Translate

sobota, października 12, 2024

"Gdyby rok schowany był w zegarze, jesień byłaby magiczną godziną".

🍁Witajcie!🍁

🍁

  *
Mówisz, że jesiennieję,
że staję się zamglona,
że brakuje ci w mojej twarzy
akcentu czerwonej szminki.

Spójrz na jesień.
Znajdziesz w niej całą paletę barw.
Naciesz oczy feerią odcieni
i pozwól mi się starzeć
bez przywdziewania
zbędnych kontrastów.

Popatrz na świat zaczarowany,
wykreowany mistrzowskim pędzlem
tej najzdolniejszej artystki - malarki,
która kasuje całą pompatyczną paplaninę o sztuce.

Ona - jak my przechodzi przez koleje losu:
wrześniowo młoda i jędrna,
dojrzewa w październiku po to,
aby zestarzeć się w listopadzie
i zgasnąć w grudniu.

Jesień uczy nas, że życie
i śmierć mają głęboki sens,
że są wieczne i trwalsze niż sztuka.

Jej czas - to nasz najlepszy czas.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, jesień 2022

 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂 🍂

🍁🍂

Bajka o obliczach Pani Jesieni

    Dawno, bardzo dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma morzami, 22 dnia miesiąca, przyszła na świat prześliczna, mała dziewczynka. Jej mamą była Matka Natura, a tatą Pan Wrzesień, który wybrał dla niej imię, które rymowało się z jego imieniem. Nazwał swoją córeczkę Jesienią. Wrzesień i Jesień bardzo się kochali, bo tatusiowie zawsze kochają swoje śliczne córeczki.
 
    Dziewczyna była niezwykle urodziwa i wszyscy zachwycali się jej pięknem. Miała lśniące, kasztanowe, bardzo gęste włosy, wielkie zielone oczy, wrzosową sukienkę podkreślającą smukłą talię i malinowe rumieńce na policzkach, a jej promienny uśmiech rozświetlał ciemności i mroki. Miała też wrażliwą, artystyczną duszę, wielkie twórcze - plastyczne zdolności, była bardzo kreatywna. Kochali ją ludzie, uwielbiały zwierzęta, z którymi żyła za pan brat. Biegała po łąkach i lasach z paletą farb o niezwykłych kolorach i magicznym pędzlem podarowanym przez Matkę Naturę, malowała świat. Była także niezwykle szczodra i rozdawała wspaniałe dary wdzięcznym ludziom i zwierzętom.
 
    Kiedy Jesień z beztroskiej dziewczynki, osobliwej dziewczyny, zamieniła się w młodą, nieco zamyśloną kobietę, od pierwszego wejrzenia zakochał się w niej Pan Październik.
 
    Był to młody, nobliwy Pan, bardzo elegancko i kolorowo ubrany. Nosił żółtą koszulę, pomarańczową modną marynarkę, spodnie w bordowo-brązową kratkę, czerwone półbuty na wysoki połysk. Miał gęste miedziane włosy i brązowe, wesołe oczy. Był  też uroczo piegowaty. Zdesperowany, szaleńczo zakochany, oświadczał się Jesieni kilkanaście razy, darując jej złote pierścionki z cudownymi bursztynami wziętymi od Króla Mórz, malował ogromne tęcze na niebie, wysyłał jej jasne i ciepłe promyki słońca, ale za każdym razem dostawał kosza. Płakał wtedy deszczem i smucił się chłodnym wiatrem, który strząsał z drzew coraz więcej kolorowanych przez Jesień liści.
 
    Rodzice Jesieni byli zaniepokojeni, namawiali ją, żeby bardziej doceniła Pana Października, żeby chociaż próbowała go bliżej poznać i się zaprzyjaźnić. Ona jednak była bardzo uparta i nie chciała z nim nawet porozmawiać. Nie podobał jej się ten zakochany jak sztubak młodzieniaszek, bo tęskniła za kimś starszym, mądrzejszym, bardziej dyskretnym, tajemniczym i dystyngowanym.
 
    Pan Październik chudł, mizerniał aż w końcu bardzo zasmucony, odszedł w siną, bezkresną dal, a ona nawet tego nie zauważyła; zbyt piękna i dumna, nie chciała zawracać sobie głowy kimś, kto jej się nie podobał i był jej zupełnie obojętny.
 
    Spacerowała któregoś chłodnego dnia po lesie i rozmawiała szeptem ze zwierzętami, które były dziwnie osowiałe i senne, starała się je trochę rozbawić, aż zobaczyła go na skraju drogi i zaniemówiła z zachwytu. Stał sobie i patrzył na nią z daleka wysoki, smukły brunet z nitkami siwizny w nieco przerzedzonych już włosach, odziany w czarno – brązowy, skromny garnitur i grafitową koszulę z czarno-srebrnym krawatem. Wydał jej się niezwykle wytworny, poważny, a nawet trochę smutny. Spojrzeli sobie w oczy i Jesień zrozumiała, że to jest on: szpakowaty, nieco surowy, ponury,  czarnooki i osobliwy. Ten jedyny, na którego czekała od zawsze. Serce biło w niej jak szalone i od tej chwili pragnęła tylko jednego: być blisko tego przystojnego mężczyzny!
 
    Niestety, tym razem to jej uczucie było nieodwzajemnione. Tym razem to ona starała się o względy kogoś, kto spojrzał na nią jeden, jedyny raz. Ptaki jej powiedziały, że przybył z odległej, bardzo szarej, zakurzonej, dżdżystej i mglistej krainy i że nazywa się Pan Listopad. Rodzice starali się ją powstrzymać, pajączki uciekły w różne zakamarki, świerszcze schowały się za kominami, żmije wpełzły pod kamienie i stare pnie, myszy odeszły do ciepłych norek, wiewiórki i sowy zaszyły się w dziuplach a kwiaty usychały ze smutku, patrząc na tę przepiękną i entuzjastyczną kiedyś dziewczynę, która chudła w oczach i zaczęła się starzeć z rozpaczy.
 
    Chodziła za Panem Listopadem krok w krok, a on tylko wylewał na nią zimny prysznic deszczu, czasem nawet sypał jej w oczy śniegiem, biczował ją gradem, wysyłał do niej coraz zimniejsze wiatry, mroził chłodnym oddechem, ranił obojętnością, a całe kolorowe piękno, które namalowała w lasach, sadach, parkach, na łąkach – zamieniał w szary, smutny, pokryty szadzią i mgłami wilgotny, zapleśniały świat.
 
    Ze zgryzoty i smutku Jesień robiła się coraz starsza i coraz brzydsza. Wypadały jej włosy, ciało pokryło się bruzdami zmarszczek, schudła, stała się sucha jak opadły liść, straciła blask, a jej piękna, wrzosowa sukienka porwała się na ostrych, zaczepnych gałęziach i poszarzała na silnym wietrze. 
 
    Wraz z Jesienią płakali jej rodzice, ludzie, zwierzęta, ale nikt nie potrafił jej wytłumaczyć, że Listopad to nie jest chłopak dla niej, że być może jego świat nie współgra z jej światem, że jej miłość jest dla niej zbyt wyniszczająca i toksyczna a na dodatek jednostronna.
 
    Doszło do tego, że któregoś szarego, mglistego, deszczowo-śnieżnego grudniowego popołudnia, Jesień nie miała już na nic siły. Usiadła w lesie na konarze starego spróchniałego drzewa i wdychając smród zbutwiałych liści, patrząc w miejsce, gdzie po raz pierwszy ujrzała swojego ukochanego Pana Listopada, wycieńczona, zmęczona, pogrążona w depresji i głębokim smutku… zasnęła albo zapadła w letarg.
 
    We śnie przyszła do niej efemeryczna, niebiańska postać, która przedstawiła się jako Opiekunka Ziemi. Z chłodną uprzejmością oznajmiła, że to, co dajemy, według uniwersalnego Prawa obowiązującego we Wszechświecie - zawsze do nas wraca. Wyjaśniła, że Jesień nagannie potraktowała szczerze zakochanego w niej Pana Października i dlatego ją fatalnie potraktował Pan Listopad. 
Opiekunka Ziemi powiedziała Jesieni również, że daje jej szansę i że od tej pory, co roku będzie się ona odradzać na nowo jako piękna, zdolna i szczodra artystka, dopóty dopóki nie zaprzyjaźni się z Panem Październikiem, a Pan Listopad potraktuje ją lepiej, jak przystało na dżentelmena.
 
    Od tamtego snu Pani Jesieni minęło wiele, wiele lat, zginęło wiele mórz, powstało mnóstwo nowych rzek, lądów i gór, rodziły się, rozwijały i upadały cywilizacje, a ona wciąż cierpliwie do nas przychodzi jako śliczna kolorowa panna po to, żeby odejść jako szara, melancholijnie - nostalgiczna starsza pani, ponieważ ciągle miejsce w jej sercu zajmuje i bardzo podoba jej się tajemniczy, zimny, niedostępny i nieustannie obojętny na jej wdzięki, śmiertelnie poważny Pan Listopad, za którym ona bezustannie tęskni. 

    Tęskni - więc jest.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 2018 
 🍁🍂

🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁🍁
 
        Moi Drodzy, mamy piękną, złotą jesień w pełni, dlatego zaserwowałam Wam kolejny jesienny post. 
 
    Na zdjęciu zrobionym przez mojego ucznia Szymona, jestem wczorajsza, jesienna ja, w naszej klasie. Wczoraj obchodziliśmy w naszym powiecie Dzień Nauczyciela (w Polsce ten dzień przypada 14 października czyli de facto dopiero w poniedziałek) i był to bardzo piękny, przyjemny, jesienny dzień dla mnie, jako starego pedagoga, który naprawdę lubi swoją pracę. 
 
    Cytat w tytule postu jest autorstwa Victorii Erickson. 
 
    Obrazy z Internetu, niestety, nie znam ich Autorów.
 
    Przesyłam Wam moc serdecznych pozdrowień i życzę udanego, słonecznie pięknego weekendu! 
🍁🍂

 🍁🍂 🍁

poniedziałek, października 07, 2024

"Kiedy kobieta akceptuje swój wiek, staje się pewna siebie". ***


 portret pewnej pani

niby cię jeszcze toleruje lubi szanuje kocha
i ciągle jest młoda zgrabna zadbana piękna
dewastuje burzy demoluje wszelki chaos
ze stoickim spokojem powstaje z popiołów

jeszcze pragnie odnaleźć zaginioną Atlantydę
wejść do rzeki Heraklita i wołać do Yeti
w duszy prowadzi proroczy dialog z Kasandrą
o tym co bezpowrotnie spłonęło na stosach życia

nadal tli się w niej dawna zabawna iskra
błyszczące oczy czekają na zachwyt odczytując
z trudem trzecią i czwartą młodość kobiety
bezczelnie flirtując z czasem bez ostrzeżenia

jeszcze na wszelki wypadek ma charyzmę silną wolę
oswaja wenę o czwartej nad ranem i wciąż jej się chce
pływać po oceanach empatii rozmawiać z kamieniem
zachwycać pięknem chmur i kwitnących maków

pod rzęsą nosi sto pociech tańczy z ludźmi na moście
jednak coraz częściej zastanawia się
dlaczego

na litość boską

zaliczyła już tyle pogrzebów 



JoAnna Idzikowska-Kęsik, 8 VII 14

        Witajcie, 

miałam bardzo ciężki tydzień i weekend, ale już jestem i powoli dochodzę do siebie i będę zaraz nadrabiać zaległości na Waszych blogach. 

        Autorką cytatu w tytule postu jest Elizabeth Barrett Browning (1806–1861) – poetka angielska epoki wiktoriańskiej. Uważam, że żyjemy w czasie, gdy wiek kobiety powoli przestaje odgrywać znaczącą rolę (m.in. dlatego, że społeczeństwo się starzeje, a znane gwiazdy oficjalnie mówią o menopauzie, co jeszcze niedawno, nie wiedzieć czemu, stanowiło temat tabu), jednak nadal panuje nieuzasadniony i niczym mądrym niepoparty kult młodości. 

 

        Powiem szczerze: naprawdę wolę siebie teraz niż 30 lat temu, mimo, że nie mam już talii osy (mąż obejmował mnie w pasie - 51 cm - rękoma), lśniących i bardzo gęstych włosów ani jędrnych atutów, a zawsze biały uśmiech też powoli ulega przebarwieniom mimo, że bardzo o niego dbam. Lubię siebie i podobam się sobie, bo moje oczy otulone zmarszczkami życzliwiej i cieplej patrzą na kobietę w lustrze, inne kobiety i cały świat. Kocham młode dziewczyny, uwielbiam z nimi przebywać, ale też wielką przyjemność sprawia mi przebywanie ze starszymi od siebie dziewczynami - tyle w nich piękna, radości życia, mądrości! Tak wiele się można od nich nauczyć!

        Polecam Wam nowy film z Demi Moore pt. Substancja, bo nie mam czasu pisać recenzji (do kina chodzę namiętnie, to się nigdy nie zmieni, nawet kosztem papierologii do pracy, w piątek byłam na Jokerze 2, który mnie troszkę rozczarował, ale bardziej oczarował, aktorstwo i piosenki prima sort ). 

         Wracając: film z Demi Moore opowiada o zapomnianej gwieździe, którą obleśny szef wywalił z roboty ze względu na wiek. I nie zdradzę nic więcej, powiem tylko, co przeczytałam. Otóż Demi Moore, która słynie z tego, że wygląda świetnie mimo sześćdziesiątki na karku, powiedziała, że przytulając na planie filmu Margaret Qualley (nomen omen córkę równie pięknej Andie MacDowell) zrozumiała, że nie zatrzyma czasu, że jej wypielęgnowana skóra ma się nijak do skóry niespełna trzydziestolatki... Ot - jedyna sprawiedliwość tego świata - wszyscy prędzej czy później po prostu się starzejemy i odchodzimy w niebyt.


        Autorem przedstawionych dziś obrazów jest Dante Gabriel Rossetti (1828 - 1882)
angielski poeta, malarz i tłumacz, którego dzieła bardzo lubię i cenię, bo wspaniale portretował kobiety.

        Życzę wszystkim, którzy do mnie zaglądają udanego, ciepłego i lekkiego tygodnia! Niech Wam się wszystko pięknie układa i dopisuje zarówno pogoda ducha, jak i aura za oknem! 

Posyłam moc pozdrowień i serdeczności!

PS

21:30

Właśnie wróciłam z kina. Byłam na polskim filmie pt. Rzeczy niezbędne 🥰 Film polecam, bardzo mi się podobał, chociaż porusza trudne tematy i jest pozornie bez akcji ale jest w nim dużo kobiecej energii dzięki wspaniałym aktorkom. 🌹

środa, października 02, 2024

"Czyż nie tym właśnie jest kobieta: magicznym połączeniem różnic"? ***

(nie)Była

Ona była zmienna i intrygująca,
lśniła jak meteor zbyt jaskrawym smutkiem;
bursztynami oczu, trwożnymi stop - klatką
zamkniętą w kamieniu zamarłym w materii,
zimnym, obojętnym, odległym jak księżyc.

Ona była inna lecz taka jak wszystkie.
Uwielbiała głaskać korę starych drzew.
Zaklęty szept wiatru, który ją dotykał,
słyszała w piosenkach o smutnej miłości.

Bosymi stopami wygładzała piasek,
a on kpił z jej pieszczot jak słodki Adonis,
który nie chciał spędzać czasu z Persefoną,
choć to czas nas spycha do królestwa zmarłych...

Ona nie umiała żyć w świecie iluzji,
a i śmierć i życie to fantazje nikłe.
W jej kontaktach z Ziemią snuła się nostalgia
za tym, czego nigdy nie widać zmysłami.

Ona była dziwna. Istniała, zniknęła.
Przebiegła przez życie jak kot przez mieszkanie.
Przemija się łatwo i odchodzi szybko,

w świecie, w którym rysa po nas nie zostanie.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 31 VIII 16

Autorem obrazów zamieszczonych w poście jest John William Waterhouse (1849 - 1917) – malarz brytyjski. Przedstawiciel neoklasycyzmu i prerafaelita, znany szczególnie z portretów kobiecych postaci mitycznych i literackich. Artysta, którego bardzo lubię i cenię za to, że po prostu był poetą pędzla i stworzył wiele przecudnych obrazów przedstawiających piękne kobiety.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy do mnie zaglądają. Życzę Wam dobrego, udanego Października, niech będzie ciepły, jasny i piękny! 
 

***Cytat w tytule postu: Phyllis Christine Cast, Bogini oceanu

piątek, września 27, 2024

A poem about autumnal unlove


 XxX

wrzesień. drzemią jeszcze złe jesienne demony.
poranny chłód wypełnia przestrzenie naszych zdeptanych serc.
bociany opuściły łąki. maki przekwitły, zstąpiły do piekieł.
granice lata bledną, zacierają się.

granice miłości wydłużają się jak cień późnym popołudniem.
tej drogi nie przejdziemy na skróty. możemy zabłądzić
w jej pokrętnych, zawiłych labiryntach, zanim dojdziemy
do celu, jakim jest bezpieczeństwo

tak trudne do osiągnięcia w jesieniach coraz krótszych relacji.
niebezpieczne związki wciąż kuszą podwyższonym poziomem endorfin.
ale czy warto wpadać w nie w chwili, gdy drzewa zrzucają
przyschnięte półmartwe liście?

może lepiej pomilczeć dopóty dopóki nie zleci ostatni?
może milczeniem powiemy najwięcej zanim słowa dojrzeją;
nabiorą barw, wypełnią się słodyczą mocy, żeby od nowa
opowiedzieć historię prawdziwego uczucia.

miłość wrześniowa, jesienna, dojrzała spadnie na nas jak kropla
ożywczego deszczu. przytuli, doda siły, energii, otuchy,
nim zły komornik - listopad - z trzaskiem zamknie powieki
nazbyt szczęśliwych dni.

będę do ciebie milczeć znacznie dłużej,
niż sobie życzy mały, zlękniony

 jesienny bóg.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 IX 16

wtorek, września 24, 2024

"Życie każdego człowieka jest baśnią napisaną przez Boga". ***

Dzień dobry moi Drodzy! 

        Dzisiaj przedstawiam Wam mój tekst poświęcony twórcy, którego kocham i uwielbiam od bardzo wielu lat tudzież od dzieciństwa! A że ostatnio ciągle o nim myślę w kontekście jego niezwykle skomplikowanej, trudnej a tym samym ciekawej osobowości - postanowiłam opublikować ten post. Mam nadzieję, że pozytywnie odczytacie mój wiersz i będziecie się delektować cytatami z listów, autobiografii i baśni tego wielkiego duńskiego artysty. Jego twórczość jest uniwersalna, trafia zarówno do dzieci jak i dorosłych, trafia w - praktycznie wszystkie - kręgi kulturowe, jest swego rodzaju fenomenem. W bonusie zostawię również mój wiersz z serii Poemaciki Naiwne, w którym wspominam duńskiego twórcę w lekki i niewyszukany sposób.

Zapraszam!

 


Antybaśń

W twoich bajkach nie było sielankowo, kolorowo i wiał bardzo
silny, zimowy wiatr a śmierć czaiła się tuż za rogiem po to,
by wziąć w objęcia wychudzone, zmarznięte ciałko w starych,
za wielkich ciuchach… albo pod postacią złej kobiety,
kazała układać lodowe puzzle i zamrażać serca.

Kompleksy były twoją domeną. Oswajałeś je,
chcąc się wybić, wyjść z biedy, zjednać sobie pięknych,
bogatych, wpływowych, zyskać rozgłos i sławę.
Do końca pamiętałeś, jak bezczelnie śmiały się z ciebie nieokrzesane
dzieciaki ze slumsów, jak kpiły z twojego wielkiego nosa,
dziewczęcych ust, chudości, wysokiego głosu i wyłupiastych oczu.

Nie potrafiłeś potem kochać, chociaż umiałeś się zachwycać,
upajać kobietami i mężczyznami, albo po prostu kreowałeś
ten osobliwy stan w listach, sztukach i egzaltowanych pamiętnikach.
Teraz miałbyś większe pole do spełniania się, zaprezentowania
aktorskich talentów i zrobiłbyś ze swojej brzydoty niewątpliwy atut.

Nie musiałbyś tak się miotać, tyle tworzyć. Byłbyś znanym influencerem,
youtuberem, blogerem, gwiazdą instagramu, teatru lub nawet kina.

Baśniopisanie i światowy rozgłos dla brzydkiego kaczątka,
to kwestia podobnego autolansu, jak wtedy gdy udawałeś księżniczkę
na ziarnku grochu, lecz dzisiaj miałbyś większą szansę na wypromowanie
swojej prawdziwej osobowości, byłbyś podziwianą i uwielbianą
drag queen albo utalentowanym laureatem The Voice of Denmark,

a wymyślanie przygnębiających baśni i bajek, zostawiłbyś biednym,
smutnym, nadwrażliwym i strasznie samotnym naiwniakom.

Prawda, Hans?

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 30 IX 19


*

 Posiadam szczególny talent do rozmyślania nad ponurą stroną życia, wyciągania z niej najgłębszej goryczy i smakowania jej; zbadawszy ją tak do cna, wiedziałem, jak najskuteczniej znęcać się nad sobą. 

*

Tak właśnie wiecznie młoda dusza ze swoim kwitnącym pięknem wychyla się zza starej maski baśni.

*

 Nieraz bowiem z bajkami jest tak jak z niektórymi ludźmi: z wiekiem wydają się nam milsi. 

*

Niech serce moje będzie sobie rozdarte! Wszakże motyl trzepoczący się na szpilce najpiękniej połyskuje! Rzeka, jeżeli kaskadą ze skał spada i w pianę się rozpryskuje, wydaje się tym piękniejsza! Takie jest przeznaczenie poety! Życie tylko krótkim marzeniem. 

*

 Znać samego siebie - to pierwszy krok do mądrości. 

*

 Światło mnie ozdabia – powiedziała stokrotka.
Ale powietrzem oddychasz – szepnął głos poety. 

Kiedy gwiazda spada, to dusza człowieka odlatuje z ziemi do nieba. 

*

 Właśnie z rzeczywistości rodzi się najdziwniejsza baśń w świecie. 

*

 Człowiek jest tak nędzną i lichą istotą, że nie warto ubiegać się o jego imię. 

*

Naprawdę wielkie szczęście spotkało nasz papier, gdyż napisano na nim rzeczy dobre i mądre. Jedna niewielka plamka atramentu nie popsuła znaczenia prześlicznych powieści i wierszy, których ludzie słuchali z zajęciem, a słuchając, stawali się rozumniejszymi i lepszymi, niż przedtem. Bo w słowach, napisanych na naszym papierze, kryło się błogosławieństwo i szczęście.  

*

Poezja to jest przecież to, co tak nierówno drukują zawsze u spodu w gazetach, a niekiedy wycinają potem nożyczkami. 

Skończyła się jej powieść, jak kończy się wszystko na świecie; nic nie może trwać wiecznie. 

Moje życie to piękna baśń - tak bogata i szczęśliwa.

*

 Zawsze dobrze być nie może. Czasem cierpieć trzeba, żeby się czegoś dowiedzieć na świecie. 

*

 O Joasi nigdy nie mówił nikomu, ale nie mógł zapomnieć o niej. I stara historia piernikowej pary dziwnie często snuła się przed nim. Zdawało mu się teraz, że ją rozumie lepiej. Chłopiec miał gorzki migdał zamiast serca, a czyż jego serce nie było też gorzkie? Źle mu było na świecie, nie mógł znaleźć kąta, gdzie by odpoczął spokojnie, gdzie by go nie ścigały wspomnienia i drzewa.

*

 naiwny wierszyk dla małych i dużych dzieci

"Życie to najbardziej zdumiewająca bajka".

Hans Christian Andersen

w dojrzałość wkroczyć pragną dzieci
dorośli zaś nie marzą wcale
a ja odpływam w światy baśni
do Calineczki wielu zalet

wspominam śnieżnego Bałwana
śliczną Stokrotkę ukochaną
gdy ojciec brał mnie na kolana
lub gdy czytałam razem z mamą

śni mi się zła Królowa Śniegu
której współczuję zimy w sercu
Mała Syrenka co na brzegu
się zakochała w pięknym księciu

zmęczona życiem odlatuję
w krainę czarów i fantazji
czuję że żyję gdy wiruję
w kaźni swej własnej wyobraźni

i myślę sobie jak tak czytam
te opowiastki ukochane
iż pan Andersen się nie mylił
gdy nam zostawił to przesłanie

że z wszystkich baśni na tym świecie
najlepszą oraz najciekawszą
jest nasze życie zwariowane

przy którym wszystkie gwiazdy gasną

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 2012

*


            Autorem cytatu w tytule postu oraz innych cytatów zawartych w tym wpisie, jest Hans Christian Andersen (1805 - 1875) - duński pisarz, dramatopisarz, poeta, rysownik i podróżnik, mistrz wycinania (jego prace przerobił Andy Warhol) który na całym świecie zasłynął jako autor baśni, z czego podobno wcale nie był zadowolony, ponieważ miał inne plany, większe ambicje (jego powieść pt. Improwizator była bardzo popularna w Europie XIX w., ale wcześniej stał się bardzo popularny jako autor wiersza o umierającym dziecku, pisanego z pozycji dziecka, co wtedy było prekursorskie).  Może dlatego, że był bardzo utalentowany,  jego teksty trafiają do dorosłych nawet bardziej niż do dzieci. Może jego emocje, plastyczność i obrazowość jego dzieł, są nam bliskie? 

            Poniżej przedstawiam Wam piękny obraz zaprzyjaźnionej z poetą polsko - duńskiej malarki Elisabeth Jerichau-Baumann (1819 - 1881) pt. Andersen czytający bajkę o Aniele dzieciom, przedstawiający dzieci malarki z Hansem.

        Mnie osobowość i twórczość Andersena fascynuje od wielu lat i chyba nigdy nie przestanie. Uwielbiam jego teksty! I absolutnie nie ma dla mnie znaczenia czy miał narcystyczne zaburzenie osobowości, czy był homo lub biseksualny, czy był masturbującym się prawiczkiem, bał się kobiet, miał fobię na punkcie czystości, panicznie bał się śmierci, był hipochondrykiem, dewotem - jak twierdzą jego biografowie (zresztą wymieniłam tutaj tylko małą część przypisywanych Andersenowi przywar, czasem zupełnie nieadekwatnych; bo np. nigdy nie uwierzę, że ktoś z DSM-IV: 301.81 pisałby tak bardzo empatyczne teksty - znam kilku narcyzów i wiem, że empatia to dla nich li tylko puste słowo). 

            To wszystko nie ma znaczenia, choć gdy się uważnie czyta jego dzieła - można wysnuć takie i jeszcze inne, bardziej wyrafinowane wnioski zwłaszcza, że nie od dziś wiadomo, że zawierają wiele wątków autobiograficznych. Sam autor często podkreślał, że jest brzydkim kaczątkiem...

            Dla mnie ten wysoki, smutny człowiek o wielkich pięknych oczach, wyprzedził swoją epokę o co najmniej 200 lat. I na tym polega jego fenomen czy wręcz geniusz. Dobre teksty można interpretować na wiele sposobów - tylko po co wchodzić z butami w intymność twórcy? To zawsze powinna być indywidualna, osobista sprawa, podobnie, jak indywidualną rzeczą jest odbiór sztuki. Dla mnie Mała Syrenka może być postacią homoerotyczną lub niebinarną, a dla kogoś innego niekoniecznie, dla dzieci zaś będzie po prostu syrenką. Czy wszystko musi być zdefiniowane, zaszufladkowane? Osobiście lubię metafory i niedomówienia, teksty pozwalające na własne interpretacje. I kocham Hansa, bo był po prostu ludzki, nieidealny, nieszablonowy, osobliwy. Był bardzo wrażliwym, inteligentnym i mądrym twórcą, jego baśnie nie są oczywiste, czarno - białe, nie ma w nich często standardowego podziału na dobro i zło. Szczerze polecam nowe polskie wydanie, nowe tłumaczenie baśni bezpośrednio z języka duńskiego przez Panią Bogusławę Sochańską (nasze wydanie z dzieciństwa było tłumaczone z niemieckiego czyli nie było tłumaczeniem oryginału), warto zatem zapoznać się z bliższymi oryginałowi tłumaczeniami, bo Andersen niewątpliwie zasługuje na to, by znać jego bogatą twórczość. 


            Z ciekawostek: 

* Lista Honorowa im. Hansa Christina Andersena to taka lista międzynarodowych dzieł, na której umieszczane są najlepsze i najpiękniejsze książki dla dzieci i młodzieży.

* Podobno Andersen pisał bardzo niedbale, nie używał interpunkcji i robił mnóstwo błędów, a jego teksty przez wiele lat redagował Edvard Collin, przyjaciel, któremu zadedykował Małą Syrenkę, gdy ten brał ślub i - podobno - którym był zafascynowany.

* Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci obchodzimy 2 kwietnia, w dzień urodzin Andersena.

           Autorem umieszczonych w poście ilustracji do baśni Andersena jest polski artysta Jan Marcin Szancer (1902 - 1973) - genialny grafik, wspaniały i niezapomniany ilustrator książek dla dzieci. 

 

niedziela, września 22, 2024

"Jesień przyszła, choć wcale jej nie chciałam".

  🍁Witajcie!🍁

        Przywitałam Was cytatem z piosenki, którą w duecie zaśpiewali Lidia Jazgar i Zbigniewa Wodecki i która jest autorską (tekst i muzyka) piosenką Pani Lidii. Zapraszam do posłuchania, bo tekst jest świetny!


    Dzisiaj - dokładnie o 14:43, Słońce opuści znak ziemskiej, zmiennej, letniej Panny i wkroczy do powietrznego, kardynalnego znaku Wagi. Będziemy zatem świadkami równonocy jesiennej i początku astronomicznej jesieni... 

    Ja od dzieciństwa mam z jesienią problem, a listopad zawsze przyprawia mnie o mdłości (chociaż zostałam poczęta w listopadzie z wielkiej miłości - tak twierdzili moi rodzice). Jestem letnia, urodziłam się w letni, gorący dzień i lubię ciepło, słońce, przyrodę w pełni rozkwitu... A jesienią jestem jak zmokła kura z deprechą!

    Przedstawiam Wam dzisiaj jeden z wielu jesiennych wierszy, które napisałam. Bo co trzeba tej jesieni przyznać to fakt, że potrafi inspirować do tworzenia, do sięgania po wszystkie możliwe środki przekazu.

    W poście znajdziecie też kilka cytatów o jesieni. Takich, pod którymi mogłabym się podpisać obiema rękoma. 

    Znając jednak życie i siebie - jesiennych postów w czasie tej jesieni będzie dużo więcej, bo cóż innego można robić w długie, jesienne wieczory? Można też śpiewać tę piosenkę poniżej w kilku wersjach językowych, ja lubię po angielsku w wykonaniu Erica Claptona i kocham po francusku w wykonaniu niezapomnianego, wielkiego artysty Yvesa Montanda...


     Lubicie jesień? Macie swoje ulubione wiersze, piosenki, cytaty? Podzielcie się nimi ze mną, DżoAną, która już dzisiaj myśli, jak przetrwać ten czas...

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSXuULamdFqFvItKEcBcvbdOFyv4f14X2K7dMqIgqRggf0jcvVz24jVlMT1r0HPBJHJYcQ&usqp=CAU

XxX

Obawia się jej nadejścia nagłego nieprzyjemnego dotyku
Zimnego jak ręce bezradne szukające schronienia przed
Emocjonalnym chłodem wyższością obojętną uprzejmością
Boi się że wkrótce stanie się niedostrzegalna przezroczysta jakby
Biegała w czapce niewidce zdana tylko na siebie

Ucieka w egzotyczne herbaty z cynamonem i lektury emanujące
Przesłodzoną pozytywną naiwnością na poziomie żłobka
A przecież wie i czuje że nie schowa się w ciepłą mysią norę
Ma pewność że zdmuchnie ją świszczący nieświeży
Oddech demonicznej wiedźmy której uroczy pseudonim
Czaruje i mami zapowiedzią latających cieniutkich niteczek
Delikatnych efemerycznych nietrwałych jak każde istnienie

Małe pajączki odlatują na fali jeszcze ciepłego wiatru
Ją oplatają siwo - sine lepkie pajęczyny zmarszczek
Ten kto nazwał tę przebiegłą hochsztaplerkę złotą Panią Jesienią
Albo był na odlotowym witkacowskim haju
Albo się naczytał durnych i bzdurnych nawiedzonych
Bajeczek o rzekomej potędze podświadomości

Jesienią życie znieczula się na śmierć

JoAnna Idzikowska - Kęsik,
Bolesławiec, 26 IX 18 

*

A wtedy wkracza wrzesień, ma granatowe oczy i senny uśmiech, Mona Lisa dwunastu miesięcy.

Barbara Piórkowska

We wrześniu zamykamy okna i drzwi do domu, wszelki ruch powoli ustaje. Słońce bardziej smaga niż smaży, ziemia bardziej gości niż pochłania. To czas gdy po letnich szaleństwach można zacząć łapać równowagę. Czasem przypomina to zejście ze statku, czasem gwałtowne lądowanie. Z tego właśnie powodu, jesień to szczególny czas dla osób wysoko wrażliwych. Jesień nie przynosi depresji, tylko zatrzymuje po letnim pędzie. Jeżeli spojrzysz na jesiennie wieczory tak jak się patrzy się na ciepły ręcznik po chłodnej i wyczerpującej kąpieli w oceanie, zrozumiesz ich potężną wartość.
 
                                                                          Joanna Flis
 

*

Wciąż panował upał, ale wyczuwało się już w nim zmęczenie biegacza na ostatniej prostej. Lato chwiało się niebezpiecznie na krawędzi września, gotowe w każdej chwili runąć w rozpłakaną jesień.

Anna Kańtoch

*

Przyrodę ogarnia jesień i jesiennie robi się we mnie i wokół mnie.

Johann W. Goethe

*

Kto widział zimę, wiosnę, lato i jesień, ten nie zobaczy już nic radykalnie nowego. Pory roku istnieją po to, by nigdy się nie znudzić, dlatego tak szybko o nich zapominamy. W krótkim czasie zacierają się rysy ostatniego sezonu i kolejna jesień będzie równie olśniewająca, co ostatnia.

Taras Prochaśko

*

 I zniknął maj. A potem był czerwiec i lipiec. I przyszła jesień. I nad uliczką ciągle przechodziły deszcze, krąg sceniczny obracał się z łoskotem, wypełniającym serce niejasnym niepokojem – i co dzień umierałem, aż znowu nadszedł maj.

Michaił Bułhakow

Jesienny deszcz kończy miłość i zaczyna jesień, a jesień kończy życie i zaczyna zimową śmierć.

Agnieszka Osiecka

*

 Przyszła jesień, płakać chce się, więdną liście...
Najpierw chrypka potem - grypka oczywiście.

----

Znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii smutny woal... 

 
Jeremi Przybora

*

No i leżę w środku tego września, w środku mojego kraju, w śpiworze, na deskach pachnących surową ropą prosto z kopalni i nasłuchuję, i wyobrażam sobie, co się dzieje po sadach, po ogrodach i lasach. Zatopiony w tym wszystkim, otumaniony z lekka, oczadziały od urody i rozpaczy ostatnich jasnych i ciepłych dni, zanim sczezną, zanim zatopi je mrok i chłód, zanim pomrzemy. Bo nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią. Nigdy nie jest piękniejsze i nigdy nie przychodzi łatwiej zgodzić się na śmierć niż w karnawale jesieni.

Andrzej Stasiuk

 wrzesień niesie niepokój
jesień jest lustrem
prawdą
którą trudno przeoczyć

Magdalena Podobińska

Żeby przestawić się na ciemną jesienną egzystencję, potrzeba czasu. 

Astrid Lindgren

*

 Powietrze poranka było słodkie i ostre. Jesienne. Stała przez moment. Oddychała głęboko. To było takie dziwne, że świat wciąż istniał, że liście spadały z drzew jakby nigdy nic, a trawa była mokra od deszczu. Szare ciężkie chmury znikały, a na horyzoncie pojawiło się jasnoniebieskie niebo. I pomyśleć, że na zewnątrz nic się nie zmieniło, podczas gdy ona w środku była martwa. 

Elsebeth Egholm

*

Jesień wpadła na scenę jak rozjuszony osiłek, nie bawiąc się w żadne ceregiele z pięknymi liśćmi i chłodnymi, rześkimi porankami. Grzmotnęła lato w twarz i puściła śnieg z deszczem już w połowie września. 

Jonathan Carroll 

*

Gorzko pachną samotną jesienią
te wieczory bez Ciebie umarłe,
kiedy marzę zaplątany w jesień,
kiedy serce mnie dławi pod gardłem. 

Krzysztof Kamil Baczyński

*

Gawrony bazgrały czarną kreską po fiołkowych obłokach jesieni.  

Virginia Woolf

*

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia
 
Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu
 
I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
 
Edward Stachura
 
*

 Będziemy się leczyli na jesień,
Na październik, listopad i grudzień,
Na wieczory i noce śród nagłych
Zalęknionych surowych przebudzeń.

Kazimierz Wierzyński 

 W zasnutym chmurami niebie ktoś powycinał ptaki. Jesień się starzeje. 

David Mitchell

 *
Wiosna - przyszłej jesieni wczesną jest jaskółką,
Jesień - zwiastuje wiosnę - i tak w kółko.
Będąż się tak przeplatać w kołowrocie bytu,
Jesienie rozczarowań z wiosnami zachwytu!

Tadeusz Kotarbiński


         Obrazy zamieszczone w poście znalazłam w Internecie i niestety, nie znam ich Autorów. 

    Życzę Wam udanego tygodnia - pierwszego tygodnia tej jesieni, która - mam nadzieję - będzie piękna, łagodna i łaskawa dla nas wszystkich.

Namaste!