poniedziałek, 11 lipca 2016

Niemłodzi, zdolni, wciąż przystojni - ulubieni aktorzy 60+

Witajcie!

Kolejny filmowy post, bo przecież doskonale już wiecie, że kino to jedna z moich pasji.
Dzisiaj chciałam przedstawić Wam moich bardzo ulubionych aktorów starszego pokolenia, bo o paniach 60+ już napisałam.
Pisałam też o swoich ulubionych polskich aktorach i ulubionych przystojniaczkach. Czas więc na panów, których pojawienie się w filmie sprawia, że po prostu ten film oglądam, choć np. nie zawsze interesuje mnie poruszany przez twórców temat.
Kolejność w tym poście jest przypadkowa, oprócz pierwszego aktora, którego uwielbiam, odkąd sięgam pamięcią, a jest nim...

Jeremy Irons (67 l.)!
Ten urodzony pod - podobno - niemęskim znakiem Panny angielski aktor jest w moim życiu od zawsze (i zawsze mi przypomina z wyglądu  mojego ojca). I od zawsze go lubię i - co bardzo ważne - nie widziałam go w złej roli czy nawet w kiepskim filmie. Starannie swoje dobiera role i filmy, w których się pojawia stają się wydarzeniami. Nawet występ w teledysku do angielskiej wersji piosenki Jacquesa Brela to aktorska perełka.
Filmy z aktorem zawsze oglądam bez lektora, bo uwielbiam jego baryton - niestety - nałogowego palacza.
I tak, jak już wspomniałam, nie umiem wskazać gorszej roli Ironsa, natomiast do moich najulubieńszych jego kreacji należą występy w filmach: "Kochanica Francuza" u boku Meryl Streep, "Miłość Swanna" wg Prousta w duecie z Ornellą Muti, "Nierozłączni" - film w który aktor wcielił się w podwójną rolę psychopatycznych braci bliźniaków i zrobił to doskonale; "M.Butterfy" - chyba życiowa rola aktora, "Dom dusz" - znowu z Meryl i znowu z Glenn Close; "Ukryte pragnienia", gdzie również wypadł doskonale oraz adaptacja nimfetkowej powieści Nabokowa - "Lolita".
Zagrał też doskonale tytułową rolę w filmie pt. "Kafka", świetnie wypadł w "Drugiej prawdzie". "Dzikiej kaczce", "Skazie", "Krainie Wód", "Chciwości" i "Między słowami", pomijając fakt, że w "Szklanej pułapce" skasował Bruce'a Willisa.
Myślę, że Irons nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, bo nawet w serialach wypada świetnie - mam tu na myśli jego rolę w "Rodzinie Borgiów", pomijając fakt, że w "Królu Lwie" stworzył niesamowitą kreację głosową...


Geoffrey Rush (65 l.) - australijska gwiazda światowego kina. Brzydki jak Quasimodo, ale kosmicznie zdolny. W 1997 zdobył zasłużonego Oscara za rolę w biograficznym filmie "Blask" i od tej pory regularnie pojawia się na ekranie. To dla niego, a nie dla Johnny'ego Deppa oglądam "Piratów z Karaibów". Uwielbiam go za "Zatrute pióro", "Fridę", "Jak zostać królem", "Złodziejkę książek" i - oczywiście za "Konesera".



Willem Dafoe (za kilka dni skończy 61 l.)- aktor z teatralnym doświadczeniem, co widać. Do dziś siedzi we mnie i pewnie nigdy nie wyjdzie - jego Jezus z filmu dość kontrowersyjnego wg powieści Nikosa Kazantsakisa. Jednak zwróciłam na niego uwagę już w "Zagadce nieśmiertelności", a przed "Ostatnim kuszeniem Chrystusa" był jeszcze doskonały "Pluton".
Ostatnio zachwycił mnie w "Grand Budapest Hotel", jak chyba zresztą wszyscy, którzy się w tym świetnym filmie pojawili.
Dafoe ma w twarzy coś demonicznego, co wykorzystywało wielu reżyserów, m.in. David Lynch w "Dzikości serca", ale równie dobrze potrafi zagrać dobrodusznego księdza ("Boże skrawki"). 
To naprawdę świetny aktor!


Stellan Skarsgård (65 l.). Szwedzi mają dobre kino, dobrych aktorów i mieli Ingmara Bergmana. Dla mnie Skarsgård należy do ścisłego grona najwybitniejszych aktorów światowego kina.
Miał zagrać tytułową rolę w "Liście Schindlera", nie otrzymał jej, ale i tak zrobił światową karierę, dużo większą i bardziej interesującą, niż Liam Neesson.

Zachwycił mnie w "Przełamując fale" i od dwudziestu lat śledzę jego karierę. Do ulubionych występów Stellana zaliczam role w takich filmach, jak: "Tańcząc w ciemnościach", "Dogville"(doskonała rola w doskonałym obrazie), "Duchy Goi", "Wyspa skazańców", "Dziewczyna z tatuażem" i... "Kopciuszek". ;-)


David Morse (62 l.) - aktor o pospolitej twarzy, twarzy z tłumu - taki młodszy mój ukochany Gene Hackman (o którym w tym poście nie napiszę, bo od wielu lat już nie pojawia się na ekranie ze względu na chorobę)- nie tak wybitny, ale dobry aktor, który często gra epizodyczne role, ale jest w nich zauważalny, wprowadza na ekran coś, co się zapamiętuje. Zapamiętałam i doceniłam jego kreacje w "Zielonej mili", "Tańcząc w ciemnościach", "Niepokoju" - gdzie doskonale zagrał psychopatycznego mordercę, ale najbardziej mnie wzruszył epizodem u boku Jodie Foster w filmie "Kontakt".


Christopher Plummer (86 lat). Jak go nie kochać, nie uwielbiać, nie szanować? Nie dość, że przystojny, to jeszcze bardzo dobry? Ba, im starszy, tym lepszy. Plummer to kanadyjski wybitny aktor, który od lat pięćdziesiątych jest czynnym zawodowo twórcą. Lubię go, odkąd sięgam pamięcią, zagrał nawet w serialu z Joanną Pacułą ("Przeprawy" wg Daniele Steel, 1986); świetny w "Pięknym umyśle", "Parnassusie" i "Dziewczynie z tauażem", rewelacyjny w "Debiutantach".


Sam Shepard (72 l.) to na świecie przede wszystkim znany i ceniony dramaturg i scenarzysta (m.in. rewelacyjny "Paris, Texas" z Nastassją Kinski),laureat Nagrody Pulitzera. U nas mało znany aktor - dla mnie zupełnie wyjątkowy, bezbłędny, świetny. Wieloletni towarzysz życia wybitnej aktorki, Jessici Lange, z którą zagrał w bardzo dobrym filmie "Frances".
Zakochałam się w jego talencie, gdy zagrał w "Homo Faber" (uwielbiam tę powieść!),wcześniej były cudne "Stalowe magnolie", potem "Raport Pelikana" z Julią Roberts.
Bardzo cenię jego występy w filmach:"Pamiętnik" i "Sierpień w hrabstwie Osage" - w ogóle ma coś w sobie, co sprawia, że przykuwa uwagę widza...


William Hurt (66 l.) - już wspominałam o nim na tym blogu przy innych okazjach, bo jest to aktor, którego bardzo lubię i cenię i któremu zazdroszczę obcowania z Joanną Pacułą, bo to u jego boku nasza polska aktorka debiutowała za Oceanem w filmie pt. "Gorky Park" - Hurt grał w nim radzieckiego oficera i nie była to wybitna kreacja, ale nie była też zła, choć Willy wydawał się sztywny...
Byłam naprawdę mała, gdy zachwycił mnie w kinowym psychodelicznym obrazie pt. "Odmienne stany świadomości" (1980), a potem - jak wielu innych kinomanów w "Pocałunku kobiety pająka" (1985) i "Dzieciach gorszego Boga" (1986), następnie w "Telepasji" (1987) i "Przypadkowym turyście" (1988).Bardzo dobre role wykreował również w "Aż na koniec świata" (1991), "Zwierzeniach nieznajomemu" (1995), "Błękitnym motylu" (2004), "Historii przemocy" (2005)... Cóż - chyba mogę o nim powiedzieć to samo, co o Ironsie: ten aktor nie ma na swoim koncie złej roli.


Ed Harris (65 l.)... kocham bezwarunkowo i bezkrytycznie, bo jest to nie tylko aktor, ale również utalentowany artysta plastyk z honorowym dyplomem School of the Art Institute of Chicago! Swój talent malarski ujawnił w filmach "Pollock" (2000; który to film również wyreżyserował, do którego długo się przygotowywał, aby dobrze oddać styl malarski Jacksona Pollocka) i "Oblicze miłości" (2013).
Rewelacyjnie zagrał w "Godzinach" - filmie, który oglądałam i będę oglądać nieskończoną ilość razy.
Doceniła go Agnieszka Holland i stworzył w jej filmie "Zabić księdza" bardzo dobrą rolę, potem spotkali się jeszcze na planie "Trzeciego cudu" i "Kopii mistrza", gdzie aktor zagrał Ludviga van Beethovena.
Inne świetne role? Jest ich wiele, wymienię te, które najbardziej utkwiły mi w pamięci: "Piękny umysł", "Truman Show", "Mamuśka", "Apollo 13" "Wróg u bram", "Historia przemocy","Niepokonani".


Morgan Freeman (79 lat) - kocham tego mańkuta, odkąd woził Panią Daisy (1989), czyli od dawna. Dobry aktor, erudyta. I cóż powiedzieć, żeby się wciąż nie powtarzać? Lubię go, gdy nosi białe ubranko ("Bruce Wszechmogący")i kiedy bawi się w więźnia ("Skazani na Shawshank"), a najbardziej lubię, jak się przekomarza z Jackiem Nicholsonem ("Choć goni nas czas").
Szczerze podziwiam za rozwiązywanie zagadek Wszechświata i poszukiwanie Boga (miniseriale, których jest również producentem).


Tommy Lee Jones (69 l.).
Jeśli ktoś uważnie obejrzy słynny wyciskacz łez wg Ericha Seagala, to wypatrzy w obsadzie młodego Jonesa. Niewiele się zmienił od tamtego czasu - iskra w oczach została ta sama. I ta iskra sprawia, że aktor wypada świetnie w wielu rolach. Oczywiście, jak prawie wszyscy, uwielbiam go za "Ściganego", "Pomiędzy niebem a ziemią", "Urodzonych morderców" i "Klienta", ale najbardziej utkwiła mi jego kreacja u boku Jessici Lange w "Błękicie nieba".
Ostatnio bardzo na tak wypadł jako reżyser, producent i aktor w nietypowym westernie "Escorta".


Jeff Bridges (66 l.) - najlepszy, najciekawszy w aktorskim klanie Bridgesów. Lubię jego nieżyjącego już ojca i brata, ale Jeff jest the best!
Jako dzidzia poznałam go w "King Kongu" - przypominał mi wtedy mojego kuzyna Mariusza (broda, niebieskie oczka) i od razu go polubiłam.Potem wcielił się w "Gwiezdnego przybysza" i już nie mogło być inaczej - na stałe wszedł do moich ulubionych.
Wymieniając z pamięci bardzo podobały mi się jego role w "Nazajutrz" u boku Jane Fondy i "Zobaczymy się jutro", gdzie towarzyszył nieodżałowanej Farrah Fawcett. Świetnie wypadł u boku Robina Williamsa w "The Fisher King" i Kevina Spacey'ego w "K - PAX" (w ogóle uwielbiam te dwa filmy).
Talent muzyczny (na Facebooku często publikuje zdjęcia z koncertów) ujawnił u boku brata we "Wspaniałych braciach Baker", kochał się w Barbrze Streisand w "Miłość ma dwie twarze". W pamięci wielu widzów zapisał się na pewno jako Lebowski ("Big Lebowski"), podobał mi się także w "Człowieku, który gapił się na kozy" i w westernie "Prawdziwe męstwo".
Jednak najbardziej, najmocniej lubię jego kreację w filmie jednego z moich ukochanych reżyserów, w "Bez lęku" Petera Weira.


Richard Jenkins (69 l.).
Tego aktora, o bardzo przeciętnej twarzy, uważam za mistrza drugiego planu i jestem w stanie obejrzeć dla niego nawet kiepski melodramacik na kanwie prozy Nicholasa Sparksa.
Mam tu na myśli jego rolę w filmie " Wciąż ją kocham", którą doprowadził mnie do łez, a u mnie łzy to rzadkość.
Cudny był również, jak rzucał inwektywami w pastiszu horrorów pt. "Dom w głębi lasu" i w "Jedz, módl się i kochaj".
Jenkins gra od lat osiemdziesiątych i życzę mu wielkiej, kinowej roli, bo w pełni na to zasługuje.
Uwielbiam i koniec!



Clint Eastwood (86 l.) - człowiek - legenda. Aktor, scenarzysta, reżyser, producent i kompozytor. Mało kto wie, że komponuje muzykę filmową, całkiem niezłą zresztą. Laureat kilku honorowych doktoratów i zdobywca wielu nagród filmowych. Bardzo go cenię zarówno jako aktora, ale chyba nawet bardziej jako reżysera. Dlaczego? Ano dlatego, że z kiepściutkiej, słabej powieści zrobił wybitny film. Mam tu na myśli "Mosty Madison County" i jego duet z Meryl Streep. Że zaintrygował mnie filmem, którego temat z pozoru jest mi zupełnie obcy ("Za wszelką cenę"), że dał Angelinie szansę zagrania naprawdę ciekawej roli ("Oszukana"), że nie boi się podejmować w filmach tematów kontrowersyjnych, parapsychologicznych ("Medium")i za to, że zachwycił mnie kiedyś filmem "Północ w ogrodzie dobra i zła".



Chris Cooper (65 l.)- kolejny mistrz drugiego planu, na którym jednak w bardzo sugestywny sposób zaznacza swoją obecność i osobowość.Zachwycił mnie w "Zaklinaczu koni" i "Sierpniu w hrabstwie Osage", jednak najlepszą, najwybitniejszą rolę wykreował w "American Beauty".


Jack Nicholson (79 l.).
Któż nie zna tego szelmowskiego uśmieszku? Kto nie oglądał "Lśnienia" wg Kinga? Chyba nie ma takiej osoby, która nie słyszałaby o Nicholsonie. 
Na czym polega fenomen tego niewysokiego aktora, który zaczynał w filmach klasy C, w tanich horrorkach? Może na tym, że ma osobowość a może dlatego, że ma talent, który docenił Roman Polański ("Chinatown").
Dla mnie Nicholson to przede wszystkim Randie Murphy z "Lotu nad kukułczym gniazdem", zaraz potem Frank Chambers z "Listonosz dzwoni zawsze dwa razy".
Szkoda, że od dawna nie gra...
No i oczywiście ten uśmiech... :)


Harvey Keitel (77 l.). Kolejny aktor, który towarzyszy mi od dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę jego występu u boku boskiej Farrah Fawcett w "Saturn 3" (nota bene czy ktokolwiek pamięta jeszcze ten film?). A uwielbiam go za bardzo krytykowaną i rzekomo złą rolę - za Judasza w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa".
Świetne kreacje stworzył też w "Thelmie i Louisie", "Fortepianie", nieźle wypadł w "Zakonnicy w przebraniu" i w "Dymie",a ostatnio w "Młodości".



Robert De Niro ten młody, leworęczny  siedemdziesiąciodwulatek to jedna z legend kina, dzięki roli w filmie "Taksówkarz" oraz wybitnej kreacji we "Wściekłym byku".
Dla mnie najciekawsze role stworzył w "Przylądku strachu", "Nietykalnych", "Chłopięcym świecie", "Chłopcach z ferajny", "Pokoju Marvina" a najwybitniejszą w... "Przebudzeniach" u boku nieodżałowanego, wspomnianego już wyżej, Robina Williamsa.
De Niro nie stroni od komedii, choć ja popadam w depresję, gdy oglądam go w kretyństwach typu "Poznaj moich rodziców"... Cóż, z czegoś trzeba żyć, a te występy nie umniejszają jego zasług. Już wolę, kiedy pojawia się w spokojnych opowieściach o miłości, takich, jak np."Zakochać się" z Meryl Streep czy "Stanley i Iris" w duecie z Jane Fondą. 
Cenię też bardzo wyreżyserowany w 1993 roku przez niego film pt. "Prawo Bronxu".


Dustin Hoffman (78 l.), cóż napisać o Dustinie,dla którego będę mieć odwieczny szacunek za "Rain Mana"?
Na pewno jest to aktor bardzo utalentowany, wybitny, który, podobnie jak De Niro, odreagowuje swoją wybitność w gniotach.
Za jakie role go cenię? Pomijając kultowego "Absolwenta" i nieco przereklamowaną "Tootsie", uwielbiam go za role w filmach "Nocny kowboj", "Lenny", "Papillon", "Wszyscy ludzie prezydenta", szanuję za "Maratończyka" i "Pachnidło", ale przede wszystkim i jak najbardziej za "Sprawę Kramerów", po której się w nim dozgonnie zakochałam.
Lubię też film pt. "Kwartet", który wyreżyserował w 2012 roku i jego role głosowe.Jakie? Sami sobie sprawdźcie. :)


Jeroen Krabbé (71 l.)- holenderski aktor o światowej renomie. Bardzo zdolny, kreatywny. Przegrał walkę o rolę Beethovena z Gary Oldmanem w filmie "Wieczna miłość" (zagrał tam inną rolę - biografa muzyka, Antona Shindlera)), ale wykreował kilka naprawdę znaczących ról w światowym kinie.
Bezbłędnie zagrał Haendla w bardzo dobrym filmie pt. "Farinelli, ostatni kastrat".
Mnie bardzo, bardzo podobał się w "Bagażu życia", "Ściganym", "Księciu przypływów" i w biblijnej opowieści (tak, uwielbiam filmy powstałe na kanwie Biblii)pt. "Jezus", w której pojawił się jako Szatan ("...i pokazał mu wszystkie królestwa świata i sławę ich..."). Zagrał też z Joanną Pacułą w idiotycznym filmie pt. "Rozkoszne interesy".
Zaintrygował mnie filmem, którego nigdy nie wiedziałam, niestety, bo był to obraz niszowy, poruszający bardzo kontrowersyjny temat. W Polsce pt. "Zagubionemu żołnierzowi" (wiem, że kiedyś go znajdę i obejrzę).


Denzel Washington (61 l.). Ostatnio gra w gniotach. Ale nie sposób zapomnieć jego kreacji w "Raporcie Pelikana" u boku Julii Roberts i przede wszystkim w "Filadelfii" w bezbłędnym duecie z Tomem Hanksem, którego też lubię, ale jakoś nie do końca...



Robert Duvall (85 l.) - lubiłam go zawsze, zawsze przykuwał na ekranie moją uwagę, więc pamiętałam jego nazwisko od czasów... "Czasu apokalipsy", ale w "Sędzi" zagrał swoją życiową rolę, choć w "Szybkim jak błyskawica" też zagrał świetnie.Często na drugim planie, ale ważne, że jest!


Billy Bob Thornton (60 l.)- zwróciłam na niego uwagę w moim ulubionym westernie z plejadą gwiazd pt. "Tombstone" i myślę, że mimo wieku, czeka jeszcze na swoją wielką rolę. Ma coś w oczach, bardzo dobrze wypada w epizodach jako aktor charakterystyczny. Podobał mi się w "Drodze przez piekło", "Włamaniu na śniadanie", "Samochodzie Jane Mansfield", "Miasteczku Cut Bank" i we wspomnianym wyżej filmie "Sędzia".


William H. Macy (66 l.)- nie dalej niż wczoraj obejrzałam wspaniały film pt. "Pokój", o którym jeszcze napiszę, bo się popłakałam, a to wiele znaczy. Macy w tym filmie pojawił się na może 5 minut i stworzył wspaniałą rolę! I na tym chyba polega wielkość niektórych aktorów, że tak dobrze wypadają w epizodach.Zauważyłam go jako nastolatka w "Domu gry" Davida Mameta i od tej pory wypatruję go na ekranie.Jego rola w szalonym serialu "Shameless - Niepokorni" to po prostu odlot w kosmos.


Derek Jacobi (77 l.). Cóż powiedzieć o Dereku? Wiadomo - oglądało się pod stołem niezapomniany serial "Ja, Klaudiusz", a potem w tajemnicy przed rodzicami czytało się powieści na kanwie których serial powstał.Jacobi to wybitny aktor z dużym teatralnym doświadczeniem. On się czasem bawi rolami, to widać, ale ma prawo - bo takie prawo moją wybitni...Przeraził i poraził mnie rolą w filmie pt. "Love is the Devil. Szkic do portretu Francisa Bacona".


John Malkovich (62 l.) - brzydki, że hej, a mogę się na niego gapić całymi godzinami! Uwielbiam! Od zawsze, od "Pól śmierci" i "Miejsca w sercu". Kocham za "Imperium Słońca", "Niebezpieczne związki", "Pod osłoną nieba", "Być jak John Malkovich" i "Tajne przez poufne". Może sobie chałturzyć w "Red" - niech sobie chałturzy.
Bezgranicznie skradł mi serce w "Myszach i ludziach", "Mery Reilly" i "Hańbie" wg powieści J.M. Coetzee'go, którą bardzo lubię.


Michael Caine (83 l.) to artysta, który może grać "na drągu i w przeciągu". On jest - to wystarczy. Po "Edukacji Rity" nie umiem go nie uwielbiać. Kasuje partnerów nawet w epizodach (seria o Batmanie) i durnowatych komedyjkach ("Miss Agent"). Jego rola w obrazie "Wbrew regułom" to majstersztyk, wirtuozeria. Świetną kreację stworzył też w filmie Allena pt. "Hannah i jej siostry".


Michael Keaton ma obecnie 64 lata i jego kariera znów nabrała rozpędu. Niezapomniany dzięki "Sokowi z żuka" (ponoć powstaje właśnie druga część tego filmu) i serii o Batmanie ten dobry aktor - nie tylko filmowy, również estradowy, teatralny i głosowy - wrócił niedawno dwiema świetnymi rola w dwóch bardzo dobrych filmach w "Birdmanie" i "Spotlight". Mnie podobał się kiedyś w "Grze o życie" u boku Nicole Kidman.



Woody Allen - wielbiciel poezji Wisławy Szymborskiej, reżyser, scenarzysta, aktor, muzyk, intelektualista z ogromnym dystansem do siebie, głos Mrówki Zet. I już. Bo nie umiem wybrać żadnej jego aktorskiej roli ani - tym bardziej, żadnego filmu, który wyreżyserował. Uwielbiam!



Gary Sinise - trudno mi uwierzyć, że ten pan ma już 61 lat. Jest też muzykiem (gra na gitarze basowej) i aktorem teatralnym i głosowym. I dwa filmy sprawiły, że zawsze gdy pojawia się w obsadzie - oglądam. Te filmy to "Myszy i ludzie" (kocham też powieść), którego jest także reżyserem i w którym obsadził swojego przyjaciela z teatru, Johna Malkovicha oraz "Forrest Gump", w którym skasował Toma Hanksa. Nieźle też wypadł w "Apollo 13", "Okupie" i "Zielonej mili".



Bill Murray (65 l.) - chyba w "Tootsie" spodobał mi się pierwszy raz. A potem w "Dniu świstaka". I zakochałam się w nim po "Między słowami" i po prostu lubię gościa, choć do wyględnych to on raczej nie należy. Świetny też w "Broken Flowers" i "Aż po grób". ;-)



Albert Finney ma obecnie 80 lat. Ostatnio pojawił się w najlepszym Bondzie czyli w "Skyfall" (2012). Od pięciu lat artysta cierpi na raka nerki. :(
 Niemniej warto o nim wspomnieć, gdyż jest to bardzo dobry aktor teatralny (szekspirowski!), który w kinie funkcjonuje od lat pięćdziesiątych! Kocham go za dwa filmy: "Plac Waszyngtona" Agnieszki Holland oraz "Erin Brockovich", gdzie z dużym taktem w wielu scenach przyćmił uśmiech Julii Roberts. :)


Max von Sydow gwiazda filmów mojego ulubionego reżysera, Ingmara Bergmana, od lat w rankingach najlepszych aktorów światowego kina. W kwietniu skończył 87 lat i na pewno nie powiedział jeszcze pas! Kiedy wzruszył mnie najbardziej? W filmie Krzysztofa Zanussiego pt. "Dotknięcie ręki" - tak to zapamiętałam. Podobał mi się także w serialu Quo vadis" z 1985 roku, w którym zagrał świętego Piotra.
Większość jego występów to perełki.


Ben Kingsley - "Dom z piasku i mgły" - i mogłabym na tym skończyć, bo dla mnie w tym filmie był rewelacyjny... Ale dodam jeszcze role w "Śmierci i dziewczynie", "Liście Schindlera", "Elegii" i "Wyspie tajemnic".
Kingsley ma 72 lata.


J.K.Simmons (61 l.) - mistrz, absolutny mistrz drugiego planu, który wreszcie doczekał się Oscara za najlepszą rolę drugoplanową w filmie pt. "Whiplash", który szczerze polecam.



Franco Nero - ten włoski gwiazdor o światowej sławie ma obecnie 74 lata i nadal spojrzenie nastolatka. Jego oczy zafascynowały mnie bardzo dawno temu, gdy w kinie z ojcem oglądałam "Komandosów z Navarony". Zawsze, gdy pojawia się na ekranie, wypada dobrze. 
Prywatnie mąż jednej z moich ulubionych aktorek, Vanessy Redgrave i to dla nich obejrzałam romantyczną komedyjkę pt. "Listy do Julii".



Al Pacino (76 l.) - nigdy nie zapomnę "Gorączki sobotniej nocy" i Johna Travotly naśladującego w jednej ze scen Ala Pacino. Pamiętam też, że w jego pokoju wisiał plakat Ala z brodą (i plakat Farrah Fawcett).
Cóż powiedzieć o tym weteranie kina? Wszyscy znają jego role w serii o Ojcu Chrzestnym, których trudno nie docenić. Mnie się podobał w wielu rolach, zwłaszcza tych zmiażdżonych przez krytyków czyli w "Zapachu kobiety" i "Adwokacie diabła" - krytycy muszą z czegoś żyć i nie pozostawili na aktorze suchej nitki, a w pamięci widzów są to role dobre, pamiętne, docenione.

Ostatnio bardzo mnie wzruszył w pięknym, mądrym filmie o dojmującej samotności ("Manglehorn").
Pamiętam jego występy w "Bezsenności", "Gorączce", "Życiu Carlita" i cudownym "Frankie i Johnny", w którym uroczo partnerował Michelle Pfeipffer.
Rewelacyjnie wypadł w duecie z moim ukochanym Genem Hackmanem (ten aktor byłby w tym poście na drugim miejscu, gdyby nie fakt, że 12 lat temu wycofał się z filmu, wprawiając fanów w wielki smutek!) w pięknym filmie pt. "Strach na wróble".

Z niecierpliwością czekam na premierę "Króla Leara", w którym gra tytułową rolę.



Tchéky Karyo (62 l.). Aktor tureckiego pochodzenia o międzynarodowej sławie. Potrafi zagrać psychopatę i wizjonera, mówi biegle kilkoma językami i ma na swoim koncie kilka znaczących ról.
Zachwycił mnie w "Nikicie" Luca Bessona i jako Nostradamus. Nieźle wypadł też jako psychopatyczny muzyk (prywatnie też komponuje, śpiewa i pisze teksty piosenek)i kochanek Joanny Pacuły w "La villa del venerdi" wg prozy Alberto Moravii.
Często gra w filmach francuskich (świetny w "Gang Story", "Terytorium wroga"), ale nie stroni też od Hollywood ("Patriota", "Miłość jak narkotyk", "Joanna d'Arc", "Droga życia").



Jonathan Pryce ten brytyjski gwiazdor z teatralnym doświadczeniem (m.in. słynne Royal Shakespeare Company) ma dziś 69 lat. Uwielbiam go odkąd stworzył niesamowity duet z Emmą Thompson w biograficznym filmie "Carrington" i teraz może nawet bawić się w pirata lub straszyć w bajkach o braciach Grimm.
Jest wielki!



Harry Dean Stanton ma 89 lat. W 1984 roku pojawił się u boku Nastassji Kinski w rewelacyjnym filmie pt. "Paris, Texas". Gra do dziś. Wystąpił też w teledysku do piosenki "Say, say, say".
Bardzo podobał mi się jako Paweł w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa" i ostatnio we "Wszystkich odlotach Cheyenne'a" oraz w filmie pt."7 psychopatów".



Gérard Depardieu - nie mieszam się do polityki (?), więc nie skomentuję jego prywaty. Dla mnie jest aktorem światowej klasy.
Nie wymienię wielu filmów, bo wszędzie wypada nieźle. Wymienię te, za które chapeu bas:"Inna kobieta" w duecie z boską Ornellą Muti, "Księga Diny", "Danton", "Zbyt piękna dla ciebie" z francuską gwiazdą Josiane Balasko, "Camille Claudel" w duecie z rewelacyjną Isabelle Adjani i - przede wszystkim i nade wszystko - "Czysta formalność", gdzie leciały iskry między nim, a Romanem Polańskim.
Aktor ma 67 lat, wszystko co dobre jeszcze przed nim.



John Lithgow ten bardzo wysoki, obecnie siedemdziesięcioletni pan, skradł mi serce, gdy jako nastolatka obejrzałam go w roli Roberty w "Świecie według Garpa". Rola ta przyniosła mu nominację do Oscara w 1983 roku.
I tyle - od tamtej pory z zainteresowaniem śledzę jego karierę, kibicuję mu. Jest laureatem wielu nagród za role drugoplanowe.



Peter Stormare kolejny wysoki (191) Szwed w moich ulubionych. Ale jak go nie lubić, nie wypatrywać w obsadzie? Nawet jak gra psychpatę, robi to uroczo! Bardzo mi się podobał w... "Hansel i Gretel: łowcy czarownic". ;-)))



Klaus Maria Brandauer (72 l.) - austriacki, bardzo zdolny aktor, głównie teatralny, który miał romans z kinem światowego formatu. Bardzo żałuję, że tak mało znane jest tu, w Europie, europejskie kino!
Brandauer zachwycił mnie w kilku filmach, były to: "Mefisto", "Pożegnanie z Afryką", "Hanussen", "Wydział Rosja", "Pośród obcych" i serial "Quo vadis", w którym rewelacyjnie zagrał Nerona.



Charles Dance (69 l.), angielski aktor z teatralnym doświadczeniem o charakterystycznej twarzy, dużych, wyrazistych oczach, wysoki. Trudno mi powiedzieć, za co go lubię, ale lubię od dawna, od filmu pt. "Obfitość", w którym zagrał z Meryl Streep, który wysoko oceniłam na Filmwebie i którego nie pamiętam... W każdym razie cenię go za wyreżyserowany w 2004 roku film pt. "Lawendowe Wzgórze" i za to, że gdy się pojawia ("Gosford Park","Gra tajemnic", "System"), to po prostu jest!



F.Murray Abraham (76 l.) - po rewelacyjnej roli Salieriego w "Amadeuszu" Formana, jednym z najlepszych filmów lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, jeden z moich ulubionych aktorów. Zazwyczaj na drugim planie, ale zawsze go wypatrzę w obsadzie. Bardzo dobra rola w serialu "Homeland".



Hector Elizondo (79 l.) - ulubiony aktor reżysera, który od wielu lat serwuje nam bajeczki o kopciuszkach zakochanych w księciu - mam tu na myśli Garry'ego Marshalla, reżysera m.in. "Pretty Woman", gdzie Hector zagrał sympatycznego kierownika hotelu.
Mnie się podobał w "Niebiańskiej przepowiedni".



Ron Perlman (66 l.) - od "Imienia róży" z zainteresowaniem śledzę karierę tego charakterystycznego aktora, choć wcześniej, jako mała dziewczynka widziałam go w "Walce o ogień" (mój tato miał zwyczaj zabierania mnie do kina na filmy, których chyba jeszcze nie powinnam oglądać). Najczęściej, a właściwie zawsze na drugim planie, ale zawsze ciekawie kreuje postaci - niedawno bardzo ładnie zaznaczył swoją obecność w świetnym "Drive".


Muszę tu wspomnieć o jeszcze jednym panu, rówieśniku Joanny Pacuły, który sześćdziesiąt lat skończy w styczniu i którego widziałam zaledwie w trzech filmach, niestety. 
Niestety, bo serwuje się nam kino głównie hollywoodzkie, czasem bollywoodzkie, dużo rzadziej europejskie, a kino z innych rejonów świata to już w ogóle jakiś rarytas. Ja, jak pisałam już niejednokrotnie, na seriale w ogóle nie mam czasu (chociaż ostatnio z okazji "dobrych zmian" zanudza się nas tureckimi wytworami dla analfabetów podobnymi do "Niewolnicy Isaury") i jeśli jakiś mnie naprawdę interesuje ze względu na obsadę, oglądam go hurtowo na DVD w wakacje.
Ale wracając do aktora - argentyński artysta, reżyser i scenarzysta Ricardo Darín, który bardzo, ale to bardzo spodobał mi się w "Sekrecie jej oczu", "Tańcu Wiktorii" oraz w "Dzikich historiach" - polecam zarówno filmy, jak i zwrócenie uwagi na naprawdę ciekawych, a wręcz egzotycznych u nas aktorów.



A jacy są Wasi ulubieni aktorzy starszego pokolenia?

45 komentarzy:

  1. Charles Dance! Uwielbiam w Upiorze Opery i w Rebece!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, qrde...
      Aniu - nie wiedziałam, że już opublikowałam!!!
      Coś musiałam, blondynka, kliknąć...

      Ale tak, zgadzam się! I reżyseria "Lawendowego Wzgórza"!

      Dobrego!

      Usuń
  2. Ulubieni aktorzy starszego pokolenia.

    Wiele twarzy rozpoznaję,wielu z nich podziwiam.

    Moja lista to:

    Robert De Niro
    Al Pacino I
    Morgan Freeman
    Anthony Hopkins
    Jack Nicholson
    Denzel Washington
    Samuel L. Jackson
    Mel Gibson
    Sean Connery
    Jean Reno
    Harrison Ford
    John Travolta
    Kevin Costner
    John Malkovich
    Willem Dafoe
    Ed Harris
    Steven Seagal ....

    Pewnie to nie wszyscy,ale tak mi popłynęło strumyczkiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, a ja Denzelka chciałam dać do kolejnej notki: ulubieni 50 +...

      Ale jajca! :p

      Kurczę, za szybko mi się to opublikowało, ciągle piszę!!!
      Ale Denzelka jeszcze dodam.

      Usuń
    2. Dodajesz sobie a ja nie mogę :-(

      Dostałem wiadomość i poleciałem na Podwórko - Odkrywanie Sztuki(Ty też tam byłaś)

      Sikorki odleciały bez pożegnania :-(

      Usuń
    3. A czemu nie możesz?
      I czemu bez pożegnania?

      Nie rozumiem...

      Usuń
    4. Nie mogę dodać tak jak Ty to robisz u siebie-kapujesz ?

      Qrcze-nauczyły się te młode latać i poleciały sobie w świat,
      bez pożegnania-buuuuuu
      Kociak też nie rozumie ;-)

      Usuń
    5. Kapuję!

      Musisz wyedytować post, może się uda?

      Domyśliłam się, ale tak to jest z dzikimi (?) zwierzaczkami... Mają mało czasu...

      O, pamiętasz film Seana Penna "Into the Wilde"... Polski tytuł... jakiś durny... czekaj...

      http://www.cda.pl/video/81208d9

      Tak mi się przypomniał, bardzo dobry...

      Zastanawiam się jeszcze nad tym Harrkiem F. - w sumie go lubię i lubię S.L. Jacksona...

      A wiesz, że nakręcili trzecią część "Gości, gości"... nad Reno też dumam, bo jako Leon wymiatał... ;-))

      Spróbuj w edycji, może się uda, a jak nie - czekam na nowe posty!
      I byłoby to najlepsze!

      Usuń
    6. Jeszcze wiele znakomitości masz w głowie :-)
      Qrcze-szperasz mi tam-tam :-)

      Usuń
    7. To mnie zablokuj tam-tam...

      :-)

      Usuń
    8. Wybij to sobie z głowy :-)
      Niedoczekanie :-)
      Pomarzyć możesz :-).........

      Usuń
    9. No o tym to akurat nie marzę.
      Co ja bym zrobiła bez Twoich komentarzy?
      Przestałabym pisać cokolwiek na tym blogu...


      ........................

      Lol.pl

      Usuń
    10. Hmmmmmm
      Zamurowało mnie ;-)

      Usuń
    11. Spoko, spoko, dasz radę.

      Idę połazić, bo mnie nosi, pa!!!

      Usuń
    12. No proszę-ładnie tu się zmieniło :-)
      Panienka z okienka-też :-)

      Na mojej liście jest Steven Seagal.
      Nikt tu jakoś nie lubi go:-(
      Polubiłem gościa,nie tylko za to że zna,jak mało kto,sztukę walki
      ale,przede wszystkim za to,że staje w obronie nieznanych sobie ludzi,
      w obronie rodziny,w obronie środowiska i sprawiedliwości.
      Tyle.
      Pa.

      Usuń
    13. Mam zły dzień.
      Chusteczkowy.
      Leje od wczoraj non stop.


      ---

      Nie przepadam za Seagalem, bo filmy, w których gra są pełne przemocy, a ja już jestem na takim etapie, że nie chce mi się na to patrzeć.
      Oglądałam "Marked for Death", wiesz... dla Pacułki.

      Jako ludzi nikogo tu nie oceniam - każdy ma swój stopień rozwoju i świadomości... Wielu aktorów o światowej sławie przekazuje spore sumy na szczytne cele...

      Np. taki Hopkins jest wegetarianinem i pacyfistą i co? I gra kanibala. ;-) I robi to dobrze, a ja i tak jakoś do końca nie jestem przekonana czy go lubię czy nie, bo nie mogę wyczaić, czy w takich filmach, jak :"Wichry namiętności" i "Dracula" GRAŁ czy też robił sobie kpiny z widza?

      ......

      Mam zły dzień - lepiej pomilczę.
      Pa. :(

      Usuń
    14. A to na uśmiech, żeby nie było, że smęcę:


      Kocham język polski, bo takie:
      "Shut the fuck up!"
      brzmi nijako, ale jak ktoś ci ryknie:
      "Zamknij k***a ryj!"...
      To wieje grozą.

      Usuń
    15. Steven Seagal-pomijam.

      Skoro to był zły dzień,no bo był,jestem zasmucony.
      Może kiedyś mi powiesz,co Cię dobija.
      Pa.

      Usuń
    16. PS.

      I znowu w okienku zmiana :-)

      Usuń
    17. Każdy ma takie dzionki i w sumie one też nas czegoś uczą.
      A zmiany?
      Życie to ciągła zmiana, więc się nie dziw.

      Dobrej, ciepłej niedzieli, u mnie zimno i beznadziejnie: "lato było jakis szare i słowikom brakło tchu, smutnych wierszy parę ktoś napisał znów..."

      Pa!

      Usuń
    18. Uśmiecham się :-)

      U mnie,piękna,słoneczna i ciepła niedziela.
      Za oknem 21 stopni.

      Przypomniałaś mi-Pod Budą- :-)
      Pa!

      Usuń
    19. Jak to miło, gdy ktoś wie, o co chodzi...

      https://www.youtube.com/watch?v=60ohEBVZRto

      Pa, spadam pogapić się na rosę.

      Usuń
  3. Witaj Joasiu.
    Filmowo się u Ciebie zrobiło, niczym na oscarowej imprezie. Nie jestem wielkim kinomamenem, a moje gusta zmieniają się z filmu na film. Jednak z tej plejady jest wielu, których lubię, a Clinta Eastwooda w szczególności. Lubię jego odzywkę z filmu o policjancie Harrym, gdy na pytanie dziennikarki o mordercę, którego przygwoździł harpunem do drzwi sterówki odpowiedział: jemu to już wszystko zwisa.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, to jedna z jego życiowych ról. :)

      Pozdrawiam, Michale, serdeczności!

      Usuń
  4. Poszłaś na bogato i bardzo się cieszę, potrzebowałam chyba dzisiaj tego. Nie mam pamięci do nazwisk, za to do twarzy posiadam rewelacyjną pamięć. Świetny pomysł na bloga. Z ciekawością zajrzę tutaj jeszcze kilkakrotnie...
    Stawiam na Al Pcino i De Niro - to moje złote lwy :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/tag/gej/
    https://plus.google.com/u/0/100171142089665156203/posts

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam pamięć fotograficzną, również do twarzy, jednak jak kogoś lubię i cenię, zapamiętuję nazwisko.

      Pozdrawiam i dziękuję za wizytę.

      Usuń
  5. Sama śmietanka! Chyba nie mam już nic do dodania. Ba, nawet kilka nazwisk było dla mnie nowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się nad kilkoma zastanawiam, ale na razie mam dość i zmykam na spacerek.

      Dobrego, Karo!

      Usuń
  6. Moim faworytem jest już nieżyjący Alan Rickman. I nie tylko jako aktor starszego pokolenia, ale aktor w ogóle. Kocham za jego głos, za czarne charaktery. To taki aktor, że nie ważne o czym jest film, ważne że on tam gra i film staje się przyjemniejszy i lepiej zapada w pamięć. Wielka szkoda, że już więcej nie zagra :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że jako tak młoda osoba o Nim wspominasz.
      Bo temu postowi cały czas towarzyszył mój dogłębny żal, że już nie mogę go w nim umieścić, że będzie w poście "Wielcy nieobecni". :(
      Ale na pewno o nim napiszę, bo jest (tak, jest!) to jeden z moich najulubieńszych aktorów...

      Pozdrawiam Ciebie serdecznie, Julko!

      Usuń
  7. A gdzie Sean Connery? Uwielbiam go :) No i nie zgadzam się z porównaniem Rusha do Quasimodo!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jak uwielbiasz, to powinnaś wiedzieć, że gościu od 13 lat nie pojawił się na ekranie.

      Lubię go, ale tak nie do końca - każdy ma jakiś gust. :)))

      Oj, co do Rusha - piękny nie jest. :)

      Pozdrówki i serdeczności!

      Usuń
    2. S.C. ma już chyba z 85 lat, rzeczywiście już nie pojawia się w nowych produkcjach, ale filmy z nim stale emitują. a co do Rusha, to z wymienionych przez Ciebie artystów znalazłabym przynajmniej kilku brzydszych. Zresztą o gustach się nie dyskutuje, bo nie to ładne, co ładne, ale to, co się komu podoba. Pozdrawiam :))

      Usuń
    3. S.C. jest 1 dzień starszy ode mnie (dniowo!) - taka długowieczna data. ;-)))

      A co do gości masz rację, zdolni, ale wyględni to oni nie są. Mnie się podobał w młodości Jeff Bridges i jeszcze Gary Sinise, reszta to zdolni brzydale. :)
      Choć ponoć kobiety takich lubią. :))

      Usuń
  8. JoAnno, przez Twój post o mało nie straciłam sosu na obiad, bo tak się zaczytałam; a tymczasem sos wyparował i zostało tylko mięso na dnie garnka.
    Gdy patrzę na twarz aktora, wiem, że go znam, ale nie pamiętam, z jakich filmów, bo przeważnie oglądałam je dawno i nie przywiązywałam większej wagi do obsady.
    Mogę stwierdzić, że starsi panowie są jak dojrzałe wino i choć lata wycisnęły niemiłosiernie swe piętno na ich twarzach, to zawsze będzie się pamiętać ich znakomite kreacje.
    Ze smutkiem stwierdzam, że nie obejrzałam nawet ćwierci tych filmów, które Ty obejrzałaś.
    Cenię sobie Eda Harrisa, który wspaniale kreuje role charyzmatycznych przywódców.
    Pozdrawiam w pochmurny, lecz na szczęście nie mokry dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jem mięsa, ani tym bardziej sosów, ale chyba wiem, o czym mówisz, pamiętam te smaki z dzieciństwa, choć wcale za nimi nie tęsknię.
      Tęsknię za wypiekami mojej mamy, a takim makowcem - roladą i drożdżówką z jagodami, które mi w ogóle nie wychodzą na tych moich bezglutenowych mąkach.

      Lubię wielu aktorów i tak nie napisałam o wszystkich, których lubię, bo nie chcę zanudzać czytelników. :)

      A Eda Harrisa naprawdę szanuję za to, co robi i... za to, że ma jedną żonę od ponad trzydziestu lat, co w Hollywood jest ewenementem.

      U mnie wciąż pochmurno, zbiera się na deszcz, aż się wszystkiego odechciewa...

      Mimo wszystko, dobrego dnia i moc serdeczności dla Ciebie!

      Usuń
    2. Bardzo lubię dania mączne, ale od pięć lat temu z nich zrezygnowałam. Kiedyś próbowałam usmażyć naleśniki z mąki żytniej, ale nie dałam rady przewrócić ich na drugą stronę, bo się rozwalały i musiałam obejść się smakiem. Od czasu do czasu wolno mi ugotować makaron, ale wyłącznie al dente.
      Ed Harris przegrywa z moim mężem, bo ten mój ma jedną żonę od więcej niż trzydziestu lat;) Ale my nie mieszkamy w Hollywood.
      Jeśli u Ciebie spadnie deszcz, to mój szwagier, który jest w tej chwili nad morzem, nie będzie musiał się martwić o ogródek, bo deszcz go podleje.
      U nas teraz dość pochmurno i parno, więc też może spaść deszcz.
      Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
    3. Aniu, nawet nie wiesz, ile bym dała za możliwość pochłonięcia rogalika francuskiego albo innej bułki...

      Niestety, nawet śladowe ilości glutenu (np. w lekach) powodują u mnie uczulenie na skórze, głownie na rękach i dekolcie, więc wole nie jeść...

      Deszcz leje i leje...

      Mam czas na czytanie...

      Pozdrawiam Ciebie i Twojego męża.

      Usuń
  9. Wszyscy świetni. I pomyśleć, że Cooper ma już 65 lat. Ależ listę stworzyłaś, podpisuję się. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałabym jeszcze paru, np. taki francuski aktor Daniel Auteil - prawie w ogóle u nas nieznany...
      Ale już mi się nie chce...

      A Cooper - zjawisko drugiego planu, naprawdę lubię.

      Dobrego, Zbyszku!

      Usuń
  10. Ja też wtrącę swoje "trzy grosze" :) Oprócz kilku aktorów z tych, których wymieniłaś JoAsiu, dodam od siebie bardzo skromnie moich ulubieńców.Są to : Janusz Gajos- tak, tak nasz krajowy, że tak powiem aktor :) i Jean-Paul Belmondo , francuski, niezbyt urodziwy ale dla mnie wspaniały aktor. Nie piszę w jakich filmach grali moi ulubieńcy, bo jeśli ktoś będzie zainteresowany, to znajdzie w necie. Chciałam tylko dodać swoich faworytów :)Pozdrawiam , dobrego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki z serca za te "trzy grosze", Jagodo. :)

      Gajosa bardzo lubię, ale polskim aktorom poświęcam osobne posty, natomiast Belmondo dawno nie widziałam w żadnym filmie, niestety.

      Z francuskich bardzo lubiłam zmarłego (niestety) w 2010 roku Bernarda Giraudeau... :((

      Serdeczności!!!

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.