półwidzialność
tak nagle odeszło słońce
zostałam sama ze strzępami
własnych nienapisanych wierszy
muszę je w sobie poukładać
jak Kaj kawałki lodowych scrabbli
w surowych ścianach pałacu
pogubionej w zamieci uczuć
równie samotnej i smutnej jak ja
Królowej Śniegu
poezja milknie we mnie coraz głośniej
słowa bledną mdleją i gasną
zostają tam gdzie ich miejsce
w nicości rozległej jak zimowy pejzaż
krioterapia nie leczy braku talentu
i żadna Gerda mnie z tego nie wyrwie
Zimna Pani płacze coraz piękniejszymi
płatkami o misternych wzorkach
ukazuje bezwzględną ulotność
unikatowej jubilerskiej precyzji
deformują się kształty niewypowiedzianych słów
wiersze topnieją na dnie sfrustrowanego serca
ślizgają po celulozie bezwzględnych kart
niekiedy biel staje się kolorem żałoby
zanikaniem między nicościami
symbolem niemocy

