piątek, 1 kwietnia 2016

O tęczy, fiołkach, torebeczce i innych bzdetkach - post dla Cali. :))


Pierwsza wiosenna tęcza pojawiła się nad moim miastem we wtorek, 29 marca. Dzionek był typowo marcowy, raz słońce, raz deszcz. Pojawiła się późnym popołudniem, gdy czytałam sobie wiersze Julii Hartwig, a mój towarzysz życia, chrapał obok z psem w duecie. Humor miałam średni, bo bolało mnie całe moje nadwiędłe ciało, a ta tęcza trochę mnie rozjaśniła od środka (kocham to zjawisko!).
Rano polazłam do pana lekarza. No właśnie - polazłam ledwo powłócząc nogami, niestety nie w szpilkach, bo bolało mnie wszystko. Całe świąteczne ferie przechorowałam, spałam cały czwartek, piątek z wysoką gorączką, która w sobotę dopadła też mojego Radusia (tak mówiła o moim mężu jego mama, ja go tak nazywam, gdy mnie wkurza) i tak sobie razem chorowaliśmy, a dziecię nad nami skakało.
No i we wtorek już musiałam pójść do pana lekarza. Okazało się, że grypa grypą, na mięśnie idzie, ale i rwa kulszowa mi się przypałętała dość ostra. Opierdzielił mnie też za moją dietkę zgodną z grupą krwi i wytłumaczył, że ta cała rwa (potocznie korzonki) to często wynik awitaminozy i stresu. Postanowiłam żreć pomidory i inne zakazane dla mojej grupy warzywka (jednak do dziś ich nie zjadłam) i nie stresować się byle gównem.
No i se potem poszłam na pocieszenie do pani fryzjerki Małgoni, która zawsze długo bawi się moimi kudłami (bo są długie i jest ich dużo). I tak sobie u niej siedziałam i siedziałam i się zasiedziałam i... nie mogłam wstać. Była to bardzo ciekawa sytuacja: Asia przypięta do krzesełka. Ale włosy odświeżone, podcięte, mogą sobie nadal buszować na moim łebku i pieścić łopatki swoim puszystym powiewem.
Raduś pojechał do apteki i przywiózł mi sześć pudełeczek z różnymi lekami, zawiózł też do pracy zwolnienie i zrobił dla mnie i za mnie focie fiołeczków i barwinku, które podziwiałam w drodze do pana lekarza, a nie miałam przy sobie nawet komórki, o aparacie już nie wspomnę... 
No cóż. Do przyszłego piątku jestem uziemiona. Dupa zimna. Po lekach mam w buzi, jak w laboratorium alchemika, ale daję radę. Przestały mnie boleć nogi, a bolały do tego stopnia, że nie mogłam się w nocy ułożyć w żadnej pozycji, bez ketonalu nie byłam w stanie zasnąć, a w ramach gimnastyki łaziłam po domu w tę i z powrotem, a pies i koty myślały, że się z nimi bawię i łaziły za mną.






Wczoraj pogoniłam Radusia (który regeneruje się dużo szybciej ode mnie i w ogóle ma w nosie wszelkie dietki tego padołu, a jest dużo zdrowszy, wszystkożerca, mlekopijca cholerny, krwiodawca jeden!) do paczkomatu, bo przypełza zamówiona na necie torebeczka (kocham buty i torebki i nic na to nie poradzę, kicz goni kicz, a ja na to nic!). Torebeczka jest bardzo kobieca, ma fajny kolorek (pod szminkę) i w ogóle jestem cała happy, szkoda, że nie mogę se z nią  teraz połazić po mieście (hallo, próżna próżności!).


Przeczytałam też sobie ostatnio, kupioną za jakieś grosze we Wrocławiu, bardzo ciekawą powieść Johna Irvinga, rówieśnika mojej rodzicielki. Irvinga bardzo cenię i lubię i mogę o nim powiedzieć, że należy do grona moich ulubionych współczesnych pisarzy.
 W czasach, gdy nie przecenia się w księgarniach literatury autorstwa Sparksa, Browna czy pani E L James, takie powieści to perełki, nawet, gdy mają wady.


Czytam teraz takie tam bzdetki Reginy Brett pt. Bóg nigdy nie mruga... Cóż, już parę razy przyznawałam się tutaj, że czytuję różne dziwne rzeczy (już nie wspomnę nawet, co oglądam na YT, bo będzie siara "Siarzewski - gangster!"). W każdym razie:
Life is good!


Moja fascynacja poezją trwa i trwa, a Czesław należy do tych, których lubię od zawsze i już tak zostanie. Tak więc, mimo, iż posiadam dwa tomy jego wierszy, tłumaczenie "Pieśni nad pieśniami" i parę innych dzieł, kupiłam wydanie uzupełnione wszystkich wierszy Noblisty (za parę dni dotrą do mnie "Przeklady poetyckie wszystkie"). Kupiłam i ten opasły wolunim już się zdążył rozlecieć pod wpływem mojego macanka ("na miłym macanku spłynęła godzinka i była szczęśliwa miejscowa kretynka"***). Ten tom w mojej biblioteczce stoi na honorowym miejscu, bo Czesław wielkim poetą, filozosiem (tak, tak, Panie Różewicz!) i intelektualistą był...


No i dla Ciebie, CALU! Moja cicha Czytelniczko i przyjaciółko ze studiów (nota bene dzięki, że jesteś, że czytasz te wynurzenia). :))
Filmy, które polecam i krytykuję. No i zacznę od krytyki, bo jestem wredna, a co!
Z polskim kinem miewam różne romanse. Raz  ekscytujące i burzliwe, raz kiepskie jak barszcz ukraiński. Nie pamiętam, Calu, czy chodziłaś z nami do DKF-u do kina Lwów, ale w tym DKF-ie we Wrocku, poznałam większość filmów Krzysztofa Zanussiego. Było to wówczas dla mnie bardzo dobre kino. Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie film pt. "Struktura kryształu", nie wspominając już o kultowych "Barwach ochronnych". Podobał mi się film z Julianem Sandsem pt. wziętym z Kochanowskiego "Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest " i jeszcze kilka innych (piękne "Dotknięcie ręki" z Maxem von Sydow). Jednak potem było już coraz gorzej. Nie wiem, czy dlatego, że nie współgram ze światopoglądem reżysera, czy dlatego, że on stracił swojego reżyserskiego pazurka. No ale oglądam, choćby po to, aby móc skrytykować.
I mamy kompletne nieporozumienie pt. "Obce ciało". Nie chce mi się pisać, do czego się przyczepiam, to TRZEBA obejrzeć, żeby sobie wyrobić zdanie. Aktorzy, których lubię i cenię (Grochowska, Buzek, Celińska, Orzechowski) starają się, jak mogą, ale całość wychodzi poniżej poziomu. Ja wymiękłam z bezsilności. Szkoda, bo temat intrygujący.
Jedynym chyba atutem tego jest muzyka Wojciecha Kilara.
1/10


"Sąsiady" to fajny film. I już. Lubię Dyjaka i jego vocal bezwarunkowo. I koniec.
6/10


Salma Hayek to ładna kobieta i zdolna aktorka, tak więc z przyjemnością sięgnęłam po zrealizowany z dużym rozmachem film, w którym niedawno zagrała. Atutem tego obrazu jest także Vincent Cassel. Ciekawa historia i na czasie. "Ta nasza młodość, z kości i krwi"...
6/10



"The Big Short" - cóż. Moja słabość do pewnych aktorów sprawiła, że obejrzałam ten film z zachwytem i szczerze go polecam, bo jest to obraz z dużym przesłaniem, a Gosling zafarbowany na czarno i w czarnych kontaktówkach... Ryan, wyjdź za mnie!!!
7/10



Książkę czytałam jakiś czas temu, a film pod tym samym tytułem, obejrzałam niedawno. Zawsze lubiłam Matta Damona, jednak jest to film, po którym wreszcie, po wielu latach, polubiłam wiekową latorośl wiekowego Kirka Douglasa.
Polecam!
8/10



A i jeszcze w temacie gejowskim stary, ale świetny film z dobrymi kreacjami aktorskimi, nagrodzony Oskarami i wart obejrzenia! Świetny Jared Leto!
8/10



Batman forever and ever i tak dalej. Ja lubiłam trylogię Nolana, jednak Benek Affleck zaskoczył mnie w tej rólce.
6/10



I to by było na tyle, bo mnie boli już wszystko, muszę sobie jak Dulski pospacerować wokół stołu, myśląc o fiołeczkach, które właśnie kwitną.



Calu, buziaki! Zadzwonię! Obiecuję też, że "Dziewczynę z portretu" wchłonę wreszcie, jak gąbeczka wodę i napiszę, co myślę.

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zaglądają. 

Na koniec grafika z fejsa na uśmiech, bo co innego nam zostało?




***Julian Tuwim

30 komentarzy:

  1. Ha!
    Torebki!!!
    Mamy wspólny gen, jak nic!
    Kocham torebki i chcę mieć wszystkie, jakie są na świecie :))
    Butów kupiłam ostatnio trzy pary za jednym przysiadem, pan sprzedawca i właściciel sklepiku w jednym tamtego dnia mnie zapewne pokochał :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P. s. No i, oczywiście, Twoja torebka w moim ulubionym kolorze!

      Usuń
    2. Torebka jest git. Trochę szkoda, że nie ma długiego, bocznego paska, ale ma trzy zapinane na zamki przegródki i no kolor jest OK, czasem zdjęcia kłamią i jestem rozczarowana, jak coś kupię na necie, ale w tym przypadku jest git. ;-))

      O butach wolę nie wspominać, bo moja rodzinka dostaje z tego powodu napadów złości. ;-)))

      I jeszcze inną radochę stanowią ... odżywki do kłaków. ;-)))

      Usuń
    3. Niestety, brak długiego paska to poważna wada torebki. Buty stawiam jednak na drugim miejscu i na pewno nie mam na ich punkcie takiego świra jak tego torebkowego. Odżywek do włosów natomiast nie używam, nawet szampon z odżywką to dla mnie koszmar. Moje włosy są grube i ciężkie, po dowolnej odżywce są od razu jak tłuste i do niczego się nie nadają oprócz ponownego umycia.

      Usuń
    4. Ja z butów na drugim miejscu stawiam sandały, których nie lubię i nie lubiłam.
      Torebki jednak są the best.

      Co do odżywki, to mam tak nierozczesywalne kudły, że po prostu muszę ich używać.
      Lubię też namaszczać głowę różnymi olejkami, ostatnio z konopi indyjskiej: włosy są miękkie i takie... śliskie, sprawiają wrażenie chłodnych.

      Wyślij mi swoją fotkę, Be. :))

      Nie zapeszę Ci włosów, ale będę mieć pełny obraz pięknej i mądrej kobiety, jaką mi się jawisz.

      Usuń
    5. Oj... żebyś się nie rozczarowała :))
      A co do butów jeszcze, to sandały i klapki to moja specjalność, ponieważ potwornie mi gorąco we wszystkich innych. Nawet w zimie!

      Usuń
    6. No to tu się różnimy, bo mnie jest zimno nawet w upały. :)))

      Usuń
    7. Wiesz, co?
      Serce mi uleciało!

      Bardzo się cieszę, naprawdę, qrczę, wzruszyłam się!

      Usuń
    8. Dokąd Ci to serce poleciało? Wróci? :)

      Usuń
    9. Do Ciebie. :)
      I w takie poetyckie zaświaty.

      Usuń
    10. Poetyckie zaświaty są dobre. A ja też nie tak znowu daleko :)

      Usuń
    11. Nie. :)

      I bardzo mnie to cieszy.

      Usuń
  2. A ja sobie kupiłam wczoraj 3 książki (w empiku), a dziś dwie torebki (w lumpeksie) :)
    O bólu nie napiszę, trwa od 1,5 roku - wiem, że będzie tylko gorzej, a poradzić nic nie mogę. Dobrze tylko, że 3 rany o średnicy 8 cm z nóg zlikwidowałam, więc na razie mogę chodzić do pracy - ale cały czas wiążę bandażami... za tydzień komisja d/s niepełnosprawności :(
    Takie życie... ale żyć trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki kupuję namiętnie, zamówiłam właśnie nowy regał do gabinetu. Mój świat to świat książek, a jedno z największych marzeń, to być kiedyś w Bibliotece Kongresu. ;-))

      W lumpeksie chciałabym umieć kupować, niestety, widzę tam tylko jedną brzydką masę kolorowych materiałów.

      Ból...
      Aniu, powiem Ci tak: mój ból przy Twoim to pikuś.
      Ale jeszcze Ci coś powiem z doświadczenia: jak w Mikołajki kocica przebiegła mi po twarzy w czasie snu, baliśmy się z lekarzem, że zostanie mi na środku nosa duża, pozioma blizna. Pan lekarz obawiał się też o powikłania związane z czymś, co określił syndromem kociego pazura. Przepisał mi antybiotyki i maści, jednak moja rodzinna kosmetyczka, bratanica męża (która lubi ciocię bardziej, niż rodzonego wujka), poleciła mi DIABETEGEN, maść - krem na rany dla cukrzyków. Nie mam cukrzycy, ale zastosowałam tę maść ze skutkiem więcej niż zadowalającym. Wcześniej mąż kupił mi krem z wyciągiem z pereł, Cotraktubex i inne apteczne specyfiki na blizny, ale dopiero po Diabetegenie, było widać efekty.
      Jest początek kwietnia, szóstego minie cztery miesiące od wypadku, a blizny praktycznie wcale nie widać. Diabetegen nie jest tani, ale zamówiłam teraz Diabetegen Forte, bo mój mąż, który często miewa egzemy od płynu do naczyń i innych detergentów (jak nie ma Jowity, to nie włączamy zmywarki), bardzo ładnie wygoił sobie tą maścią ręce... Pomaga też też drobne rany, zwłaszcza cięte (ja często, jak nie mam dobrego noża, kroję się po palcach). Więc, może i Tobie by pomogła? Jest dostępna na necie, czasem są promocje...

      Aniu, jesteś wspaniała i dzielna, będzie dobrze, bo żyć trzeba.
      Przeczytałam już tę książkę "Bóg nigdy nie mruga" - jak gdzieś znajdziesz, przeczytaj.

      Dobrego!

      Usuń
  3. Witaj Joasiu.
    Na torebkach się nie znam, bo i rzadko je używam, a co najwyżej, to reklamówki...
    Wolę książki, bo mam o nich jakieś pojęcie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Michale, książki są the best, ale i jakiś filmik warto czasem obejrzeć.
      Wczoraj obejrzałam sobie setny raz "Ostatnie kuszenie Chrystusa" - to świetny, wielowymiarowy i metaforyczny obraz...
      A dziś oglądam filmy o starożytnym Egipcie, bo to taki mój prywatny konik.

      Serdeczności, j.

      Usuń
  4. Witaj JoAsiu!Życzę CI DUŻO ZDROWIA KURUJ SIĘ I WRACAJ CZEKAMY NA CIEBIE !W BARDZO HUMORYSTYCZNY SPOSOB OPISALAS SWOJA CHOROBE ALE CIERPISZ CZEGO CI WSPÓLCZUJE BEDZIE DOBRZE !POZDRAWIAM WIOSENNIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, Wandziu.
      Śpię sobie dużo i się regeneruję.
      Boli mnie jeszcze trochę, ale już naprawdę jest dużo, dużo lepiej, niż było. Już mogę spać bez bólu i chodzić, "jeżdżę" też na stacjonarnym rowerku, żeby się nie zasiedzieć.

      Odpoczywam też psychicznie, a to też ma dla mnie spore znaczenie,
      pozdrawiam cieplutko,
      wszelkiego dobra!

      Usuń
  5. JoAnno, szkoda, że się nie wydałaś za dobrego kucharza, który dbałby o Twoją dietę nafaszerowaną zielskiem. Ja z wyjątkiem cebuli, porów, szczypiorku i czosnku jadam wszystko. Codziennie mąż obiera mi co najmniej dwa jabłka- piękne, czerwone, kruche i słodkie. Jadam mnóstwo kiszonej kapusty, która obniża mój cukier we krwi. Przez cały dzień łykam 12 tabletek, chyba nie chciałabyś tego. Najwyższy czas, abyś zmądrzała i przestała się katować bzdurnymi dietami, bo sama widzisz, że nie wychodzą Ci na zdrowie.
    We Wrocławiu chodziłam z koleżankami do kina Wodomierz, bo był najbliżej mojego SN-u.
    Nawet trudno mi Cię po-zdrawi-ać, bo nie dbasz o swoje zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Aniu,

      otóż mój BARDZO DOBRY kucharz się zbuntował i powiedział, że mam się zgłosić i zamówić obiadek, jak mi przejdzie - tu cytat - ta kretyńska dieta.

      Jak znajdę w sobie siły, opublikuję, co poleca się w diecie dla grupy krwi A (kapusty nie mogę).

      Łykałam swego czasu 11 piguł dziennie, długo to trwało - były to leki na serce i nadczynność tarczycy - stawały mi w gardle i nie było to nic przyjemnego... Potem zredukował mi pan profesor do pięciu tabletek, a potem... nadczynność ustąpiła. Teraz co pół roku robię badania i na razie ten problem mam z głowy.

      Minął miesiąc i chyba powoli zrezygnuję z eksperymentu pt. dieta zgodna z grupą krwi... Jakoś mi chyba ona nie służy.
      Mam witaminy z serii 1000 (C i B), wg diety tranu nie mogę, a też mam, bo mi pomagał w okresie przedwiosennym... Do bani to wszystko, brakuje mi pysznych obiadków mojego męża, najbardziej go wnerwiło, że nie mogę jeść pieprzu i wielu innych przypraw... Jabłek też nie mogę, choć lubię...

      Nie pamiętam we Wrocławiu kina Wodomierz, ale do dziś, jak nie mogę się doczekać, aż jakiś film pojawi się w Bolcu, jadę do Wrocławia do Heliosa.

      Pozdrawiam najserdeczniej, powoli zmądrzeję. :))

      Usuń
  6. No,no,sporo przeszłaś.
    Może zapracowałaś na to :-(
    Może na własne życzenie :-(
    Powiem Ci że jakoś nie trzymam się tego co mi wolno jeść a czego nie.
    Dieta zgodna z grupą krwi-jakoś mi przeszła.
    Jak któryś z bodzców mną zawładnie to pakuje w siebie jakiś smakołyk.

    Ty uwielbiasz buciki i torebeczki a ja lubię plecak.
    Od niepamiętnych czasów,zawsze miałem plecak Nike.

    Podobnie jak i Ty lubię Miłosza i często wracam do niego.

    Filmy które ostatnio zaliczyłem to-
    Pod Mocnym Aniołem-
    Opowieść o miłości i mroku-
    Człowiek w żelaznej masce-

    Dzisiaj skusiłem się aby przejrzeć listę laureatów Węży 2016
    Interesujące i żenujące :-)
    Akademia Węży liczy dziś ponad 150 osób.
    W dotychczasowej historii Nagród Węży nagrody dla najgorszych filmów roku zdobywały:
    „Wyjazd integracyjny” (2012),
    „Kac Wawa” (2013),
    „Ostatnia randka” (2014),
    „Obce ciało” (2015),
    „Ostatni klaps” (2016).

    Do rzeczy-

    WIELKI WĄŻ – NAJGORSZY FILM ROKU

    "Ostatni klaps"

    Za radosną pasję kina, za którą nie nadążają umiejętności.

    NAJGORSZA REŻYSERIA

    Gerwazy Reguła – "Ostatni klaps"

    NAJGORSZY SCENARIUSZ

    Piotr Wereśniak – "Wkręceni 2"

    ŻENUJĄCY FILM NA WAŻNY TEMAT

    "Piąte. Nie odchodź!"

    NAJGORSZA ROLA MĘSKA

    Daniel Olbrychski – "Piąte. Nie odchodź!"

    NAJGORSZA ROLA ŻEŃSKA

    Maja Frykowska – "Ostatni klaps"

    WYSTĘP PONIŻEJ TALENTU

    Daniel Olbrychski – "Piąte. Nie odchodź!"

    NAJGORSZY DUET NA EKRANIE

    Maja Frykowska i Mariusz Pujszo – "Ostatni klaps"

    NAJBARDZIEJ ŻENUJĄCA SCENA

    Szczekająca Marta Żmuda Trzebiatowska – "Wkręceni 2"

    EFEKT SPECJALNEJ TROSKI

    Odrzucony anioł stróż – "Piąte. Nie odchodź!"

    NAJGORSZY TELEDYSK OKOŁOFILMOWY

    Akcent / Zenon Martyniuk & Diego – "Ostatni klaps"

    NAJGORSZY PLAKAT

    "Hiszpanka", dyst. VUE Movie

    NAJGORSZY PRZEKŁAD TYTUŁU ZAGRANICZNEGO

    "Still Alice" – "Motyl Still Alice"

    Qrcze-masakra.


    No,to tyle.
    Niech wiosenne słoneczko doda Ci sił i nieco rozumu co do zdrowia.
    Przecież "Szlachetne zdrowie,
    Nikt się nie dowie,
    Jako smakujesz,
    Aż się zepsujesz......"

    No to Pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, qrczę, chyba Ci przyznam rację.
      Ale czasem warto spróbować nawet czegoś durnego, żeby się przekonać na WŁASNEJ skórze, że było to złe.
      I tak się wyłamałam, bo jadłam sernik i makowiec - a nie powinnam. :p

      A tak serio - dam sobie chyba spokój, jednak mięsa i mleka i tak nie będę jeść. :0)

      Miałam fazę na plecaczki i bardzo je lubię do dziś. Tylko wiesz, takie eleganckie, kobiece, torebkowe. ;-)) Fakt jednak zostaje faktem, że dużo noszę różnych pomocy na zajęcia i preferuję pakowne aczkolwiek w miarę eleganckie torby.

      -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

      "Stil Alice" - już o tym filmie i tłumaczeniach tytułów pisałam. Film bardzo mi się podobał, genialna Moore, książki na kanwie której powstał nie przeczytałam do dziś, jakoś nie mam potrzeby po tak dobrym filmie, czytać powieści.

      Piotr Wereśniak --------------------- CALA, pamiętasz Pitera? ----------------------------------- przemilczę! Ale pierwszego Kilerka lubię do dziś!

      Teraz w polskim kinie pojawiło się kilka dobrych filmów, choć kryzys trwa. A takie filmy, jak "Piąte. Nie odchodź" i "Obce ciało", niestety, to potwierdzają.

      Dzięki, mój ulubiony, wirtualny przyjacielu, za życzenie rozumu, bo ostatnio chyba się zaplątałam i warto, coby ktoś sprawił, że przestanę debileć do reszty. ;-)) Fryzjera zaliczyłam, na głowie porządek, teraz trzeba go zrobić w głowie. :p

      No to pa, wszelkiego piękna wokół Ciebie i w Tobie (choć nie wątpię, że jest).

      Usuń
    2. Chyba przyznasz mi rację-chyba.
      Chyba dasz sobie spokój-chyba.

      Nooooo,nie widzę Cię z plecaczkiem a raczej z pakowną niezwykłą torbą.
      Widziałem kiedyś jak pewna piękna kobieta
      wysypała całą zawartość eleganckiej torby na chodnik bo czegoś szukała :-))

      Przestaw się na inny tor,żyj i myśl normalnie,praktycznie.
      Genów nie oszukasz.

      Oczy niebieskie,życie królewskie.
      Nic z tego.
      Wirtualny przyjaciel może i ma coś w sobie ale nie wszyscy akurat to widzą,tego potrzebują.

      Serdecznie pozdrawiam.
      Do następnego...J.

      Usuń
    3. No bo "CHYBA"... bo wciąż się waham, Jezusie i Mahomecie - no, taka już jestem, ze jak się nie przewrócę, to się nie nauczę...

      Damska torebka - kobieta którą widziałeś, to byłam ja! Tak robię, wywalam cały majdan, a klucze np. w bocznej kieszeni. XD


      Resztę muszę w sobie i sobie przemyśleć.

      Usuń
  7. Kobieco, kobieco, wiosennie. Dzięki za garść filmów, korzystam z nich. Życzę zdrowia i uśmiechu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Zbyszku, bardzo mi się spodobał Michael Douglas w "Wielkim Liberace", filmie opartym na faktach. Nie spodziewałam się po tym aktorze tak dobrej roli - miłe zaskoczenie.

      Uśmiecham się do Ciebie, serdeczności, j.

      Usuń
  8. Witaj Joasiu ale tu dużo dałaś różnych informacji..wziełam coś dla siebie
    Wiosenne pozrowienia ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, Jolu, serdeczności posyłam Tobie, deszczowe, bo pada, ale i tak jest cudnie. ;)

      Usuń
  9. Ja Ci życzę dużo zdrówka, bo takie przypadłości to nic przyjemnego. Mam nadzieję, że już lepiej...

    OdpowiedzUsuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.