Brzydcy?
"Brzydka ona, brzydki on
A taka ładna miłość".
Jan Wołek
Była biedną, nieślubną córką ubogiej kobiety;
babka też ledwo koniec z końcem wiązała,
ale pomagała choćby dobrym słowem.
Mówili o niej: miejscowa kurewka.
Cóż poradzić na ludzką zawiść,
brak zrozumienia, dobroci, empatii?
Uchodził za tutejszego głupka,
bo skończył zawodówkę w szkole specjalnej;
dziwne to były czasy, gdy zaniedbane dzieci
trafiały z automatu do takiej placówki.
Miał swój rozum i honor, chwytał życie za bary
i nigdy się nie uskarżał na wredny, parszywy los.
Pobili ją i zgwałcili podwórkowe lumpy,
bo dać pijusom nie chciała za darmo.
Wyszczali się na nią, zostawili nagą
w błocie, na pastwę grudniowego deszczu.
Sąsiedzi z kręgu pobliskich kamienic
bezdusznie udawali, że nic się nie stało;
cichaczem spoglądali zza gęstych firanek,
bo po co się wtrącać i bandzie narażać?
On wracał z ciężkiej i żmudnej roboty,
gdy jej mózg emitował już wizję tunelu;
przerzucił brudną, śmierdzącą przez ramię
i pobiegł szybko, prosto do szpitala.
Lekarz z obrzydzeniem udzielił pomocy
i po trzech godzinach wyprosił do domu:
nie ma miejsc dla takich w polskiej służbie zdrowia,
więc jakoś muszą sobie radzić sami.
Został i był przy niej: mył, karmił, pocieszał,
chociaż sam nie wiedział, co to radość życia.
Potem ją pokochał z dużą wzajemnością.
Odtąd żyją razem wbrew całemu światu.
I kiedy tak słucham, co mi o nich bredzą,
nie wiem gdzie mam wtrącić słowo
"patologia", bo oni tacy piękni i stali w uczuciu,
są ponad żuli, sąsiadów, lekarza, plotki
oraz system, co w swej bezduszności
wykreował kadry nieludzkiej przemocy.
Błogosław wierszu wszystkich poniżonych
i kochaj prawdę, wzgardzoną przez świat.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 11 XII 15
"Tylko pisaniem umiem się utulić". - Agnieszka Osiecka
Translate
piątek, grudnia 11, 2015
"A prawdą jest drzewo strzeliste, prawdą są obłoki czyste, prawdą jest kwiat..." ***
***cytat w tytule notki, Władysław Orkan
*gify z netu
czwartek, grudnia 10, 2015
A u mnie deską zabity świat...
Sługa boży, Mistrz Ildefons (na zdjęciu autorstwa Benedykta Jerzego Dorysa powyżej)lata gdzieś po chmurkach od sześćdziesięciu dwóch lat, a jakże aktualne są jego teksty...
Nadal inspiruje, uczy, bawi.
LUBIĘ TO!
❤
List noworoczny do ludzi z wiosek i z małych miast
Inspektorowi oświatowemu. Teodorowi Filipczukowi ze Starogardu
Moi drodzy, ja dobrze wiem,
jak to jest u was:
Przemija dzień i nowy dzień
mgłą się zasnuwa,
a gdy zasnuje się, noc znów
schodzi do sieni -
i dłubie z nudów senny nów
w szparach okiennic -
i tak jest mało lepszych chwil:
Nudno i krzywo -
chyba że tam, gdzie świeci szyld:
WÓDKA i PIWO.
A w wielkich miastach ajajaj!
sława i słońce,
bez przerwy Szopen, Bach i Haydn,
bez końca koncert;
pianista pierze bieliznę swą
w chemicznej pralni
i wszyscy tacy śliczni są
i kulturalni.
A u was deską zabity świat,
głuchy i niemy.
To nic. Za rok, za parę lat
odbijemy.
Kultura to nie żaden cud,
lecz zwykła świeczka,
to tych spod serca parę nut,
ludzkość serdeczna.
Że trudno? Hm. To nic. To nic.
Grunt to nadzieja.
Więc zamiast znaczka na ten list
serce naklejam.
Konstanty Ildefons Gałczyński
1947
❤
❤
Pamięci K. I. Gałczyńskiego
Poeto grecko-cygański
w dorożce zaczarowanej,
koniec Twej pieśni bezpańskiej,
kochanej.
Jakaż nad Tobą Niobe
płacze rzewna?
I my płaczemy po Tobie,
i skrzypka śpiewna.
Możeś Wieżą Mariacką
aż tam odszedł,
gdzie się słowno-drewniane cacka
składa za Stwoszem?
Ach, żal, Konstanty, żal mi
figlów Twoich i pieśni,
że się już nic nie rozpsalmi,
nawet nie prześni,
ale którejś nocy grudniowej,
gdy lata miną,
oratorium zagrzmi Bachowe
i łzy popłyną.
A wtedy skrzypka Twa, skrzypka,
którą dałeś Józiowi,
jak meteor nadleci, szybka,
znów się rozsłowi.
Władysław Broniewski
❤
❤
Gałczyński
Pokazałeś w wesołej herezji
Przez swe fraszki fiołkowe i gęsie,
Ile jest nonsensu w poezji
I ile poezji w nonsensie.
Leopold Staff
❤
❤
Na odejście poety
Spadają łzy i ptaki
gwiazdy i śniegi
jabłka i deszcze
gromy i cisze
Lecąc
potknąłeś się o srebrny pień
grudniowej nocy
i spadasz
coraz prędzej jaśniej
Oczy dłonią przysłaniam
lecz nic już nie widzę
A tam czekają na Ciebie
Muzy
dziewczynki grzeczne z kokardami
z pierwszego oddziału
wiejskiej szkoły
Biorą Cię za ręce
które upuściły pióro
i prowadzą dalej
boś jeszcze słaby
jeszcze boli ludzkie
biedne serce
Ty im opowiadasz
nienapisane
milczące jak kwiaty
wiersze.
Tadeusz Różewicz
❤
❤
Przyczyny jego związku z prawicą trzeba szukać w jego politycznych upodobaniach. Delta, bufon i trubadur, nie był pozbawiony profesjonalnych zasad. Swoją profesję poety traktował z szacunkiem — ten szacunek nie rozciągał się jednak na to, o czym pisał i co głosił. Jak i dla kogo — to było ważne. Do ezoterycznych szkół literackich, którymi interesowało się jedynie małe grono smakoszów, odnosił się z pogardą. Poetów, których wiersze były zrozumiałe tylko dla nielicznych intelektualistów, wyśmiewał. Samotne rozmyślania z piórem w ręku w czterech ścianach pokoju, bez nadziei znalezienia czytelników, nie było dla niego. Lutnia w ręku i tłum wielbicieli — oto czego pragnął, jak pragnęli dawni pieśniarze i poeci. Trudno o lepszy przykład pisarza buntującego się przeciwko izolacji intelektualisty w dwudziestym wieku niż Delta.
Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, 1953
❤
❤
Ja, który kiedyś tak lekceważyłem poezję K.I. Gałczyńskiego, powiem, że byłem trochę młodszy i zdanie o Gałczyńskim miałem wyrobione nie własne, tylko szedłem za nowoczesną wtedy modą, że jest to wszystko taka poezyjka bez głębokości i dna, powierzchnia wody złocona od nawrzucanych paciorków i świecideł. Byłem wtedy bardzo młodszy. Mogę to powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy. Teraz wypowiadam się, że poezja Gałczyńskiego to jest […] Wielka góra. Mówię to swobodnie i śmiało, z przekonaniem głębokim, chociaż sam inne mam w poezji widoki. […]
Dzisiaj jeszcze czytałem wiersze K.I. Gałczyńskiego. Piękne są to wiersze, a niektóre zachwycające. […]
I tak, jak przedtem bardzo wiele, tak teraz prawie żadne słowo mnie tam nie razi. Zrozumiałem, że to jest taka poezja. Że są różne poezje. To znaczy poezja jest jedna, ale są różne szczyty gór. I nie o to chodzi, który wyższy jest, który niższy, bo na tych wysokościach to się już nie liczy. Tylko co komu się podoba, co komu bardziej odpowiada. Mnie też bardziej odpowiada inna poezja. Ale nie mogę być ślepy albo małowzroczny. Muszę oddać sprawiedliwość.
Edward Stachura
❤
❤
Chciałbym
Chciałbym mieć
Taką sieć
By w nią wpleść
Życia treść
By nią kraść księżycowe światło
Albo róż
Rannych zórz
Taką sieć
Chciałbym mieć
By w nią wpaść i nie wypaść łatwo.
Chciałbym trwać
Żeby znać
Zapach łąk
Czułość rąk
W ustach mieć kosmyk twoich włosów
Dłonie spleść
Oczy wznieść
Zapaść hen
W piękny sen
Pośród traw i rozkwitłych wrzosów
Być w siódmym niebie
Czuwać kiedy licho śpi
Nucić dla ciebie
Pisać pieśni jak K.I.
Chciałbym dać ci
Jasne sny
Ranne mgły
Wonne bzy
Nocne ćmy ptaki i zwierzęta
Letni sad
Świat bez wad
Stary płot
Ptasi lot
Wszystko co pamięć zapamięta
W pustych drzwiach
Staje Bach
Strząsa szron
Daje ton
Gra nam pieśń na sopelkach lodu
Pragnąłbym
Znaleźć rym
Śpiewać z nim
Słońca hymn
Sławić cud porannego chłodu
Wzrok mieć spokojny
Liczyć tylko dobre dni
Wyrzec się wojny
Śpiewać pieśni jak K.I.
Chciałbym mieć
Taką sieć
Schwytać w nią
Nudę złą
Blaskiem ją rozpromienić w jasność
Potem nieść
Dobrą wieść
Zmienić lęk
W piękny dźwięk
Taką sieć chciałbym mieć na własność
Mógłbym też
Jeśli chcesz
W strofach skryć
Życia nić
Wtedy już zawsze będziesz ze mną
Może świat
Za sto lat
Będzie trwał
Tak bym chciał
Złowić go w moją sieć tajemną
By każda wiosna
Niosła same jasne dni
Ty nam błogosław
Wiecznym piórem swym K.I.
Roman Kołakowski
❤
❤
z Gałczyńskiego
twoje wczorajsze kazanie
wzruszyłoby mnie do łez
pewnie nawet bym się nawrócił
niedziela wywiała mnie jednak
na Turbacz
twoje wczorajsze orędzie do narodu
mogło postawić na baczność
wszystkie moje obywatelskie obowiązki
ale sobota poniosła mnie
na Bukowinę
twoja wczorajsza krytyka
konceptualnej transcendencji archetypów
tak bardzo była potrzebna
(jako moc intelektualna)
akumulatorom ego mojego
ale piątek wykurzył mnie
na Łabowską
twój wczorajszy tekst
o lustracji postkomuny
i zdecydowanej walce z postmodernizmem
o mało co powiódł mnie do okopów
Świętej Trójcy prościutko
ale czwartek wyciepnął mnie
na Pogórze za Nowym Wiśniczem
twoja wczorajsza przecudnej polszczyzny mowa sejmowa
o mały włos nie uczyniła ze mnie apologety
wszystkich ministrów ustaw i wartości
wszystkich politycznych i duchowych elit
(czyniących w ojczyźnie dobro i prawdę)
ale środa upiła się ze mną
i z Frankiem Palką
w małej karczmie pod Nowym Sączem
twoje wczorajsze pismo urzędowe
mogło obudzić we mnie najżarliwszą
wolę służenia ukochanemu państwu
ale wtorek zaciągnął mnie do Rytra
na wieczorne i nocne przyjaciół rozmowy
z Jędrkiem Górszczykiem
w poniedziałek pakowałem plecak
powiedziałem ci wtedy
a ty mnie na wyspach szczęśliwych
w dupę pocałuj
Henryk Cyganik
❤
❤
Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu
Po cóż było się tak śpieszyć, kolego?
Nieopatrznie, nagle odchodzić?
Na dalekim, nieznanym brzegu
czy nie zabłądzisz?
Nie obawiaj się niczego, nie lękaj!
Ocaliłeś od zapomnienia
gwiazdę śniegu na lokach żony,
rąk matczynych przytulenia...
Leśniczówkę nad olsztyńskim jeziorem,
dzikie wino na gzymsach muru,
ów na szybie promień księżyca,
w którym nieraz maczałeś pióro...
Na poezji zielonych wzgórzach
zostawiłeś ślad swoich kroków...
Kwitły słowa twoje jak róże,
gdy śpiewały pracę i Pokój!
A że bardzo życie ukochałeś,
więc przyjmując cię w kompanii poczet,
i Wit Stwosz, i Corelli i Breughel
żałowali cię, żeś od nas odszedł.
Janina Brzostowska
❤
❤
Gdy mi kiedyś serduszko pęknie,
wspomnijcie mnie czasem pięknie,
że był taki facet księżycowy.
MOJE PIÓRO WRZUĆCIE DO WISŁY,
MOJE CIAŁO NA CZTERY WIATRY,
A MOJE SERCE DO SKRZYNKI POCZTOWEJ.
K.I. Gałczyński
❤
❤
❤
*obrazki deskowe z netu
jak to jest u was:
Przemija dzień i nowy dzień
mgłą się zasnuwa,
a gdy zasnuje się, noc znów
schodzi do sieni -
i dłubie z nudów senny nów
w szparach okiennic -
i tak jest mało lepszych chwil:
Nudno i krzywo -
chyba że tam, gdzie świeci szyld:
WÓDKA i PIWO.
A w wielkich miastach ajajaj!
sława i słońce,
bez przerwy Szopen, Bach i Haydn,
bez końca koncert;
pianista pierze bieliznę swą
w chemicznej pralni
i wszyscy tacy śliczni są
i kulturalni.
A u was deską zabity świat,
głuchy i niemy.
To nic. Za rok, za parę lat
odbijemy.
Kultura to nie żaden cud,
lecz zwykła świeczka,
to tych spod serca parę nut,
ludzkość serdeczna.
Że trudno? Hm. To nic. To nic.
Grunt to nadzieja.
Więc zamiast znaczka na ten list
serce naklejam.
Konstanty Ildefons Gałczyński
1947
❤
❤
O Gałczyńskim pisało wielu. Zacznę od Juliana Tuwima, bo on umarł 21 dni po K.I.:
Ciężkie i smutne miałem dni: śmierć Gałczyńskiego wstrząsnęła mną do głębi. Długa, nawet nieustająca będzie żałoba każdego poety polskiego po tym Wielkim Czarodzieju.
(14 XII 1953)
❤
Hołdy
A cóż to za makabryczna kolejka?
Kto do cienia z hołdami się tłoczy?
Dobrze, Cieniu, że masz martwe oczy,
Jeszcze lepiej, że i usta twoje
Śmierć wieczystym zamknęła spokojem,
Miłosierna Śmierć Dobrodziejka.
A najlepiej, że już nie masz siły…
Julian Tuwim, grudzień 1953
(14 XII 1953)
❤
Hołdy
A cóż to za makabryczna kolejka?
Kto do cienia z hołdami się tłoczy?
Dobrze, Cieniu, że masz martwe oczy,
Jeszcze lepiej, że i usta twoje
Śmierć wieczystym zamknęła spokojem,
Miłosierna Śmierć Dobrodziejka.
A najlepiej, że już nie masz siły…
Julian Tuwim, grudzień 1953
❤
❤
Poeto grecko-cygański
w dorożce zaczarowanej,
koniec Twej pieśni bezpańskiej,
kochanej.
Jakaż nad Tobą Niobe
płacze rzewna?
I my płaczemy po Tobie,
i skrzypka śpiewna.
Możeś Wieżą Mariacką
aż tam odszedł,
gdzie się słowno-drewniane cacka
składa za Stwoszem?
Ach, żal, Konstanty, żal mi
figlów Twoich i pieśni,
że się już nic nie rozpsalmi,
nawet nie prześni,
ale którejś nocy grudniowej,
gdy lata miną,
oratorium zagrzmi Bachowe
i łzy popłyną.
A wtedy skrzypka Twa, skrzypka,
którą dałeś Józiowi,
jak meteor nadleci, szybka,
znów się rozsłowi.
Władysław Broniewski
❤
❤
Gałczyński
Pokazałeś w wesołej herezji
Przez swe fraszki fiołkowe i gęsie,
Ile jest nonsensu w poezji
I ile poezji w nonsensie.
Leopold Staff
❤
❤
Na odejście poety
Spadają łzy i ptaki
gwiazdy i śniegi
jabłka i deszcze
gromy i cisze
Lecąc
potknąłeś się o srebrny pień
grudniowej nocy
i spadasz
coraz prędzej jaśniej
Oczy dłonią przysłaniam
lecz nic już nie widzę
A tam czekają na Ciebie
Muzy
dziewczynki grzeczne z kokardami
z pierwszego oddziału
wiejskiej szkoły
Biorą Cię za ręce
które upuściły pióro
i prowadzą dalej
boś jeszcze słaby
jeszcze boli ludzkie
biedne serce
Ty im opowiadasz
nienapisane
milczące jak kwiaty
wiersze.
Tadeusz Różewicz
❤
❤
Przyczyny jego związku z prawicą trzeba szukać w jego politycznych upodobaniach. Delta, bufon i trubadur, nie był pozbawiony profesjonalnych zasad. Swoją profesję poety traktował z szacunkiem — ten szacunek nie rozciągał się jednak na to, o czym pisał i co głosił. Jak i dla kogo — to było ważne. Do ezoterycznych szkół literackich, którymi interesowało się jedynie małe grono smakoszów, odnosił się z pogardą. Poetów, których wiersze były zrozumiałe tylko dla nielicznych intelektualistów, wyśmiewał. Samotne rozmyślania z piórem w ręku w czterech ścianach pokoju, bez nadziei znalezienia czytelników, nie było dla niego. Lutnia w ręku i tłum wielbicieli — oto czego pragnął, jak pragnęli dawni pieśniarze i poeci. Trudno o lepszy przykład pisarza buntującego się przeciwko izolacji intelektualisty w dwudziestym wieku niż Delta.
Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, 1953
❤
❤
Ja, który kiedyś tak lekceważyłem poezję K.I. Gałczyńskiego, powiem, że byłem trochę młodszy i zdanie o Gałczyńskim miałem wyrobione nie własne, tylko szedłem za nowoczesną wtedy modą, że jest to wszystko taka poezyjka bez głębokości i dna, powierzchnia wody złocona od nawrzucanych paciorków i świecideł. Byłem wtedy bardzo młodszy. Mogę to powiedzieć, że to się więcej nie powtórzy. Teraz wypowiadam się, że poezja Gałczyńskiego to jest […] Wielka góra. Mówię to swobodnie i śmiało, z przekonaniem głębokim, chociaż sam inne mam w poezji widoki. […]
Dzisiaj jeszcze czytałem wiersze K.I. Gałczyńskiego. Piękne są to wiersze, a niektóre zachwycające. […]
I tak, jak przedtem bardzo wiele, tak teraz prawie żadne słowo mnie tam nie razi. Zrozumiałem, że to jest taka poezja. Że są różne poezje. To znaczy poezja jest jedna, ale są różne szczyty gór. I nie o to chodzi, który wyższy jest, który niższy, bo na tych wysokościach to się już nie liczy. Tylko co komu się podoba, co komu bardziej odpowiada. Mnie też bardziej odpowiada inna poezja. Ale nie mogę być ślepy albo małowzroczny. Muszę oddać sprawiedliwość.
Edward Stachura
❤
❤
Chciałbym
Chciałbym mieć
Taką sieć
By w nią wpleść
Życia treść
By nią kraść księżycowe światło
Albo róż
Rannych zórz
Taką sieć
Chciałbym mieć
By w nią wpaść i nie wypaść łatwo.
Chciałbym trwać
Żeby znać
Zapach łąk
Czułość rąk
W ustach mieć kosmyk twoich włosów
Dłonie spleść
Oczy wznieść
Zapaść hen
W piękny sen
Pośród traw i rozkwitłych wrzosów
Być w siódmym niebie
Czuwać kiedy licho śpi
Nucić dla ciebie
Pisać pieśni jak K.I.
Chciałbym dać ci
Jasne sny
Ranne mgły
Wonne bzy
Nocne ćmy ptaki i zwierzęta
Letni sad
Świat bez wad
Stary płot
Ptasi lot
Wszystko co pamięć zapamięta
W pustych drzwiach
Staje Bach
Strząsa szron
Daje ton
Gra nam pieśń na sopelkach lodu
Pragnąłbym
Znaleźć rym
Śpiewać z nim
Słońca hymn
Sławić cud porannego chłodu
Wzrok mieć spokojny
Liczyć tylko dobre dni
Wyrzec się wojny
Śpiewać pieśni jak K.I.
Chciałbym mieć
Taką sieć
Schwytać w nią
Nudę złą
Blaskiem ją rozpromienić w jasność
Potem nieść
Dobrą wieść
Zmienić lęk
W piękny dźwięk
Taką sieć chciałbym mieć na własność
Mógłbym też
Jeśli chcesz
W strofach skryć
Życia nić
Wtedy już zawsze będziesz ze mną
Może świat
Za sto lat
Będzie trwał
Tak bym chciał
Złowić go w moją sieć tajemną
By każda wiosna
Niosła same jasne dni
Ty nam błogosław
Wiecznym piórem swym K.I.
Roman Kołakowski
❤
❤
z Gałczyńskiego
twoje wczorajsze kazanie
wzruszyłoby mnie do łez
pewnie nawet bym się nawrócił
niedziela wywiała mnie jednak
na Turbacz
twoje wczorajsze orędzie do narodu
mogło postawić na baczność
wszystkie moje obywatelskie obowiązki
ale sobota poniosła mnie
na Bukowinę
twoja wczorajsza krytyka
konceptualnej transcendencji archetypów
tak bardzo była potrzebna
(jako moc intelektualna)
akumulatorom ego mojego
ale piątek wykurzył mnie
na Łabowską
twój wczorajszy tekst
o lustracji postkomuny
i zdecydowanej walce z postmodernizmem
o mało co powiódł mnie do okopów
Świętej Trójcy prościutko
ale czwartek wyciepnął mnie
na Pogórze za Nowym Wiśniczem
twoja wczorajsza przecudnej polszczyzny mowa sejmowa
o mały włos nie uczyniła ze mnie apologety
wszystkich ministrów ustaw i wartości
wszystkich politycznych i duchowych elit
(czyniących w ojczyźnie dobro i prawdę)
ale środa upiła się ze mną
i z Frankiem Palką
w małej karczmie pod Nowym Sączem
twoje wczorajsze pismo urzędowe
mogło obudzić we mnie najżarliwszą
wolę służenia ukochanemu państwu
ale wtorek zaciągnął mnie do Rytra
na wieczorne i nocne przyjaciół rozmowy
z Jędrkiem Górszczykiem
w poniedziałek pakowałem plecak
powiedziałem ci wtedy
a ty mnie na wyspach szczęśliwych
w dupę pocałuj
Henryk Cyganik
❤
❤
Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu
Po cóż było się tak śpieszyć, kolego?
Nieopatrznie, nagle odchodzić?
Na dalekim, nieznanym brzegu
czy nie zabłądzisz?
Nie obawiaj się niczego, nie lękaj!
Ocaliłeś od zapomnienia
gwiazdę śniegu na lokach żony,
rąk matczynych przytulenia...
Leśniczówkę nad olsztyńskim jeziorem,
dzikie wino na gzymsach muru,
ów na szybie promień księżyca,
w którym nieraz maczałeś pióro...
Na poezji zielonych wzgórzach
zostawiłeś ślad swoich kroków...
Kwitły słowa twoje jak róże,
gdy śpiewały pracę i Pokój!
A że bardzo życie ukochałeś,
więc przyjmując cię w kompanii poczet,
i Wit Stwosz, i Corelli i Breughel
żałowali cię, żeś od nas odszedł.
Janina Brzostowska
❤
Gdy mi kiedyś serduszko pęknie,
wspomnijcie mnie czasem pięknie,
że był taki facet księżycowy.
MOJE PIÓRO WRZUĆCIE DO WISŁY,
MOJE CIAŁO NA CZTERY WIATRY,
A MOJE SERCE DO SKRZYNKI POCZTOWEJ.
K.I. Gałczyński
❤
❤
JA TO WSZYSTKO SŁYSZAŁEM
W NIEBIOSACH PRZEZ TELEFON
I W XIĘGI ZAPISAŁEM
K.I.G., 1929
*obrazki deskowe z netu
poniedziałek, grudnia 07, 2015
"Ojciec – człowiek, który był przedtem". ***
nie tylko pomarańcze
-ojcu
"Uważam, że stan wojenny trwa — dla każdego — przez całe życie".
- Jacek Kaczmarski
pamiętasz, tato, tamtą zimę, kiedy przez biedny i smutny kraj
przeszła armia gwiazdorów w modnych ubrankach w kolorze khaki?
gdy całą rodziną staliśmy na siarczystym mrozie w długiej
kolejce po brzydkie, łykowate kubańskie pomarańcze?
miałam dwanaście lat i napisałam straszny wiersz
o zwłokach dziecka spoczywających w ciemnym grobowcu,
w drewnianej skrzynce po kubańskich owocach.
tych, których dla nas zabrakło, bo rzucili za mało.
pamiętasz tamto ciepłe lato? młodzi chłopcy już nie pocili się
w grubych uniformach, a moja kobiecość rozkwitła jak maki.
kupiłeś dolary u konika, żebym to lepiej zniosła, otulona
pachnącymi, różowymi produktami do higieny intymnej.
nie mam traumy z dzieciństwa. nie odczułam złowrogiej energii.
dbałeś o mój komfort psychiczny. rozpieszczałeś i w tajemnicy
przed mamą kupiłeś mi w pewexie parkera dla leworęcznych.
naprawdę było dobrze, tato. wtedy nawet nie zarejestrowałam
braku teleranka. zawsze wolałam czytać.
tylko te cholerne, zielone, niedojrzałe kubańskie cytrusy.
ich cierpki zapach wraca do mnie w aurze zbliżających się
świątecznych zakupów i nawet tysiąc drzewek pomarańczowych
nie zniweluje stresu. stan wojenny wciąż jest, trwa, kotłuje się,
wojuje, buzuje we mnie od wielu lat.
bo chociaż nigdy nie dałeś mi odczuć - bardzo bałeś się
o mnie i moją przyszłość w kraju, w którym wówczas
najmądrzejsze, wrażliwe serca
pękały z niemocy.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 XII 15
***Cytat w tytule notki,Sławomir Mrożek
*Zdjęcia z netu,
niedziela, listopada 29, 2015
"Pytasz mnie, jak się czuję. Tak, jak czuć się może człowiek dość pełnoletni w końcu listopada..." ***
zakochana. bez pamięci.
nie pomnę tamtego dnia. nie wiem czy padał deszcz,
czy może śnieg z deszczem drażnił moją skórę. zbyt miękką,
za delikatną na tak sadystyczne traktowanie.
nie pamiętam tamtego popołudnia. zatarło się w czasoprzestrzeni
jak przedwojenny melodramat z Polą Negri, dziś już zapomnianą
i nie tak piękną dla nas, jak dla sobie współczesnych.
pamiętam jedynie twój zapach. męski, ostry, podniecający.
i stokrotkę na cienkiej łodyżce i trzy pąsowe róże - osobliwości
bezkresu jesiennej szarugi, drżące na bezlitosnym chłodzie.
nie pytaj mnie jak się czuję, wiesz przecież, że kwitnę.
wspomnienie uczucia potrafi rozjaśnić każdy listopad.
nie przypominam sobie żadnych szczegółów. pamiętam emocje,
bicie serca, rzekę płynącej krwi. wiesz dlaczego
serce jest jedynym organem, którego nie atakuje
rak? bo gdyby tylko spróbował, gdyby się ośmielił,
spłonąłby ze wstydu w purpurowej aurze
tętniącej miłości.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 XI 15
*** Leopold Staff, List
* fotki: moje zdjęcia z komórki -- stokrotki sprzed tygodnia, róże z wczoraj i róża samotnością i deszczem przybita poniżej, zdjęcie z 1 XII:
poniedziałek, listopada 23, 2015
"Od dzieciństwa wyobrażałem sobie wnętrze duszy, jak wilgotną drgającą membranę w czerwonych odcieniach." ***
po próbie
na strunach dni gram, co potrafię. bardzo się staram
nie fałszować. bacznie zwracam uwagę na to, gdzie
węże składają jaja i szukam źródła nadziei
we wszystkim co dobre i szczere.
nie wiem dokładnie, gdzie rosną poziomki, potrafię
jednak wygrać jesienną sonatę bez narzekania na
szarość i smutek wszystkich listopadów, jakie udało
mi się rozjaśnić uśmiechem.
miłością zataczam kręgi na szorstkiej powierzchni płynącego
bezlitośnie czasu. słowa, szepty i krzyki czerwienieją
na półotwartych ustach. taka już ze mnie dziwna persona,
rozpaczliwie poszukująca siódmej pieczęci.
życie marionetek trwa w najlepsze. realizuje się
w scenach z życia małżeńskiego, nawet wówczas,
kiedy zimny deszcz pada na naszą miłość, gdy
twarzą w twarz staję przed namiętnościami.
w rozbitym zwierciadle odbija się oko diabła.
uporczywe milczenie boga
ucisza czarodziejski flet.
JoAnna Idzikowska - Kęsik, 22 XI 15
*** cytat w tytule notki, Ingmar Bergman
* zdjęcia z filmu Bergmana pt. Persona
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.gif)

























