Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brad Pitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brad Pitt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, lipca 26, 2016

UWAGA SPOILERY I KSIĄŻKI, czyli szczerze polecam!

Witajcie!
Szczerze polecam, ale pewnie rychło w czas, bo nie miałam czasu pisać na bieżąco o tym, co czytam i co oglądam.
Post ten zatem będzie wybiórczy, znajdą się tu filmy i książki, które zrobiły na mnie wrażenie. Pozytywne, czy negatywne - nieważne, ważne, że zostały zapamiętane.



Listę otwiera psychologiczny dramat z zeszłego roku, na dodatek tytuł filmu - "Ojcowie i córki" - co się rzadko zdarza, został przetłumaczony na 5. 
Ciekawy film o traumie z dzieciństwa i jej ogromnym wpływie na nasze dorosłe życie.
Film, w którym nieco podstarzaly i grubawy Russell Crow po prostu wbił mnie w fotel. Chapeau bas za tę rolę! Rolę pisarza, który zostaje sam z małą córeczką i momentami nie radzi sobie z rzeczywistością, ale mówi w jednej ze scen prawie to samo, co ja mówię o poezji: "Pisarz powinien ze wszystkiego wyłuskać prawdę".  Film to rozrywka, a jeśli ciut (lub nawet więcej) prawdy niesie, to jest to dobry film, również z bardzo dobrymi rolami innych aktorów, partnerujących Russellowi...

7/10


"Pokój" (2015) to film, który kupiłam z "Wysokimi Obcasami" (bo to jedno z nielicznych "babskich" pisemek, które nie uwłacza mojej inteligencji) i którym zachwyciłam się do łez czystych, rzęsistych. Film o prawdziwej, emocjonalnej więzi, o szczerej, najprawdziwszej miłości, cudownie zagrany, po prostu piękny!
Kiedyś, chyba w 2013 roku, napisałam tu na tym blogu: Zapuszczam włosy, aby wiatr miał czym kołysać (zapuściłam, ale bez żalu zetnę je, jeśli jakieś chore dziecko /lub kobietka/ będzie potrzebowało peruki) - a włosy w tym filmie - rules, mają MOC!!!

8/10 (ulubiony)


Zawsze miałam słabość do Vincenta Cassela. To bardzo dobry aktor i facio jak najbardziej w moim typku (woli brunetki, jego żoną jest sexbomba Monica Bellucci, buuu!), aktor, który moim zdaniem, potrafi zagrać wszystko. 
W tym filmie (tytuł oryginalny: "Mon roi" - czyli mój król - czyli bardziej adekwatny do tego durnego polskiego!) gra króla życia, wiecznego chłopca z komplexem Piotrusia Pana i robi to świetnie!
Całość to dla mnie (podobnie jak np. kultowe "Ostatnie tango w Paryżu") film o dojmującej, zżerającej od środka... totalnej samotności, wielkiej namiętności - ale miłości w tym, niestety, niewiele. Psychodelka na miarę naszych czasów. Kto obejrzy, być może się ze mną zgodzi.
W każdym razie europejskie kino godne polecenia.

6/10


Do Ridleya Scotta i jego dzieł mam słabość od zawsze, a ponieważ jestem wierna swoim pomysłom, tak już pewnie zostanie.
Mamy zatem "Marsjanina" z kolejną bardzo dobrą rolą Matta Damona i mamy człowieka skazanego na samotność w odległym miejscu. Jednak czy na pewno samotność?
Naprawdę mam wrażenie, takie nieodparte, że od kilku filmów Mistrz Scott, próbuje nam wskazać, że nauka nie wyklucza istnienia Najwyższej Inteligencji, czy jak kto woli - Boga, bo jak mawiał pewien rozczochraniec: "Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy".
Mnie się ten film, mimo kilku niedoskonałości podobał (do s/f mam ogromną słabość, a przecież jakieś słabości też trzeba mieć, bo to czyni nas bardziej ludzkimi).

7/10


Angelina i Brad w trakcie własnego miesiąca miodowego, nakręcili filmik pt. "Nad morzem" rozprawiający o kryzysie w związku. Można i tak. Ja dla Angeliny jestem w stanie obejrzeć nawet największego gniota, nawet takiego, w którym wygląda jak totalna anorektyczka, a tak właśnie wygląda w tym filmie... A mimo to jest piękna i już. Jednak tutaj czegoś zabrakło, choć stylizacja na lata siedemdziesiąte i francuszczyzna amerykańskiej pary aktorów nie budzą zastrzeżeń... Nie poczułam jednak tak do końca tego obrazu. Nie weszłam do tego pokoiku figur drewnianych. A szkoda, bo temat dla mnie osobiście bardzo ciekawy, intrygujący...

5/10



Plejada gwiazd w filmie na faktach no i Johnny bez make - upu rodem z "Edka Nożycorękiego" to duży atut tego dzieła, dobre kostiumy, scenografia, ale ja wciąż i wciąż mam wrażenie, że za dużo tu było Deppa w Deppie. Nie wiem, czy ten dobry, bądź co bądź aktor, już inaczej nie potrafi, czy robi to, czego wymaga od niego reżyser, ale zaszufladkowanie przynosi kiepskie efekty. Do gangsterskich obrazów np. Martina Scorsese temu filmowi daleko.

5/10


Przerysowana, straszliwie efekciarska, przereklamowana druga część "Alicji" według prozy Lewisa Carrolla i ten polski dubbing, bo oglądałam  w kinie.
Pierwsza część podobała mi się znacznie bardziej, bawiła, wzruszała... Z tej części mało wzięłam dla siebie...

5/10


No i mamy problem! A problem polega na tym, że ten film albo obejrzałam rychło w czas, albo tak bardzo mi go wszyscy znajomi polecali, że oglądałam go zbyt krytycznych wzrokiem swoich czasem piwnych, a czasem zielonkawych oczu.
W każdym razie fakt jest taki, że film jest oparty na faktach, ale cholernie schematyczny, a ja naprawdę nie lubię wiedzieć, co będzie za chwilę, w kolejnej scenie.
Fakt drugi jest taki, że uwielbiam Eddie'go Redmayne'a i trzymam kciuki za jego karierę, powalił mnie na obie łopatki w "Uwikłanych" i "Teorii wszystkiego", uważam, że ma wielki talent.
Fakt trzeci - w tym filmie nie on mnie zachwycił, ani mój ulubiony gej Ben Wishaw, który zresztą tu zagrał geja. W tym filmie zachwyciła mnie - po raz drugi, bo pierwszy raz bardzo spodobała mi się w "Pamiętnikach młodości" - Alicia Vikander - i jej rolę uważam za najlepszą, najbardziej subtelną... Przerysowany i narysowany Eddie z głosikiem kastrata nie trafia do mnie, do mojej estetyki.

6/10


"Początek" (2014) to film, który dobrze się ogląda, choć z góry wiadomo, o co chodzi. A bardziej przewidywalnego końca nie można już było wymyślić. Jest jednak w tym filmie coś, co sprawia, że zostaje on w pamięci, zmusza do myślenia, do zastanowienia się nad sobą i światem... A ponieważ wierzę (ba, ja to wiem!), że oczy są zwierciadłem naszej duszy, że można nimi wyrazić wiele i jeszcze więcej, że warto patrzeć na życie i ludzi oczyma miłości...
Dlatego tak wysoko go oceniłam...

7/10


Mam ogromną słabość do Gabrysi Muskaly. Nigdy nie zapomnę jej monodramu "Lalki, ciche moje siostry", który robiła jeszcze przed zdaniem do PWST i F w Łodzi, w rodzinnym Kłodzku, z nieodżałowanym animatorem, Marianem Półtoranosem. To bardzo zdolna i śliczna dziewczyna. No i dla niej poszłam na ten film, a niedawno obejrzałam na DVD.
Lubię również Agatę Kuleszę i Mariana Dziędziela, a Marcin Dorociński przeszedł samego siebie robiąc za bezrobotnego męża bohaterki kreowanej przez Gabrielę.
To, co ja przeszłam ze swoimi rodzicami, to pikuś w tym filmie, który wciąż i wciąż kojarzył mi się z lepszym w podobnym temacie - z "33 scenami z życia" Małgorzaty Szumowskiej i nie temat zrobił na mnie wielkiego wrażenia.
Niemniej, warto go obejrzeć dla świetnych aktorów, bo aktorstwo jest głównym atutem tego ciepłego obrazu.

6/10



"Sekret w ich oczach" to thriller w doborowej obsadzie z 2015 roku. Mamy tu dwie gwiazdy średniego pokolenia, rówieśniczki: botoxową i sztywną (znowu) Nicole Kidman i wychudzoną i brzydką (ciemne włosy, make - up free) Julię Roberts (nota bene nie bardzo rozumiem: czy niektórym kobietom się wydaje, że jak wyschną ok. pięćdziesiątki na wiór, to będą młodziej wyglądać?). Liczyłam na znacznie więcej, liczyłam na iskrzenie, na pojedynek aktorski na poziomie Toma Cruisa i Dustina Hoffmana w "Rain Manie", a dostałam mniej niż średni, schematyczny kryminał, tak cholernie przewidywalny, że ledwie dobrnęłam do końca, ponieważ już po pięciu minutach filmu, wiedziałam, jaki będzie finał, a - jak już wielokrotnie podkreślałam - bardzo tego w kinie nie lubię (wyjątek zostawiam dla bajeczek, bo one zawsze są urocze)...
Julia, jak dla mnie, mimo wszystko i tak wypadła lepiej niż Kidman - obie lubię od lat, choć nie lubię, gdy Nicole skupia się tylko na swoim wyglądzie, jest przecież dobrą, rasową aktorką, co udowodniła niejednokrotnie. 
Nijak ma się ten film do znakomitego argentyńskiego "Sekretu jej oczu" z 2009 roku.

4/10



Do obejrzenia tego filmu zmusiła mnie Jowita: 

- Siadaj, DżoAna i się pogap na swojego ulubionego mańkuta.

A że Jowi bywa nieco despotyczna, to usiadłam dla świętego spokoju i się pogapiłam. I nie żałuję, bo "Praktykant" to
ciepła, pełna humoru opowieść o młodej, zdolnej i bardzo zapracowanej dziewczynie, której firma przyjmuje starszego gościa - emerytowanego wdowca - na praktykę.
Gość okazuje się łebskim i doświadczonym, a do tego bardzo ciepłym i inteligentnym przyjacielem.
Jeśli jeszcze wspomnę, że główną rolę zagrał Robert DeNiro w towarzystwie jak zwykle ślicznej Anne Hathaway, to czego więcej trzeba?  Jakiejś przekąski ewentualnie...

7/10


Cóż rzec o tej powieści?
"Lolita" Nabokova to to nie jest i pewnie nawet nie pretenduje do zacnego miana sztandarowej powieści nimfetkowej. Książkę czyta się nieźle, choć bywają nudne momenty. Fakt jest taki, iż na pewno - mimo, że Rice poruszała już w swoich powieściach kontrowersyjne tematy - jest to jedna z najodważniejszych jej książek, opowiadająca o uczuciu bardzo dojrzałego malarza do młodziutkiej modelki.
Poza tym ja wciąż i wciąż wolę wampiryczne zapędy tej miłośniczki białych, puszystych kotów. Choć erotyczne wydają mi się ciekawsze od Jezusowych.
Generalnie lubię wytwory Madame Rice.


6/10


Wybrany cytat z powieści (s. 440):

"Chyba żadna kobieta nie zrozumie, dlaczego mężczyźni myślą w gniewie o seksie."


Nie ocenię obiektywnie kolejnej powieści Jeanette Winterson, bo kocham kobietę bezwarunkowo, uwielbiam jej styl i erudycję i przeczytałam wszystko, co do tej pory zostało przetłumaczone na język polski.
Ta powieść to nowa interpretacja, nowe spojrzenie na dzieło Shakespeare'a, na uniwersalność podejmowanych przez niego tematów. To jedna z cyklu powieści z międzynarodowego Projektu Szekspir, do którego zaproszono znanych i cenionych twórców bestsellerów. 
To powieść nieco mroczna, bardzo metaforyczna (jak zwykle u Jeanette), którą wchłania się jak gąbka wodę i zapamiętuje na długo... 

9/10

Wybrany cytat z powieści (s. 141):


"Tęsknota za tym, czego brakuje. Wiemy, jak to jest. Każde przedsięwzięcie, każdy pocałunek, cios w serce, każdy list..."


I jeszcze jeden:

"Czasami nie ma znaczenia, że przed tym czasem był jakiś inny czas. Czasami nie ma znaczenia, że jest noc czy dzień albo teraz czy wtedy. Czasami wystarczy to, gdzie jesteś teraz. Nie znaczy to, że czas się zatrzymuje albo nie zaczął biec. Czas jest tutaj. Ty tu jesteś. W tej uchwyconej chwili otwierającej się na całe życie."





"Martwa natura z wędzidłem" to zbiór esejów Zbigniewa Herberta na temat sztuki holenderskiej. Nie jest to rzecz nowa, eseje wydano w 1993 roku, ale godna polecenia, bo Herbert to absolutnie zjawiskowa postać w polskiej literaturze współczesnej. Tytułowa "Martwa natura z wędzidłem" to obraz bardzo kontrowersyjnego malarza, Johannesa Torrentiusa, jedyny, jaki zachował się do naszych czasów, zresztą odkryty bardzo przypadkowo.
Całość: kopalnia wiedzy o sztuce i nie tylko, ukazująca erudycję Autora, którego większość czytelników kojarzy jedynie z poezją.

10/10

Wybrany cytat z książki (s. 120):


„Od razu pojąłem (…), iż stało się coś ważnego, istotnego, coś znacznie więcej, niż przypadkowe spotkanie w tłumie arcydzieł. Jak określić ten stan wewnętrzny? Obudzona nagle ostra ciekawość, napięta uwaga, zmysły postawione w stan alarmu, nadzieja przygody, zgoda na olśnienie. Doznałem niemal fizycznego uczucia - jakby ktoś mnie zawołał, wezwał do siebie. Obraz zapisał się w pamięci na długie lata – wyraźny, natarczywy (…)”


Na koniec pioseneczka z serialu, który mnie zachwycił i który obejrzałam z największą radością, a rzadko oglądam seriale  - mimo wad ten serial, bardzo na tak (ukłony dla Pana Mariusza Bonaszewskiego i Roberta Gonery!).




Bonus dla Przyjaciół, którzy tu są:



:)

piątek, lutego 08, 2013

Niedyskretny urok wampira...

Jak byłam małą i śmieszną dziewczynką, obejrzałam pod nieobecność rodziców teatr telewizji pt. Carmilla (reż Janusz Kondratiuk, Polska, 1980). Tytułową rolę grała w nim Izabela Trojanowska (ur.1955).


Spektakl, oparty na opowiadaniu Josepha Sheridana Le Fanu, dziewiętnastowiecznego pisarza, który miewał omamy, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Takie wrażenie, że spałam pół roku przy włączonym świetle, a rodzice zastanawiali się nad wizytą u psychologa. Potem odwiedziła nas znajoma psycholog mojej mamy, która wyciągnęła ode mnie tajemnicę moich złych snów i obaw przed ciemnością, rysowałyśmy wesołe obrazki i powoli światło w moim pokoju gasło... (zresztą w tamtych czasach światło gasło bardzo często). Ale co się strachu najadłam, że Carmilla odwiedzi mój pokój, to moje!
Gdy obejrzałam ten spektakl po latach, wydał mi się śmieszny, ale wówczas naprawdę zrobił na mnie piorunujące wrażenie!
Piękna twarz Izabeli Trojanowskiej już zawsze kojarzyła mi się ze złą wampirzycą o lesbijskich skłonnościach! A najśmieszniejsze jest to, że zupełnie niedawno, w luźnej rozmowie z moim kolegą, trzy lata ode mnie starszym właścicielem mojej ulubionej księgarni, dowiedziałam się, że po obejrzeniu tego spektaklu, przeżywał  to samo: "Boże, jak ja się bałem tej Carmilli!"
Wyobraźnia dziecka jest dziwna, prowadzi na wiele manowców.

 

Niedługo potem, na wakacjach u mojej ulubionej cioci, Gabrieli, która pozwalała mi na wszystko, łącznie z oglądaniem filmów w środku nocy, miałam okazję zobaczyć film, który zrobił ze mnie dozgonną wielbicielkę dwóch kobiet i mrocznych historii rodem z piekła! Co prawda znowu z miesiąc musiałam spać przy włączonym świetle, ale wampiry... mnie oczarowały swoim pięknem!
Pierwsza z kobiet, o których mowa, to włoska modelka i aktorka, Ornella Muti (ur.1955), druga, to kobieta, którą uważam za jedną z najwybitniejszych aktorek w historii kina, muza Ingmara Bergmana, Liv Ullmann (ur.1938). Film (Francja, Hiszpania, Włochy, 1975)  zrealizował syn wielkiego, legendarnego reżysera, Luisa Bunuela, Juan Luis Buñuel.
Jest to opowieść o średniowiecznym szlachcicu, który w wypadku traci ukochaną żonę, Leonor i, żeby ją wskrzesić, zaprzedaje duszę diabłu. Leonor wraca, jednak nie jako piękna, wrażliwa kobieta, ale jako krwiożerczy wampir.
Liv Ullmann w roli tytułowej wypadła wspaniale, zagrała cudownie.

Ornella Muti, wtedy młodziutka i śliczna, również dobrze zagrała w tym średnim, ale fascynującym filmie! Scena, gdy Leonor, w podartej sukni, w jakiejś jaskini, drży z zimna, na zawsze pozostała w mej pamięci. 

Niedawno mój kolega, nagrał mi na płytkę włoską wersję tego filmu, bo tylko taką udało mu się znaleźć (nie widziałam filmu odkąd go pierwszy raz zobaczyłam). Nie znam włoskiego, ale Liv Ullmann kocham nadal, a Leonor to jedna z jej ciekawszych kreacji.



Klaus Kinski (ur. 1926; zm. 1991) to był wielki aktor o międzynarodowej sławie. Jego córka, Nastassja, chociaż przępiekna, nie dorównała ojcu talentem i zmysłem aktorskim.
Kinski,  zły i krwiożerczy Nosferatu  wampir z filmu Wernera Herzoga (1979), mimo wszystko wzbudził moją sympatię, a rozbudził uczucia młodziutkiej wówczas, świetnej aktorki francuskiej, Isabelle Adjani.  
Brzydki, chudy, z odstającymi uszami typek o mrocznej duszy, budzi współczucie, każe zastanowić się, czy odwieczna ludzka tęsknota za nieśmiertelnością, naprawdę ma jakikolwiek sens.
 


Jednym z najlepszych filmów o wampirach i najlepszą adaptacją mrocznej powieści Brama Stokera ( a adaptacji tej powieści było wiele), jest film pt. Dracula Francisa Forda Coppoli z 1992 roku.
Wiele zarzucano reżyserowi, gdy film wszedł na ekrany, ale po latach okazało się, iż ta wersja opowieści o wędrującym przez wieczności wampirze, szukającym utraconej miłości, osadzona w kiczowato - operowej scenerii, broni się sama. Bo wampiry takie właśnie są: troszkę ludzkie, troszkę kiczowate.
Oldman często grywa postaci naznaczone nutką szaleństwa. Jest troszkę zaszufladkowany, ale to bardzo dobry aktor z dużym doświadczeniem teatralnym. A film Coppoli jest teatralny. I jest też piękną opowieścią o miłości. Jest filmem, w którym jest to wszystko, co ludzie lubią: zawiera zarówno elementy grozy, jak i elementy romantyzmu.
Mnie strasznie podoba się scena, gdy cień Gary'ego Oldmana chce udusić Keanu Reevesa! Miodek!




W roku 1994 pojawiła się długo wyczekiwana adaptacja kultowej powieści Anne Rice z 1976 r. pt. Wywiad z Wampirem (Interwiew with the Wampire), w reżyserii kontrowersyjnego twórcy (jest nie tylko reżyserem, ale też aktorem i pisarzem), Neila Jordana.
Długo czekałam na ten film. I z nim wiąże się moja osobista anegdotka. Książkę udało mi się kupić w dzień, kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą (21 stycznia 1995), pochłonęłam ją, jak woda gąbkę. Ponieważ większość tego czasu spędziłam w szpitalach, nie mogłam pójść do kina i summa summarum, obejrzałam film na video....dzień przed urodzeniem się mojej córeczki (może dlatego moje dziecko kocha wampiry?).

Film jest dobitną opowieścią o tym, że miłość i nienawiść to w zasadzie jedno i to samo uczucie. W każdym razie: oba te uczucia są równie silne. Świetną kreację stworzył w nim Brad Pitt.
Ale nie tylko on. Neil Jordan ma "oko" do dobrych aktorów. Nie zatrudnił, co prawda, i chwała mu za to, ubiegającego się o rolę w filmie, naszego rodzimego Piotra Adamczyka, który za bardzo popisywał się ponoć na przesłuchaniu.
Neil Jordan zatrudnił, wbrew autorce, która w roli Lestata, cynicznego krwiopijcy, widziała holenderskiego aktora - Rutgera Hauera, Toma Cruisa - i to był strzał w dziesiątkę! Duet Cruise-Pitt, to jeden z ciekawszych pojedynków aktorskich w historii kina (o duetach postaram się jeszcze napisać, bo mam kilka ulubionych!).
Film Jordana był też pretekstem do narodzin nowej gwiazdy: zadebiutowała w nim i zrobiła to świetnie, trzynastoletnia wówczas  Kirsten Dunst.



Sting, gdy przeczytał powieść Anne Rice, napisał jedną z moich ulubionych piosenek, która ukazała się w roku 1985, na jego pierwszej solowej płycie.Okazuje się, że wampiry są dla wielu twórców inspiracją!



Odkąd przeczytałam Wywiad z Wampirem, zaczęłam czytać wszystkie powieści Anne Rice, które ukazywały się w naszym kraju (dwie nawet przeczytałam w oryginale), ponieważ uważam, że kobieta naprawdę nieźle pisze ( i ma obecnie dwa całe białe koty, których fotki namiętnie wkleja na fejsa). Dlatego też z utęsknieniem czekałam na kolejne adaptacje jej powieści.
W 2002 roku weszła na ekrany Królowa Potępionych, ale mnie ten film bardzo rozczarował. Jednakże nie zabrakło mu atutów w postaci dwóch bardzo dobrych, europejskich aktorów: szwedzkiej aktorki, Leny Olin
i szwajcarskiego gwiazdora Vincenta Pereza.


Talent Leny Olin, docenił nawet Roman Polański, więc cóż dopiero ja. Wampirzycą była taką samą, jak jest kobietą: piękną i zmysłową.
A Vincenta Pereza nigdy nie ocenię obiektywnie, gdyż zakochałam się jego niebieskich oczkach na zabój już długo przed tym filmem, dlatego, moim zdaniem, był to jeden z najseksowniejszych wampirów w historii kina.


Bill Nighy to świetny, brytyjski aktor i piosenkarz, który ostatnio rozczulił mnie swoją rolę w bardzo ciepłym filmie pt. Hotel Marigold. Tutaj jednak wypada mi wspomnieć, że z całej serii Underwold, to właśnie jego rola zrobiła na mnie największe wrażenie. Jest to również przykład aktora, który potrafi naprawdę dobrze, wykreować dobrą rolą i wyjść obronną ręką poza średni scenariusz.


Nie mam czasu na seriale, nie oglądam ich zbyt wielu, jednak ten, przerwany przez strajk scenarzystów, niestety, serial, musiałam obejrzeć. Kolejny wampir z ludzką twarzą, ale za to jaki przystojny! I z jaką seksowną wampirzycą u boku! Tak, serial pt. Pod osłoną nocy (2007-2008), oglądałam tylko dlatego, iż grał w nim bardzo przystojny Alex O'Loughin i niezwykle piękna Shannyn Sossamon.


Z niecierpliwością czekam na film pt. Piękne istoty ( Beautiful Creatures, USA, 2013), przede wszystkim dlatego, iż gra tam mój numer jeden wśród wielkich, współczesnych aktorów, Jeremy Irons!


Niestety, Sagę Zmierzch, na którą chodzę do kina z moją córką i nawet przeczytałam pierwszą z powieści, pozostawiam mojej córce. Wolę, jak Bella robi za Królewnę Śnieżkę.

Muszę tu jeszcze wspomnieć o jednym filmie z wampirami w tle. Otóż jeden z moich ulubionych reżyserów, Roman Polański, popełnił kiedyś komedię, w której obsadził swoją ówczesną żonę, przepiękną i nieodżałowaną aktorkę, Sharon Tate. Film pt. Nieustraszeni pogromcy wampirów to pastisz horrorów, z bardzo dobrą obsadą, bo reżyser również w nim zagrał. A ponieważ wampiry wypada traktować z przymrużeniem oka, dlatego ten film Polańskiego należy do moich ulubionych w temacie.