Translate

poniedziałek, lutego 13, 2017

Niemal walentynkowo?



Résumé mojego macierzyństwa w wykonaniu własnej, prywatnej i jedynej córki wygląda następująco:

<< Inne matki myślą, mówią i biadolą codziennie: "Ach, Boże święty, co ja mam dzisiaj zrobić na obiadek dla mojej kochanej rodzinki?", a moja DżoAna: "Cholerka i co ja mam dzisiaj przeczytać?!" >>

Kocham Cię, moja Córuniu!  Od lat trzymam się tego, co zwykł mawiać czołowy poeta Twojej "ulubionej" epoki literackiej (good luck for exam!) Александр Сергеевич Пушкин:

Czytanie najlepszą nauką!


 A póki co umieram z niecierpliwości  i teraz, już dzisiaj polecam nową, bardzo długo wyczekiwaną powieść mojego ulubionego wrocławskiego mańkuta, Jarosława Grzędowicza, której premiera odbędzie się za dwa długie dni. Już ją sobie zamówiłam i nie mogę się doczekać i czytam "Wypychacza zwierząt", żeby jakoś przetrwać to czekanie:



W ogóle znowu dużo ostatnio czytam i przynajmniej dwa razy w miesiącu jestem w kinie, ale jakoś nie chce mi się o tym pisać.
Nic nie chce mi się pisać: bloga, wierszy, zamówionych recenzji.
Mimo to pięć moich starszych utworków niebawem ukaże się w kolejnej publikacji (chyba już szóstej).
Wypaliłam się pisząc różne dziwne, nudne i  żmudne sprawozdanka do pracy. 
 
Milczenie jest jednak złotem.


Kiedyś dostałam śmieszną kartkę od przyjaciela podpisaną wymownie: "Walentynka od kretynka".
Dzisiaj dostaję kartki nie od tych, od których bym chciała...


Póki co otrzymuję walentynki od coraz młodszych chłopców, jedną (tę na zdjęciu powyżej) z przesłodzoną dedykacją "Dla pięknej Pani o najpiękniejszych na świecie włosach", wcale nie czuję się podbudowana.
Czekam na wiosnę i fale natchnień.


Mało kiczowatych walentynek Wam życzę, za to dużo prawdziwych, niekomercyjnych dowodów sympatii i innych wyższych uczuć i szczerze pozdrawiam!

Właśnie dotarło do mnie, że w końcu mam ferie, że grypa, która męczyła mnie ponad tydzień, poszła w nicość i w czwartek będę nareszcie w jednym ze swoich ulubionych miejsc.
 :) 

 Nazywał ją kobietą bez serca, bo mu nigdy nie mówiła, że go kocha. Ale to nieprawda - to nie była prawda. Po prostu nie potrafiła nigdy wyrazić tego, co czuła.

Virginia Woolf, "Do latarni morskiej"


Walentynki są tanią i ki­czo­wa­tą umową spo­łecz­ną, za­wią­za­ną w taj­nym spi­sku za­war­tym po­mię­dzy wy­twór­ca­mi obrzy­dli­wych kar­tek pocz­to­wych o ko­lo­rze ka­fel­ków w bur­de­lo­wej ła­zien­ce, pro­du­cen­ta­mi ko­me­dii ro­man­tycz­nych, kwia­cia­rza­mi oraz ma­na­ge­men­tem Jen­ni­fer Ani­ston. Ku­puj­my sobie kwia­ty co­dzien­nie, na­praw­dę.
A przy­naj­mniej czę­ściej niż raz w roku, i nie czter­na­ste­go lu­te­go.


— Jakub Żulczyk


*obrazki i gify z netu