wtorek, 12 stycznia 2021

No i niechaj się dzieje...

 


Co ma się dziać? 

Nowy rok, nowy krok, nowe dni dla nas wszystkich. Ważne, bo jeszcze ich nie znamy i czekamy na coś pięknego, wzniosłego.

Chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni zeszłym rokiem, jak również zimą, krótkimi, szarymi dniami, panującą aurą. Niechaj więc będzie, co ma być. 

U mnie od września jest dziwnie. Cholernie dziwnie, a nawet kiepsko. Naprawdę. Nie chciałam o tym pisać, ale w końcu jestem u siebie, w swoim skrawku sieci. I mogę pisać, o czym chcę. 

Zeszły rok nie był dla mnie generalnie złym rokiem. Przeżyłam, jestem, zarówno ja jak i moi bliscy, przyjaciele, znajomi. Nie mogę narzekać i nie robię tego.

Pięć razy byłam nad morzem: najpierw w Gdyni w ferie zimowe, potem w Kołobrzegu i Ustroniu Morskim na przełomie maja i czerwca, dwa razy w wakacje  - w sumie ponad miesiąc i jeszcze trzy dni we wrześniu na kursie z zakresu rytmiki i logorytmiki. Byłam głownie w Trójmieście, ale odwiedziłam też mniejsze miejscowości takie jak Puck, Jastarnia i Władysławowo. 

I do czego zmierzam? Mianowicie do tego, że jeżdżę nad to morze nie tylko dlatego, że uwielbiam szum fal, Klif Orłowski, Polankę Redłowską, ale też dlatego, że lekarz mi je zaleca, jako alergikowi. Że długo cierpiałam na nadczynność tarczycy, dlatego teraz chwytam bursztynowe klimaty.

A problem polega na tym, że mimo tylu tam pobytów, zeszły rok dał mi się bardzo we znaki pod względem zdrowotnym. Paradoksalnie - bo nie zachorowałam na koronkowe zemsty nietoperza - bardzo mnie rozwałkował.

Najpierw, na przełomie grudnia 2019 i stycznia 2020 miałam bardzo, ale to bardzo ciężką, dziwną grypę lub nie wiem co... W każdym razie było to coś, co sprawiło, że naprawdę pierwszy raz w życiu - mimo wielu wcześniejszych podbramkowych sytuacji - myślałam, że zejdę i w połowie stycznia napisałam na FB, że co by to nie znaczyło: wracam do świata żywych... Schudłam bardzo, bolały mnie mięśnie, stawy i nic nie mogłam jeść, miałam wysoką gorączkę, dreszcze, wszystko naraz. Ale jakoś z tego wyszłam: dużo cytryn, imbiru, witaminy c, d i miodu dobrej jakości z pasieki teścia kolegi z pracy... Potem, gdy przyszła zaraza pomyślałam, że miałam jej wszelkie objawy, ale nie było już nad czym dumać i się rozczulać... 

Później było w miarę dobrze, w wakacje dużo chodziłam, biegałam, pływałam w morzu i takie tam... I przyszedł wrzesień... I się zaczęło i trwa do dziś... Niby korzonki, niby rwa, ale jeszcze nigdy, przenigdy tak długo u mnie nie trwała, zawsze pomagały tabletki, ewentualnie zastrzyki, a tu nagle - bęc... Na tabletki uczulenie, a po zastrzyku wstrząs i kroplówki... I albo krzyż - dolna część kręgosłupa, albo udo, albo łydkę ciągnę za sobą, a jak to mija - ból przechodzi na ramię i bark... Fizjoterapeuta mówi, że nic mi nie jest, lekarz, że nie wie, co mi jest, ja - że chyba się pogrążyłam...

Lubiłam chodzić na aerobik w wodzie, póki było można, przynosił ulgę. Zresztą woda to mój ulubiony żywioł. Lubiłam i lubię czuć się wolna, zwłaszcza, że jestem numerologiczną piątką, a u piątek poczucie wolności - to podstawa, a tu jest jak jest i końca nie widać...

Ból ramienia, barku, jest czasem nie do wytrzymania, nie sypiam po nocach, potem śpię w dzień i wcale nie jest to fajne. Fakt, że przepłakałam całą noc sylwestrową mówi sam za siebie, zwłaszcza, że naprawdę nie należę do histeryczek i rzadko płaczę, a tabletki przeciwbólowe biorę dopiero wtedy, jak już naprawdę muszę.

Wiem, że to może być psychosomatyczne. Bo miałam tak po śmierci taty, gdy nie pozwoliłam sobie na żałobę, na łzy, których mi zabronił... Ale NIGDY nie trwało to aż tak długo. 

Wiem, starzeję się, ale też dbam o siebie, grzecznie łykam różne witaminki i suplementy, bo jestem już na tyle zatwardziałą wegetarianką, że nic i nikt nie zmusi mnie do zjedzenia ryby lub - nie daj boże - mięsa...

Stres?

Nie wykluczam, zwłaszcza, że chyba bezpowrotnie odchodzi bliski i znany nam świat i trzeba się będzie dostosować do nowego. Niepewność jutra to nigdy nie była łatwa do ogarnięcia sprawa, zwłaszcza dla nadwrażliwców...

Ale niech się dzieje, niech będzie to nowe, niech przyjdzie, co ma przyjść...

I oby lepsze dla nas wszystkich!

*fotografie własne

czwartek, 31 grudnia 2020

Nadchodzi 2021


 W roku numerologicznej 5 - roku dynamiki i przemian, transformacji i chaosu - życzę wszystkim spokoju, pokoju w sercach i w domach i wszystkiego najpiękniej spełnionego.

W lutym skończy się chiński rok metalowego szczura (celowo piszę go małymi literami), więc na twarzach życzę Wam jedynie pięknych uśmiechów! Nadchodzi rok bawołu (byka), w którym czeka nas wiele pracy, także tej nad sobą.

Na pewno damy radę, będzie dobrze, będzie pięknie!

Pozdrawiam mocno, szczerze, ciepło.

JoAnna


środa, 23 grudnia 2020

"Uwierzymy kolejny raz w jeszcze jedno Boże Narodzenie..."***


❤ 

egzegeza



no to jeszcze tak dla jasności
dla wyłuskania niuansów utopionych
w metaforycznych bajeczkach
narodził się po raz bóg wie który
który raz i który bóg
nieważne

może się rodzić ile razy chce
jeśli ma tym gestem spowodować
że świat stanie się lepszym
miejscem do świętowania

niechaj zrealizuje przypisywane mu
cuda sprawi że
dziewczynki i chłopcy bez zapałek
przestaną się spalać w ocieplającym się klimacie
Andersen zacznie zabawiać aniołki
weselszymi historyjkami
a ludzie darują sobie
kiczowate przystrajanie hurtowo wycinanych
zombie udających
drzewka szczęścia obfitości bogactwa
zarzynanie inteligentnych czujących istot
w celu upamiętnienia narodzin niebytu
i położą krzyżyk na zżeraniu wyniszczaniu
i sianiu spustoszenia
czynieniu ponurych grobowców
z własnych ciał

niech mięso stanie się
wreszcie Człowiekiem
przemówi empatycznym słowem
zabłyśnie godnym uczynkiem
niech dzieci i ryby krzyczą wniebogłosy

dziwna noc jasna noc
spokojnych świąt
pod prąd


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 XII 14

❤

Skoro święta Bożego Narodzenia opierają się na pozytywnych przesłankach, takich jak dobroć, życzliwość i wybaczenie, to należałoby je celebrować pożywieniem, w którego składzie nie ma potraw będących wynikiem poderżnięcia komuś gardła.

Juliet Gellatley

Dużo zdrowia i nadziei na ten czas i oby magia bliskości zdziała cuda! 

Pięknego czasu wszystkim, pozdrawiam, JoAnna

***cytat w tytule postu, Szymon Mucha, Kolęda dla nieobecnych

wtorek, 22 grudnia 2020

"W pisaniu chodzi o to by uwieść czytelnika".***

xxx

bywają poetki które
kopiują myśli innych poetek
 i nawet nie fatygują się
by przynajmniej  
nazwać to inspiracją
ująć w cudzysłów
 
chcą być lepsze od tych
 od których zżynają
nie rozwijają się 
nie szukają własnego stylu
zakompleksione nie chcą być sobą
oryginalną rozpoznawalną intrygującą
kreatywnie kompulsywną twórczą
wybierają dwubiegunówkę

jest mi żal złych poetek 
które myślą
że mają patent na teksty
mimo braku przyjaźni ze słowami

 pokazują środkowy paluszek
z czerwonym paznokciem 
chociaż powinny sobie
przyznać czerwoną kartkę
 
a przecież uwodzenie dobrym wierszem
przyprawionym pikantną metaforą
to taka ekscytująca
czynność
 
JoAnna Idzikowska-Kęsik, 21 XII 20

***cytat w tytule postu, Stephen King

*zdjęcia z internetu, nie znam Autorów

czwartek, 17 grudnia 2020

Kilka inspirujących cytatów. :)


*
 
Kiedy związek się kończy, ten, kto był lojalny, zostaje singlem, dopóki rany, które pozostawiły szkodę nie zostaną uleczone. Drugi wchodzi od razu w nowy związek.
To ma proste wytłumaczenie: Szybko szukają kogoś innego, bo nie wiedzą jak być samemu, to ludzie, którzy nie wiedzą jak kochać siebie, nie wiedzą jak czekać, tylko szukają tego, kto je wypełnia.
W dużym skrócie idą przez życie niszcząc serca, ponieważ ich niedojrzałość emocjonalna i brak miłości do siebie sprawiają, że nie wiedzą, jak poradzić sobie z samotnością...

~ Chris Perry~
*
 
Czasami nawet kiedy człowiek wie, że nie ma racji, musi wrócić, żeby nabrać sił i dopiero wtedy odejść na dobre. 
 
~ Eric Jerome Dickey ~
 
*
 
Najlepszym sposobem, by być szczęśliwym u boku drugiego człowieka jest nauczyć się być szczęśliwym w pojedynkę. Wtedy towarzystwo jest kwestią wyboru, nie potrzeby.
 
~Mario Benedetti ~
 
 *

DOBREGO, UDANEGO CZASU DLA WSZYSTKICH! POZDRAWIAM SERDECZNIE, jik

Post najważniejszy

Spokój, Pokój i Dobro... czyli spontaniczne myśli o tym, co jest i będzie.

„Zwykliśmy wierzyć, że świat zewnętrzny jest prawdziwszy niż świat wewnętrzny. Według nowego modelu nauki jest dokładnie odwrotnie. Stwi...