Witajcie!
No i stało się...
Post nr 600 zagościł na tym blogu. Długo pisałam tych 100 postów, ponieważ poprzedni jubileuszowy wpis - post nr 500 - opublikowałam prawie trzy lata temu, pod koniec listopada 2020 roku. Zawsze jednak stawiałam na jakość, a nie na ilość, więc jest to do wytłumaczenia. Czasem piszę o prostych rzeczach, bo z tego składa się nasze życie - ze zwykłych, przyziemnych rzeczy, z codzienności, z której powinniśmy się cieszyć.
W poprzednim jubileuszowym poście napisałam o sobie kilka ciekawostek, które nadal są aktualne, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i życie nas zmienia, ja bardzo się zmieniłam i dojrzałam przez te trzy lata... Zwłaszcza, że były to niełatwe lata dla świata, a - jak mówią gwiazdy - idą jeszcze trudniejsze już od teraz, właściwie od jutra (generalnie październik nie będzie lekkim miesiącem, jednak odsyłam Was do profesjonalnych astrologów, ja sobie tylko czasem patrzę w gwiazdki na użytek prywatny i nie chcę się dzielić z ludźmi wiedzą, która może nie być przyjemna, nie chcę też być przedmiotem kpin dla tych, którzy myślą, że astrologia to bajka dla naiwnych).
Otóż jestem na Bloggerze, na tym blogu od stycznia 2012 roku, od dnia urodzin moich ulubionych poetów (owszem mam tych ukochanych poetów wielu, bo czytam poezję od dziecka i nigdy nie przestanę): Bolesława Leśmiana i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Raz piszę więcej, raz mniej, raz lepiej, raz gorzej - ale jestem tu, piszę, trwam i będę dopóki, dopóty pozwoli mi czas. Czas, który bywa okrutny i zabiera nam nas w najmniej spodziewanych momentach.
Obecnie mam 54 lata (skończyłam je w Dzień Psa - 26 sierpnia), z czego jestem dumna, że w ogóle dożyłam do tego wieku. Serio, są ludzie z mojego rocznika, których już nie ma w tym wymiarze, więc wypada się cieszyć każdym dniem, a nie narzekać, że się starzejemy. Zwłaszcza, że starzenie się to naturalna, biologiczna kolej rzeczy.
Nadal jestem zapracowaną i ciągle uczącą się kobietą. Studiuję obecnie bardzo ciekawy kierunek: metodykę rozwijania umiejętności komunikacyjnych. Uczę się AAC, języka migowego, fonogestów i różnych innych ciekawych rzeczy. Lubię się uczyć i będę to robić do końca życia. I nic tego nie zmieni, oprócz ewentualnej degrengolady umysłowej.
Wciąż namiętnie i uparcie czytam poezję, prozę, książki popularnonaukowe, psychologiczne, oglądam dobre filmy, ciągle jestem ciekawa świata i coraz mniej ciekawa ludzi.
Niestety. Taka jest prawda. Jest mi dobrze ze sobą i zerwałam kilka bezsensownych, toksycznych znajomości, które nic dobrego nie wnosiły do mojego życia. I będę zrywać z ludźmi, którzy nie będę wibrować wysoko, przy których będę się czuła źle, gorsza lub głupsza albo wyssana z energii. I już. Nie wszyscy muszą mnie lubić, bo ja też nie lubię wielu osób. Tak już w życiu jest.
Piszę coraz mniej wierszy, bo jestem po prostu zszokowana wylewem, morzem czy wręcz oceanem osób piszących i zachwycających się własną twórczością. Nie chce mi się tego nawet komentować, uważam, jak Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska - naprawdę wielcy i cenieni poeci, że wiersze powinno się pisać wtedy, gdy ma się naprawdę coś do powiedzenia. Tyle. Interpretujcie to sobie, jak chcecie. Na pewno się tutaj nie wymądrzam i nie wywyższam. Redaguję od wielu lat bardzo popularną stronę literacką i swoje wiem. Codziennie czytam co najmniej kilka wierszy. Lub wypocin wierszopodobnych. Ale czytam ze zrozumieniem.
"Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa".
Julian Tuwim
Uważam, że wielkim problemem współczesnego społeczeństwa jest wmawiane nam latami new age'owych bredni typu: Jesteś the best i jesteś bogiem oraz brak jakiejkolwiek samokrytyki, pokory czy refleksji na swój temat. Zalew egoistów, którzy mogliby się poturbować, gdyby spadli z własnego ego.
Ludzie kiedyś, gdy brali się za pisanie utworów literackich, przede wszystkim dużo czytali, poznawali poprzedników, znali sobie współczesnych, słuchali innych twórców i krytyków. Teraz piszą wszyscy, a prawie nikt nic nie czyta, może oprócz postów w internecie, często okraszonych różnymi błędami. Poeci zachwycają się swoimi tekstami z beznadziejnie ogranymi lub totalnie nielogicznymi metaforami, a nie znają dobrze twórczości choćby tych największych, najlepszych, cenionych i nagradzanych w świecie poetów. I powiem wprost: czasy się zmieniają, to poezja też się zmienia i to, co było dobre kiedyś, teraz już nie jest, bo w poezji najważniejsza jest prawda.
Najsmutniejsze dla mnie jest to,że taką grafomanię bardzo często preferują nauczyciele poloniści. Dokąd zmierzamy? Do upadku cywilizacji. Bo jeśli poziom oczytania jest jaki jest, to poziom uwielbianych twórców jest adekwatny do poziomu społeczeństwa. Tak więc panie piszące o falach uniesień mają uwielbiające je towarzystwo absolutnie adekwatne do ich inteligencji. Ale co tam - ważne, że ego jest nakarmione gifami, lajkami i słodkimi komentarzami. Chyba o to w tym wszystkim najbardziej chodzi. A potem jeszcze wmawiają innym, że szlak zamiast szlag ich trafia z powodu ich wielkiej popularności, co jest ni mniej ni więcej, jak tylko żałosne.
Piszesz - pisz, rób to codziennie, pracuj nad stylem, ale nie musisz się tym od razu zachwycać. Po prostu poczekaj, aż ocenią to inni. Niekoniecznie netowe koło wzajemnej adoracji. I pamiętaj - ćwiczenie czyni mistrza, a odrobina pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Na swojej stronie na Facebooku czy w innym miejscu publikuj sobie co tam chcesz, bo to twoja strona i twoja sprawa, ale jak coś wysyłasz do publikacji do szanującej się redakcji, po prostu licz się z tym, że twój tekst nie dostanie przyjęty, bo mieszanie redaktora z błotem nie przyniesie ci chwały i sławy. I amen w tym temacie.
"Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
Pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
Że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument".
Czesław Miłosz, Ars Poetica
Tak więc staram się nie zwariować, nie zgubić siebie, swoich poglądów i przemyśleń, swojego IQ i EQ. Staram się czytać coś powyżej rymowanych lub egzaltowanych utworków i literatury ziejącej banałem. I znam tegorocznego Noblistę, z teatru, ale znam. ;)
Pielęgnuję też w sobie dziecko. Lubię je i chyba wreszcie pójdę na terapię, chyba do tego dojrzałam. Utulę w sobie tę zranioną małą dziewczynkę. Bo do terapii też trzeba dorosnąć. A czasem, mimo wykształcenia w tym kierunku... Sama sobie nie poradzisz, potrzebujesz ludzi bardziej kompetentnych i obiektywnych, którzy nie podejdą do Ciebie zbyt emocjonalnie. Nie trzeba się bać terapii, ona daje możliwość jeszcze lepszego poznania siebie i spojrzenia na swoje kompleksy z innej perspektywy.
Pielęgnuję rodzinne, koleżeńskie i przyjacielskie relacje - to zawsze jest wielki skarb, podpora. Dbam o komfort moich zwierzaków, za które jestem odpowiedzialna i bardzo przeżywam, gdy chorują.
Dużo przebywam na łonie natury i podróżuję, kiedy tylko mam okazję.
Staram się nie zwariować w tym świecie. Bo wyrosłam z bajek typu: wszechświat cię wspiera i kocha. Kochaj siebie i wspieraj swoje działania nie zapominając o innych! A jeśli masz możliwość - udziel wsparcia komuś, kto tego potrzebuje. Bo wzajemne wsparcie jest czymś pięknie ludzkim i nie trzeba do tego bredni o kochającym nas wszechświecie. Wszechświat jak my - robi swoje i zajęty jest sobą i swoją samotnością wpisaną w egzystencję.
***
Parę faktów o mnie na dziś:
1. Wciąż kocham maki, jestem wegetarianką i pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi i młodzieżą, uczę też muzyki dzieci przebywające w szpitalu psychiatrycznym. I nadal lubię swoją pracę, choć bywam zmęczona.
2. Ciągle zbieram stare klejnoty, kolekcja powiększa się, jednak ostatnio doszło mi kilka nowych, współczesnych bransoletek i łańcuszek od przyjaciółki w postaci różańca. Kupiłam też sobie bursztynowy różaniec.
3. Nadal kolekcjonuję ceramikę, już nie tylko bolesławiecką, bo w poprzednim życiu chyba malowałam maki na kubkach. 🤣
4. Zrobiłam się bardziej eko. Kupiłam syfon nie produkuję aż tyle plastiku, bo uwielbiam wodę mocno gazowaną.
5. Lubię ostatnio bardzo młode polskie wykonawczynie piosenek i trzymam kciuki za rozwój ich kariery: Sanah, Marie, Mery Spolsky, Kaśkę Sochacką, Bryskę.
6. Myślę o kolejnych studiach, chociaż obecne kończę dopiero w grudniu, ale może przy sprzyjających wiatrach wreszcie pójdę na takie, które nie są związane z moją pracą, które pomogą mi w samorozwoju.
7. Mam zaczętych kilka wierszy, jednak czekam na wenę i na to, żeby dojrzeć do ich publikacji. Nie wszystko trzeba od razu wrzucać do internetu.
8. Wgłębiam teraz tajniki astrologii na drugim, profesjonalnym kursie. I to pomaga mi zrozumieć przede wszystkim siebie, swoje rodzinne relacje i w ogóle relacje z ludźmi, zwłaszcza z tymi, których odpuściłam, opuściłam, od których uciekłam.
9. Kilka dni temu poszłam do mojej ulubionej fryzjerki, Pani Małgosi i obcięłam włosy na boba i czuję się niezwykle kobieco. Podobam się sobie w tej fryzurce. Jeszcze musi mi urosnąć trochę grzywka, ale już jest dobrze. Zdjęcie poranne, więc wyglądam kiepsko, bo długo w nocy czytałam a wstałam o 5:45 i spałam jakieś 4 godziny.
10. Po filmie "Barbie" polubiłam różowy kolor i zakupiłam sobie kilka ubrań w tym kolorze.
11. Odkryłam też niedawno, na stare lata, dwa przecudne rozświetlacze do twarzy. Nigdy wcześniej nie używałam takich kosmetyków, także bronzerów. Teraz je bardzo polubiłam. Lepiej późno niż później. Lubię rysować rankiem swój autoportret na buzi.
Cóż jeszcze? Bardzo się cieszę, naprawdę bardzo, że poznałam tutaj na blogu wielu ciekawych ludzi z pasją, takich, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia, do których chętnie zaglądam. To jest pocieszające, budujące. Tym, którym komentuję posty, jestem bardzo wdzięczna za to, że są, piszą, dzielą się wiedzą, fotografią, przemyśleniami.
Życzę sobie i Wam kolejnych ciekawych, dobrych, interesujących postów! I nie zapominajcie o mnie. Jestem gotowa przyjąć każdą krytykę i szczerą wypowiedź i nie jestem taka wredna, na jaką się czasem kreuję. Moja kochana Promotorka, Pani Dr M.P. na pedagogice, mawiała, że czasem trzeba wyrzucić z siebie śmieciowe myśli, żeby nie nabawić się chorób.
Mówcie prawdę i bądźcie sobą.