Translate

sobota, marca 07, 2015

Kilka słów o mnie i blogu (czyli niezbyt gorzkie żale!)

Bardzo dziękuję Anecie, autorce jednego z moich ulubionych blogów, za nominację do tej ciekawej zabawy.

Post ma dotyczyć, jak w tytule (który, oczywiście, musiałam nieco zmienić, bo inaczej nie byłabym sobą - dodałam to, co w nawiasie) mnie, prostej kobitki, i mojego skromnego kąta w Sieci, jednego z wielu innych kątów, światów, wszechświatów - miejsc, w których wyrażamy siebie. Dla mnie blogi to takie niewielkie planety, po których podróżuję, jak mój ulubiony Mały Książę. Blog Anety to jedna z pięknych róż, ciekawych, wkładających wiele wysiłku w to, aby to piękno było realne.


O sobie napisałam już wszystko, co jestem w stanie napisać, nie naruszając za bardzo własnej prywatności (bo, jak pisał w jednej ze swoich powieści Milan Kundera: "Prywatność człowieka jest rzeczą świętą"), więc więcej miejsca poświęcę blogowi i odpowiedzi na pytania. Chociaż... skoro blog jest mój, jest odzwierciedleniem moich myśli, mojej skomplikowanej osobowości, jest integralną częścią mnie, to czy uniknę pisania o JoAnnie?

Nie wiem... Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Zatem do dzieła!



Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?

Całe życie pisałam pamiętnik. Ze względu na kaligrafię. Ze względu na bezpowrotnie (?) utraconą leworęczność, która nie podobała się mojej mamie. A praworęczne pismo było brzydkie, nie pasowało do "dziewczynki z dobrego domu", więc najpierw pisałam głupie zdania typu: "Piszę tylko prawą ręką", potem przepisywałam całe tomiki poezji (hallo, Mister Różewicz!), a później zaczęłam pisać kajecik - powiernik (jak jedna z bohaterek sztuki Gombrowicza) i tak mi zostało... A kiedy pojawiły się internetowe blogi, siłą rzeczy zaczęłam pisać różne dziwne notki na blogu.


Pierwszy blog, w 2006 roku, założyłam za namową mojego ulubionego gimnazjalisty, dziś już dorosłego, wykształconego człowieka, na moim ulubionym filmowym portalu. Mam ten blog (w nieco okrojonej formie, bo sporo tematów skasowałam) do dziś, choć nie piszę już postów.

Potem założyłam inny blog, ale zapomniałam hasła, zaprzestałam na jednej, króciutkiej notce...
Następnie, ale też w 2006 roku była Moja Generacja...I jak już się tam rozkręciłam i poznałam fajnych ludzi, to ją skasowali!
Blog na Bloggerze założyłam po odejściu z portalu poetyckiego, gdzie miałam nadzieję na rozwój osobisty (i intelektualny również). Nie miałam jednak siły wchodzić w jałowe dyskusje z poetami, którzy zawsze mają rację (przynajmniej w swoim własnym mniemaniu). Zresztą całe życie jestem outsiderką, lubię siebie, czasem świadomie i z premedytacją stronię od ludzi, ale tylko czasem...

Pierwszy wpis tutaj jest ze stycznia 2012 roku. Potem... zapomniałam hasła (jestem ingnorantką i nie zapisuję haseł) i wróciłam dopiero w październiku jak skasowali MG, 2012 roku, ale nie miałam pojęcia, jak się poruszać po innych blogach, jak poznawać bloggerów, zdobywać czytelników... 


Postanowiłam jednak pisać. Głównie wiersze, bo to jest dla mnie forma autoterapii. Forma wyrażania siebie dla ludzi (w domu gram na gitarze, na pianinku, maluję też  dziwaczne obrazki a la Witkacy, ale nie jestem jeszcze gotowa na ujawnianie tej radosnej tfu!rczości).


Pisałam od dziecka (wiersze, bajki, opowiadania, a nawet "powieść" dla egzaltowanych panienek), nauczyciele mówili, że mam lekkie pióro (mylili się, ale to szczegół). Mam problemy z interpunkcją i wiem o tym. Ostatecznie coś mi musiało pozostać po tej operacji na moich półkulach, jaką było przeorientowanie mojej zakichanej lateralizacji. Czasem sobie jędzowato myślę, że moja mama nawet teraz bardzo nad tym boleje, że gdzieś w zaświatach "ryje mi beret" textami typu: "Trzymaj pióro w prawej ręce!" i "Twoja interpunkcja wywołuje u mnie migrenę!" ;-)


 Jestem m.in. pedagogiem - terapeutą, pracuję z ludźmi, których bardzo lubię, jednak niekiedy mam problem z tym, aby całkowicie odizolować się od problemów innych (mój mąż i znajomi mówią, że to się nazywa nadwrażliwość, ja nazywam to empatią). Pisanie zatem jest dla mnie czymś w rodzaju katharsis.Oczyszcza mnie z emocji. Piszę też dlatego, że czasami mam wrażenie, że moja praca mnie uwstecznia intelektualnie. A że naprawdę lubię poezję, że mama była polonistką, że z pierwszego wykształcenia jestem animatorem teatralnym (m.in. dlatego, iż mama wysyłała mnie na konkursy recytatorskie), czyli kimś, kto pracuje "na tekstach", także w dużej mierze, poetyckich...





Dlaczego akurat ta tematyka?

Jak wyżej. Poezja jest mi niezwykle bliska. Zawsze była i będzie. I chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Co wcale nie znaczy, że się na niej znam!

Jestem w stanie ocenić swoje teksty. Krytycznie. Wiem, że nie są najwyższych lotów, doskonale zdaję sobie sprawę z ich mankamentów. Czasem zupełnie świadomie piszę coś infantylnego, używam banalnych metafor, kiepskich porównań... Czasami, choć to bardzo niemodne, rymuję. A wszystko dlatego, że nigdy nie pretendowałam do zacnego miana poetki, czy choćby autorki wierszy. 

Piszę, bo czuję potrzebę, bo coś zaobserwowałam, coś mnie zaciekawiło, coś zabolało. 

Mój blog jest głównie poetycki, ale nie unikam też innych tematów. Powściągliwie piszę o swojej pracy głównie ze względu na ochronę danych osobowych, choć akurat należę do tych szczęściarzy, którzy nie tyle pracują, co raczej mają hobby, robią to, co naprawdę lubią. Udało mi się po paru zawirowaniach, po zupełnie nietrafionych drugich studiach (wyobrażałam sobie ten kierunek zupełnie inaczej, myślałam naiwnie, że poznam dogłębnie literaturę ze wszystkich stron świata), jednak wierzę, że droga, którą przeszłam, była mi potrzebna do rozwoju osobistego, na którym bardzo mi zależy.

Zainteresowania mam szerokie i czasem o nich piszę. Myślę, że niektóre moje wiersze również są ich odzwierciedleniem. Nie chcę się rozdrabniać i zakładać kolejnego bloga, ponieważ bardzo polubiłam ten swój kąt (na który czasem... brakuje mi czasu, ale koniec awansu bliski... choć kuszą kolejne studia...ech, sama nie wiem, tyle rzeczy chciałabym jeszcze zrozumieć, poznać!) i swoich blogowych znajomych.


Jestem bardzo dobrym obserwatorem ( w ogóle mam dziwną percepcję, widzę rzeczy, których inni nie dostrzegają, kolory, kwiaty, zapachy; mam fotograficzną pamięć). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią poezję. Widzę na blogach ilość komentarzy. Widzę popularność postów typu: "Moje kwiatki na parapecie" - szanuję.
S z a n u j ę. Swoje myślę, ale to, co myślę, to tylko i wyłącznie moja sprawa.

Nie wchodzę też na blogi, na których nie jestem mile widziana.



Jak zaczęło się blogowanie i czy było dla Ciebie czymś trudnym?

Blogowanie to czysta przyjemność. Znajomych z Filmwebu mam do dziś, tych samych, od wielu już lat (w lipcu minie dziewięć), niektórych poznałam w realu i bardzo to sobie cenię. Z Mojej Generacji wciąż mam kontakt z Ra, który odwiedza mnie tutaj.:)
Trudne początki, bo byłam długo sama na tym blogu. Na Filmwebie pod każdym postem miałam mnóstwo komentarzy, a tu długo było cicho. Nie stresowało mnie to, jednak - przyznajmy to szczerze - jak się już człowieczek decyduje na publikowanie swoich myśli, to liczy na to, iż ktoś to przeczyta, skomentuje, zajrzy, powie, co myśli, skrytykuje! 
Ja naprawdę jestem osobą, która radzi sobie z krytyką. Nie tą chamską typu:"Ale to gówno!", tylko z taką, która podaje uzasadnione argumenty. Wtedy siadam, myślę i często przyznaję rację.

I jeszcze nieszczęsna nazwa bloga, bo wciąż mnie ktoś pyta, czy jestem weną, czy mam tak wysokie ego, że mam się za wenę...


Vena Poetica znaczy POETYCKI. Tak mnie "nazwali" koledzy w ogólniaku (na przemian z ANIOŁEM) i tak zostało. Ludzie na rajdach, na pielgrzymkach, na które zabierał mnie mój cioteczny braciszek i na których śpiewałam i grałam na gitarze... dali mi ksywkę "Siostra Poetka"... Pierwsze wierszyczki publikowałam jako Vena Poetica, blog na Filmwebie i na Mojej Generacji to była właśnie Vena... Nie będę tego zmieniać tylko dlatego, że komuś się to nie podoba lub nie rozumie, co to znaczy.


Nie mam się za poetkę, a weną swego męża i owszem, jestem. 


Nie mam aspiracji do wydawania tomików, które potem będą gnić i próchnieć w mojej piwnicy, nie biorę udziału w żadnych konkursach poetyckich, a ten blog i mój profil na NK (dużo rzadziej, sporadycznie ten na FB) to jedyne miejsca, gdzie publikuję swoje teksty. Gdy skasuję te profile, moje wiersze wyparują (o ile ich sobie nie skopiuję), bo tylko kilka mam zapisanych w jakimś zeszyciku i jeden miałam na poema,pl,którego już nie ma, bo... no właśnie: zapomniałam hasełka!

Co chciałabyś, aby wydarzyło się w przyszłości, dotyczące Twojego bloga?

A cóż ja mogę chcieć? Napisałam na początku roku (w pierwszym tegorocznym poście), że cieszę się, że żyję. Spojrzałam kiedyś w oczka tej zimnej pani, której firma nigdy nie splajtuje i wiem, że życie to wartość bezcenna.

Cieszę się, że mam ten blog, że mam ponad dwieście wyświetleń dziennie (nie uwzględniam własnych od początku), że poznałam tutaj naprawdę mądrych, wartościowych ludzi. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby poznać jeszcze więcej ciekawych blogowiczów.Każde spotkanie z człowiekiem bardzo mnie wzbogaca.
Naprawdę potrafię się cieszyć z małych rzeczy.
Niektórzy zarzucają mi pesymizm po lekturze moich wierszy. Jednak to tylko wiersze, a podmiotem lirycznym tych tekstów nie jest JoAnna I. - K.(a jeśli nawet czasem jest, to co komu do tego?) ;-)

Blogi, które często odwiedzasz?


Bardzo lubię blog Anety i czytam go (polubiłam też stronę na FB) z dużym zainteresowaniem, bo - jak chyba już wiele osób wie, kino to jedna z moich pasji. 
Na studiach najbardziej lubiłam zajęcia z historii filmu i teatru, no i oczywiście literatury i sztuki!
Odwiedzam wiele blogów, dowiadując się mnóstwa mądrych, ciekawych rzeczy, podziwiając kreatywność bloggerów, zdjęcia, wpisy, wiersze i inne talenty... Nie zawsze komentuję (tu kłania się brak czasu). Moje ulubione blogi widnieją na dole strony pod hasełkiem: Kąty, które czytam od deski do deski. Jednak nie jest to pełna lista, bo tych blogów jest dużo więcej, także na Filmwebie.


Czy spotkałaś osobę, o której pisałaś na blogu, w realu? Jeśli tak, opisz to spotkanie.


Jeden ze swoich banalnych wierszyczków zadedykowałam swojemu ulubionemu Profesorowi ze studium.
Studium, znaną wrocławską SKiBę, skończyłam, zanim poszłam na studia z zakresu animacji teatralnej, bo po maturze zdawałam naiwnie do PWST (choć połowa rodzinki, nauczycieli i znajomych, namawiała mnie na polonistykę, a matka niemal nie dostała zawału, jak potem wybrałam teatr na SKiBie) - zresztą mogę po latach o tym już napisać, że do szkoły teatralnej zdawałam w niezwykle doborowym towarzystwie pewnego śpiewającego aktora i świetnego aktora charakterystycznego , których karierę śledzę i za których cały czas trzymam mocno kciuki! Do PWST (zdawałam tam warunkowo, dzięki uprzejmości Pani Prorektor), do której trudno jest się dostać teraz, wtedy (1988 r.) było jeszcze trudniej (ok. 15 miejsc, w tym jakieś 5 dla kobiet, a kobiet zdawało dużo więcej, niż panów). Ból był, bo wszystkie, trzyetapowe examy zdałam, z pisemnej literatury dostałam 5, a nie mogłam podjąć studiów ze względu na zdrowie - lekarz (a tak naprawdę kilku lekarzy, bo na jednym się nie skończyło moje żebranie o pieczątkę)nie podpił mi wymaganego zaświadczenia o przydatności do zawodu (stąd warunkowe zdawanie tam, bo papier od lekarza trzeba było mieć na dzień dobry... a zaświadczenie o zdanych examach trzymam na pamiątkę do dziś). Teraz jednak wiem już, że tak musiało być, ale żal był wielki i trwał kilka ładnych lat, może dlatego potem studiowałam tak długo? Bo szukałam czegoś, co zastąpi mi teatr?...
Profesor, któremu zadedykowałam swój tekst, wykłada też w PWST. Nazwiska tu nie podam (i nie zlinkuję), ale to jedna z ciekawszych osobowości, jakie udało mi się w życiu spotkać (obok znanego wrocławskiego aktora, o którym jeszcze kiedyś napiszę, mojego Mistrza). Z wykształcenia polonista, z zamiłowania reżyser, autor tekstów piosenek dla dzieci, tłumacz, erudyta.
W ogóle w studium, a potem na podyplomowej pedagogice opiekuńczo - wychowawczej, spotkałam cudownych ludzi!Ludzi,z pasją i wieloma talentami, których pamiętam do dziś, mimo upływu lat. Ludzi, za którymi po prostu i zwyczajnie... tęsknię.

Napisałam też kiedyś o swoim prywatnym wujku, który swego czasu był poczytnym autorem powieści (na Filmwebie niedawno poznałam dziewczynę, która pisała o nim pracę magisterską) i o swoim ciotecznym bracie,Mariuszku, którego - choć jest moim starszym bratem - bardzo cenię, jako artystę plastyka... 

Dawno temu, po koncercie na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, miałam też okazję porozmawiać o poezji i piosenkach, z Mistrzem Jeremim, o którym wspomniałam na tym blogu.


 Miałam w swoim dziwnym życiu i mam szczęście do poznawania ciekawych, twórczych osobowości. Kiedyś jedna pani dyrektor powiedziała mi, znając moje przekonania, że Bóg kocha ateistów i chyba coś w tym jest!

Natomiast bardzo chciałabym - marzenie ściętej głowy - zobaczyć kiedyś w realu Joannę Pacułę. Ta kobieta już zawsze będzie dla mnie urodową idolką i myślcie sobie co tylko chcecie o mojej miłości do jej cudnych kości policzkowych i tych niesamowitych oczu! ;-)))

Blogi, które nominujesz do dalszej zabawy?

Wybór jest trudny, bo nie wiem, jak zareagują wybrane przeze mnie osoby, ale byłoby mi bardzo miło, gdyby wyzwanie podjęli:



*obrazki z netu, a drugi w kolejności to mój autograf , fragment wiersza, który potem stał się zupełnie inny. :)

środa, marca 04, 2015

"Dajcie czasowi czas..." ***


Czas rozkazujący Starości zniszczyć Piękno

ma szare skrzydła anioła. Gdyby uwierzyć w boże miłosierdzie,
można pokusić się o stwierdzenie, że Anioł Stróż to Czas.
 Czas dany nam na przespacerowanie się po życiu (życiach?). 

Starość? Okrutna kpina matki natury, dzięki której znieczulamy się na śmierć.
Jednak dano nam Czas na wyłączność. I choć bezlitośnie niszczy
nasze piękno, kocha na swój sposób, strzegąc godziny przeznaczenia.

Z prochu powstałeś, pamiętaj! Twój Anioł-Czas, twój strażnik czasu sprawi, 
że w proch się obrócisz. Czas przesypie się w życiu, po życiu, przy życiu.
Czasem tylko zostawi jałmużnę w postaci resztek piękna. Będzie cię strzegł

w każdej sekundzie. Popychał naprzód, doświadczał, dewastował, ranił.
Stał przy tobie bez chwili wytchnienia, bez zająknięcia, bez wahania.
A paradoks tego wiecznego związku, okaże się banalnie fatalny: 
nie polubicie się
nigdy.

Nigdy w życiu! 


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 4 III 15



* obraz: Pompeo Batoni: Czas rozkazujący Starości zniszczyć Piękno, ok.1746; obrazek z netu
*** tytuł notki Edward Stachura

niedziela, marca 01, 2015

"Człowiek jest tylko raz młody. Później musi już szukać sobie innej wymówki." ***


Upalny czerwiec

Zasnęła na tarasie. Blada, młoda i śliczna.
Urocza niewinnością, w przezroczystym 
szlafroczku w kolorze mandarynki.

Śpi. Fale szumią półsennie, zapachy się unoszą
nad jędrnym, seksownym ciałem, nad włosami
jak jedwab. Śni o miłości namiętnej,

o uczuciach, co wznoszą i o ustach tak
słodkich, jak woń kwiatów w ogrodzie.
Rude włosy falują, kiedy muska je wiatr...

Patrzę i myślę o niej, jak o pokrewnej
duszy. Jak o siostrze, znającej
najżarliwsze sekrety.

 Wchodzę w obraz i czuję żal zmieszany z tęsknotą:
Niech ten upalny czerwiec 
pocałuje i mnie. 


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 1 III 15

*** cytat w tytule notki: Ernest Hemingway
* obrazy: Frederic Leighton, Upalny czerwiec, Flaming June, 1895; Actea, the Nymph of the Shore, 1853 

"Jak dziwnie przedzierać się przez tłumy, patrząc na życie przez oczy piekące od łez". ***


Nie boję się Virginii Woolf


Jedynie czasem jej trochę zazdroszczę.
Pasji tworzenia w zimnym strumieniu
smutnej samotności. I fascynacji miłością.
Saficką, emocjonalną, dziwną. Nieco ekscentryczną.

Godziny płyną. Mijają. Sennie tną rzeczywistość.
Pani Dalloway pachnąca tęsknotą, myśli o śmierci.
Stuk, puk, puk, stuk - rozczarowane, pulsujące słowa
duszą. Toną w głowie, nieprzelane na papier

zbyt szorstki, by pisać. Nie boję się nadmiaru
wrażeń. Obawiam załamań nerwowych, bolesnych.
Nieprzewidywalnych. Bo do dzisiaj nie wiem, 
czy w chwili kryzysu tą pomocną dłonią

 będzie prawa ręka.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 27/28 II 15

* obrazki z internetu
*** cytat w tytule notki: Virginia Woolf

środa, lutego 25, 2015

"Z nadmiaru przymiotników rodzi się grafomania." ***


fakty i akty


zasmucają mnie osoby piszące
za to nieczytające książek
to nawet nie jest grafomania
tylko zwykła ignorancja

wie pan ten tekst przypomina mi
wiersz Walta Whitmana
proszę spojrzeć

nie obchodzi mnie jakiś tam
Whitman nie znam go
ważne że sam piszę

jednak żeby coś dobrego napisać
trzeba znać czytać
czerpać wzorce

a kim ty jesteś durna paniusiu
żeby mnie pouczać
pieprzoną polonistką

walka z wiatrakami
ale ja pierwsza naiwna
wciąż wierzę że Don Kichot

nawet jeśli jest kobietą

odnajdzie Dulcyneę


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 25 II 15

nie wiem czy wiesz

chciałabym umieć
napisać dobry wiersz
prawdziwy wiersz o wierszu

taki co miałby sens
o ile sens ma jakiś sens
pisanie to katharsis

jak łzy co we wzruszeniach
chłodem oczyszczają stres
nie płakałam od kilku lat

od czasu kiedy ojciec
zszedł w niebytu kres
i kiedy w moje oczy 

zupełnie nieproszona
zajrzała zimna śmierć
a wiersz w tym wierszu

naprawdę jest
nie wiem czy wiesz
że jednak jest


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 18 II 15


***tytuł notki: Krzysztof Varga
*obrazki z netu, ostatni to "Maki" Heleny Stępień

wtorek, lutego 24, 2015

"Rozumiem właśnie twórczość nie jako produkowanie tej idiotycznej, nikomu niepotrzebnej tak zwanej „czystej formy” i nie jako odwalanie rzeczywistości, tylko jako stwarzanie rzeczywistości nowej, do której uciec można od tej, której mamy dosyć po same gardła…" ***


nienasycenie


kochaj mnie. tak bardzo chciałabym
być czyjąś muzą. piękną, namiętną.
bezwzględnie bezduszną. złowieszczo
nieuchwytną. jak wampir nad ranem.

muzy potrafią ranić. zwłaszcza
wtedy, kiedy śpią. snem królewny
śnieżki z owocem wszechwiedzy
w przełyku. schowanym tylko

dla siebie. a ty? bardzo się starasz.
zatracasz w miłości nieodwzajemnionej,
kochasz bez szans. na lepsze jutro
w jej zimnych objęciach.

chciałabym być twoją weną. inną
niż wszystkie. choć oryginalność
to towar deficytowy, o zbyt krótkim 
terminie przydatności do wielbienia.


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 24 II 15 - 130 rocznica urodzin Witkacego


*obrazy Witkacego, w kolejności: "Buty halucynogenne", "Fałsz kobiety (Maryla Grossmanowa i autoportret)" 1927, "Kuszenie świętego Antoniego"
*** cytat w tytule notki: Stanisław Ignacy Wotkiewicz, "Nienasycenie"


poniedziałek, lutego 16, 2015

"Inteligencja jest to choroba umysłowa - na szczęście mało rozpowszechniona." ***

xXx


zniosę wszystko

wezmę na siebie całe zło tego padołu
przygryzę zęby i w pokorze uśmiechnę się
do swojego cierpienia

przyjmę wszelkie kłody rzucane
pod moje zbyt małe stopy

ale nie pozwól mi którykolwiek boże

stracić siebie

nie funduj toksycznego romansu
z tym chichoczącym niemieckie kołysanki
wrednym bezwzględnym afazyjnym doktorkiem

nie odbieraj pamięci zdziwionym oczom
wścibskim dłoniom spragnionym ustom
rozszalałym zmysłom

konsekwentnie stosuj się
do własnych przykazań

nie kradnij

nie zabieraj mi
mnie


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 16 II 15
 

Polecam wcześniejszą notkę pt. Utracona tożsamość, 
a także film z moją ulubioną Julianne Moore pt. Still Alice (powieści na kanwie której powstał jeszcze nie czytałam). Jako lokalna patriotka muszę zaznaczyć, że w jednej ze scen, wraz z leworęczną Julianne Moore, występuje kubek wyprodukowany w  bolesławieckiej ceramice!
 Z ostatnio "dorwanych", polecam też ciekawą powieść Wandy Żółcińskiej pt. Najdroższa.





Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za chwile spędzone na moim blogu!


*** cytat: Ambrose Bierce
* obrazki z netu

niedziela, lutego 15, 2015

"Lepiej palić fajkę niż czarownice..." ***




XxX


siedzę na ławce poprawiam makijaż
(właśnie kupiłam nową szminkę w ołówku)
i nagle tnie mnie silny baryton

o Jezuuu
to pani leworęczna

(takiego współczucia w głosie
dawno nie słyszałam)

tak
a co w tym dziwnego
bo nie bardzo rozumiem
Julia Roberts też 

zresztą
nie tylko leworęczna
ale i lewomyślna
wie pan myślę inaczej
i jeszcze jestem bardzo bardzo dziwna
(odpowiadam z niewymuszonym sarkazmem)

aaa
to ja przepraszam

proszę

taka ładna
a nie dość że mańkut 
to jeszcze lesba na dokładkę
(mruczy zniesmaczony pod nosem)

odchodzi szybkim krokiem
pocierając prawą ręką
o spodnie
jakby chciał wytrzeć
tę straszną rozmowę z dziwolągiem

czasy spalania czarownic
jednak nie minęły
przybrały nieco inną formę

a przecież gdzieś głęboko w nas
potrafi rozkwitać

 empatia



JoAnna Idzikowska-Kęsik, 18/19 VII 14


*** ks. Adam Boniecki
*gify z netu

sobota, lutego 07, 2015

"W internecie największy idiotyzm może osiągnąć gigantyczny sukces." ***

XxX

moje wiersze to nie
discopolowe pioseneczki
nie każdy musi je rozumieć

rymowanki popapranki
lekkie łatwe i przyjemne
wyszły ze mnie

już dawno
wypłaciłam im
sutą odprawę

i dobrze
oczywista oczywistość
wpisana w wersy

nie jest poezją

jest bigosem
z bardzo krótką datą
przydatności

do wchłaniania

JoAnna Idzikowska - Kęsik, 7 II 15


Autorem tytułu mojej dzisiejszej notki jest pisarz i publicysta, Krzysztof Varga. Czemu taki tytuł? Powodów jest kilka.
Nasze życie to jeden wielki cytat, więc tytułuję swoje notki w dużej części, cytatami. Myślę jednak, że niebywały sukces, niestety nie tylko w internecie, często osiągają totalne idiotyzmy, bzdety i banialuki!
Ostatnio dowiedziałam się, że piszę za trudne wiersze. Była to bardzo poważna wypowiedź.Zdziwiło mnie to, ale cóż, każdy ma prawo do swojego zdania. Potem trochę poczytałam i doszłam do wniosku, że przeciętny obywatel najlepiej rozumie wiersze, pieśni i inne przekazy na poziomie piosenek zespołu Weekend (nie ujmując ani zespołowi, ani odbiorcy). Obserwuję czasem ilość lajków przy wierszykach o aniołkach i poważnych, dobrych wierszach... Przemilczę.
Kilka dni temu (w środę, na porannym dyżurze) rozmawiałam z kolegą z pracy o książkach i kinie, podniecałam się niedawno obejrzaną "Grą tajemnic" i zadeklarowałam, że pójdę sobie z córką (ponieważ wg mojego męża ta powieść to "lektura dla niedorobionych jełopów")  na "Pięćdziesiąt twarzy Greya", gnana ciekawością, bo cykl tych średnich powieści z braku laku przeczytałam dawno temu... "Nie pójdziesz, a na pewno nie u nas, bo wszystkie terminy już zarezerwowane!" - odpowiedział kolega, a ja myślałam, że robi sobie ze mnie jaja. Nie robił. Wróciłam do domku, chciałam zarezerwować bilety na seans, który będzie miał miejsce 13 lutego... I co? I wszystko już dawno zarezerwowane! Grają toto u nas przez dwa tygodnie, dwa razy dziennie, a ja pójdę dopiero 24 lutego!!! Mówię "toto", bo jak dla mnie nie jest to literatura (film zapewne też) z najwyższej półki.


A obecnie czytam takie oto książeczki, kupione po dyszce na wyprzedaży w Carrefourze (jeszcze w poniedziałek pójdę pogrzebać, choć niezbyt to lubię, bo strasznie zakurzone są te książki):


A oprócz pisania i czytania, upiekłam dwie bezglutenowe pizze, tak pyszne, że od razu pochłonęliśmy z mężem po dwa kawały. Reszta czeka na dziecko i jej kolegów. ;-) Oczywiście przepisu Wam nie podam, bo ja uwielbiam Wielką Improwizację, również w kuchni.



Polecam też film na DVD. Ten film to tacy "Nietykalni" w kieckach, ale wzrusza. Warto obejrzeć, bo świetna Hilary Swank w roli chorej na stwardnienie zanikowe boczne młodej, zdolnej kobiety... W każdym razie ja wyłam jak bóbr i bardzo mi się to przydało, bo miałam jakiś paproch w oku przez dwa dni i nie mogłam go wydłubać.


Pozdrawiam ciepło wszystkich, którzy do mnie zaglądają, przesyłam moc szczerych serdeczności,nie wiem, jak Wy, ale ja czekam z utęsknieniem na wiosnę!

PS
Dalajlama twierdzi, że trzecia wojna światowa nie wybuchnie. Kocham go za jego naiwne, pozytywne myślenie!




*obrazki z netu

czwartek, stycznia 29, 2015

"Drobna uwaga. Na pewno umrzecie." ***


firma czy to już

kiedy przyjedzie mogłaby przynajmniej
zapukać zachować się w miarę
taktownie postarać troszeczkę
i uszanować choćby podstawowe
zasady savoir - vivre'u

nieproszeni goście mają obowiązek
postępować po ludzku
a ona ekspansywna zaborcza
impertynencka i niechciana

wchodzi zawsze z buciorami
brudzi kaleczy i dewastuje
ostatnie chęci przebłyski młodości

bezczelna ciągnie za sobą

jednego ze swoich wspólników
tego zapominalskiego niemiaszka
jak mu doktor coś tam coś tam

spojrzę zamglonymi półślepymi
oczami na takie białe nade mną

i bez podpisywania umowy

zasnę w towarzystwie ich bezdusznej
spółki z o.o. której mimo nieprzychylności
 potencjalnych klientów nigdy nie grozi
plajta


JoAnna Idzikowska - Kęsik, 29 I 15



PS

Nie myślcie, że nie robię nic poza pisaniem bzdurek, czytaniem i chodzeniem do kina. W przerwach między tymi zajęciami robię wiele innych dziwnych rzeczy. Np. poluję na ceramiczne unikaty i książki(wczoraj kupiłam kilka super unikatów i trzy książeczki), chodzę na spacer z moim shih tzu, miziam koty i piekę sobie bezglutenowe jedzonko (dziś upiekłam dwa gryczane chleby i sernik, przepisu Wam nie podam, bo wszystko robię "na oko").






Pozdrawiam mocno wszystkich, którzy do mnie zaglądają, dziękuję za każdy ślad zostawiony w moich skromnych progach! 

*** tytuł notki: Markus Zusak - Złodziejka książek, polecam zarówno książkę, jak i film
*obrazki: Sergo Z, net; zdjęcia w kolejności (wszystkie sprzed chwili): moje dzisiejsze wypieki, moja wczoraj kupiona ceramika, zaspany, po spacerze pies, zamulony kocur i rozanielona kocurka, wczoraj kupione książki.na wyprzedaży w Carrefourze, a o powieściach Jeanette Winterson jeszcze kiedyś napiszę :)