Translate

sobota, marca 14, 2020

Spokój, Pokój i Dobro... czyli spontaniczne myśli o tym, co jest i będzie.

„Zwykliśmy wierzyć, że świat zewnętrzny jest prawdziwszy niż świat wewnętrzny. Według nowego modelu nauki jest dokładnie odwrotnie. Stwierdza on, iż to, co dzieje się wewnątrz nas stwarza rzeczy zewnętrzne”.

dr Joe Dispenza
Dzisiaj w tytule postu, zamiast cytatu, umieściłam zwykłe, proste pojęcia. Słowa tak bardzo pomijane, zapomniane, że prawie nikt już nie pamięta, co znaczą, mało kto zwraca na nie uwagę. Pojęcia, których wartość od dawna jest umniejszana. A przecież są one niesamowite. Franciszkańskie pozdrowienie - Pokój i Dobro - jest piękne i uniwersalne (dla mnie, ateistki), bo zawiera wszystko, czego tak naprawdę, tak do bólu,  potrzebuje człowiek... A spokój ratował mnóstwo ludzi z wielu opresji, gdyż panowanie nad emocjami, inteligencja emocjonalna, to wspaniała, przydatna cecha, pożądana bardziej niż inteligencja poznawcza.

A tymczasem na świecie dzieje się to, co się dzieje, nie będę wspierać negatywnej energii i wymieniać nazw, bo przecież wszyscy doskonale wiemy o co chodzi.
Myślę, że dzisiaj, tu i teraz, absolutnie nie jest ważne, skąd przyszło i skąd się wzięło i gdzie się pojawiło - nie osądzaj, a nie będziesz osądzany. Stało się, wydarzyło, jest i trzeba sobie z tym po prostu poradzić.

Jako ludzie myślący, mamy własne przemyślenia, pomysły, olśnienia. Możemy czytać tysiące artykułów, wypowiedzi, oglądać kolejne - też już chyba idące w tysiące - filmy na YT, śledzić wiadomości z kraju i ze świata, ale powinniśmy wyrobić sobie własne zdanie i wypracować prywatne reakcje na to, co jest nam dzisiaj dane i z czym musimy sobie poradzić.

Mówi się, że panowanie nad chwilą jest panowaniem nad życiem i ja się z tym zgadzam. Dlatego warto każdą chwilę życia wykorzystać jak najlepiej. Bo - nawet jeśli wierzymy czy przeczuwamy reinkarnację - to życie tutaj jest jedyne w swoim rodzaju i na ten moment najważniejsze. Dlatego warto je uszanować, ukoić, uspokoić i utulić.
Jak to zrobić? Z szacunkiem do siebie, swojego ciała, umysłu i duszy. Bo dopiero to trio stanowi całość. Dbając o ciało, umysł, duszę, dbamy o siebie w sposób holistyczny,  że tak powiem - globalny.

Jeśli wierzyć ezoterykom, bardzo ważna jest teraz czakra KORONY (sic!), która właśnie za samodzielne, indywidualne myślenie odpowiada, choć współpracuje z innymi czakrami naszego ciała. A to, jakie tworzymy myśli, niezwykle silnie wpływa na nasze ciało, na jego funkcjonowanie i reakcje. Złe myśli wpływają na naszą odporność, momentalnie ją obniżając. Wiele chorób bierze się ze złych, nieadekwatnych do sytuacji, negatywnych, czarnych myśli, ba, często tymi myślami, które są jak samospełniająca się przepowiednia, te choroby u siebie wywołujemy. Warto więc wzmacniać system immunologiczny, odporność, nie tylko zdrowym, kolorowym jedzeniem, ziołami, witaminami, suplementami, czystą wodą, ale też budującymi myślami, medytacją czy modlitwą (bo ona też jest rodzajem medytacji i ma wielką moc). Nie wolno pozwolić na to, aby ktoś nami manipulował poprzez sprytnie serwowane, kłamliwe informacje. Trzeba wierzyć sobie, wierzyć w siebie, w swoją intuicję, która zawsze nas dobrze poprowadzi, jeśli tylko dopuścimy ją do głosu, zaufamy jej.

Naprawdę warto być dobrej myśli, warto się wyciszać, nie iść ślepo za stadem, zacząć robić nawet za czarną, ale samodzielnie myślącą owcę, bo te mają charakter i siłę. Te nie zginą w stadzie. Podobno z prądem płyną śmieci - nie zaśmiecajmy więc własnego umysłu złymi energiami!

Warto być dobrym nie tylko dla siebie, ale najpierw właśnie dla siebie, bo wówczas można się nauczyć bycia dobrym dla innych. Wspomniałam o koronie, a przecież czakr jest siedem. Najważniejszą z nich jest czakra serca. Bo ono jest ważniejsze od mózgu. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał, że serce jest jedynym organem w naszym ciele, którego nie atakują nowotwory? Czyż zatem nie jest ważniejsze od mózgu, w sensie duchowym? Czyż to nie ono zawiaduje naszymi emocjami, które wpływają na nasze samopoczucie? Kiedyś czytał mi tato bajkę, w której zastanawiano się, jakie słowo jest najważniejsze na świecie i okazało się być nim właśnie serce. Czy nie byłoby pięknie, gdyby ludzie go słuchali, kierowali się nim i jego podszeptami?

Czasem myślę, że idzie wielkie nowe, globalne wyzwanie dla całej ludzkości, wyzwanie trudne, a nawet bardzo ciężkie. Takie, którego nie zna moje pokolenie pięćdziesięciolatków (myślę tu bardziej o tych na Zachodzie, bo my w Polsce lat dziewięćdziesiątych, wchodząc w dorosłość, mocno dostaliśmy po tyłkach), przyzwyczajonych do życia na pewnym poziomie, do konsumpcjonizmu, gromadzenia rzeczy i pieniędzy, pracoholizmu i - de facto - pogoni za niczym.

Idzie i nieuchronnie zbliża się wielkimi krokami egzamin z człowieczeństwa. Idzie czy nawet biegnie? Nadchodzi z wielu powodów, choćby dlatego, że się wszyscy zaplątaliśmy, zagubiliśmy gdzieś radość istnienia na tym świecie i na dodatek nauczyliśmy się bezkarnie pozbawiać jej innych ludzi i inne mądre, czujące istoty. A świat jest jeden dla wszystkich, o czym dobitnie przypomina nam aktualna sytuacja. Wszyscy jesteśmy równi, tacy sami wobec czasu i wieczności. Nie ma wyjątków, nie ma litości i to jest dobre. Mnóstwo razy już cytowałam, ale zacytuję enty raz niezwykle mądre słowa poety, Juliana Tuwima: "Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha".

Mam wrażenie, że Matka Ziemia akurat teraz, u progu wiosny, która wszystko budzi do życia, ale też jesieni, na drugiej półkuli, która to życie usypia, hamuje, pogrąża w letargu, usiłuje nam przekazać coś bardzo ważnego. Coś, co od dawna wszyscy przeczuwaliśmy: że już dłużej się nie da tak, jak jest... Że przegięliśmy jako kolektyw, że jesteśmy u progu katastrofy, jakiej zaznali legendarni Atlantydzi, bo Ziemia, jak pisał Miłosz: "nie jest snem, lecz żywym ciałem" . Bo każdy ma dość ucisku i nie jest w stanie dłużej znosić złego traktowania. Bo przelała się czara goryczy, a jej ostrzeżenia na nic się zdały, gdyż nic nie zrozumieliśmy. Niby myślący, a jakże bezmyślni, niepokorni w swojej nieuzasadnionej bucie...

W ciągu niespełna dwóch miesięcy, pojawiło się w necie mnóstwo wywodów, teorii spiskowych na temat obecnej sytuacji, a także bardzo lekceważących wpisów, memów i filmików w wykonaniu wielu tzw. znawców, jasnowidzów, astrologów, naukowców, coachów, wróżek, amatorów, pasjonatów i innych nauczycieli. Każdy ma prawo do swojego zdania, do publikowania w Sieci, ostatecznie wymiana myśli i poglądów jest ważna i pouczająca. Jednak nie wszystkim i nie we wszystko musimy wierzyć. Można poznać zdanie, opinie innych i po prostu wyrobić swoje własne. I tego się trzymać, rozumiejąc, że jako jednostki jesteśmy tożsami z wszechświatem, że wszystko jest połączone ze wszystkim, bo jesteśmy po prostu energią.

Moje zdanie jest takie, że uratuje nas spokój i dobro, empatia, wspieranie się, pomaganie sobie, współczucie, powrót do źródeł współbycia, do człowieczeństwa, do wyhamowania brania, a uruchomienia dawania, wsparcia, podtrzymywania na duchu, dzielenia się siłą, wiarą, nadzieją, pozytwną energią. I nie mam tu na myśli tylko spraw materialnych, mam tu na myśli również, a może przede wszystkim, sprawy duchowe. Myślę intensywnie od wielu miesięcy o naszej wrodzonej umiejętności i potrzebie czynieniu dobra, cokolwiek to znaczy. Wspaniały i pożądany byłby powrót do kobiecych, ciepłych, życzliwych energii, do kreowania rzeczy, które będą sprzyjały wszystkim, a nie tylko wąskiej grupie uprzywilejowanych. Mam na myśli ogólnoświatową sprawiedliwość, także dla naszych cudownych, mądrych, czujących braci - zwierząt. Mam na myśli autentyczną, a nie pozorowaną bliskość ludzi bliskich i zaufanie do reszty. Upadek nikomu niepotrzebnych religii i struktur społecznych, mądry podział dóbr. Tak... Kłania się utopijne "Imagine" Lennona, które zawsze gdzieś we mnie grało, ale myślę, że nie tylko we mnie, że jest nas dużo więcej, dostrzegających to, co jest, a co powinno być i kiedyś nastanie.
Nie przesadzam.

Ludzie będą zmuszeni poprzez to, co się dzieje i jeszcze długo będzie się działo w tym chińskim (sic!) roku metalowego szczura, do dokonania zmiany - chyba przede wszystkim na poziomie świadomości; indywidualnej i zbiorowej, co doprowadzi do wielkiej zmiany stylu i trybu życia na tej pięknej planecie.
Wiem to. Nie jestem Kasandrą, ale swoje wiem.
Myślę, że nadchodzą bardzo ciekawe, choć trudne czasy, a ten rok to tylko preludium. Ale nic to, bo - jak mawiał poeta ksiądz Jan Twardowski: "W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze - to niedobrze".

Wiecie, że od chyba dwóch lat z tego świata, zwłaszcza tu w Polsce, odchodzi mnóstwo ludzi? Więcej, niż się rodzi, niż odchodziło nawet w latach wojen? A odejdzie jeszcze więcej. Nie wykluczam, że ja również. Karma wraca, zbiera żniwo. Jednak wierzę w nas, ludzi, pomimo wszystko. Cud życia musi pozostać i musi pozostać to, o czym pisał mój ukochany Norwid, czyli "poezja i dobroć".

Nie będzie łatwo przez najbliższe dni, miesiące, a nawet lata. Będzie się wiele działo, jednak wierzę, że wspólnie odrobimy tę lekcję, choć nie będzie to zwykła klasówka, tylko duży sprawdzian dla naszego gatunku, a Szekspirowskie "To be or not to be" nabierze nowego znaczenia...

Nie należy się bać, strach jest naszym wrogiem i nie mówię tu o tym pierwotnym, ale tym wyuczonym, nawykowym wręcz. Warto przypomnieć sobie piękne słowa "Desideraty", bo spokój, wewnętrzna siła, poczciwość, wyrozumiałość, empatia i współczucie na pewno nas uratują. Nastanie epoka serca, którą wieszczył Mickiewicz ponadczasową radą: "Miej serce i patrzaj w serce", ale zanim przyjdzie długo zapowiadana Era Wodnika, podejrzewam, że nam przyjdzie zrozumieć słowa Milosza: "Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna".

Pamiętajmy, że po każdej nocy nastaje dzień, a po każdym kryzysie nadchodzi prosperita, czas nowych wartości, a jak mawiał Joseph W. Krutch: "Za każdym razem, kiedy rodzi się nowa wartość, istnienie nabiera nowego znaczenia". 

I pamiętajmy również o ogrodach... Jonasz Kofta i inni wielcy poeci, wiedzieli doskonale, że stamtąd przyszliśmy i tam przyjdzie nam wrócić... Miejmy nadzieję, że w pięknym stylu!

*gify z netu, z baśni Disneya pt. Moana
**piszę ten post czterdzieści lat po odejściu ulubionej piosenkarki mojego taty, Anny Jantar, więc moja ulubiona jej piosenka, myślę - pasująca do postu i obecnej sytuacji TUTAJ

niedziela, marca 08, 2020

"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez". ***


Róża i Książę

"Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".
Antoine de Saint-Exupéry

Nieważne, że ją zostawiłeś na pastwę
szklanego klosza, pod którym
niemal się udusiła,
samotności i zdrad, przez które
prawie odeszła od zmysłów?

Cóż z tego, że spełniłeś siebie:
zajrzałeś w oczy ciał niebieskich,
poznałeś mnóstwo tajemnic, skoro
nie zrozumiałeś, jak wiele trzeba przejść,
aby umieć wrócić o zachodzie słońca.

Nie oswoiłeś jej.
Wtargnąłeś w niespokojną, wrażliwą
duszę i artystyczny umysł.
Ciągle czekała, wyczekiwała
kochając pomimo wszystko,
a świat jej łez na zawsze
pozostał nieodgadniony,
rozedrgany i zbyt emocjonalny.

Smutny, pełen żalu pamiętnik,
skrzętnie ukryła przed światem,
doskonale zdając sobie sprawę,
że dorośli nie patrzą sercem, nie potrafią
dostrzec obłych słoni w płaskich wężach
i rzadko rozumieją coś więcej,
niż tylko banalnie przyziemną mutację cyfr.

Dzieciom zaś, nie wolno serwować
powiastek zbyt wybujałych erotycznie.

jik, 8 III 20

*Gify z netu, a na ostatnim zdjęciu Antoine i Consuelo de Saint - Exupery, autor sławnego "Małego Księcia" i jego żona, która napisała wydany w roku 2000 "Pamiętnik Róży" - obie lektury warte polecenia.
***Cytat w tytule postu, A. de Saint - Exupery, Mały Książę

sobota, marca 07, 2020

"Jestem kobietą: wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie". ***


dychotomia

"Mity, legendy, magia - to wszystko prawda". - Jennifer Estep


żal mi Ewy w sobie. wciąż słyszy syk węży, węszy podstęp,
ciągle ulega zachciankom, czuje się przytłoczona, zdominowana,
zmuszana do pełnienia roli posłusznej, dobrej żony i matki,
mimo, że nie chce nawet myśleć o dzieciach, chce zrobić
 coś innego, niestandardowego, popełniać gafy i głupstwa.

lubię Isztar. schodzę z nią do podziemi, do najwyższych
stref magii i wtajemniczenia. czuję się spełniona, niezależna.
to ja wybieram, dyktuję warunki, mam siłę sprawczą.
noce i dnie kreuję tak, by niebo chroniło moje pomysły,
aby słowa wybiegały znacznie dalej, niż sięga wyobraźnia.

cień Izydy, jej oddech w moich piersiach, pozwala mi
czarować, ożywiać nieożywione. patrzeć w słońce jak
w dobrego ojca, wierzyć, że śmierć to lekkie przejście
usłane różami, o zapachu milszym niż najsłodszy miód,
mieć nadzieję, że wszystko ma swoje miejsce, czas i sens.

Pallas Atena bywa przy mnie rzadziej, niż bym chciała.
Hekate niekiedy zsyła na mnie łaskę jasnego światła.
Demeter czasami rysuje na mojej twarzy swój autoportret.
Persefona przytula moje wiosny, Eurydyka wciąż ucieka,
labilna Afrodyta obsypuje kwiatami, a potem kradnie miłość życia.

więc chyba najbliżej mi do Lilith. ta przyjaźń jest pierwotna
jak instynkt. z nią przechodzę nie tylko przez morza i oceany,
ale przede wszystkim przez własne emocje - o wiele żywsze,
ciekawsze, barwniejsze i prawdziwsze niż wszystkie mity świata.

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 III 20

*
Cytaty na dziś i na zawsze:
 
 Za każdym razem, kiedy kobieta rywalizuje z inną kobietą poniża samą siebie.
 
Sherry Argov 

*
 Porównania oraz zwierzenia - oto co robią kobiety. Różnica między nimi wynika - jak myślę z tego, po co to robimy. Czy po to, by się utwierdzić w krzepiącym przekonaniu, że nasze własne życie wcale nie odbiega tak bardzo od normy? Czy też po to, by rywalizować z innymi i przy okazji cudzych porażek upajać się swoją wyższością?
 
Emily Giffin 
* 

Moim blogowym Znajomym Kobietkom, życzę spełnienia w każdej dziedzinie życia! Bądźcie silne, nie poddawajcie się, wspierajcie inne kobiety! 
 
 
*** Cytat w tytule postu, Jacek Cygan
*Obrazy: Dante G. Rossetti, Lady Lilith; Frederick Leighton, Powrót Persefony; Howard David Johnson, Athena, Evelyn De Morgan, Lady Flora
 

sobota, lutego 29, 2020

Historia lubi powtórki z rozrywki


***
Rok przestępny luty plus
Zła energia wisi wokół planet
Roznosi wirusy wzmaga panikę
Nachalnie agresywna ekspansja mediów
Wymaga jedynie taktownego milczenia


Metalowe chińskie szczury
Nie wywołują dżumy jak dawniej
Działają teraz wyjątkowo podstępnie
Leniwy pomysłodawca na górze
Jak zwykle ucieka przed odpowiedzialnością
Udając aspołecznego wycofanego autystę

Dokąd zmierzasz Matko Ziemio
Chcesz wyrównać wartości bo tracisz grunt
Pragniesz pobiegać w nowych butach
Zbadać impulsy obalić patriarchat
Wzniecić nową i piękną Erę Wodnika

Czy zdziesiątkować zakałę ewolucji w postaci
Homogłupiens tego pasożyta wywołującego
Śmiertelne choroby wampira wysysającego
Twoje życiodajne soki pozbawiającego cię
pozytywnej zdrowej energii

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 II 20
*obraz z internetu, nie znam Autora

piątek, lutego 28, 2020

"wszędzie tam gdzie cię nie ma / jest mi ciebie za dużo" ***

 sceneria

"- Choroby przewlekłe?
- Tylko miłość:
dwa razy po półtora roku..."

Jarosław Borszewicz, U psychoanalityka (3)

krajobraz po miłości nawet niedojrzałej
tej co trwała niedługo i była zbyt namiętna
jest tak samo zgaszony jak pejzaż po wierszach
których natchniony autor nie był w stanie dogonić

 jest niczym porzucona zgorzkniała kobieta
której łzy rzeźbią zmarszczki i która nie ma siły 
wykonać na swojej twarzy pięknego autoportretu
żeby perfekcją kredek oszukiwać metrykę

przestrzeń po namiętności pierwszej drugiej
dziesiątej zawsze jest chaotyczna i boli
jak tęsknota narastająca z czasem 
bo czas tylko podsyca niedostatek bliskości
i nigdy nie uleczy nawet najmniejszej rany

widok po intymności
kicz przereklamowany



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 28 II 20

***cytat w tytule postu, Jarosław Borszewicz, Rozmowa z Nieobecną
*zdjęcia z internetu, nie znam autorów

niedziela, lutego 23, 2020

"Ludzie bez wad łączą narcystyczny instynkt samozachowawczy z poczuciem wyższości moralnej". ***



przerwana lekcja sztuki
 

ten szpakowaty mężczyzna który ma duże
niebieskie oczy nigdy nie patrzył na ciebie
z podziwem ani tym bardziej z miłością
nie byłaś słodkim przedmiotem pożądania
drogim obrazem chociaż długo chytrze obserwował
z daleka beznamiętnie układał plan działania
kalkulował wypisywał plusy szacował zyski
z przebiegłością i wyrachowaniem rozegrał
wstępną fazę relacji nie wziął cię na pierwszej
ani na drugiej randce na trzeciej wspomniał o ślubie
żeby uśpić twoją czujność i swoją dwulicowość
 
zainwestował w złoty pierścionek 
w małej kapliczce przysięgał miłość po kres
i kiedy już miał cię całą z umysłem i duszą włącznie
stwierdził że czas zakochania adoracji i zalotów minął
przestał się starać zaczął ignorować ranić poniżać
 
teraz ucieka unika spojrzeń w oczy nie odzywa się
traktuje cię jak podróbę kopię beznadziejnej jakości
i nie czuje się winny bo jest koneserem miłości własnej
z premedytacją podkopuje twoje poczucie własnej wartości
dobitnie dając ci do zrozumienia 
że jesteś falsyfikatem inteligentnej pięknej kobiety

a ty naiwna niezbyt pilna uczennica dopiero niedawno
zdałaś sobie sprawę ze swojej nikłej wiedzy
z zakresu sztuk plastycznych w których
niebieski jest barwą bezwzględnie zimną
niebo jest jedynie odległą metaforą
a wielki błękit słonej jak łzy wody
zawłaszcza oddech w bezkresach 
dogłębnej samotności
 

JoAnna Idzikowska – Kęsik, 23 II 20


***Cytat w tytule postu, Dennis Lehane
*Gify z netu

sobota, lutego 22, 2020

Do Frau Be!!!

Kobieto!
Możesz usuwać blog, możesz milczeć, możesz uciec i się schować, a ja i tak będę z Tobą, będę o Tobie myśleć, będę Cię w tych myślach wspierać.
Mam ochotę kląć jak dwóch szewców w jednym momencie, bo płaczę i nie mogę tego powstrzymać.
Mam na Ciebie w tej chwili wkurwa totalnego, ale wiem, że nie mogłaś inaczej.
I tak jesteś mi bliska, jak siostra, której nigdy nie miałam.
I - co byś nie zrobiła - będę tu, będę na mailu, Messengerze,WhatsAppie i telefonie, będę CZEKAĆ.
I proszę - wróć.
Ja też milion razy chciałam skasować ten blog, uciec, schować się, zaszyć, płakać, do nikogo się nie odzywać.
Też mam chwile, kiedy jest mi gorzej, niż źle, kiedy się czuję jak rozdeptany robak, jak intelektualne gówno. I nie jestem tak zdolna ani tak bardzo pracowita, jak Ty, nie piszę tak dużo i tak dobrze... I dlatego, cholera, nie mogę nie płakać, że skasowałaś tak świetny, tak poczytny, uwielbiany przez wielu blog, tyle mrówczej pracy!
Brakuje mi słów.
Brakuje mi siły.
Zaraz też puszczę z dymem to miejsce w sieci, skoro nie ma tu Ciebie! Kurczę, no, mogłaś schować swój blog, zrobić siebie jego jedynym, godnym czytelnikiem, a nie go usuwać!!!
Dlaczego mądre kobiety robią takie głupie rzeczy?
Wróć, kiedy będziesz mogła.
Po prostu i zwyczajnie wróć.
Bo wiem, że już były dwa blogi, więc: do trzech razy sztuka.
I to Ci mówię ja - chaotyczna neurotyczka, kiepska poetka i życiowa łazęga, która Cię kocha...

czwartek, lutego 20, 2020

"Wiosna nie zna różnic wieku - każdy wydaje się młody i radosny".***

 przedsionek

już nic nie mów obserwuj
nie musisz malować
mojego świata ani na żółto
ani tym bardziej na niebiesko
niebawem zabarwi się sam

weź mnie za rękę
chłodną jak uśmiech zimowej pani
pójdźmy poszukać bursztynów
słonecznych kropelek wieczności
wypluwanych przez morze
na szaro - burą plażę

popatrz 
mewy tańczą w powietrzu
hałasują przekrzykują zefiry
Posejdon nie straszy sztormami
 fale z pietyzmem wygładzają piasek
natura przygotowuje się na powrót
 wszechobecnego szmaragdu

nie musisz mnie kochać
wiosna malachitową przestrzenią
ukoi wszystkie niepożądane stany
stłumi wyciszy negatywne emocje
 w seledynowych baletkach wkroczy
w migoczące przedsionki
naszych złamanych serc

odrodzi się nadzieja
na delikatność czułość
i ciepło

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 20 II 20
***cytat w tytule postu, Lucy Maud Montgomery
*fotografie własne, ferie'2020, Gdynia

piątek, stycznia 31, 2020

Makowość...

 Jak makiem zakwitł

Cisza. Makowa Panienka uciekła w siebie.
Nie pomogły prośby i groźby kolorowych rusałek.
Na nic zdały się szepty i krzyki kapryśnej weny.
Rozsypała na grobie rodziców makowe ziarenka
i cierpliwie czeka na Imbolc*. 

Cisza. Makowa Panienka uwielbia spać.
Lubi podróżować po makowych łąkach,
smaganych lekkim, ciepłym wiatrem,
 pachnącym wolnością, zwłaszcza wtedy, 
gdy jest zmęczona, rozczarowana matrixem.

Cisza. Makowa Panienka skropiła się Opium.
Otulona zapachem czuje się zrelaksowana i bezpieczna.
 Wróci, gdy tylko wymyśli najpiękniejszy makowy wiersz.
 On jest w niej, istnieje, przenika ciszę jak makiem spisał 
i wkrótce się objawi piorunującym
efektem motyla. 


*Imbolc to stare celtyckie święto światła, obchodzone 1 lutego, poświęcone bogini Brigid, która patronowała wiośnie, poezji, lecznictwu i rzemiosłu.
jik 
 **autorką zdjęć jest moja przyjaciółka, Basia Wawrzyniak

niedziela, stycznia 26, 2020

Twórcza niemoc i inne zjawiska emocjonalne. ;)


Osiem lat minęło 22 stycznia czyli cztery dni temu. Moich osiem lat w tym skrawku Sieci. Przebiegło nie wiem kiedy, szybko, coraz szybciej, bo ostatnio mam wrażenie, że czas przyspieszył na maksa, że już mnie po prostu goni, bawi się ze mną w ciuciubabkę, pokazuje mi, gdzie moje miejsce. Wiem, wieczność cierpliwa jest, a ja wciąż się uczę cierpliwego patrzenia czasowi w oczy.
Osiem to liczba, która towarzyszy mi w wielu ezoterycznych aspektach życia: jestem ósemką z dnia urodzenia i z miesiąca (26 VIII), mam osiem kolczyków w uszach i lubię nieskończoność, czyli odwróconą ósemkę. Lubię też kreślić w powietrzu tzw. leniwe ósemki, to mi pomaga w koncentracji.
Dzisiejszy dzień to też ósemka: 2+6. :)
Ponad osiem lat bawię się w bloggerkę z różnym skutkiem. Ale wciąż się bawię i nic mnie w tym nie powstrzyma, nawet - a może przede wszystkim - szantażyki w stylu: "nie piszesz długo, już nie będę czytać twojego bloga". Wolna wola. Rób, co chcesz, nie czytaj, nie komentuj i wcale nie musisz mi tego mówić, bo mało mnie to wzrusza i niewiele obchodzi. Nie jesteśmy w przedszkolu.
Osiem lat w miarę regularnego pisania wierszy, choć bywały przestoje, które uważam za zdrowe objawy. Wręcz konieczne w każdej twórczości. Bo naprawdę lepiej jest milczeć, niż pisać coś na siłę, albo - nie daj boginko - pod publiczkę, dla czyjejś satysfakcji.
Osób, które szukają sensacji, które karmią się czyimiś niepowodzeniami, nie brakuje nigdzie. Person, które szpiegują w necie - również: bo może ma jednak ten romans, bo lepiej zaproszę do znajomych jej najlepszą przyjaciółkę, skoro ją wyrzuciłam, a może ten, z którym niby tylko się przyjaźni, przestanie w końcu jej komentować, zerwą, pokłócą się, zablokują? I takie tam typowo ludzkie, przewidywalne zachowania. Nieco żenujące, ale cóż - każdy orze, jak może. Ja to toleruję. Niezbyt rozumiem, ale toleruję i modlę się do rzekomo wrednej, upiornej Lilith, żeby nie stać się kiedyś takim znudzonym szpiegunem, bez własnego życia, bez pasji, bez swojej przestrzeni, refleksji,  medytacji... Udawać przyjaciela, wkradać się w czyjeś łaski, a potem obgadywać, gdzie tylko się da, podglądać, snuć wizje nikomu i niczemu niepotrzebne do szczęścia, karmić się niczym, zabijać nudę bzdurami? Można i tak, wiadomo, ale daleko ode mnie.
Osiem to bardzo dobra liczba. Bardzo lubię francuski film pt. Osiem kobiet i wolę być jedną z nich, niż obcym, ósmym pasażerem Nostromo. ;-)
Wkrótce wrócę do pisania bloga i wierszy i innych wynurzek na pewno i na sto procent. Ale muszę mieć czas na reset. Muszę pobyć w sobie, w swoim świecie: niemałym, bo poszerzanym codziennie nowymi wyobrażeniami, ale na pewno bardzo intymnym.
Nie poganiam weny, nie piszę na siłę, nigdy tego nie robię. Jedyne rzeczy, które piszę pod presją, to papiery do pracy pisane z obowiązku. Jestem sobą zawsze, czy to się komuś podoba, czy nie. A naprawdę - jak się komuś nie podoba, to mnie to nie obchodzi - bo to li tylko jego sprawa.
Bywam bardzo zmęczona i przygnębiona tym, co się dzieje na świecie. Natłokiem niedobrych, czasem sztucznie napędzanych informacji. Bywam zmęczona pracą i studiami, domowymi obowiązkami, codziennością.  Ale radzę sobie z tym wszystkim, ogarniam. A jak już naprawdę czuję, że nie wchłonę, wtedy uciekam w siebie, w swoją - i tylko swoją - prywatność. A ta, jak mawiał jeden z moich ulubionych pisarzy, Milan Kundera, jest rzeczą świętą. Dla mnie najświętszą w kosmicznym wirze...
I mogę sobie pisać publiczne posty tu i tam, ale i tak są to skrawki, strzępki informacji o mnie i nikomu nic do tego, bo to ja kreuję swoje życie. Udane, pełne pasji, pełne emocji, uczuć. Moje. I moich najbliższych. Mój azyl to ciepły, cichy dom pełen książek, czułych słów, wielu płyt, dobrego, wegańskiego jedzenia, pięknych filiżanek, biżuterii z bursztynem i szczęśliwych, przekochanych zwierzaczków. Pełen kwiatów, kolorów, z kominkiem i dobrą, pozytywną energią, gdzie nie traci się czasu na obgadywanie innych, na bezproduktywne gapienie się w necie na profile byłych znajomych i inne tego typu słabe rozrywki. Dom, w którym wszyscy się szanują, rozmawiają ze sobą, ufają sobie, pomagają sobie nawzajem, a jak coś boli - mówią wprost, bez sztucznego miodu.
Ludzie byli w moim życiu - błogosławię to - odeszli, poszli swoją ścieżką - szanuję i nie wracam do tego. Każdy z nas jest tak naprawdę sam. Sam ze sobą i jest jedyną osobą, z którą przeżyje całe swoje życie. Każdy jest we własnym świecie, a goście raz są, a raz ich nie ma. Jedni przychodzą na długo, inni to aktorzy drugiego planu, jednoaktówki, epizody, tła...
Lepiej jest milczeć i w tym czasie rozwijać swoje zainteresowania, pasje, czytać utwory lepszych i mądrzejszych od siebie, niż wkradać się w łaski cudzych przyjaciół i słodzić im do bólu, sorry, do wyrzygania wręcz. Lepiej jest zamknąć się w sobie, niż otwierać na fałszywe, płytkie znajomości. Na ludzi, którzy tak naprawdę mają niewiele do powiedzenia. Zawsze unikałam słodyczy. W szóstej klasie odstawiłam cukier, bo bałam się, że popsują mi się zęby i nie lubię go do dziś - w żadnej postaci, zwłaszcza fałszywego, sztucznego słodziku. Mam grono sprawdzonych, prawdziwych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć - z wzajemnością, a to jest bezcenne. Intuicyjnie nie lubię i uciekam od tych, którzy wiecznie słodzą, wykrzykują ochy i achy zachwytu po to, aby później, gdy coś zadzieje się nie po ich myśli, jednym kliknięciem się ich wyprzeć lub jednym słowem wszystko przekreślić. Niech więc praktykują sobie ten typ międzyludzkich kontaktów beze mnie. Ja byłam, jestem i będę sobą, wpuszczam do swojego grona ludzi nadających na podobnych falach.
Najlepiej jest robić swoje, w zgodzie z sobą, nikomu nie szkodząc, a zamknięte rozdziały oddawać nicości, z której przyszły i do której wróciły. Życie mamy jedno, szanujmy je i siebie. Bo to nasze uczucia są tutaj najważniejsze: wyczuwam fałsz - uciekam gdzie rośnie nie tylko pieprz, ale też papryczka chili. A intuicję mam wiedźmowatą i - naprawdę - ludzi wyczuwam na odległość. I zawsze mam dystans do tego typu osób nawet, gdy z nimi rozmawiam, choć - szczerze mówiąc - wolę być ścianą, wolę milczeć. I nigdy, przenigdy nie otwieram się przed nimi tak, jak to potrafię przy bliskich, zaufanych, kochanych.
Niektórzy mówią, że jestem niedostępna i dumna, ale to nie jest prawda. Jestem ostrożna zawsze, gdy intuicja mówi mi: spokojnie, DżoAno, przyjrzyj się temu uważniej. Wtedy się przyglądam i wyciągam wnioski i bardzo rzadko się mylę.
Jakieś dwa tygodnie temu pewna dziewczynka z siódmej klasy, powiedziała mi coś, co bardzo mnie wzruszyło, wbiło mnie w fotel. Coś o czym długo myślałam i zastanawiałam się o co jej chodziło: "Jak tylko panią zobaczyłam, od razu panią polubiłam, bo ma pani niesamowitą, purpurowo - fioletową aurę". Poczytałam o aurze. Uniosłam się kilka milimetrów nad ziemię. :)
Pozdrawiam mocno i bardzo serdecznie tych, którzy są ze mną pomimo wszystko. Życzę spełnienia i dużo miłości. Na koniec zacytuję tekst bardzo mądrej kobiety, Katarzyny Nosowskiej z piosenki, którą uwielbiam:

"życzymy sobie i wam by nas było stać na święty spokój
szczęścia ile się da, miłości w bród, mądrych ludzi wokół".
 

Do miłego niebawem!

*Obrazy z internetu, nie znam autorów