sobota, 8 czerwca 2019

"Bóg nie byłby Bogiem, jeśliby zadowalał tylko intelekt".***


 
XxX

jeszcze wejdę w przestrzeń pełną traw zbóż
i maków posłucham szeptów i krzyków ziemi
zatopionej w emanujących nostalgiczną tęsknotą
 kolorach zachodzącego słońca

żmije spełzną mi z drogi bezszelestnym
intrygującym zygzakiem a ptaki trzmiele
i pszczoły jak zawsze znieważą ciszę
jednak ich osobliwy urok przesłoni mój najgłębszy żal

jeszcze porozmawiam z najpiękniejszym
na łące czerwonym kwiatem maku odważnie spojrzę
 w beznamiętnie nieruchome oczy węża otulona
niebiańskim zapachem opium intense stworzonym
 przez zdolnego geja dla pewnych siebie niepokornych

 kobiet którym pełzające gady i makowe pola
kojarzą się z miejscem z którego uciekła niezależna Lilith

 żona żałośnie prymitywnego Adasia i pierwsza feministka
 w dziejach niepełnosprawnego gatunku dla którego
 przymierze z życiem naturą źródłem i bogiem

to zbyt wyczerpujący i zupełnie zbyteczny 

wysiłek intelektualny

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 8 VI 19

***cytat w tytule postu, Mahatma Ghandi
*fotografie własne

poniedziałek, 3 czerwca 2019

"Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga". ***


zapatrzenie

nie patrzyć w słońce, to odmawiać sobie istoty światła.
barwy pochodzą ze źródła jasności i dobrych czasów,
 kiedy słońce było jedynym słusznym i sensownym bogiem.
w blasku wracają myśli wezbrane czułością, podziwem.
 szczerym, pierwotnym zachwytem nad światem.

życie się zmienia, podąża za światłem: biegnie ku ciepłu,
jasności i jaskrawości barw. karmi nas dobrem zwyczajnym
 i cennym. tak intensywnym, że nawet tęcza nie jest banalna.
ma swoje miejsce na ziemi i w niebie. i jeszcze w duszach,
które pragną wzrastać, uczyć się ciszy, daru współistnienia.

łzy, które płyną, gdy patrzymy w słońce, są nurtem życia,
strumieniem miłości. zmianą, istotą najważniejszych uczuć,
przeczuć, że warto, że trzeba trwać w świetle, po to by przeżyć
 najwspanialsze chwile. żeby odczuwać wielką moc istnienia.

a potem zapaść się niżej niż nisko, w ziemię, jak w matki
łono najcieplejsze. oddać się słowu i powoli niknąć po to,
by gwiazdą okazać się bliską dla kogoś,
 komu za nas serce pęknie.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 3 VI 19

***cytat w tytule postu, Adam Mickiewicz
*zdjęcia z netu, nie znam autorów

czwartek, 18 kwietnia 2019

"Uczniowie moi, uczenniczki drogie..."***


 sprawozdanie


  „Dusza ludzka nie podpada kalectwu”. - Jędrzej Śniadecki

za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! wołały za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla mamy - pedagoga, był to duży policzek. zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i do boga.

po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulania.

im – moim uczniom -
naznaczonym
niepełnosprawnością intelektualną
i zadziwiająco bezsprzeczną sprawnością serca.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14

latanie

dzieci rezydujące w wariatkowie
lubią arteterapię

otwierają swoje wnętrza
słuchając muzyki relaksacyjnej
wesołych piosenek na każdą okazję
albo rysując czarne kruki
w brunatnych dziuplach

uśmiechają się czasem do mnie
i mówią że ładnie pachnę
bywa że opowiadają historie
głębokich rys na przegubach dłoni

lub podpitych mamusiek
fundujących cyklofrenicznie
za każdym razem gorszych
sadystycznych wujków

mają smutne a niekiedy puste
oczy podrasowane końską dawką
psychotropowej wycieczki w nic

od lat niezmiennie uczą mnie
pokory której tak bardzo brakowało
niewzruszenie zimnej siostrze Ratched

paradoksalnie wychodzę stamtąd
szczęśliwa że lekcja muzyki
nie została przerwana

własne dziecko lubi ze mną być
a moje intymne odloty na K-PAX
i czerwony nos Patcha Adamsa
to zupełnie naturalna sprawa

błogosławię chwilę gdy
uśmiechając się do Fisher Kinga
odnalazłam w sobie Świętego Graala
i biegałam boso po gołych ślimakach
nie bacząc na ciernie i etykietki

Don Juan DeMarco
byłby ze mnie dumny

* w wierszu odniosłam się do filmów i książek opowiadających o rzekomej inności, a przecież wystarczy słuchać i akceptować

JoAnna Idzikowska - Kęsik,
25 I 15


***w tytule postu  cytat z jednego z moich ukochanych wierszy: Jan Twardowski, Do moich uczniów
** zdjęcia pochodzą z filmu Petera Weira pt. Stowarzyszenie Umarłych Poetów

piątek, 5 kwietnia 2019

"Nauczyciel ociera się o wieczność". ***

Kiedy moja jedyna córka dostała pierwszą miesiączkę, nie było mnie przy niej, choć przez kilka lat, w ciągu których delikatnie, ale skutecznie przygotowywałam ją do tego niezwykle ważnego w życiu każdej dziewczynki wydarzenia, obiecywałam jej, że z nią będę, że będziemy ten dzień świętować, cieszyć się i celebrować w iście królewskim stylu, będziemy dumne, że wkroczyła w fazę wczesnej kobiecości.
Nie było mnie, bo byłam na kolejnych studiach podyplomowych, których koszt rzędu kilku tysięcy ciężko zarobionych nowych złotych polskich, ponosiłam z własnej kieszeni. Za własne pieniądze również przez wszystkie te lata dokładałam do swojej pracy, kupując pomoce dydaktyczne, przybory plastyczne, sprzęty do klasy, dyplomy, nagrody i sto innych rzeczy, o których nawet wstyd pisać.

Nie było mnie z nią również gdy chorowała, a ja nie brałam zwolnień, bo miałam dużo pracy i zostawiałam ją pod opieką mojego albo jej taty.

Nie było mnie z nią, gdy potrzebowała zwykłej rozmowy , bajki na dobranoc albo pomocy w lekcjach, ponieważ sumiennie przygotowywałam się na zajęcia albo sama się uczyłam na kolejne studia, albo coś ważnego pisałam do pracy lub wznosiłam się na kolejny stopień bezsensownego awansu zawodowego i wykazywałam się przy kolejnej wyróżniającej ocenie mojej pracy albo z obcymi dziećmi byłam na konkursach, zabawach, wycieczkach lub radach, zebraniach, konferencjach...

Nie było mnie z nią nawet wtedy, gdy sama chorowałam i nie brałam L-4, bo ważne były dzieci, cudze dzieci, bo szkoda nadgodzin, bo jak nie zarobię, to nie będę mieć na nowe płyty dla dzieci, na kredki, na dziurkacze ozdobne, na pomalowanie z dzieciakami klasy, na firanki, kwiatki, gazetki i inne zbytki...

Nie przyznawałam się, że zabieram jej ulubione puzzle, gry, zabawki, kolorowanki, meble, ubrania, że kupuję cukierki, zeszyty i wiele innych rzeczy innym dzieciom, jej kosztem; że stolik z jej pokoju nie wylądował na śmietniku tylko u mnie w klasie, a jej ulubiony ceramiczny kubeczek oddałam na kiermasz szkolny.

A dzisiaj zdeptano moje ideały, zakpiono ze mnie jako urzędnika państwowego, zadrwiono i przypomniano mi, jakim nieważnym elementem tej machiny jestem ja - nauczyciel, pedagog specjalny, arteterapeuta, który w oczach ogółu nawet nie jest nauczycielem, bo ciągle słyszy o swoich uczniach słowo: podopieczni...

Nauczyciel, który wg bardzo wielu osób jest nierobem po zaocznych studiach na kiepskiej, podrzędnej uczelni, odwalającym 18 godzin w tygodniu i wciąż przebywającym na feriach i wakacjach...

Podobno niewinny się nie tłumaczy, więc powiem tylko tyle, że takie opinie bardzo mnie bolą, że wykonuję ten zawód z pasją, zaangażowaniem, z własnego, przemyślanego i odpowiedzialnego wyboru, że mam tak szerokie wykształcenie, iż mogłabym wykonywać zupełnie inną, bardziej prestiżową pracę i że niestety, czuję się jak w "UBIKU" Philipa K. Dicka, powieści s/f wydanej w roku mojego urodzenia.
Kto czytał, ten wie.

"Nauczyciel ociera się o wieczność"
- tak twierdzi Henry Adams - i owszem, w naszym kraju na pewno, zwłaszcza, gdy zewsząd nim pogardzają, mają za nic jego i pracę, którą rzetelnie wykonuje, a która w ogromnej mierze kształtuje przyszłych obywateli, z politykami włącznie.
Z pozdrowieniem bezsilnym, ale nadal serdecznym!


niedziela, 24 marca 2019

"Jeszcze w zielone gramy..." ***


odczuwalność


już naprawdę wyczuwa się wiosnę
wierzba lament podnosi nad stawem
będzie drżała nad jajkami kaczek i łabędzi
nad skrzekiem kijankami żabami
muśnie listkiem ważkę da schronienie pszczołom
i radością będzie się szmaragdzić woda
i wyrosną w niej piękne grzybienie
a motyle zatańczą nad nimi taniec życia
pozłacany słońcem

o ogrodach trzeba nam pamiętać obluszczonych
dzikich i kwitnących w nas i gdzieś w oddali
dzieje się już wiek dwudziesty pierwszy
a poezja ciągle się kołysze w wiosnach
które potęgują przeczuwalność mgnień istnienia
wpisywanych w nasze trudne życie

już dotkliwie odczuwa się wiosnę
trawy szemrzą i kuszą bujnością 
grają w berka z pasikonikami
w gąszczu traw seledynieje pewność 
że po prostu warto grać w zielone 
i po ludzku trzeba mieć nadzieję

JoAnna Idzikowska - Kęsik
***cytat w tytule postu, Wojciech Młynarski, Jeszcze w zielone gramy
*fotografie własne

środa, 20 marca 2019

"Ersatz, cholera nie życie..." ***



namiastka

dobrze po prostu zróbmy to wreszcie
po wszystkim powiesz że było zajebiście
że o taki dreszczyk ci chodziło że jestem
piękna seksowna ponętna i w ogóle naj

zróbmy to teraz szybko gwałtownie mocno
może kiedyś się lepiej poznamy zakochamy
a póki co zamknę oczy i pomyślę o Polsce
bo to dziwaczny niezjednoczony stan umysłu

nie ma co latać po manowcach emocji
patrzeć sobie głęboko w oczy chodzić za rękę
pomińmy tego typu relikty przeszłości
  chodźmy do łóżka wypełnić mentalną pustkę

nie traćmy czasu na romantyczne bzdury
kiedyś powirujemy we wspólnym matriksie
każde zapatrzone w ekran swojego laptopa
wtulone w lepszą cieplejszą rzeczywistość
zachwycone aplauzem wirtualnej publiczności

i tylko czasem zburzy nam spokój niepożądany
 zbyt realny efekt naszych poczynań który
niespodziewanie upomni się o swoje
równie egoistycznie i beznamiętnie jak my

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 20 III 19




 ***cytat w tytule postu, Agnieszka Osiecka, Sztuczny miód
* zdjęcie z internetu

sobota, 9 marca 2019

A ja lubię być kobietą...

"Kiedy Ewa miała dość rajskiej nudy, poprosiła Boga o rozrywkę. Przyprowadził jej zwierzęta. Ona jednak nadal nie była zadowolona. „Jeśli stworzę Ci mężczyznę, nie będziesz się nudzić. Ale on będzie Cię źle traktował, będzie arogancki, ograniczony, agresywny.” „Chcę, chcę” – upierała się Ewa. „Dobrze, pod jednym warunkiem: nigdy mu nie powiesz, że ty zostałaś stworzona pierwsza. To będzie taka tajemnica między nami, kobietami".

Manuela Gretkowska, Europejka


Wczoraj był naprawdę  piękny, wczesnowiosenny dzień, drzewiej święto bogini płodności, Matki Ziemi, potem Dzień Kobiet obchodzony niemal na całym świecie. Dzień, który nie kojarzy mi się z rajstopami i goździkami, które to goździki należą do grona moich ulubionych kwiatów, a z dniem radości, czułości i dobra, jakie najpierw okazywał mi ojciec, pierwszy mężczyzna mojego życia, potem brat, koledzy z klasy i inni - bliscy i odlegli - panowie, a czasem Kobiety, co jest tym bardziej miłe i cenne, bo chyba nie ma nic piękniejszego niż Kobieta składająca życzenia i wspierająca inną Kobietę!

Wszystkim Kobietom bez wyjątku, życzę niezachwianej, prawdziwej wiary w siebie i umiejętności wspierania innych Kobiet, bez jadu, bez bezsensownej, zbyt często podszytej nienawiścią i brakiem szacunku, konkurencji.


Pamiętajmy, aby nie tylko w ten jeden dzień, również na co dzień, okazywać sobie szacunek i wsparcie, uśmiechać się do siebie, bo wtedy jesteśmy jeszcze piękniejsze, gdyż uśmiech to najlepszy make up. 

Jesteśmy dobre, mądre, zdolne, potrafimy być czułe i delikatne, subtelne - poprawiajmy sobie korony, współpracujmy i wspierajmy się, zamiast rywalizować. Patrzmy na siebie z góry jedynie wtedy, gdy pomagamy sobie wstać. Bądźmy supermenkami, Kobietami przez wielkie K.

Osobiście mogę powtórzyć za moją ulubioną mańkutką, Marilyn Monroe: "Ostatecznie jestem kobietą i bardzo mnie to cieszy". Cieszmy się sobą, swoimi ciałami, swoją mądrością i niepowtarzalnym pięknem, bo przecież każda z nas jest inna, jedyna w swoim rodzaju.

Serdeczności i pozdrowienia dla wszystkich Kobiet, dziękuję, że jesteście! Bądźcie sobą i pamiętajcie, że dzień Kobiet jest codziennie! 
Panom życzę - bo jutro Dzień Mężczyzny - aby nie bali się kobiecego pierwiastka w sobie i dbali o swoje Kobiety.
Zmieniajmy ten świat dobrem, po prostu dobrem.

*Zdjęcia własne: na pierwszym i drugim, wszystko, co kocham: maki (tutaj z Bolesławca, ceramiczne, które dostałam wczoraj wraz z ceramicznym wazonikiem), anioł z kotem od mojego byłego ucznia, Wojtka, świeczuszki, które zapalam codziennie w różnych intencjach i książki, które kupuję i czytam namiętnie; na trzecim i czwartym: kwiaty od moich klasowych i szkolnych mężczyzn.
Kolejne zdjęcia są autorstwa kanadyjskiego artysty - fotografa, Vince'a Hemingsona: pierwsze z nich, które bardzo mi się podoba, jest subtelne i niezwykle wymowne zarazem, piękne po prostu, bo cudowne modelki na nim, nosi tytuł  Tree of life, kolejne, równie cudowne zdjęcia kobiet tegoż artysty, których tytułów nie znam.