wtorek, 30 września 2014

"Brazylijski serial już nie cieszy, jak kiedyś..." ***


stara-maleńka czyli tam i z powrotem


nie lubię jej od zawsze

drażni moje zmysły
ciuciubabką impulsów
skakanką bodźców
nerwowością doświadczeń

 zachłannie zżera każdy kolor
wypluwając bezbarwne gluty
głodna bulimiczka
westalka listopadowej zgagi

nie znoszę wychuchanych
wierszyków o niej
nienawidzę wszędobylskich
przejaskrawionych obrazków i zdjęć
rzygam piosenkami
w melancholijno - depresyjnych nutkach

jej nieskrywany jawny botoks i fotoszop
wkurwia mnie od końca sierpnia
do połowy grudnia

potem

nastaje królestwo jeszcze większej
 tandety i kiczu

święta

 ich nie cierpię na zawsze


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 29 IX 14


* Tymon Tymański, Jesienna deprecha
*** obrazeczki z neteczku

niedziela, 28 września 2014

"U mnie jest blisko z serca do papieru." ***


ignorantka

motto: Grafomania nie jest niebezpieczna. Niebezpieczny jest analfabetyzm.

Janusz Korczak


... że co?
że nie jestem podwójną rozwódką, klepiącą biedę matką
piątki wyrostków? że konkubent nie łamie mi kości, nie podbija blasku pięknych
 i chmurnych oczu? że nie uczestniczę w rautach, zlotach, orgietkach poetycko-narkotycznych?
 że mój facet od ćwierć wieku kocha mnie taką, jaka jestem, z wadami i chęcią
 niezależności w związku? że córka jest mądra, zdolna i urocza?
że rodzice uwielbiali i nazywali księżniczką, a z bratem mam świetne
relacje do dziś? że mój dom to moja ostoja...

... że nie mam talentu...
no tak, to już znacznie lepszy argument. i że nie jestem egzaltowaną
paniusią po polonistyce, bo niby jakieś tam artystyczne studia
skończyłam, ale to pikuś w porównaniu z Wielkimi
Poetami. tymi prawdziwymi, wydumanymi, co to jeden wierszyk
rzeźbią całymi latami (by go zamienić w szwajcarski ser), a potem i tak
 chowają samolubnie i skrzętnie w czeluściach szuflady, zaś młodszym po fachu
 grzecznie lub sarkastycznie doradzają zaprzestania pisania czegokolwiek...

... może wiem mało i jeszcze mniej, piszę słabo, beznadziejnie, banalnie
i źle. i jestem cholerną grafomanką, poetyckim manekinem. literacką szantrapą
rodem z amatorskich teatrzyków. mierną słabeuszką, a nie zacną siłaczką...

może nie powinnam tworzyć, bo moje życie jest zbyt dobre, przewidywalne,
poukładane, nazbyt błahe, grzeczne, sympatyczne, bezalkoholowe?
nie powinnam wyrażać na piśmie siebie i swoich myśli, bo mam niewiele
ciekawych historii do opowiedzenia? za mało wulgarności, patologii, schizy, oryginalności
 we mnie. i obok mnie również?

nic to!

 piszę, bo chcę. piszę, bo lubię układać słowa
w zdania, a zdania w wiersze. piszę, bo piszę.

piszę, bo jestem.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 28 IX 14

*** Agnieszka Osiecka, Rozmowy w tańcu
*obrazki z netu

poniedziałek, 8 września 2014

"Dusza ludzka nie podpada kalectwu..."***

sprawozdanie

motto: „Dusza ludzka nie podpada kalectwu”.
- Jędrzej Śniadecki


za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! wołały za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla niej, pedagoga, był to duży policzek. zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i do boga...


po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę Im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulenia.

Im – moim uczniom -
naznaczonym
niepełnosprawnością intelektualną
i zadziwiająco bezsprzeczną sprawnością serca.



JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14









*** Jędrzej Śniadecki
Zdjęcia zrobiłam w sobotę, w Krzeszowie, na XV pielgrzymce osób niepełnosprawnych, na której byłam opiekunem. 
Bonus, specjalnie dla Ani:
* pierwsze zdjęcie z internetu, naprawdę nie znam Autora, krążyło po Facebooku - tęcza nad Bolesławcem w czasie XX Święta Ceramiki;
* drugie zdjęcie, mojego autorstwa, zrobione w tym samym czasie z mojego okna.

Pozdrawiam ciepło!


poniedziałek, 1 września 2014

Dnia pierwszego września roku pamiętnego...

Urodził się mój tato. Z ojcem łączyła mnie szczególna więź, porozumienie dusz (urodziłam się parę dni przed jego okrągłymi urodzinami, więc byliśmy spod tego samego znaku Zodiaku, oboje też byliśmy numerologicznymi piątkami, mieliśmy wspólne pasje i zawsze mnóstwo tematów do rozmów!).

Jego mama, a moja ukochana babcia, opowiadała mi często o tym dniu. O pierwszym wrześniowym dniu 1939 roku. Dniu pogodnym, ciepłym, letnim jeszcze (u mnie dzisiaj cały dzień padał deszcz)... Uwielbiałam jej opowieści. Często mówiła o swoim ulubionym filozofie, nad którym niebo gwiaździste świeciło wyraziście, opowiadała o książkach, filmach, miłości, życiu. Bubunia umarła czytając przez lupkę książkę, po prostu zasnęła nad książką w wieku 92 lat...
Babcia często wspominała wojnę, którą spędziła na rodzinnej Lubelszczyźnie.Powtarzała, jak mantrę, że mogę mieć w życiu skromnie i nie będzie to istotne, jeżeli na świecie będzie pokój.
Dla mnie pierwszy dzień września, to oprócz dnia pamięci o tym ogromnym kataklizmie, także dzień urodzin mojego ojca, którego od prawie pięciu lat odwiedzam na cmentarzu, oraz pierwszy dzień pracy po długich wakacjach.
W tym roku w wakacje, dałam sobie przyzwolenie na nicnierobienie. Pierwszy raz nie robiłam nic: nie biegałam, nie uczyłam się, nie jeździłam po świecie, nie fotografowałam, nie pływałam. Męża i córkę wysłałam w kilka interesujących miejsc, a sama leżałam do góry brzuchem i w towarzystwie moich kotów, nadrabiałam zaległości w lekturach. Pierwszy raz od kilku lat niczego nie studiowałam, nie czytałam nic z zakresu psychologii, psychopatologii czy innej pedagogiki. Czytałam, co chciałam, głównie poezję. I piekłam sobie bezglutenowy chleb i jadłam go tyle, ile mi się chciało jeść. I odpoczęłam. Nabrałam sił, energii do pracy.
Jutro zaczynam normalny tryb życia, choć zapewne trudno będzie mi się przestawić z trybu nocnego na dzienny - dam radę!
A dziś... Zapalam świeczkę za Ojczyznę i mojego - jak go pieszczotliwie nazywałam - ojcia i modlę się w swej ateistycznej naiwności o pokój na tej pięknej planecie.

Szczerze polecam film pt. Droga do zapomnienia. Nie jest to jakiś wielki obraz, ale jego przesłanie daje do myślenia, zwłaszcza, iż przedstawiona w filmie historia jest oparta na faktach.