Translate

czwartek, grudnia 10, 2015

A u mnie deską zabity świat...


Sługa boży,  Mistrz  Ildefons (na zdjęciu autorstwa Benedykta Jerzego Dorysa  powyżej)lata gdzieś po chmurkach od sześćdziesięciu dwóch lat, a jakże aktualne są jego teksty...
Nadal inspiruje, uczy, bawi.
LUBIĘ TO!

❤ 

List noworoczny do ludzi z wiosek i z małych miast 

 Inspektorowi oświatowemu. Teodorowi Filipczukowi ze Starogardu



 Moi drodzy, ja dobrze wiem,
jak to jest u was:
Przemija dzień i nowy dzień
mgłą się zasnuwa,

a gdy zasnuje się, noc znów
schodzi do sieni -
i dłubie z nudów senny nów
w szparach okiennic -

i tak jest mało lepszych chwil:
Nudno i krzywo -
chyba że tam, gdzie świeci szyld:
WÓDKA i PIWO.

A w wielkich miastach ajajaj!
sława i słońce,
bez przerwy Szopen, Bach i Haydn,
bez końca koncert;

pianista pierze bieliznę swą
w chemicznej pralni
i wszyscy tacy śliczni są
i kulturalni.

A u was deską zabity świat,
głuchy i niemy.
To nic. Za rok, za parę lat
odbijemy.

Kultura to nie żaden cud,
lecz zwykła świeczka,
to tych spod serca parę nut,
ludzkość serdeczna.

Że trudno? Hm. To nic. To nic.
Grunt to nadzieja.
Więc zamiast znaczka na ten list
serce naklejam.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1947

❤ 



❤ 


O Gałczyńskim pisało wielu. Zacznę od Juliana Tuwima, bo on umarł 21 dni po K.I.:

Ciężkie i smutne miałem dni: śmierć Gałczyńskiego wstrząsnęła mną do głębi. Długa, nawet nieustająca będzie żałoba każdego poety polskiego po tym Wielkim Czarodzieju. 

(14 XII 1953)
❤ 

Hołdy


A cóż to za makabryczna kolejka? 
Kto do cienia z hołdami się tłoczy? 
Dobrze, Cieniu, że masz martwe oczy, 
Jeszcze lepiej, że i usta twoje 
Śmierć wieczystym zamknęła spokojem, 
Miłosierna Śmierć Dobrodziejka. 
A najlepiej, że już nie masz siły… 


Julian Tuwim, grudzień 1953
❤ 
❤ 

Pamięci K. I. Gałczyńskiego


Poeto grecko-cygański
w dorożce zaczarowanej,
koniec Twej pieśni bezpańskiej,
kochanej.


Jakaż nad Tobą Niobe
płacze rzewna?
I my płaczemy po Tobie,
i skrzypka śpiewna.


Możeś Wieżą Mariacką
aż tam odszedł,
gdzie się słowno-drewniane cacka
składa za Stwoszem?


Ach, żal, Konstanty, żal mi
figlów Twoich i pieśni,
że się już nic nie rozpsalmi,
nawet nie prześni,


ale którejś nocy grudniowej,
gdy lata miną,
oratorium zagrzmi Bachowe
i łzy popłyną.


A wtedy skrzypka Twa, skrzypka,
którą dałeś Józiowi,
jak meteor nadleci, szybka,
znów się rozsłowi.



Władysław Broniewski

❤ 

❤ 

Gałczyński


Pokazałeś w wesołej herezji
Przez swe fraszki fiołkowe i gęsie,
Ile jest nonsensu w poezji
I ile poezji w nonsensie.


Leopold Staff

❤ 

❤ 

Na odejście poety



Spadają łzy i ptaki
gwiazdy i śniegi
jabłka i deszcze
gromy i cisze


Lecąc
potknąłeś się o srebrny pień
grudniowej nocy
i spadasz
coraz prędzej jaśniej
Oczy dłonią przysłaniam
lecz nic już nie widzę


A tam czekają na Ciebie
Muzy
dziewczynki grzeczne z kokardami
z pierwszego oddziału
wiejskiej szkoły


Biorą Cię za ręce
które upuściły pióro
i prowadzą dalej
boś jeszcze słaby
jeszcze boli ludzkie
biedne serce


Ty im opowiadasz
nienapisane
milczące jak kwiaty
wiersze.



Tadeusz Różewicz

❤ 
❤ 
Przyczyny jego związku z prawicą trzeba szukać w jego politycznych upodobaniach. Delta, bufon i trubadur, nie był pozbawiony profesjonalnych zasad. Swoją profesję poety traktował z szacunkiem — ten szacunek nie rozciągał się jednak na to, o czym pisał i co głosił. Jak i dla kogo — to było ważne. Do ezoterycznych szkół literackich, którymi interesowało się jedynie małe grono smakoszów, odnosił się z pogardą. Poetów, których wiersze były zrozumiałe tylko dla nielicznych intelektualistów, wyśmiewał. Samotne rozmyślania z piórem w ręku w czterech ścianach pokoju, bez nadziei znalezienia czytelników, nie było dla niego. Lutnia w ręku i tłum wielbicieli — oto czego pragnął, jak pragnęli dawni pieśniarze i poeci. Trudno o lepszy przykład pisarza buntującego się przeciwko izolacji intelektualisty w dwudziestym wieku niż Delta. 

Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, 1953

❤ 


❤ 

Ja, który kiedyś tak lekceważyłem poezję K.I. Gałczyńskiego, powiem, że byłem trochę młodszy i zdanie o Gałczyńskim miałem wyrobione nie własne, tylko szedłem za nowoczesną wtedy modą, że jest to wszystko taka poezyjka bez głębokości i dna, powierzchnia wody złocona od nawrzucanych paciorków i świecideł. Byłem wtedy bardzo młodszy. Mogę to powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy. Teraz wypowiadam się, że poezja Gałczyńskiego to jest […] Wielka góra. Mówię to swobodnie i śmiało, z przekonaniem głębokim, chociaż sam inne mam w poezji widoki. […]

Dzisiaj jeszcze czytałem wiersze K.I. Gałczyńskiego. Piękne są to wiersze, a niektóre zachwycające. […]

I tak, jak przedtem bardzo wiele, tak teraz prawie żadne słowo mnie tam nie razi. Zrozumiałem, że to jest taka poezja. Że są różne poezje. To znaczy poezja jest jedna, ale są różne szczyty gór. I nie o to chodzi, który wyższy jest, który niższy, bo na tych wysokościach to się już nie liczy. Tylko co komu się podoba, co komu bardziej odpowiada. Mnie też bardziej odpowiada inna poezja. Ale nie mogę być ślepy albo małowzroczny. Muszę oddać sprawiedliwość.

Edward Stachura

❤ 
❤ 
Chciałbym 


Chciałbym mieć 
Taką sieć 
By w nią wpleść 
Życia treść 
By nią kraść księżycowe światło 
Albo róż 
Rannych zórz 
Taką sieć 
Chciałbym mieć 
By w nią wpaść i nie wypaść łatwo. 

Chciałbym trwać 
Żeby znać 
Zapach łąk 
Czułość rąk 
W ustach mieć kosmyk twoich włosów 
Dłonie spleść 
Oczy wznieść 
Zapaść hen 
W piękny sen 
Pośród traw i rozkwitłych wrzosów 

Być w siódmym niebie 
Czuwać kiedy licho śpi 
Nucić dla ciebie 
Pisać pieśni jak K.I. 

Chciałbym dać ci 
Jasne sny 
Ranne mgły 
Wonne bzy 
Nocne ćmy ptaki i zwierzęta 
Letni sad 
Świat bez wad 
Stary płot 
Ptasi lot 
Wszystko co pamięć zapamięta 

W pustych drzwiach 
Staje Bach 
Strząsa szron 
Daje ton 
Gra nam pieśń na sopelkach lodu 
Pragnąłbym 
Znaleźć rym 
Śpiewać z nim 
Słońca hymn 
Sławić cud porannego chłodu 

Wzrok mieć spokojny 
Liczyć tylko dobre dni 
Wyrzec się wojny 
Śpiewać pieśni jak K.I. 

Chciałbym mieć 
Taką sieć 
Schwytać w nią 
Nudę złą 
Blaskiem ją rozpromienić w jasność 
Potem nieść 
Dobrą wieść 
Zmienić lęk 
W piękny dźwięk 
Taką sieć chciałbym mieć na własność 

Mógłbym też 
Jeśli chcesz 
W strofach skryć 
Życia nić 
Wtedy już zawsze będziesz ze mną 
Może świat 
Za sto lat 
Będzie trwał 
Tak bym chciał 
Złowić go w moją sieć tajemną 

By każda wiosna 
Niosła same jasne dni 
Ty nam błogosław 
Wiecznym piórem swym K.I. 

Roman Kołakowski

❤ 
❤  
z Gałczyńskiego 

twoje wczorajsze kazanie 
wzruszyłoby mnie do łez 
pewnie nawet bym się nawrócił 
niedziela wywiała mnie jednak 
na Turbacz 

twoje wczorajsze orędzie do narodu 
mogło postawić na baczność 
wszystkie moje obywatelskie obowiązki 
ale sobota poniosła mnie 
na Bukowinę 

twoja wczorajsza krytyka 
konceptualnej transcendencji archetypów 
tak bardzo była potrzebna 
(jako moc intelektualna) 
akumulatorom ego mojego 
ale piątek wykurzył mnie 
na Łabowską 

twój wczorajszy tekst 
o lustracji postkomuny 
i zdecydowanej walce z postmodernizmem 
o mało co powiódł mnie do okopów 
Świętej Trójcy prościutko 
ale czwartek wyciepnął mnie 
na Pogórze za Nowym Wiśniczem 

twoja wczorajsza przecudnej polszczyzny mowa sejmowa 
o mały włos nie uczyniła ze mnie apologety 
wszystkich ministrów ustaw i wartości 
wszystkich politycznych i duchowych elit 
(czyniących w ojczyźnie dobro i prawdę) 
ale środa upiła się ze mną 
i z Frankiem Palką 
w małej karczmie pod Nowym Sączem 

twoje wczorajsze pismo urzędowe 
mogło obudzić we mnie najżarliwszą 
wolę służenia ukochanemu państwu 
ale wtorek zaciągnął mnie do Rytra 
na wieczorne i nocne przyjaciół rozmowy 
z Jędrkiem Górszczykiem 

w poniedziałek pakowałem plecak 
powiedziałem ci wtedy 

a ty mnie na wyspach szczęśliwych 
w dupę pocałuj


 Henryk Cyganik
 ❤  


❤ 
Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu 

Po cóż było się tak śpieszyć, kolego? 
Nieopatrznie, nagle odchodzić? 
Na dalekim, nieznanym brzegu 
czy nie zabłądzisz? 

Nie obawiaj się niczego, nie lękaj! 
Ocaliłeś od zapomnienia 
gwiazdę śniegu na lokach żony, 
rąk matczynych przytulenia... 

Leśniczówkę nad olsztyńskim jeziorem, 
dzikie wino na gzymsach muru, 
ów na szybie promień księżyca, 
w którym nieraz maczałeś pióro... 

Na poezji zielonych wzgórzach 
zostawiłeś ślad swoich kroków... 
Kwitły słowa twoje jak róże, 
gdy śpiewały pracę i Pokój! 
A że bardzo życie ukochałeś, 
więc przyjmując cię w kompanii poczet, 
i Wit Stwosz, i Corelli i Breughel 
żałowali cię, żeś od nas odszedł. 

Janina Brzostowska

 ❤ 



❤ 

Gdy mi kiedyś serduszko pęknie,
wspomnijcie mnie czasem pięknie,
że był taki facet księżycowy.

MOJE PIÓRO WRZUĆCIE DO WISŁY,
MOJE CIAŁO NA CZTERY WIATRY,
A MOJE SERCE DO SKRZYNKI POCZTOWEJ.


K.I. Gałczyński 

❤ 
❤ 
JA TO WSZYSTKO SŁYSZAŁEM
W NIEBIOSACH PRZEZ TELEFON

I W XIĘGI ZAPISAŁEM

K.I.G., 1929

❤ 

*obrazki deskowe z netu

poniedziałek, grudnia 07, 2015

"Ojciec – człowiek, który był przedtem". ***


nie tylko pomarańcze
-ojcu
 
"Uważam, że stan wojenny trwa — dla każdego — przez całe życie".
- Jacek Kaczmarski
 
pamiętasz, tato, tamtą zimę, kiedy przez biedny i smutny kraj
przeszła armia gwiazdorów w modnych ubrankach w kolorze khaki?
gdy całą rodziną staliśmy na siarczystym mrozie w długiej
kolejce po brzydkie, łykowate kubańskie pomarańcze?
 
miałam dwanaście lat i napisałam straszny wiersz
o zwłokach dziecka spoczywających w ciemnym grobowcu,
w drewnianej skrzynce po kubańskich owocach.
tych, których dla nas zabrakło, bo rzucili za mało.
 
pamiętasz tamto ciepłe lato? młodzi chłopcy już nie pocili się
w grubych uniformach, a moja kobiecość rozkwitła jak maki.
kupiłeś dolary u konika, żebym to lepiej zniosła, otulona
pachnącymi, różowymi produktami do higieny intymnej.
 
nie mam traumy z dzieciństwa. nie odczułam złowrogiej energii.
dbałeś o mój komfort psychiczny. rozpieszczałeś i w tajemnicy
przed mamą kupiłeś mi w pewexie parkera dla leworęcznych.
naprawdę było dobrze, tato. wtedy nawet nie zarejestrowałam
braku teleranka. zawsze wolałam czytać. 
 
tylko te cholerne, zielone, niedojrzałe kubańskie cytrusy. 
ich cierpki zapach wraca do mnie w aurze zbliżających się
świątecznych zakupów i nawet tysiąc drzewek pomarańczowych
nie zniweluje stresu. stan wojenny wciąż jest, trwa, kotłuje się,
wojuje, buzuje we mnie od wielu lat.
 
bo chociaż nigdy nie dałeś mi odczuć - bardzo bałeś się
o mnie i moją przyszłość w kraju, w którym wówczas
najmądrzejsze, wrażliwe serca
pękały z niemocy.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 XII 15

***Cytat w tytule notki,Sławomir Mrożek
*Zdjęcia z netu,📸 nr 2 - na słynnej fotografii autorstwa Chrisa Niedenthala wojskowy transporter opancerzony stoi przed warszawskim kinem Moskwa, w którym wyświetlano film Francisa Forda Coppoli „Czas Apokalipsy". Wykonane 14 grudnia 1981 r. zdjęcie stało się jednym z symboli stanu wojennego w Polsce
 

niedziela, listopada 29, 2015

"Pytasz mnie, jak się czuję. Tak, jak czuć się może człowiek dość pełnoletni w końcu listopada..." ***



zakochana. bez pamięci.


nie pomnę tamtego dnia. nie wiem czy padał deszcz,
czy może śnieg z deszczem drażnił moją skórę. zbyt miękką,
za delikatną na tak sadystyczne traktowanie.

nie pamiętam tamtego popołudnia. zatarło się w czasoprzestrzeni
jak przedwojenny melodramat z Polą Negri, dziś już zapomnianą
i nie tak piękną dla nas, jak dla sobie współczesnych.

pamiętam jedynie twój zapach. męski, ostry, podniecający.
i stokrotkę na cienkiej łodyżce i trzy pąsowe róże - osobliwości
bezkresu jesiennej szarugi, drżące na bezlitosnym chłodzie.

nie pytaj mnie jak się czuję, wiesz przecież, że kwitnę.
wspomnienie uczucia potrafi rozjaśnić każdy listopad.
nie przypominam sobie żadnych szczegółów. pamiętam emocje,

bicie serca, rzekę płynącej krwi. wiesz dlaczego 
serce jest jedynym organem, którego nie atakuje
rak? bo gdyby tylko spróbował, gdyby się ośmielił,

 spłonąłby ze wstydu w purpurowej aurze
 tętniącej miłości.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 XI 15



*** Leopold Staff, List
* fotki: moje zdjęcia z komórki -- stokrotki sprzed tygodnia, róże z wczoraj i róża samotnością i deszczem przybita poniżej, zdjęcie z 1 XII:

poniedziałek, listopada 23, 2015

"Od dzieciństwa wyobrażałem sobie wnętrze duszy, jak wilgotną drgającą membranę w czerwonych odcieniach." ***


po próbie

na strunach dni gram, co potrafię. bardzo się staram 
nie fałszować. bacznie zwracam uwagę na to, gdzie
węże składają jaja i szukam źródła nadziei 
we wszystkim co dobre i szczere.

nie wiem dokładnie, gdzie rosną poziomki, potrafię
jednak wygrać jesienną sonatę bez narzekania na
szarość i smutek wszystkich listopadów, jakie udało
mi się rozjaśnić uśmiechem.

miłością zataczam kręgi na szorstkiej powierzchni płynącego
bezlitośnie czasu. słowa, szepty i krzyki czerwienieją
na półotwartych ustach. taka już ze mnie dziwna persona,
rozpaczliwie poszukująca siódmej pieczęci.

życie marionetek trwa w najlepsze. realizuje się
w scenach z życia małżeńskiego, nawet wówczas,
kiedy zimny deszcz pada na naszą miłość, gdy
twarzą w twarz staję przed namiętnościami.

 w rozbitym zwierciadle odbija się oko diabła.
uporczywe milczenie boga
 ucisza czarodziejski flet.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 22 XI 15


*** cytat w tytule notki, Ingmar Bergman
* zdjęcia z filmu Bergmana pt. Persona

niedziela, listopada 15, 2015

"Kobieta, która nie może być brzydka, nie jest piękna..." ***


XxX

pamiętasz jak pięknie wyglądałaś w czerwonej sukience?
twoje ciało spowijał jedwab, podkreślając niezwykle wąską
talię. mężczyźni i młodsi od ciebie chłopcy, spoglądali
z nieukrywanym zachwytem.

wołali za tobą laska, Marilyn albo - co peszyło cię bardziej -
Makowa Panienka. byłaś piękna z figurą w kształcie klepsydry,
z burzą blond loków i blaskiem karminu na ustach. wiedziałaś,
że żyjesz, istniejesz, jesteś realna do bólu.

teraz, gdy czujesz i rozumiesz, jak mało istotne jest piękno
cielesne, gdy klepsydra czasu przysypała kurzem klepsydrę
ciała, pragniesz żyć mocniej. jesień bywa subtelna. intensywność
doznań zależy od nas, zgubionych w czasie.

pamiętasz czerwoną  jedwabną sukienkę i nie zależy ci na niej.
 wiesz już, że sam fakt istnienia ma wartość nadrzędną, mistyczną.
cóż z tego, że jesteś jedynie pyłkiem w matriksie wszechświata?
drobinka jak drzazga w oku potrafi kłuć bezlitośnie.

długo i (nie)szczęśliwie.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 15 XI 15


*** Karl Kraus
*obrazki z netu

sobota, listopada 14, 2015

Je suis Paris


... bo czasem naprawdę brakuje mi słów... :(


Prośba

Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości.


Anna Kamieńska





Terrorysta, on patrzy


Bomba wybuchnie w barze trzynasta dwadzieścia.
Teraz mamy dopiero trzynastą szesnaście.
Niektórzy zdążą jeszcze wejść. 
Niektórzy wyjść.

Terrorysta już przeszedł na drugą stronę ulicy.
Ta odległość go chroni od wszelkiego złego
no i widok jak w kinie:

Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.
Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.
Ten niższy to ma szczęście i wsiada na skuter,
a ten wyższy to wchodzi.

Trzynasta siedemnaście i czterdzieści sekund.
Dziewczyna, ona idzie z zieloną wstążką we włosach.
Tylko że ten autobus nagle ją zasłania.
Trzynasta osiemnaście.
Już nie ma dziewczyny.
Czy była taka głupia i weszła, czy nie,
to sie zobaczy, jak będą wynosić.
Trzynasta dziewiętnaście.
Nikt jakoś nie wchodzi.

Za to jeszcze wychodzi jeden gruby łysy.
Ale tak, jakby szukał czegoś po kieszeniach i
o trzynastej dwadzieścia bez dziesięciu sekund
wraca po te swoje marne rękawiczki.

Jest trzynasta dwadzieścia.
Czas, jak on się wlecze.
Już chyba teraz.
Jeszcze nie teraz.
Tak, teraz.
Bomba, ona wybucha.

Wisława Szymborska



Piosenka o fajnej zabawie

Dzieci dzieci
w co się bawicie.
My bawimy się na niby
w nieprawdziwe życie.
W nieprawdziwe życie jakie trzeba mieć
żeby po nim jakby niby śmierć.
W hocki klocki rozwałki łapanki
że to sobie entliczki
że to sobie pentliczki
dylu na badylu wyliczanki.
Raz dwa trzy pod ścianę
kryję szukam chowane
pałka zapałka pa pa pach
zaklepana rozwałka
piach.
W co się zmawiacie dzieci
A w to.
A pstro.
A nie zaklepiecie śmierci.


Joanna Kulmowa


Nienawiść




Spójrzcie, jak wciąż sprawna, 

Jak dobrze się trzyma 

w naszym stuleciu nienawiść. 

Jak lekko bierze wysokie przeszkody. 

Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia. 

Starsza i młodsza od nich równocześnie. 

Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia. 
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
Religia nie religia - 
byle przyklęknąć na starcie. 
Ojczyzna nie ojczyzna - 
byle się zerwać do biegu. 
Niezła i sprawiedliwość na początek. 
Potem już pędzi sama. 
Nienawiść. Nienawiść. 
Twarz jej wykrzywia grymas 
ekstazy miłosnej.
Ach, te inne uczucia - 
cherlawe i ślamazarne. 
Od kiedy to braterstwo 
może liczyć na tłumy? 
Współczucie czy kiedykolwiek 
pierwsze dobiło do mety? 
Porywa tylko ona, która swoje wie.
Zdolna, pojętna, bardzo pracowita. 
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni. 
Ile stronic historii ponumerowała. 
Ila dywanów z ludzi porozpościerała 
na ilu placach, stadionach.
Nie okłamujmy się: 
potrafi tworzyć piękno. 
Wspaniałe są jej łuny czarna nocą 
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie. 
Trudno odmówić patosu ruinom 
i rubasznego humoru 
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.
Jest mistrzynią kontrastu 
między łoskotem a ciszą, 
między czerwoną krwią a białym śniegiem. 
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi 
motyw schludnego oprawcy 
nad splugawioną ofiarą.
Do nowych zadań w każdej chwili gotowa. 
Jeżeli musi poczekać, poczeka. 
Mówią że ślepa. Ślepa? 
Ma bystre oczy snajpera 
i śmiało patrzy w przyszłość 
- ona jedna.


Wisława Szymborska


Wojna nigdy nie jest daleko


Dłoń mej córki, piłkę chcąc chwycić,
nagle ściska się niespokojna,
na ekranie ranni, zabici,
córka pyta, czy będzie wojna.

Fonia wzmacnia wystrzałów echo,
wizja zbliża krew na ekranie,
mówię: „Córko, to tak daleko..."
i wiem, że kłamię.

Jak bolesne szkło pod powieką,
kaleczące źrenicę bystrą -
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna zawsze jest bardzo blisko.

Blisko skroni i blisko serca,
blisko mózgu, blisko sumienia,
blisko myśli, co mózg przewierca:
gdzie jest rada, gdy rady nie ma?

Blisko klonów na mej ulicy,
skweru, co się może stać grobem,
blisko lęku i znieczulicy,
i skargi Niobe.

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą -
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna zawsze jest bardzo blisko.

Póki przez me zmierzchy i świty
wiadomości złe będą biegły,
jestem matką dzieci zabitych,
jestem siostrą chłopców poległych.

Tak być musi, inna nie będę
w świecie, co się kręci bez sensu
między siłą krwawych obłędów,
a bezsiłą bladych rozjemców...

Jak bolesne szkło pod powieką
kaleczące źrenicę bystrą -
wojna nigdy nie jest daleko,
wojna zawsze jest bardzo blisko

Wojciech Młynarski, 1991

Siewcom


Któregoś dnia wam się ziści:
z nawozu nienawiści
wykiełkuje KRWIDEOLOGIA.

Gdzieś kiedyś przed świtaniem
od waszych czystych snów ostanie
obmyje place rykiem radia
hasłami przetrze ulic gardła
szarpiami flag przewiąże rany.

I higienicznie odcedzi
dobrych od rozstrzelanych.


Joanna Kulmowa, Strumiany 1982

niedziela, listopada 08, 2015

"Listopad zawsze jest późny..." ***




XxX

listopadowy koniec świata
nie boli tak bardzo jak kiedyś
wrzody popękały gorycz wypłynęła 
połamały się czarne
paluchy rachitycznych
gałęzi

listopad wraz z jesienną
zadumą spadł z piedestału
depresantów wymagających
końskich dawek prozacu

wieczorne zgryzoty
odchodzą do lamusa
plajtują bary
Pod Zdechłym Azorkiem

szyby plastikowe i deszcz
nie ma o co dzwonić
a w wirtualu  zielono
 i jasno za jedno
kliknięcie 

nie trzeba wiedzieć
jak pachnie ziemia
listopady niebyłych chwil
zwiewają na strony
z egzotycznymi ofertami
last minute

i tylko wiatr
standardowo
ucisza łkające serca
niekochanych kobiet


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 XI 15

Mój cytat na dziś, w związku z urodzinami mojej ulubionej mądrej kobiety:

Nie można bowiem mieć nadziei na skierowanie świata ku lepszym drogom, o ile się jednostek nie skieruje ku lepszemu. W tym celu każdy z nas powinien pracować nad udoskonaleniem się własnym, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swej, osobistej odpowiedzialności za całokształt tego, co się dzieje w świecie, i z tego, że obowiązkiem bezpośrednim każdego z nas jest dopomagać tym, którym możemy się stać najbardziej użyteczni.



Maria Skłodowska - Curie


*** Adam Ziemianin, Ogrodowa listopadowa
*obrazki z netu