 

/Wrocław, 15 I 2012, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/



♡ 



 *** Halina Poświatowska 
**** Obrazki z netu 

wtorek, 25 czerwca 2013

Parę słów o deszczu i moich kotach...




Z reguły bardzo sceptycznie podchodzę do ezoteryki, New Age czy innej parapsychologii, co nie znaczy, że nie czytam czasem różnych dziwnych rzeczy.



Jestem spod Panny, a to ziemski znak, więc duchowość kłóci się we mnie, ale i czasem integruje, z racjonalizmem. Dlatego równie chętnie zaglądam na stronkę Rysia Dawkinsa, Nową Debatę  i Racjonalistę, co na Niewiarygodne i Prawdę xlx.

A tak serio, to chyba zaczynam wierzyć, że czeka nas dżdżysta i mglista, deszczowa Era Wodnika.
 



W mieście B. pada od wczoraj. Nie, nie pada, leje jak z cebra. I po tych cudownych upałach, które osobiście uwielbiam i dobrze się wówczas czuję, zrobiło się tak zimno, iż rozpaliłam w kominku. W czerwcu jeszcze nigdy tego nie robiłam, ale naprawdę, nie idzie wysiedzieć. Mam do napisania jeszcze kilka rzeczy, więc siedzę i siedzę i wiercę się ADHD-owo i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy (dlaczego pisanie sprawozdań jest takie nudne i żmudne?!). W trakcie tego pisania czytam książkę, gadam z kotami, słucham muzyki i wymyślam zarys jakiegoś dziwnego wiersza.

 Zmokłam też dzisiaj koszmarnie, do suchej nitki (nienawidzę mieć mokrych jeansów, których potem z tyłka zdjąć nie można!),bo wyczerpała mi się bateria w samochodzie, gdyż zostawiłam włączone ogrzewanie tylnej szyby na kilka godzin, więc zostawiłam tego grata na parkingu i przybiegłam do domu z buta, w tych jeansach przyklejonych do pupy, wrzeszcząc do męża, że coś się zepsuło. Poszedł, wrócił samochodem i stwierdził z uśmiechem, że powinnam jeszcze bardziej rozjaśnić włosy. 

Aluzyjkę przyjęłam z niemałą pokorą... Ale ta Era Wodnika... strach się bać!;-)



~~ ¦̺͆♦̺͆¦ ~~

Moja córka, Jowita Sylwia, robi zdjęcia kotom, którym pogoda jest zupełnie obojętna i za to je kocham (dziecko jeszcze bardziej!)!  


~~ ¦̺͆♦̺͆¦ ~~

A oto kilka moich fotek, dosłownie sprzed chwilki. Albin, jak widać, jest kaleką bez łapki, jednak świetnie sobie radzi (wolałam, żeby nie miał łapki, niż żeby go uśpili, a zanim trafiliśmy do pani, która amputowała mu łapkę i uratowała życie, było kilku zwierzęcych konowałów, którzy nie widzieli innego wyjścia, jak eutanazję mojej kochanej istoty!), łapie muchy, ćmy i biega za Balbiną.Do zdjęć pozować nie lubi, więc muszę go miziać.






Balbina myć się uwielbia, ale jak widzi grzebień, to ucieka do mysiej dziury! Albo zmyka do pokoju męża i siada mu na biurko, pewnie myśli (?), że wtedy jej nie złapię.;-)


Jak podchodzę z grzebieniem do biurka, ucieka w drugi koniec pokoju... za wazon z bambusami... I, naprawdę, tak za każdym razem.



A ja? "Całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę" i wracam do pisania sprawozdań...:(


PS Moje storczyki, jak widać, znowu wpadły w ekstazę kwitnienia. 

 
A to Maciuś na dobry humorek:



I jeszcze moja ulubiona Aśka z Dziubaskiem:


niedziela, 23 czerwca 2013

Je voudrais parler à mon père...***

 ♡❤♡

Na cmentarzu, który mój tato nazywał "wesołym miasteczkiem z cichymi sąsiadami", ćwierkały dzisiaj ptaki i pachniało jaśminem. 
Gdy wysiadałam z samochodu, drogę przebiegł mi jeż. Kiedyś, w dzieciństwie, przyniosłam jeża do domu i mama była zła. Za to tato, z właściwym tylko sobie poczuciem humoru stwierdził, że rano sama go odniosę na łąkę. Miał rację. Jeż tupał całą noc, nie mogłam tego słuchać.

Tato był moim przyjacielem. Gdy przyszłam na świat, za pięć dni kończył 30 lat. Był wolnym, niepokornym duchem, często sam wyjeżdżał na weekend lub zawoził nas z mamą na wakacje, a sam pracował w tym czasie. Dużo razem czytaliśmy, słuchaliśmy muzyki klasycznej, jeździliśmy razem na Przegląd Piosenki Aktorskiej do Wrocławia, do teatru (pamiętam "Hamleta" z... Bogusiem Li... w Teatrze Polskim we Wrocławiu: ojciec powiedział po spektaklu, że albo facet wejdzie na szczyt, albo skończy na jakiejś prowincji), chodziliśmy na koncerty: Niemena (którego uwielbiał), Geppert, Bajora, Wójcickiego, Czerwonych Gitar i wielu innych. Bardzo lubił Annę German (dla niego obejrzałam serial z Joanną Moro), która odeszła w wigilię moich urodzin. W kinie obejrzeliśmy razem mnóstwo filmów, uwielbialiśmy Dustina Hoffmana w filmach "Tootsie" i "Rain Man".

Niestety, miłości do opery nie zdołał mi wpoić.

Razem też chodziliśmy po górach i wywoływaliśmy zdjęcia robione aparatem radzieckim marki Zenith.

Prowadziliśmy burzliwe polityczne dyskusje... Wiele książek "wytrzaskiwał" dla mnie z tzw. drugiego obiegu, m.in. "Kroki" Kosińskiego ( wydane w drugim obiegu pt. "Stopnie") i "Archipelag Gułag" Sołżenicyna.

To przez niego trafiłam do klasy, w której się dusiłam, bo nauczył mnie rozwiązywać układy równań metodą wyznacznika, kazał mi grać ze sobą w szachy, wiecznie wyczytywał jakieś ciekawostki. To dzięki niemu chodziłam na angielski w czasach, gdy uczono głównie języka rosyjskiego (bardzo poetyckiego i do dzisiaj mi bliskiego zresztą), a Madame na francuskim denerwowała się, że mówię w tym pięknym języku z angielskim akcentem.

Dzięki tacie kocham, uwielbiam koty. Z jednej z samotnych wędrówek po górach, przywiózł do domu, gdy miałam jakieś sześć lat, kota leśnego, którego znalazł w jakiejś jaskini w okolicach Szklarskiej Poręby. Zabrał go, bo miał zranioną łapkę i był malutki. Nazwaliśmy go z baratem Mruczek, jak to dzieci. Mruczek często uciekał na całe tygodnie do lasu, ale był z nami kilkanaście lat.

Tato przyszedł na ten świat dnia historycznego: 1 września 1939 r. i miał obsesję na punkcie polskiej historii... Kiedy mówiłam mu lub nuciłam: "Papa don't preach!", bo nie chciałam słuchać kolejnej opowieści o Katyniu i wujaszku Ziutku, nazywał mnie JoAnką. Nie lubiłam tego zdrobnienia. Ale teraz dużo bym dała, żeby je usłyszeć...

Pisał wiersze (jego ukochanym poetą był Bolesław Leśmian), rysował i ciągle uczył się czegoś nowego, a ja, do końca, siadałam mu na kolana. Moją córkę rozpuścił, jak dziadowski bicz. Wiedziała, że jak mama czegoś nie da, zabroni, nie pozwoli, to dziadek jej to zrekompensuje z nawiązką. Mawiał, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania dzieci.

Kiedy odszedł, kiedy nie zdołał pokonać raka, długo nie mogłam nic o nim napisać, bo wszystkie słowa wydawały mi się banalne i błahe...

Niepokorną duszę odziedziczyłam po nim. I tę tęsknotę za pięknem, dobrem, utopią. Mam po nim jeszcze jedno, wgrane zachowanie: gdy chcę być sama, wsłuchać się w siebie, to nikt nie jest w stanie mi w tym przeszkodzić. Wiem, że czasami strojna milczeniem, mówię najwięcej...


ڿڰۣ



motto:

Wybiła moja godzina...
Nie mam pretensji do Syna,
Uśmiech przesyłam do Córki...
Lecę wysoko...pod chmurki...

/ostatni wiersz mojego Taty, Edwarda/


już nie mam komu usiąść na kolana
bo przecież duża ze mnie
 i niegrzeczna dziewczynka
chodząca tylko własnymi ścieżkami

jednak brakuje mi tej bliskości
gdy Cię wspominam wieczorami

gdy „włączam” świeczki zapachowe
abyś miał ciepłe jasne światło
i aby nigdy wspomnień o Tobie
 w sercu i w duszy nie zabrakło

tęskno mi też do rozmów naszych
zabawą słowem dyktowanych
czytania wierszy wzruszeń z książek
myśli o Mamie w rozpacz wpisanych

śmierć swą pieszczotą Cię wchłonęła
a ja zostałam tutaj sama
lecz ty rozdarty byłeś bardzo
bo tam czekała przecież Mama

teraz jesteście sobie razem
gdzieś na manowcach w siódmym niebie
a ja zostałam z Twym obrazem
i intensywnie czuję Ciebie

kiedy dopadnie mnie listopad
w mrok bez powrotu wejdę z rana
Ty będziesz na mnie czekał z Mamą


i znów Ci siądę na kolana

/Bolesławiec, 8 maja 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/

ڿڰۣ


PS Wszystkim Tatusiom, z moim mężem włącznie, życzę tylko tego, co dobre, prawdziwe, szczere i piękne.  




*** Je voudrais parler à mon père..- fr. = Chciałabym porozmawiać z moim tatą
♡❤♡

sobota, 22 czerwca 2013

Są książki, które czytam nieśpiesznie...


♡❤♡

Czytam biegle od czwartego roku życia. Tak przynajmniej twierdzili moi rodzice (mama, która była pedagogiem, eksperymentowała sobie na mnie metodę Marii Montessori). Mój niecałe dwa lata młodszy brat, Leszek, zaczął jeszcze wcześniej, gdyż siłą rzeczy uczył się ode mnie. Ja uwielbiałam siadać tacie na kolanach i wciąż pytać o litery i słowa, gdy po obiedzie siadał na kanapie i czytał sobie gazetę. Troszkę go pewnie rozpraszałam, pytałam o litery, o znaczenie słów, ale on miał do mnie - w przeciwieństwie do mamy - dużą dozę cierpliwości podyktowaną zapewne ojcowską miłością i wyrozumiałością.
Męczyłam go także co wieczór, żeby mi czytał i opowiadał bajki. Na pamięć znałam "Dzieci z Bullerbyn", "Małego księcia" i wiele, wiele innych. Gorzej było, gdy ojciec zmyślał na poczekaniu coś, co mi się spodobało... On na drugi, czy trzeci dzień już nic nie pamiętał, a ja prosiłam o powtórkę z rozrywki lub ciąg dalszy opowiedzianej historii. Akcja "Cała Polska czyta dzieciom" w domu moich rodziców była normą w zatęchłych latach siedemdziesiątych. W moim zresztą też.

Czytanie książek wzbogaca nasz świat, naszą percepcję, wyobraźnię, wiedzę. Nie wyobrażam sobie dnia bez poczytania, choćby kilku stronic. Ostatnio też często w samochodzie słucham, ale jeśli nie odpowiada mi głos aktora, to wolę czytać sama (tu ukłony dla p. Grażyny Barszczewskiej za "Na fejsie z moim synem" Janusza L. Wiśniewskiego, której sama po prostu nie strawiłam, musiałam dosłuchać).

Nie chcę dzisiaj jednak pisać o literaturze pięknej, bo to byłby pewnie, w moim przypadku, temat rzeka. Chciałabym napisać kilka słów o książkach, które dodają sił, pozwalają zrozumieć siebie. Takich, które w każdej chwili można odłożyć i wrócić do nich, kiedy przyjdzie chęć, bez żalu, że zapomniało się o tym, co było napisane w poprzednim rozdziale.I można sobie pomiędzy nimi przeczytać kilka fascynujących powieści. Zresztą ja nigdy nie czytam jednej książki, zawsze mam pozaczynanych kilka. ADHDowcy tak mają.

Moi koledzy (psycholog po KUL i historyk po UWr.)od wielu lat prowadzą bardzo dobrą księgarnię. Nie robię więc zakupów w necie, bo u nich zawsze mam zniżkę. Całe życie interesuję się psychologią (i wciąż się waham, czy wydać kolejne pieniądze - ok. 30 tys.- na kolejne studia, ale chyba w końcu to zrobię)i kupiłam sobie jakiś rok temu cztery bardzo ciekawe, bardzo pozytywne pozycje z serii "Zrozumieć siebie" wydawnictwa Laurum. I tak sobie czytałam do dziś.I zapewne do wielu rozdziałów sobie wrócę.

Autorką dwóch z nich jest znana i ceniona amerykańska psychiatra, którą śledzę na fejsie, dr Judith Orloff. Obie książki stały się bestsellerami New York Timesa. Obie są ciekawie napisane, jak dla mnie, autorka używa wręcz poetyckiego języka, ale akurat nie to jest tutaj ważne.

 ♡❤♡


 "Uzdrawianie intuicyjne. Przewodnik na drodze do lepszego samopoczucia w sferze fizycznej, emocjonalnej i seksualnej." - to książka, która przypomina nam o tym, że w nas samych mamy wielką, słabo wykorzystaną mądrość, nasz szósty zmysł, naszą intuicję.
Osobiście, mimo ukończenia kiedyś jakichś, powiedzmy, książkowych studiów, bazgrolę po własnych książkach niemożebnie: podkreślam, zakreślam, komentuję, piszę uwagi, gdzie było coś podobnego, dokładam cytaty. Uważam, że taka książka żyje, że widać, iż ktoś ją czytał z większym lub mniejszym zrozumieniem, ale jednak!
Książki Orloff są całe pozakreślane kanarkowym markerem, dużo podopisywałam cytatów, tego, co mi się w trakcie czytania skojarzyło czy przypomniało. Bardzo podoba mi się holistyczne podejście autorki do człowieka, pisze: "Nie sposób nakreślić wyraźnej granicy miedzy duchem, a ciałem."
Poza tym podaje wiele przykładów ze swojej praktyki lekarskiej, proponuje dużo ciekawych ćwiczeń i wizualizacji. 
Ludzki umysł to wciąż nie do końca odkryta tajemnica, fascynująca, godna uwagi. Dla mnie, alergika z zaleczoną co prawda, ale czyhającą nadczynnością tarczycy, ta książka to kopalnia wiedzy o tym, jak np. wzmocnić swój własny układ odpornościowy, jak rozwijać i kształtować swoją intuicję (zawsze ją miałam, uchodziłam za czarownicę).

Zdanie, które przepisałam (s.215):


Modlitwa podróżuje-wyślij ją w świat, a dotrze do celu. Miej wiarę w to, że uda się osiągnąć dobro.

♡❤♡


Inteligencja emocjonalna (EQ), którą spopularyzował Daniel Goleman, jest ponoć dużo ważniejsza od tej poznawczej (IQ). W swojej książce pt. "Wolność emocjonalna. Wyzwól się z więzów negatywnych emocji i odmień swoje życie" dr Orloff pokazuje, jak panować, dla własnego dobra, nad emocjami, udowadnia, że można się tego nauczyć, podaje przykłady, medytacje, testy.

Mnie bardzo podoba się przystępny język tej książki,duża ilość przykładów i ćwiczeń. I zdania tego typu (s.32):

Kiedy będziesz koncentrował się na tragedii, zacznie cię ona przenikać.Jeśli skupisz się na nadziei, to ona w tobie zagości.Negatywność nie przejmie nad tobą kontroli, jeżeli będziesz potrafił stawić jej czoło i zmienić jej oblicze. Stać cię na to, wystarczy tylko spróbować. Przedefiniowanie emocjonalnej protoplazmy otwiera ci drogę do alchemii wolności.

♡❤♡ 


Najmniej z tych czterech książek podoba mi się książka autorstwa Marci Shimoff i Carol Kline pt. "Sekret bezwarunkowej miłości. 7 kroków do życia pełnego miłości". Może dlatego, że miałam dość tekstu typu:"oświecony w miłości". Po prostu mnie to wkurzało, dlatego całą książkę pozabazgrywałam pozytywnie różowiutkimi serduszkami (jako dziecko komuny mam lekkiego świra na punkcie kolorowych, żelowych długopisów i innych pisadeł).;-))
Niemniej książka jest warta uwagi i przeczytania, bo zawiera kilka oczywistych prawd, choćby taką, że jeśli nie mamy, nie nosimy miłości w sobie, nie znajdziemy jej również poza sobą.
W książce jest wiele bardzo ciekawych cytatów, fragmentów wierszy i to jest jej atut (każdy rozdział zaczyna się od jakiegoś ciekawego cytatu), dużo ćwiczeń, medytacji, wywiadów i opowieści o "oświeconych w miłości", czyli tych ludzi, którzy potrafią kochać bezwarunkowo i nauczają innych, jak to robić, dają przykład pozytywnego życia.
Z przytaczanych przez autorki cytatów bardzo spodobał mi się taki, którego autorkę bardzo lubię i cenię za to, co napisała na temat umierania, chociaż ten akurat cytat dotyczy miłości: 

Nie ma mylnej miłości. Czujesz ją w swoim sercu. Ona jest włóknem wszelkiego istnienia, płomieniem, który rozpala duszę, zasila naszego ducha i dostarcza pasję naszemu życiu.

/dr Elisabeth Kubler-Ross/
 
Natomiast z książki przepisałam takie, króciutkie, ale jakże mądre zdanie (s.343): 

Zawsze wybieraj to, co prowadzi do większej miłości.

 ♡❤♡


 Lubię książki popularnonaukowe pisane przez mężczyzn. Cechują je konkrety i chłodna, nie tak emocjonalna, jak w przypadku pań, analiza sytuacji. "Odnaleźć sens w drugiej połowie życia. Jak wreszcie naprawdę dorosnąć" doktora Jamesa Hollisa, analityka jungowskiego, to fascynująca lektura.W tej książce ponastawiałam tysiące wykrzykników na marginesach i podkreśliłam chyba połowę tekstu, ale nic to. Carl Gustav Jung zawsze był mi dziwnie bliski, a czytając książkę Hollisa, obejrzałam film pt.Niebezpieczna metoda, opowiadający m.in. o przyjaźni tego pioniera psychologii głębi z innym wielkim psychologiem, Sigmundem Freudem (i tu ukłony dla mojego kochanego aktora-poety, Viggo Mortensena, który wcielił sie w postać Freuda!).
Ale wracając do książki, to zapadło we mnie bardzo głęboko, takie stwierdzenie (s.57): 

W momencie narodzin każdy z nas od swojej najbliższej rodziny, od kultury, od ducha czasów, otrzymuje soczewkę, przez którą postrzega świat. 

Cóż mi zatem pozostaje? Życzyć Wam i sobie odwagi do zmiany tej soczewki!W życiu wszystko jest względne, każdy ma swoją prawdę, swój własny wszechświat, swoją drogę i przestrzeń, ale dobrze jest wówczas, gdy podobne myślenie ludzi daje dobre, pozytywne rezultaty...Wybierajmy zatem to, co prowadzi do większej miłości, wzajemnej akceptacji, tolerancji i zrozumienia siebie, a co za tym idzie, innych ludzi.

piątek, 21 czerwca 2013

Wierzę w anioły: te ziemskie i te niebiańskie...



niebycie z aniołem

 - Radkowi, z miłością

z innej bajki przyszłam niż ty
i z wszechświata zgoła innego
lecz wtuliłam się w twoje sny
rzęs pokłonem gestu czułego

i nie chciałam już zbędnych słów
owijanych w bandaże rozpaczy
chciałam tylko byś był ze mną znów
w życia mego teatrze tułaczym

i płyniemy przez czasu cierń
w kołowrotka drewnianym obłędzie
i mijamy a z nami nasz cień

i wierzymy

 że jakoś to będzie


/B-c, sierpień 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/ 




pyłek


mijają lata
przewezbrane śladami smutku
łez nicością

mijają dni opowiedziane
słońca promieniem
i jasnością

mijam tak tęsknie
jakbym chciała
chociaż na moment czas zatrzymać

jakbym po prostu nie wiedziała

że z klasą wypada

przemijać


/B-c, sierpień 2011, p.p.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/



przytyk

chyba  muszę ci coś powiedzieć
muszę zadać ból twej niewinności
może nie chcesz nic o mnie wiedzieć
skoro tulisz złych myśli mroczności

może nawet wiesz wszystko sam z siebie
patrzysz na mnie swych dłoni litością
gładzisz rzęsy błękitem na niebie
choć nie szastasz przesadną czułością

jesteś tylko duszy mej wymysłem
co atłasem wije się w ciele
jesteś bańką co z marzeniem pryśnie


duchem ducha mój drogi

aniele


/B-c, sierpień 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/




utulone  zapatrzenie


utul mnie delikatnie i nie pozwól odejść
w pół oddechu w pół milczenia tęsknego
zapomnianej najczulszej niedotkniętej pieszczoty
przetykanej światłem naszego współistnienia

nie pozwól wyjść w chwilach uniesień ekscentrycznej
szalonej ekstazy spijanej z ciepłych i mokrych pocałunków
na które oboje czekaliśmy dłoni niecierpliwością
i wiatrem buszującym po skrajach naszych oddechów

zostań abym mogła nacieszyć się twoją nieobecnością
przygniatającą ciężarem rozczulonych oczu
wbitych we mnie zatrważającym zapatrzeniem
zawadiackiego kochanka zwanego


 aniołem śmierci

/Kraków, sierpień 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/


  zatrzymany uśmiech


    może daleko
    zbyt daleko ode mnie
    uśmiech Twój rozjaśnia świty przemęczone

    i może jeszcze dużo dalej sięga
    niźli marzenia szaleją wzburzone

    może nie umiem wypatrzyć go czule
    wśród tylu znaków
    jakie na mnie zsyłasz

    a może nie chcę
    może już nie umiem

    w Twoim uśmiechu
       się zatrzymać

    zaśpiewać się w porannym blasku
    i umrzeć w Słów zimnym potrzasku
    wrzeszczeć w kącikach Twojego oddechu
    zatopić się w nieśmiesznym grzechu
    po to by skrzydła wyszarpać aniołom

    Miłość najczulszą odgarniać z czoła  


/Wrocław, 5 IX 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/



 Ludzie bowiem to anioły bez skrzydeł, i to jest właśnie takie piękne, urodzić się bez skrzydeł i wyhodować je sobie...

/Jose Saramago/ 

Pierwszy Anioł autorstwa mojej córki, z wystawy prac plastycznych MDK, reszta obrazków z netu


wtorek, 18 czerwca 2013

Rude jest piękne!



Zawsze staram się być niebanalna i oryginalna i zawsze mam swoje własne, niezależne zdanie na wiele tematów, ale jeśli chodzi o obrazy, o dzieła malarskie, to chyba nie ma drugiego takiego wytworu rąk ludzkich, który zrobiłby na mnie aż tak wielkie wrażenie, jak  „Szał uniesień” Władysława Podkowińskiego.




            Pomijając cudownie kiczowate „Narodziny Venus” Botticellego, do którego to dzieła zapewne pozowała jakaś piękna, młodziutka kurtyzana, i wszystkie wytwory, nawet takie, jak portreciki namalowane po kilku piwkach, autorstwa Witkacego, którego uwielbiam bezwarunkowo, obraz Podkowińskiego robi niesamowite wrażenie. I zrobił na mnie, jako na małej dziewczynce oglądającej albumy z reprodukcjami dzieł sztuki (pomijając portrety dzieci Danuty Muszyńskiej, które wtedy uwielbiałam i… lubię sentymentalnie do dziś), a potem, jeszcze większe, jako na młodej dziewczynie, gdy mogłam go zobaczyć w Muzeum Narodowym w Krakowie.

            Obraz Podkowińskiego, wystawiony w „Zachęcie” pod koniec XIX w., wywołał skandal. Szokował: kolorystyką, tematem, przedstawieniem postaci. Dziś, na współczesnych, też robi wrażenie. I ma bardzo adekwatny tytuł do tego, co przedstawia: piękna, rudowłosa dziewczyna o rubensowskich kształtach szarpie grzywę czarnego, oszalałego rumaka, któremu z pyska leci ślina… Można odczytać to w dwojaki sposób. W obrazie jest dużo ekspresji, szalonego ruchu: szaleje koń, faluje bujna czupryna kobiety, tło też sprawia wrażenie falującego… W oczy rzuca się nagość, kontrast między białą skórą kobiety i czernią konia oraz płomienistość, ognistość, żar jej włosów. Na obrazie widać bardzo duży kontrast, pomiędzy czarnym tłem od strony kobiety, a jej ognistymi włosami, kontrast występuje również pomiędzy samym tłem; po prawej stronie tło jest czarne, co może symbolizować grzech, piekło,  zło; samo to, ze jeździ okrakiem na koniu, i jest naga jest szokujące, gdyż trzeba zwróć uwagę na to, iż w XIXw. kobiety jeździły na koniach w bardziej dystyngowany sposób podlegający etykiecie obyczajowej. W lewym górnym rogu tło jest jaśniejsze, co może symbolizować przyjemność, niebo, rozanielenie, wręcz orgazm.

Obraz podszyty jest  erotyzmem i już sam tytuł sugeruje coś tajemniczego i podniecającego, uniesienie, szał, totalny odlot w Kosmos. Sama twarz kobiety, przypomina barokowe aniołki, krzyczy z obrazu, że jest jej dobrze, że czuje się pożądana, roznamiętniona, ognista jak jej włosy.  

Włosy kobiety, nie wiedzieć, czemu, bardzo kojarzą mi się z filmem Rogera Vadima pt.: „Barbarella”, gdzie przedstawiono orgazm, jaki przeżywa w Kosmosie Jane Fonda, poprzez nakręcenie i rozwianie włosów: gęstych, rudawych i pięknych!



Cały obraz w muzeum robi ogromne wrażenie swoimi rozmiarami, jest wielki (Mona Lisa też, tylko w odwrotną stronę, bo zadziwia małością). Można przy nim stać i patrzeć na niego całymi godzinami. I wysiadają przy nim wszelkie statyczne, mdłe, nudne i grzeczne kicze. Obraz był inspiracją dla wielu innych artystów. Uwielbiam piosenkę Jacka Kaczmarskiego pt. „Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”, w której autor opisuje siedem piekielnych kręgów… No i w jednym z nich spotykamy bohaterkę obrazu Podkowińskiego:

To moja droga z piekła do piekła
W przepaść na łeb na szyję skok!
"Boskiej Komedii" nowy przekład
I w pierwszy krąg piekła mój pierwszy krok!
Tu do mnie! Tu do mnie!
Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
I do końskiej grzywy wiąże
Szarpię grzywę - rumak rży!
Ona - co ci jest mój książę? -
Szepce mi...
Do piekła! Do piekła! Do piekła!
Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła!
- Nie wiesz ty co cię tam czeka -
Mówi sine tocząc łzy
- Piekło też jest dla człowieka!
Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!




Piękna, anonimowa dziewczyna z obrazu przekroczyła pewne granice… Autor obrazu też je przekroczył. My, patrząc na obraz, możemy również przekroczyć granice własnej wyobraźni…

 
Szał

Gdy mi nagle zarzucasz nogi na ramiona
wrzącej w żyłach rozkoszy warem rozogniona —

gdy ręce moje, węże oszalałe żądzą,
po udach Twych i brzuchu ślepe, gniewne błądzą —

gdy Twe trzewia nasienia opryskuje wrzątek,
gdy krzyczę żeś Ty wieczność, koniec i początek —

gdy wołam: daj mi oczy! daj mi Twoje oczy! —
— ziemia zrywa praw łańcuch i w bezkres się toczy

z świstem, z łopotem, z hukiem! — ziemia—klacz chutliwa
pędzi! tętni! — a nad nią skier pienistych grzywa!

Do grzbietu jej przywarci, przemienieni w jedno,
lecimy w zawierusze gwiazd w groźne bezedno! 



 /Emil Zegadłowicz/



Powyżej i poniżej obrazy ukraińskiego artysty Arthura Braginsky'ego, który często maluje rudowłose piękności.



Szał

ślepy ogier żądzy
wali się w przepaść
z alabastrowym ciałem kobiety
Złoto i smoła
dym i ogień
rubin

dwaj żołnierze
mrugają do siebie
przewodniczka objaśnia
„to jest symbolizm realistyczny
w warunkach kapitalistycznych”
słychać rżenie czarnego konia
jedziemy dalej

Tadeusz Różewicz


Na moim ulubionym deviantArt-cie też wiele rudości można odnaleźć (Katharina by MagicnaAnavi):



Przy okazji, moje ulubione rudowłose aktorki: Isabelle Huppert, Susan Sarandon, Julianne Moore, Annette O'Toole





Ulubione postaci:Ania z Zielonego Wzgórza,Dziewczyna o zielonych oczach i Merida Waleczna. ;-)



A najbardziej ze wszystkich i ze wszystkiego kocham moje zrobione na rudo (naprawdę blond), zielonookie dziecko, Jowitę Sylwię:



Bonus:

Louis Gaston Gerard - Rudowłosa nimfa

Też się czasem "rudzę":

SUPERBONUS od:


Sadness
© A.M.Lorek Photography
Model: Ophidia // Saida Tilkin
Photography, MUA, stylist: Agnieszka Lorek // A.M.Lorek Photography
— z: Saida Tilkin, Ophidia i Agnieszka Lorek

Dziękuję, Agnieszko, za Twoje cudne zdjęcia!