♡❤♡
Gdy wysiadałam z samochodu, drogę przebiegł mi jeż. Kiedyś, w dzieciństwie, przyniosłam jeża do domu i mama była zła. Za to tato, z właściwym tylko sobie poczuciem humoru stwierdził, że rano sama go odniosę na łąkę. Miał rację. Jeż tupał całą noc, nie mogłam tego słuchać.
Tato był moim przyjacielem. Gdy przyszłam na świat, za pięć dni kończył 30 lat. Był wolnym, niepokornym duchem, często sam wyjeżdżał na weekend lub zawoził nas z mamą na wakacje, a sam pracował w tym czasie. Dużo razem czytaliśmy, słuchaliśmy muzyki klasycznej, jeździliśmy razem na Przegląd Piosenki Aktorskiej do Wrocławia, do teatru (pamiętam "Hamleta" z... Bogusiem Li... w Teatrze Polskim we Wrocławiu: ojciec powiedział po spektaklu, że albo facet wejdzie na szczyt, albo skończy na jakiejś prowincji), chodziliśmy na koncerty: Niemena (którego uwielbiał), Geppert, Bajora, Wójcickiego, Czerwonych Gitar i wielu innych. Bardzo lubił Annę German (dla niego obejrzałam serial z Joanną Moro), która odeszła w wigilię moich urodzin. W kinie obejrzeliśmy razem mnóstwo filmów, uwielbialiśmy Dustina Hoffmana w filmach "Tootsie" i "Rain Man".
Niestety, miłości do opery nie zdołał mi wpoić.
Razem też chodziliśmy po górach i wywoływaliśmy zdjęcia robione aparatem radzieckim marki Zenith.
Prowadziliśmy burzliwe polityczne dyskusje... Wiele książek "wytrzaskiwał" dla mnie z tzw. drugiego obiegu, m.in. "Kroki" Kosińskiego ( wydane w drugim obiegu pt. "Stopnie") i "Archipelag Gułag" Sołżenicyna.
To przez niego trafiłam do klasy, w której się dusiłam, bo nauczył mnie rozwiązywać układy równań metodą wyznacznika, kazał mi grać ze sobą w szachy, wiecznie wyczytywał jakieś ciekawostki. To dzięki niemu chodziłam na angielski w czasach, gdy uczono głównie języka rosyjskiego (bardzo poetyckiego i do dzisiaj mi bliskiego zresztą), a Madame na francuskim denerwowała się, że mówię w tym pięknym języku z angielskim akcentem.
Dzięki tacie kocham, uwielbiam koty. Z jednej z samotnych wędrówek po górach, przywiózł do domu, gdy miałam jakieś sześć lat, kota leśnego, którego znalazł w jakiejś jaskini w okolicach Szklarskiej Poręby. Zabrał go, bo miał zranioną łapkę i był malutki. Nazwaliśmy go z baratem Mruczek, jak to dzieci. Mruczek często uciekał na całe tygodnie do lasu, ale był z nami kilkanaście lat.
Tato przyszedł na ten świat dnia historycznego: 1 września 1939 r. i miał obsesję na punkcie polskiej historii... Kiedy mówiłam mu lub nuciłam: "Papa don't preach!", bo nie chciałam słuchać kolejnej opowieści o Katyniu i wujaszku Ziutku, nazywał mnie JoAnką. Nie lubiłam tego zdrobnienia. Ale teraz dużo bym dała, żeby je usłyszeć...
Pisał wiersze (jego ukochanym poetą był Bolesław Leśmian), rysował i ciągle uczył się czegoś nowego, a ja, do końca, siadałam mu na kolana. Moją córkę rozpuścił, jak dziadowski bicz. Wiedziała, że jak mama czegoś nie da, zabroni, nie pozwoli, to dziadek jej to zrekompensuje z nawiązką. Mawiał, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania dzieci.
Kiedy odszedł, kiedy nie zdołał pokonać raka, długo nie mogłam nic o nim napisać, bo wszystkie słowa wydawały mi się banalne i błahe...
Niepokorną duszę odziedziczyłam po nim. I tę tęsknotę za pięknem, dobrem, utopią. Mam po nim jeszcze jedno, wgrane zachowanie: gdy chcę być sama, wsłuchać się w siebie, to nikt nie jest w stanie mi w tym przeszkodzić. Wiem, że czasami strojna milczeniem, mówię najwięcej...
இڿڰۣ
motto:
Wybiła moja godzina...
Nie mam pretensji do Syna,
Uśmiech przesyłam do Córki...
Lecę wysoko...pod chmurki...
/ostatni wiersz mojego Taty, Edwarda/
Wybiła moja godzina...
Nie mam pretensji do Syna,
Uśmiech przesyłam do Córki...
Lecę wysoko...pod chmurki...
/ostatni wiersz mojego Taty, Edwarda/
już nie mam komu usiąść na kolana
bo przecież duża ze mnie
i niegrzeczna dziewczynka
chodząca tylko własnymi ścieżkami
jednak brakuje mi tej bliskości
gdy Cię wspominam wieczorami
gdy „włączam” świeczki zapachowe
abyś miał ciepłe jasne światło
i aby nigdy wspomnień o Tobie
w sercu i w duszy nie zabrakło
tęskno mi też do rozmów naszych
zabawą słowem dyktowanych
czytania wierszy wzruszeń z książek
myśli o Mamie w rozpacz wpisanych
śmierć swą pieszczotą Cię wchłonęła
a ja zostałam tutaj sama
lecz ty rozdarty byłeś bardzo
bo tam czekała przecież Mama
teraz jesteście sobie razem
gdzieś na manowcach w siódmym niebie
a ja zostałam z Twym obrazem
i intensywnie czuję Ciebie
kiedy dopadnie mnie listopad
w mrok bez powrotu wejdę z rana
Ty będziesz na mnie czekał z Mamą
i znów Ci siądę na kolana
bo przecież duża ze mnie
i niegrzeczna dziewczynka
chodząca tylko własnymi ścieżkami
jednak brakuje mi tej bliskości
gdy Cię wspominam wieczorami
gdy „włączam” świeczki zapachowe
abyś miał ciepłe jasne światło
i aby nigdy wspomnień o Tobie
w sercu i w duszy nie zabrakło
tęskno mi też do rozmów naszych
zabawą słowem dyktowanych
czytania wierszy wzruszeń z książek
myśli o Mamie w rozpacz wpisanych
śmierć swą pieszczotą Cię wchłonęła
a ja zostałam tutaj sama
lecz ty rozdarty byłeś bardzo
bo tam czekała przecież Mama
teraz jesteście sobie razem
gdzieś na manowcach w siódmym niebie
a ja zostałam z Twym obrazem
i intensywnie czuję Ciebie
kiedy dopadnie mnie listopad
w mrok bez powrotu wejdę z rana
Ty będziesz na mnie czekał z Mamą
i znów Ci siądę na kolana
/Bolesławiec, 8 maja 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/
இڿڰۣ
இڿڰۣ
