Translate

piątek, listopada 10, 2023

UWAGA POEZJA, czyli wyznanie Jonasza Kofty


        Jonasz Kofta (1942 - 1988) był jednym z najwybitniejszych autorów tekstów piosenek; był mistrzem słowa obok Jeremiego Przybory, Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego. Był również dramaturgiem, satyrykiem, artystą plastykiem, piosenkarzem, radiowcem, ale przede wszystkim był poetą. Dobrym poetą, a jego piosenki to czysta poezja w najlepszym wydaniu, że wspomnę ogólnie znany i lubiany "Jej portret", "Pamiętajcie o ogrodach" czy "Radość o poranku" (napisał świetny tekst pochwalny, a jak wielu artystów, nie znosił porannego wstawania, dlatego zawsze proszę czytelników o to, aby nie utożsamiać poezji i podmiotu lirycznego z autorem). 

            Autor, od młodych lat borykał się z chorobą alkoholową. Borykał się również z ówczesnym systemem, ponieważ znalazł się na liście autorów "pod szczególnym nadzorem", których teksty cenzurowano. Pochodził z inteligenckiej rodziny, miał żydowskie korzenie ze strony ojca. Odszedł naprawdę za szybko, po powikłaniach spowodowanych zakrztuszeniem. Zostały jego teksty i wiersze. Bardzo dobre, inteligentne. Dzisiaj przedstawię jeden z moich bardzo, ale to bardzo ulubionych wierszy (był on śpiewany, ale dla mnie to jest przede wszystkim świetny, mądry wiersz). Jest to wiesz z tych, które zawsze powodują u mnie dreszcz. I myślę, że jest to dobry wiersz na dziś, że warto takie teksty przypominać i publikować. Osobiście uwielbiam teksty, w których pointa jest świetnym podsumowaniem całości.

        Oto zatem mój ukochany wiersz wielkiego, nieodżałowanego poety, czytajcie!


W moim domu 

 

Tyle lat jesteśmy razem, miła, wybacz,
Ale wszystko tak jak trzeba, chyba nie jest,
Gdy musimy się codziennie przekonywać,
Że ty dla mnie, ja dla ciebie, przeznaczeniem...

Przecież nie mam żadnej innej poza tobą,
Bo mieć nie chcę, tyś jest wieczna i jedyna!
Naszym sercom zagroziła, tak jak słowom -
Niedokrwistość, zniechęcenie i rutyna.

To normalne, że chcesz mieć nareszcie spokój,
A na wiosnę grządki zasiać i zagrabić,
Ale wiesz, bywają różne pory roku,
A tak życia, jak tapczana nie ustawisz.

Kiedy niebo nad głowami ciąży chmurnie,
Twoje oczy wciąż mnie śledzą niespokojnie.
Ja, wracając tu, dla ciebie jestem durniem,
Co nic nie wie, nic nie czuje, nic nie pojmie.

Nie ma takiej gorzkiej prawdy, moja miła,
Która dla mnie byłaby nie do zniesienia,
Jeśli rzecz nam jaka serca podzieliła -
To naiwne i tchórzliwe przemilczenia...

Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów,
Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę,
Chyba prawo mam, by w moim własnym domu,
Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce!

Wiem na pewno, że ze sobą wytrzymamy,
Chociaż życie nie układa się zbyt prosto.
Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami...

Moja miła, moja droga,
Moja Polsko!

Jonasz Kofta


             Dziękuję za uwagę, za przeczytanie, podzielcie się ze mną wrażeniami. Co sądzicie o tym wierszu? Moc pozdrowień i serdeczności.

*Grafika z internetu - bardzo tęsknię za makami i latem, no i maki zawsze kojarzą mi się z naszym polskim domem.

środa, listopada 08, 2023

No place like home

                                       ⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱

      Poranki w Bolesławcu bywają piękne. Nawet te listopadowe. Na spacerze z psinką, na który chodzę ok. 6:40, jeszcze bez fryzury i pomalowanych ust (ostatnio wróciła mi faza na czerwoną szminkę), zachwycam się porannymi zorzami i jesienią pełną barw. Poza tym rano nie ma jeszcze dużo ludzi, a ci z samochodów, są w sumie daleko. Nie ma takiego zgiełku, jak później... Lubię chodzić w ciszy. Najlepsze spacery to rano i wieczór, a po obiedzie las, bo tam też nie ma dużo ludzi, albo wcale.

         Coraz bardziej lubię się udomawiać. Robi się ze mnie domowa feministka, jednak do house wife jeszcze mi bardzo daleko. No ale cóż, kiedyś trzeba troszkę zwolnić, pobyć w domowym ciepełku i mieć azyl po powrocie z pracy.

         Lubię poniedziałki (sic!) i środy, bo w te dni mam po trzy lekcje i sporo czasu dla siebie. W pozostałe dni jestem w pracy na maxa i tego czasu mam mniej, zwłaszcza w piątki, bo mam studia od razu po przyjściu do domu.

         Jakoś ostatnio przestały interesować mnie zakupy rzeczy zbędnych i nie latam już po sklepach, zwłaszcza z ciuchami, butami i kosmetykami, tak często, jak kiedyś. Wolę zrobić sprawunki na miejskim ryneczku, który mam blisko domu, a resztę czasu przeznaczyć na spacery z psiakiem, czytanie, kino i platformy z filmami, bo żadnych stacji typu TV(...) nie włączam od lat. 

        Czasem robię wyjątek dla TVP Kultura, wczoraj np. obejrzałam cudowny spektakl Teatru TV z 1986 roku, który widziałam raz, w czasach liceum. Obejrzałam z kilku powodów: zrealizowany został na podstawie opowiadania pisarza, którego bardzo cenię i który dzisiaj kończy sto lat - Pana Józefa Hena - kolejnych pięknych lat Panu życzę! Pan Józef wybrał spektakl pt. Mgiełka. W roli tytułowej wystąpiła przecudna Marta Klubowicz (nie tylko dobra aktorka, ale też świetna tłumaczka i poetka), a partnerowali jej Janusz Gajos i Piotr Fronczewski;  w spektaklu pojawiła się również zawsze piękna Pola Raksa. Dla takich białych kruczków mogę włączyć tiwi. 

Poza tym jak mam sporo czasu, to robię pyszne jedzonko, oczywiście wegetariańskie, więc zapodam Wam przepis na jedne z moich ulubionych placuszków. 

 

PLACKI WARZYWNIACZKI



POTRZEBNE PRODUKTY:

1 duża cukinia

2 średnie marchewki

1 średnia pietruszka lub kawałek selera albo jedno i drugie

1 mała czerwona cebulka

3,4 średnie ziemniaki 

2,3 jajka

trochę mąki pszennej lub ziemniaczanej

garść natki pietruszki

garść kopru 

3,4 ząbki czosnku

przyprawy  wg uznania

dobry olej do smażenia


SPOSÓB WYKONANIA

Wszystkie warzywa obrać i umyć. Cukinię ze skórką przeciąć wzdłuż i wydrążyć pestki, zetrzeć na grubej tarce i mocno posolić, odstawić; zetrzeć resztę warzyw wg uznania (nie lubię paćki z malaksera, lubię gryźć, więc wszystko ścieram na grubych oczkach). Po starciu wszystkiego mocno, najlepiej w dłoniach, wycisnąć startą cukinię i dodać do innych jarzyn. Wbić jajka, dodać koper, natkę, czosnek przetarty przez praskę oraz przyprawy,  wymieszać dobrze, żeby masa zrobiła się kolorowa. Na koniec dodać tyle mąki, żeby wchłonęła wilgoć i soki pozostałych warzyw. Placuszki wykładać dużą łyżką na rozgrzany olej i piec do zarumienia, podawać z jogurtem greckim, albo jak ktoś lubi to ze śmietaną lub jogurtem naturalnym i ulubioną surówką. 

Placki są kolorowe, smaczne, ja lubię dosyć pikantne. Można też dać batata, a mniej ziemniaków, jak kto woli.

Smacznego!

        Nigdy nie popijam jedzenia. Tak mnie nauczono, tak się przyzwyczaiłam, zawsze piję, jak już zjem, a jem bardzo powoli. To też jest ciekawe, bo jestem szybka, bardzo szybko piszę, czytam, a jem powoli.

            Po jedzeniu odrobinka przyjemności w postaci kawy, daktyli na deser, zapachowej świeczki i książki. Obiadek kaloryczny, więc dzisiaj będzie dłuższy wieczorny spacerek z psiaczkiem moim kochanym, który uwielbia włazić w jesienne liście.

            Uściski i pozdrowienia dla Was!

poniedziałek, listopada 06, 2023

"Gdy za oknem November, a w sercu listopad". ***

 

xXx
 
Listopad kusi tęczą, resztkami słonecznych promieni.
Uśmiecham się do róży, która nic sobie nie robi
z chłodu i stara się pięknieć z dnia na dzień,
pomimo aurycznych przeciwności;
 
Chodzę po lesie usłanym opadłymi liśćmi
o barwach tak pięknych, że nie chce się wierzyć,
w ich powolne umieranie w wilgotnej ziemi,
wchłaniającej wszystko co jest do wchłonięcia.
 
Wpatruję się w twoje oczy - takie ciepłe - chociaż
w zimnym kolorze bezbrzeżnego oceanu i nie mam
pewności, czy jeszcze chcę być tą długowłosą
dziewczyną, z którą kochałeś się na plaży w upalną
letnią noc i szeptałeś, że jest jasna i gorąca jak słońce.
 
Długo patrzę na liść ledwo trzymający się gałęzi:
wystarczy delikatny podmuch wiatru i podzieli
los wszystkich listopadowych liści, które jednak
mają tę pewność, że reinkarnują wraz z wiosną.
 
Nie wiem, czy wciąż uparcie będę się wieszać
na szyi życia, bo ono zbyt często szasta
impresjami na swój własny, osobliwy temat.
 
Doszłam do ściany, na której Banksy,
zamiast dziewczynki z czerwonym balonikiem,
maluje śmierć i serce mi pęka wsłuchane
w jesienne, półsenne murmurando.
 
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 6 XI 23, p.l.r.

***Cytat w tytule postu Natan Tenenbaum

Zdjęcia: Banksy: Dziewczynka z czerwonym balonikiem, Leszek Idzikowski - mój prywatny braciszek: Listopadowy las, tęcze i róża moje z dzisiaj, a na ostatnim, pięknym zdjęciu listopadowy Bolesławiec - foto ze strony Bolec.info.

Dziękuję serdecznie za przeczytanie i obecność na moim blogu, pozdrawiam ciepło, JoAnna. :)


sobota, listopada 04, 2023

"Bez reklamy świat, jaki znamy nie mógłby funkcjonować". ***

 
bardzo nieładny i nieco dosadny wiersz antyreklamowy
 
nażryj się suplementów bo inaczej będziesz brzydka
szybko się pomarszczysz zestarzejesz wypadną ci zęby i włosy
a jak ich nie farbujesz to w ogóle nie jesteś kobieca
 
weź pigułkę z zioła aby ładniej drapać w trakcie uprawiania seksu 
z gościem który się naszprycował niebieskimi drażetkami
na literkę V żeby się kojarzyło z boginią miłości

połknij chińskie prochy za stówę bo będziesz za gruba i pamiętaj
jesteś 40 a nie daj boże 50 plus to już w ogóle nie dysponujesz przemianą materii
 
zażyj tabletkę żeby się wyciszyć a potem zalśnić uśmiechem za grube tysiące
gdy cię rozboli głowa pomoże ci goździkowa i jej tysiąc kumpelek
oraz konował przekupiony przez big pharmę
 
weź pigułkę żeby wziąć pigułkę bo koniecznie trzeba wziąć pigułkę
no weź tę cholerną pigułkę
 
i nie konsultuj się z lekarzem farmaceutą ani nawet z własną intuicją
jeśli spadnie twoje libido koleżanka z IQ 70 doradzi ci jak bzyknąć się 
z macho emanującym starym smrodem pod ładniejszą nazwą w języku obcym
 
nie te podpaski są do dupy lepsze są te które potrafią latać
a jak masz okres to cuchniesz jak świnia i masz syfy pod pachami
bo nie użyłaś dezodorantu marki promującej gołąbka pokoju

szoruj zęby manualnie elektrycznie ale na starość i tak ślicznie
je sobie przykleisz rakotwórczym super glue aby bezstresowo opychać się 
fryteczkami ze znanej "restauracji" i innym śmieciowym żarciem
 
wcale nie musisz jeździć po świecie kup sobie perfumowany
żel pod prysznic a od razu doznasz odmiennych stanów świadomości
aromaterapia i literatura think positive na pewno cię wyzwoli
 
kup za bajońską cenę ciuszek bo wyglądasz jak zgrzebny kopciuszek
a jak nie masz dużo siana weź chwilówkę już od rana
kup to tamto siamto i jeszcze coś w internecie bez wychodzenia z domu
komfort rewelacja po co się ruszać lepiej wypić herbatkę z senesem
 
ups
 
efekt bogini poszedł na wagary ponieważ wszystkie botoxy
wypełniacze jady kiełbasiane wytatuowane brwi rozświetlacze
kremy z górnej półki magiczny tusz do rzęs szmineczka stay lips 
extra puder i inne namiastki utknęły w fotoszopie
 
zatem ciało wyje dusza rozpacza serce pęka
z błahego powodu braku cudownych efektów
portfel cienko piszczy
 
zaś rozum podszeptuje
pieprzyć to!
 
jik 2011/13/23
 
 KILKA CYTATÓW, Z KTÓRYMI SIĘ ZGADZAM:
 
*
 Ostatnio James wciąż trafiał na telewizyjne reklamy biżuterii, które o tej porze roku pokazywano co chwila. Wydawały się skrywać subtelny podtekst:"Gdybyś był prawdziwym mężczyzną, kupiłbyś jej te pieprzone kolczyki".
 
J. Courtney Sullivan
 
 *
 To, co nazywamy prawdą, to tylko jeszcze jedno kłamstwo, tyle że lepiej rozreklamowane.
 
Pablo Tusset 
 
*

Zaobserwowałem u siebie alergię na reklamy: odruchowo nie kupuję produktów, które chcą mi wmusić napastliwe reklamy, wybieram inne, podobne ale nieznane. Tej nachalnej, okropnej, głupiej indoktrynacji, poprzez którą amerykański przemysł i handel wciskają ludziom rozmaite buble, nie sposób wytrzymać bez buntu. 
 
 Sándor Márai
 
*
 
 Problem, że wszyscy bez względu na płeć zaczynamy żyć coraz dalej od siebie. Od siebie nawzajem, a także od własnego ja, które pogrąża się w zgiełku zabiegania, w śmietniku reklamy oraz finansowych namiętności. Skały naszego skupienia są roztrzaskiwane przez nadmiar bodźców, zalewają je fale płynące z telewizyjnych kanałów, atakują nas męskie i żeńskie jęki komórkowych telefonów. Polska to kraj, który się spóźnił, gdy wszyscy tłoczą się na peronie, by zdążyć na pociągi jadące ku dobrobytowi. Mówimy, że ten okropny okres jest przejściowy. Podobnie jak liczne prowizorki, mają to do siebie, że lubią nabywać cech trwałości. A brak czasu to brak przestrzeni na czułość. 
 
Tomasz Jastrun
 
*
 
 Nie sądzę, by którekolwiek z wcześniejszych pokoleń było oszukiwane na taką skalę jak nasze. Jesteśmy nieustannie bombardowani komunikatami utwierdzającymi nas w przekonaniu, że jeśli chcemy poczuć się szczęśliwi i docenieni, jeśli chcemy być ludźmi sukcesu, musimy najpierw zadbać o swój wygląd, zakupić odpowiedni samochód i prowadzić odpowiedni styl życia. 
 
Nick Vujicic
 
*
 Nikogo nie interesowało, że smak wanilii, kolor napoju czy zapach słodyczy w rzeczywistości uzyskano przetwarzając ropę naftową, ani też że mięso i wędliny zawdzięczają swój świeży wygląd niebezpiecznej saletrze. Oddziaływanie na zmysły w połączeniu z reklamą przynosiło pożądane rezultaty. W ten sposób "prehistoryczny łowca-zbieracz" XXI wieku, zapuszczając się w labirynt regałów supermarketu, wyrabia w sobie fałszywe przekonanie, że niesie do domu pokaźną rozmaitość pokarmów, które w rzeczywistości pod bogactwem form i szaty graficznej opakowania kryją znikomą różnorodność kilku gatunków roślin, które można by wyliczyć na palach jednej ręki. 
 
Piotr Krajewski
 
*
 Celem reklamy jest budzenie pragnień i kuszenie do zakupu produktów i usług, albowiem ludźmi można doskonale manipulować, a ich potrzeby - generować. 
 
Constanze Kurz
 
*
 Kup naszą maść, nałykaj się naszych pigułek, a dostaniesz zmarszczek i żylaków o tydzień później.
 
Lech Jęczmyk
 
*
 

        Do znalezienia i poprawienia bardzo starego wiersza, który umieściłam  powyżej, zainspirował mnie obejrzany na Netfilixie film z Emily Blunt pt. Recepta na przekręt. Nie jest to film stricte o reklamie i nie będę zdradzać fabuły, ale naprawdę warto go obejrzeć. Ja obejrzalam, bo miałam czas, bo byłam dwa dni (czwartek i piątek) na L4, ponieważ bardzo źle się czułam i bolały mnie plecy. Poszłam do lekarza, żeby potem się nie rozłożyć na tygodnie, zamiast dni i nie brać kolejnych zastrzyków na tzw. korzonki, z którymi mam problem od śmierci ojca, czyli od czternastu już lat.
        Film opowiada historię samotnej matki, która przypadkowo znajduje robotę w kiepsko prosperującej firmie i udaje się jej postawić tę firmę na nogi, a jakie ponosi koszta pracy w korporacji, to już zobaczycie sami. Ja polecam. Jest to odważny obraz, dobrze zagrany. Obok Blunt bardzo dobrzy aktorzy: znana z serii o Kevinie (jego mama) Catherine O'Hara, Brian d'Arcy, Andy Garcia i Chris Evans. 
    Oceniam film na 6/10. Oglądajcie, naprawdę warto!
 

 ***cytat w tytule postu Peter Mayle
*grafika z internetu
 

czwartek, listopada 02, 2023

"Świat składa się z punktów widzenia, ja jestem jednym z nich". ***


XxX

Listopad traci barwy
Wyjaławia nadzieję
Zamraża serce

Potrzebuję ciszy
Uciekam z realu
Zstępuję w siebie

Jestem Inanną
Desperacko wypatruję
Wschodu słońca

W piekle

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 2022

 * * *

 *

             Jednak dziś tak samo jak kiedyś potrzebujemy starych mitów i potrzebujemy ich nowych interpretacji – żeby znów scalić świat, choćby za pomocą cudzysłowu. 

  *

             Tworzy się z niepokoju. Tworzy się ze strachu i ku nieszczęściu, bo wszystko, co stworzone, musi się rozpaść. Każde "niech" jest początkiem katastrofy. 

*

            Mówić do kogoś, kto nie rozumie, to próbować otworzyć zamek źdźbłem trawy, to kroić chleb gałązką bazylii, wkręcać żarówkę w ptasie gniazdo, wkładać dyskietkę między dwa kamienie. Daremnie.

*

             Trzeba konsekwentnie odmieniać życie przez przypadki, pilnować końcówek. A jak się nie jest pewnym, sprawdzić w słownikach, pisali je mędrcy.

* 

             Wszystko zdarza się tylko raz i my sami jesteśmy jednorazowi. Nie było nas, zanim się urodziliśmy, i nie będzie nas, gdy umrzemy, Raj to cyfrowy sen. Nikt nas nie wybawi, nie naprawi, nie zadośćuczyni. 

*

             Żeby współczuć, trzeba być samemu słabym i znać cierpienie; trzeba upaść, przewrócić się, trzeba umieć płakać.

 * * *

*

***Cytat w tytule postu i cytaty pod wierszem: Olga Tokarczuk, Anna In w grobowcach świata, jedna z moich ukochanych powieści Pani Tokarczuk, którą szczerze polecam. Z tego, co pamiętam, jest to jedna z najbardziej krytykowanych powieści Noblistki, ale często bywa tak, że właśnie te utwory, których nie docenia zacna krytyka, podobają się szerokiej publiczności; grafika z internetu - Inanna

środa, listopada 01, 2023

UWAGA POEZJA, czyli najukochańszy wiersz Władysława Broniewskiego

      


         Jak już kiedyś wspominałam, chodziłam do liceum imienia Władysława Broniewskiego i ten poeta jest mi bardzo bliski do dziś. Uważam go od zawsze, za ostatniego romantyka poezji polskiej, za poetę wielkiego, czującego słowo jak mało kto. Za poetę, który, chociaż miał swoje, ukształtowane poglądy polityczne, jednak był na tyle silny i był prawdziwym patriotą, że nie dał się wkręcić w pewne układy i nie przyjął zacnego wówczas zlecenia: nie napisał nowego hymnu państwowego, odesłał Bierutowi małą karteczkę, na której napisał: "Jeszcze Polska nie zginęła". Tym, którym Broniewski kojarzy się tylko z wierszami opiewajacymi rewolucję, wojennymi, patriotycznymi, chcę pokazać inne jego, dużo ciekawsze, poetyckie oblicze.

            Cenię go za wiele tekstów. Lubię jego wiersze, kocham - porównywane do "Trenów" Jana Kochanowskiego - wiersze z cyklu "Anka", które napisał po śmierci - do dzisiaj owianej tajemnicą - swojej ukochanej córki, początkującej reżyserki, Joanny. 

        Recytowałam jego wiersze na różnych akademiach, apelach i konkursach, w których od czasu szkoły podstawowej aż po studia, regularnie uczestniczyłam.

        Dzisiaj - bo myślę, że jest to dobry dzień - przedstawię Wam wiersz Poety, który - obok innych jego wierszy - jest we mnie od wielu, wielu lat i który kocham, bo mogłabym się podpisać pod każdym jego słowem bez wyjątku. Będzie to wiersz miesiąca. Jest piękny; doskonały. Jest prawdziwy. Ukazuje wrażliwość poety, jego wnikliwą obserwację życia i jego osobiste doświadczenia.  Jak się wczytacie - zrozumiecie moją szczerą miłość do tego tekstu. Podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami o tym cudownym, głębokim wierszu.


Listopady(wiersz klasyka)


Cale życie zrywam się i padam,
jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi,
i chwytają mnie złe listopady
czarnymi palcami gałęzi.

Ja upiłem się tym tchem, tym szumem,
niepokojem, który serce zatruł -
to dlatego śpiewać już nie umiem,
tylko wołam wołaniem wiatru,

to dlatego codziennie się tułam
po wieczornych, po czarnych ulicach
i prowadzi mnie wilgotny trotuar
w mgłę wilgotną, która bólem nasyca.

Acetylen słów płonie na wargach,
płonie we mnie bolesna maligna,
chodzę błędny, jak ludzie w letargu,
zewsząd, zewsząd niepokój mnie wygnał.

Nie ma wyjścia, nie ma wyjścia, nie ma wyjścia,
muszę chodzić coraz dalej, coraz dłużej.
Jestem wiatr szeleszczący w liściach,
jestem liść zagubiony w wichurze.

Tylko w oczach mgła i oczy bolą,
tylko serce bije coraz częściej.
Jak błękitny płomień alkoholu,
płoniesz we mnie moje nieszczęście.

Muszę chodzić, muszę męczyć się wiecznie,
w mgle za włosy mnie wloką wieczory,
lecą za mną, nieprzytomne, pospieszne,
moje słowa, moje upiory.

Muszę wiecznie zrywać się i padać,
jakbym w piersi miał wiatr na uwięzi.
Pochwyciły straconą radość
nagie gałęzie.

Przelatują, wieją przeze mnie
listopady chwil, których nie ma...

To - tylko liście jesienne.
To - pachnie ziemia.


Władysław Broniewski

 


 Kocham, uwielbiam ten wiersz - jest taki ludzki, taki prawdziwy i taki... listopadowy...

 


*obraz: Pieter Berguel Starszy, inne z internetu.

poniedziałek, października 30, 2023

UWAGA SPOILER, czyli gdzie te chłopy, gdzie?

 ⊰✿⊱Witajcie!⊰✿⊱

        Dzisiaj chciałabym napisać bardzo, ale to bardzo krótko o dwóch filmach i podzielić się z Wami swoimi refleksjami na ich temat. Na pewno nie będą to recenzje, raczej polecajki, ponieważ oba filmy bardzo mi się spodobały, a cieszy mnie to tym bardziej, że są to filmy polskie, zrealizowane na podstawie polskich powieści, remake'i - nowe wersje znanych i lubianych dzieł filmowych. 

        Nowego "Znachora" obejrzałam w dzień jego premiery na platformie Netflix, nie mogłam się tak naprawdę doczekać tej adaptacji powieści pisarza, który miał ambicję wyjścia do zwykłych, prostych ludzi i doskonale sobie z tym poradził. Przedwojenna adaptacja powieści Tadeusza Dołęgi - Mostowicza naprawdę trafiła pod strzechy, była pokazywana na wsiach (cudna scena w nowej adaptacji z objazdowym kinem, to chyba pokłon dla przedwojennej adaptacji) a Autor dostał poważną propozycję z Hollywood, bo był także scenarzystą („Znachor” był najpierw odrzuconym scenariuszem, który Dołęga przerobił na powieść). Niestety, wojna zniszczyła nie tylko jego międzynarodowe plany, ale też życie, które stracił na samym jej początku, gdy starał się pomagać ludziom. Na szczęście jego twórczość przetrwała i ma się dobrze. I mamy kolejną, trzecią adaptację (nota bene te adaptacje pojawiły się +/_ co 40 lat), z których druga (1982), w reżyserii Jerzego Hoffmana z Jerzym Bińczyckim, doskonałym w tytułowej roli, weszła już do zacnej historii polskiej kinematografii. I dobrze, gdyż jest piękna, chwyta za serce, ma cudną ścieżkę muzyczną, a aktorzy stworzyli w niej niezapomniane kreacje. Wszyscy pamiętamy cudne oczy Anny Dymnej, róże rzucone jej pod stopy przez Tomasza Stockingera, nieco zawziętą, ale rewelacyjną w roli Sofii Bożenę Dykiel i szczupłego jak trzcinka Artura Barcisia albo oświadczenie w sądzie w wykonie Piotra Fronczewskiego. Piękny film, który jako dziecko obejrzałam w kinie i do którego potem wracałam wielokrotnie.

        Otóż nowa adaptacja bardzo mi się podoba ze względu na role kobiece, co nie znaczy, że grający Antoniego Kosibę Leszek Lichota, nie poradził sobie z tytułową rolą. Poradził i zrobił to świetnie, jednak w tej adaptacji prym wiodą kobiety, zwłaszcza jedna... 


Zośka, bardzo charakterystyczna, świetnie zagrana, fikcyjna postać cudownej młynarzowej, samotnej kobiety,  - w tej roli rewelacyjna Anna Szymańczyk. Tej aktorzycy wróżę wielką karierę, jest cudna, piękna i bardzo mnie swoją rolą ujęła, bo umiała pokazać, że twarde z pozoru kobiety, tak naprawdę są wrażliwe, delikatne, spragnione miłości i ciepła. 

        Cudna też była Maria Kowalska i zupełnie inna niż Anna Dymna, w roli Marysi oraz Izabela Kuna w roli hrabiny Czyńskiej, matki Leszka. W epizodzie pojawiła się też moja kochana a dawno nigdzie nie oglądana Ewa Szykulska.

        W filmie wystąpił również - jak zawsze wspaniały, ale o kilka lat grubszy - Artur Barciś, tym razem w roli kamerdynera.

        Zmieniają się czasy, zmienia się spojrzenie na dawne dzieła. Wiadomo, że to, co ponadczasowe, obroni się samo, ale ja lubię nowe, inne, nieszablonowe interpretacje, dlatego ten film, któremu nie brakuje wad, ale dzieł bez wad jest naprawdę niewiele - mnie się podobał. Myślę, że nie będę do niego wracać tak często, jak do wersji z Anną Dymną, ale jeszcze raz zapewne go sobie, na spokojnie, obejrzę i Wam też polecam!

Moja ocena filmu: 7/10


        Kolejne dzieło, które chcę Wam polecić to również trzecia z kolei adaptacja utworu Władysława Stanisława Reymonta, z tym, że pierwszej z 1922 roku, w której wystąpił sam Autor, nie znamy, ponieważ zaginęła w wojennej zawierusze. Znamy i pamiętamy serial i film z 1972 z cudną, ale zbyt dojrzałą Emilią Krakowską w roli Jagny i bezbłędnym Władysławem Hańczą w roli Boryny (czyli mamy remake'i raz na pół wieku).

        Nową adaptację monumentalnej powieści Reymonta zrobili twórcy rewelacyjnego "Twojego Vincenta", filmu, który kilka lat temu oczarował wiele wrażliwych na sztukę osób. 

    Z reguły nie czytam recenzji, ale jeszcze zanim poszłam w środę do kina, dotarło do mnie z odmętów internetu, że najnowsza adaptacja "Chłopów" to badziewna cepelia bez ładu i składu, że role kiepskie, muzyka denna a scenariusz spłycony...


        Tymczasem ja dostrzegłam w tym filmie cudne role kobiece, a Jagna w interpretacji prześlicznej, młodej i zdolnej aktorki, Kamili Urzędowskiej, była tą właśnie dziewczyną, którą wyobrażałam sobie, gdy czytałam powieść jako nastolatka... 

    Ale jeszcze moment o kobietach: boska, jak zawsze, cudowna Dorota Stalińska, inna niż zwykle, jednak naprawdę dobra Ewa Kasprzyk (jakby mniej luksusowa), wspaniała Małgorzata Kożuchowska i świetne dwie Sonie: Bohosiewicz w roli wójtowej i Mietielica w roli Hanki. Plejada rewelacyjnych, zdolnych, pięknych kobiet! Uwielbiam!

    Film oceniam na 7+/10 i szczerze polecam. Jest cudny plastycznie i muzycznie oraz tanecznie, naprawdę. Bezbłędna scena wesela. Zapewne niebawem obejrzę starą wersję, bo oglądałam ją raz, jako nastolatka czyli wieki temu. 

        Nowy miły news: Katie Melua nagrała z Goeffem Fosterem piosenkę końcową w angielskiej wersji z filmu pt. End of Summer. 



        Oba filmy bardzo pięknie wyeksponowały kobiety, więc gdzie te tytułowe chłopy czyli mężczyźni z tych filmów? Są i mają się naprawdę dobrze. 

     I tak, jak już wspomniałam - Leszek Lichota był naprawdę dobrym Kosibą/Wilczurem, bardzo też podobał mi się w "Znachorze" grany przez Mikołaja Grabowskiego hrabia, a młody i zdolny Ignacy Liss był ciekawym Leszkiem, zupełnie innym, niż ten w wykonaniu Tomasza Stockingera. Dobrze też zagrał Mirosław Haniszewski, który ostatnio chyba lubi grać czarne charaktery. Wspomniany wyżej Artur Barciś cieszył oczy, a Krzysztof Dracz w roli karczmarza - wspaniały.

        Mirosław Baka jako Boryna - moim zdaniem - bezbłędny, to już wybitny aktor jest, a świetny był od samego początku (mało kto wie, że omal nie przypłacił życiem roli w "Krótkim filmie o zabijaniu"). Bardzo dobry Robert Gulaczyk w roli Antka i niezły Maciej Musiał w roli Jasia, rewelacyjny Mateusz Rusin jako Mateusz i bardzo wiarygodny Cezary Łukaszewicz w roli Michała. I taka ciekawostka: w roli parobka Kuby wystąpił Andrzej Mastalerz, którego znałam w czasach studenckich i na którego mówiliśmy "nieślubne dziecko Fijewskiego", bo naprawdę był podobny do tego wybitnego aktora. No i chyba twórcy również dostrzegli to podobieństwo, bo zagrał w nowej wersji tę samą rolę, co Tadeusz Fijewski w starej. Tak więc role męskie w obu filmach również są godne uwagi i polecenia. Mnie ucieszył też Mariusz Kiljan w roli Żyda - karczmarza Jankiela.

        Ale w obu filmach prym wiodły kobiety! I bardzo dobrze, że oba te obrazy powstały i tak jeszcze nie pobiły ilości remake'ów znanej i powszechnie uwielbianej opowieści o "Narodzinach Gwiazdy"!

            Oglądaliście? Podobały się Wam te filmy? Podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami. Teraz czekam do stycznia na kolejny remake - "Akademię Pana Kleksa". Do miłego, dobrego dla Was!