Translate

niedziela, czerwca 14, 2020

Kiepsko mi w gęstym cieniu mgły...


Co jest na tych dziwnych fotkach? Mój paputek, ulubiona apaszka, mój piórnik, torba na zakupy i chusta na ścianie w pokoju córki.
Tak wielu mam tęczowych przyjaciół, że aż trudno policzyć. Jest ich sporo wśród nas: wykładowcy, twórcy, zwykli ludzie.
Liczy się człowiek i tylko człowiek, bo najlepsze i najciekawsze jest to, że potrafimy się pięknie różnić i szanować. W tej różnorodności jest niesamowita energia, siła i pozytywnie kreatywna moc.

 Jeden z najzacniejszych przedstawicieli naszego gatunku ubierał się w jaskraworóżowe ciuszki i portretował swoich młodych kochanków, a do tego był leworęcznym wegetarianinem. 
"Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba", a "Człowiek ma prawo spojrzeć na innego człowieka z góry tylko wtedy, gdy pomaga mu wstać". (Sted i Marquez).
A jeśli komuś nie pasuję ze swoimi poglądami, niech tego nie czyta, albo niech się wypowie grzecznie i kulturalnie, zamiast kogokolwiek obrażać. To proste i łatwe.
U mnie nie ma gejów, lesbijek, katolików, ateistów, poetów, artystów czy jakichkolwiek innych, u mnie byli, są i zawsze będą ludzie.
"Gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha" (Tuwim). 
I szkoda tylko, i przykro bardzo, że w XXI wieku trzeba o tym w ogóle wspominać...

wtorek, maja 26, 2020

488


(nie)pamięć

objęłam drzewo wezbrało liśćmi
przepływ energii ożywił myśli
o tobie

bywało różnie jak to w miłości
i nie wiem nawet dlaczego tak
rzadko mówiłam ci jak bardzo
lubię patrzeć w twoje mądre oczy

wspomnienia bledną owszem
ale tylko te złe
to się nazywa wyparcie
zawsze wiedziałam jedno
gdy trwoga to do matki

objęłam drzewo tak mocno
jak chciałabym objąć ciebie
gdybyś tylko tu była

a może jesteś

może zmieniłaś się w obłok
i spadłaś deszczem
w przyjazne objęcia traw
w moje rozpostarte ramiona
w nieskończoną przestrzeń życia

na chwilę zapomniałam
że nie istniejesz
że tylko drzewa rozumieją
twój cichy niebyt mamo

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 14 V 16

Co mogę napisać po ponad miesiącu milczenia? Po niemal trzech miesiącach sytuacji, w jakiej wszyscy nagle się znaleźliśmy?
Żyję. 
Zajęłam się na dobre ulubioną stroną na Facebooku, stroną, którą uwielbiam i kocham od początku jej istnienia, czyli od prawie czterech lat; dziełem cudownej poetki i pięknej kobiety, o której na pewno napiszę tu, na tym blogu, tylko się trochę pozbieram.
W ogóle będę teraz więcej pisać o kobietach i kobiecej poezji.
Dołączyłam do redakcji Babińca Literackiego i jestem szczęśliwa, bo to mi pozwala przetrwać dziwne czasy, jakie nastały już chyba bezwględnie, bo obawiam się, że te poprzednie nie wrócą... Że nasze życie będziemy dzielić na to przed i po marcu 2020.
Sama nie mam weny na pisanie wierszy.  Nie znoszę pisania na siłę, więc wolę milczeć.
Nie oglądam też żadnych filmów. 
Tylko sobie czytam i czytam.
No i staram się jak najlepiej pracować zawodowo, chociaż w zdalnym charakterze nie jest to proste i nie daje mi takiej satysfakcji jak w poprzednim życiu.
Moje samopoczucie i poczucie mojej wolności, bardzo mocno zaburza widok ludzi pozasłanianych tym, co nakazano nam nosić, a jeszcze tak niedawno, tak wrednie i wręcz chamsko, wyśmiewano się z burek i muzułmanek... Paradoks goni paradoks. 
Generalnie żyję wolniej, mniej zaborczo, bo już nawet nauczyłam się sama obcinać własne, nieposkromione włosy, bo już nie mam potrzeby i chęci kupowania setnych spodni czy kiecki.
Jestem.
Odświeżyłam w pamięci wiersze dla dzieci, nagrywam filmiki na stronę szkoły wraz z koleżankami i kolegami z pracy, bawię się w aktorkę, a przecież zdałam kiedyś egzaminy wstępne do PWST i, jakby nie patrzeć, skończyłam animację teatralną, więc może to jednak było po coś, może miało jakiś sens.
Chodzę z psem na spacery, podziwiam nieustannie piękno Matki Natury, wyszukuję wiersze na naszą stronę, nawiązuję nowe, ciekawe kontakty z poetkami, z tłumaczami poezji...
Ale jestem inna.
Czuję to.
Inaczej patrzę na siebie i świat.
I tylko w rozmowach telefonicznych z przyjaciółmi, zastanawiam się jak będą wyglądać tegoroczne wakacje i czy w ogóle będą miały jakiś kształt, gdyż majowy pierwszy weekend, który miałam spędzić w Trójmieście, przepadł jak kamień w wodę, bo hotel rezerwowałam w lutym, a dopiero po majówce zaczęli je odmrażać, niestety.
Generalnie i krótko: czuję się jak w jakimś Truman Shaw czy innym Matrixie.
Ale co tam, skoro jeszcze jakoś żyjemy?
Pozostaje pytanie: jak długo?

niedziela, kwietnia 26, 2020

Makiem ucieleśnił...



*
zasieją się w kompulsywnych myślach
zakwitną na gruzach niespełnionych snów

wtargną do niezaspokojonych wyobrażeń
  zaanektują ogromne przestrzenie samotności
uparcie będą gdy zaszyfrujemy nasze istnienia
zostaną w naszych hologramach

ucieleśnią się w kroplach po niepełnych oddechach
zdemolują natchnienia

na zgliszczach po resecie

w zdemontowanych niebytach
w grobowcach zdewastowanej cywilizacji 
w zrujnowanych zaciemnionych miastach
wyrosną krwiste czerwone karminowe
pełne jak usta bogini Inanny

natarczywe jak piekielne kręgi

nieprzewidywalne jak wulkaniczne lawy
  płodne jak matka ziemia
dziwne jak świat



pozornie kruche i delikatne

chore na życie
maki

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 26 IV 20

*fotki z netu, nie znam Autorów.

sobota, kwietnia 18, 2020

UWAGA POEZJA czyli trzy wiersze Elżbiety Adamiec

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na niezwykle interesującą i bardzo dojrzałą - nie tylko w kwestii wieku, ale również, a może przede wszystkim, literackiego kunsztu - poetkę, której twórczość jest bardzo bliska mojej wrażliwości i patrzeniu na świat oraz gustowi poetyckiemu.

Elżbieta Kujawa - Adamiec urodziła się w Nowym Dworze Gdańskim, w grudniu, w ziemskim znaku Koziorożca. Mieszka i tworzy w Bielsku - Białej. Nie lubi opowiadać o sobie, bo jest w swojej niezwykłej mądrości i wrażliwości, bardzo skromną osobą. Elżbieta jest autorką zeszytu literackiego: „Jesienna kobieta”, oraz tomików „Chcę” i „Żuł, krajna, pigułka na sny". Wiersze Autorki publikowane były również w kilku poetyckich antologiach oraz w internecie.

Czytam Jej wiersze od jakiegoś czasu, ponieważ poleciła mi je moja przyjaciółka, Małgosia Zienkiewicz (o której też wkrótce napiszę). Dzięki Gosi odważyłam się zaprosić Elę do znajomych na portalu społecznościowym, a to spowodowało, że mam możliwość obserwowania tej cudownej twórczości, czytania Jej niezwykłych wierszy na bieżąco, z czego bardzo się cieszę, bo dla mnie dzień bez poezji jest dniem straconym, a ja nie lubię tracić czasu. :)

Prezentacją trzech wierszy Elżbiety Adamiec inicjuję na swoim blogu cykl postów pt. UWAGA: POEZJA, w którym będę przybliżać sylwetki współczesnych poetek. Poetek, bo jestem kobietą i kocham kobiety i już.

Autorka o swoim tomiku pisze w następujących słowach: "Wszystko co mamy to sny, marzenia, wspomnienia, zamknięte oczy, bezradnie opuszczone ręce. Wiersze są właśnie o tym, o niczym więcej, są o życiu, jego bezkompromisowej zachłanności i niecierpliwości. Opowiadają o radościach, tęsknotach, lękach w nas ukrytych, oczach patrzących w ścianę, należących do człowieka, który jeszcze w nas jest. Pory roku kładą nas spać i nas budzą, mijają niepostrzeżenie w otulinie naszych oddechów. Każdy wiersz ma swojego bohatera, twarz, jego zapach, smak, uczucia. Opowiadam w nich o sobie, o Was we mnie, w rezonansie myśli. Życie to baśń, a ona trwa, marzenia się spełniają, wspomnienia nas budują ziarenko po ziarenku…"

Zachęcam do delektowania się słowami Eli!
*

piwnica mistrza stary dobry cesarz i śmierć

w pokoju siedzi mistrz
palcami dudni w szybę
kolejny kwiecień wygląda inaczej
rozpacz jest dobra a resztki śniegu
ukryły się w pąkach drzew


chory poeta prosi by go nie odwiedzać
pisze kolejny poemat
wpatruje się w swoją twarz
myśląc że to jest czas krętka bladego
wypisał już wszystkie łzy i ból
maluje poemat


poważny stańczyk udaje że lubi dobrego cesarza

kłaniam się nisko obrazom i wierszom
oraz śmierci poety
płakały cisze a oczekiwanie było takie przyziemne
niestety przyszła tylko brzydka mona liza
bezwstydnie duża i głośna poeta unika dotyku


wiec kiedy umarł teofila wzięła go na ręce
pokazała dzieciom a zygmunt rozkołysał

miasto

układam włosy
więc tak się wszystko spełnia
płaskorzeźby i nieme muszle oraz strach
potworny strach przed śmiercią i oddechem
jeden ptak skamieniał drugi upadł na ziemię
taka jestem dojrzała że nanizuję na palec
niepokój i miłość


*

barabasz nad rzeką

ćwiczy się w cierpliwości poznaje noc ciemność
milknie
chłodny od lęku przelicza puste pola
gorzkimi ustami przypomina wierzenia
których nie potrafi obronić ani zadać im śmierci
siada przy biurku i pisze znamienne słowa


jestem chory na bezludzie i skowyt

za chwilę na ziemi będzie kolorowo
sarny spoglądają w lustro wody a potem śnią się im
ruczaje fletnie białe brzozy oraz
spokój


śni mi się jasne ciało zranione liście
badana kropla krwi poświadcza że
bardzo kocham życie


barabasz spogląda na rzekę 

zastanawia się czy wierzy
w zmartwychwstanie narodziny życie


ponownie zasiada do biurka i pisze

ta wiosna kołysze strumień
a śmierć nie czeka na śpiew słowika
spływa łzą po policzku


*

kto dziś opowie chociaż jedno marzenie
z tych niewymarzonych 


w deszczu rosie wśród łez trawie szumie oceanu
ktoś opowiada o przedwojennym słońcu
jabłonie jeszcze nie zakwitły
na marginesie drzewa piszę wyznanie
a blizny bolą bezgłośnie
ciało i gładka doskonałość
opowiadania muszli gorycz ruin
a w otwartym oknie
życie


szybko bijące serca gołębi śpią na gzymsach
wyciągam do nich rękę pachnącą skoszoną trawą
jestem nieśmiała
spłoszone spojrzenie błądzi
czuję szelest skrzydeł bicie serca zapach kwiatów


boję się samą siebie oskarżać o szaleństwo
dlatego z ziaren które mam wysiać w ogrodzie
układam różaniec 


w dłoniach przysypiają modlitwy
biorę je czule w ramiona a one wpisują się w moje wnętrze


baśniowe malowidła siwieją i cicho jak najciszej wchodzę w sny
na niespokojne wygląda twoje serce i twój strach
odrzuciłam wszystkie harpuny pozostała tylko tęsknota
nią nie zabiję uśmiechniętych wielorybów ani marzeń
spójrz
niebo jest nad nami

 *na zdjęciach Elżbieta Adamiec oraz okładka Jej najnowszego tomu poezji. Dziękuję Autorce za wyrażenie zgody na publikację Jej wierszy i zdjęć na moim skromnym blogu, jik

niedziela, kwietnia 12, 2020

"Na ziarnku maku stoi mały dom".***


Nasze wyspy

Nadeszła dziś wczorajsza przyszłość
Nie robiąc w drodze swej postojów
Mój dom się stał samotną wyspą
Smutną oazą niepokoju.

Ze sobą samym czuła bliskość
Myśli zagłusza tłumnym gwarem
Mój dom się stał samotną wyspą
Na ledwie krótkich kroków parę.

A wszędzie wokół inne wyspy
Na każdej jednej ktoś ma przystań
I wszyscy sobie są tak bliscy
Jakby to była jedna wyspa.

Na tle sufitu chmury nisko
Płyną muskając włosów nieład
Mój dom się stał samotną wyspą
Którą przemierzam wciąż na przełaj.

Powietrze traci swą przejrzystość
Nikną kontury dzieła Mistrza
Mój dom się stał samotną wyspą
Gdy fala idzie coraz wyższa.

A wszędzie wokół inne wyspy
Na każdej jednej ktoś ma przystań
I wszyscy sobie są tak bliscy
Jakby to była jedna wyspa.

Krzysztof Cezary Buszman



April is a Mother Fucker*

"Ziemia wciąż traci grunt pod nogami".

Urszula Zybura

odetchnij wiosną, wpuść ją głęboko w serce;
tak trudno zregenerować zadrapane marzenia,
rozjaśnić uśmiech zszarzały zimowym letargiem;
strzepnąć z ramion resztki nieciekawych wspomnień.

odetchnij świeżością, zapachem budzącego się życia.
otwórz szeroko zaspane oczy i spójrz: Persefona
odpuszcza egocentrycznym narcyzom, pozwala im
słodko drzemać w promienistych, słonecznych kręgach.

odetchnij sobą, całością siebie. masz jeszcze czas,
dużo czasu na długi, niestrudzony maraton po Hadesie.
nawet Demeter już nie tęskni, oddycha pełnią matczynej miłości,
delektuje się wonią i barwą kwitnących rajskich jabłonek.

i tylko Ona znowu traci oddech, dusi się, zapada w czarną,
bezdenną otchłań, perfumowana smogiem emitowanym
z barbarzyńsko dzikich ogrodów (nie)ziemskich rozkoszy,
odcięta od drzew wszechwiedzy i życiodajnych źródeł.

Ona - czująca znacznie więcej niż wszystkie wyrodne
dzieci, które wykarmiła - ciepła, mała kuleczka zagubiona
w zimnym, bezwzględnym chaosie, co roku umiera w kwietniu,
najokrutniejszym wśród pięknych miesięcy.

*Thomas S. Eliot (oryginalna pisownia)

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 13 IV 18

 ❤
życie

wiosenne trawy
śnią tajemnicę śmierci
zbawi nas słońce

jik

***cytat w tytule postu, Czesław Miłosz, Przypowieść o maku