Jak byłam małą i śmieszną dziewczynką, obejrzałam pod nieobecność rodziców teatr telewizji pt. Carmilla(reż Janusz Kondratiuk, Polska, 1980). Tytułową rolę grała w nim Izabela Trojanowska (ur.1955).
Spektakl, oparty na opowiadaniu Josepha Sheridana Le Fanu, dziewiętnastowiecznego pisarza, który miewał omamy, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Takie wrażenie, że spałam pół roku przy włączonym świetle, a rodzice zastanawiali się nad wizytą u psychologa. Potem odwiedziła nas znajoma psycholog mojej mamy, która wyciągnęła ode mnie tajemnicę moich złych snów i obaw przed ciemnością, rysowałyśmy wesołe obrazki i powoli światło w moim pokoju gasło... (zresztą w tamtych czasach światło gasło bardzo często). Ale co się strachu najadłam, że Carmilla odwiedzi mój pokój, to moje!
Gdy obejrzałam ten spektakl po latach, wydał mi się śmieszny, ale wówczas naprawdę zrobił na mnie piorunujące wrażenie!
Piękna twarz Izabeli Trojanowskiej już zawsze kojarzyła mi się ze złą wampirzycą o lesbijskich skłonnościach! A najśmieszniejsze jest to, że zupełnie niedawno, w luźnej rozmowie z moim kolegą, trzy lata ode mnie starszym właścicielem mojej ulubionej księgarni, dowiedziałam się, że po obejrzeniu tego spektaklu, przeżywał to samo: "Boże, jak ja się bałem tej Carmilli!"
Wyobraźnia dziecka jest dziwna, prowadzi na wiele manowców.
Niedługo potem, na wakacjach u mojej ulubionej cioci, Gabrieli, która pozwalała mi na wszystko, łącznie z oglądaniem filmów w środku nocy, miałam okazję zobaczyć film, który zrobił ze mnie dozgonną wielbicielkę dwóch kobiet i mrocznych historii rodem z piekła! Co prawda znowu z miesiąc musiałam spać przy włączonym świetle, ale wampiry... mnie oczarowały swoim pięknem!
Pierwsza z kobiet, o których mowa, to włoska modelka i aktorka, Ornella Muti (ur.1955), druga, to kobieta, którą uważam za jedną z najwybitniejszych aktorek w historii kina, muza Ingmara Bergmana, Liv Ullmann (ur.1938). Film (Francja, Hiszpania, Włochy, 1975) zrealizował syn wielkiego, legendarnego reżysera, Luisa Bunuela, Juan Luis Buñuel.
Jest to opowieść o średniowiecznym szlachcicu, który w wypadku traci ukochaną żonę, Leonor i, żeby ją wskrzesić, zaprzedaje duszę diabłu. Leonor wraca, jednak nie jako piękna, wrażliwa kobieta, ale jako krwiożerczy wampir.
Liv Ullmann w roli tytułowej wypadła wspaniale, zagrała cudownie.
Ornella Muti, wtedy młodziutka i śliczna, również dobrze zagrała w tym średnim, ale fascynującym filmie! Scena, gdy Leonor, w podartej sukni, w jakiejś jaskini, drży z zimna, na zawsze pozostała w mej pamięci.
Niedawno mój kolega, nagrał mi na płytkę włoską wersję tego filmu, bo tylko taką udało mu się znaleźć (nie widziałam filmu odkąd go pierwszy raz zobaczyłam). Nie znam włoskiego, ale Liv Ullmann kocham nadal, a Leonor to jedna z jej ciekawszych kreacji.
Klaus Kinski(ur. 1926; zm. 1991) to był wielki aktor o międzynarodowej sławie. Jego córka, Nastassja, chociaż przępiekna, nie dorównała ojcu talentem i zmysłem aktorskim.
Kinski, zły i krwiożerczy Nosferatu wampir z filmu Wernera Herzoga (1979), mimo wszystko wzbudził moją sympatię, a rozbudził uczucia młodziutkiej wówczas, świetnej aktorki francuskiej, Isabelle Adjani.
Brzydki, chudy, z odstającymi uszami typek o mrocznej duszy, budzi współczucie, każe zastanowić się, czy odwieczna ludzka tęsknota za nieśmiertelnością, naprawdę ma jakikolwiek sens.
Jednym z najlepszych filmów o wampirach i najlepszą adaptacją mrocznej powieści Brama Stokera ( a adaptacji tej powieści było wiele), jest film pt. Dracula Francisa Forda Coppoli z 1992 roku.
Wiele zarzucano reżyserowi, gdy film wszedł na ekrany, ale po latach okazało się, iż ta wersja opowieści o wędrującym przez wieczności wampirze, szukającym utraconej miłości, osadzona w kiczowato - operowej scenerii, broni się sama. Bo wampiry takie właśnie są: troszkę ludzkie, troszkę kiczowate.
Oldman często grywa postaci naznaczone nutką szaleństwa. Jest troszkę zaszufladkowany, ale to bardzo dobry aktor z dużym doświadczeniem teatralnym. A film Coppoli jest teatralny. I jest też piękną opowieścią o miłości. Jest filmem, w którym jest to wszystko, co ludzie lubią: zawiera zarówno elementy grozy, jak i elementy romantyzmu.
Mnie strasznie podoba się scena, gdy cień Gary'ego Oldmana chce udusić Keanu Reevesa! Miodek!
W roku 1994 pojawiła się długo wyczekiwana adaptacja kultowej powieści Anne Rice z 1976 r. pt. Wywiad zWampirem (Interwiew with the Wampire), w reżyserii kontrowersyjnego twórcy (jest nie tylko reżyserem, ale też aktorem i pisarzem), Neila Jordana. Długo czekałam na ten film. I z nim wiąże się moja osobista anegdotka. Książkę udało mi się kupić w dzień, kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą (21 stycznia 1995), pochłonęłam ją, jak woda gąbkę. Ponieważ większość tego czasu spędziłam w szpitalach, nie mogłam pójść do kina i summa summarum, obejrzałam film na video....dzień przed urodzeniem się mojej córeczki (może dlatego moje dziecko kocha wampiry?). Film jest dobitną opowieścią o tym, że miłość i nienawiść to w zasadzie jedno i to samo uczucie. W każdym razie: oba te uczucia są równie silne. Świetną kreację stworzył w nim Brad Pitt. Ale nie tylko on. Neil Jordan ma "oko" do dobrych aktorów. Nie zatrudnił, co prawda, i chwała mu za to, ubiegającego się o rolę w filmie, naszego rodzimego Piotra Adamczyka, który za bardzo popisywał się ponoć na przesłuchaniu. Neil Jordan zatrudnił, wbrew autorce, która w roli Lestata, cynicznego krwiopijcy, widziała holenderskiego aktora - Rutgera Hauera, Toma Cruisa - i to był strzał w dziesiątkę! Duet Cruise-Pitt, to jeden z ciekawszych pojedynków aktorskich w historii kina (o duetach postaram się jeszcze napisać, bo mam kilka ulubionych!). Film Jordana był też pretekstem do narodzin nowej gwiazdy: zadebiutowała w nim i zrobiła to świetnie, trzynastoletnia wówczas Kirsten Dunst.
Sting, gdy przeczytał powieść Anne Rice, napisał jedną z moich ulubionych piosenek, która ukazała się w roku 1985, na jego pierwszej solowej płycie.Okazuje się, że wampiry są dla wielu twórców inspiracją!
Odkąd przeczytałam Wywiad z Wampirem, zaczęłam czytać wszystkie powieści Anne Rice, które ukazywały się w naszym kraju (dwie nawet przeczytałam w oryginale), ponieważ uważam, że kobieta naprawdę nieźle pisze ( i ma obecnie dwa całe białe koty, których fotki namiętnie wkleja na fejsa). Dlatego też z utęsknieniem czekałam na kolejne adaptacje jej powieści. W 2002 roku weszła na ekrany Królowa Potępionych, ale mnie ten film bardzo rozczarował. Jednakże nie zabrakło mu atutów w postaci dwóch bardzo dobrych, europejskich aktorów: szwedzkiej aktorki, Leny Olin i szwajcarskiego gwiazdora Vincenta Pereza.
Talent Leny Olin, docenił nawet Roman Polański, więc cóż dopiero ja. Wampirzycą była taką samą, jak jest kobietą: piękną i zmysłową.
A Vincenta Pereza nigdy nie ocenię obiektywnie, gdyż zakochałam się jego niebieskich oczkach na zabój już długo przed tym filmem, dlatego, moim zdaniem, był to jeden z najseksowniejszych wampirów w historii kina.
Bill Nighyto świetny, brytyjski aktor i piosenkarz, który ostatnio rozczulił mnie swoją rolę w bardzo ciepłym filmie pt. Hotel Marigold. Tutaj jednak wypada mi wspomnieć, że z całej serii Underwold, to właśnie jego rola zrobiła na mnie największe wrażenie. Jest to również przykład aktora, który potrafi naprawdę dobrze, wykreować dobrą rolą i wyjść obronną ręką poza średni scenariusz.
Nie mam czasu na seriale, nie oglądam ich zbyt wielu, jednak ten, przerwany przez strajk scenarzystów, niestety, serial, musiałam obejrzeć. Kolejny wampir z ludzką twarzą, ale za to jaki przystojny! I z jaką seksowną wampirzycą u boku! Tak, serial pt. Pod osłoną nocy (2007-2008), oglądałam tylko dlatego, iż grał w nim bardzo przystojny Alex O'Loughin i niezwykle piękna Shannyn Sossamon.
Z niecierpliwością czekam na film pt. Piękne istoty ( Beautiful Creatures, USA, 2013), przede wszystkim dlatego, iż gra tam mój numer jeden wśród wielkich, współczesnych aktorów, Jeremy Irons!
Niestety, Sagę Zmierzch, na którą chodzę do kina z moją córką i nawet przeczytałam pierwszą z powieści, pozostawiam mojej córce. Wolę, jak Bella robi za Królewnę Śnieżkę.
Muszę tu jeszcze wspomnieć o jednym filmie z wampirami w tle. Otóż jeden z moich ulubionych reżyserów, Roman Polański, popełnił kiedyś komedię, w której obsadził swoją ówczesną żonę, przepiękną i nieodżałowaną aktorkę, Sharon Tate. Film pt. Nieustraszeni pogromcy wampirów to pastisz horrorów, z bardzo dobrą obsadą, bo reżyser również w nim zagrał. A ponieważ wampiry wypada traktować z przymrużeniem oka, dlatego ten film Polańskiego należy do moich ulubionych w temacie.
Jak już wcześniej napisałam, uwielbiam książki i filmy o inności, o wampirach, o dziwolągach, ekscentrykach i innych oryginałach. Temat ten fascynuje mnie od lat, odkąd, jako nastolatka, zaczęłam czytać i wgłębiać twórczość Witkacego, bawić się i wzruszać przy prozie Borisa Viana i Kurta Vonneguta oraz, mojego zdecydowanie ulubionego autora s/f, Philipa Kindreda Dicka. W realu również lubię i cenię oryginalność, ludzi, którzy wbrew wszystkim i wbrew wszystkiemu pozostają sobą. Na zawsze zapadły mi w pamięć słowa Michała Choromańskiego, że "Największą zbrodnią jest nielojalność w stosunku do samego siebie". Dzisiaj jednak chciałam napisać o kilku filmowych stworach i aktorskich kreacjach, które wzbudziły mój zachwyt i które bardzo cenię. Dla aktora jest to na pewno ciekawe wyzwanie, zagrać takiego oryginała, kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości, choć osobiście uważam, że w każdym z nas drzemie cząstka geja, świra, oryginała i ekscentryka. Serio! Ale nie wydłużajmy wstępów, tylko przejdźmy do rzeczy. Robin Williams (ur. 1951) to dobry aktor, ale, moim zdaniem, niestety, zaszufladkowany. Czasem mam wrażenie, że większość jego ról, to wariacje na temat jednej roli. Trudno jednak odmówić mu kilku naprawdę dobrych, a nawet wielkich kreacji. Moje ulubione, to Adrian Cronauer z Good Morning, Vietnam (USA, 1987), nauczyciel ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów (USA, 1989, reż. Peter Weir, o tym filmie jeszcze napiszę i o reżyserze, którego bardzo cenię również), czy zagubiony po tragicznej śmierci żony kloszard, a były wykładowca w The Fisher King (USA, 1991). Najfajnieszego, bo autentycznego oryginała, zagrał Williams w roku 1998 w filmie pt. Patch Adams (reż Tom Shadyac), prawdziwej historii.człowieka, który podnosi się po nieudanej próbie samobójczej, odkrywając swój potencjał rozśmieszania i ratowania ludzi, leczenia śmiechem, zarażania optymizmem. Wbrew wszystkim, a nawet wbrew własnej metryce, rozpoczyna studia medyczne, z których wielu wykładowców chce go wyrzuć za jego niekonwencjonalne metody leczenia. Adams, choć dostaje od życia wiele kopniaków, nie załamuje się więcej, a dzięki niemu, cały świat zna doktorów klaunów, którzy leczą śmiechem chore, czasami śmiertelnie, dzieciaki. Ta postać i ten film pozwalają wierzyć, że warto mieć marzenia, wprowadzać je w życie, no i warto być sobą za wszelką cenę.
W filmie tym zagrał też jeden z mało znanych, ale bardzo dobrych aktorów, niestety, nieżyjący już, Michael Jeter. Jak już mówiłam, zwracam bardzo uwagę na świetnych "drugoplanowców" i Jeter niewątpliwie do nich należał. Ten urodzony 26.08 1952 r. (dokładnie siedemnaście lat wcześniej ode mnie) homoseksualista, ofiara wirusa HIV, stworzył kilka naprawdę wspaniałych kreacji. Uwielbiam dwie. We wspomnianym wcześniej The Fisher King, Jeter wcielił się w postać bezdomnego piosenkarza. Scena, w której śpiewa dla ukochanej profesora, , przebrany w damskie ciuszki, pomalowany, jak Dolly Parton, jest po prostu rozwalająca i świadczy o dużym dystansie aktora do samego siebie. W filmie Patch Adams zaś Jeter zagrał pacjenta kliniki psychiatrycznej i to była czysta, aktorska poezja. Świetny aktorski duet, kolejny z Robin Williamsem. Aktor odszedł w 2003 roku, w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat, ale w mojej pamięci zostanie na zawsze jako świr pozytywny.
Podobno "W domu wariatów jest taka wolność, o jakiej nie śniło się nawet socjalistom"! Nie wiem, tak twierdził Jaroslav Hasek. Ja, gdy chodzę na zajęcia z zakresu arteterapii do szpitala, to widzę tam tylko cudowne, ale nieco zagubione dzieciaki i młodzież. Wiele jest świetnych filmów o wariatkowie, o tym jeszcze postaram się napisać. Dziś chciałabym napisać o dwóch kreacjach rzekomych wariatów... A może po prostu ludzi mających nieco inną percepcję? Johnny'ego Deepa (ur.1963) uwielbiam bezwarunkowo. Jest to, moim zdaniem, aktor, który potrafi zagrać wszystko. Pokochałam go chyba po jego roli w świetnym filmie pt. Co gryzie Gilberta Grape'a, ale najbardziej zapadła mi w pamięć rola pacjenta szpitala psychiatrycznego, którą zagrał u boku legendarnego Marlona Brando (zresztą Brando ponoć dostał tę rolę dlatego, iż Deep nie chciał grać z nikim innym). Don JuanDeMarco (USA, 1994, reż. Jeremy Leven) to wzruszająca opowieść o tym, że trzeba wierzyć w swoje marzenia i że to, co wydaje się inne, zyskuje przy bliższym poznaniu. Bo tutaj, największy kochanek świata, Don Juan, ma ogromny wpływ na swego terapeutę! To dzięki rozmowom z pacjentem, terapeuta uświadamia sobie braki w swoim własnym, także miłosnym, życiu. Bardzo dobrze zagrała w tej opowieści także Faye Dunaway. Wystąpiła w roli żony terapeuty. A dla mnie osobiście, dodatkowym atutem filmu jest muzyka Bryana Adamsa i jego piosenka: Have You Ever Really Loved a Woman. W każdym razie duet Brando/Deep to aktorstwo pierwszej klasy!
Mówi się, że życiową rolą Kevina Spacey (ur.1959) jest rola w American Beauty. Dla mnie jego, jak do tej pory, rolą życia, jest rola w filmie pt. K-PAX. (Niemcy, USA, 2001, reż.Iain Soffley). K-PAX to ciekawa historia i pojedynek dwójki aktorskich gigantów, bo Spacey'owi partneruje tu, w roli jego psychiatry, jeden z moich ukochanych artystów, Jeff Bridges (ur.1949). Film opowiada historię człowieka, który, będąc po silnym wstrząsie psychicznym, twierdzi, iż jest kosmitą i przybył na ziemię z odległej planety, której dokładne umiejscowienie w Kosmosie potrafi podać grupie astrofizyków. Na dodatek zwierzęta i pacjenci, a potem sam psychiatra, jakoś dobrze na tego ufoludka reagują... Geoff Boltwood napisał kiedyś zdanie, które bardzo utkwiło w mojej pamięci: Uważam, że obłęd wielu ludzi polega po prostu na tym, że odmiennie postrzegają rzeczywistość, z czym reszta nie może się pogodzić.
Niedawno w DKFie, a kilka tygodni temu na DVD, obejrzałam dwa filmy, które wbiły mnie w fotel. Wcześniej czytałam o tych obrazach i wkurzyły mnie polskie tytuły, które, jak zwykle, zostały bardzo kreatywnie przetłumaczone ( kto to w ogóle tłumaczy?!). Czekałam na nie z kilku powodów, głownie dlatego, że potrafię obejrzeć naprawdę denny filmik tylko po to, aby pogapić się na swoich ulubionych aktorów. Tym razem jednak absolutnie się nie zawiodłam! W pierwszym gra prześliczna Diane Kruger (ur.1976), w drugim... nikt inny, jak mój ulubiony Sean Penn! Lily (Pieds nus sur les limaces, Francja 2010, reż. Fabienne Berhaud) jest opowieścią o parze sióstr, które mają skrajnie różne charaktery, zupełnie inaczej patrzą na życie. Kruger gra tę mądrzejszą siostrę, w rolę tej ekscentrycznej, wcieliła się zupełnie mi wcześniej nieznana, młoda francuska aktorka, Ludvine Sagnier (ur.1979). Oryginalny tytuł można przetłumaczyć Boso (lub piechotą) na ślimaki (i to te gołe, bez skorupek) i ten tytuł oddaje to, co w filmie ważne. Lily jest dziwna, może nawet upośledzona umysłowo, ale tak wolnej osoby, jak ona, tylko ze świecą szukać! Po wielu przejściach,zgrzytach,nieporozumieniach,starsza siostra, która opiekuje się Lily
po tragicznej śmierci matki, też odnajduje w sobie te pokłady wolności. I
to jest piękne! To pokazuje, jak dużo możemy się nauczyć od osób
pokroju Lily! Aktorki grają świetnie, twarz Diane bez makijażu ukazuje
piękno w najczystszej postaci.
Wszystkie odloty Chayenne'a (This Must Be the Place, USA 2011, reż. Paolo Sorrentino), to interesująca historia byłego rockmana, który pod wpływem przykrej historii związanej z jego fanami, nie może znaleźć sobie miejsca w życiu, a pod wpływem innego, równie smutnego wydarzenia, odnajduje to miejsce i ... samego siebie. Sean Penn kilkakrotnie już udowadniał swoją aktorską wielkość, jednak ta kreacja jest wyjątkowa!
Jego make-up.głos, włosy, gest dmuchania w wiecznie opadające pasmo grzywki i scena na końcu filmu, gdy zapala papierosa, to dosłownie majstersztyk! Na wyróżnienie zasługuje również Frances McDormand (ur. 1957), świetna aktorka drugiego planu, w roli żony Cheyenne'a.
Poza tym, z tego filmu dowiedziałam się, co zrobić, żeby moje usta były długo czerwone, bo to lubię, a wiecznie miałam z tym problem, wciąż "zjadałam" szminkę, potem już nie chciało mi się powtórnie malować. Jest w tym filmie scena, gdy Chayenne wchodzi do windy, w której kilka kobiet dyskutuje o tym, że nawet drogie szminki krótko pozostają na ustach. Cheyenne słucha, wywala te swoje cudne, niebieskie oczęta, a na koniec mówi do kobiet: Szminka będzie się trzymać na ustach cały dzień, gdy przed jej nałożeniem, nałożymy na usta odrobinę podkładu... I wychodzi z windy, zostawiając kobitki w konsternacji... Sprawdziłam! Miracle! To naprawdę działa!
Mój ukochany Witkacy pisał, że jest najnieszczęśliwszym z ludzi, zagmatwanym w sobie do obłędu. Każdy z nas tak czasem ma i każdy ma jakieś odloty! Ja często śpiewam, przede wszystkim w łazience, w trakcie kąpieli, tańczę, potrafię nie spać kilka nocy z rzędu i uwielbiam być sama, chociaż kocham swoją rodzinę i przyjaciół. Rysuję i maluję, prowadzę pisemny dialog z samą sobą, gdy jest mi źle, pytania zadając prawą, a odpowiadając lewą ręką. Jest to naprawdę świetna, sprawdzona forma autoterapii.Pomijajac moją wrodzoną grafomanię i te wszystkie moje wierszyki! Często, jak mam doła, sama robię sobie pasemka, albo farbuję włosy, a potem Paweł, mój fryzjer, gej, załamuje ręce i mówi: Ach, Dżoana, znowu miałaś odlot? J. Lacon napisał w którejś ze swoich książek (nie wiem, w której, bo spisałam jedynie cytat): Jestestwa człowieka nie tylko nie da się zrozumieć bez szaleństwa, lecz nie byłoby jestestwem człowieka, gdyby nie niosło ze sobą szaleństwa, jako granicy swej wolności. Tadeusz Żeleński, Boy, stwierdził: O, szaleństwo, jakże twoim jestem, tyś mi światłem w błędnych mrokach nocy. Tyś jest słowem, a ja tylko gestem, zniechęcenia gestem i niemocy. Lubię poszaleć i posłuchać piosenek w wykonaniu różnych odlotowych ludzi, takich, jak np. ten, nieodżałowany wokalista, bo jakże nudne byłoby nasze życie bez odrobiny szaleństwa:
Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie, niż w szarej, nudnej banalności i marazmie!
Daj mi wstążkę błękitną - oddam ci ją Bez opóźnienia...(...)
/Cyprian Kamil Norwid/ jak królewska tancerka subtelna smukła i gibka z błękitną wstążką życia wiruję nazbyt szybka
tańczę pląsam zatracam się w chwilach bez pokrycia i nie wiem ile jeszcze mam taktów do przebycia do przetańczenia wierszem słów dla mnie najpiękniejszych do wirowania w nitkach barw najjaśniejszej tęczy i dotykania skrzydeł białych puszystych aniołów oraz do wykopania depresji najgłębszych dołów chciałabym życie przetańczyć z piękna symbolem w ręku i się nie zniżyć broń Boże do piekła gorących kręgów dużo książek przeczytać kochać się z Czasem bez lęku a potem umrzeć szybko bez wydłużonych wstępów aby ostatni swój taniec może już cichy i wolny wytańczyć jak najsubtelniej w taktach miłością spokojnych w rytmach tętniących radością
drżących oczekiwaniem na najważniejsze w mym życiu ze śmiercią upojną spotkanie
"Weź ten walc, co w ramiona mi zgasł" ***
*** cytat z wiersza F. G. Lorci
JoAnna Idzikowska-Kęsik, nie pamiętam, kiedy napisałam ten wiersz, chyba w 2011 r., latem
Poniedziałkowe wieczory spędzam z reguły w kinie, w jednym z najlepszych Dyskusyjnych Klubów Filmowych w Polsce. W tym samym czasie nagrywa mi się spektakl teatru TV, bo to duża strawa dla mojego ducha.Dziś jednak chciałabym opowiedzieć o kilku kreacjach aktorskich i kilku moich ulubionych filmach, do których zawsze chętnie wracam i które fascynują mnie od lat.
Niedawno zachwycił mnie po raz kolejny kanadyjski aktor, Christopher Plummer (ur.1929). Aktor aktywny zawodowo od lat pięćdziesiątych, który gra dużo i dobrze, trzykrotnie żonaty i bardzo przystojny do dziś, zagrał u boku Ewana McGragora (ur.1971) w ciekawym filmie pt. Debiutanci (Beginners, USA 2010, reż. Mike Mills). Plummer stworzył kreację ojca dojrzałego faceta, który po śmierci żony ujawnia, iż przez całe życie cierpiał z powodu swojego związku i braku możliwości ujawnienia swej orientacji seksualnej. Chory na raka człowiek, wyjawia synowi swoją tajemnicę: jestem gejem, twoim tatą, chcę teraz żyć po swojemu.Wyznanie jest dla syna szokiem (w tej roli bardzo dobry Ewan McGregor), jednak jest też pretekstem do lepszego poznania ojca, do przeanalizowania jego zachowań i do odbudowania więzi przez lata zaniedbywanej. Ojciec umiera spełniony, synowi pozwala to spojrzeć na siebie, na życie, z nieco szerszej perspektywy.
Plummer zjadł zęby na aktorstwie, ale ta jego kreacja zachwyca szczerością, a także dystansem aktora do siebie.
Gdy byłam nastolatką, mój tato pracował w ośrodku kultury, z tej racji miałam okazję chodzić do kina po kilka razy na ten sam film. Poza tym - do dzisiaj nie wiem, dlaczego - moi rodzice uważali, że jestem na tyle dojrzała, że filmy dozwolone od lat osiemnastu, mogę, jako trzynasto-piętanstolatka oglądać do woli. I z tamtych lat pamiętam dwa świetne filmy, do których wracam do dziś i które zachwycają mnie tak samo, jak kiedyś.
Dwie piękne, zdolne polskie aktorki zagrały razem w 1982 roku w węgierskiej produkcji w reżyserii Karolly Makka i Janosa Xantusa pt. Inne spojrzenie. Film był polityczny, ale to mnie wtedy zupełnie nie interesowało. Opowiadał on historię miłości niezwykłej, bardzo subtelnej, ale i trudnej zarazem: miłości dwóch młodych kobiet. Jadwiga Jankowska-Cieślak (ur.1951) za tę wspaniałą rolę otrzymała Złotą Palmę dla najlepszej aktorki na Festiwalu w Cannes, w 1982, ale rola Grażyny Szapołowskiej (ur. 1953, dla mnie chyba najlepsza w dorobku tej pięknej kobiety) była równie dobra.
Jak już pisałam, uwielbiam filmy o wampirach i innych dziwnych postaciach, dlatego też pierwsza pobiegłam na film Tony'ego Scotta, zwłaszcza, iż główną rolę grała w nim ikona francuskiego kina, Cartherine Deneuve (ur.1943) i bardzo popularny wówczas wokalista, David Bowie (ur.1947). Jednak objawieniem tego filmu była aktorka, którą od tamtej pory uwielbiam: Susan Sarandon (ur.1946), która w scenie miłosnej z Catherine Deneuve po prostu wbiła mnie w fotel. Nie zapamiętałam więc tego obrazu, jako filmu o długowiecznych wampirach polujących na ludzi i żywiących się ich krwią, tylko jako obraz ukazujący piękną łóżkową scenę w wykonaniu dwóch świetnych aktorek. Tony Scott, młodszy brat Ridleya, popełnił w zeszłym roku, w sierpniu, samobójstwo, skacząc z mostu. Szkoda. Jednak Zagadka nieśmiertelności (The Hunger, USA 1983) zawsze już będzie jednym z moich ulubionych filmów.
William Hurt (ur. 1950) to aktor, któremu zazdroszczę spotkania w 1983 r. z moją ukochaną Joanną Pacułą na planie Parku Gorky'ego Michalea Apteda i którego podziwiam za kreację nauczyciela niedosłyszących i głuchych uczniów w Dzieciach gorszego Boga (1986). Największy mój podziw, wśród mnóstwa dobrych kreacji tego artysty, wzbudziła jednak jego rola w filmie pt. Pocałunek kobiety pająka (Kiss of the Spider Woman, USA, 1985, reż. Hector Babenco), za którą otrzymał w 1985 Złotą Palmę w Cannes i zasłużonego Oscara w 1986 roku.Hurt gra w tym filmie homoseksualistę skazanego na więzienie za niemoralne prowadzenie się. Na wyróżnienie zasługuje też inny aktor, Raul Julia (ur.1940; zm.1994), jako współwięzień Hurta. Dla mnie ten film opowiada o narodzinach przyjaźni, akceptacji i zrozumienia mężczyzn z dwóch różnych światów. O budowaniu wzajemnego szacunku i zaufania, pozbawiania się lęków przed tym, co inne, dziwne, nieznane.
W tym samym, 1985 roku, jeden z moich ulubionych aktorów, Daniel Day-Lewis, stworzył niezwykle ciekawą kreację w filmie pt. Moja piękna pralnia (reż.Stephen Frears). Ten film zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Day-Lewis stał się moim ulubionym aktorem na zawsze.
W roku 1989 nakręcony został pierwszy, w miarę obiektywny film o problemie
AIDS w środowisku homoseksualistów: Długoletni przyjaciele (Longtime Companion,
reż. Norman Rene). Młodego geja zagrał w nim jeden z moich ukochanych
przystojniaków, Campbell Scott (ur. 1961), ale to nie jego kreacja została
nagrodzona Złotym Globem i była nominowana do Oscara. Za rolę homoseksualisty w
tym filmie nagrody zebrał bardzo dobry, ale mało znany, drugoplanowy aktor,
Bruce Davison (ur. 1946). Nie był to wielki obraz (oceniłam na 5/10), jednak
był ważny i potrzebny, a ja dzięki niemu, sięgnęłam po książki Louise L. Hay, jednej z bardziej znanych propagatorek pozytywnego myślenia.
Denzel Washington (ur. 1954) to dla mnie najprzystojnieszy czarnoskóry aktor i jeden z najzdolniejszych aktorów średniego pokolenia, którego pokochałam po tym, jak stworzył rewelacyjny duet z Tomem Hanksem (ur.1956) w bardzo pięknym, wzruszającym filmie ze świetną piosenką Bruce'a Springsteena pt. Filadelfia ( Philadelphia, 1993, reż.Jonathan Demme).
Dzieło znane i powszechnie uważane za ważne, powiem zatem, że najbardziej poruszyła mnie scena, w której Tom Hanks słucha z Washingtonem arii operowych.
Zanim został gwiazdą kina światowego formatu, australijski aktor, Russell Crowe, zagrał w filmie pt. Tacy, jak my (The Sum of Us, Australia 1994, raż. Kevin Dowling, Geolf Burton), bardzo sympatycznym komedio-dramacie o relacjach: ojciec, szukający po śmierci żony, nowej partnerki i syn, odkrywający swoją tożsamość i szukający...partnera. W filmie tym, bardzo dobrą kreację storzył też australijski, sympatyczny aktor, Jack Thompson, który wcielił się w rolę ojca.
W roku 1995 powstały dwa piękne filmy mówiące o innej, dla wielu niemożliwej, dla jeszcze innych zakazanej miłości: Carrington (UK, reż. Christpher Hampton) i telewizyjna produkcja pt. SekretMargarethe Cammennmayer (Serving in Silence: The Margarethe Commennmayer Story,USA, reż. Jeff Blackner), oba oparte na faktach.
Pierwszy urzeka wiszącą w powietrzu, wysublimowaną erotyką, dzięki wspaniałej grze Emmy Thmopson (ur.1959) w roli tytułowej, malarki Dory Carrington i partnerującemu jej Jonathanovi Pryce'owi (ur.1947) w roli zadeklarowanego homoseksualisty, Lyttona Stracheya. Para spotyka się w Londynie i Stachey bierze Dorę za chłopca, próbuje uwieźć. Wyemancypowana kobieta zakochuje się w nim, ale go zdradza, a on, sam nie wie, dlaczego, jest o nią zazdrosny. Ten związek trwa i jest oparty na fundamencie wielkiej przyjaźni. Kiedy on umiera na raka, ona dwa miesiące później popełnia samobójstwo...
Historia Margarethe Cammennmayer to historia żołnierza armii USA, kobiety zamężnej, która odkrywa po wielu latach bycia w nieudanym, heteroseksualnym związku, iż kocha kobietę, a starając się o awans w armii, na swoją zgubę, przyznaje się do swoich preferencji, co zamyka jej ścieżkę kariery na zawsze.. Zawsze lubiłam Glenn Close (ur. 1947) i partnerującą jej Judy Davis (ur.1955), jednak tą rolą udowodniła swoją wielkość. Natomiast dopiero w tym roku w USA weszła ustawa o tym, iż homoseksualiści, w tym kobiety, mogą być żołnierzami.
Poeci to zawsze dla mnie ciekawy temat do czytania i oglądania. W roku 1995 młody wówczas i obiecujący aktor, Leonardo DiCaprio wcielił się w postać francuskiego poety, Arthura Rimbaud w filmie pt. Całkowite zaćmiecie, wyreżyserowanym przez Agnieszkę Holland.
Zawsze miałam słabość do błękitnookich blondynów, czego przykładem jest mój własny (?) mąż, dlatego też Jude'a Law (ur.1972) pokochałam po jego świetnej, drugoplanowej roli lorda Alfreda Douglasa, kochanka pisarza, Oscara Wilde'a. Film pt. Wilde powstał w roku 1997 na kanwie opowiadania Wilde'a pt. The Selish Giant, wyreżyserował go Bryan Gilbert, a w postać tytułową wcielił się znany homoseksualista, Stephen Fry (ur.1957).
Angelina Jolie (ur.1975) to śliczna dziewczyna, na którą już dawno temu zwróciłam uwagę. Pojawiła się w roku 1996 w filmie pt. Wtajemniczenie, gdzie zagrała zbuntowaną nastolatkę, całującą swoje koleżanki, a jej piękne usta czarowały już wtedy, natomiast przekonała mnie do siebie, jako do aktorki zdolnej, kiedy w roku 1998 zagrała jedną z pierwszych sławnych ofiar wirusa HIV, znaną i cenioną modelkę,lesbijkę Gię Carangi w telewizyjnej produkcji pt. Gia (USA, reż.Michael Cristofer).Bardzo dobrą rolę, przyjaciółki Gii w tym filmie stworzyła też, znana dziś z serialu Lost, Elisabeth Mitchell (ur.1970).
Filmem, który mną wstrząsnął, który, nie ukrywam, trochę mnie zniesmaczył, był obraz z 1998 o życiu i miłości irlandzkiego malarza, Francisa Bacona pt. Love is the Devil, w reżyserii Johna Meybury. W postać malarza wcielił się mój ulubiony brytyjski aktor, którego jako mała dziewczynka pokochałam za rolę ułomnego Klaudiusza z serialu Ja, Klaudiusz, sir Derek Jacobi (ur.1938), który nigdy nie ukrywał swojej homoseksualnej orientacji i w roku 2006 poślubił wieloletniego przyjaciela, Richarda Clifforda.Świetną kreację kochanka malarza w tym mocnym, że się tak wyrażę, filmie stworzył też Daniel Craig (ur.1968).Nie wracałam do tego filmu, odkąd go obejrzałam w kinie. Myślę, że wrócę i spojrzę nieco...doroślej? W każdym razie po tym filmie zwróciłam uwagę i zaczęłam śledzić karierę Craiga i nie zawiodłam się.
Bardzo, ale
to bardzo cenię Kevian Spacey (ur. 1959). Uważam, iż jest to zdecydowanie jeden
z najciekawszych aktorów średniego pokolenia, światowego formatu. Ponoć jego
życiową rolą jest rola w sławnym filmiept. American Beauty (USA, 1999, reż. Sam Mendes). Jednak według mnie
swoją życiową rolę w tym obrazie zagrał Chris Cooper (ur.1951). Zawsze zwracam
uwagę na drugoplanowych, zdolnych brzydali i rzadko się zawodzę. Chris
zachwycił mnie w Zaklinaczu koni Roberta Redforda, ale w AmericanBeauty
przeszedł samego siebie. Zagrał emerytowanego żołnierza, despotycznego ojca
nastoletniego syna, homofoba, który okazał się gejem i zrobił to pięknie!
Godziny(The Hours, USA, 2002, reż.Stephen Daldry), to film, który oglądałam już ze dwadzieścia razy i który chyba nigdy mi się nie znudzi, gdyż za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. Ksiązkę Virginii Woolf pt. Pani Dalloway znałam na długo przed jego obejrzeniem, natomiast powieść Michaela Cunninghama, na kanwie którego powstał, przeczytałam po obejrzeniu w kinie filmu. Co fascynuje w tym obrazie? Ludzkie słabości, rozterki, odkrywanie siebie i swojej natury. I kreacje plejady moich ulubionych gwiazd: Meryl Streep (ur.1949), Julianne Moore (ur.1960), Nicole Kidman (ur.1967), Jeffa Danielsa (ur.1955), Johna C. Reilly (ur.1965), a przede wszystkim Eda Harrisa (ur.1950).
Ed Harris w roli pisarza, ofiary ADIS, przyjaciela kobiety żyjącej w homoseksualnym związku, syna kobiety, która odkryła, będąc w drugiej ciąży, że jest lesbijką, wielbiciela prozy Virginii Woolf, o której skłonnościach do kobiet i białym małżeństwie oraz myślach samobójczych wiedzą prawie wszyscy... Ed Harris, mój ulubiony aktor, zagrał w tym filmie wirtuozersko, przekonał mnie, iż dobrzy aktorzy potrafią zagrać wszystko.
Jest aktor, którego odejścia jakoś nie potrafię odżałować, chociaż 22 stycznia minęło już pięc lat od jego nagłej, niespodziewanej śmierci. Heath Ledger (ur.1979; zm.2008), bo o nim mowa, zachwycił mnie rolą kowboja w kultowym już filmie Anga Lee pt. Tajemnica Brokeback Mountain (The Brokeback Mountain, USA, 2005). W filmie o trudnej miłości dwóch mężczyzn zachwyciła mnie scena, w której grany przez Ledgera bohater wyjmuje z szafy koszulę zmarłego przyjaciela... Płakałam w kinie ze wzruszenia, a rzadko mi się to zdarza, lubię i potrafię panować nad swoimi emocjami. Świetne kreacje stworzyli w tym obrazie inni młodzi aktorzy: Jake Gyllenhaal (ur. 1980), Michelle Williams, która ostatnio błysnęła rolą legendarnej Marilyn Monroe (ur. 1980) i śliczna Anne Hayhaway (ur.1982). To jeden z takich filmów, które mogę oglądać wiele razy. Wspaniały, wzruszający, mądry film.
W 2005 roku powstał też debiutancki film Bennetta Millera o życiu znanego pisarza, w którym rewelacyjną kreację stworzył jeden z moich ulubionych brzydali, Philip Seymour Hoffman. Kim był Truman Capote i jakie miał preferencje seksualne, chyba nie muszę pisać. Powiem, że rola P.S. Hoffmana to jedna z najlepszych ról w dorobku tego bardzo zdolnego aktora.
Sean Penn (ur.,1960) ! Tak, już tutaj nawet kiedyś to napisałam:i zapewne jeszcze napiszę. Uwielbiam faceta od dawna. I to nie tylko za jego role filmowe, ale również za film, który wyreżyserował i jeszcze w jednej z ról obsadził, wspomnianego wyżej, Williama Hurta ( Into the Wilde, USA, 2007). Nie o tym jego filmie chcę tutaj napisać. Tu napiszę o Obywatelu Milku (Milk, USA, 2008, reż. Gus Van Sant), filmie, który byłby kiepski, no, może średni, gdyby nie udział Seana Penna.Filmie bardzo ważnym, ponieważ opowiadającym prawdziwą historię jednego z pionierów walki o prawa gejów i lesbijek, zamordowanego przez kolegę o ograniczonych poglądach. Film daje do myślenia, każe się zastanowić nad tym, dlaczego tak wielu ludzi boi się inności.
Kolejny mój ulubiony film to czysta poezja. Perełeczka i cudeńko. Książka Christophera Isherwooda, na kanwie której powstał, bardzo mi się podobała, jednak chyba wolę film, przede wszystkim dlatego, iż Colin Firth (ur. 1960) udowodnił w nim to, że jest bardzo dobrym aktorem. A Julianne Moore, która mu partnerowała, pokocham na wieki. I niech sobie oboje grają w pustych i nic nie wnoszących komedyjkach romantycznych, ostatecznie muszą z czegoś żyć, skoro tym filmem udowodnili, że są aktorami pierwszej klasy!
Samotny mężczyzna (A Single Man, USA 2009, reż.Tom Ford) to historia wykładowcy uniwersyteckiego, który po wielu latach udanego związku, traci w wypadku samochodowym przyjaciela i nie może nawet pojechać na jego pogrzeb, gdyż nie życzy sobie tego rodzina mężczyzny. Moją uwagę przykuł w tym filmie młody, obiecujący aktor, znany ze swej dziecięcej roli u boku Hugh Granta w filmie Był sobie chłopiec, Nicolas Hoult (ur.1989), w roli studenta. Wróżę mu ciekawą karierę.
No i znowu ta cudna rudowłosa Julianne w filmie, który obejrzałam kilka tygodni temu, w duecie z Annette Bening (ur.1958), jako para lesbijek wychowujących dwoje dzieci w filmie pt. Wszystko w porządku (The Kids Are All Rigth, USA 2010, reż.Lisa Cholodenko).
Film opowiada historię rodziny, w której życie wkracza niespodziewanie biologiczny ojciec dzieciaków wychowywanych przez dwie piękne kobiety. Starsza córka kobiet, urodzona w wyniku sztucznego zapłodnienia (w tej roli znana z Alicji w Krainie Czarów, Mia Wasikowska, ur.1989), w momencie ukończenia osiemnastego roku życia, postanawia poznać biologicznego ojca (Mark Ruffalo, ur.1967). No i robi się zamieszanie...
Dwie absolutnie piękne francuskie gwiazdy spotkały się w filmie pt. Bye, bye Blonde (Francja 2011), opowiadającym o trudnej miłości kobiet, które po latach, próbują do siebie wrócić. Film warto obejrzeć choćby po to, aby popatrzyć na urodę w najczystszej postaci: Emmanuelle Beart i Beatrice Dalle.
W naszym kraju również trwa ciągłe zamieszanie. Ciągle ktoś wypowiada się w imieniu innych na dany temat, absolutnie nie mając pojęcia o tym, co ci inni, w których imieniu się wypowiada, tak naprawdę myślą!
Więc ja, żona z dwudziestojednoletnim stażem, partnerka tego samego kolesia od dwudziestu czterech lat, matka prawie osiemnastoletniej córki, wychowanej w duchu tolerancji i akceptacji oraz szacunku dla drugiego człowieka, mówię za siebie: nie przeszkadzają i nie zagrażają mi związki partnerskie, przyjaźnię się z wieloma parami żyjącymi w wolnych związkach, zarówno hetero, jak i homoseksualnych i daj Boże, aby wszystkie małżeństwa żyły w tak piękny sposób.
Seriali prawie nie oglądam, gdyż goni mnie czas, ale jest jeden, który uwielbiam:
A tym, którym się nie podoba fakt, iż wśród nas żyje i chce żyć godnie wielu homoseksualistów, powiem krótko: jeśli chcesz zmieniać ludzi, zacznij od siebie, jeśli chcesz zmieniać i naprawiać ten świat...zacznij od siebie i pamiętaj, że ze wszystkich wad, jakie widzimy i nie tolerujemy u innych, najbardziej dokuczają nam... nasze własne!
Idę posłuchać płyty K.D.LANG! Kocham kobietę!
(1993, k.d.lang (ur.1961) i Cindy Crawford: (ur.1966): zdjęcia obu pań zamieszczone w magazynie Vanity Fair, wywołały aferę; Cindy z dnia na dzień stała się lesbijką, a jej ówczesny mąż, Richard Gere, gejem. ;-)