sobota, 30 listopada 2019

See you in the new life

 xXx

nareszcie koniec końca świata
listopad umiera odchodzi dzięki
względnej umowności kalendarzowej bzdury
jakie to piękne jakie natchnione
patrzeć na koniec realną śmierć niebytu

teraz już będzie znacznie lepiej
czas pozaiwania szybciej niż po grudzie
a obleśnie kiczowate aniołki i inne stworki
zafałszują cieniutkim falsetem "Halleluyah"

zajebiście urocza perspektywa
depresji  stłumionej wrzawą sympatycznie
rodzinnych tak zwanych świąt
okraszonych kiepskimi bajerami
i śmieciowym bezwartościowym żarciem

witajcie w gównianym Matrixie
w rzeczywistości homo kretynus
gdzie gadżety ważniejsze od uczuć
gdzie widać słychać a nawet czuć
totalną przenikliwie zimną pustkę

w której dzieci i ryby wrzeszcząc błagają
o chwilę uwagi dobro miłość i szacunek
dusza i ciało mówią dosyć a rozum
gna na oślep za kolejną zbędną zabawką

jik
*obrazy z internetu, nie znam Autorów

niedziela, 24 listopada 2019

Prywata i exhibicjonizm. ;-)


Nie narzekam, bo zawsze robię to, chcę i to, na co mam ochotę i nic i nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać, jak sobie coś wymyślę.
Tak już mam i chyba powinnam być spod upartego Barana, a nie spod praktycznej, ułożonej Panny? Ten znak, ta Panna, w ogóle do mnie nie pasuje. Szalona numerologiczna Piątka we mnie gra i mną gna i igra z losem... A potem śpiewam, jak Edith Piaf: Padam, padam, padam i... naprawdę padam, bo Edith tylko śpiewała w zupełnie innym kontekście.
Weekendy mam wyjęte z życiorysu na dwa długie lata, z powodu dwóch kierunków studiów podyplomowych, które robię, bo po prostu chcę, bo doszłam do wniosku, że dawno niczego nie kończyłam i się nie nic nowego nie nauczyłam a naprawdę lubię się uczyć... 
Doszłam też do wniosku, że nie chcę dorabiać jako instruktor plastyki na wiosce, w zimnej sali domu ludowego, bo już tej plastyki mam dość w dobie komputerów, gdzie sprawność manualna dzieci bywa zerowa, a historia sztuki obchodzi je tyle, co memy na Demotywatorach z Mona Lisą w przerobionej roli głównej. A poza tym chyba się wypaliłam. Mam dość dokładania do zajęć, kupowania materiałów za własne pieniądze. Mam też dość robienia za dziewczynkę na posyłki, cokolwiek to znaczy, jakkolwiek to odbieracie. Jestem dziwna i w przeciwieństwie do wielu z Was - lubię zmiany, gdyż one pozwalają zachować równowagę i dopingują do działania. Życie to jedna wielka, nieustanna zmiana.
No to się uczę, bo naprawdę lubię swoją pracę w szkole, z dziećmi, w klasie. Przy dzieciach jestem sobą. Siedzę w psychologii, logopedii, pedagogice wczesnoszkolnej, czytam, przygotowuję się do zajęć, robię prezentacje. I jeszcze staram się coś czytać z literatury pięknej, chodzić do kina i, oczywiście, pisać.
I może wydam tomik, jak się w końcu odważę, w każdym razie moje koleżanki poetki znalazły mi wydawcę. A jeden wydawca znalazł mnie. Śmieszne, bo jakoś nie mam ambicji na bycie wydawaną poetką. Antologii było sporo, ale ten tomik, jego przygotowanie, chyba mnie trochę przerasta.
I ostatnio na jednym z moich ulubionych blogów, Jotka pisała o ekranizacji powieści Stephena Kinga, którego lubię poczytać, bo gość ma płynny styl, dobrą znajomość psychologii i generalnie nie jest najgorszy. I byłam na tym filmie z Ewanem McGregorem i jakoś mnie nie zachwycił ten "Doktor Sen", oprócz urody szwedzkiej aktorki i kilku scen (głownie scen medytacji, bilokacji i takich tam astralnych spraw),  był po prostu średni, powieść podobała mi się, ale czytałam ją jakieś sześć lat temu, więc nie wiem, jak byłoby teraz. Zresztą moją ulubioną powieścią Kinga, którą dostałam od poetki Beatki Kieras, jest "Ręka mistrza" i jej ekranizacja na pewno wzbudziłaby we mnie emocje.
Rozczarowała mnie również kontynuacja "Samotności w Sieci" Janusza L. Wiśniewskiego. Ot, poczytać i zapomnieć szybciej, niż się przeczytało. A może nie miałam dnia? Bo przeczytałam w jeden dzień.
I chyba w ogóle jestem rozczarowana życiem i jedno wiem na pewno: nie mogę gnić, muszę być skremowana. Tak będzie. Będę też miała świecki pogrzeb z "Halleluyah" Coena w wykonie k.d.lang - dla mnie najlepszym, bo przecież tę pieśń wyli już wszyscy.
Od dziecka wiem, że umrę w listopadzie, że chwyci mnie za gardło i odbierze ostatnie tchnienie. Listopada nie lubię, bo mam alergię na pleśnie. Straszną. Mdleję, robi mi się niedobrze i takie tam historyjki. Kocham Matkę Ziemię i chcę się z nią złączyć jako proszek, a nie jako materiał gnilny.
Jak ktoś oglądał świetny film z Viggo Mortersenem  pt. Captain Fantastic, to będzie wiedział, o co chodzi: chcę być jak bohaterka, której nie ma - proszek rozsypany w paru miejscach... Najlepiej trochę nad morzem i trochę w moich okolicach, może gdzieś niedaleko Karpacza, blisko ulubionego Poety?
Z poezji bardzo podoba mi się nowy tomik Justyny Koronkiewicz pt. Naturalna kolej rzeczy. Jest to poezja naturalnie piękna po prostu.
No i tak sobie ten listopad płynie w liściach, nie jest mokro, więc nie czuć pleśni i zgnilizny i jakoś funkcjonuję, upiększam się bursztynową biżuterią, ale generalnie czekam na święta jako na czas wolny, zwłaszcza, że do świąt, co tydzień w pracy rada lub zespół, każdy weekend na studiach, konkursy, zabawy i inne takie wysiłkowe sprawy.

Wam życzę spokojnego i dobrego czasu!
Zdjęcia w poście są moje, wszystkie sprzed kilku listopadowych dni. Malwa pod domem kwitnie w najlepsze, nagietki i róże wciąż cieszą oczy i pokrzywy ci u nas dostatek. ;-)
Piję rumianek, miętę, czarną z cynamonem i pomarańczą i jakoś leci, choć mam wrażenie, że goni mnie czas.
Sorry za te wynurzenia, ale padam z nóg i chyba musiałam...zamiast wiersza. :)

sobota, 16 listopada 2019

"Jeśli po takiej bliskości jesteśmy sobie obcy" ***

 piekło niepamięci

może inaczej nie potrafisz
jesteś dla siebie i wolisz
zamiatać pod meble
niż zmieniać cokolwiek

może nie umiem się zbuntować
lśnię wrażliwiścią i wizualizuję
  udany związek jako eksplozję
czułości i miękkich puchowych słów
 
widocznie musimy przestać
udawać miłość po bliskości
głębszej niż dno oceanu i odpłynąć
 w siódme piekło niepamięci
dużo dalej niż
Robinson Crusoe

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 16 XI 19
***cytat w tytule postu, Tomasz Jastrun, Niepamięć
*obrazy z netu, nie znam Autorów

czwartek, 14 listopada 2019

"Zdarza się". ***

xXx

to się naprawdę zdarza
spotykają się trzy kobiety
i jest im razem niezwykle
potrafią ze sobą rozmawiać
 słuchać drgającej ciszy
szumu morskich fal

patrzą na świat z sympatią
zachwycają się brodzącą
 w wodzie brzemienną dziewczyną
wróblami skaczącymi po kamieniach
dźwiękami wydawanymi przez mewy
dziećmi zbyt głośno wyrażającymi 
podziw nad światem
zachodem słońca i deszczem

to jest naprawdę możliwe
one się śmieją z niczego
nie marzą o rycerzach
 na białych pegazach
wyrosły z metafor
mówią o poezji jak o ruskich
pierogach serwowanych
w najtańszej i najlepszej
knajpie świata którą nazwały
Gospodą Bezinteresownej
Koneksji

to się naprawdę dzieje
w biały słoneczny dzień

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 14 XI 19
***cytat w tytule postu, Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć
*zdjęcia z internetu, nie znam Autorów

niedziela, 10 listopada 2019

B - 465

nieużyteczny

już cię nie potrzebuję!

lecz ciągle o tobie myślę, jakbyś był kimś istotnym
w moim życiu. a przecież jesteś jednym z wielu, jak
róże, które chciały cię kusić w hurtowej ilości, bardzo
 daleko od domu i w niezbyt intymnym miejscu.

znowu o tobie piszę, a jednak wcale nie chcę! odległą,
 głupią, dziwną i starą bajką jesteś, dawno spisaną na straty.
przed laty wymyśliłam, że mogłeś być Jezusem.
tylko gdzie Maria z Magdali? czy ukryła się w różach?

i co tu niby jeszcze... Lis fałszywy jak Judasz,
 kochał cię, potem zdradził, wiadomo: zły i rudy.
 i wąż tajemniczy, cichy, co posłał ciebie na krzyż;
te podróże przez światy, przez życia innych ludzi,
prawie jak zmartwychwstania albo reinkarnacje.

zatem znów we mnie siedzisz i tworzę ten wiersz:
 niepotrzebny i słaby, jak dorosły, co odszedł
 zbyt daleko od siebie i już nie wie kim jest!
 jak piękna jawnogrzesznica, bezwstydna nierządnica,
 która stanie się święta, bo będzie dla ciebie zawsze
 złotym, bezcennym Graalem i Różą jednocześnie.

już za nic cię nie pojmuję!

więc jak mam teraz grzecznie, pokornie, bez refleksji
odlecieć na ascetycznie surową planetę Dojrzałość,
kiedy ciągle tu jesteś, roztaczasz różową aurę
 i swoje drobne rączki naiwnie układasz w serce,
ty mały, boży baranku,
co pragnąłeś być Księciem?

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 10 XI 19
*obrazy z netu, niestety, nie znam Autorów :(
*** tytuł postu: Mały Książę mieszkał na asteroidzie B-612; to jest 465 post na moim blogu ;-)
**inne posty nawiązujące do Małego Księcia: klik klik klik
 ڿڰۣ

Bonus: jedne z najpiękniejszych zdjęć, jakie ostatnio widziałam; tak się powinno nosić futra, nie inaczej! Trzy Róże z Lisami. ;-) Więcej cudownych zdjęć zdolnej i pięknej Anastazji, możecie obejrzeć tutaj: klik

sobota, 9 listopada 2019

"Dane nam do inności prawo, Rimbaud - Aniele Stróżu mój, strach głupców zdeptał bredni wrzawą". ***

Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w niewłaściwej historii, odejdź.
Masz prawo odejść z każdej historii, w której się nie odnajdujesz.
Masz prawo odejść z każdej historii, w której siebie nie kochasz.
Masz prawo wyjechać z miasta, które gasi twoje wewnętrzne światło, zamiast sprawiać, że będziesz świecić jeszcze jaśniej, masz prawo spakować wszystkie swoje manatki i zacząć od nowa gdzieś indziej i masz prawo zredefiniować znaczenie swojego życia.
Masz prawo rzucić pracę, której nienawidzisz, nawet jeśli wszyscy mówią ci, żeby tego nie robić i masz prawo szukać tego czegoś, co sprawia, że nie możesz doczekać się jutrzejszego dnia i reszty swojego życia.
Masz prawo opuścić tych, których kochasz, jeśli źle cię traktują, masz prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, gdy z czymś się mierzysz i masz prawo odejść, kiedy próbowałeś wielokrotnie, ale nic się nie zmieniło.
Masz prawo dać odejść toksycznym znajomościom, masz prawo otaczać się miłością i ludźmi, którzy cię budują i sycą.
Masz prawo wybierać tę energię, której potrzebujesz w życiu.
Masz prawo wybaczyć sobie swoje największe i najmniejsze błędy i masz prawo być dla siebie miłym, masz prawo patrzeć w lustro i faktycznie lubić osobę, którą w nim widzisz.

Masz prawo uwolnić się od swoich własnych oczekiwań.
Niekiedy postrzegamy odejście jako niewłaściwą rzecz lub kojarzymy je z poddaniem się lub ucieczką, ale bywa, że odejście jest najlepszą rzeczą jaką możesz dla siebie zrobić.

Odejście pozwala ci zmienić kierunek, zacząć od nowa, odnaleźć siebie i świat. Odejście czasami ratuje cię od utkwienia w niewłaściwym miejscu z niewłaściwymi ludźmi.
Odejście otwiera nowe drzwi zmian, wzrostu, szans i odkupienia.

Zawsze masz wybór, by móc odejść, dopóki nie znajdziesz miejsca, do którego przynależysz i tego, co czyni cię szczęśliwym.
Masz nawet prawo porzucić swoje stare ja i odkryć siebie ponownie.

Autor nieznany
-------------------------------------
A ja dopowiem, że...

Masz prawo być najlepszą wersją siebie, pracując nad sobą i swoim charakterem i wybierając dobro.
Masz prawo być jak najbliżej siebie, swoich emocji i uczuć. Masz obowiązek opiekować się sobą i być swoim najlepszym przyjacielem. Zastanów się ile toksycznych, destrukcyjnych związków musisz przeżyć, żeby wreszcie pokochać siebie.

:)

Rzadko umieszczam na blogu takie teksty, ale ten jest ważny, bo najgorszą rzeczą na tym świecie jest nielojalność w stosunku do samego siebie, a przecież, nawet jeśli istnieje reinkarnacja - to życie, w którym jesteśmy tu i teraz, mamy jedno i warto je przeżyć najpiękniej, jak się da.
Pozdrawiam serdecznie, odpoczywajcie! 
Pamiętajcie też o niezwykle trafnych słowach pisarza, Terry'ego Pratchetta:
 
IDEALNY ŚWIAT JEST PODRÓŻĄ
A NIE MIEJSCEM...


***cytat w tytule, Jonasz Kofta, Rimbaud
*fotografie własne, z czwartku: teren Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych. Mam zajęcia na oddziale dla dzieci i młodzieży. A listopad też bywa piękny. ;-)) 
Zdjęcie w środku postu: moja ukochana filiżaneczka z ceramiki Rose z Gromadki koło Bolesławca, ze srebrną łyżeczką z bursztynem bałtyckim, którą dostałam na szczęście od koleżanek z pierwszej pracy, z wrocławskiego Przedszkola Montessori. 

środa, 6 listopada 2019

Je demeure, je reste!


No cóż, długo już spaceruję po tym padoliku pięterko niżej od piekła i od dawna wiem, że internet to świetny wynalazek. Bardzo życiowy. Bardzo ciekawy i niezwykle kolorowy, różnorodny.

Do ludzi spotykanych w internecie z reguły mam wielkie szczęście, gdyż, jak już niejednokrotnie pisałam tu i tam, przyciągam najczęściej tych ciekawych, interesujących, nadających na podobnych falach, a jeśli nawet na innych, to przynajmniej szanujących moje: fale, zdanie, światopogląd, przestrzeń, nieważne, jak zwał, wiadomo, o co chodzi. W internecie, nawet tu na blogu, spotkałam prawdziwych przyjaciół, teraz już realnych.

No, ale jak wszystkim wiadomo, nie zawsze spotykamy osoby przyjazne.

Poczucie (podkreślam: bardzo pozorne) anonimowości i bezkarności sprawia, że niektórzy pozwalają sobie na więcej, niż wypada, a inni chyba mają w swoich netowych zachowaniach jakiś dziwnie sadystyczny cel (nie będę się rozwodzić o typach zaburzonych osobowości, bo mi się po prostu nie chce).

Tak więc żyje sobie taka zwykła, prosta kobitka, spokojna JoAnna jak ja, pisze sobie różne rzeczy  i nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, dostaje obuchem w główkę, bo komuś coś nie pasuje, bo ktoś chce się lepiej poczuć kosztem kogoś i kretyńsko (sic!) myśli, że ma patent na rację, że jego światopogląd jest jedyny i prawdziwy czy prawdziwie jedyny, nieważne.

Sorry, ale trzeba mieć nierówniutko pod kopułką, aby na coś takiego wpaść, bo ilu ludzi, tyle racji i każdy ma prawo do swojej.

Kiedyś na polskim portalu społecznościowym, zaliczyłam chrzest spowodowany hejtem, jakiego zaznałam od pewnej psychicznie zaburzonej, emerytowanej polonistki. Paniusia chwaląca się orderami zdobytymi w czasach bardzo zaprzeszłych, wylewała na mnie (i wiele innych kobiet), pomyje i swój jad. Uważając się za wielką polonistkę z sukcesami i znawczynię poezji wszelkiej, zapodawała i lansowała taką grafomanię, że po prostu głowa mała. Grafomanię w najgorszym częstochowskim, pseudo lirycznym wydaniu, zapodawaną na NK przez samozwańczych poetów. Łaziła za mną krok w krok, obrażała mnie w sposób poniżej jakiegokolwiek poziomu i nawet tutaj zostawiła swój "uroczo osobliwy" ślad. Dopiero niedawno, przypadkowo zauważyłam i zrozumiałam, że ta ponad siedemdziesięcioletnia dziunia, drże koty nawet z kolegami z licealnej klasy i ze studiów i po prostu taka jest, że inaczej, biedna, nie potrafi.
A ze mną zaczęła, gdyż pan, którego bardzo adorowała i zapewne adoruje do dziś, zaprosił mnie do znajomych, bo byliśmy na forum sztuki, gdzie zgadywało się tytuły obrazów. Napisałam panu, że dziękuję za zaproszenie i się zaczęło! Nagle stałam się k***, grafomanką, złodziejką, idiotką i wszystkim, co tylko możliwe (choć babinka wcześniej podawała panu w komentarzach moje wiersze). Pańcia "wiedziała" o mnie wszystko, że mam borderline i menopauzę, że moje dziecko mnie nie kocha i jest glupie, że mąż jest pracownikiem korporacji, w której się nudzi i pisze za mnie komentarze, że jestem żydówką, mam garba i nie potrafię uczyć... Wszystko, co nawet nie przystoi osobie, która uczyła młodych ludzi i była wychowawcą klasy z mojego rocznika. Ręce opadały, ale tak się działo. Trwało to kilka lat, jednak pańci nie udało się mnie stłamsić (ponoć inne kobiety miażdżyła). Awansowałam w tym czasie na schizofreniczkę, upośledzoną i debilkę po studiach kupionych za świnię, chamkę, grafomankę ze wścieklizną niezaspokojonej macicy, nieuka, debila itp... ale przetrwałam.

Było też wielu innych, mniej lub bardziej zajadłych trollów, hejterów na portalach poetyckich, forach dla ateistów, grupach dla miłośników sztuki i portalach społecznościowych. Jednak żaden z nich, z pańcią – polonistką z NK włącznie, nie wpadł na to, że istnieją ludzie, do których i ja należę, tacy, którzy są naprawdę odporni, silni psychicznie. I że po paneczkach piszących wielkie dzieła literackie oraz ich wierszach i profilach, nie ma już w necie (ani w choćby poetyckich antologiach) nawet śladu, a ja wciąż jestem.

Że paniusia polonistka - emerytka z gołym, piegowatym biustem pod futerkiem, teraz wylewa jad na inne osoby, a ja tu jestem.

Dlaczego? Dlatego, że mam czyste sumienie, że robię swoje i nikomu nie szkodzę. Że zależy mi i wciąż pracuję nad sobą, swoim charakterem, nad relacjami z tymi, których szanuję i kocham.

Nie przepadam za poezją Stachury, ale gość napisał kilka ciekawych kawałków, z których jeden bardzo mi się podoba:

"Dla wszystkich starczy miejsca pod Wielkim dachem nieba".

W kwietniu pojawił się tutaj, w moim skrawku w sieci,  dziwny profil z komentarzem w poście, w którym pisałam o strajku. Teraz wrócił. Nie wiem, po co. Ale nie dam się sprowokować. Przypomnę swój komentarz, który umieściłam pod postami: Przechodniu drogi, cieszę się, że tutaj zajrzałeś, ale jeśli masz ochotę pisać o niczym tudzież nie na temat, to lepiej udawaj inteligentnego i milcz. :)

Hejterom, trollom i spamerom mówię stanowcze: good bye and good luck!

Tu jest miejsce na dyskusję. Można się ze mną nie zgadzać, mieć diametralnie inne zdanie, ale obrażać się nie pozwolę.

Jeszcze jedno, co zauważyłam od wielu lat w hejterskich, netowych "dyskusjach": jak już się nie wie, jak dołożyć, dopiec i dogadać, to się wjeżdża na wykształcenie - żenujące! Dno poniżej mułu.

Zbyt wiele przeszłam w swoim życiu, żeby się użerać z jakimiś avatarami w internecie lub zniżać się do ich poziomu.

Wszelkie niekulturalne i spamerskie komentarze będę kasować.

Przy okazji bardzo dziękuję tym Znajomym, którzy tutaj są i powtarzam, że naprawdę jestem otwarta na krytykę, na wymianę zdań i poglądów, na ludzi.

Amen.