Translate

26 maja 2026

Famale Power

Dobra energia
 
- Erice i Jowicie, kobietom mojego życia
 
To już tyle lat, a ja wciąż doskonale pamiętam
blask twoich lśniących, hebanowych włosów,
które po umyciu nakręcałaś na grube wałki
i oplatałaś siateczką, żeby rano były piękne.
 
W twoją gęstą i jedwabistą czuprynę, ojciec
kochał wkładać dłonie i twarz, ja lubiłam
dotykać, czesać i wąchać. Wzrokiem zaś
głaskałam twój uśmiech, w myślach
tuliłam się do ciebie mocno, najmocniej.
 
Nie wiem, czy moja córka lubi moje włosy,
ale jestem pewna, że lubi mnie, chociaż mocno
odbiegam od standardów, daleko mi do ideału.
Ciebie nie pamięta zbyt dobrze, bo zdecydowanie
za szybko odeszłaś, zostawiając niedosyt.
 
Lubię wierzyć, że kobieca siła scala, nadaje życiu
ważność i sens. I lubię patrzeć na nasze zdjęcia -
impresje ciepłych gestów, łagodnych uśmiechów,
skrywających prostą, ale niezwykle silną więź. 
 
To już tyle lat, mamo, a moja dusza wciąż tęskni,
nadal czuję twoją delikatną, nienachalną obecność.
Jeszcze przez długi czas, córeczko, moje serce będzie
wysyłać ci światło tak jasne, że słowa staną się zbędne. 
 
Energia miłości niech w nas wrośnie, zakorzeni się,
pobiegnie z wilkami, poleci nad makowe łąki
i radośnie, lekko tańczy, niech czule zaklina,
afirmuje świętą żeńskość, odważną kobiecość. 
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 V 26
 
 
W Polsce Dzień Matki obchodzony jest 26 maja. Dla mnie jest to Dzień Kobiet z Rodu. Wspominam wtedy nie tylko moją mamę, ale też moje wspaniałe babcie, przekochane ciocie, które bardzo lubiłam i które były dla mnie bardzo ważne. 
Miałam w życiu trzy mamy: pierwszą była mama Erika, a drugą siostra mojego taty, ciocia Danusia, która miała być moją chrzestną, a zastąpiła mi Erikę, w czasie moich wieloletnich studiów i gdy mama chorowała, Danusia wspierała mnie, była babcią do Jowity; choć sama bezdzietna, owdowiała trzy lata po ślubie, była cudowną drugą mamcią dla mnie i mojego kuzynostwa: zawsze otwarta, gotowa wesprzeć, doradzić, ukoić. W sercu skrywam również moją teściową, Alinkę - moją trzecią mateńkę - mądrą i dobrą, która bardzo pragnęła mieć córkę, a doczekała trzech synów.
 Zastanawiam się również, jaką jestem mamą dla mojej córeńki najukochańszej... Ona twierdzi, że wysoce osobliwą i artystyczną. 
Wszystkim Kobietom życzę zatem spełnienia. Nie każda z nas musi być mamą stricte, może być mamą duchową, może wspierać inne kobiety. Ważne, że po prostu jest.
 
* 
 Na zdjęciach od góry: moja córeczka Jowita Sylwia i ja; moja mama Erika po trzydziestce, jak już brat i ja byliśmy na świecie; Jowita;  ja.  ❤ Mało mam mamy i z mamą zdjęć, ale moje serce zrobiło ich tysiące i wciąż do nich wraca. 😘 

25 kwietnia 2026

Powrót z zaświatów

🌺Witajcie!🌺
 

Wybaczcie, że mnie nie było, że ukryłam to miejsce dla czytelników i mój blog był niewidoczny dla wszystkich wyszukiwarek, że się nie odzywałam, ale - wierzcie mi - naprawdę uchroniłam tym sposobem mój blog przed skasowaniem po ponad czternastu latach pisania. 

Dobiła mnie alergia, a rozjechały mnie jak walec drogowy, leki na nią. To jest totalny paradoks - leki na alergię, które uczulają, pogarszają feeling, powodują wysypkę, plamy na skórze, bolesne wypryski na twarzy i dekolcie, bóle i zawroty  głowy oraz mdłości. Od połowy marca czułam się po prostu koszmarnie, naprawdę myślałam, że zejdę z tego świata. Nie ma nic sympatycznego w tym, że człowiek, dla którego oddech znaczy życie - ma z nim ogromne trudności. Przez to odczuwałam dyskomfort w całym ciele, czułam się bardzo źle, jakbym się zapadała, byłam bardzo słaba, kręciło mi się w głowie. Dawno nie miałam takiego odpływu, spadku energii i tak złego samopoczucia. Były dni, że nawet nie miałam siły się napić, że wszystko stawało się szare, obce i obojętne. W połowie marca L-4 i mnóstwo leków za niemałe pieniądze, potem praca ponad siły, po prostu harówka. W święta wielkanocne, gdy wszyscy delektują się jedzeniem, ja zrobiłam sobie bardzo świadomie, cztery dni totalnej głodówki, z nadzieją, że pomoże, wypłucze toksyny z organizmu, ale stało się inaczej - nie odzyskałam wigoru. Później pojawiła się ogromna, swędząca i bardzo bolesna opryszczka na ustach, którą najpierw wzięłam za odwodnienie, za spierzchnięte usta i na którą już po prostu musiałam wziąć tabletki, bo same maści okazały się, niestety, za słabe. Wszystko to spowodowało stany depresyjne, apatię, dolegliwości psychosomatyczne, bóle w całym ciele, zwłaszcza w dolnej części kręgosłupa.

Teraz znowu mam zwolnienie lekarskie, dostałam też skierowanie na zrobienie wszystkich potrzebnych badań, także USG brzucha. W poniedziałek ponownie lekarz - a tak naprawdę przedobra i empatyczna Pani Doktor, ale ja już wiem, że wyniki mam dobre, bo je sprawdziłam w internecie, dolna granica, ale jest ok, nawet poziom witamin B i D jest w normie. Mam też dobre TSH mimo wieloletnich problemów z tarczycą, trwających od czasów liceum do około czterdziestki, gdy świadomie odstawiłam 11 piguł dziennie przepisywanych latami. 

Strasznie się bałam tych wyników, bo gdyby się okazały takie same, jak moje samopoczucie, byłyby fatalne... Dlatego już wiem, czuję i rozumiem, że moje ciało powiedziało dość pędowi i nadmiarowi bodźców, a przede wszystkim - stop farmakologii. Nie znoszę łykania piguł. Stają mi w gardle, okropnie na mnie oddziałują. Koniec, kropka.

Dziękuję wszystkim, którzy w czasie tej absencji, nieobecności wysłali do mnie e-maile. Bardzo się cieszę, że jesteście, że mogę z Wami rozmawiać w jakiejkolwiek postaci.

Powyżej obraz nieznanego Autora. Poniżej jedna z moich ukochanych piosenek i najnowszy wiersz; ostatnia grafika z internetu, pt. Cердце души autorstwa tajemniczego J.D.  😘 Uściski! 🌹

🌺

 xXx

zimno, prawie maj, nie mam na nic siły,
brakuje mi motywacji do robienia rzeczy istotnych,
nie chce mi się chodzić, wolę się nudzić, zostać w domu.
 
nie mogę się skupić, nie mogę czytać. poirytowana
loguję się na portal, na którym sztuczna inteligencja
sprawdza moją tożsamość, a avatary udają dobrych
znajomych, udzielają rad i wysyłają wirtualne serduszka.
 
cała siebie dotkliwie bolę, a ty się śmiejesz,
gdy mówię o duszy i o tym, jak bardzo potrafi 
tęsknić za ciałem, dlatego często odwiedza mnie 
w snach i opowiada o odważnej, pięknej Lilith,
która ulepiła z ziemi Węża po to, by pomógł jej
znaleźć siebie i uciec od narcystycznego bożka.
 
ja też chcę odejść od ciebie, AI, avatarów,
od sfingowanych, bezwartościowych relacji.
 
uciekam w chorobę, dobitnie czuję, jak wypływa ze mnie
moje małe, bezwartościowe życie, jak zmienia się w rzekę, 
która szuka wielkiej wody, by mogła poczuć się wolna.
 
zimno, magnolie kwitną, bzy się budzą, wróciły jaskółki,
a ja wciąż nie wiem, jak wrócić do siebie. czuję się
słaba i chora wbrew całkiem dobrym wynikom badań,
czuję się stara, brzydka, niewidoczna, wypalona.
 
moja dusza krwawi, zakwita makami, oplata serce
i zagubiona w słowach, śpiewa die with a smile
tylko nie wie, naprawdę nie ma pojęcia,
czy chce umrzeć razem z tobą,
 
czy wylogować się solo.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 25 IV 26
 

 🌺

02 kwietnia 2026

Zaprośmy wiosnę do naszych domów i serc, niech będzie nam zielono!

 Witajcie w przeddzień Świąt Wielkanocnych! 


Przedstawiam Wam w tym poście piękne, stare kartki wielkanocne, które znalazłam w internecie. Mam nadzieję, że będą cieszyć Wasze oczy.

Życzę Wam pięknych, ciepłych, zdrowych, pełnych nadziei, rodzinnych świąt, dużo dobra i spokoju ducha! Trwajcie w nadziei pomimo wszystko! Niech świat wypełni pozytywna energia.

 Wpuśćmy wiosnę.
Niech słońcem
zabłyśnie nad stołem
w wielkanocne świętowanie

jak wiosna wesołe!

Ewa Skarżyńska 

 

22 marca 2026

Niedzielne utyskiwania, rozkminki i polecajka

 Drodzy, wybaczcie nieobecność na Waszych blogach, brak komentarzy oraz odpowiedzi na Wasze komentarze tutaj, na moim blogu. Zmiotła mnie nie tyle wiosenna alergia, co rozwaliły i rozstroiły mnie leki na nią. Chyba zbyt silne, zbyt inwazyjne. Nie wiem, jak określić stan, w którym nawet podczas leżenia czy siedzenia w wygodnym fotelu, kręci mi się w głowie, kiedy czuję się otumaniona i nieco nieobecna. I na dodatek nie widzę jakichkolwiek efektów leczenia.


Dlatego dzisiaj, po tygodniu sumiennego brania tych specyfików (przepisanych na ponad miesiąc leczenia), postanowiłam te leki odstawić i pić jedynie wapno, a nos smarować maścią majerankową, która przynosi niewielką ulgę. Generalnie mam wrażenie, że moje ciało nie lubi tej chemii i że nie są to "trafione" lekarstwa, skoro czuję się tak, jakby ktoś uderzył mnie w głowę co najmniej młotkiem.

Moja nieobecność na Waszych blogach, też wiele mi mówi o tym, jak to wszystko tutaj, na Bloggerze,  wygląda. Jednak taktownie to przemilczę. Ale wiele blogów sama odpuszczę i nie będę się nikomu narzucać ze swoimi wierszami oraz komentarzami, na które nie otrzymuję feedbacku czy choćby grzecznościowego komentarza. Z serca dziękuję tym, którzy po prostu są. Mając 56 lat powinnam już się przyzwyczaić do jednej rzeczy, mianowicie do tego, że są ludzie, którzy - chociaż nie mają o mnie pojęcia - nie lubią mnie za samo istnienie w internecie. To jest fenomen sieci. Niech im będzie, nie mnie to oceniać.

Jak nieco mi się polepszy, na pewno odwiedzę Wasze blogi. A ten post pozostawię bez komentarzy. Jeśli chcecie, komentujcie go w poprzednim poście, ja naprawdę czytam wszystko, co do mnie piszecie, co chcecie mi przekazać i robię to ze zrozumieniem. Niekiedy nie nadążam z odwiedzaniem Was, bo goni mnie czas, bo nawet na zwolnieniu lekarskim nie mam ciszy i spokoju. I z jednej strony bardzo mnie cieszy troska innych, pochylam się również nad ich potrzebami i problemami, a z drugiej, chciałabym pobyć sama w domowym zaciszu, pogrążona w swoich myślach, książkach i wierszach. I móc rozmawiać z bliskimi, którzy na co dzień mają mnie mało, ze względu na moje różne prace, dodatkowe zajęcia.

Pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają i życzę Wam udanego, ciepłego, wiosennego, cudownego nowego tygodnia. Bądźcie zdrowi!

PS

Szukając inspiracji do przedstawienia na szkolną uroczystość, przypomniałam sobie powieść nieodżałowanej Doroty Terakowskiej. Książkę opowiadającą o dziewczynce z Zespołem Downa, czytałam dwadzieścia lat temu i czytam od wczoraj, mimo bólu głowy (nomen omen wczoraj był Dzień Zespołu Downa, Światowy Dzień Poezji i pierwszy Dzień Wiosny). Swój egzemplarz pożyczyłam kiedyś komuś nieuczciwemu, kto mi go nie oddał, ale brat wypożyczył mi tę książkę w mało uczęszczanej Bibliotece Pedagogicznej (książka jest czysta, w każdym razie) i muszę Wam polecić tę piękną powieść. Jest wspaniała i wzrusza, jak dawniej.


 

18 marca 2026

"Wiosna w końcu nadejdzie, tak samo i szczęście. Spokojnie. Życie stanie się cieplejsze".***


Witajcie moi Drodzy, na początek mój dzisiejszy wiersz, nad którym pewnie jeszcze popracuję...

Przyloty

Marzec, kilka dni po Dniu Kobiet, przedwiośnie.
Chodzę z psem, żeby się wzmocnić emocjonalnie,
odwiedzam ciche miejsca, gdzie nie ma wielu ludzi.
Chcę poczuć w sobie i na sobie wiosnę, odczuć,
że żyję, oddycham i jestem w swoim ciele.
 
Długa, mroźna, surowa i szara zima sprawiła,
że czuję się zmrożona, ospała, chcę stopnieć,
odświeżyć myśli, poruszyć ciało, odnaleźć duszę.
Wchodzę na pustą łąkę: dwa raniuszki siedzą
na krzewie forsycji, która dopiero pączkuje na żółto.
 
Pies ryje nosem w trawie, w której coraz więcej
zielonych łodyżek kusi nowym zapachem, świeżością.
 
Spontanicznie zdejmuję buty, ziemia jest wilgotna i zimna,
czuję jej delikatny puls. Biegnę, jakbym gnała prosto
w ramiona dawnego kochanka, który odszedł do innej,
bo nie zniósł mojej empatii do świata, bo nie rozumiał,
jak bardzo lubię spontaniczne zachwyty, uniesienia.
 
Nawet brak tchu sprawia mi radość, nawet ból cieszy,
że odczuwam; oślepiające światło nie przeszkadza,
a moja kruchość staje się siłą, dodaje skrzydeł.
 
Lecę do siebie, do wesołej, wiosennej dziewczyny
zakochanej w życiu. Wiosna robi swoje -
przylatuje wtedy, gdy jest konieczna. 
 
 
 
Mam nadzieję, że mój wiersz przypadł Wam do gustu, napiszcie, co o nim myślicie. Jest prosty jak wiosna, która się wreszcie rozgościła na dobre.Na zdjęciu poniżej moja wiosna - dekoracja do klasy. Ja zaś jestem chora, od poniedziałku jestem na L4, bo... dobiła mnie ukochana leszczyna i inne pyłki.
 

 Po tej długiej, szarej zimie, gdy nagle zrobiło się ciepło i pięknie, gdy wszystkie naraz kwiaty i krzewy zaczęły kwitnąć... Poległam. Ledwo mówię i oddycham i mam od groma leków antyalergicznych, ale bardzo, przebardzo cieszę się wiosną!!! Życie to jednak parada paradoksów.


A na zdjęciach powyżej i poniżej, moje nowe, śliczne kubeczki i pióra - mam nadzieję na wenę, na pisanie nie tylko wierszy, ale również pamiętnika, bo chcę wrócić do pisania pamiętnika w zeszycie.
 

Niestety, zaniedbałam pamiętnik przez wielką ilość pracy w szkole, pracy terapeutycznej, pracy redakcyjnej i innych obowiązków, jednak zamierzam nadrobić zaległości, choćby tylko w wyrażaniu wdzięczności za życie, za to, co i kogo mam obok siebie, za zdrowie, rodzinę, przyjaciół, zwierzęta.

 
Cytat w tytule postu jest autorstwa Anity Krizzam, zdjęcia raniuszków z internetu - uwielbiam te ptaszki, coraz częściej je widuję na moich spacerach z psieckiem, są urocze, bardzo przyjazne i śliczne.
 

Jednak ostatnio mam nawyk wychodzenia na spacery bez rozpraszaczy w postaci telefonu i jeszcze nie udało mi się ich sfotografować. Mam jednak nadzieję, że niebawem to zrobię!


Oba pióra piszą świetnie, do złotego dałam niebieski, a do srebrnego czarny nabój. Super się nimi pisze, lekko, pasują mi do obu rąk.


I jeszcze prośba Wielka do moich ogrodniczek, co to za krzew na zdjęciu poniżej? Nie ukradłam gałązek, po prostu ktoś mocno przycinał i leżały na chodniku, więc wzięłam do wazonu. Ale krzew jest ładny, zielony cały rok, z chęcią kupię i posadzę pod domem, więc jeśli ktoś zna nazwę, niech mi ją zdradzi, będę bardzo wdzięczna. 🌿🌿🌱 Czy to jest laurowiśnia? 🌿🌱🌿
 

Życzę Wam dobrego, wspaniałego czasu, pełnego pięknej, ciepłej, kolorowej wiosny! 
 

 

14 marca 2026

"Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić".

"To czas, który poświęciłeś swojej róży, czyni ją tak ważną".

Antoine 

 

"Moja róża jest dla mnie ważniejsza niż wszystkie inne, ponieważ to o nią się troszczyłem”.

Antoine 


ڿڰۣ 
 
 Róża i Książę

"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".
Antoine de Saint-Exupéry


Nieważne, że ją zostawiłeś na pastwę
szklanego klosza, pod którym
niemal się udusiła,
samotności i zdrad, przez które
prawie odeszła od zmysłów?

Cóż z tego, że spełniłeś siebie:
zajrzałeś w oczy ciał niebieskich,
poznałeś mnóstwo tajemnic, skoro
nie zrozumiałeś, jak wiele trzeba przejść,
aby umieć wrócić o zachodzie słońca.

Nie oswoiłeś jej.
Wtargnąłeś w niespokojną, wrażliwą
duszę i artystyczny umysł.
Ciągle czekała, wyczekiwała
kochając pomimo wszystko,
a świat jej łez na zawsze
pozostał nieodgadniony,
rozedrgany i zbyt emocjonalny.

Smutny, pełen żalu pamiętnik,
skrzętnie ukryła przed światem,
doskonale zdając sobie sprawę,
że dorośli nie patrzą sercem, nie potrafią
dostrzec obłych słoni w płaskich wężach
i rzadko rozumieją coś więcej,
niż tylko banalnie przyziemną mutację cyfr.

Dzieciom zaś, nie wolno serwować
powiastek zbyt wybujałych erotycznie.
 

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 8 III 20

 ڿڰۣ 

Wiersz, który Wam dzisiaj prezentuję, napisany został pod wpływem wspomnień lektury "Pamiętnika Róży" autorstwa żony twórcy "Małego Księcia", Consuelo de Saint‑Exupéry, opisującego ich niezwykle burzliwy, pełen zdrad, rozstań i powrotów, toksyczny związek.

Nie wiem, czy ta książka - pamiętnik, jest dostępna gdzieś poza ewentualnie bibliotekami, ale szczerze ją polecam, bo, chociaż czytałam ją dawno  - jakieś dwadzieścia lat temu - została we mnie na długo i dała zupełnie inny obraz autora jednej z moich ukochanych powiastek filozoficznych. 


Autor tej pięknej, moralizatorskiej bajki, zwany błędnym rycerzem przestworzy, obrońcą najwyższych zasad moralnych, ostatnim romantykiem literatury, poza zasięgiem ciekawskich oczu, był jednocześnie niewiernym, nieco narcystycznym egocentrykiem  i wiecznie nieobecnym, mającym wiele romansów (najważniejszy z arystokratką Nelly de Vogüé), mężem czekającej na niego żony.


Zatem prywatnie był zupełnie inny, niż wielu z nas się wydaje. I dobrze, bo był człowiekiem po prostu. Consuelo też wcale nie należała do świętych (pisarz był jej trzecim mężem, a gdy się poznali, miała 29 lat), uzupełniali się, łączyła ich wielka namiętność.

Jednak, mimo nawiązań do książki, do słów żony pisarza i lotnika, do wiedzy o nim, mój wiersz jest jedynie fikcją, tworem mojej wyobraźni, wariacją na temat, impresją, utworem absolutnie osobnym. 

Jako ciekawostkę dodam, że "Pamiętnik Róży" został odnaleziony ponad 20 lat po śmierci autorki (1901 - 1979) i wydany we Francji w roku 2000, w setną rocznicę urodzin de Saint-Exupery'ego (1900 - 1944) i od razu stał się bestsellerem. Nie jest to jednak wielkie dzieło literackie, bardziej jednostronne i chyba nieco "ukwiecone" wspomnienia. 

  

O ich burzliwym związku opowiada paradokumentalny, poetycki film Ananda Tuckera z 1996 roku "Saint-Ex: The Storyteller” w którym w role małżonków wcielili się Bruno Ganz i świetna angielska aktorka Miranda Richardson. Niestety, nigdzie nie mogę tego filmu znaleźć, a bardzo chciałabym obejrzeć.

W roku 2024 na ekrany wszedł film w reżyserii Pablo Agüero "Saint-Ex. Zanim powstał <Mały Książę>", w którym wystąpili m.in.  Louis Garrel, Vincent Cassel i Diane Kruger. Film jest piękny, szczerze polecam.

Generalnie kocham "Małego Księcia" i nawiązuję do tej postaci w wielu swoich wierszach.  A Wy lubicie tę książkę, tę postać? Ja czytałam ją już kilkadziesiąt razy, w różnych tłumaczeniach i w czterech językach, bo zbieram różne wydania tego dzieła i zawsze chętnie do tej historii wracam. Jest tak prosta i tak urocza w tej swojej prostocie, że zawsze mnie wzrusza.

Koniecznie pielęgnujmy nasze wewnętrzne dziecko, jak robił to Saint-Ex., zanim psychologia nam to objawiła. 

 ,,Tak więc, kiedy będziesz sama, możesz, posługując się tym aparatem, opowiadać swoje wdzięczne historyjki, ja zaś jeśli zechcę cię usłyszeć, przegram jedną z płyt. Bo jesteś poetką Consuelo. I gdybyś zechciała, mogłabyś być pisarzem lepszym od swego męża".

Consuelo 

" - Nie, Tonio, nie chcę, żebyś wziął tę pracę. Twoja droga jest wśród gwiazd.
- Tak, masz rację, Consuelo, wśród gwiazd. Tylko ty rozumiesz wszystko..."

Consuelo 

"Ludzie z Twojej planety hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie… i nie znajdują w nich tego, czego szukają… A tymczasem to, czego szukają, może być ukryte w jednej róży".

Antoine 

 
Serdecznie wszystkim Wam dziękuję za wizytę na moim blogu i za pozostawione pod postem komentarze, które zawsze czytam z wielką atencją! Życzę Wam ciepłego, relaksacyjnego, kreatywnego weekendu!
 

Cytat w tytule postu: Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, obrazy z internetu.