Translate

czwartek, lipca 24, 2014

UWAGA POEZJA, czyli wiersze Karin Boye

Pewnie, że boli

Pewnie, że boli, gdy pękają pąki. 
Bo czemuż by wiosna się wahała? 
Czemuż by nasza tęsknota gorąca 
miała pozostać gorzko-zmarzło-biała? 
Łuska chroniła wszak przez całą zimę. 
Czym jest to nowe, co prze i rozwiera? 
Pewnie, że boli, gdy pękają pąki, 
boli to, co rośnie 
i to, co zapiera. 

Och, nie jest łatwo spadającym kroplom. 
Drżące tęsknotą zwisają nabrzmiałe, 
uczepione gałązki, pęcznieją i suną - 
w dół ciężar je ciągnie, chociaż jeszcze trwają. 
Ciężko w niewiedzy, strachu, niepewności 
Ciężko, gdy otchłań wciąga i przyzywa, 
nadal zwlekać, z drżeniem patrzeć w przepaść - 
ciężko chcieć pozostać 
i chcieć przepaść. 

Naraz, gdy najtrudniej i nie ma ratunku, 
pękają z tryumfem drzewa pąki, 
naraz, kiedy obawa już nie powstrzymuje, 
spadają z gałęzi migoczące krople 
niepomne, że bały się tego, co nowe, 
niepomne lęku przed drogą w nieznane, 
przez chwilę czują błogie ukojenie 
otoczone ufnością 
tą, co stwarza ziemię.

Karin Boye 
przekład Ewy Niewiarowskiej




  Poezję Karin Boye znałam do niedawna tylko przetłumaczoną na język, o którym w jednym ze swoich wierszy, wspominał Andrzej Bursa. Jeden jej wiersz przeczytałam na cudownym blogu Magdy.
Dzięki staraniom i ogromnej pracy translatorskiej doktora Ryszarda Mierzejewskiego, kulturoznawcy, poety i tłumacza, mogę się delektować słowami tej niezwykłej kobiety w ojczystym języku.
Chciałabym i Was zachęcić do przeczytania strof Karin Boye niezwykłej szwedzkiej poetki wyklętej, lesbijki, samobójczyni.


Wiele głosów mówi

Wiele głosów mówi.
Twój jest wodą.
Twój jest deszczem,
który pada nocą.
Szumi cicho
nieśmiało opadający
powoli niepewnie
w bólu ożywający.
Trzęsie się jak ziemia
kapie i sączy się
za wszystkimi dźwiękami
na moją skórę,
owija się delikatnie,
jestem w środku zamykana,
moje uszy wypełnia
pamięć szeptana.
Chcę siedzieć cicho
tam, gdzie nie mogę ci przeszkadzać.
Chcę mieszkać i żyć
tam, gdzie mogę cię słuchać.
Wiele głosów mówi. Lecz
przez wszystko, co głosem włada
słyszę tylko twój
jak deszcz, co w nocy pada.

Karin Boye, z tomu „De sju dödssynderna”, 1941
tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski



Modlitwa do Słońca

Bezlitosne, którego oczy nigdy nie widziały ciemności!
Wyzwolicielu ze złotym młotem kruszący lody!
Ratuj mnie!
Prosto jak cienkie kreski wysysające szypułki kwiatów wysoko:
bliżej ciebie, kiedy kielichy będą dygotać.
Drzewa ciskają siłą jak filary przeciw swemu przepychowi:
najpierw tam w górze
rozpościerają lśniące spragnione ramiona z liści, ofiarowane.
Człowiek dostarczył ci
zagrzebany w ziemi ślepy kamień
dla wędrującej kołyszącej się rośliny z wiatrem nieba na czole.
Twoje są łodyga i pień. Twój jest mój kręgosłup.
Ratuj je.
Nie moje życie. Nie moją skórę.
Żadni bogowie nie panują nad tym zewnętrznym światem.
Ze zgaszonymi oczyma i złamanymi kończynami
oni są twoi, ci co żyli pionowo
i umierali pionowo,
jesteś tam, gdzie ciemność pochłania ciemność.
Grzmot się wznosi. Noc pęcznieje.
Życie mieni się tak głęboko kosztowne.
Ratuj, ratuj, widząc Boże,
to, co podarowałeś.

Karin Boye, z tomu „För trädets skull”, 1935

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

* * *


Jesteś zmartwychwstaniem mojej duszy
niczym w rzeczywistości ekstaza,
tak że powietrze dotyka mnie gorące jak ogień
i wygląda jak morze ze szkła,
i siła moich oczu,
tak że dostrzegają ci odrętwiali
jak wszystkie kolory wypalają się
w pijanym blasku.
Jesteś moją siłą woli,
dajesz mi siłę
aby czekać i działać,
tego nigdy nie doświadczyłam.
Tak moje zmysły głodne,
które mnie pobudzają i tropią,
dlatego będzie to dla ciebie ważne
radość codzienna.
Jesteś moją życiową dojrzałością.
Dajesz mi wszystko.
Z mojej przeszłości zbierają się
najmniejsze części i każde włókno.
Po stu różnych drogach
wędrowałam po omacku.
Teraz one się spotykają. W twoją stronę
żyłam.

Karin Boye,z tomu „De sju dödssynderna”, 1941

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski




* * *

Te mroczne anioły w błękitnych płomieniach
jak ogniste kwiaty w swych czarnych włosach,
na dziwne bluźnierstwa biegli w odpowiedziach
i być może też wiedzący dobrze o kładkach
do przechodzenia z otchłani nocy do światła dnia -
i być może o portach jedności wszystko wiedzących -
 i być może przebywających w domu Ojca 
jasnych przestrzeniach, ich imiona noszących.


Karin Boye, tłum.ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski
 Blondynka rano

Blondynka rano, kładzie swoje miękkie włosy
na moim policzku i nieporuszona oddycha
w milczeniu.
Ziemia otwiera szeroko i jeszcze szerzej swój
olbrzymi kielich,
urodzona na nowo w zamkniętej ciemności.
Na jasnych skrzydłach
Cud dolin jak ogromny owad
po to, by musnąć lekko
prostoduszne czuwające słupki.

Rano siódmego dnia...


Karin Boye, tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski


* * *



Jak mogę mówić, czy twój głos jest piękny.

Wiem tylko, że mnie przeszywa na wskroś

i powoduje, że zaczynam drżeć jak liść,

i rozdziera mnie na strzępy i kruszy.

Cóż wiem o twojej skórze i członkach.

Tyle tylko, że mną potrząsają i są twoje,

więc dla mnie nie ma snu i odpoczynku,

dopóki one nie są moje.



Karin Boye, z tomu „De sju dödssynderna”, 1941

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski
* * *

Jesteś nasieniem, a ja twoją glebą.
Leżysz we mnie i rośniesz pędem.
Jesteś oczekiwanym dzieckiem.
Ja twoją matką jestem.

Ziemio, daj swoje ciepło!
Krwi, daj swojego soku!
Dzisiaj potrzebuję nieznanej mocy,
całe życie posiadłam w amoku.

Rwąca gorąca fala
żadnej zapory nie czuje,
wyrywa się wciąż przed siebie,
niczego nie toleruje.

Dlatego to tak boli żyjących,
teraz i mnie w środku, gdy
ktoś we mnie rośnie i rozrywa -
Najdroższy, Ty!

Karin Boye, z tomu „För trädets skull”, 1935

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski


Kwiat goryczy

Kwiecie kwiecie Goryczy,
jaki jesteś teraz pełny
złotego dojrzałego miodu
dla całej swej zgryzoty.
Jakże uginasz się od darów
niczym skalnicy polny kwiat,
który nigdy nie mógł dźwigać
dla siebie subtelny okwiat.

Męka i błogosławieństwo -
każdy ma je swoje.
Nie znam miary życia,
lecz wiem, że zostałeś tym, co moje.
Twój kielich był jak ogień.
Twój sok miał żółci smak.
Ofiarowałeś siedem zmartwień,
piłam je wszystkie jednak.

Kwiecie kwiecie Goryczy,
w końcu jaki wyrosłeś bogaty
na gorącym złotym miodzie,
który jest światłu słońca podobny.
Tutaj stoję, matowa, bez słodyczy,
twój czysty dar celebruję.
Z Adamem będę się cieszyć
pracą, to obiecuję.


Karin Boye, z tomu „De sju dödssynderna”, 1941

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

* * *

Wszystko w sobie mieścisz, więcej niż może znieść śmiertelny.
Jesteś światłem i ciemnością, co zawiera kielich podwójny.

Jak ten, który lśni ciałem nagim i chłodnym.
Przewiew macicy perłowej nad wodą w opalu bladym.
Wypatrywany, mile widziany,
na dzień przygotowany.
Świty swoje muszle otwierają ruchem powolnym.

Ale ten drugi wylęga się, kiedy ciszy i ciemności pora,
też muszla, choć głęboko, gdzie głuche są wody jeziora.
Bez uszkodzenia
od czasu zakończenia tworzenia,
to matki tajnej sypialni ochrona.

Wszystkim jesteś, całym moim celem istotnym.
Jesteś dniem i nocą w kielichu podwójnym.



Karin Boye,z tomu „De sju dödsynderna”, 1941

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski




* * *

Teraz jest czas wielkiego oczekiwania
przed ożywieniem liści,
teraz drzewa drżą w swej nieposłusznej glorii,
brzozy w purpurze, topole w zieleni
i w czerwono-złotych strumieniach wierzby -
niewidzialne siły czasu,
kiedy wszystko to tylko łona karmiące -
dusze wędrują sapiąc ciężko,
a zmrok podjudza i męczy
jak nienasycone schadzki miłosne.
Teraz tworzenie przykuca do stęsknionego skoku -
zanim rozczarowanie pojawia się,
gdy las jest tak zielony jak to możliwe
i świat jest tak kompletny jak to możliwe,
a drzewa i ludzie mamroczą jak we śnie:
„Chcemy więcej”.


Karin Boye,z tomu „De sju dödssynderna”, 1941
tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

Na dnie spraw


Przeczytałam w gazecie, że ktoś zmarł, ktoś kogo znałam z nazwiska.
Ona żyła jak ja, pisała książki jak ja, zestarzała się, a teraz nie żyje.

Pomyśl, jak to jest, kiedy się umiera i zostawia za sobą wszystko,
niepokój, przerażenie i samotność, i niespłacony dług.

Ale wielka sprawiedliwość leży ukryta na dnie spraw.
Wszyscy mamy prawo oczekiwać - prezentu, którego nikt nie ukradnie.


Karin Boye,z tomu „De sju dödssynderna”, 1941
tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski
*
Więcej wierszy tej niezwykłej poetki, przetłumaczonych przez Ryszarda Mierzejewskiego, znajdziecie TUTAJ.

*obrazki z netu



PS
Dziś mija 35 lat od samobójczej śmierci innego poety, Edwarda Stachury, Steda - pamiętam, jednak po prostu musiałam napisać o Karin. 

wtorek, lipca 22, 2014

"Och! Jak trudno być intelektualistką!" ***



bydlądynka*


jasne pszeniczne loczki
ładna troszkę dziecinna buzia
biały ciut bojaźliwy uśmiech
nieco zamglone spojrzenie
spod długich i gęstych rzęs
jędrne cycki talia osy
 i nogi po same pachy

tylko to widzicie

standardowe odwieczne 
schematyczne stereotypowe
płytkie jak kałuża po kapuśniaczku
ale utrwalone zakorzenione
w literaturze sztuce popkulturze
pobożne życzenia onanistów
niewyszukane wyobrażenia poetów
i wszelkiej maści artystów
o miłej dobrej grzecznej ślicznej
jednak nieco głupiutkiej
i naiwnej złotowłosej
takiej co to nawet w myślach
nie zgrzeszy

cóż anioł ze mnie żaden
myśli mam tak kosmate
że wszystkie skrzydlate
speszone padają na pysk
a diabły duchy i wszelkie demony
harcują ze szczęścia

nie macie bladego pojęcia
jak bardzo lubię
drapieżnie i lubieżnie całować
erotyczne fantazje i sny

rodem z tanich brudnych
sadystycznie obscenicznych
kręconych na kuchennych stołach

pornoli

-----

* bydlądynka - jedno z określeń i słówek wymyślonych przez Witkacego: bydlątko+blondynka czyli nieco demoniczna dziewczynka

-----
JoAnna Idzikowska-Kęsik, 21 VII 14




PS

Błagam, nie utożsamiajcie mnie z podmiotem lirycznym moich wypocin!

*** Tytuł dzisiejszej notki: jedna z wypowiedzi Marilyn Monroe.



Dzisiaj bez konkretnych ilustracji, bo nie chcę nikogo wyróżniać. Neutralne, mam nadzieję, gify - z netu.;-)

piątek, lipca 18, 2014

"wejście do wnętrza jest otwarte dla wszystkich" ***






         Kilka słów na pożegnanie




                        Pamięci Tadeusza Różewicza


Nie znałem Cię osobiście
nigdy nie spotkałem na ulicy czy
w parku mimo że mieszkaliśmy
przez wiele lat w tym samym
mieście
znałem Cię poprzez Twoje wiersze
i poprzez nie podziwiałem
szanowałem i
kochałem
kiedy więc usłyszałem w tv
o Twoim odejściu na zasłużony
odpoczynek
łzy zakręciły mi się w oczach
i nie chcą stamtąd odpłynąć
one też poczuły się
samotne
i wiedzą że odszedł nie tylko wielki poeta
ale też wspaniały szlachetny człowiek



Ryszard Mierzejewski, 24. 04. 2014

 ocalony


cień Poety wyłonił się z cienia

nie powinien mieć cienia Poeta
bo odszedł drążyć zaświaty
poszukiwać nowej formy
w szarej strefie
z tabunami wesołych
wyrostków robaczkowych

aby odpocząć od ludożerców
wybrał ciche towarzystwo Mima

jego niestrudzony cień
szuka natchnienia w nirwanie
nietraumatycznie podziwia z góry
majestat gór
kreuje piękno zielonych róż
ostrzy nożyk profesora
zaplata warkoczyki słów
pije zieloną z jaśminem
kontynuuje wieloletnią dyskusję
z tym po którym napisał elegię
(czy po tamtej stronie cienia
przeszli wreszcie na ty)

jak dobrze
o c a l a ł
cień

życie w cieniu
po cieniu
i życiu

życie bez cienia jest niemożliwe
życie bez cienia jest możliwe

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 14 VII 14



*** Tadeusz Różewicz, na obrzeżach poezji
*obrazki z internetu

czwartek, lipca 17, 2014

"W każdym z nas jest ktoś kogo nie znamy. Przemawia do nas w snach i tłumaczy że widzi nas zupełnie inaczej, niż my – siebie."***

XxX


Istnieje miłość od samych korzeni
do głębi symboli i archetypów...

Byłam z tobą dzisiaj w nocy
tak blisko mocno zmysłowo
namiętnie.

Moje usta twoje zęby
język palce błądzące po ciele
alchemia pożądania,

Gorący oddech we mnie 
wypełniona pustka
obalony mit o grzechu.

Zapach smak strumień bieli
 sypiącej transcendentalne 
konfetti rozkoszy.

 I ten biedny duchowy przewodnik
 w cieniu
speszony totalnie

pornograficznym proroczym snem...


JoAnna Idzikowska-Kęsik, 17 VII 14

drugie poważne ostrzeżenie


zadziwiony swoją mądrością
i wdziękiem
lekkomyślny rodzic wierszyka

nie oprze się pokusie

zaoczy chmurkę na niebie
kamień na drodze
dziurkę w absolucie

nic nie zostawi w spokoju

o chmurce zaraz ciurka
że chmurka to nie chmurka
kamyk zimny ogrzewa
w absolucie słowem wierci
aż dowierci się do śmierci
potem

aby było głębiej
wymiesza wszystko
z filozosią "głębi"

takie ambaje

ciągle się dobrze sprzedaje
na krakowskim rynku
pod pomnikiem Adama


Tadeusz Różewicz, zawsze fragment * recykling, Wydaw. Dolnośląskie, Wrocław 1999
Korekta


Śmierć nie poprawi 
w zwrotce ani jednej linijki 
to nie korektorka 
to nie życzliwa pani 
redaktorka 

zła metafora jest nieśmiertelna 

kiepski poeta który umarł 
jest kiepskim zmarłym poetą 

nudziarz po śmierci nudzi 
głupiec zza grobu 
jeszcze głupstwa gada


Tadeusz Różewicz

*** Carl Gustav Jung
**** obrazki z netu