Translate

wtorek, kwietnia 11, 2023

„Nie liczy się to ile posiadasz, ale ile dajesz innym i jak się z nimi dzielisz”.

   

      Czy można płakać ze szczęścia i wzruszenia? Można. Zwłaszcza, jeśli jest to absolutnie niespodziewany prezent, niesamowita, wspaniała niespodzianka.

          Taką właśnie niespodziankę dostałam w piątek przed świętami. 

          Byłam w fatalnym stanie psychicznym, fizycznie też nie było dobrze. Było mi bardzo smutno i naprawdę źle. Tak źle, że płakałam, a wierzcie mi - zdarza mi się to niezwykle rzadko. Staram się trzymać nerwy i emocje na wodzy.

        Na razie nie mam siły o tym opowiadać, ale miałam wrażenie, że wszystko działa przeciwko mnie, że tak źle to dawno nie było u mnie i ze mną...  Wtedy usłyszałam domofon, odebrałam paczkę...

       W paczce była śliczna kartka świąteczna, list i to oto makowe cudo, które widzicie na zdjęciach. Wyhaftowane specjalne dla mnie, z niesamowitą, dobrą energią.

   Autorkę tego dzieła niektórzy z Was znają z blogosfery. Prowadzi świetny blog, na który bardzo chętnie zaglądam, a sądząc po komentarzach - Wy również. Jest to nie tylko cudowna, niezwykle inteligentna, mądra, bardzo oczytana, ciepła kobieta, ale też wrażliwa poetka, laureatka wielu konkursów poetyckich, na dzień dzisiejszy autorka dwóch tomików wierszy.

  Dwa lata temu jej trzy wiersze prezentowałam TUTAJ.

Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję Kasiu!!! 

   A Wy po prostu zajrzyjcie, kliknijcie w link, przeczytajcie Jej wiersze, bo naprawdę warto czytać dobrą poezję. Dowiecie się wówczas, kto mi zrobił tę wzruszającą, wspaniałą niespodziankę, ten prezent od serca, za który jestem i będę wdzięczna zawsze.

   Wiecie co jest po prostu niesamowite w tym wszystkim? To, że dziewczyna nie ma lekko, a mimo wszystko tak cudownie, tak po ludzku, tak zupełnie bezinteresownie potrafi podnieść na duchu inną kobietę. To jest wielki dar, taka umiejętność. Ja się jej dopiero uczę i jeszcze często się potykam, popełniam błędy, jeszcze mi daleko do takiej dobroci... A mój ulubiony Norwid pisał, że tylko poezja i dobroć po nas zostaną.

*

niedziela, kwietnia 02, 2023

"I z końca świata ci napiszą SMS..."

 "... jeśli to jest prawdziwa przyjaźń, jeśli jest" - pisał nieodżałowany mistrz słowa, Wojciech Młynarski, w jednym ze swoich utworów, w piosence o przyjaźni, o jednej z największych wartości w naszym życiu.


    Chciałam dzisiaj napisać kilka słów na temat przyjaźni, a raczej tego, co o niej myślę, czego doświadczyłam w życiu i dlaczego wyraz przyjaźń jest, moim zdaniem, zbyt często nadużywany, mylony ze zwykłą znajomością.

  Przyjaźń, ta prawdziwa i bezinteresowna, to w dzisiejszych czasach zalewu osobowości narcystycznych, konsumpcjonizmu i wyścigu szczurów bardzo rzadka, ale możliwa rzecz, to luksus, dar od losu, który powinniśmy pielęgnować i strzec, a także cieszyć się nim i doceniać. 

   Doświadczyłam wielu prawdziwych przyjaźni, które trwały lub trwają bardzo długo, ale raczej - wbrew obiegowym opiniom - były to przyjaźnie z mężczyznami. Bo chyba mam męski mózg, nie lubię trajkotania o niczym, obgadywania, gadania o modzie, domu, gotowaniu, nie lubię się zwierzać, zakochuję się w intelekcie, rozmowach o literaturze, sztuce a nie pogaduszkach na poziomie magla, które mnie nużą, nudzą i irytują.

   Relacje z kobietami - ku mojemu smutkowi - nie zawsze trwały długo lub były jednostronne.  Często wychodziłam z takiego układu zdruzgotana i bardzo rozczarowana, zwłaszcza, gdy uważałam kogoś za przyjaciółkę bez wzajemności.

   Ostatnio było bardzo dziwnie, byłam bierna, i naprawdę nie chciałam się angażować. Mianowicie: przez ponad 11 lat, czyli o 11 lat za długo, pewna kobieta wciąż powtarzała, że jest moją wielką i prawdziwą przyjaciółką i dobrym, mądrym człowiekiem, a ja uparcie w to nie wierzyłam i teraz, kiedy skończyłam tę znajomość, wiem, że była to tylko atrapa i erzatz, że na pewno nie było to prawdziwe i szczere. Wiem, że ludzie bywają - jeśli nie fałszywi - to interesowni, wyrachowani, nieszczerzy.

   Bo czy prawdziwy przyjaciel mówi ci na koniec, że jesteś głupia, chociaż wykształcona (nota bene to jakaś chora, podszyta jadem prawidłowość, domena ludzi bez dyplomu, dokładać wykształciuchom, choć są na to paragrafy: na podważanie kompetencji zawodowych)?

Czy ktoś, kto jest prawdziwym przyjacielem, wykorzystuje cię, wręcz zmusza do omówienia kosmogramu nie tylko własnego, ale też byłych i potencjalnych kochanków, zupełnie ignorując fakt, że nie chcesz tego robić, że nie masz dnia na tego typu aktywność? To jednak wynikało z jej horoskopu, a szczególnie z ascendentu i ta sytuacja sprawiła, że wiele zrozumiałam i postanowiłam odejść, uciec jak najdalej. Mój ascendentalny Wodnik ♒ nie pozwala mi na niewolę w reakcjach i relacjach!

    Dalej: czy przyjacielem jest ktoś, kto wymusza, wręcz wyciąga intymne zwierzenia, żeby potem opowiadać o nich innym koleżankom? A gdy idziesz na pierwszą, bardzo długo - intuicyjnie - odwlekaną wizytę i dajesz prezent specjalnie na tę okazję zamawiany, wykonany ręcznie, typowy dla miasta, w którym mieszkasz, to robi taką minę, jakby dostała jakieś totalne gówno, a nie sztukę użytkową, bo woli ozłocone masówki z Home&You za pięć dyszek? OK, o gustach się przecież nie dyskutuje.

  Bo czy można nazwać przyjaźnią znajomość polegającą na tym, że jedna strona wciąż do ciebie wydzwania i mimo, że przez długie 8 lat znacie się tylko wirtualnie, notorycznie opowiada ci cały życiorys, a po dwóch godzinach takich zwierzeń, na koniec, zupełnie niezainteresowana odpowiedzią, grzecznościowo pyta co u ciebie i szybko kończy monolog tekstem: no to pa?

  Czy przyjaźń polega na tym, że gdy ma faceta, przyjaciółka nie jest jej potrzebna i gdy dobrze jest z facetem, milczy całymi miesiącami skupiona na sobie i swoim związku, a gdy jest źle, dzwoni o każdej porze dnia i nocy, nie zważając, że pracujesz, że masz rodzinę, że możesz być po prostu i po ludzku zmęczona albo źle się czuć lub chcieć wolny czas spędzić z ciekawą książką?

    Czy przyjaźnią jest relacja, w której czujesz się jak ktoś gorszy, jak lokaj nadąsanej, wiecznie zapatrzonej w telefon księżniczki (czekaj ponad godzinę, aż raczy się zjawić na umówione spotkanie, stań po obiad w restauracji, bo jak królewna nie zje, to zaraz zemdleje, podaj jej to i tamto, potrzymaj telefon, odpowiedz na pytanie w co się ubierzesz na spotkanie z nią,  zrób jej zdjęcie,  a w nagrodę powie do innej znajomej: wiesz, ona jest taka brzydka, ma dwa podbródki i staro wygląda; a do ciebie o tamtej: ona ma złe oczy, jest złą kobietą, beznadziejną matką itp., itd. ... Zerwałam z obiema, bo obie mnie wykorzystywały, gadały do mnie o sobie nawzajem, a ze mnie kpiły między sobą - żenada). 

   Czy dobry człowiek poniża innych, kpi z ich wyglądu i dostrzega w nich jedynie wady, niedoskonałości, stawia siebie ponad innych, patrzy z góry na ludzi? Czy świadoma swojej wartości i uroku kobieta wciąż szydzi, obraża inne, w każdej znajomej dziewczynie widząc kogoś brzydszego, głupszego, mniej zdolnego i starzej wyglądającego?

   Czy przyjaźń polega na tym, że jesteś dla kogoś poduszką do wypłakania się po negatywnych ocenach w necie, nieudanych romansach, do obgadywania ludzi, których nigdy w życiu nie widziałaś?

    Czy dobre jest to, że jak coś proponujesz lub o coś prosisz "przyjaciółka" udaje, że nie słyszy?

   Czy dochodzisz w trakcie prawdziwej przyjaźni wreszcie do wniosku, że nie jest ważne ile to trwa, bo trzeba się obudzić, uciec, wycofać się, znaleźć w sobie odrobinę asertywności, zadbać o siebie i zrywać z egoistami, a precyzyjniej: egocentrykami, narcyzami, osobami skupionymi de facto - li i jedynie na sobie, manipulatorami dbającymi jedynie o swój komfort psychiczny?

   I powiem szczerze: wiem, że poza tym, co gadają o mnie niektóre tak zwane "przyjaciółki", mając 53 i pół roku, noszę rozmiar 40, wyglądam dobrze, zważając na to,  że zapominam o wszelakich maseczkach, używam niedrogich kremów i nigdy nic sobie nie wstrzyknęłam, nie chodzę też do kosmetyczki. Owszem, zagęszczam rzęsy - nigdy tego nie ukrywałam (co też zostało skomentowane i skrytykowane przez przyjaciółkę), bo mam uczulenie na wszystkie tusze i lubię mieć podkreślone oczy po prostu, nie muszę się w ogóle malować, jeśli nie mam na to czasu. 

  Nie retuszuję swoich zdjęć milionem filtrów, nie udaję podlotka ani trzydziestki, nie porównuję swojego wyglądu z wyglądem innych kobiet, nie mam takiej potrzeby, nie mam kompleksów, jestem w pełni świadoma siebie, akceptuję swój wiek, swój wygląd i swoje ciało. Umiem też przyjmować i prawić komplementy.

  Nie piszę też wierszy ani postów na blogu i portalach społecznościowych "pod publiczkę", nie płacę za posty na FB tylko po to, żeby mieć więcej tzw. lajków (mimo, że do koleżanek wręcz się zarzekam, że nie zależy mi na żadnych lajkach, lubisiach i innych oznakach uwielbienia), żeby dotarły do rzeszy netowych pochlebców i wielbicieli. Jeśli piszę cokolwiek - robię to z potrzeby serca. Wiersze piszę rzadko - mam alergię na grafomańską paplaninę o "miłości" z pozycji totalnego ego: jestem, bo ty jesteś i mnie kochasz, miziasz, całujesz i tego typu brednie. Takie "uczucia" to czysty egocentryzm: kocham cię, bo masz kasę, bo kupujesz mi stosy róż, fundujesz to i tamto, zapraszasz na drogie kolacje, zapewniasz materialne bezpieczeństwo i jesteś moją "drugą połówką" (masełko maślane), bo sama jestem niepełna i wybrakowana... A zasada jest prosta i stara jak piosenka Stinga:  "If you love somebody, set them free". Po co komu połówki, jeśli jest całością?

Nie kradnę też słówek, ich zapisu, a jeśli coś cytuję lub się odnoszę do jakiegoś filmu, tekstu - to jest to celowe, wynika z kontekstu, zamysłu wiersza. A najlepsze jest to, że często "kradną" słowa ludzie, którzy na innych piszą donosy do adminów stron i innych o to właśnie posądzają (ach, jestem taka mądra, że wszyscy mnie naśladują, piszą jak ja! - grafomani i owszem, nieoczytani, skupieni jedyne na własnej radosnej TFU!rczości - również).

   Jestem, piszę, wypowiadam się, bo mam coś do powiedzenia i mało mnie obchodzi, co myślą o tym inni.

   Jestem szczera - jak np. nie palę, nie piję, nie przyjmuję preparatu na jakąś dolegliwość, to tak jest, nie ulegam presji rodziny, środowiska czy znajomych. Robię to, co uważam za słuszne. Nie udaję na potrzebę jakiejś znajomości np. antyszczepionkowca po to, aby potem pobiec i zaaplikować sobie dwie szpryce. Nie udaję też wegetarianki. Z tego prostego względu, że nie muszę, bo jestem nią od wielu lat.

   Jestem sobą i jestem lojalna w stosunku do siebie, wierna sobie. Nie potrzebuję pochlebstw, lajków na fejsie, ochów i achów dotyczących mojej twórczości, nie potrzebuję aplauzu i uwagi ze strony zakochanych we mnie byłych i obecnych facetów - potrzebuję być i żyć w zgodzie z samą sobą. Nie lubię wracać do przeszłości - była, minęła i nie wróci.

    Bardzo mi żal kobiet i naprawdę szczerze im współczuję, gdy muszą się dowartościować kosztem innych. To smutne, że jest tyle pogubionych pań, samotnych, niespełnionych. Pań, które mogłyby rozbić sobie swoje piękne buzie, gdyby spadły kiedyś ze swojego narcystycznego ego (choć dla Freuda byłyby raczej na poziomie id).

W relacjach z innymi stawiam już teraz tylko i wyłącznie na zdrową, życzliwą komunikację i szacunek, na prawdę, jakakolwiek ona jest. A wszystkim pseudo przyjaciółkom, paniom poniżającym inne kobiety, mówię stanowcze: adieu!

    Mam też przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć, którzy mają stałą miejscówkę w moim sercu, którym mogę opowiedzieć o sobie dużo, przy których nie muszę wyglądać jak prowincjonalna, nowobogacka dzidzia - piernik z przyklejonym sztucznym uśmiechem, pełnym makijażem i loczkami, którym mogę się pokazać w dresach i spuchnięta od płaczu, którzy pamiętają o Walentynkach, Dniu Kobiet i moich urodzinach. I to jest dla mnie bezcenne.

   Mam też głęboki respekt i wdzięczność do życia, że stawia na mojej drodze różnych ludzi, zsyła mi różne doświadczenia i NAPRAWDĘ jestem głęboko wdzięczna za każdego bez wyjątku człowieka, którego spotykam na swojej drodze, bo każdy mnie czegoś uczy, choćby tego, kogo mam w przyszłości unikać, jakich cech osobowości nie lubię u ludzi, a jakie cenię. I to jest dobre. Tak powinno być, to nas po prostu i zwyczajnie wzbogaca.

   A Wy co sądzicie o przyjaźni? Macie przyjaciół? Cenicie tę wartość w swoim życiu?

Na koniec kilka cytatów o przyjaźni z internetu, z którymi się zgadzam:

"Życie jest zbyt krótkie, aby pić kiepską herbatę, czytać złe książki i marnować czas na ludzi, dla których nic nie znaczymy". 

zasłyszane

"Z czasem przyjaciele znikają na różne sposoby. Niektórzy nagle, jakby ich nigdy nie było. Inni stopniowo, z dyskomfortem, przepraszająco... Przestają dzwonić. Najpierw nie rozumiesz. Potem zaczynasz sprawdzać, czy nie padła ci bateria w telefonie. Ostry brak o piątej po południu. Na początku trwa około godziny, potem coraz krócej. Ale nigdy nie znika. Jak z papierosami, które rzuciłeś lata temu, ale nadal ci się śnią".

Georgi Gospodinow

*

Jeśli naprawdę jesteś dobrym człowiekiem, to wierz mi: ludzie to poczują, zauważą, potwierdzą. Nie musisz tego powtarzać jak mantrę czy afirmację rodem z kiepskich poradników motywacyjnych.

jik 

*

„Bądź miękki. Nie pozwól, by świat cię utwardził. Nie pozwól, by ból wzbudził w tobie nienawiść. Nie pozwól, by gorycz pozbawiła Cię słodyczy. Chociaż reszta świata może się z tym nie zgodzić, dumnie trwaj w przekonaniu, że ziemia jest pięknym miejscem”.
 
Kurt Vonnegut

*

"Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu".

Anne Herbert
 

Narcyzm nie kocha ani drugich, ani siebie.

Erich Fromm

~~

Życzliwość to nie jest akt, to jest styl życia.

Douglas Williams

 

PS

W WAKACJE , KILKA MIESIĘCY PO TYM POŚCIE - DOSTAŁAM E-MAIL, A WŁAŚCIWIE ELABORAT OD OSOBY, Z KTÓRĄ ZERWAŁAM ZNAJOMOŚĆ. I TO COŚ, CZEGO NAWET NIE DOCZYTAŁAM DO KOŃCA - JEDYNIE UTWIERDZIŁO MNIE, ŻE PODJĘŁAM BARDZO DOBRĄ DECYZJĘ, NAJLEPSZĄ, JAKĄ MOGŁAM PODJĄĆ! A NARCYZKA NIECH IDZIE SWOJĄ DRÓŻKĄ, Z DALEKA ODE MNIE. :)))

niedziela, marca 26, 2023

"Kobieta kochana i doceniana od razu staje się piękniejsza". ***


 Drogie Kobiety,

od jakiegoś czasu mam problem z niektórymi z Was. Mianowicie z takimi, które źle traktują i źle mówią o innych kobietach. Boli mnie to i dotyka i doprowadza do tego, że zrywam takie znajomości, bo nie chcę i nie mogę w tym uczestniczyć.I to nie jest pierwszy post na moim blogu w tym temacie, niestety.

Może cytat w tytule tego postu jest prawdziwy, bo kobieta naprawdę kochana  raczej nie poniża innych kobiet. Nawet jeśli jest kochana i doceniana tylko przez samą siebie... A może aż? Bo wtedy zna kobiecą psychikę i rozumie ją.

Marzę o tym, aby kobiety zaczęły okazywać sobie szacunek i wsparcie, aby przestały ze sobą głupio rywalizować, pytać przed spotkaniem koleżankę w co będzie ubrana, żeby czasem nie wyglądać inaczej. Kpić z tych, które wydają się brzydsze,gorsze, mniej zdolne, zionąć jadem i fałszem.

Mam nadzieję, że doczekam, że spotkam na swojej drodze jeszcze wiele wspaniałych, wspierających, życzliwych kobiet, z którymi będę w stanie się naprawdę zaprzyjaźnić. Które na koniec relacji nie wypalą z tekstem, że jestem wykształcona ale głupia.

Pamiętajcie, że naprawdę wraca do nas, to co dajemy innym. Obdarzajmy się po prostu i zwyczajnie dobrem, bo ono wraca zwielokrotnione.

Postanowiłam nie odpuszczać i nie poddawać się i zawsze stawać po stronie kobiet i wspierać je. I amen bez pacierza. Tak się dzieje.

KILKA SŁÓW ODE MNIE, OD KOBIETY DLA KOBIET:

Uciekaj jak najdalej od toksycznego, narcystycznego partnera i innych wampirów energetycznych, dbaj o siebie i własny komfort psychiczny.  Nie popełniaj błędu naszych babć i matek, żeby być z kimś na siłę i mimo wszystko. Ten czas minął, wierz mi, że lepiej jest być samą, niż z kimś, kto na ciebie nie zasługuje.
Nie bądź też z kimś dla pieniędzy, dla komfortu życia, bo na dłuższą metę krzywdzisz siebie, a taki układ to nie związek tylko handel wymienny lub dosadniej: prostytucja.

 Otaczaj się ludźmi, którzy sprawiają, że się uśmiechasz, a nie takimi, którzy gaszą twój uśmiech i przy których czujesz odpływ pozytywnej energii.
 
Nigdy nie daj sobie wmówić, że jesteś od kogoś gorsza! Pamiętaj, że umniejszanie wartości innych osób jest domeną maluczkich - zakompleksionych narcyzów, dla których słowo "empatia" jest bardziej obce, niż chiński język. 

Utul siebie i pomyśl, jak piękną i jasną istotą jesteś i że wszystko, co w życiu przeszłaś wzbogaciło cię o nowe doświadczenia, sprawiło, że stałaś się mądrzejsza i silniejsza: lśnisz.
 
 Pomyśl, że każdy ma swoją drogę, a twoja, chociaż pokręcona i wyboista, jest ciekawa. Zmień buty na wygodniejsze i idź przed siebie w pięknie, harmonii, pokoju.
 
 Żyj tu i teraz, bo masz po co żyć, bo zawsze jest ktoś, dla kogo jesteś ważna - TY. Bądź najważniejszą osobą w swoim świecie, swoją najlepszą i najwierniejszą przyjaciółką.

 Nie wracaj do przeszłości, ona była i minęła, nie wróci, więc nie ma sensu rozdrapywanie ran. Powiem kolokwialnie i wprost: nigdy nie trać czasu na ludzi, którzy mają cię w dupie.

Przebywaj na łonie natury, w lesie, na łąkach, nad wodą, przytulaj się do drzew, obserwuj przyrodę, opiekuj się zwierzętami, baw się z  dziećmi, zmień dietę na bogatszą w rośliny, uśmiechaj się do siebie i swoich myśli, a jak trzeba, to krzycz i płacz, bo łzy są symbolem wody życia. Jesteś wodą - niech woda w tobie pozdrowi wodę świata.
 
Panuj nad sobą, poczuj w sobie moc sprawczą bogini matki - kreatorki. 
Pisz listy do siebie i do tych, którzy cię skrzywdzili, wywal w nich wszystko, co cię bolało, nie przebieraj w słowach, przeczytaj je na głos, a potem spal lub oddaj innym żywiołom: wodzie albo matce ziemi. Wybacz i bądź wdzięczna za wszystkie doświadczenia.

Maluj, rysuj, wypełniaj kolorem piękne obrazy, mandale, pisz pamiętnik, wiersze.
 
Zadbaj o siebie, zrób sobie czasem jakiś prezent, kup pierścionek z pięknym kamieniem, uroczą spinkę do włosów, oryginalną sukienkę w ulubionym kolorze, książkę.
 
Dbaj o ciało. Nie popadnę w banał i nie napiszę, że jest twoją świątynią, ale jest fizycznym odzwierciedleniem ciebie. Pracuj nad tym, aby niezbyt często się psuło - po prostu o nie dbaj i kochaj je tak, jak pragniesz, aby ktoś inny je kochał. Niech mu będzie z tobą dobrze.
 
Ucz się, rozwijaj swoje umiejętności, poszerzaj talenty i spectrum zainteresowań, nie ulegaj rutynie. Jak nie masz innego pomysłu, idź lub jedź inną trasą niż zwykle, rysuj lewą  -  a jeśli jesteś leworęczna - prawą ręką, zjedz coś egzotycznego, zrób coś dziwnego. Śpiewaj i tańcz w deszczu, chodź boso, uśmiechaj się do nieznajomych.
 
 Zawsze pamiętaj, że jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana, a ty jesteś na tyle silna, żeby stawić jej czoła, wyjść naprzeciw.

Żyj i chwytaj chwile, dostrzegaj oryginalność i piękno swoje i innych kobiet. Wspieraj kobiety. Odpuść niskie energie typu obgadywanie, wyśmiewanie, rywalizacja, zrozum, że nie ma lepszych ani gorszych, że wszystkie jesteśmy tutaj potrzebne.
 
 Pamiętaj, że spokój, czułość i miłość to wielka siła, więc wykrzesaj ją z siebie i trwaj.
 
Pamiętaj o okazywaniu czułości i wsparcia innym kobietom.
 
Jesteś silna, mądra, wspaniała, empatyczna, doskonała w swojej niedoskonałości. Dasz radę! Wierzę w ciebie, wierzę w siebie, wierzę w nas! 
 
Pozdrawiam mocą serca i światła!
 
jik 
 

Clarissa Pinkola Estés
 
 *
 Roztrzaskaj me serce, by zrobić miejsce dla bezgranicznej miłości.
 
*
Kobieta udomowiona to taka, która zagubiła gdzieś swój talent, pasję, tkwiący w niej ogień; zostawiła za sobą, zaniedbała to, co kochała, co pragnęła robić, to, kim chciała być. (...) Zrezygnowała z dziecięcych marzeń, ponieważ na jej drodze pojawiła się złota kareta, obietnica łatwego życia, bogaty kochanek, dobrze płatna, choć nudna praca.
 
*
Z a c z n i j. Tak się czyści zatrutą rzekę. Jeśli się boisz niepowodzenia, zacznij mimo to, a jeśli nie można inaczej, to ponieś klęskę, pozbieraj się i zacznij od nowa. Jeśli znów się nie uda, to co z tego? Zacznij jeszcze raz. To nie porażka powstrzymuje- to niechęć do zaczynania od początku powoduje stagnację. Co z tego, że się boisz? Jeśli się obawiasz, że coś wyskoczy i cię ugryzie, to niech się to wreszcie stanie. Niech twój strach wyjrzy z ciemności i cię ukąsi, żebyś miała to już za sobą i mogła się posuwać dalej. Przezwyciężysz to. Strach minie. Lepiej, żebyś wyszła mu naprzeciw, poczuła go i pokonała, zamiast mieć w nim wieczną wymówkę do czyszczenia rzeki.
 
*
 Każde niepowodzenie to wielki nauczyciel, lepszy niż sukces. Słuchać, uczyć się, iść dalej. 
 
 *
Nie możemy pozwolić by skonfiskowano nam życie. 
 
Fragmenty książki pt. "Biegnąca z wilkami. Archetyp dzikiej kobiety w mitach i legendach", 1992
Przełożyła Agnieszka Cioch
 
*
Clarissa Pinkola Estés (1945) – amerykańska pisarka, wielokrotnie nagradzana poetka, dyplomowana psychoanalityczka szkoły Junga. Urodziła się w małej amerykańskiej wiosce w pobliżu Wielkich Jezior Północnoamerykańskich, w rodzinie imigrantów i uchodźców, w większości niepiśmiennych, uzyskała doktorat z badań międzykulturowych oraz psychologii klinicznej. 
Uwielbiam jej opowieści i szczerze polecam wszystkim, nie tylko Kobietom!
 
***cytat w tytule: Magdalena Kordel

poniedziałek, marca 20, 2023

Za kilka snów, kilka oddechów, kilka dni...


 ***

tęsknota doskwiera i boli
bezczelnie wwierca się w myśli

czas utknął w zimnym
kapryśnym marcu
a ja się zgubiłam dalej niż daleko

maki kołyszą się na wietrze
który zniewalająco pieści
czerwone cienkie płatki

tonę w purpurze krwi
w bezkresnym życiu
w nieokiełznanych marzeniach
w cieple które ucisza umysł

wchodzę w medytacyjną nirwanę
oddaję głos sercu

a ono
wie że przyjdzie miłość
że czas znowu utknie
w wiosennej bezdennej czułości
w bezgłośnych szeptach maków 
 
śniacych przepiękne 
wiersze 

jik

*obrazy z netu, nie znam Autorów

sobota, marca 11, 2023

Znani - ulubieni '69


Urodziłam się w XX wieku ("My z drugiej połowy XX wieku") i ponad połowę życia mam już za sobą, jednak nie czuję na sobie presji wieku i śmigam codziennie ponad 20 tysięcy kroków, a często dużo więcej. Czasem w weekendy odpuszczam kroki i odpoczywam przygotowując i redagując posty w Babińcu Literackim, karty pracy dla uczniów na kolejny tydzień, czytając lub zupełnie banalnie - sprzątając dom. Bywam też zmęczona zarówno fizycznie jak i psychicznie, bo czasy są jakie są i świat przyspieszył, ale nie poddaję się i nie zamierzam szybko się poddać.

Urodziłam się w bardzo pogodny, gorący wtorek, w pełnię księżyca w Wodniku, miesiąc po śmierci jednego z tych pisarzy, którzy we wczesnej młodości zrobili na mnie i mojej wrażliwości ogromne wrażenie - Witolda Gombrowicza. 

W roku mojego urodzenia opuścił ten świat inny mój ukochany w młodości pisarz - Marek Hłasko, bestialsko zamordowano też ciężarną, prześliczną aktorkę, żonę Romana Polańskiego, Sharon Tate, której syn prawdopodobnie urodziłby się w tym samym czasie, co ja. Straciliśmy też wspaniałego poetę Kazimierza Wierzyńskiego, którego wierszami zaczytywałam się jako licealistka i niesamowitego, legendarnego dziś kompozytora Krzysztofa Komedę oraz świetnego aktora Bogusława Kobielę.

Z ważnych światowych wydarzeń dla mnie - astronauci z misji Apollo 12 stanęli na powierzchni naszego naturalnego satelity, a Elton John wydał debiutancką płytę.

W moim roczniku jest wielu bardzo zdolnych i pięknych ludzi. I chyba nikt z nich nie czuje się jeszcze ani stary ani nawet w tzw. wieku średnim.To dobry rocznik, w chińskiej astrologii pod panowaniem ziemskiego Koguta.

Chciałam zatem zaprezentować ludzi urodzonych w 1969 roku. Ludzi, których lubię, cenię i podziwiam, którzy są dla mnie w jakimś sensie inspiracją, więc nie liczcie, że napiszę tu o pewnej gwieździe disco polo z kozim wibrato, która już dorobiła się filmowej biografii, aktorzynie znanym z durnych wypowiedzi ani o politykach z ugrupowania, które mogłoby już wyPiSać się z życia publicznego (żeby nie powiedzieć dobitnie: mogliby wyPiSdalać). Przedstawię zdolnych i ulubionych ludzi, którzy w moim odczuciu robią coś dobrego dla tego świata!

*

Christy Nicole Turlington Burns (2 I ' 69) - amerykańska przepiękna, zielonooka supermodelka, której fotek wypatrywałam w kolorowych pismach w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Działa charytatywnie, reżyseruje, jest twarzą firmy Maybelline.

Aida Kosojan - Przybysz (9 I'69) - wizjonerka, piosenkarka, cudowna kobieta!

Arkadiusz Jakubik (14 I '69) - polski wybitny aktor i wokalista. Jego rola w filmie Dom zły (2009) powaliła mnie na kolana, chociaż ma na swoim koncie naprawdę wiele dobrych ról, docenianych zarówno przez krytyków jak i widzów.


Marc Forster (27 I '69) - niemiecko - szwajcarski, urodzony w Davos reżyser, który skończył studia w USA i tam pracuje. Jego najbardziej znanym, jak do tej pory dziełem jest "Marzyciel"(2004), ja uwielbiam film z Goslingiem pt. „Stay” z 2005 roku, ale myślę, że reżyser nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Jennifer Aniston (11 II '69) - amerykańska aktorka. Nie wiem, czy ją bardzo lubię, bo nie znoszę komedii romantycznych, w których często się pojawia, a serialu Przyjaciele wciąż jeszcze nie obejrzałam, natomiast podziwiam jej urodę i uważam, że wygląda świetnie jak na swoje lata, że zachowała w sobie dziewczynę.
 
Darren Aronofsky (12 II '69) - amerykański reżyser, producent i scenarzysta filmowy. Laureat wielu nagród filmowych. Mnie zachwycił jego film pt. Źródło (2006), film, który mogę oglądać w nieskończoność. Uwielbiam też Requiem dla snu (2000), Czarnego łabędzia (2010), a Wieloryb (2022), najnowszy film reżysera powalił mnie z nóg.

Javier Bardem (1 III '69) – wybitny hiszpański aktor o międzynarodowej sławie i producent filmowy. Zdobywca Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego za rolę psychopatycznego zabójcy Antona Chigurha w filmie braci Coenów To nie jest kraj dla starych ludzi. Powala mnie prawie w każdej roli. Pokochałam go po hiszpańskim filmie pt. W stronę morza (2004), gdzie zagrał sparaliżowanego mechanika walczącego o prawo do eutanazji. Prywatnie mąż równie utalentowanej Penelope Cruz.

Andreas Pietschmann (22 III '69) - niemiecki aktor teatralny, telewizyjny i filmowy. Dobry i bardo przystojny. W Polsce kojarzony chyba najbardziej z roli Jezusa z serialu Maria z Nazaretu (2012), mnie bardzo się spodobał w serialu 1899 (2022 -), który to serial nie podobał mi się, ale miałam niż intelektualny i go obejrzałam dla aktorów.

Izabela Kopaniszyn (30 III'69) - dr nauk humanistycznych, wspaniała Autorka książki pt. Antyczłowiek. Mroczna strona człowieka, w której opisuje m.in. narcystyczne zaburzenie osobowości. Piękna, mądra, bardzo oczytana kobieta, ma na YT swój kanał Master Your Life - warto posłuchać.


 Paul Rudd (6 IV '69) - amerykański aktor, komik, scenarzysta i producent filmowy. Polubiłam go po występie w filmie pt. Wbrew regułom (1999), zrealizowanym na podstawie mojej ukochanej powieści Johna Irvinga pt. Regulamin tłoczni win.


 Renée Zellweger (25 IV '69) - wybitna amerykańska aktorka.  Cudowna w komediach, dramatach, zawsze świetna (duet z Nicole Kidman we Wzgórzu Nadziei powalający!). Ostatnio zachwyciła mnie rolą Judy Garland (2019), która nota bene zmarła w 1969 roku, roku urodzenia
Renée.

 Agnieszka Maciąg (9 V '69) - piękna polska modelka, blogerka, pisarka, poetka, wokalistka - kobieta wspierająca inne kobiety. Dzięki jej książce - poradnikowi pt. Menopauza. Podróż do esencji kobiecości, przestałam się bać nieuniknionego, biologicznego procesu. Agnieszka jest wegetarianką i autorką książek kulinarnych.

W latach dziewięćdziesiątych wystąpiła w kilku teledyskach zespołu DeMono. Lubię jej piosenkę pt. Chcę się uwolnić.


 Cate Blanchett (14 V '69) - australijska aktorka filmowa i teatralna. Zajmuje się również reżyserią teatralną. Laureatka dwóch Oscarów: za drugoplanową rolę w filmie Aviator oraz pierwszoplanową w Blue Jasmine. Kocham ją za wiele ról, za Notatki o skandalu, Carol, Veronicę Guerin, Dotyk przeznaczenia. Uwielbiam jej urodę, zawsze wygląda fantastycznie.

 Peter Dinklage (11 VI '69) - amerykański aktor teatralny i filmowy, wielki aktor o nikłym wzroście - 135 cm. Nie oglądałam jeszcze serialu pt. Gra o tron, za rolę w którym otrzymał wiele nagród, ale filmy, które obejrzałam z jego udziałem, świadczą o wielkim talencie i charyzmie aktora. Od 16 roku życia aktor jest wegetarianinem (trzy lata dłużej niż ja), a swój status celebryty wykorzystał do podniesienia świadomości społecznej na temat krasnali. Jest żonaty i ma dwoje dzieci.

Maciej Miecznikowski (14 VII'69) - po prostu: rewelacyjny wokal - baryton. Jeden z najlepszych na polskiej scenie.

Jennifer Lopez (24 VII '69) - cóż powiedzieć? Piękna kobieta, dobra wokalistka, średnia atorka, a może jeszcze nie zagrała roli swojego życia? Kibicuję jej. Bardzo lubię piosenkę Ain't It Funny.

Ben Chaplin, właściwie Benedict John Greenwood (31 lipca 1969) – brytyjski aktor i urzędnik statystyczny London Transport Authority. Uwielbiam go za wiele ról, zwłaszcza za udział w filmie Agnieszki Holland pt. Plac Waszyngtona.


 Dwa tygodnie starsza ode mnie Tanita Tikaram (12 VIII'69) – brytyjska piosenkarka i autorka piosenek popowo-folkowych, którą uwielbiam za niesamowity wokal i za Twist in My Sobriety. Lesbijka. 


Edward Norton (18 VIII '69) - amerykański aktor, reżyser i producent filmowy, działa też charytatywnie, a ja po prostu go lubię.

Christian Slater (18 VIII '69) - amerykański aktor, którego pokochałam po występie w filmowych adaptacjach powieści Imię Róży (1986) Umberto Eco i Wywiadu z Wampirem (1994) Anne Rice.

 Jason Priestley (28 VIII '69) - kanadyjski aktor, swego czasu idol nastolatek, dzięki roli w serialu da młodzieży Beverly Hills 90210, niezapomniany Brandon! Całe dwa dni młodszy ode mnie. Bardzo podobał mi się także w westernie Tombstone (1993), w którym zagrała również Joanna Pacuła oraz w świetnym, a mało znanym u nas filmie pt. Miłość i śmierć na Long Island (1997), gdzie z dużym powodzeniem partnerował wybitnemu brytyjskiemu aktorowi Johnowi Hurtowi.


 Noah Baumbach (3 IX'69) - amerykański scenarzysta i reżyser a także producent filmowy. Ciekawa postać i osobowość. Myślę, że jeszcze nie powiedział wszystkiego, co ma do powiedzenia. To, co zrobił do tej pory i tak jest godne uwagi, inteligentne i niezależne. Bardzo podobały mi się dwa filmy: Historia małżeńska (2019, podobno opowiada o jego związku z Jennifer Jason Leigh) i Frances Ha (2012). Czekam na Barbie!

 Piotr Gibaszewski (10 IX'69) - zdecydowanie mój ulubiony polski astrolog (może dlatego, że jak ja posiada ascendent w Wodniku), który ma ogromną wiedzę nie tylko astrologiczną, ale też psychologiczną. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, Studium Psychotroniki "Chiron", członek Polskiego Towarzystwa Astrologicznego. Prowadzi wykłady w Szkole Astrologii Solarius, uczy astropsychologii, ma swój kanał na YT, a jego prognozy są bardzo inteligentne i trafne. Od 1999 roku pisze coroczną prognozę dla Polski i świata.

Robert Kasprzycki (21 IX' 69) – polski poeta, pieśniarz, wokalista, muzyk i kompozytor, a także tłumacz, felietonista, recenzent, autor tekstów kabaretowych. Uwielbiam jego piosenki: Jestem powietrzem, Zapiszę śniegiem w kominie.

Catherine Zeta - Jones (25 IX '69)  – walijska aktorka filmowa, mieszkająca w Stanach Zjednoczonych. Laureatka Oscara za drugoplanową rolę w filmie Chicago (2002). Piękna kobieta, utalentowana, uwielbiam jej urodę! Ostatnio zachwyciła mnie rolą w serialu Wednesday.

 Gwen Renée Stefani (3 X '69) – amerykańska piosenkarka solowa oraz wokalistka zespołu rockowego No Doubt. Uwielbiam jej vocal, kocham piosenkę Don't Speak i zawsze ją śpiewam, gdy mam doła.

Jeremy Davies (8 X '69) - amerykański aktor, bardzo dobry na drugim planie. Zawsze, gdy się pojawia, jest moc. W kultowym Szeregowcu Ryanie (1998) stworzył naprawdę wybitną kreację.

PJ Harvey (9 X '69) - brytyjska poetka i wokalistka, multiistrumentalistka.

Dominic West (15 X’69) ceniony i przystojny angielski aktor, którego bardzo lubię od filmu pt. Uśmiech Mona Lisy (2003), w którym partnerował Julii Robets.


Kim Rossi Stuart (31 X'69) - włoski aktor i chyba najprzystojniejszy z włoskich aktorów, którego bardzo lubię od wczesnej młodości, od serialu "Fantaghhiro". Rewelacyjny w pięknym filmie pt. Piano, solo. I jeszcze starzeje się młodzieńczo!

Charles Martin (3 XI'69) - poczytny amerykański pisarz, dr nauk humanistycznych, autor m.in. powieści "Między nami góry" i "Kiedy płaczą świerszcze". No i przystojny gość.

Matthew David McConaughey (4 XI '69) – amerykański aktor, reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Laureat Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego za film Witaj w klubie (2013). Najpierw mnie wkurzał drętwymi rolami w romantycznych bzdetach. W filmie GOLD (2016), do którego dał się oszpecić, udowodnił swój talent i stworzył wybitną kreację.


 Gerard Butler (13 XI '69) - szkocki aktor o cudownych, wielkich niebieskich oczach. Jeden z najprzystojniejszych ever!

Natascha McElhone  (14 XII '69) – brytyjska aktorka filmowa i teatralna, pochodzenia irlandzkiego, znana n.in. z niesamowitego filmu Petera Weira "Truman Shaw".

Julie Delpy (21 XII '69) - francuska aktorka o subtelnej urodzie. Piękna i delikatna. Pokochałam ją po Homo Faber (1991) wg świetnej powieści Maxa Frischa, w którym partnerowała Samowi Shepardowi, chociaż wcześniej Agneszka Holland zaangażowała ją do swojego wielkiego filmu pt. Europa, Europa (1990). Cudowny duet stworzyła też z Ethanem Hawke w trzech rozłożonych w czasie filmach o miłości: Przed wschodem słońca (1995), Przed zachodem słońca (2004), Przed północą (2013). Jej talent i urodę docenił nieodżałowany polski reżyser Krzysztof Kieślowski i obsadził ją w trylogii Biały, Niebieski, Czerwony.

 *

Bonus: Bryan Adams w piosence pt. Summer of 69


Dziękuję za uwagę i czas spędzony na moim blogu, pozdrawiam, JoAnna