Dwie ekranizacje polskiej, kultowej, klasycznej powieści Lalka, szkolnej lektury autorstwa Bolesława Prusa oraz nowy serial na motywach pięknej powieści Na wschód od Edenu - opus magnum amerykańskiego pisarza Johna Steinbecka. Post pisany "na gorąco", zapewne kiedyś, po przemyśleniu, zmienię zdanie, więc to są spoilery na dziś, na tu i teraz.
Lalka, reżyseria Maciej Kawalski, Polska 2026
Film miał premierę kinową w Polsce 30 września. Polacy ruszyli do kin i szeroko go komentują. Jaki jest? Jest dobry, solidny, wizualnie wspaniały. Czy ma wady? Owszem, jak prawie wszystko.
Drewniane role "bez ról" , wybitnych polskich aktorów: nijaka Joanna w wykonaniu Krystyny Jandy, wyjątkowo zbyt leciwy, czyli zdecydowanie za stary o jakieś 30 lat, Rzecki, zagrany przez wracającego na duży ekran Marka Kondrata, słaby książę Jana Englerta (który w serialu z 1977 roku wcielił się w jednego z subiektów) i zaledwie poprawny hrabia Łęcki Andrzeja Seweryna. W moim odczuciu, bardzo się starający, jednak w efekcie średni i nijaki w roli starającego się o Bellę, Marcin Dorociński (jako żołnierz, kupiec, przyjaciel wypadł lepiej, ale nie jest to kreacja na miarę jego talentu), świetna, ognista Agata Kulesza, bardzo dobra, temperamentna, nieco tajemnicza Maria Dębska, ciekawy Borys Szyc, wspaniała i wzruszająca Pani Maja Komorowska (po prostu klasa, czapki z głów) i jak zawsze dobra jej imienniczka Mają Ostaszewska w małej, ale zapadającej w pamięć roli.
Generalnie troszkę szkolna, poprawna i rzekłabym - ładna adaptacja powieści z pominiętymi niektórymi wątkami i homeopatyczną dawką reinterpretacji. Przepiękne kostiumy, wnętrza, plenery, scenografia, muzyka do mnie na razie nie przemówiła, nie zachwyciła mnie (a może to kino i zbyt głośny seans). Czuć ducha epoki, wręcz jej zapach i klimat. Film długi, niemal trzygodzinny, ale bez odrobiny nudy.
Kamili Urzędowskiej w roli Izabeli bronię: enigmatyczna, stonowana, posągowa, subtelna, nieco sztywna, jak na lalkę przystało (chociaż Prusowi raczej o inną lalkę chodziło w powieści, a może o wszystkich bohaterów jako lalki) i bardzo piękna. Dla mnie - najlepsza i najpiękniejsza. I nie będę uzasadniać dlaczego, bo ona jest jak niezwykle osobliwy motyl. I chyba w tej wersji najbardziej rzucała się w oczy różnica wieku między Bellą a Stachem. I dobrze, bo przecież był od niej starszy o jakieś dwadzieścia lat.
Podobały mi się jeszcze wypowiadane przez bohaterów cytaty z powieści Prusa i aluzje do innych dzieł, reżyser (który jest przystojnym człowiekiem, a z wykształcenia lekarzem) w roli hipnotyzera i jakaś - pięknie oddana - magia dawnych lat. Na pewno obejrzę ten film raz jeszcze, na spokojnie w domu - kiedyś.
Moja ocena filmu: 7/10
Lalka, reżyseria Paweł Maślona, serial Netflix, Polska 2026
Niezależna i biedna, dość inteligentna feministka i mądry, przedsiębiorczy, zaślepiony jej urodą dorobkiewicz w ferworze końca pewnej epoki. Dwa pierwsze odcinki nieco mnie nudziły, irytowała kosmicznie, podobna bardziej do Marii Konopnickiej, nudna, wpięta w opowieść Eliza Orzeszkowa grana przez Agnieszkę Grochowską. Miałam wrażenie, że nie będzie ciekawie.
Ale potem było znacznie weselej, niekiedy strasznie i z pazurem. Myślę, że scenarzyści wzięli tytuł literackiego pierwowzoru bardzo serio i, jako że lalki to zabawki, zabawili się zarówno konwencją, jak i widzem, chociaż karczemne bluzgi naprawdę mogli sobie darować. Nie irytowało mnie to, ale było niepotrzebne, choć być może pokazywało, jak i w co grają ludzie pod płaszczykiem arystokratycznej cooltury.
Serial zaserwował także bardzo smakowite aktorstwo: Sandry Drzymalskiej, Magdaleny Cieleckiej, Tomasza Schuchardta, Jacka Braciaka, Piotra Adamczyka (tu miłe zaskoczenie) i Mirosława Zbrojewicza. Dodatkowo serial zaprezentował dla mnie, trzy aktorskie odkrycia roku w postaciach: Julii Wyszyńskiej, Marii Kani i Piotra Packa. Interesujące zwroty akcji. Mocna chemia, iskry między parą głównych aktorów dodawały serialowi uroku. Ciekawe kostiumy, przyjemna muzyka. Poplątanie z pomieszaniem, ale na duży plus. Luźna interpretacja, a właściwie wariacja na temat dzieła epoki pozytywizmu. Lubię takie filmy i śmieszą mnie pełne świętego oburzenia recenzje.
Moja ocena serialu:7/10
Na wschód od Edenu, reżyseria Zoe Kazan, serial Neflix, USA 2026
Moja słabość do Florence Pugh trwa od lat, bo jest to piękna dziewczyna i jedna z najciekawszych gwiazd współczesnego kina, do tego cholernie zdolna i charyzmatyczna. A słabość do literatury odziedziczyłam w genach. Nie mogłam więc pominąć nowej ekranizacji niesamowitej powieści Johna Steinbecka, mając w pamięci wspaniały serial z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z wybitną kreacją Jane Seymour.
I nie zawiodłam się, bardzo psychologiczna i bardziej ludzka niż powieść, piękna, epicka, poruszająca niezwykle ważne tematy ekranizacja, zrobiona przez wnuczkę Eliasa Kazana, człowieka, który pierwszy sfilmował dzieło amerykańskiego Noblisty już w 1955, trzy lata po ukazaniu się powieści. Świetne aktorstwo, cudowne plenery, kostiumy, poruszające dzieło. Bardzo podobał mi się młody aktor Joseph Zada (muszę zapamiętać to nazwisko, bo widzę w nim duży potencjał) w roli Cala, którego wygląd bardzo rezonował z urodą Florence Pugh; świetnie zagrali również: Carlan Hinds, Hoon Lee, Mike Faist, Christopher Abbott i zawsze wspaniała aktorzyca Martha Plimpton.
Lubię, kiedy kobiety stają za kamerą, reżyserują interesujące filmy i tak jest w tym przypadku.
Moja ocena serialu: 8/10
Wszystkie filmy szczerze polecam, warto je obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie.
Życzę Wam wspaniałego weekendu i ciepłego, udanego października.





























%20Sweet%20Puzzles%20Facebook.png)















