Translate

czwartek, lipca 18, 2013

"Mów szep­tem, jeśli mówisz o miłości." ***



.-..-.
`·.·´✿

 ugoda


zaślepiona resztkami beznadziejnej miłości
biegnę prosto w objęcia niekochania silnego
 

 ulepiona nie z gliny ale z gestów czułości
szukam jedynie blasku czegoś wytęsknionego

wtapiam się w siódme niebo wypełnione spojrzeniem
oczu moich zbyt smutnych by opisać ich kolor
zasłuchana w niedźwięki pod anielskim westchnieniem
umykam źródłem ciszy wszystkim złym ciemnym porom

kwiaty we mnie zakwitły jak na łące zroszonej
ciepłem słońca i tchnieniem wiosny która ożyła
w moim sercu i w duszy kiedyś bardzo zranionej
i w miłości do ciebie co jest dziwna lecz miła

bo choć tli się resztkami wymyślonej ułudy
chociaż igra ze smutkiem olśnień cudnej jutrzenki
lepsza ona niż snucie słodkich marzeń co z nudy

raz do ciebie raz do mnie ślą promyki udręki

/Bolesławiec, 17 marca 2012, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/





 *** William Shakespeare
**** obrazki z netu

wtorek, lipca 16, 2013

Strojna milczeniem - powiem najwięcej...




Oda do rozpaczy

Biedna rozpaczy
uczciwy potworze
strasznie ci tu dokuczają
moraliści podstawiają nogę
asceci kopią
lekarze przepisują proszki żebyś sobie poszła
nazywają cię grzechem
a przecież bez ciebie
byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz
wpadałbym w cielęcy zachwyt
nieludzki
okropny jak sztuka bez człowieka
niedorosły przed śmiercią
sam obok siebie

ks Jan Twardowski




zagubiona

Otchłań nie je nie pije
I nie daje mleka.
Co robi? Czeka!

/Czesław Miłosz/



powoli mozolnie przepastnie
i niezwykle skutecznie
umieram

chwiejnie balansuję
myśl po myśli
łza po łzie
sen za snem
dzień za dniem

topię się w niewrażliwej otchłani
jak Ofelia
zakochana bez wzajemności

zatracam desperacko
w zbyt zimnym czasie

dławię własnymi
zmarzniętymi uczuciami

na bezdech egzystencji
nieczułymi kroplami kapie mi życie
powoli przelewa się w niebyt

zaświaty czekają
z rozbrajającą
obojętnością

a ja

histeryzuję bezwiednie
ze śmiertelną
powagą

/B-c, 28 IX 2011, p.n.k., JoAnna Idzikowska-Kęsik/



diagnoza (sugar free)

zamiast piasku w klepsydrze życia
mogłyby spadać kryształki cukru

bielszym odcieniem najsłodszej bieli
słodziłyby moje doświadczenia

raz
 czaruje kropla słodyczy
czułymi słówkami
i od razu lepiej się czuję

dwa
spada  kruszynka miodku
i dusza rozkosznym balsamem
jak białym bandażem oplata serce

trzy
słodkie natchnienie
puszystą białą mgiełką
zasnuwa mi troski

cztery pięć sześć
i taplam się w lepkim lukrze
jak mucha w powidłach

siedem osiem dziewięć
i mija mi cukierkowe życie
 jak krowie na rowie

dziesięć

 rozpacz płonie ze wstydu
spala się z bezsilności
umiera banalnie
zatopiona w zbyt słodkim karmelu

inspired by: Jan Twardowski - Oda do rozpaczy

/B-c, 5 X 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/






... czyli:

pomilczeć muszę
zregenerować duszę
czasem tak trzeba

/haiku o milczeniu, J.I.-K./


Obrazki z internetu: deviantART

poniedziałek, lipca 15, 2013

"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy." ***




ignorancja


wciąż nie wiem
co ożywia nieożywione
gdzie się kończy
i zaczyna struna światła

jak długo życie
kocha się ze śmiercią
przez ile wszechświatów
wędrują dusze

nie potrafię precyzyjnie
zdefiniować miłości
chociaż blisko mi 
do naiwnego stwierdzenia
że nierozsądnie muska

 nienawiść
słodyczą siostrzanej pieszczoty

wiem że nie przeczytam
wszystkich mądrych ksiąg
ale miewam
 nieroztropne wrażenie
że rozumiem słowa

nie wzlecę ponad poziomy
nie rozwiążę zagadki istnienia
będę trwać
 w niedomyślności myśli
ciemnogrodzie skojarzeń
wstecznym analfabetyzmie
ograniczeń

lecz w lustrze mojego spojrzenia
 dostrzegam krótkowzrocznie
iż zmarszczki niewiedzy

dyskretnie

wygładza botoks czasu


/B-c, 15 VII 2013, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/


*** Albert Einstein

**** pierwszy i drugi obrazek: "Perseverance" by *Jennifer Healy, trzeci z netu


sobota, lipca 13, 2013

"Herbatę się pija, by zapomnieć o hałasie świata". ***

Wstałem i nie wiem, co mógłbym zrobić.
Chyba tylko herbatę.

Jacek Podsiadło




herbaciane impresje

    wiesz kochany
    patrzę bezmyślnie na herbatę
    która obłą puszystością filiżanki
    i złotawym kolorem jesiennych róż
    jak modliszka
    wchłonęła aromatyczną
    wytrawną cierpkość limonki

    z gorzkawą goryczą mieszanych uczuć
    myślę o naszej usychającej miłości

    delektuję się słomkowymi pomysłami

    miodowym oddechem wymoszczę dla nas
    miejsce w zaparowanej czasoprzestrzeni
    aby  soczyste nabrzmiałe usta
    i pozlepiane pulsujące serca mogły się wzbić
    ponad nonsensy przyziemnych nastrojów

    popływamy w posłodzonej otchłani
    gorących roziskrzonych rozkoszy
    cytrynowym słońcem
    jak dzieci zachwyceni

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 3 IX 2011


Wiara w herbatę to wielka sztuka zakrywania piękna, by je odkrywać ponownie, i domyślania się, czegoś, czego się nie ma odwagi ujawnić. Jest to subtelna tajemnica, jak można śmiać się z samego siebie, dyskretnie, ale serdecznie, a tym samym jest to najdoskonalsza recepta filozofów na wspaniałe samopoczucie.

Charles Lamb

***


- Czyli świat się kończy? To chcesz powiedzieć?
- Dobry wniosek.
- Tak. W takim razie pozostaje nam tylko jedno.
- Co takiego?
- Zaparzyć herbatę.
 

Siri Pettersen

*

Nie ma dla mnie wystarczająco dużej filiżanki herbaty ani wystarczająco długiej książki.

Clive S. Lewis

*

utopce

 utopię tęczę

 w filiżance zielonej herbaty
 żeby biegać po dnie własnych
 nieprzymuszonych marzeń

 one i tak bąbelkami myśli

 wytrysną jak źródło
 bezczelnej i krnąbrnej

 nadziei


/B-c, 24 I 2012, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/

herbatka z aniołem

zaproszenie napisane
puszystym drukiem
 na gołębim piórku
  przysłał mi anioł stróż

piktogram złoty odczytałam w mig
przyjdź na herbatkę chcę pogadać dziś

zaproszeń od aniołów nie odrzuca nikt
opuszkami marzeń pofrunęłam w nic

i stało się nieuniknione

może nawet zapisane w gwiazdach

anioł mój okazał się tak słodki
że z miłości jak ciastko go zjadłam


/Legnica, 11 III 2012, p.l.r. na jakimś nudnym kursie, JoAnna Idzikowska-Kęsik/




Kobieta jest jak herbata w torebce: z jej mocy można zdać sobie sprawę tylko w gorącej wodzie.

Nancy Reagan



*

piję zieloną
cierpką herbatę
z białym kwiatem
jaśminu


/Tadeusz Różewicz/

*

Nie istnieje żaden na tyle poważny problem, którego nie dałoby się załagodzić filiżanką dobrej herbaty.

Bernard-Paul Heroux



- Masz ochotę na herbatę?
- Nie, pragnę pieśni, muzyki. Pragnę miłości i piękna.
- Naprawdę nie chcesz herbaty?

/Woody Allen/


Lubię pić zieloną herbatę i czytać. Po prostu nie mam lepszego pomysłu na resztę życia. 

Krzysztof Varga
 




Na zdjęciu powyżej zestaw moich ulubionych herbat (nie wszystkich, ale polecam zieloną z jaśminem!) i kubków, wyprodukowanych w bolesławieckiej ceramice artystycznej. ;-)


*** T'ien Yiheng

**** obrazki z netu    

środa, lipca 10, 2013

Carpe diem, czyli siedzę i nie czuję się świetnie!




 ڿڰۣ

ڿڰۣ

Chwil łapanie


Otulona trzepotem ich skrzydeł,
wachlowana czułością twych rzęs,
zniewolona kochania bezwstydem,
odnajduję... ulotności  sens...

Zmysłowością przecudnych motyli,
których bytność tak krótko trwa,
czarem niedopowiedzianej chwili,
wpadnę w otchłań - własnego ja...

I zrozumiem jak piękne jest życie,
jedwabiste szczęściem jak mgła...

Nim się całkiem rozpłynę w niebycie,
złapię chwilę jak motyl...

Jak ćma...

/B-c, 31 VII 2011, p.l.r., JoAnna Idzikowska-Kęsik/





╔═════════════থৣথ







╔═════════════থৣথ

 

 ponadto


zawiąż mi wstążkę różową
na oczach
żebym lepiej widziała
jedwabistą miłość

zakryj przywidzenia
kryształkami wzruszeń
bym mogła się wznosić
tam gdzie wzrok nie sięga

otocz moją aurę
półoddechem wiatru
świszczącym w jasności
smutnej czakry serca

widzę gdy nie patrzę
czuję kiedy śnię

wołanie zza duszy
pulsuje we mgle


/B-c, 11 VII 2013, p.n.k., JoAnna Idzikowska-Kęsik/

*** obrazki z netu



wtorek, lipca 09, 2013

Moje nocne fascynacje czyli do zakochania jeden krok!


Jak już wielokrotnie wspominałam na tym blogu, jestem wampiryczną istotą nocną i, jak Marcel Proust wyruszam nocą szukać straconego czasu, czyli:

- lepiej mi się oddycha,
- fajnie czyta, słuchając ciszy,
- dobrze myśli i mieli różne przemyślenia, tudzież niemalże filozofuje, bo przecież "niebo gwiaździste nade mną"...

No i w ogóle wszystko jest fajnie (I'm fine, thank you!). 

Dziecko Jowita, które raczyłam urodzić o 2/15 w nocy, żeby nie przyszło na świat nasz piękny w niemiłą rocznicę wkroczenia Sowietów do Polski (zwłaszcza, że ostatni okres przed zajściem w ciążę miałam pamiętnego 13 grudnia i śmialiśmy się z panem lekarzem, jak wyznaczył nam termin na 17 września, że to dziecię, to jakiś nowy Ziutek Słoneczko będzie!) i żeby załapało się raczej na rocznicę śmierci mego idola, Mahatmy Witkaca. No i pewnie dlatego, że urodziło się w środku nocy, dziecię moje uwielbia siedzieć po nocach, ostatecznie musi mieć coś po mamusi, mamy więc ostro na chacie (jak mawia młodzież licealna w wieku mej latorośli).

W czasie tych swoich nocnych nasiadówek jem co mi się podoba (dzisiaj zrobiłam sobie jajka w majonezie ze świeżym ogóreczkiem), tańczę, śpiewam, gram, oglądam filmy, no i przede wszystkim nadrabiam zaległości w lekturach. Spędzam tak wszystkie wakacje, ferie i weekendy, a i w czasie roku szkolnego raczej nie chodzę spać z kurami.

Dzisiejszej nocy jednak stało się coś niesamowitego! Doznałam objawienia, olśnienia, zauroczenia i w ogóle: zakochałam się!

Oczy już nie te, więc zmęczona długą lekturką "Drwala", mojego ulubionego Michasia Witkowskiego, odłożyłam książeczkę, porozmawiałam z córeczką, która wymyślała sobie plenery do nowych fotek, pogłaskałam koty i położyłam się do wyrka, ale sen nie chciał przyjść, więc włączyłam sobie TV i zaczęłam "biegać" po kanałach. Obejrzałam na Canal+ całkiem ciekawy film dokumentalny o paniach uprawiających najstarszy zawód świata i włączyłam TVN... I ZONG! Gdybym miała sztuczne ząbki, zapewne wypadłyby mi z buźki:


Objawienie, miłość od pierwszego wejrzenia, usłyszenia, sorry, Radosław, ale rozwodzę się z Tobą! Umykam na skrzydłach pegaza, jednorożca lub innego smoka!

Arkana Magii i moim oczom, po drugiej nad ranem, ukazuje się Pan ze słowotokiem, dosłownie słownym ADHD! Pan jest grubawy i łysawy, ma zdecydowanie wyregulowane brwi, przypomina mi showmana, Grzegorza Halamę i mówi, mówi i mówi i zachwyca się, delektuje każdym, wypowiedzianym przez siebie słowem. Ma gustowną, pomarańczową koszulkę, duży złoty lub srebrny sygnet na paluszku, zza koszuli wystają mu czarne kudełki na torsie, a na grubym, złotym łańcuszku, wisi mu krzyż (nie mam nic przeciwko, tylko ponoć w Biblii jest napisane, że wróżby to zło?)... Pan namawia ludzi, żeby zadzwonili do niego po radę, gdyż jest najlepszym i najpopularniejszym wróżbitą w Polsce, ma sto procent sprawdzalności i jest skuteczny, nie owija w bawełenkę, nie cukruje, tylko mówi, jak jest (prawie jak Mariusz Max Kolonko!), przepowiada przyszłość, ale też widzi przeszłość!



Pan nazywa się Wróżbita Maciej, a ja tonę już w morzu bezgranicznej miłości. Jego nosowy wokal mnie roztapia, jego zdolności oratorskie i ewidentna wada wymowy, również!




Wołam dziecko, coby polukało ze mną, czy moje zmęczone oczęta mnie czasem nie mylą (bo może to, co widzę, to jednak kabarecik Halamy?), ale dziecię śmieje się tylko i stwierdza, że już pana gdzieś widziała i zmyka w czeluście swego pokoju i zostawia mnie sam na sam z moim złamanym, zakochanym sercem!

Program trwa, wciąga mnie coraz bardziej, ludzie dzwonią (głównie emeryci, samotni, na życiowych zakrętach, a także istoty w stanie wskazującym na spożycie), wysyłają SMSy, te ratunkowe kosztują ponad 30 złotych, jednak chętnych nie brakuje. A Wróżbita Maciej robi swoje, czaruje wokalem, uśmiechem nieco krzywych ząbków (a z wykształcenia jest protetykiem), i non stop gada! Dosłownie buziaczek mu się nie zamyka... I popada w coraz większy samozachwyt nad tym, jak świetnym jest specjalistą... w swoim fachu!


 Smutno mi się robi, gdy program się kończy. Ale jestem pełna nadziei, bo pan Maciej zapowiedział, że będzie w lipcu często spotykał się z widzami, udzielał porad, wsparcia duchowego, stawiał tarota, opowiadał o cyferkach, wyliczał z daty urodzenia horoskop numerologiczny... Będzie w nocy z czwartku na piątek - zapisuję, żeby nie zapomnieć, żeby nie przegapić!

Spać nie mogę, wstaję po dziewiątej, włączam neta i szukam informacji o moim ukochanym! Znajduję jego oficjalny profil na fejsie, czytam, podziwiam, ponad 10,300 polubień! Mnóstwo miłych słów Pan Maciej otrzymuje od fanów! Potem szperam po innych portalach, po YT i już po prostu wsiąkam w tę miłość! Nie wyleczę się z niej przez długie lata, ba, nawet przez kolejne wcielenia!
Najbardziej fascynuje mnie i oczarowuje oficjalna strona Wróżbity z Wałbrzycha, a dokładniej: cennik konsultacji! Najlepszy psycholog tyle nie ściąga za godzinę!

Pan Wróżbita, z tego, co wyszpiegowałam, jest ode mnie młodszy o jakieś 12 latek (bo, jakoż się przechwala, iż urodził się 9 grudnia i jest czwórką, która ma ogromną intuicję, to musiało to być w 1981 roku... żeby z daty wyszła czwórka), ale co tam, skoro wcale nie wygląda (nota bene skoro cyfry 6 i 9 wg Pana Maciusia to znaki intuicji, to ja mam ich w swej dacie urodzenia 4, czyli mogłabym robić za czarownicę!)? Na jego stronce klikam: LUBIĘ TO! I już będę mogła być z nim, chociaż w wirtualnym kontakcie! Możemy wymieniać się energią (Pan Maciuś jest czwóreczką, ja piątką, więc pewnie nasze wibracyjki mogą współgrać, możemy się oczarowywać!). No, a poza tym Pan Maciej chwali się, że wydał tomik poezji, więc może i mnie poduczy pisania wierszyków?

Czytam artykuły i wywiady z Maciejem. To jest dopiero zawodowstwo! Pan Maciej w wywiadach wciąż podkreśla: Jestem the best! Nie ma drugiego takiego jak ja! Kuba Wojewódzki to cham, ale, jak mnie zaprosi do programu, to może usiądę na jego kanapce! Ludzie z branży wróżbiarskiej mnie nie lubią, bo mi zazdroszczą, że zarabiam duże pieniądze i że jestem taki świetny, że jestem wróżbitą racjonalnym (to jest dopiero masełko w maśle!)! Potępiam Wróża Davida za to, że mnie naśladuje i za udział w pedalskim porno!
Pani wie, co mam na myśli? Pani wie, o czym ja mówię?

Tak, wiem, Panie Macieju! I za to Pana kocham i naprawdę szczerze podziwiam!

A mój idol, Witkacy, który dla mnie był prorokiem, nie dlatego, że wróżył, ale dlatego, że doświadczał i wyciągał z tych doświadczeń logiczne wnioski, określiłby Pana pracę, która jest dla Pana pasją i powołaniem i którą Pan tak bardzo kocha, wymyślonym przez siebie słówkiem:

NADUDKAWYSTRYCHIZM!


PS: Fragmencik wywiadu:

Dziennikarz:

 A negatywny odbiór?

Wróżbita Maciej: 


Bardzo rzadko. Nigdy nie zdarzyło mi się to na ulicy, jedynie w internecie, ale wyłącznie anonimowo, gdzie jacyś zazdrośnicy wypisywali bzdury.

 Panie Maćku, ja nie jestem anonimowa, a że piszę bzdury?! Przecież kto, jak kto, ale Pan wie, o czym mówię...
Na swoim profilu na FB kasuje Pan każdą negatywną wypowiedź na swój temat, a autorów blokuje.
Nieumiejętność przyjmowania krytyki?
Ja i tak Pana koffam!
;-))


PS 2

- Polacy wydają rocznie na usługi ezo 2 miliardy zł. To znaczy, że każdy z nas przeznacza miesięcznie na ten cel 4,4 złotego. Dla porównania na zdrowie wydajemy 5 zł, a na edukację 2 zł - mówi Leszek Kułak. Dodaje, że z telefonicznych i SMS-owych porad wróżek pracujących dla MNI korzysta rocznie 1,2 mln osób, średnio płacąc za konsultację 22 zł.

Te dane dobrze obrazują, jak wielkim biznesem stało się dziś w Polsce wróżbiarstwo. Widać to też na przykładzie rynku pracy, gdzie wśród ofert pojawiły się niespotykane dotąd pozycje. Na przykład spółka teleinformatyczna Phonesat szuka aż 20 wróżek do pracy zdalnej (czyli przepowiadania przyszłości przez internet).

Prof. Zbigniew Bokszański, socjolog kultury z Uniwersytetu Łódzkiego, nie jest zdziwiony popytem na usługi wróżek: - Żyjemy w społeczeństwie ryzyka. Każdego dnia podejmujemy ważne decyzje, zastanawiamy się, czy wybór będzie pomyślny. Choć pokończyliśmy szkoły, wielu z nas odwołuje się do irracjonalnej wiedzy. A ponieważ korzystamy z porad często, statystycznie jest duża szansa, że część przepowiedni się spełnia. Takie "sukcesy" łatwiej zostają w naszej pamięci niż przepowiednie nietrafione, dlatego zaczynamy wierzyć w skuteczność wróżb - komentuje prof. Zbigniew Bokszański. 


Więcej TUTAJ.

poniedziałek, lipca 08, 2013

Iskrzące duety, czyli pojedynki aktorskich gigantów!

Poszukiwanie mistycznego przesłania w filmach jest niezwykle wzmacniające. Oglądając filmy uzyskujemy wglądy i większą samoświadomość. Filmy poszerzają naszą świadomość, ćwiczą wyobraźnię. Film - jak poezja - jest subtelnym wołaniem serca. Przypomina nam o tym, co już dobrze wiemy, pomaga zmienić się i być bardziej elastyczną osobą, jest katalizatorem dla twórczej, odważnej zmiany.

Marsha Sinetar
____

_____-`..
´ 

Pierwszy internetowy blog założyłam w 2006 roku na Filmwebie (i mam go do dziś, drugi na Mojej Generacji, której już nie ma), zapewne dlatego, iż kino zawsze było mi bliskie, a na studiach najbardziej lubiłam, oprócz psychologii i historii teatru, zajęcia z historii filmu.

Dziś zabawię się w Adasia Miauczyńskiego, bohatera "Dnia Świra" Marka Koterskiego, który wszystko liczył "do siedmiu". Mam przed sobą scenariusze Koterskiego, dobrze się je czyta, ale nie o nich dzisiaj chcę napisać. Dzisiaj będzie o siedmiu duecikach.

Napisałam już wcześniej o wielu ciekawych rolach i parach aktorskich, które wypadły na ekranie świetnie, o moich ulubionych filmach z wątkiem homoseksualnym, o ulubionych rolach wampirów  oraz dziwaków i oryginałów. Kino to temat-rzeka. Ra zamówił kiedyś notkę o najpiękniejszych scenach erotycznych (pamiętam!) i o tym także wkrótce napiszę zwłaszcza, iż mam kilka ulubionych.

Tutaj chcę napisać o takich duetach, które kiedyś i dziś zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.
Oczywiście nie będzie to temat wyczerpany, bo w historii kina takich duetów było bardzo dużo. Wybrałam siedem duetów, które najbardziej zapadły mi w pamięć, w filmach, które są dla mnie ważne, które lubię, do których wracam. Powiedzmy: moje ulubione duety aktorskie  na dziś, bo wiadomo, że różnie w różne dni się o różnych sprawach myśli. ;-)
I nie będzie tu bohaterów komedii romantycznych, bo te z reguły oglądam w porywach zapomnianej kobiecości, nudy lub zwyczajnego zmęczenia  i zaraz o nich zapominam, chociaż jest kilka wyjątków (wyjątek to ponoć krzykliwe dziecko;-). Będzie o takich kreacjach, które, moim zdaniem, są po prostu na miarę Oscara. I wiele z nich taką nagrodę dostało, z tym, że jeden z aktorów był w tej grze pominięty, chociaż w niczym nie ustępował partnerowi, ale też niekoniecznie.

Oto siedem moich ulubionych duetów aktorskich na dzisiaj:

"Edukacja Rity" : Julie Walters i Michael Caine


Film stary, nakręcony 30 lat temu, na motywach sztuki pod tym samym tytułem Willy'ego Russella i "Pigmaliona"  George'a Bernarda Showa, w ogóle się nie zestarzał. Nie lubię, co prawda mody lat osiemdziesiątych, zwłaszcza fryzur i wypchanych gąbkami ramion, jednak w tym filmie moda nie razi, gdyż iskrzy w nim dzięki kreacjom głównych bohaterów, dzięki wybitnym aktorom, z dużym teatralnym doświadczeniem, co na ekranie dodaje blasku.

Walters, znana obecnie z ról choćby w "Harrym Potterze", czy słynnym "Mamma Mia!", tak naprawdę na dużym ekranie, debiutowała właśnie w  "Edukacji Rity" (wcześniej zagrała tę rolę w teatrze West End w Londynie). Mając za sobą duże doświadczenie teatralne, telewizyjne i kilka epizodów w filmie, w wieku 33 lat zagrała swoją, moim zdaniem, życiowa rolę: prostej dziewczyny, fryzjerki, zdominowanej przez tępego męża, który wymaga od niej posłuszeństwa, wierności, usługiwania, nie dając w zamian nic. Takie układy nigdy nie niosą ze sobą nic dobrego, prowadzą do rozpadu. Rita, znudzona i zmęczona małżeństwem chce czegoś więcej i postanawia się kształcić, zgłębiać tajniki literatury. Pragnie dla siebie lepszego życia, jest ciekawa świata, chce się rozwijać, wzbogacić o nowe doświadczenia. No i tutaj zaczyna się duet! Profesora, do którego trafia Rita,  gra wybitny aktor, Michael Caine, jeden z moich ulubionych aktorów starszego pokolenia (ach, ten jego angielski akcent!). Ona przychodzi uczyć się od niego, ale summa summarum, on również uczy się od niej...

Nie będę zdradzać fabuły, opisywać treści (opisałam ją na Filmwebie), bo nie o to tutaj chodzi. Powiem, iż film zapada w pamięć, przede wszystkim, dzięki świetnej grze aktorów. Co mnie urzekło, oprócz bardzo dobrych, błyskotliwych wręcz dialogów, w ich grze? Subtelna nutka erotyzmu. Nie ma w filmie sceny erotycznej, ba, bohaterowie nawet się nie całują, ale tak cudnie między nimi iskrzy, że aż miło patrzeć. Ogląda się ich i wciąż czeka na więcej. Nie byłoby to możliwe, gdy nie ten świetny duet. 

Film szczerze polecam, oceniłam go kiedyś na 9/10. Niestety, dawno go nie oglądałam, szukam wersji DVD.


"Rain Man" : Dustin Hoffman i Tom Cruise


Klasyk. Rok 1988 i na ekrany wchodzi film, zapowiadany jako opowieść o spotkaniu braci, z których jeden jest luzakiem, a drugi autystykiem. No i idę z moim ojciem do kina ( i cieszę się, że wreszcie w Polsce mogę obejrzeć film, równie szybko, co ludzie na świecie, nie po pięciu latach od daty światowej premiery!) i... wychodzę zakochana... Nie, nie w Tomie Cruise'ie, jak większość ówczesnych młodych panienek, ale, po raz kolejny, w Dustinie Hoffmanie!

Gdy film wchodził na ekrany, zarówno Hoffman, jak i Cruise, byli już cenionymi i doświadczonymi aktorami. Oczywiście, Hoffman, z racji wieku i Oscara na koncie, dużo bardziej, niż  Cruise. Przed premierą rozpisywano się w prasie, czy młodszy aktor dorówna starszemu. Moim zdaniem, dorównał, chociaż Hoffman miał dużo trudniejsze zadanie do wykonania, do którego zresztą solidnie się przygotował.

Zapamiętałam, jak chyba zresztą większość z nas, dwie sceny z filmu: Hoffman liczący wykałaczki (Zespół Aspergera?) i scenę w windzie, gdy Valeria Golino, dziewczyna młodszego z braci, całuje Hoffmana i pyta, jak było, a Hoffman, beznamiętnie odpowiada: Mokro.

Film jest trochę schematyczny - egoista goniący za forsą, nagle odkrywa w sobie inne, lepsze cechy, dzięki spotkaniu z upośledzonym bratem, którego nawet nie pamięta - ale bardzo dobry (8/10) i wart uwagi, właśnie dzięki grze aktorów. I chociaż Hoffman zdobył drugiego Oscara za rolę w tym filmie, to wygranym był Cruise, bo to właśnie po "Rain Manie" on wypłynął na szerokie, aktorskie wody, stał się najlepiej opłacanym aktorem Fabryki Snów.

Dustina Hoffmana nadal lubię i bardzo cenię. Ostatnio podobał mi się w "Pachnidle", jednak po tym filmie nie zagrał już tak wybitnej roli, nie stworzył tak świetnej kreacji, jak w tym obrazie i wcześniejszych swoich filmach  ("Lenny", "Wszyscy ludzie prezydenta", "Maratończyk", "Sprawa Kramerów").



"Uwierz w ducha" : Whoopi Goldberg i Patrick Swayze


Niby błaha, banalna, fantazyjna opowiastka o sile miłości, zwycięstwie dobra nad złem i takich tam, potrzebnym nam  do życia, kwestiom, ale wciąga, ma w sobie coś, co każe nam en-ty raz usiąść przed TV i się gapić.

Nie przepadam za Demi Moore, dlatego ten film nie jest dla mnie opowieścią o utraconej miłości z wątkiem kryminalnym. Dla mnie jest on filmem, w którym świetne kreacje stworzyli leworęczna Whoopi Goldberg i Tony Goldwyn w roli czarnego charakteru, a Patrick Swayze zyskał na spotkaniu z Goldberg.

Najbardziej lubię scenę w banku, to jest zawodowstwo! Whoopi w tych tandetnych ciuchach, chodząca, jakby miała pampersa między nogami i stonowany, cierpliwy Swayze, stanowią duet rewelacyjny, godny polecenia i uwagi. Między nimi naprawdę iskrzy, chce się ich oglądać więcej i więcej.Fajna jest też scena odejścia ducha bohatera w krainę wieczności. Tutaj, moim zdaniem, dużo więcej miłości jest w oczach Whoopi, jako medium, niż ukochanej bohatera, granej przez Demi Moore.

To, z wszystkich opisanych tutaj, duet najgorszy (i najgorszy film, chociaż dobry:7/10), ale go po prostu i zwyczajnie lubię i już!  Kino, z założenia, miało służyć rozrywce, a ja naprawdę dobrze się bawię, oglądając ten duet! I żałuję, że Swayze znajduje się już tam, gdzie grany w tym filmie jego bohater.



"Czysta formalność" : Roman Polański i Gerard Depardieu


Włoska produkcja z 1994, mroczna, tajemnicza, sprawiająca wrażenie, jakby budżet tego filmu, moim zdaniem, wybitnego dzieła, był bardzo niski... a jednak...

Można nie lubić Romana Polańskiego, jako reżysera. Można się wpieprzać w jego życie prywatne i krytykować je do woli, bo ostatecznie jest osobą publiczną i sam się o to prosi /?/.  Ale nie można odmówić mu talentu. Aktorskiego talentu! I, moim bardzo skromnym zdaniem, mało wykorzystanego.

Jeśli chodzi o Depardieu, na którego też ostatnio sypią się gromy świętego oburzenia za uciekanie przed płaceniem podatków, to jest to aktor wybitny. I o zasłużenie międzynarodowej sławie.

No i trudno by było, gdyby dwie takie sławy i wielkie osobowości, jak Polański i Depardieu, spotkały się tylko po to, aby się spotkać, aby coś tam sobie razem zagrać. Te sławy spotkały się, żeby stworzyć wybitne kreacje w wybitnym, ale, niestety, bardzo mało znanym dziele na miarę światowego formatu!

W zimną, deszczową noc, znany pisarz, grany przez Depardieu, trafia do obskurnego komisariatu, w którym obleśny Inspektor (w tej roli Polański), wkracza mu w życie z butami, wypytuje o najintymniejsze szczegóły, podkreślając, że cała ta sprawa to tylko czysta formalność, chociaż pisarza podejrzewa się o morderstwo...

Genialny duet! Z dużą dozą szaleństwa, ale też autoironii ze strony aktorów, jeden z najlepszych w kinie. Ten film naprawdę trzeba zobaczyć i może trochę inaczej spojrzeć na człowieka, który dla kina ma wkład wprost nieoceniony, a w naszym kraju sypią się na niego gromy świętego oburzenia!

Film 9/10.



"Skazani na Shawshank" : Tim Robbins i Morgan Freeman


Film na podstawie opowiadania Stephena Kinga, o przyjaźni, lojalności i determinacji. Znany i lubiany obraz, który chyba nie wymaga reklamy, ze świetną, chyba życiową rolą Tima Robbinsa, który wcześniej występował głównie w komediach.

Jednak dodatkowym atutem tego filmu jest Morgan Freeman. Aktor znany i ceniony już wcześniej, dzięki roli w tym obrazie, trafił do elity aktorskiej Hollywood (lepiej późno, niż wcale).

Dzięki świetnej grze aktorów, stonowanej, bez większych środków wyrazu, co tutaj jest atutem, film można oglądać wiele razy. A jak można to robić, znaczy to nic innego, iż film jest dziełem wybitnym, a aktorzy stworzyli świetne kreacje. 

Lubię sceny, gdy bohater zmienia plakaty aktorek (Rita Hayworth, Marilyn Monroe)w swojej celi i uwielbiam finałową scenę tego filmu (9/10).




"Dead Man Walking" : Susan Sarandon i Sean Penn

Wspomniany wyżej aktor, Tim Robbins, tym razem stanął za kamerą i nakręcił film, który mną wstrząsnął.

Zawsze i wszędzie byłam, jestem i będę przeciwniczką kary śmierci i z tego powodu ten film jest mi szczególnie bliski.

Ale nie tylko.

Film zyskuje, dzięki świetnej, bezbłędnej grze aktorów, których lubię odkąd ich zobaczyłam na ekranie.

Susan, rudowłosa piękność, ówczesna partnerka reżysera, jakże inna, niż dotychczas! Znana z ról uwodzicielek ("Zagadka nieśmiertelności", "Czarownice z Eastweek"), matek walczących o dobro dziecka ("Olej Lorenza")i buntowniczek ("Thelma i Luise"), tu pojawia się w roli zakonnicy i robi to świetnie, a towarzyszący jej Sean Penn w roli mordercy i gwałciciela, stwarza kreację wybitną.

Idzie martwy człowiek! Jakież to uwłaczające ludzkiej godności zdanie! Wypowiada się je, gdy prowadzi skazańca na śmierć... Scena, gdy Penn, w pampersie, idzie w tym filmie na śmierć, doprowadziła mnie do niemal histerii. Szlochałam, jak dziecko... z bezsilności. Mąż nie mógł mnie uspokoić, może dlatego, iż w kinie trzymałam emocje na wodzy, a jak wróciliśmy do domu... pękły jak bańka mydlana.

Film ważny, świetny, poruszający, zmuszający do myślenia, do zastanowienia się nad... NIE ZABIJAJ! I, niestety, oparty na prawdziwej historii.(9/10)



"Nietykalni" : Francois Cluzet i Omar Sy


Najbardziej pozytywny obraz ostatnich lat i jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałam w zeszłym roku w kinie.

Film, w którym jest wszystko: przyjaźń, cierpienie, emocje, śmiech i zrozumienie. Film oparty na faktach, więc tym bardziej cenny. 

Aktorzy prima sort! Duet: rewelacja!

Milionera poruszającego się na wózku inwalidzkim, gra taki francuski Dustin Hoffman, bardzo dobry, niski aktor z doświadczeniem teatralnym, a jego opiekuna, wielki i wysoki, czarnoskóry Omar Sy. Już ten kontrast w wyglądzie, między aktorami, dodaje smaczku ich duetowi.

 Ten film to lektura obowiązkowa: wzruszająca, pełna ciepła i nadziei. 9/10


Wiele jest świetnych filmów, w których aktorzy wykreowali wspaniałe duety, wybitne role.Wybrane dzisiaj przeze mnie filmy, to tylko niewielki wycinek dobrego, godnego uwagi kina.

_

_________-`..´

Bonusik: Dzisiejszy Albin parapetowy. ;-)