Muszę się wyżalić, bo dawno nie miałam takiego żalu w sobie. Takiego do bólu, który czuć w sercu i trzewiach.Dawno nie nosiłam w sobie tak wielkiego smutku.
Mam gdzieś, czy ktoś to wykpi, czy nie, co sobie pomyśli, a czego nie.
Mój blog, moje emocje.
I już.
I piszę...
Zaczęło się 13 grudnia od malutkiej opryszczki na górnej wardze, którą od razu potraktowałam zoviraxem (mam gdzieś, czy robię tu reklamę producentowi czy nie). Datę pamiętam doskonale, bo raz, że historyczna, a dwa, miałam w ten dzień na lekcji w swojej klasie hospitację z kuratorium w ramach ewaluacji zewnętrznej i może dlatego nie poszłam do lekarza, bo praca, bo dzieci, bo to ważne, istotne...
U mnie opryszczka pojawia się w dwóch momentach: gdy bardzo zmarznę z powodu klimatyzacji (najczęściej latem), albo gdy jestem mocno osłabiona, także sprawami stricte kobiecymi i gdy mój organizm mówi: stop, przyhamuj, zwolnij.
Tak było teraz: ogólne osłabienie, ból brzucha aż do zawrotów głowy i ta opryszczka, która mimo leku, przyjęła postać bolącego, piekącego, krwawego strupka (adieu, kochana karminowa szminko!). No, ale pani Asieńka jest silną kobieciną i zamiast pójść do lekarza, grzecznie i pilnie chodziła do roboty, przygotowywała z kolegą szkolną, dużą imprezę, pisała różne papierki i dawała radę, bo kto miał dać, jak nie ona? W pewnym momencie mocno zaczęło boleć ją gardło, miała wrażenie, że coś jej do niego spływa, ale co tam: aspirynka, cholinexik, herbatka z imbirkiem i miodkiem i do dzieła! A że chrypa, że mówienie sprawiało ból, że drapało i szczypało w gardle, że dreszcze, katarek i kichanko to tylko niewielki szczegół.
Po dobrze wykonanej pracy, w końcu doczekałam się świąt, upragnionych, wymarzonych wolnych chwil!
Luzik, można robić, czego dusza i ciało zapragną!
Można... Tylko czy da się radę?
Czy da się radę czytać, pisać, oglądać, nadrabiać intelektualne zaległości, gdy głowa pęka z bólu, gardło boli nieustannie i coraz mocniej, tak mocno, że nie da się mówić i jeść przygotowanych na święta wegetariańskich frykasków, takich jak np. sojowa imitacja ryby po grecku; oczy najpierw łzawią, potem łzy same sobie płyną a kaszel ma się taki, że w Rynku go słychać i tak bolesny, że ma się wrażenie, jakby się serce wyrywało z niemłodej już piersi?
Sen, głównie w dzień, bo w nocy kaszel męczy najbardziej a do tego wysoka gorączka, poty, ból całego ciała.
Jak zwykle dałam radę, przetrwałam, jednak dziś u lekarza, do którego chyba pierwszy raz w życiu poszłam z własnej woli, bez nacisków ze strony rodziny, dowiedziałam się, że dobrze nie jest, żebym milczała, oszczędzała głos, bo krtań, tchawica, bo nerwoból w sercu i takie tam: Czemu pani przyszła dopiero teraz, na Boga świętego?!
Ano pani nie przyszła wcześniej, bo jest... Tego już nie napiszę, sami wiecie.
A największym paradoksem jest to, że codziennie powtarzam sobie bardzo pozytywną afirmację w stylu: jestem mądra i umiem świetnie o siebie zadbać...
*pierwsze zdjęcie moje, drugie z netu






























