Translate

czwartek, października 19, 2023

Najpiękniejsze ciemnowłose Polki

     Witajcie!

  Na wstępie zaznaczam, że ładne jest to, co się komu podoba i to, co jest ładne dla mnie - dla Was wcale nie musi.

        Kolejny post o pięknościach ze świata gwiazd, tym razem naszych, rodzimych. Jak już kiedyś wspominałam, moim ukochanym typem kobiecej urody jest Pani Zima czyli brunetka z niebieskimi oczami. Mam tak od dziecka, kiedy to w filmie i na estradzie królowały dwie piękności: Joanna Pacuła i Anna Jantar.  

        I jak już wiecie od początku tego bloga, dla mnie jest i będzie najpiękniejszą kobietą na świecie i jednocześnie najcudniejszą aktorką i modelką - Joanna Pacuła (1957). Pisałam o niej już wielokrotnie, także na Filmwebie, więc nie będę się powtarzać. Jej uroda powala mnie z nóg, ale jak wiadomo, każdy ma swój gust.

     Drugą pięknością z dzieciństwa jest Anna Jantar (1950 - 1980), znana i lubiana piosenkarka, której legenda trwa do dziś. Ta dziewczyna miała nie tylko urodę (chociaż brwi bym jej zmieniła na szersze i bardziej naturalne w kształcie), talent, dobrą dykcję, cudne oczy i piękny wokal, miała także osobowość i naprawdę żal, że tak szybko odeszła. Uwielbiałam jej długie sukienki i te ogromne oczy. Była nieprzeciętna. Pamiętam też dzień katastrofy, w której zginęła. Miałam 10 lat, ale doskonale pamiętam, jak poruszeni byli rodzice, a ja nie mogłam uwierzyć, że już jej nie zobaczę w telewizji.

    Anna Dymna (1951) - moja bardzo, ale to bardzo ulubiona aktorka i zawsze piękna kobieta. Z kilogramami jeszcze piękniejsza. Uwielbiam jej rolę w "Trędowatej", była tam po prostu doskonała. Kocham "Znachora" i "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny",a niedawno zachwyciła mnie w serialu "Wielka woda". I kocham ją za jej wielką empatię. TUTAJ  posłuchacie piosenki dedykowanej aktorce.

        Magdalena Różczka (1978) - dobra aktorka i piękna kobieta. Lubię jej nietuzinkową urodę.

        Agnieszka Maciąg (1969) - modelka, poetka, pisarka motywacyjna, piosenkarka, piękna i mądra dziewczyna, która szuka w życiu równowagi. Bardzo lubię i pisałam już o niej w poście o ulubionych ludziach z mojego rocznika. Bardzo mi zaimponowała książką o menopauzie, bo u nas to ciągle temat tabu. Mnie ta jej książka bardzo pomogła, bo nie mam mamy i nie miałam z kim o tym porozmawiać. Teraz czekam na ten okres (lub raczej brak okresu) ze spokojem.

       Joanna Jabłczyńska (1985) - cudnie zdolna wokalistka, aktorka i prawniczka. Super kobieta. Lubię i podziwiam.

 
Sonia Mietielica (1995) - młoda, piękna i zdolna - wróżę jej zadowalającą karierę nie tylko w kraju.

 Joanna Jędryka (1940) - bardzo piękna i naprawdę zdolna aktorka, chociaż mam wrażenie, że nie do końca wykorzystana. W każdym razie mnie podobała się m.in. w serialu pt. "Zielona miłość".

        Elżbieta Starostecka (1943) - swego czasu prawdziwa dama polskiego kina. Pięknie umierała w "Nocach i dniach" i w "Trędowatej", a urodę miała prima sort i ślicznie śpiewała. Urocza, zjawiskowa kobieta i delikatna, bardzo zdolna aktorka.

    Sanah  a tak naprawdę Zuzanna Irena Grabowska z domu Jurczak (1997) - jedna z najpiękniejszych i najzdolniejszych wokalistek i kompozytorek młodego pokolenia, cudna. Po prostu uwielbiam! A i urodę ma filmową. Podziwiam i trzymam kciuki za rozwój kariery do światowego poziomu.

        Mery Spolsky (Maria Ewa Żak, 1993)  - śliczna i zdolna wokalistka, którą poznałam kilka lat temu dzięki Jowicie vel Jotce (J.K.) czyli mojej prywatnej córeczce. Rewelacyjnie wypadła na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu interpretując utwór Seweryna Krajewskiego z tekstem Agnieszki Osieckiej „Kiedy mnie już nie będzie”. Jest nie tylko wokalistką, pisze teksty, komponuje utwory, projektuje ubrania i świetnie wypada na koncertach. No i jest piękna. Trzymam mocno za nią kciuki.

        Zdzisława Sośnicka (1947) - mnie podobała się z ciemnymi, naturalnymi włosami, gdy śpiewała przebój "Żegnaj lato na rok". Niesamowita skala głosu i naprawdę zdolna, urocza kobieta.

        Maja Ostaszewska (1972) - świetna aktorka i wegetarianka. Bardzo podobała mi się w wielu rolach, ostatnio w "Teściach" i "Zielonej Granicy". Nie ma cukierkowej urody, ale jest piękna, ma w sobie to coś, co sprawia, że chce się na nią patrzeć.

        Anna Dereszowska (1981) - aktorka petarda, już w "Lejdis" pokazała wielki talent. A urodę ma bezbłędną, śliczna z niej kobieta i cudnie śpiewa.

        Danuta Stenka (1961) - boska i zawsze piękna aktorka to za mało powiedziane - zwierzę teatralne i aktorzyca. Uwielbiam dozgonnie!

        Anna Grzywaczewska - Ciuciura - Astrolog Merkurja - cudna kobieta spod Znaku Bliźniąt, któremu patronuje Merkury, pełna wiedzy tajemnej i życzliwości dla ludzi. Prowadzi kursy rozwoju osobistego i astrologii.   


         Maria Rotkiel (1977) - psycholog, coach. I Kobieta o niesamowitej urodzie. 

         Małgorzata Pieczyńska (1960) - bardzo dobra aktorka, wegetarianka, która do dziś ćwiczy yogę. 

          Anna Przybylska (1978 - 2014) - naprawdę ładna kobieta, aktorka i modelka, która odeszła za wcześnie... O wiele za wcześnie. Kochała Gdynię - tam się urodziła i tam odeszła.

     Anna Szymańczyk (1987) - znam ją z serialu „O mnie się nie martw” i ze „Znachora”, ale trzymam kciuki, bo jest to utalentowana i piękna dziewczyna.

                                 A jakie są Wasze ulubione ciemnowłose gwiazdy?

poniedziałek, października 16, 2023

Po domowemu, na luzie

        Witajcie!

            W życiu bywa tak, że czasem człowiek bardzo, ale to bardzo tęskni za zwykłymi, bardzo przyziemnymi rzeczami i czynnościami, za prostotą, ciszą i luzem z dala od zgiełku. 

            Przez ostatnie półtora miesiąca byłam tak zapracowana, że zapomniałam o tym, jak wiele przyjemności i radości dają mi takie czynności: zwykłe, proste, miłe i sympatyczne, rozluźniające i bardzo przydatne w chłodne dni.     

            Bo skończyło się rumakowanie i zrobiło się naprawdę chłodno i dzisiaj rano, gdy wyszłam z ciepłego domu na spacer z psiakiem, zaliczyłam szok termiczny. Owszem, włożyłam sweter i kurteczkę, ale i tak chłód mnie zaskoczył, ponieważ po tylu przyjemnych, ciepłych dniach, dzisiaj po szóstej były 3 stopnie i nawet psiak nie chciał długo chodzić.

        Ja zaś wykorzystałam fakt, że mam w poniedziałki tylko trzy lekcje: dwie w szkole i jedną w szpitalu (tak, to jest wielki komfort), zrobiłam więc potrzebne zakupy i upiekłam ciasteczko. Eh, pyszota!

        Ciasto takie w moim rodzinnym domu nazywało się pleśniak lub skubaniec i mama dość często nam je piekła: nam czyli bratu i mnie, ponieważ bardzo je lubiliśmy, a i tato nie stronił od wypieków.

        Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie ulepszyła starego przepisu mamy i nie zrobiła ciasta po swojemu. Tak więc moja wersja jest taka:


POTRZEBNE PRODUKTY:

7 dużych jajek

ok. 0,5 kg (lub nieco więcej) dobrej mąki pszennej

dwie łyżeczki proszku do pieczenia

jabłka, śliwki

kisiel owocowy

dwa budynie

litr mleka

cynamon (daję go sporo, całą paczuszkę)

garść rodzynek

garść płatków migdałowych

masło (ewentualnie dobra margaryna)

dwie łyżeczki kakao

cukier biały lub trzcinowy i dwa cukry wanilinowe

 

WYKONANIE:

Zagnieść kruche ciasto z mąki, masła i żółtek z dwiema łyżkami cukru i proszku do pieczenia, wyłożyć połowę ciasta blaszkę z papierem lub posmarowaną masłem albo posypaną kaszką manną czy też bułką tartą, jak komu wygodnie.

Uprażyć pokrojone w kostkę 4, 5 dużych jabłek i kilka śliwek z cynamonem i cukrem wanilinowym, a na koniec wsypać kisiel i dobrze wymieszać (kisiel jest po to, aby masa była spójna i nie puszczała soku na spód ciasta, bo wtedy jest niefajne. Owoce wyłożyć na ciasto kruche.

Ugotować budyń z dwiema łyżkami cukru i garścią rodzynek, wylać na owoce (ja gotuję troszkę wcześniej, żeby przestygł, ale nie musi).

Ubić sztywną pianę z odrobiną cukru i przełożyć na budyń, wyrównać.

Resztę ciasta kruchego podzielić na dwie części, do jednej dodać kakao. Pokruszone, dwukolorowe wyłożyć na ciasto, posypać całość płatkami migdałów i piec ok. godzinę w 170'C (ja rozgrzewam dwiema grzałkami, a jak wkładam ciasto, to już tylko dolną grzałką piekę).

Można dodać więcej cukru, jednak ja nie lubię, gdy ciasto jest za słodkie. Moje jest winne, wręcz kwaśne, a smaki wspaniale się przenikają.

Smacznego!

                 Lubię gdy w domu pachnie ciastem i czystością (podłogi myję wodą z Lenorem, po którym ładnie się błyszczą) i teraz można poczytać książeczkę, napić się pysznej herbatki lub kawy, póki psiak chrapie a kicia mruczy... Chwila błogiego relaksu…


 Niebawem psina się zresetuje, stanie koło mnie, pogapi się wymownie, zacznie: najpierw kichać, potem warczeć, a następnie szczekać na mnie i domagać się wyjścia na wieczorny spacer po zimnym, październikowym świecie... 

        Dam radę i już myślę o kolejnym poście i pozdrawiam wszystkich, którzy do mnie zaglądają!

            A w wielkiej tajemnicy Wam powiem, że ze wszystkich łakoci najbardziej lubię surówkę naszych babć z kiszonej kapusty, jabłka, marchwi, z odrobiną cebulki, sokiem z cytryny i oliwą, natką pietruszki i koprem. To jest prawdziwe good food!

                                Bonus: wczorajsza tęcza nad moim miastem, dobry, bardzo dobry znak!

niedziela, października 15, 2023

UWAGA POEZJA, czyli trzy wiersze Louise Glück

    


   
                    Smutne wiadomości zawsze są trudne do przekazania...

     
        Louise Elisabeth Glück (1943 - 2023) – amerykańska poetka, pisarka, eseistka, wykładowczyni na prestiżowych uniwersytetach, która nie uzyskała dyplomu. Uważana za jedną z najwybitniejszych i najbardziej utalentowanych amerykańskich poetek, debiutowała w roku 1968 w wieku 25 lat i odtąd regularnie publikowała swoje dzieła.  Krytycy ją doceniali, pisali o tym, że mimo, iż nawiązuje do mitologii, historii, natury, traumy, to pisze o życiu, a jej poezja jest nasączona emocjami. Ona mówiła, że jej wiersze są:
 
"przydatne dla ludzi, którzy wolą patrzeć na swoje cielesne potrzeby w kategoriach duchowych...".
 
    Laureatka National Book Award for Poetry w 2014 roku za Faithful and Virtuous Night oraz nagrody Pulitzera w 1993 za The Wild Iris. Autorka kilkunastu (trzynastu, jeśli dobrze liczę) tomów poetyckich. Jej prace, które stały się przedmiotem badań literackich, zebrane są w bibliotece na Uniwersytecie Yale. Wydała także  krótką powieść "Marigold and Rose". Była wielokrotnie nagradzana za swoją twórczość prestiżowymi nagrodami, była także członkinią Amerykańskiej Akademii Sztuki i Literatury. 
 
    Poetka twierdziła słusznie, że: 
 
 "Wyższość poezji nad życiem polega na tym, że jeśli jest dostatecznie inteligentna, to przetrwa".
 
     W roku 2020 poetka otrzymała literacką Nagrodę Tranströmera oraz Nagrodę Nobla jako szesnasta kobieta wyróżniona tą nagrodą i - jeśli dobrze pamiętam - czwarta (sic!) poetka. Przed nią w 1996 nagrodę tę przyznano Wisławie Szymborskiej (wcześniej Gabriela Mistral otrzymała w 1945 i Nelly Sachs w 1966).
 
    To „niemożliwy do pomylenia poetycki głos, którego surowe piękno przekształca indywidualną egzystencję w uniwersalne doświadczenie” – uzasadniał komitet noblowski decyzję o przyznaniu jej trzy lata temu literackiego Nobla. Głos Louise Glück jest bezkompromisowy, a w jej dziełach „komizm łączy się z kąśliwym dowcipem” – mówił Anders Olsson ze Szwedzkiej Akademii, uzasadniając przyznanie jej nagrody. Podkreślił też, że poezja Glück nie jest konfesyjna, choć bez wątpienia zawiera wątki autobiograficzne. „W jej wierszach jaźń nasłuchuje podszeptów snów i złudzeń i nikt nie może być dla niej surowszy niż ona sama” – mówił.
 
    Amerykańska publiczna telewizja PBS tak wspomina poetkę:  Była "poetką lakonicznego, szczerego liryzmu", zafascynowaną grecką mitologią, filozofią, Szekspirem i Emily Dickinson; na jej styl wpłynęli również poeci: Rainer Maria Rilke, T.S. Elliot, Robert Lowell. 
 
    W ostatnim swoim wpisie w internecie z 2017 roku poetka udostępniła wizerunek Joanny d'Arc i mitologicznej Penelopy i napisała: 

"Dwie kobiety, w których znalazłam inspirację. Joanna d'Arc – kobieta, której wola jest tak silna jak jej zbroja. Penelopa – widzę siebie w tej kobiecie. Silna, niezależna, a nawet samolubna".

    Louise Glück miała bardzo ciekawe życie, miała trudne relacje z apodyktyczną matką i w pewnym jego momencie cierpiała na anoreksję i była leczona za pomocą psychoanalizy. Kłopoty zdrowotne spowodowały, że nie była w stanie ukończyć studiów. Miała też trudne życie osobiste, była dwukrotnie rozwiedziona. Przez pewien czas cierpiała również na blokadę twórczą, nie była w stanie pisać.
 
    Odeszła dwa dni temu w wieku osiemdziesięciu lat. W Polsce jej poezja, mimo, że była laureatką wielu prestiżowych nagród poetyckich, wciąż jest mało znana. Jej ostatni tom poetycki "Zimowe przepisy naszej wspólnoty" przełożyła na polski poetka, którą bardzo lubię i cenię - Krystyna Dąbrowska, z wykształcenia anglistka.
 

                                    Oto trzy wybrane przeze mnie wiersze poetki. Czytajcie! Warto znać Jej poezję!

*
 
Czas
 
Zawsze było za dużo, potem za mało.
Dzieciństwo, choroba.
Obok łóżka miałam dzwonek –
po drugiej stronie dzwonka była matka.
 
Choroba, szary deszcz. Uśpione deszczem psy.
Spały na łóżku w nogach, i wydawało mi się, że rozumiały
czym jest dzieciństwo: najlepiej trwać w nieświadomości.
 
Deszcz zostawiał na oknach szare smugi.
Siedziałam z książką, obok mnie dzwonek.
Nie słysząc głosów, wprawiałam się w obcowanie z głosem.
Nie dostrzegając śladów ducha, upewniałam się w chęci,
by żyć duchem.
 
Deszcz wzmagał się lub cichł.
Miesiąc za miesiącem jak jeden długi dzień.
Rzeczy stawały się snami, sny rzeczami.
 
Potem wydobrzałam; dzwonek wrócił do kredensu.
Przestał padać deszcz. Psy wystawały przed drzwiami
domagając się wyjścia.
 
Wydobrzałam, a potem stałam się dorosła.
I czas wzbierał – jak deszcz
było go tyle, tyle, jakby przemienił się w ciężar nie do podźwignięcia.
 
Byłam dzieckiem, żyjąc jakby w półśnie.
Byłam chora; otoczona opieką.
I żyłam w świecie ducha,
w świecie szarego deszczu,
zagubionym, zapamiętanym.
 
I nagle pojawiło się słońce.
Poruszył się czas, choć niewiele go już pozostało.
I to co przeżywane stało się zapamiętywanym,
a zapamiętywane przeżywanym.
 
Przełożyła Julia Hartwig
 
*
 
Czerwony mak
 
Wspaniała rzecz
nie mieć
mózgu. Uczucia:
och, mam je; one
rządzą mną. Mam pana boga
w niebie
zwanym słońcem i otwarta jestem
na niego, pokazuję mu ogień
mego własnego serca, ogień
jak jego obecność.
Jaka może być to chwała
jeśli nie serca? Och, moi bracia i siostry,
czy byliście kiedyś podobnymi do mnie, dawno temu,
zanim zostaliście ludźmi? Czy wy kiedyś
pozwoliłyście sobie otworzyć się,
kto nigdy się nie
otworzy ponownie? Ponieważ tak naprawdę
mówię teraz tak
jak wy. Mówię
ponieważ jestem zdruzgotana.
 
Przeł. Adam Lizakowski
 

*
 
Cichnący wiatr
 
Kochałem was, gdy was stworzyłem.
Teraz lituję się nad wami.
 
Dałem wam wszystko czego potrzebowaliście:
posłanie z ziemi, pled z błękitnego powietrza –
 
Gdy się od was oddalam,
widzę was wyraźniej.
Wasze dusze powinny być już ogromne,
nie takie jakie są,
niepokaźne gadające rzeczy –
 
Obdarowałem was wszystkim,
błękitem wiosennego poranka,
czasem, z którego nie umieliście skorzystać –
chcieliście więcej, jednego daru
zastrzeżonego dla innego stworzenia.
 
Nieważne, na co liczyliście,
nie znajdziecie się w ogrodzie,
wśród wschodzących roślin.
Wasze życie nie jest jak ich, nie zatacza koła:
 
wasze życie to lot ptaka,
który zaczyna się i kończy w bezruchu –
który zaczyna się i kończy, kształtem przypominając
łuk idący od białej brzozy
do jabłoni.
 
Przełożyła Ewa Hryniewicz-Yarbrough
 
*

sobota, października 14, 2023

"Nauczycielem jest ten, kto potrafi z trudnych rzeczy uczynić łatwe".***

 


ULUBIONY WIERSZ

Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej

 

A ty do­kąd,
tam już tyl­ko dym i pło­mień!
- Tam jest czwo­ro cu­dzych dzie­ci,
idę po nie!

Więc, jak to,
tak od­wyk­nąć na­gle
od sie­bie?
od po­rząd­ku dnia i nocy?
od przy­szło­rocz­nych śnie­gów?
od ru­mień­ca ja­błek?
od żalu za mi­ło­ścią,
któ­rej ni­g­dy do­syć?

Nie że­gna­ją­ca, nie że­gna­na
na po­moc dzie­ciom bie­gnie sama,
pa­trz­cie, wy­no­si je w ra­mio­nach,
za­pa­da w ogień po ko­la­na,
łunę w sza­lo­nych wło­sach ma.

A chcia­ła ku­pić bi­let,
wy­je­chać na krót­ko,
na­pi­sać list,
okno otwo­rzyć po bu­rzy,
wy­dep­tać ścież­kę w le­sie,
na­dzi­wić się mrów­kom,
zo­ba­czyć jak od wia­tru
je­zio­ro się mru­ży.
Mi­nu­ta ci­szy po umar­łych
cza­sem do póź­nej nocy trwa.

Je­stem na­ocz­nym świad­kiem
lotu chmur i pta­ków,
sły­szę, jak tra­wa ro­śnie
i umiem ją na­zwać,
od­czy­ta­łam mi­lio­ny
dru­ko­wan­ych zna­ków,
wo­dzi­łam te­le­sko­pem
po dzi­wacz­nych gwiaz­dach,

tyl­ko nikt mnie do­tych­czas
nie wzy­wał na po­moc
i je­śli po­ża­łu­ję
li­ścia, suk­ni, wier­sza -

Tyle wie­my o so­bie,
ile nas spraw­dzo­no.
Mó­wię to wam
ze swe­go nie­zna­ne­go ser­ca.

 

Wisława Szymborska  

                Ten wiersz znam i kocham od czwartej klasy szkoły podstawowej i za każdym razem, gdy go czytam, mam dreszcze.  Na zdjęciu poniżej LUDWIKA WAWRZYŃSKA (1908 - 1955) - nauczycielka uratowała dzieci, jednak doznała takich obrażeń, że jej życia nie udało się uratować mimo, że najlepsi lekarze dołożyli wszelkich starań - minuta ciszy... (*)

DRUGI UKOCHANY WIERSZ

Do moich uczniów 

Uczniowie moi, uczenniczki drogie,
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych,
com was uczył lat kilka, stracił nerwy swoje,
i wam niechaj poświęcę kilka wspomnień świętych.

Jurku, z buzią otwartą, dorosły głuptasie-
gdzie się teraz podziewasz, w jakim obcym tłumie -
czy ci znów dokuczają na pauzie i w klasie -
i kto twe smutne oczy nareszcie zrozumie.

Janko Kosiarska z rączkami sztywnymi,
z noskiem co się tak uparł, że został króciutki -
za oknem wiatr czerwcowy z pannami ładnymi -
a tobie kto daruje choć uśmiech malutki.

Pamiętasz tamtą lekcję, gdym o niebie mówi,
te łzy co w okularach na religii stają -
właśnie o robotnikach myślałem z winnicy,
co wołali na dworze - nikt nas nie chce nająć.

Janku bez nogi prawej, z duszą pod rzęsami -
grubasku i jąkało - osowiały, niemy -
Zosiu coś wcześnie zmarła, aby nóżki krzywe
szybko okryć żałobnym cieniem chryzantemy.

Wojtku wiecznie płaczący i ty coś po sznurze
wdrapał się, by mi ukraść parasol, łobuzie -
Pawełku z wodą w głowie i ty niewdzięczniku
coś mi żaby położył na szkolnym dzienniku.

Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką -
ze srebrem betlejemskim co w pudełkach świeci -
z barankiem wielkanocnym. - Bez was świeczki gasną -
i nie ma żyć dla kogo. 


Ten od głupich dzieci. 

 Jan Twardowski

Ten wiersz także znam od dzieciństwa. W mojej rodzinie dużo się czytało, a poezja była chlebem powszednim. Od dziecka lubię wiersze poety Twardowskiego i będę je kochać do  śmierci.

*

TRZECI WZRUSZAJĄCY WIERSZ

Pan od przyrody

Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy

stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
złoty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat

on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą
gwałtownie się kurczy

on nas wprowadził
przez złoty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka

on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz
z jego namowy

w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło

w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii

jeśli poszedł do nieba -

może chodzi teraz
na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zieloną skrzynią
wesoło dyndającą z tyłu

ale jeśli nie poszedł do góry -

kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
- dzień dobry panie profesorze
pozwoli pan że panu pomogę

przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści

Zbigniew Herbert

Jest to bardzo znany, podręcznikowy wiersz wielkiego polskiego poety, ale naprawdę go lubię, czuję i nie może go w tym poście zabraknąć.

*

ULUBIONE CYTATY

*
Nauczyciel to jedna z najbardziej wyjątkowych postaci na całym świecie, bo któż inny mógłby każdego dnia ofiarowywać to, co w nim najlepszego, cudzym dzieciom?
 
Deanna Beisser
 
*
Nauczyciele powinni łączyć autorytet z ciepłem, otwartością i pewnością siebie.
 
Carolyn Boyes
 
*
 W życiu przydaje się mentor, nauczyciel. Ktoś życzliwy, kto popchnie nas nawet leciutko, ale we właściwym kierunku. Puknie palcem w mapę i wskaże drogę, której początku sami nie umieliśmy odnaleźć.

Andrzej Pilipiuk
 
*
Nauczyciel to ktoś, kto widzi w każdym dziecku wyjątkową osobę i zachęca je do rozwijania jego indywidualnych talentów oraz mocnych stron.
 
Barbara Cage
 
*
Mieć właściwego nauczyciela to jakby drugi raz się urodzić.
 
Ludmiła Ulicka
 
*
Niektórzy nauczyciele są głupi. Niektórzy uczniowie też są głupi. Albowiem w ogóle niektórzy ludzie są głupi. To się trafia w każdym środowisku. Przeważnie zresztą są głupi nie do końca i nie we wszystkim. I nie ma powodu, aby im dawać do zrozumienia, że tacy są.
 
Monika Szwaja 
 
*
Zawsze uważałem, że kształcenie polega na tym, by uczyć prawa do własnego zdania.
 
Nancy H. Kleinbaum
 
*
 
Status nauczycieli jest bardzo niski. Wszyscy wiedzą, że zostaje się nauczycielem, jeśli nie umie się robić nic innego, a zarabia się tak mało, że trzeba mieć jeszcze jedną lub dwie posady dodatkowo, żeby uciułać na jakiś nędzny pokoik w kiepskiej dzielnicy. 
 
Zina Rohan
*
 
    ULUBIONE FILMY O NAUCZYCIELACH
 
    Uśmiech Mona Lisy (USA, 2003) - bardzo kobiecy film z pięknymi kobietami w rolach głównych, opowiadający o niekonwencjonalnej nauczycielce sztuki (w tej roli cudna jak zawsze Julia Roberts), która w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku stara się uświadomić kobietom ich wielki potencjał i talenty. Jeden z tych obrazów, do których zawsze chętnie wracam.
 
    
 Stowarzyszenie Umarłych Poetów (USA, 1989) i niezapomniany, nieodżałowany Robin Williams w roli nauczyciela, który wie, że najważniejszym celem edukacji jest nauczenie samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Historia bardzo wciągająca, uniwersalna, inspirująca,ponadczasowa.
 

    Carte Blanche (Polska 2015) i Andrzej Chyra w opartej na faktach historii tracącego wzrok nauczyciela historii właśnie. Film rozwala moje uczucia i wyję zawsze, gdy go oglądam.
 

    Wielka gwiazda kina Michelle Pfeiffer w roli nauczycielki, która trafia do szkoły w nieciekawej dzielnicy. Młodzi Gniewni (USA, 1995) to ciekawy film oparty na autobiografii LouAnne Johnson.Plus świetna piosenka Coolio, która stała się wielkim przebojem.

    
 Akademia Pana Kleksa (Polska 1983) - i rewelacyjny Piotr Fronczewski w roli odklejonego belfra w bardzo fajnym filmie fantasy wg prozy Jana Brzechwy, ze wspaniałymi piosenkami. Czekam z wielką niecierpliwością na współczesną wersję z Tomaszem Kotem w roli Ambrożego, w której Pan Mistrz Piotr Fronczewski również się pojawi (premiera 5 stycznia 2024 roku), a tymczasem TUTAJ zobaczcie piosenkę - starą piosenkę w nowej wersji.
 
     
    Dzieci Gorszego Boga (USA, 1986) - film, który na mnie, bardzo młodej wówczas dziewczynie, zrobił ogromne wrażenie i trochę spowodował, że po wielu latach poszukiwań, poszłam sobie drogą pedagogiki specjalnej. Rewelacyjny i nieodżałowany William Hurt w roli belfra, który szuka drogi porozumienia. Mam teraz w klasie chłopca z wielkim niedosłuchem i chyba muszę sobie raz jeszcze obejrzeć ten film.
 
 
NAJŚMIESZNIEJSZA BELFERKA EVER - POSTAĆ FIKCYJNA (na szczęście!):
 

 Sfrustrowana, znudzona, samotna, czasem wredna i nerwowa Pani Frał czyli Frał Facetka z serialu animowanego dla dorosłych pt. Włatcy Móch i jej teksty typu:
 
No, jeszcze tylko wpisać kilka darmozjadów i dziennik gotowy!
 
*
 Czesio, gangreno!Gdzie ty masz mózg?!
 
*
Maślana, co ty robisz skutku uboczny?!


Albo:
 
 Nauczaniem i wychowaniem dzieci i mlodzieży, powinni się zajmować nauczycieli mianowani, a nie jakieś wykształciuchy z urzędu, apukalipsa!!! 

A tu jeszcze cytacik na czasie:

Pani Frał:

Cała czwórka won za drzwi! I bez rodziców mi się nie pokazywać! Wagary, fałszerstwo, korupcja. Pięknie! Co będzie następne!


Maślana:


Pluton egzekucyjny, esesmanko.
 
I ostatni:
 
Frał:
 
Zajkowski coś ty taki znowu poubijany na facjacie? Skaranie boskie z tobą!
 
Zajkowski:
 
Uu, no bo jaaa...
 
Pani Frau:
 
Nieważne!Anusiak siad na zad! Chciałam ogłosić jutrzejszy test ogólnosprawdzający wartość waszej edukacji! Z tej okazji napiszemy sobie jutro sprawdzian. Obejmuji on od początku szkoły wszystko, czego wam do waszych łbów, tych pustych łbów natłukłam!
Zamknąć jadaczki zakały ewolucji! 
 

MOJE NAJWIĘKSZE AUTORYTETY PEDAGOGICZNE
 

JANUSZ KORCZAK (1879-1942) - POLSKI LEKARZ, PEDAGOG, PISARZ, PUBLICYSTA, NIESAMOWICIE MĄDRY CZŁOWIEK, KTÓRY WIEDZIAŁ, ŻE ŻYCIE DLA DOBRA INNYCH JEST WARTE PRZEŻYCIA.

*

Dziecko ma prawo być sobą. Ma prawo do popełniania błędów. Ma prawo do posiadania własnego zdania. Ma prawo do szacunku. Nie ma dzieci – są ludzie.

MARIA MONTESSORI (1870-1952) - WŁOSKA LEKARKA I PEDAGOG, TWÓRCZYNI METODY MONTESSORI - WAŻNEJ I AKTUALNEJ DO DZIŚ.

*

Trzeba koniecznie unikać hamowania spontanicznych działań i wymuszania czynów pod czyjąś presją, pod warunkiem że nie mamy do czynienia z postępkami bezcelowymi lub szkodliwymi, ponieważ takie muszą być stłumione i negowane.

MARIA GRZEGORZEWSKA (1887 - 1967) - POLSKA PSYCHOLOG, WYKŁADOWCZYNI, JEDNA Z TWÓRCZYŃ PEDAGOGIKI SPECJALNEJ W POLSCE.

*
Prawda to bowiem wiecznie żywa, że poza przygotowaniem zawodowym człowieka, poza jego wykształceniem najistotniejszą, najbardziej podstawową wartością w jego pracy jest jego Człowieczeństwo.
 
*****
 
           
BODYGUARDS!
 
 A oto moja obecna obstawa. ;-) To oczywiście żart! Moja cudowna klasa, chłopcy, których uczę i których bardzo lubię z wzajemnością: Adam, Szymon, Karol i Filip. Świetna ekipa, naprawdę.

NA KONIEC MÓJ STARY WIERSZ
 
 sprawozdanie


„Dusza ludzka nie podpada kalectwu”.- Jędrzej Śniadecki

za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! darły się za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla mamy - pedagoga, był to duży policzek. kategorycznie zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i boga ra.

po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulania.

im – moim uczniom - naznaczonym niepełnosprawnością
intelektualną, czasem też fizyczną,
za to zadziwiająco bezsprzeczną, unikatową sprawnością serca.

Doktor Asperger, od lat strzegący mojej lewomyślności,
wysyła im szeroki uśmiech.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14


***cytat w tytule postu Ralph Waldo Emerson