Moje zdjęcie
Bolesławiec, Poland
Jestem kobietą zakochaną w poezji i w makach, wegetarianką szanującą życie w każdej postaci i to naprawdę wystarczy, bo Ziemia,Wszechświat i Bóg też są poetkami. Są pięknymi, mądrymi energiami i darami. Moje wiersze są pokłosiem oczytania, obserwacji, rozmów z ludźmi, podróży po krainie wyobraźni, nadświadomości, podświadomości a nawet nieświadomości, bo ona też istnieje i jeśli ktoś myśli, że piszę w nich o sobie, nie ma pojęcia o poezji. Ja też nie mam, ale to zupełnie inny wiersz... Poezja jest skutkiem nieodgadnionych emocji, wzruszeń i nerwów, stanem nieustannego szarpania strun, wydających najdziwniejsze dźwięki, szepty i krzyki z tego i tamtych światów. Poezja to życie, a życie to cud.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Makiem ucieleśnił...



*
zasieją się w kompulsywnych myślach
zakwitną na gruzach niespełnionych snów

wtargną do niezaspokojonych wyobrażeń
  zaanektują ogromne przestrzenie samotności
uparcie będą gdy zaszyfrujemy nasze istnienia
zostaną w naszych hologramach

ucieleśnią się w kroplach po niepełnych oddechach
zdemolują natchnienia

na zgliszczach po resecie

w zdemontowanych niebytach
w grobowcach zdewastowanej cywilizacji 
w zrujnowanych zaciemnionych miastach
wyrosną krwiste czerwone karminowe
pełne jak usta bogini Inanny

natarczywe jak piekielne kręgi

nieprzewidywalne jak wulkaniczne lawy
  płodne jak matka ziemia
dziwne jak świat



pozornie kruche i delikatne

chore na życie
maki

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 IV 20

*fotki z netu, nie znam Autorów.

sobota, 18 kwietnia 2020

UWAGA: POEZJA czyli trzy wiersze Elżbiety Adamiec

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na niezwykle interesującą i bardzo dojrzałą - nie tylko w kwestii wieku, ale również, a może przede wszystkim, literackiego kunsztu - poetkę, której twórczość jest bardzo bliska mojej wrażliwości i patrzeniu na świat oraz gustowi poetyckiemu.

Elżbieta Adamiec urodziła się w Nowym Dworze Gdańskim, w grudniu, w ziemskim znaku Koziorożca. Mieszka i tworzy w Bielsku - Białej. Nie lubi opowiadać o sobie, bo jest w swojej niezwykłej mądrości i wrażliwości, bardzo skromną osobą. Elżbieta jest autorką zeszytu literackiego: „Jesienna kobieta”, oraz tomików „Chcę” i „Żuł, krajna, pigułka na sny". Wiersze Autorki publikowane były również w kilku poetyckich antologiach oraz w internecie.

Czytam Jej wiersze od jakiegoś czasu, ponieważ poleciła mi je moja przyjaciółka, Małgosia Zienkiewicz (o której też wkrótce napiszę). Dzięki Gosi odważyłam się zaprosić Elę do znajomych na portalu społecznościowym, a to spowodowało, że mam możliwość obserwowania tej cudownej twórczości, czytania Jej niezwykłych wierszy na bieżąco, z czego bardzo się cieszę, bo dla mnie dzień bez poezji jest dniem straconym, a ja nie lubię tracić czasu. :)

Prezentacją trzech wierszy Elżbiety Adamiec inicjuję na swoim blogu cykl postów pt. UWAGA: POEZJA, w którym będę przybliżać sylwetki współczesnych poetek. Poetek, bo jestem kobietą i kocham kobiety i już.

Autorka o swoim tomiku pisze w następujących słowach: "Wszystko co mamy to sny, marzenia, wspomnienia, zamknięte oczy, bezradnie opuszczone ręce. Wiersze są właśnie o tym, o niczym więcej, są o życiu, jego bezkompromisowej zachłanności i niecierpliwości. Opowiadają o radościach, tęsknotach, lękach w nas ukrytych, oczach patrzących w ścianę, należących do człowieka, który jeszcze w nas jest. Pory roku kładą nas spać i nas budzą, mijają niepostrzeżenie w otulinie naszych oddechów. Każdy wiersz ma swojego bohatera, twarz, jego zapach, smak, uczucia. Opowiadam w nich o sobie, o Was we mnie, w rezonansie myśli. Życie to baśń, a ona trwa, marzenia się spełniają, wspomnienia nas budują ziarenko po ziarenku…"

Zachęcam do delektowania się słowami Eli!
*

piwnica mistrza stary dobry cesarz i śmierć

w pokoju siedzi mistrz
palcami dudni w szybę
kolejny kwiecień wygląda inaczej
rozpacz jest dobra a resztki śniegu
ukryły się w pąkach drzew


chory poeta prosi by go nie odwiedzać
pisze kolejny poemat
wpatruje się w swoją twarz
myśląc że to jest czas krętka bladego
wypisał już wszystkie łzy i ból
maluje poemat


poważny stańczyk udaje że lubi dobrego cesarza

kłaniam się nisko obrazom i wierszom
oraz śmierci poety
płakały cisze a oczekiwanie było takie przyziemne
niestety przyszła tylko brzydka mona liza
bezwstydnie duża i głośna poeta unika dotyku


wiec kiedy umarł teofila wzięła go na ręce
pokazała dzieciom a zygmunt rozkołysał

miasto

układam włosy
więc tak się wszystko spełnia
płaskorzeźby i nieme muszle oraz strach
potworny strach przed śmiercią i oddechem
jeden ptak skamieniał drugi upadł na ziemię
taka jestem dojrzała że nanizuję na palec
niepokój i miłość


*

barabasz nad rzeką

ćwiczy się w cierpliwości poznaje noc ciemność
milknie
chłodny od lęku przelicza puste pola
gorzkimi ustami przypomina wierzenia
których nie potrafi obronić ani zadać im śmierci
siada przy biurku i pisze znamienne słowa


jestem chory na bezludzie i skowyt

za chwilę na ziemi będzie kolorowo
sarny spoglądają w lustro wody a potem śnią się im
ruczaje fletnie białe brzozy oraz
spokój


śni mi się jasne ciało zranione liście
badana kropla krwi poświadcza że
bardzo kocham życie


barabasz spogląda na rzekę 

zastanawia się czy wierzy
w zmartwychwstanie narodziny życie


ponownie zasiada do biurka i pisze

ta wiosna kołysze strumień
a śmierć nie czeka na śpiew słowika
spływa łzą po policzku


*

kto dziś opowie chociaż jedno marzenie
z tych niewymarzonych 


w deszczu rosie wśród łez trawie szumie oceanu
ktoś opowiada o przedwojennym słońcu
jabłonie jeszcze nie zakwitły
na marginesie drzewa piszę wyznanie
a blizny bolą bezgłośnie
ciało i gładka doskonałość
opowiadania muszli gorycz ruin
a w otwartym oknie
życie


szybko bijące serca gołębi śpią na gzymsach
wyciągam do nich rękę pachnącą skoszoną trawą
jestem nieśmiała
spłoszone spojrzenie błądzi
czuję szelest skrzydeł bicie serca zapach kwiatów


boję się samą siebie oskarżać o szaleństwo
dlatego z ziaren które mam wysiać w ogrodzie
układam różaniec 


w dłoniach przysypiają modlitwy
biorę je czule w ramiona a one wpisują się w moje wnętrze


baśniowe malowidła siwieją i cicho jak najciszej wchodzę w sny
na niespokojne wygląda twoje serce i twój strach
odrzuciłam wszystkie harpuny pozostała tylko tęsknota
nią nie zabiję uśmiechniętych wielorybów ani marzeń
spójrz
niebo jest nad nami

 *na zdjęciach Elżbieta Adamiec oraz okładka Jej najnowszego tomu poezji. Dziękuję Autorce za wyrażenie zgody na publikację Jej wierszy i zdjęć na moim skromnym blogu, jik

niedziela, 12 kwietnia 2020

"Na ziarnku maku stoi mały dom".***


Nasze wyspy

Nadeszła dziś wczorajsza przyszłość
Nie robiąc w drodze swej postojów
Mój dom się stał samotną wyspą
Smutną oazą niepokoju.

Ze sobą samym czuła bliskość
Myśli zagłusza tłumnym gwarem
Mój dom się stał samotną wyspą
Na ledwie krótkich kroków parę.

A wszędzie wokół inne wyspy
Na każdej jednej ktoś ma przystań
I wszyscy sobie są tak bliscy
Jakby to była jedna wyspa.

Na tle sufitu chmury nisko
Płyną muskając włosów nieład
Mój dom się stał samotną wyspą
Którą przemierzam wciąż na przełaj.

Powietrze traci swą przejrzystość
Nikną kontury dzieła Mistrza
Mój dom się stał samotną wyspą
Gdy fala idzie coraz wyższa.

A wszędzie wokół inne wyspy
Na każdej jednej ktoś ma przystań
I wszyscy sobie są tak bliscy
Jakby to była jedna wyspa.

Krzysztof Cezary Buszman



April is a Mother Fucker*

"Ziemia wciąż traci grunt pod nogami".

Urszula Zybura

odetchnij wiosną, wpuść ją głęboko w serce;
tak trudno zregenerować zadrapane marzenia,
rozjaśnić uśmiech zszarzały zimowym letargiem;
strzepnąć z ramion resztki nieciekawych wspomnień.

odetchnij świeżością, zapachem budzącego się życia.
otwórz szeroko zaspane oczy i spójrz: Persefona
odpuszcza egocentrycznym narcyzom, pozwala im
słodko drzemać w promienistych, słonecznych kręgach.

odetchnij sobą, całością siebie. masz jeszcze czas,
dużo czasu na długi, niestrudzony maraton po Hadesie.
nawet Demeter już nie tęskni, oddycha pełnią matczynej miłości,
delektuje się wonią i barwą kwitnących rajskich jabłonek.

i tylko Ona znowu traci oddech, dusi się, zapada w czarną,
bezdenną otchłań, perfumowana smogiem emitowanym
z barbarzyńsko dzikich ogrodów (nie)ziemskich rozkoszy,
odcięta od drzew wszechwiedzy i życiodajnych źródeł.

Ona - czująca znacznie więcej niż wszystkie wyrodne
dzieci, które wykarmiła - ciepła, mała kuleczka zagubiona
w zimnym, bezwzględnym chaosie, co roku umiera w kwietniu,
najokrutniejszym wśród pięknych miesięcy.

*Thomas S. Eliot (oryginalna pisownia)

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 13 IV 18

 ❤
życie

wiosenne trawy
śnią tajemnicę śmierci
zbawi nas słońce

jik

***cytat w tytule postu, Czesław Miłosz, Przypowieść o maku

wtorek, 7 kwietnia 2020

post nr 484

Antygona

Przyjmować wszystko, tak, jak się przyjmuje
Po wiośnie lato, zimę po jesieni,
Na sprawy ludzkie patrzeć obojętnie
Jak na kolejność bezmyślnej przyrody?
Dopóki żyję, będę wołać: nie.
Słyszysz, Ismeno? Będę wołać: nie.
I nie chcę żadnych waszych uspokojeń,
Kwiatów w wiosenną noc, ani słowika,
Niczego.Niechaj trwa nieuśmierzone
To, co zostało i to, co zostanie.
Jedynie godne pamięci: nasz ból.
Te zardzewiałe ruiny, Ismeno,
Wiedzą o wszystkim. Czarnym skrzydłem kruka
Śmierć oddzieliła nas od tamtych lat
Gdyśmy myślały, ze nasza kraina
Jest jak zwyczajne krainy. Że ród
Nasz taki sam, jak i inne rody.
Przekleństwo losu wiedzie do ofiary.
Ofiara wiedzie do przekleństwa losu.
Gdy to się spełnia, to już nie jest pora
Niewielkie życie swoje własne chronić
I nie jest pora nad sobą łzy ronić.
Na nic nie pora. Niech wielkie zniszczenie
Przebiegnie całą bezlitosną ziemię,
Niech tym, co z naszej rozpaczy się śmieją
Ich własne miasta obrócą się w gruz.
Prawo Kreona! I zakaz Kreona!
Czymże jest Kreon, kiedy ginie świat?
(...)

Czesław Miłosz, fragment - to jest jeden z moich najukochańszych wierszy Miłosza i jeden z najulubieńszych w ogóle... Wiersz, w którym odnajduję siebie jeszcze bardziej, niż w innych wierszach, napisanych np. przez poetki. Wiersz z bardzo ważnymi wersami, pod którymi mogłabym się podpisać obiema rękoma i które sobie często przypominam, choć myślę, że przyroda jest bardziej myśląca, niż wielu ludzi:


 Na sprawy ludzkie patrzeć obojętnie
Jak na kolejność bezmyślnej przyrody?
Dopóki żyję, będę wołać: nie.


Bardzo lubię Antygonę, jako postać, bo była to odważna i mądra kobieta, a chociaż dzieło Sofoklesa liczy sobie ponad 2400 lat, jego sztuka niesie w sobie wiele uniwersalnych, ludzkich wartości.
Więcej o Antygonie napisałam TUTAJ

A  co u mnie w tym trudnym czasie dla nas wszystkich?

Nie mam nawet siły wymyślić tytułu dla tego postu.

Staram się nie poddawać, jednak - jak każdy z nas - miewam lepsze i gorsze dni.
Nie oglądam wiadomości, nie czytam ich za wiele i głęboko się zastanawiam nad skasowaniem lub przynajmniej zawieszeniem konta na Facebooku, bo drażni mnie i razi wiele rzeczy, powtarzanych, głupich memów, fake newsów, łańcuszków, porad wziętych z kosmosu. Z drugiej jednak strony szkoda mi zawieszać to konto, gdyż mam wielu wspaniałych znajomych, wielu poetów, od których się uczę i mogę porozmawiać na tematy, które lubię. I czuję się przez to rozdarta.

Czego mi naprawdę brakuje?
Ruchu.
Nienawidzę ćwiczeń sensu stricte, jakichś aerobików, pilatesu, powtarzania non stop jednej czynności. Kocham długie spacery na łono natury. I tych mi bardzo brakuje. Bo owszem, chodzę z psem, ale na krótko. Często chodziłam do lasu, do parków, a jak jest teraz, nie muszę mówić, każdy wie i każdy doświadcza ograniczeń, których zapewne niebawem będzie jeszcze więcej... 

Boję się, że moja psychika długo tego nie wytrzyma. Staram się, naprawdę się staram, jednak trudno w tej izolacji odizolować się od strasznych wiadomości.

Bardzo i jeszcze bardziej brakuje mi pracy. Nauczanie zdalne to nie to. I płaczę ze wzruszenia, gdy dostaję zdjęcia moich dzieciaków z wykonanymi zadaniami ode mnie. To jest piękne, ale nie jest to praca w klasie.

Słucham różnych dziwnych astrologów na YT i trochę mnie smuci astrologiczna prognoza na najbliższe kilkanaście lat. Ale sama o tym pisałam już prawie miesiąc temu, więc intuicję mam.

Trzeba się cieszyć życiem, że się jest, że jeszcze ma się co pić i jeść, że bliscy są zdrowi... Trzeba znaleźć tę cząstkę siebie, która jest bardzo silna i odporna na dyskomfort, jaki odczuwamy. Dzisiaj u mnie 22 stopnie, ptaki szaleją z radości, a ja popadam w stany melancholijne.

Pisać wierszy nie mam weny. Wszystko wydaje mi się banalne, bo sytuacja jest ekstremalna. Jednak w duchu wiem, że dam radę, że damy radę kolektywnie.

Jest też pioseneczka, którą od wielu lat znam na pamięć i która mi się czasem wbija w mózg i nie chce wyjść. Od kilku dni wciąż ją śpiewam, a kto zna choć podstawowy język obcy, zapewne domyśli się dlaczego... Ta pieśń to "Lemon Tree" zespołu Fool's Garden, kto chce pośpiewać ze mną, niech kliknie TUTAJ.

Isolation is not good for me  
Isolation, I don't want to sit on the lemon tree!
 
*zdjęcia własne

sobota, 4 kwietnia 2020

"Głębokość paradoksu mierzymy szerokością uśmiechu".***


 xXx

Czasem trzeba wymusić uśmiech
wysuszyć zęby
powstrzymać łzy

Czasem trzeba zdusić w sobie
chęć rozpaczliwego wycia
aby świat

Nie musiał pochylać się
nad naszą
niemocą

Abyśmy zrozumieli
jak wielkim darem
jest świergot sikorek

w seledynowym
wiosennym
lesie

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 IV 2020 
***cytat w tytule postu, Feliks Rajczak
*fotografie własne, moja piesia ma zapalenie ucha, a ja powoli popadam w depresję