poniedziałek, 8 lipca 2013

Iskrzące duety, czyli pojedynki aktorskich gigantów!

Poszukiwanie mistycznego przesłania w filmach jest niezwykle wzmacniające. Oglądając filmy uzyskujemy wglądy i większą samoświadomość. Filmy poszerzają naszą świadomość, ćwiczą wyobraźnię. Film - jak poezja - jest subtelnym wołaniem serca. Przypomina nam o tym, co już dobrze wiemy, pomaga zmienić się i być bardziej elastyczną osobą, jest katalizatorem dla twórczej, odważnej zmiany.

Marsha Sinetar
____

_____-`..
´ 

Pierwszy internetowy blog założyłam w 2006 roku na Filmwebie (i mam go do dziś, drugi na Mojej Generacji, której już nie ma), zapewne dlatego, iż kino zawsze było mi bliskie, a na studiach najbardziej lubiłam, oprócz psychologii i historii teatru, zajęcia z historii filmu.

Dziś zabawię się w Adasia Miauczyńskiego, bohatera "Dnia Świra" Marka Koterskiego, który wszystko liczył "do siedmiu". Mam przed sobą scenariusze Koterskiego, dobrze się je czyta, ale nie o nich dzisiaj chcę napisać. Dzisiaj będzie o siedmiu duecikach.

Napisałam już wcześniej o wielu ciekawych rolach i parach aktorskich, które wypadły na ekranie świetnie, o moich ulubionych filmach z wątkiem homoseksualnym, o ulubionych rolach wampirów  oraz dziwaków i oryginałów. Kino to temat-rzeka. Ra zamówił kiedyś notkę o najpiękniejszych scenach erotycznych (pamiętam!) i o tym także wkrótce napiszę zwłaszcza, iż mam kilka ulubionych.

Tutaj chcę napisać o takich duetach, które kiedyś i dziś zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.
Oczywiście nie będzie to temat wyczerpany, bo w historii kina takich duetów było bardzo dużo. Wybrałam siedem duetów, które najbardziej zapadły mi w pamięć, w filmach, które są dla mnie ważne, które lubię, do których wracam. Powiedzmy: moje ulubione duety aktorskie  na dziś, bo wiadomo, że różnie w różne dni się o różnych sprawach myśli. ;-)
I nie będzie tu bohaterów komedii romantycznych, bo te z reguły oglądam w porywach zapomnianej kobiecości, nudy lub zwyczajnego zmęczenia  i zaraz o nich zapominam, chociaż jest kilka wyjątków (wyjątek to ponoć krzykliwe dziecko;-). Będzie o takich kreacjach, które, moim zdaniem, są po prostu na miarę Oscara. I wiele z nich taką nagrodę dostało, z tym, że jeden z aktorów był w tej grze pominięty, chociaż w niczym nie ustępował partnerowi, ale też niekoniecznie.

Oto siedem moich ulubionych duetów aktorskich na dzisiaj:

"Edukacja Rity" : Julie Walters i Michael Caine


Film stary, nakręcony 30 lat temu, na motywach sztuki pod tym samym tytułem Willy'ego Russella i "Pigmaliona"  George'a Bernarda Showa, w ogóle się nie zestarzał. Nie lubię, co prawda mody lat osiemdziesiątych, zwłaszcza fryzur i wypchanych gąbkami ramion, jednak w tym filmie moda nie razi, gdyż iskrzy w nim dzięki kreacjom głównych bohaterów, dzięki wybitnym aktorom, z dużym teatralnym doświadczeniem, co na ekranie dodaje blasku.

Walters, znana obecnie z ról choćby w "Harrym Potterze", czy słynnym "Mamma Mia!", tak naprawdę na dużym ekranie, debiutowała właśnie w  "Edukacji Rity" (wcześniej zagrała tę rolę w teatrze West End w Londynie). Mając za sobą duże doświadczenie teatralne, telewizyjne i kilka epizodów w filmie, w wieku 33 lat zagrała swoją, moim zdaniem, życiowa rolę: prostej dziewczyny, fryzjerki, zdominowanej przez tępego męża, który wymaga od niej posłuszeństwa, wierności, usługiwania, nie dając w zamian nic. Takie układy nigdy nie niosą ze sobą nic dobrego, prowadzą do rozpadu. Rita, znudzona i zmęczona małżeństwem chce czegoś więcej i postanawia się kształcić, zgłębiać tajniki literatury. Pragnie dla siebie lepszego życia, jest ciekawa świata, chce się rozwijać, wzbogacić o nowe doświadczenia. No i tutaj zaczyna się duet! Profesora, do którego trafia Rita,  gra wybitny aktor, Michael Caine, jeden z moich ulubionych aktorów starszego pokolenia (ach, ten jego angielski akcent!). Ona przychodzi uczyć się od niego, ale summa summarum, on również uczy się od niej...

Nie będę zdradzać fabuły, opisywać treści (opisałam ją na Filmwebie), bo nie o to tutaj chodzi. Powiem, iż film zapada w pamięć, przede wszystkim, dzięki świetnej grze aktorów. Co mnie urzekło, oprócz bardzo dobrych, błyskotliwych wręcz dialogów, w ich grze? Subtelna nutka erotyzmu. Nie ma w filmie sceny erotycznej, ba, bohaterowie nawet się nie całują, ale tak cudnie między nimi iskrzy, że aż miło patrzeć. Ogląda się ich i wciąż czeka na więcej. Nie byłoby to możliwe, gdy nie ten świetny duet. 

Film szczerze polecam, oceniłam go kiedyś na 9/10. Niestety, dawno go nie oglądałam, szukam wersji DVD.


"Rain Man" : Dustin Hoffman i Tom Cruise


Klasyk. Rok 1988 i na ekrany wchodzi film, zapowiadany jako opowieść o spotkaniu braci, z których jeden jest luzakiem, a drugi autystykiem. No i idę z moim ojciem do kina ( i cieszę się, że wreszcie w Polsce mogę obejrzeć film, równie szybko, co ludzie na świecie, nie po pięciu latach od daty światowej premiery!) i... wychodzę zakochana... Nie, nie w Tomie Cruise'ie, jak większość ówczesnych młodych panienek, ale, po raz kolejny, w Dustinie Hoffmanie!

Gdy film wchodził na ekrany, zarówno Hoffman, jak i Cruise, byli już cenionymi i doświadczonymi aktorami. Oczywiście, Hoffman, z racji wieku i Oscara na koncie, dużo bardziej, niż  Cruise. Przed premierą rozpisywano się w prasie, czy młodszy aktor dorówna starszemu. Moim zdaniem, dorównał, chociaż Hoffman miał dużo trudniejsze zadanie do wykonania, do którego zresztą solidnie się przygotował.

Zapamiętałam, jak chyba zresztą większość z nas, dwie sceny z filmu: Hoffman liczący wykałaczki (Zespół Aspergera?) i scenę w windzie, gdy Valeria Golino, dziewczyna młodszego z braci, całuje Hoffmana i pyta, jak było, a Hoffman, beznamiętnie odpowiada: Mokro.

Film jest trochę schematyczny - egoista goniący za forsą, nagle odkrywa w sobie inne, lepsze cechy, dzięki spotkaniu z upośledzonym bratem, którego nawet nie pamięta - ale bardzo dobry (8/10) i wart uwagi, właśnie dzięki grze aktorów. I chociaż Hoffman zdobył drugiego Oscara za rolę w tym filmie, to wygranym był Cruise, bo to właśnie po "Rain Manie" on wypłynął na szerokie, aktorskie wody, stał się najlepiej opłacanym aktorem Fabryki Snów.

Dustina Hoffmana nadal lubię i bardzo cenię. Ostatnio podobał mi się w "Pachnidle", jednak po tym filmie nie zagrał już tak wybitnej roli, nie stworzył tak świetnej kreacji, jak w tym obrazie i wcześniejszych swoich filmach  ("Lenny", "Wszyscy ludzie prezydenta", "Maratończyk", "Sprawa Kramerów").



"Uwierz w ducha" : Whoopi Goldberg i Patrick Swayze


Niby błaha, banalna, fantazyjna opowiastka o sile miłości, zwycięstwie dobra nad złem i takich tam, potrzebnym nam  do życia, kwestiom, ale wciąga, ma w sobie coś, co każe nam en-ty raz usiąść przed TV i się gapić.

Nie przepadam za Demi Moore, dlatego ten film nie jest dla mnie opowieścią o utraconej miłości z wątkiem kryminalnym. Dla mnie jest on filmem, w którym świetne kreacje stworzyli leworęczna Whoopi Goldberg i Tony Goldwyn w roli czarnego charakteru, a Patrick Swayze zyskał na spotkaniu z Goldberg.

Najbardziej lubię scenę w banku, to jest zawodowstwo! Whoopi w tych tandetnych ciuchach, chodząca, jakby miała pampersa między nogami i stonowany, cierpliwy Swayze, stanowią duet rewelacyjny, godny polecenia i uwagi. Między nimi naprawdę iskrzy, chce się ich oglądać więcej i więcej.Fajna jest też scena odejścia ducha bohatera w krainę wieczności. Tutaj, moim zdaniem, dużo więcej miłości jest w oczach Whoopi, jako medium, niż ukochanej bohatera, granej przez Demi Moore.

To, z wszystkich opisanych tutaj, duet najgorszy (i najgorszy film, chociaż dobry:7/10), ale go po prostu i zwyczajnie lubię i już!  Kino, z założenia, miało służyć rozrywce, a ja naprawdę dobrze się bawię, oglądając ten duet! I żałuję, że Swayze znajduje się już tam, gdzie grany w tym filmie jego bohater.



"Czysta formalność" : Roman Polański i Gerard Depardieu


Włoska produkcja z 1994, mroczna, tajemnicza, sprawiająca wrażenie, jakby budżet tego filmu, moim zdaniem, wybitnego dzieła, był bardzo niski... a jednak...

Można nie lubić Romana Polańskiego, jako reżysera. Można się wpieprzać w jego życie prywatne i krytykować je do woli, bo ostatecznie jest osobą publiczną i sam się o to prosi /?/.  Ale nie można odmówić mu talentu. Aktorskiego talentu! I, moim bardzo skromnym zdaniem, mało wykorzystanego.

Jeśli chodzi o Depardieu, na którego też ostatnio sypią się gromy świętego oburzenia za uciekanie przed płaceniem podatków, to jest to aktor wybitny. I o zasłużenie międzynarodowej sławie.

No i trudno by było, gdyby dwie takie sławy i wielkie osobowości, jak Polański i Depardieu, spotkały się tylko po to, aby się spotkać, aby coś tam sobie razem zagrać. Te sławy spotkały się, żeby stworzyć wybitne kreacje w wybitnym, ale, niestety, bardzo mało znanym dziele na miarę światowego formatu!

W zimną, deszczową noc, znany pisarz, grany przez Depardieu, trafia do obskurnego komisariatu, w którym obleśny Inspektor (w tej roli Polański), wkracza mu w życie z butami, wypytuje o najintymniejsze szczegóły, podkreślając, że cała ta sprawa to tylko czysta formalność, chociaż pisarza podejrzewa się o morderstwo...

Genialny duet! Z dużą dozą szaleństwa, ale też autoironii ze strony aktorów, jeden z najlepszych w kinie. Ten film naprawdę trzeba zobaczyć i może trochę inaczej spojrzeć na człowieka, który dla kina ma wkład wprost nieoceniony, a w naszym kraju sypią się na niego gromy świętego oburzenia!

Film 9/10.



"Skazani na Shawshank" : Tim Robbins i Morgan Freeman


Film na podstawie opowiadania Stephena Kinga, o przyjaźni, lojalności i determinacji. Znany i lubiany obraz, który chyba nie wymaga reklamy, ze świetną, chyba życiową rolą Tima Robbinsa, który wcześniej występował głównie w komediach.

Jednak dodatkowym atutem tego filmu jest Morgan Freeman. Aktor znany i ceniony już wcześniej, dzięki roli w tym obrazie, trafił do elity aktorskiej Hollywood (lepiej późno, niż wcale).

Dzięki świetnej grze aktorów, stonowanej, bez większych środków wyrazu, co tutaj jest atutem, film można oglądać wiele razy. A jak można to robić, znaczy to nic innego, iż film jest dziełem wybitnym, a aktorzy stworzyli świetne kreacje. 

Lubię sceny, gdy bohater zmienia plakaty aktorek (Rita Hayworth, Marilyn Monroe)w swojej celi i uwielbiam finałową scenę tego filmu (9/10).




"Dead Man Walking" : Susan Sarandon i Sean Penn

Wspomniany wyżej aktor, Tim Robbins, tym razem stanął za kamerą i nakręcił film, który mną wstrząsnął.

Zawsze i wszędzie byłam, jestem i będę przeciwniczką kary śmierci i z tego powodu ten film jest mi szczególnie bliski.

Ale nie tylko.

Film zyskuje, dzięki świetnej, bezbłędnej grze aktorów, których lubię odkąd ich zobaczyłam na ekranie.

Susan, rudowłosa piękność, ówczesna partnerka reżysera, jakże inna, niż dotychczas! Znana z ról uwodzicielek ("Zagadka nieśmiertelności", "Czarownice z Eastweek"), matek walczących o dobro dziecka ("Olej Lorenza")i buntowniczek ("Thelma i Luise"), tu pojawia się w roli zakonnicy i robi to świetnie, a towarzyszący jej Sean Penn w roli mordercy i gwałciciela, stwarza kreację wybitną.

Idzie martwy człowiek! Jakież to uwłaczające ludzkiej godności zdanie! Wypowiada się je, gdy prowadzi skazańca na śmierć... Scena, gdy Penn, w pampersie, idzie w tym filmie na śmierć, doprowadziła mnie do niemal histerii. Szlochałam, jak dziecko... z bezsilności. Mąż nie mógł mnie uspokoić, może dlatego, iż w kinie trzymałam emocje na wodzy, a jak wróciliśmy do domu... pękły jak bańka mydlana.

Film ważny, świetny, poruszający, zmuszający do myślenia, do zastanowienia się nad... NIE ZABIJAJ! I, niestety, oparty na prawdziwej historii.(9/10)



"Nietykalni" : Francois Cluzet i Omar Sy


Najbardziej pozytywny obraz ostatnich lat i jeden z najlepszych filmów, jakie obejrzałam w zeszłym roku w kinie.

Film, w którym jest wszystko: przyjaźń, cierpienie, emocje, śmiech i zrozumienie. Film oparty na faktach, więc tym bardziej cenny. 

Aktorzy prima sort! Duet: rewelacja!

Milionera poruszającego się na wózku inwalidzkim, gra taki francuski Dustin Hoffman, bardzo dobry, niski aktor z doświadczeniem teatralnym, a jego opiekuna, wielki i wysoki, czarnoskóry Omar Sy. Już ten kontrast w wyglądzie, między aktorami, dodaje smaczku ich duetowi.

 Ten film to lektura obowiązkowa: wzruszająca, pełna ciepła i nadziei. 9/10


Wiele jest świetnych filmów, w których aktorzy wykreowali wspaniałe duety, wybitne role.Wybrane dzisiaj przeze mnie filmy, to tylko niewielki wycinek dobrego, godnego uwagi kina.

_

_________-`..´

Bonusik: Dzisiejszy Albin parapetowy. ;-)

 

19 komentarzy:

  1. filmy.. to lubię. no i temat rzeka. można by o nich mówić i mówić:) do kina chodzę raz w tygodniu, więc twojego posta przeczytałam z radochą. widziałam wszystkie te filmy:) Rain Man chyba najbardziej przypadł mi do gustu:) chociaż nie można zapomnieć o bardzo wzruszającym filmie Uwierz w ducha. pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Qrczę, opublikowało mi się, a jeszcze piszę, jeszcze nie skończyłam... :(

      Ja też chodzę do kina co najmniej raz w tygodniu, do DKF, choć ostatnio nie miałam czasu i troszkę to zaniedbałam, ale byłam parę dni temu na "1000 lat po Ziemi" - żal.

      Pozdrawiam, Kasiu!

      Usuń
  2. Zgadza sie :)) o filmach mozna caly czas mowic :))
    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, można, można, zwłaszcza, jeśli kocha się X Muzę. ;-)

      Pozdrówki!

      Usuń
  3. Ostatnio filmy oglądam dość sporadycznie. Przerzuciłam się na książki. Ale jeśli już coś obejrzę, to film ten musi mieć w sobie to coś. Nie cierpię tandetnych komedii. Od czasu do czasu mogą być fajną rozrywką, ale jakoś nigdy mnie nie urzekają aż nadto. Raczej wybieram filmy z niełatwą fabułą. Lubię czasami pomyśleć i zastanowić się nad filmem. Jakiś czas temu obejrzałam Close Land z A. Rickmanem i M. Stowe. Niewiele się tam dzieje, ale film po prostu wciąga. Gorąco go polecam. Może przypadnie Ci do gustu i do swojej listy będziesz mogła dopisać kolejną parę :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Niko!

      i popatrz: można sobie czytać, czytać, oglądać, a i tak nie jest się w stanie obejrzeć wszystkiego, przeczytać tym bardziej! Niestety!

      Filmu nie oglądałam, choc jest stary! Uwielbiam kino pozornie bez akcji, emocjonalne, psychologiczne... I uwielbiam Alana Rickmana! Dla niego (i jeszcze kilku innych ulubionych aktorów), oglądam wszystkie odcinki Harry'ego Pottera! Za Madzią Stowe nie przepadam, ale może po tym filmie ją jednak polubię? Już go sobie na FB zaznaczyłam w "chcę zobaczyć".

      Dziękuję za komentarz i polecenie, jak tylko znajdę ten film, na pewno obejrzę, serdeczności, j.

      Usuń
    2. No popatrz, ja też uwielbiam Rickmana i to też ze względu na niego zagłębiłam się w ten film. I wcale nie żałuję. Bo poza Rickmanem i jego głosem fabuła też była ciekawa.

      Usuń
    3. No, patrz!

      GŁOSY, na nie jestem wyczulona, a Rickman ma świetny wokal. On, Irons i, np. Tomasz Knapik, dla którego zakupiłam sobie GPS! (Lubie niskie głosy, męskie).

      Qrczę, mąż mi już szuka tego filmu, ale na razie ciężko to idzie. :(

      Usuń
    4. I umc! Znalazł mi na YT, dziś w nocy oblookam!

      Usuń
    5. Film mnie zachwycił, 9/10 i dodałam do ulubionych.
      Bardzo, ale to bardzo film w moim guście i gdybym go znała wcześniej, ten duet, zapewne znalazłby się w tym temacie, chociaż uważam, że M.Stowe, choć w tej roli bardzo dobra i tak gaśnie przy Rickmanie.

      Oczywiście poszperałam troszeczkę i wyczytałam, że reżyserka chciała w tej roli obsadzić pierwotnie Sir Anthony'ego Hopkinsa. Potem myślała też Sir Ianie Holmie i Peterze O'Toole. Wszyscy bardzo dobrzy aktorzy, jednak Rickman wypadł świetnie i nie sądzę, żeby oni wypadli lepiej.

      Pozdrawiam, życzę miłego dnia, ja jestem uziemiona i jest mi dziś źle. Ale to nic, jutro będzie lepiej. ;-)

      Usuń
  4. dziękuję za miłe odwiedziny,dzieki temu mogłam poznać Twojego ,bardzo nastrojowego bloga.Co prawda filmów oglądam mało,a jezeli juz to jakies o tematyce takiej rodzinnej i cieplej,z wątkami ppsychologicznymi.Za to bardzo duzo czytam,ale ostatnio wybieram literaturę mało ambitną,ot ,taką dla zabicia czasu,nie wymagająca zbytniego myslenia,spokojną.Unikam wszelkich tzw mocnych tematow,zarówno w filmie ,jak i w książce.Wybieram to,co uspokaja.
    Bardzo chętnie zapiszę cię na swoim blogu,żeby moc wrócić.Tylko mam trochę problemów z czytaniem ,Czy nie mogłabys trochę ,,zwęzić,, stronę.Wygodniej się pisze i czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, Firletko, ja również Ci dziękuję za komentarz, także dodaję Cię do listy, jednak coś przekombinowałam z tymi ustawieniami, nie wiem, jak to odkręcić, ale zobaczę, co da się zrobić.

      Moc serdeczności posyłam, j.

      Usuń
  5. te oczęta to Twój kot ma zabójcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, oba mają takie oczęta, tylko odwrotnie i Balbina ma nieco bardziej miodowe, perskie. ;-)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cześć :-)
    Wysłałem Ci słoneczne pozdrawiania ;-)
    Fajny wachlarz filmowy i jego gwiazdy.Znam i pamiętam.
    Dziękuje za pamięć(najpiękniejsze sceny erotyczne)
    No to narazie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hallo, Ra, usunęłam, napisałam, dokończyłam, w końcu, bo od lutego czekało. ;-))

      Teraz jestem tak "erotyczna", że mąż mnie do łazienki nosi, więc kto wie, może coś wymodzę...

      Pozdrolonki!

      Usuń
    2. Witaj JoAsiu :) z przyjemnością poczytałam i oglądnęłam sobie Twój blog :) będę zaglądać do Ciebie :) pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że już jesteś zdrowa :) serdeczności :)

      Usuń
    3. Witaj, Aniu, bardzo mi miło, że do mnie zajrzałaś, pozdrawiam serdecznie i moc ciepłych myśli przesyłam Tobie! j.

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.