Jeszcze tydzień i czeka mnie chwilka wytchnienia, a potem, tak mniej więcej po trzech tygodniach laby... znowu będę tęsknić za robotą, za uśmiechem moich uczniów, a nawet za ich fochami.
Póki co siedzę i się troszkę odrestaurowuję. Czuję się jak Mona Lisa, na którą konserwator nakłada kolejną warstwę farby, jak tytułowa Leśmianowska Lalka.
Rozmiar mojego bucika - 36 - nieco za mały do wagi i wzrostu. Więc siedzę i moczę te swoje niewielkie stópki w różnych dziwnych substancjach, bo bolą mnie okrutnie po czwartkowej ganiturze szlakiem wrocławskich wycieczek moich wszystkich klas.
I jeszcze inhaluję nos, który ledwo znosi zapach ZOO w gorące, piękne dni.
I resetuję mózg, nieco zmęczony pisaniem, a oczy zakrapiam sztucznymi łzami, bo nie mogę ich z siebie wydusić, qrczę, muszę obejrzeć jakieś romansidło.
Ale jest dobrze, dzieciaki zadowolone, a to przecież priorytet. Nawet mi Aleksander zrobił całkiem udaną fotkę w Ogrodzie Botanicznym. Fotkę, którą wspólnie zatytułowaliśmy: DżoAna zaróżowana. ;-)
Odwiedziliśmy też Mariusza Mikołajka na podwórku w OKAPie, o którym pisałam rok temu na tym blogu.
Mariusz zaczął malować już drugie podwórko przy ulicy Roosevelta 6.
Wszystko wygląda imponująco, mnie najbardziej podobały się anioły, których rok temu jeszcze nie było. Cieszy mnie również fakt, że znajduję notki o tym podwórku na innych blogach.
Mariusz zaczął malować już drugie podwórko przy ulicy Roosevelta 6.
Wszystko wygląda imponująco, mnie najbardziej podobały się anioły, których rok temu jeszcze nie było. Cieszy mnie również fakt, że znajduję notki o tym podwórku na innych blogach.
Przebojem moich dzieciaków, było oczywiście i jak zwykle ZOO, gdzie widzieliśmy maciupeńkie żbiki (tak latały, że nie zrobiłam dobrej fotki) i hipopotamka z mamą (te w ogóle się nie ruszały).
Wrocław pożegnał nas po dziewiętnastej tęczą nad Dworcem Głównym, której nie udało mi się sfotografować, bo zdechły baterie w moim aparacie.
W tym wszystkim znajduję czas na jakąś tam lekturkę i kino, ale o tym w kolejnym poście, póki co życzę Wam cudownego dnia i zmykam zrobić jakieś zakupy, bo lodówka świeci pustkami, a koty patrzą na mnie wzrokiem Kota w Butach ze Shreka, bo nie mają już swoich witaminek, jeszcze chwila i się na mnie obrażą, a robią to tak demonstracyjnie, że wolę unikać ich fochów.
Dobrego!
Bonus: Mariusz Mikołajek maluje Fridę (obecnie jest już skończona) na drugim podwórku przy Roosevelta 6:
* Zdjęcie Mariusza ze strony "Podwórko - odkrywanie sztuki" na Facebooku (tak się zagadaliśmy, że nawet nie pomyśleliśmy o sweet - foci, ale u nas to normalne) reszta fotek moja
W tym wszystkim znajduję czas na jakąś tam lekturkę i kino, ale o tym w kolejnym poście, póki co życzę Wam cudownego dnia i zmykam zrobić jakieś zakupy, bo lodówka świeci pustkami, a koty patrzą na mnie wzrokiem Kota w Butach ze Shreka, bo nie mają już swoich witaminek, jeszcze chwila i się na mnie obrażą, a robią to tak demonstracyjnie, że wolę unikać ich fochów.
Dobrego!
Bonus: Mariusz Mikołajek maluje Fridę (obecnie jest już skończona) na drugim podwórku przy Roosevelta 6:
* Zdjęcie Mariusza ze strony "Podwórko - odkrywanie sztuki" na Facebooku (tak się zagadaliśmy, że nawet nie pomyśleliśmy o sweet - foci, ale u nas to normalne) reszta fotek moja











