Translate

niedziela, października 23, 2022

"Rzeczywistość spłynęła na mnie jak jesienny deszcz, zmyła złudzenia". ***

Uczniaki z V: Jesienne piosenki. Bajka o obliczach Pani Jesieni

Dawno, bardzo dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma morzami, 22 dnia miesiąca, przyszła na świat prześliczna, mała dziewczynka. Jej mamą była Matka Natura, a tatą Pan Wrzesień, który wybrał dla niej imię, które rymowało się z jego imieniem. Nazwał swoją córeczkę Jesienią. Wrzesień i Jesień bardzo się kochali, bo tatusiowie zawsze kochają swoje śliczne córeczki.
 
Dziewczyna była niezwykle urodziwa i wszyscy zachwycali się jej pięknem. Miała lśniące, kasztanowe, bardzo gęste włosy, wielkie zielone oczy, wrzosową sukienkę podkreślającą smukłą talię i malinowe rumieńce na policzkach, a jej promienny uśmiech rozświetlał ciemności i mroki. Miała też wrażliwą, artystyczną duszę, wielkie twórcze - plastyczne zdolności, była bardzo kreatywna. Kochali ją ludzie, uwielbiały zwierzęta, z którymi żyła za pan brat. Biegała po łąkach i lasach z paletą farb o niezwykłych kolorach i magicznym pędzlem podarowanym przez Matkę Naturę, malowała świat. Była także niezwykle szczodra i rozdawała wspaniałe dary wdzięcznym ludziom i zwierzętom.
 
Kiedy Jesień z beztroskiej dziewczynki, osobliwej dziewczyny, zamieniła się w młodą, nieco zamyśloną kobietę, od pierwszego wejrzenia zakochał się w niej Pan Październik.
 
Był to młody, nobliwy Pan, bardzo elegancko i kolorowo ubrany. Nosił żółtą koszulę, pomarańczową modną marynarkę, spodnie w bordowo-brązową kratkę, czerwone półbuty na wysoki połysk. Miał gęste miedziane włosy i brązowe, wesołe oczy. Był  też uroczo piegowaty. Zdesperowany, szaleńczo zakochany, oświadczał się Jesieni kilkanaście razy, darując jej złote pierścionki z cudownymi bursztynami wziętymi od Króla Mórz, malował ogromne tęcze na niebie, wysyłał jej jasne i ciepłe promyki słońca, ale za każdym razem dostawał kosza. Płakał wtedy deszczem i smucił się chłodnym wiatrem, który strząsał z drzew coraz więcej kolorowanych przez Jesień liści.
 
Rodzice Jesieni byli zaniepokojeni, namawiali ją, żeby bardziej doceniła Pana Października, żeby chociaż próbowała go bliżej poznać i się zaprzyjaźnić. Ona jednak była bardzo uparta i nie chciała z nim nawet porozmawiać. Nie podobał jej się ten zakochany jak sztubak młodzieniaszek, bo tęskniła za kimś starszym, mądrzejszym, bardziej dyskretnym, tajemniczym i dystyngowanym.
 
Pan Październik chudł, mizerniał aż w końcu bardzo zasmucony, odszedł w siną, bezkresną dal, a ona nawet tego nie zauważyła; zbyt piękna i dumna, nie chciała zawracać sobie głowy kimś, kto jej się nie podobał i był jej zupełnie obojętny.
 
Spacerowała któregoś chłodnego dnia po lesie i rozmawiała szeptem ze zwierzętami, które były dziwnie osowiałe i senne, starała się je trochę rozbawić, aż zobaczyła go na skraju drogi i zaniemówiła z zachwytu. Stał sobie i patrzył na nią z daleka wysoki, smukły brunet z nitkami siwizny w nieco przerzedzonych już włosach, odziany w czarno – brązowy, skromny garnitur i grafitową koszulę z czarno-srebrnym krawatem. Wydał jej się niezwykle wytworny, poważny, a nawet trochę smutny. Spojrzeli sobie w oczy i Jesień zrozumiała, że to jest on: szpakowaty, nieco surowy, ponury,  czarnooki i osobliwy. Ten jedyny, na którego czekała od zawsze. Serce biło w niej jak szalone i od tej chwili pragnęła tylko jednego: być blisko tego przystojnego mężczyzny!
 
Niestety, tym razem to jej uczucie było nieodwzajemnione. Tym razem to ona starała się o względy kogoś, kto spojrzał na nią jeden, jedyny raz. Ptaki jej powiedziały, że przybył z odległej, bardzo szarej, zakurzonej, dżdżystej i mglistej krainy i że nazywa się Pan Listopad. Rodzice starali się ją powstrzymać, pajączki uciekły w różne zakamarki, świerszcze schowały się za kominami, żmije wpełzły pod kamienie i stare pnie, myszy odeszły do ciepłych norek, wiewiórki i sowy zaszyły się w dziuplach a kwiaty usychały ze smutku, patrząc na tę przepiękną i entuzjastyczną kiedyś dziewczynę, która chudła w oczach i zaczęła się starzeć z rozpaczy.
 
Chodziła za Panem Listopadem krok w krok, a on tylko wylewał na nią zimny prysznic deszczu, czasem nawet sypał jej w oczy śniegiem, biczował ją gradem, wysyłał do niej coraz zimniejsze wiatry, mroził chłodnym oddechem, ranił obojętnością, a całe kolorowe piękno, które namalowała w lasach, sadach, parkach, na łąkach – zamieniał w szary, smutny, pokryty szadzią i mgłami wilgotny, zapleśniały świat.
 
Ze zgryzoty i smutku Jesień robiła się coraz starsza i coraz brzydsza. Wypadały jej włosy, ciało pokryło się bruzdami zmarszczek, schudła, stała się sucha jak opadły liść, straciła blask, a jej piękna, wrzosowa sukienka porwała się na ostrych, zaczepnych gałęziach i poszarzała na silnym wietrze. 
Wraz z Jesienią płakali jej rodzice, ludzie, zwierzęta, ale nikt nie potrafił jej wytłumaczyć, że Listopad to nie jest chłopak dla niej, że być może jego świat nie współgra z jej światem, że jej miłość jest dla niej zbyt wyniszczająca i toksyczna a na dodatek jednostronna.
 
Doszło do tego, że któregoś szarego, mglistego, deszczowo-śnieżnego grudniowego popołudnia, Jesień nie miała już na nic siły. Usiadła w lesie na konarze starego spróchniałego drzewa i wdychając smród zbutwiałych liści, patrząc w miejsce, gdzie po raz pierwszy ujrzała swojego ukochanego Pana Listopada, wycieńczona, zmęczona, pogrążona w depresji i głębokim smutku… zasnęła albo zapadła w letarg.
 
We śnie przyszła do niej efemeryczna, niebiańska postać, która przedstawiła się jako Opiekunka Ziemi. Z chłodną uprzejmością oznajmiła, że to, co dajemy, według uniwersalnego Prawa obowiązującego we Wszechświecie - zawsze do nas wraca. Wyjaśniła, że Jesień nagannie potraktowała szczerze zakochanego w niej Pana Października i dlatego ją fatalnie potraktował Pan Listopad. 
Opiekunka Ziemi powiedziała Jesieni również, że daje jej szansę i że od tej pory, co roku będzie się ona odradzać na nowo jako piękna, zdolna i szczodra artystka, dopóty dopóki nie zaprzyjaźni się z Panem Październikiem, a Pan Listopad potraktuje ją lepiej, jak przystało na dżentelmena.
 
Od tamtego snu Pani Jesieni minęło wiele, wiele lat, zginęło wiele mórz, powstało mnóstwo nowych rzek, lądów i gór, rodziły się, rozwijały i upadały cywilizacje, a ona wciąż cierpliwie do nas przychodzi jako śliczna kolorowa panna po to, żeby odejść jako szara, melancholijnie - nostalgiczna starsza pani, ponieważ ciągle miejsce w jej sercu zajmuje i bardzo podoba jej się tajemniczy, zimny, niedostępny i nieustannie obojętny na jej wdzięki, śmiertelnie poważny Pan Listopad, za którym ona bezustannie tęskni. 

Tęskni - więc jest.
🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁

autumn - PicMix
Bajka powstała w 2017 roku na zajęciach kształtujących kreatywność w Szkole Specjalnej Przysposabiającej do Pracy, jako słowotok opowiadany chłopakom, zapisany już w domu. 

JoAnna Idzikowska - Kęsik,  jesień 2017

❤

***cytat w tytule postu: Łucja Benderska

*gify z internetu, nie znam Autorów

Autumn Woman - PicMix

niedziela, października 16, 2022

"Miłość jest jak światło gwiazd – nie umiera nigdy".***

 

naiwność


być może miłość udała się na spoczynek
zaszyła w pokoju bez okien i klamek
zatopiła w sobie

niewykluczone że byłeś za blisko
za mocno i za bardzo chciałeś
a może to ja byłam zbyt bierna
zanadto skupiona na życiu

siedzimy obok siebie bez słów
zanurzeni w myślach nie wiemy
co zrobić z rozczarowaniem i żalem

czekamy na odrodzenie
nowe wcielenie
reinkarnację prawdziwej
bezwarunkowej miłości

wierząc jak dzieci
że ona i tylko ona
wygładzi nasze zmarszczki
ukoi rozbiegane myśli

ureguluje bicie serc
 
 JoAnna Idzikowska - Kęsik, 16 X 22
*zdjęcia z internetu, nie znam Autorów
***cytat w tytule postu: Harlan Coben

sobota, października 15, 2022

"Zima jest martwa; wiosna jest szalona; lato jest szczęśliwe, a jesień mądra". ***


*
 
Mówisz, że jesiennieję,
że staję się zamglona,
że brakuje ci w mojej twarzy
akcentu czerwonej szminki.

Spójrz na jesień.
Znajdziesz w niej całą paletę barw.
Naciesz oczy feerią odcieni 
i pozwól mi się starzeć
bez przywdziewania
zbędnych kontrastów.

Popatrz na świat zaczarowany,
wykreowany mistrzowskim pędzlem
tej najzdolniejszej artystki - malarki,
która kasuje całą pompatyczną paplaninę o sztuce.

Ona - jak my przechodzi przez koleje losu:
wrześniowo młoda i jędrna,
dojrzewa w październiku po to,
aby zestarzeć się w listopadzie
i zgasnąć w grudniu.

Ona uczy nas, że życie
i śmierć mają głęboki sens,
że są wieczne i trwalsze niż sztuka.

Jej czas - to nasz najlepszy czas.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 15 X 22


 *obrazy: Vladimir Kireev

*** cytat w tytule postu  Mehmet Murat İldan
jik

poniedziałek, października 03, 2022

"Tak, tak, tam w lustrze to niestety ja".


Niełatwości

Poranki bywają trudne
Więc lepiej do mnie milcz
I przyjrzyj mi się uważnie

Lustra nie ułatwiają życia
Ale mają wielką moc i
Lekkość przekazywania

Niełatwej wręcz bolesnej
Trudnej do zaakceptowania
P r a w d y

Nie rozumiesz moich face to face
z apodyktycznym koleżką Aspergerem
I naprawdę nie widzisz

Ukutego capsem szyfru
NIE DOTYKAĆ

Świeżo malowane
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik
 

*cytat w tytule postu: Grzegorz Ciechowski

**zdjęcia z internetu, nie znam Autorów

niedziela, maja 08, 2022

A nad morzem mogłabym zamieszkać, chociaż wiosna przychodzi tam później - post nr 555


 Króciutki majowy resecik sprawił, że nie mogę do siebie dojść, odnaleźć się w rzeczywistości zaganianej na maksa, chociaż nad morzem ganiałam dużo, ale przede wszystkim tam, dokąd chciałam...

Spotkania z przyjaciółmi, luz, cudowna atmosfera, rewelacyjnie czyste powietrze, wiatr we włosach z odrostami jak stąd do Chicago i arktycznie zimna, ale bardzo przyjemna dla stóp, czysta woda - to było to, czego naprawdę bardzo, ale to bardzo potrzebowałam.

Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko wrócić do rzeczywistości i czekać na wakacje, cierpliwie odliczać dni, kiedy znowu będę robić za "dziewczynę z bursztynu na plaży koloru blond".

środa, kwietnia 20, 2022

A życie biegnie swoim rytmem...

 
 
No i sobie napisałam w styczniu uroczy, jubileuszowy pościk i mnie wcięło, wywaliło z tego bloga na trzy miesiące. Myślę jednak, że z blogiem, jak ze wszystkim, czasem warto odpuścić, odejść i darować sobie pisanie, żeby potem wrócić z radością i entuzjazmem, jak do czegoś nowego.

Mam wrażenie, że moje życie już nie biegnie, tylko galopuje, że jestem na jakichś wyścigach dalekobieżnych i końca, mety nie widać.  Cierpię na notoryczny, chroniczny brak czasu, a jeśli go trochę wyrwę dla siebie, to głównie po to, żeby chociaż troszeczkę poczytać, nadrobić zaległości w lekturach albo pójść do kina lub obejrzeć coś ciekawego na Netflixie, HBO czy Canal +. Innych programów w TV nie oglądam. 

Od miesięcy nie napisałam wiersza, nie piszę też pamiętnika, notatek, które potem stają się wierszami, nie zapisuję pomysłów na wiersze, jedynie wymyślam je na chwilę w swojej głowie, zwłaszcza przed zaśnięciem i na tym się kończy moja radosna twórczość. De facto, jest to dla mnie przykre, czuję się niepełna, niespełniona, niekreatywna, jałowa, a jednocześnie nie potrafię tego przeskoczyć, bo wszystko wydaje mi się wtórne, bo mam poczucie, że nie warto już pisać, ponieważ wszyscy wszystko napisali, piszą... Przecież mamy od kilkunastu lat zalew poetów, pisarzy, twórców, a tomy poetyckie powstają jak grzyby po naprawdę obfitym deszczu... Czy warto zatem pisać, tworzyć? Publikować swoje, nikomu niepotrzebne wiersze?

Jaka będzie sytuacja globalna, przeczuwałam od dawna i - co prawda bardzo delikatnie, ale jednak pisałam o niej na tym blogu już ponad dwa lata temu. Mimo przeczuć, mimo wiedźmiej intuicji,  niektóre sytuacje mnie - pacyfistkę i zagorzałą, w pełni świadomą wegetariankę, która już jako małe dziecko nie jadała zabitych istot - po prostu przerastają. Bolą, zważywszy na fakt, że należę do grona osób wysoko wrażliwych. Nie chcę też wzmacniać pewnych złych wydarzeń energetycznie, więc je przemilczam, co znaczy, że po prostu i zwyczajnie nie jestem poetką, bo poeci przecież powinni zostawiać dla potomnych ślady, migawki, impresje swojego istnienia i wydarzeń, w których biorą udział... A ja nie chcę wzmacniać zła, czegoś, co uważam za niesprawiedliwe, tragiczne. 

Jedyne, co idzie mi ostatnio dobrze w moim własnym odczuciu, to moja praca. Owszem, bywam zmęczona, nie tylko psychicznie, ale fizycznie również, ale teraz wiem na pewno, po tym okropnym zdalnym nauczaniu, że jestem we właściwym miejscu, że naprawdę jestem wielką szczęściarą, bo bardzo lubię to, co robię, bo jestem szczęśliwa i spełniona na tym polu. Na osobistym zresztą też mam wielkie szczęście, ale tutaj nie chcę o tym pisać, bo, jak wiadomo, netowych hejterów nie brakuje.

Tak więc jestem, żyję, trwam. Staram się robić swoje, myśleć pozytywnie, ale z dużą dozą racjonalizmu, medytować, spacerować, chwytać chwile, żyć w zgodzie z naturą i z samą sobą, chociaż kolejna z rzędu wiosna, wbrew opiewanym teoriom o ociepleniu klimatu, wcale nas nie rozpieszcza. Dzisiaj, pod koniec kwietnia, gdy piszę te słowa, pada deszcz i jest zaledwie 6 stopni, ale temperatura odczuwalna jest znacznie niższa. Jednak na pogodę wpływu nie mam, więc tej dobrej pogody ducha, szukam w sobie. Chociaż bywa niełatwo, a nawet ciężko i depresyjnie. Wujek Google przypomina mi codziennie zdjęcia robione telefonem sprzed lat: tego dnia 8, 6, 5 lat temu i wiem, że bywało dużo cieplej o tej porze roku. I też bywało weselej, dużo bardziej optymistycznie...

A propos klimatu, dychotomia jest spora nawet wśród naukowców, ekologów i innych mądrych głów. Jedni mówią o ociepleniu, inni zapowiadają kolejną, małą epokę lodowcową. Faktem jest, że klimat stał się bardzo emocjonalny, nieprzewidywalny, jakby Matka Ziemia, która jest przecież żywym ciałem, wyczuwała nasze zbiorowe emocje, albo jakby była zmęczona nami, ludźmi i tym, co na niej, z nią wyprawiamy. Z astrologii, która wciąga mnie coraz bardziej, wynika, że raczej będzie chłodnawo.

Cóż jeszcze powiedzieć? Mam materiał na kilka postów, mam wiersze znajomych poetek, więc mam jednocześnie nadzieję, że nie będę już tak bardzo zaniedbywać tego miejsca, tego mojego skrawka w sieci. 

Życzę Wam nadziei i wiary w to, że nie ma tego złego, że po burzy będzie słońce, tęcza i inne piękne zjawiska, nie tylko atmosferyczne. Od dziecka mam w sobie tekst Steda - Edwarda Stachury i bardzo często do niego w myślach wracam i niechaj tak się dzieje, niech tak się stanie dla nas, dla świata, dla wszystkiego, co żyje na tej pięknej planecie:

"Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi"

Pozdrawiam i ściskam, JoAnna.

*obrazy z internetu, nie znam Autorów

niedziela, stycznia 23, 2022

10 lat minęło czyli post jubileuszowy!


 Dekada pisania na Bloggerze!

Niesamowite, jak szybko to wszystko minęło, naprawdę! Dekada, a jakby to było wczoraj...

Z tej bardzo miłej dla mnie okazji, przedstawię Wam pięć faktów o moim blogu. :)

*

1. 

Blog tutaj założyłam po kilku latach blogowania w innych miejscach, 22 stycznia 2012 - roku, w którym miał nastąpić szumnie zapowiadany koniec świata, ale od tysiącleci było wiadomo, że jest to święto ruchome.

Chciałam mieć swoje miejsce w Sieci i mam je do dzisiaj. Nie zakładam innych blogów, przywiązuję się do miejsc i ludzi i jestem im wierna. 

W moim życiu troszkę się zmieniło przez te lata, ale wszyscy wiemy, że życie to zmiany, więc aby się rozwijać, potrzebujemy ich jak tlenu.

Pierwszym zdjęciem, jakie umieściłam na tym blogu była tęcza. Uwielbiam maki, morze i tęczę i w pierwszym poście pojawił się wierszyk o tęczy i zdjęcie mojego miasta - Grodu Nad Bobrem słynącego z pięknej ceramiki i oplecionego tęczą.

2.

 Jednym z pierwszych ważnych dla mnie i wciąż czytanych postów, był wpis poświęcony mojej ukochanej aktorce, którą do dzisiaj uważam za najpiękniejszą kobietę w historii kina, Joannie Pacule.

Do dzisiaj również wyszukuję zdjęć aktorki w odmętach internetu, czytam o niej i kibicuję jej karierze, a posty stricte o niej znajdziecie u mnie dwa, chociaż pojawiała się i zapewne jeszcze będzie, również w innych wpisach. Dzisiejsze zdjęcie, chociaż z lat osiemdziesiątych, jest premierowe na tym blogu. Od lat uzupełniam posty o Pani Joannie o nowe zdjęcia.

3.

Blog z założenia miał być miejscem w sieci zastępującym mi pamiętnik. 

Pamiętniki piszę od dzieciństwa, ponieważ zmuszono mnie do praworęcznej kaligrafii i był moment, kiedy byłam już bardzo zmęczona stertą zapisanych zeszytów. 

Prawda jest jednak  taka, że na blogu nie da się opisać wszystkiego: kłótni z ukochanym, scysji z dyrektorem, natchnień z obcowania z prywatnym dzieckiem. Nie da się bez metafor i wprost opisać intymności, więc po krótkim czasie znowu zaczęłam pisać odręczny pamiętnik, a tutaj publikowałam swoje wiersze (nie wstydzę się nawet tych, które sama uważam za grafomańskie teksty) i wiersze innych poetów, prozę poetycką, polecałam obejrzane filmy i przeczytane książki, miejsca, które odwiedziłam no i czasem pisałam o ludziach ze świata sztuki i kultury, o sobie i swoich zwierzakach na tyle, na ile wypadało pisać na publicznym blogu.

4.

Udało mi się poznać w Sieci wielu mądrych, interesujących ludzi, do których - jak już niejednokrotnie podkreślałam - mam od zawsze ogromne szczęście i bardzo to sobie cenię. Lubię odwiedzać blogi znajomych na tyle, na ile pozwala mi czas. Lubię poznawać zdanie i poglądy, choćby skrajnie różne od moich - szanuję to. No i lubię się uczyć, a z postów na Waszych blogach naprawdę wiele zyskuję, za co dziękuję!

5.

Tych 10 lat i 553 posty (kilka skasowałam) to na pewno nie koniec mojego pobytu tutaj, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że będę pisać coraz ciekawsze wiersze i posty, przedstawiać Wam godnych uwagi poetów, filmy, cytaty, książki, piosenki i jak zawsze wspierać Kobiety, bo je uwielbiam i wiem, że czasem wymagają dobrego słowa, pocieszenia, wsparcia.

Pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają i towarzyszą mi w blogowaniu! Zapraszam na kolejne posty! Wam również życzę owocnego blogowania.

 JoAnna.

czwartek, stycznia 06, 2022

"Bo przecież świat zrobiony został z niezliczonych odcieni szarości". ***

wiersz o nielekkim zabarwieniu erotycznym
 
szarość ogarnia podświadomość
rozlewa się w niej jak styczeń
który zapomniał o lśniącej bieli
rozświetlającej umysły i serca

wchodzę w misterny spokój lasu
mokra ziemia nie chce jeszcze snuć
opowieści o nadchodzącej wiośnie
woli wchłaniać wilgoć w podziemne światy

gile i jemiołuszki zastygły na gałęziach
deszcz beznamiętnie głaszcze śnieguliczki
opadłe liście nie szepczą wesołych kołysanek
gniją przeczuwając nieuchronną śmierć

myślę o naszej miłości silnej energii
która kasuje każdą nudę i monotonię
wtapiam się w erotyczne fantazje
rozgrzewam oczekiwaniem na dotyk

wielka zimna kropla spada mi na kark
prosto w miejsce które uwielbiasz całować i pieścić 
przechodzą mnie dreszcze zwiastujące 
 
ocieplenie klimatu

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 5 I 22
***cytat w tytule postu Olga Tokarczuk
*grafika z internetu, nie znam Autorów

niedziela, stycznia 02, 2022

Tylko dobra, zdrowia i miłości na nowy czas!

 Wszystkim, którzy błądząc w Sieci, zaglądają na mój blog, życzę udanego, zdrowego i wspaniałego nowego czasu! Niechaj nam się darzy w każdej dziedzinie życia i niech ten nowy rok będzie lepszy niż dwa minione lata. 

A poniżej kilka zdjęć z Trójmiasta, w którym spędziłam miniony tydzień, żeby się troszkę zresetować po chorobie i doładować baterie. Byłam niewyspana, ale  szczęśliwa, że znowu tam jestem.

Byłam w Gdyni Głównej, Orłowie, Redłowie, w Mechelinkach, w Gdańsku, było bardzo zimno, a potem przyszła odwilż, ale jak zawsze było wspaniale - kocham morze, kocham tam być.

Wróciłam wczoraj późnym wieczorem. Gdy przejeżdżałam przez Inowrocław, zawsze w myślach pozdrawiałam naszą  blogową Znajomą - Jotkę.

Bądźcie zdrowi, bądźcie szczęśliwi i zaglądajcie w moje skromne progi!

Najserdeczniej pozdrawiam z ciepłego Bolesławca. Miejcie się jak najzdrowiej! Cieszcie się życiem, chwytajcie dzień.

Dodam w ramach ciekawostki, że rok 2022 jest rokiem trzech dwójek pod panowaniem Jowisza w wodnym znaku Ryb, a Jowisz to jest dobroczynna planeta, zaś w astrologii chińskiej, 1 lutego zacznie się Rok Wodnego Tygrysa i możemy się spodziewać wielu newsów z żywiołem wody w  tle - a woda to emocje i energia żeńska. Suma cyfr roku - 6 - sugeruje skupienie się na rodzinie, a nie na tym, co na zewnątrz nas. I myślę, że to jest bardzo dobre - stworzyć sobie własny, mały świat bez propagandy i fałszywych newsów przesyconych teoriami spiskowymi. Bezpieczny świat pełen radości, miłości, szacunku i ciepła czyli tego, czego wszyscy naprawdę chcemy, a co nadszarpują zewnętrzne zdarzenia i informacje.

Poniżej część mojej kolekcji biżuterii z kamieniem wypluwanym przez morską wodę. ;-)

NA PEWNO BĘDZIE CIEKAWIE! DZISIAJ NÓW KSIĘŻYCA W KOZIOROŻCU. Koziorożec to znak kardynalny, ziemski. Warto zapalić świeczkę w dobrej intencji, kariery, pracy, domu...

BĘDZIE DOBRZE. KOCHAJCIE SIĘ I SZANUJCIE. Z SERDECZNOŚCIĄ - JoAnna.

czwartek, grudnia 23, 2021

Przepięknych Świąt!



*
 Nikt nie jest za duży na bajki. A już na pewno nie można być za dużym, by poczuć świąteczną magię! 
 
Joanna Szarańska
 *
 

W ten piękny, magiczny czas, gdzieś między pachnącym migdałami makowcem włożonym do piekarnika a pyszną, jarzynową sałatką, jestem tutaj, aby napisać kilka słów.

Życzę Wam, aby te najpiękniejsze Święta były dobre, abyście nabrali sił na kolejny rok, aby Wam się darzyło.

Aby dobro i zło podały sobie czułki, aby światło zwyciężyło nad ciemnością.

Życzę, żebyście załatwili do końca roku wszystkie zaległe sprawy i nie przenosili ich na kolejny rok.

Życzę Wam, abyście pogodzili się z ludźmi, na których Wam zależy, którzy są Wam bliscy i aby nikt nie był sam.

Niezapomnianych, ciepłych, radosnych, wspaniałych i wzruszających Świąt!

Z serdecznością i pozdrowieniem - JoAnna.
 
.
 *
Matka uczyła ją, że święta są ważne i nie można ich lekceważyć. Trzeba je obchodzić z tymi, których kochasz, bez względu, czy masz ochotę, czy nie. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy pozostaną ci tylko wspomnienia. 
 
Luanne Rice

*
 Coś jest w świętach Bożego Narodzenia,co raz po raz każe zajrzeć nam w głąb siebie,w nasze wspomnienia i pragnienia,w naszą dziecięcą duszę.
Ona wciąż jeszcze otwiera szeroko oczy ze zdumienia,stając przed tajemniczymi drzwiami,za którymi czeka cud. 
 
Nicolas Barreau 
 
*
 Bożonarodzeniowy nastrój panował tutaj już od początku grudnia i wtłaczał człowieka w inną rzeczywistość, w kolorowy bezczas wypełniony śpiewem i zapachem korzennego ciasta. 
 
Magda Knedler
 
 *
 Święta to nie stół i ozdoby, a ludzie z ich uśmiechami i ciepłymi spojrzeniami. Ludzie są w święta najważniejsi. 
 
Sylwia Trojanowska 
 
 *

*