Translate

sobota, kwietnia 09, 2016

"Materia jest plastyczna w obliczu Umysłu..." ***


XxX



wyobraź sobie świat równoległy.
piękny, harmonijny, sielankowy.
zamknij oczy i poczuj ciepły blask słońca,
oddech łąki, wsłuchaj się w szepty kwiatów.

pomyśl o mnie. ożyw to wyobrażenie.
wymyśl mowę ciała, głos i uśmiech.
weź za rękę i wprowadź
na swoje terytorium.

jesteś. jestem. patrzymy sobie
w oczy: kontrastujące kolory
łączą się w jeden, nieokreślony
ale fascynująco piękny.

czuję dotyk twojej dłoni na włosach,
gorący oddech na drżącym ciele.
płyniemy w nieznane, licząc
na miłosierdzie jaskółczych serc.

i nie mów mi, że Giordano Bruno
nie trafił w sedno, że fizyka kwantowa
to niedorzeczny wymysł albo
domena autorów science fiction.

nieważne, że tu i teraz znam tylko
litery, które wysyłasz do mnie
z odległej galaktyki.

wszystkie światy, zaświaty
i wszechświaty istnieją naprawdę
w najgłębszych zakamarkach
naszych umysłów.

nienamacalnie.



JoAnna Idzikowska - Kęsik, 9 IV 16


*** Philip Kindred Dick, Valis
* grafika z netu

środa, kwietnia 06, 2016

"Hejtujesz mnie? Och, czuję się taka sławna!" ***





e-bzdety


nęka mnie
prześladuje jakiś
okropny avatar

avatar - widmo

taki który krzyczy wrzeszczy
w którym wszystkiego jest za dużo

pudru różu cienia blue
na spuchniętych powiekach
i szmineczki w okrutnym kolorku
na zaciętych ustach
loczków za dużo
kwiatków
ciętych doniczkowych sztucznych
negliżu 

i avatara w avatarze
też za dużo

za dużo buty
miny pod hasłem
ja was wszystkich przerastam
jesteście mali beznadziejni
jesteście niedouczeni

wlecze się za mną jak 
grześ przez wieś za piaseczkiem
trąca beszta i zaczepia
to Ja zauważ jestem
naj jestem the best

Ja Ja Ja
najmilsze dla samej siebie
Ja
tu jestem 


zaraz ci dowalę
zaraz cię zniszczę
Ja ci pokażę ty brzydkie
zezowate garbate grafomańskie
niedouczone czupiradło

biedny s@motny zdesperowany
psychicznie rozstrojony avatar
wirtualne coś
realne 


nic


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 6 IV 16




Najlepszymi ludźmi są ci, którzy przychodząc do twojego życia sprawiają, że widzisz słońce tam, gdzie kiedyś widziałeś chmury. Ludzie, którzy wierzą w ciebie tak bardzo, że ty zaczynasz wierzyć w siebie. Ludzie, którzy akceptują cię takim jakim jesteś i kochają cię za to, że jesteś sobą. To najlepszy rodzaj ludzi jakich możesz w życiu spotkać.

Oskar Kaczmarek





Hejty możecie zgłaszać na portalu 

hejtstop.pl


*** telemyśl
* grafika z netu
****

niedziela, kwietnia 03, 2016

"Sen i śmierć to bracia bliźniacy." ***



Blues z czerwienią w tle


Pieprzona czwarta nad ranem! -
pomyślała. - Najgorszy czas,
jak u Noblistki i innych nawiedzonych.

Otworzyła oczy.
Patrzyłeś na nią zachwytem błękitu,
pocałowała palec i lekko podrapała cię po nosie;
uśmiechnąłeś się, wyciągnąłeś dłoń...
- Bujaj się! - powiedziała i odwróciła na drugi bok,
poirytowana perspektywą kolejnej bezsennej

nocy, w której umarła.

Spełniłeś jej ostatnią wolę:
skremowałeś w jedwabnej czerwonej sukience,
tej najseksowniejszej, wąskiej, obejmującej ciało.
Oficjalnie w rodzinnym grobowcu w czerwonej urnie
pochowałeś popiół z kominka, przy którym
tak namiętnie się kiedyś kochaliście.

Wyjechałeś nad Adriatyk, o zachodzie słońca 
wyjąłeś z torby czerwoną skrzyneczkę, żeby rozsypać prochy; 
gdy otworzyłeś wieko, ujrzałeś czerwone oczko -
rubin z pierścionka, który podarowałeś jej na urodziny.
Nie rozstawała się z nim nigdy.
Nie pozwoliłeś zdjąć go z jej palca paniom 
z zakładu pogrzebowego.

Kamień połyskiwał na tle szarego miału
jak jej usta wypieszczone szminką,
jak kropla krwi, jak zranione serce, 
samotna róża na grobie, ostatnie
promienie ciepłego słońca w wodzie, 
jak wielka miłość rozdarta na strzępy, 
zatopiona w głęboką agresywną czerwień
snów o przedwczesnych odejściach...

- Nie chrap palancie, bo oszaleję!


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 3 IV 16




*** Homer
*grafika z netu

piątek, kwietnia 01, 2016

O tęczy, fiołkach, torebeczce i innych bzdetkach - post dla Cali. :))


Pierwsza wiosenna tęcza pojawiła się nad moim miastem we wtorek, 29 marca. Dzionek był typowo marcowy, raz słońce, raz deszcz. Pojawiła się późnym popołudniem, gdy czytałam sobie wiersze Julii Hartwig, a mój towarzysz życia, chrapał obok z psem w duecie. Humor miałam średni, bo bolało mnie całe moje nadwiędłe ciało, a ta tęcza trochę mnie rozjaśniła od środka (kocham to zjawisko!).
Rano polazłam do pana lekarza. No właśnie - polazłam ledwo powłócząc nogami, niestety nie w szpilkach, bo bolało mnie wszystko. Całe świąteczne ferie przechorowałam, spałam cały czwartek, piątek z wysoką gorączką, która w sobotę dopadła też mojego Radusia (tak mówiła o moim mężu jego mama, ja go tak nazywam, gdy mnie wkurza) i tak sobie razem chorowaliśmy, a dziecię nad nami skakało.
No i we wtorek już musiałam pójść do pana lekarza. Okazało się, że grypa grypą, na mięśnie idzie, ale i rwa kulszowa mi się przypałętała dość ostra. Opierdzielił mnie też za moją dietkę zgodną z grupą krwi i wytłumaczył, że ta cała rwa (potocznie korzonki) to często wynik awitaminozy i stresu. Postanowiłam żreć pomidory i inne zakazane dla mojej grupy warzywka (jednak do dziś ich nie zjadłam) i nie stresować się byle gównem.
No i se potem poszłam na pocieszenie do pani fryzjerki Małgoni, która zawsze długo bawi się moimi kudłami (bo są długie i jest ich dużo). I tak sobie u niej siedziałam i siedziałam i się zasiedziałam i... nie mogłam wstać. Była to bardzo ciekawa sytuacja: Asia przypięta do krzesełka. Ale włosy odświeżone, podcięte, mogą sobie nadal buszować na moim łebku i pieścić łopatki swoim puszystym powiewem.
Raduś pojechał do apteki i przywiózł mi sześć pudełeczek z różnymi lekami, zawiózł też do pracy zwolnienie i zrobił dla mnie i za mnie focie fiołeczków i barwinku, które podziwiałam w drodze do pana lekarza, a nie miałam przy sobie nawet komórki, o aparacie już nie wspomnę... 
No cóż. Do przyszłego piątku jestem uziemiona. Dupa zimna. Po lekach mam w buzi, jak w laboratorium alchemika, ale daję radę. Przestały mnie boleć nogi, a bolały do tego stopnia, że nie mogłam się w nocy ułożyć w żadnej pozycji, bez ketonalu nie byłam w stanie zasnąć, a w ramach gimnastyki łaziłam po domu w tę i z powrotem, a pies i koty myślały, że się z nimi bawię i łaziły za mną.






Wczoraj pogoniłam Radusia (który regeneruje się dużo szybciej ode mnie i w ogóle ma w nosie wszelkie dietki tego padołu, a jest dużo zdrowszy, wszystkożerca, mlekopijca cholerny, krwiodawca jeden!) do paczkomatu, bo przypełza zamówiona na necie torebeczka (kocham buty i torebki i nic na to nie poradzę, kicz goni kicz, a ja na to nic!). Torebeczka jest bardzo kobieca, ma fajny kolorek (pod szminkę) i w ogóle jestem cała happy, szkoda, że nie mogę se z nią  teraz połazić po mieście (hallo, próżna próżności!).


Przeczytałam też sobie ostatnio, kupioną za jakieś grosze we Wrocławiu, bardzo ciekawą powieść Johna Irvinga, rówieśnika mojej rodzicielki. Irvinga bardzo cenię i lubię i mogę o nim powiedzieć, że należy do grona moich ulubionych współczesnych pisarzy.
 W czasach, gdy nie przecenia się w księgarniach literatury autorstwa Sparksa, Browna czy pani E L James, takie powieści to perełki, nawet, gdy mają wady.


Czytam teraz takie tam bzdetki Reginy Brett pt. Bóg nigdy nie mruga... Cóż, już parę razy przyznawałam się tutaj, że czytuję różne dziwne rzeczy (już nie wspomnę nawet, co oglądam na YT, bo będzie siara "Siarzewski - gangster!"). W każdym razie:
Life is good!


Moja fascynacja poezją trwa i trwa, a Czesław należy do tych, których lubię od zawsze i już tak zostanie. Tak więc, mimo, iż posiadam dwa tomy jego wierszy, tłumaczenie "Pieśni nad pieśniami" i parę innych dzieł, kupiłam wydanie uzupełnione wszystkich wierszy Noblisty (za parę dni dotrą do mnie "Przeklady poetyckie wszystkie"). Kupiłam i ten opasły wolunim już się zdążył rozlecieć pod wpływem mojego macanka ("na miłym macanku spłynęła godzinka i była szczęśliwa miejscowa kretynka"***). Ten tom w mojej biblioteczce stoi na honorowym miejscu, bo Czesław wielkim poetą, filozosiem (tak, tak, Panie Różewicz!) i intelektualistą był...


No i dla Ciebie, CALU! Moja cicha Czytelniczko i przyjaciółko ze studiów (nota bene dzięki, że jesteś, że czytasz te wynurzenia). :))
Filmy, które polecam i krytykuję. No i zacznę od krytyki, bo jestem wredna, a co!
Z polskim kinem miewam różne romanse. Raz  ekscytujące i burzliwe, raz kiepskie jak barszcz ukraiński. Nie pamiętam, Calu, czy chodziłaś z nami do DKF-u do kina Lwów, ale w tym DKF-ie we Wrocku, poznałam większość filmów Krzysztofa Zanussiego. Było to wówczas dla mnie bardzo dobre kino. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie film pt. "Struktura kryształu", nie wspominając już o kultowych "Barwach ochronnych". Podobał mi się film z Julianem Sandsem pt. wziętym z Kochanowskiego "Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest " i jeszcze kilka innych (piękne "Dotknięcie ręki" z Maxem von Sydow). Jednak potem było już coraz gorzej. Nie wiem, czy dlatego, że nie współgram ze światopoglądem reżysera, czy dlatego, że on stracił swojego reżyserskiego pazurka. No ale oglądam, choćby po to, aby móc skrytykować.
I mamy kompletne nieporozumienie pt. "Obce ciało". Nie chce mi się pisać, do czego się przyczepiam, to TRZEBA obejrzeć, żeby sobie wyrobić zdanie. Aktorzy, których lubię i cenię (Grochowska, Buzek, Celińska, Orzechowski) starają się, jak mogą, ale całość wychodzi poniżej poziomu. Ja wymiękłam z bezsilności. Szkoda, bo temat intrygujący.
Jedynym chyba atutem tego jest muzyka Wojciecha Kilara.
1/10


"Sąsiady" to fajny film. I już. Lubię Dyjaka i jego vocal bezwarunkowo. I koniec.
6/10


Salma Hayek to ładna kobieta i zdolna aktorka, tak więc z przyjemnością sięgnęłam po zrealizowany z dużym rozmachem film, w którym niedawno zagrała. Atutem tego obrazu jest także Vincent Cassel. Ciekawa historia i na czasie. "Ta nasza młodość, z kości i krwi"...
6/10



"The Big Short" - cóż. Moja słabość do pewnych aktorów sprawiła, że obejrzałam ten film z zachwytem i szczerze go polecam, bo jest to obraz z dużym przesłaniem, a Gosling zafarbowany na czarno i w czarnych kontaktówkach... Ryan, wyjdź za mnie!!!
7/10



Książkę czytałam jakiś czas temu, a film pod tym samym tytułem, obejrzałam niedawno. Zawsze lubiłam Matta Damona, jednak jest to film, po którym wreszcie, po wielu latach, polubiłam wiekową latorośl wiekowego Kirka Douglasa.
Polecam!
8/10



A i jeszcze w temacie gejowskim stary, ale świetny film z dobrymi kreacjami aktorskimi, nagrodzony Oskarami i wart obejrzenia! Świetny Jared Leto!
8/10



Batman forever and ever i tak dalej. Ja lubiłam trylogię Nolana, jednak Benek Affleck zaskoczył mnie w tej rólce.
6/10



I to by było na tyle, bo mnie boli już wszystko, muszę sobie jak Dulski pospacerować wokół stołu, myśląc o fiołeczkach, które właśnie kwitną.



Calu, buziaki! Zadzwonię! Obiecuję też, że "Dziewczynę z portretu" wchłonę wreszcie, jak gąbeczka wodę i napiszę, co myślę.

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają. 

Na koniec grafika z fejsa na uśmiech, bo co innego nam zostało?




***Julian Tuwim

środa, marca 30, 2016

"Gwiazdy i morza wypełnia najmilsze ja..." ***


rekwizyt


kobieta którą mijasz obojętnie
 nawet na moment nie zatrzymując wzroku 
na twarzy na której bezpardonowo zamieszkały
 jak nieproszeni i niezapowiedziani goście
 zmarszczki

 spogląda na ciebie nostalgicznie smutnymi
i wciąż pięknymi oczami w których tli się
święty promyk inteligencji i ciekawości
zaświatów

 umiera na niezawinioną i niezasłużoną
samotność gdy przechodzisz mimo
wsłuchany w puls własnych nieokiełznanych
pragnień

ta kobieta jeszcze niedawno była 
 jasnym przedmiotem pożądania
 kapłanką ognistych oczekiwań 
boginią intymnych westchnień
 kwintesencją wyobrażeń o doskonałości
ideale

istniała tylko po to by skończyć jako eksponat 
w wirtualnym muzeum kosmicznego
narcyzmu


JoAnna Idzikowska - Kęsik, marzec 2016


*** Czesław Miłosz
* grafika z netu

niedziela, marca 13, 2016

Jestem, chociaż mnie nie ma?

Jestem, jednak nie mam czasu ostatnio na cokolwiek. Na pisanie, czytanie i oglądanie. Chodzę zmęczona, pracuję na pełnych obrotach, a potem nie mam już siły na nic. Sporo przygotowuję w pracy, lubię to bardzo, ale zmęczenie i ta durna anemia, z której jeszcze nie wypełzłam,  robią swoje...



Nic też ciekawego się u mnie nie dzieje. Nie poganiam weny, nie płodzę na siłę wierszyczków pod publiczkę, robię jakieś drobne notatki. Wolę więc milczeć. Milczenie bywa zbawienne dla wszystkich zainteresowanych.

Czekam na wiosnę, taką prawdziwą. Choć obawiam się ostatnio o to, czy coś nie pier... , nie pieprznie w tym naszym kochanym kraju. Normalnie boję się, że zanim wybuchnie przepowiadana wszem i wobec trzecia światowa, na naszym podwórku rozpęta się domowa. Obym się myliła. Modlę się o to, żebym nie miała racji. Chociaż coraz gorzej patrzy się na to wszystko coraz ciemniejszymi z gniewu i bezsilności oczami.

OK, miłe chwile też miewam. Przedwczoraj np. byłam na spotkaniu z doktorem habilitowanym nauk  humanistycznych, który ciepło i z dużym dystansem opowiadał o swojej nowej książce, o której już na tym blogu pisałam. Bardzo podobało mi się to spotkanie, oby więcej takich!


Nie wiem, który już raz przeczytałam pierwszą powieść mojej ulubionej Jeanette Winterson pt. Nie tylko pomarańcze. Lubię i tyle. Niestety, nie mogę nigdzie znaleźć serialu, jaki powstał na kanwie tej debiutanckiej, świetnej powieści...


Z filmów, które obejrzałam niedawno, mogę Wam polecić cztery.

 Zacznę od tego, który wywarł na mnie najmniejsze wrażenie, ale który warto obejrzeć, pomimo wad.
"Pieśń słonia" to jedna z tych opowieści, które rozgrywają się w psychiatryku - czyli temat ograny. Kolejną bardzo ograną rzeczą jest tutaj psychiatra, który nie rozpoznaje intencji pacjenta. I już i więcej nie zdradzę, bo film i tak warto obejrzeć, gdyż grają w nim ciekawi aktorzy i mała, śliczna dziewczynka z zespołem Downa.
5/10


Zawsze miałam niemałą słabość do Michalea Caine'a, bo zakochałam się w nim po jego bezbłędnej roli w "Edukacji Rity", a Harvey Keitel, odkąd zagrał Judasza w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa" też należy do grona moich ulubionych aktorów starszego pokolenia. No i jeszcze Rachel Weisz, jak zawsze cudna i Jane Fonda z dużym dystansem do samej siebie, nadal piękna (te rodzinne oczy klanu Fondów - cudo!). I dobra muzyka...
Polecam!
7/10


 Nagrodzony Oscarem film przykuwa wzrok, wbija w fotel. Nie jest to film, któremu ja przyznałabym Oscara, ale dobrze, że dostał statuetkę, bo dzięki temu obejrzy go więcej ludzi na całym świecie. A obejrzeć ten film warto tym bardziej, iż jest oparty na faktach. Świetne aktorstwo. Mark Ruffalo, odkąd przestał się udzielać w kiepskich komediach romantycznych, nagle pokazał, że jest naprawdę ciekawym i utalentowanym aktorem, a Michael Keaton i Stanley Tucci, jak zwykle - nie zawiedli. Film porusza bardzo ważny temat, o którym trzeba krzyczeć! I trzeba ten film obejrzeć.
I jeszcze ukłony dla Lieva Schreibera, który przestał robić za robota, a zaczął za człowieka. ;-)
7/10


Kiedy tylko mam okazję obejrzeć coś, co nie powstało w przereklamowanym i schematycznym Hollywood, robię to chętnie.
Kilka historii z życia wziętych, może ciut przegiętych, ale świetnie zagranych, ukazujących ludzkie słabości w argentyńskim filmie z 2014 roku. Warto, bo można się pośmiać i podumać też.
7/10



A ponieważ mija dziś już dwadzieścia lat od odejścia jednego z moich ulubionych polskich reżyserów, Krzysztofa Kieślowskiego, wieczorem obejrzę mój ulubiony film tego ciekawego twórcy:



I to tyle z mojej strony na dziś, nie chce mi się dłużej marudzić.
Pozdrowienia i serdeczności dla wszystkich, którzy odwiedzają moje skromne progi.

poniedziałek, lutego 29, 2016

Pitu pitu i bez kitu. ;-)



Cóż z tego, że wyglądam jak jesień średniowiecza, skoro czuję się jak Wiosna Ludów ? - pomyślałam sobie dziś rano, z uśmiechem spoglądając w lustro. Kręciło mi się w głowie, ale to zlekceważyłam. Miałam podpuchnięte oczy i sińce pod nimi, jednak od czego są korektory? Byłam uduchowiana, bo wieczorem, przed snem,  czytałam mądre wiersze; zachwycona i wesolutka, ponieważ rano dowiedziałam się, że mój ulubiony wegetarianin  Leo Di nareszcie załapał się na złociutkiego koleżkę (niektórzy twierdzą, że pokazał Akademii środkowy paluszek, czytaj: amerykańskie pozdrowionko, za te wszystkie lata czekania na statuetkę*)!




Oczywiście i jak zwykle, już ubrana i wyszykowana, umyłam drugi raz ząbki, żeby mi z buzi nie jechało kawą okraszoną mleczkiem sojowym (krowiego nie wchłaniam, śniadań też) i oplułam sobie standardowo bluzkę na wysokości lewego cycka. Nie wyprowadziło mnie to jednak z równowagi, odziałam się na czerwono, żeby dodać sobie energii i polazłam z wynikami do pana lekarza bez tytułu naukowego doktora, u którego byłam w piątek, bo fiknęłam koziołka i nabiłam sobie guza... Rozmawialiśmy kilka minut, pan lekarz analizował moje wyniki (które i tak już sobie sprawdziłam: "gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi, jedna będzie jucha!"**)...
A potem się wkurzyłam, po dłuższej rozmowie i stwierdziłam, że bokiem mi już wychodzi ciągłe dbanie o to, żeby nie poszło mi w boczki - no i załapałam się na - jak to stwierdził pan lekarz - wzorcową anemię. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz, choć wyglądam na okaz zdrowia i w swoim własnym mniemaniu bardzo o to zdrowie dbam.
Wzięłam receptę, wysłuchałam mądrych, medycznych rad i wskazówek odnośnie odżywiania, ale zwolnienia nie dałam sobie wcisnąć, ferie ledwo się skończyły, wypoczęłam. 

W pracy (dziś miałam dopiero na  12/30, inaczej nie zwiedziłabym pana lek. med.) nie wytrzymałam i sprawdziłam na przerwie łącząc się z cudnym wynalazkiem pt. net z jeszcze cudniejszego wynalazku pt. komóra, bo coś mi świtało pod moim blond mózgiem, że ludzie z grupą krwi A, często miewają anemię, gdyż nie wchłaniają witamin z grupy B -  jak burak (przy okazji dowiedziałam się, że Adolf H. miał tę grupę, buuu!). 

Nie będę więc piła soku z buraka, żeby nie zburaczeć do imentu. Nie będę też zjadała baraniny ani bieługi ("bycza, bracie, rzecz bieługa, na tajniaka tajniak mruga"***) ani żadnego innego mięsiwa, bo posiadam coś takiego, jak wolna wola okraszona empatią i szacunkiem do wszystkiego, co żyje. Najważniejsze, że jeszcze trochę myślę i jakoś sobie radzę sama ze sobą. Pewnie dlatego Bóg mnie opuścił i piszę ostatnio tak idiotyczne teksty, jak ten i jeszcze durniejsze wiersze, jak te w postach poniżej. 
Nic to - wszystko dla ludzi.

A moje zwierzaki nie opuszczają mnie na krok... Towarzyszą mi cały czas, nienachalną, cichą, pozytywną obecnością (no, pies czasem chrapie za głośno, ale jemu - w przeciwieństwie do męża - od razu wybaczam). 

Wnerwia i drażni mnie do białości i anemicznej bladości ludzka hipokryzja, wywołuje u mnie reakcje iście alergiczne; nie muszę żreć mięsa ani oglądać wegetarianina Leo Di wcinającego zwłoki w oscarowej roli, żeby mieć odruchy wymiotne. Popieram Leo i jego fakolce, sama też chętnie pokazałabym je paru (?) osobom (np. klimakteryjnej pannie z wachlarzykiem, która nie panuje nad apetytem, cnotce niewydymce z teką lub bez teki, w pewnych sytuacjach nad wyraz bezczelnym, w innych niezwykle uniżonym k(l)empom, kurduplom z komplexem wyższości i psycholom węszącym wciąż nowe, nielogiczne teorie spiskowe, obleśnym biznesmenom odzianym w kiecki, upierdliwie wrednym, żenująco śmiesznym i do bólu przerysowanym avatarom na portalu społecznościowym, na obcych ludzi wylewających swój jad i frustracje i te pe, i te de, i te de), nucąc przy okazji pewną niezwykle słodziutką i urokliwie ładniutką pioseneczkę.

Tyle wynurzeń na dziś.
Ave!






Kilka cytatów NIE TYLKO na dziś:

Tak długo jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości.

Pitagoras




Dlaczego miałbym się spowiadać z tego, że się godziwie odżywiam? Gdybym się opychał pieczonymi trupami zwierząt, to wtedy mielibyście podstawy do wypytywania mnie, czemu tak postępuję.


George Bernard Shaw




Wegetarianizm stanowi kryterium, dzięki któremu możemy poznać, czy czyjeś dążenie do moralnej doskonałości jest prawdziwe i szczere.

-----

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?


Lew Tołstoj



Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.

------

Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.

Albert Einstein




Jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć.

Mahatma Gandhi





Bronimy je, nawet mają swoje prawa (ile to w nas budzi emocji), a jednocześnie je zjadamy bez żadnego zastanowienia

Marek Chojnacki


Brak przemocy prowadzi do najwyższej etyki, która jest celem całej ewolucji. Dopóki nie przestaniemy krzywdzić innych żywych stworzeń, ciągle będziemy dzikusami.

Thomas Alva Edison




 Jeżeli chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.

Stuart Wilde


 

Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta.


 Theodor Adorno


Od wczesnych lat życia wyrzekłem się jadania mięsa. Przyjdzie czas, gdy ludzie tacy jak ja będą patrzeć na mordercę zwierząt tak samo jak teraz patrzą na mordercę ludzi.

Leonardo da Vinci


* zdjęcie Leo - screen z Tweettera, Pabi Moloi
* Julian Tuwim, Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali
*** tenże, Bal w Operze
**** reszta zdjęć z netu