sobota, 7 marca 2015

Kilka słów o mnie i blogu (czyli niezbyt gorzkie żale!)


Bardzo dziękuję Anecie, autorce jednego z moich ulubionych blogów, za nominację do tej ciekawej zabawy.

Post ma dotyczyć, jak w tytule (który, oczywiście, musiałam nieco zmienić, bo inaczej nie byłabym sobą - dodałam to, co w nawiasie) mnie, prostej kobitki, i mojego skromnego kąta w Sieci, jednego z wielu innych kątów, światów, wszechświatów - miejsc, w których wyrażamy siebie. Dla mnie blogi to takie niewielkie planety, po których podróżuję, jak mój ulubiony Mały Książę. Blog Anety to jedna z pięknych róż, ciekawych, wkładających wiele wysiłku w to, aby to piękno było realne.


O sobie napisałam już wszystko, co jestem w stanie napisać, nie naruszając za bardzo własnej prywatności (bo, jak pisał w jednej ze swoich powieści Milan Kundera: "Prywatność człowieka jest rzeczą świętą"), więc więcej miejsca poświęcę blogowi i odpowiedzi na pytania. Chociaż... skoro blog jest mój, jest odzwierciedleniem moich myśli, mojej skomplikowanej osobowości, jest integralną częścią mnie, to czy uniknę pisania o JoAnnie?

Nie wiem... Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Zatem do dzieła!



Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?

Całe życie pisałam pamiętnik. Ze względu na kaligrafię. Ze względu na bezpowrotnie (?) utraconą leworęczność, która nie podobała się mojej mamie. A praworęczne pismo było brzydkie, nie pasowało do "dziewczynki z dobrego domu", więc najpierw pisałam głupie zdania typu: "Piszę tylko prawą ręką", potem przepisywałam całe tomiki poezji (hallo, Mister Różewicz!), a później zaczęłam pisać kajecik - powiernik (jak jedna z bohaterek sztuki Gombrowicza) i tak mi zostało... A kiedy pojawiły się internetowe blogi, siłą rzeczy zaczęłam pisać różne dziwne notki na blogu.


Pierwszy blog, w 2006 roku, założyłam za namową mojego ulubionego gimnazjalisty, dziś już dorosłego, wykształconego człowieka, na moim ulubionym filmowym portalu. Mam ten blog (w nieco okrojonej formie, bo sporo tematów skasowałam) do dziś, choć nie piszę już postów.

Potem założyłam inny blog, ale zapomniałam hasła, zaprzestałam na jednej, króciutkiej notce...
Następnie była Moja Generacja...I jak już się tam rozkręciłam i poznałam fajnych ludzi, to ją skasowali!
Blog na Bloggerze założyłam po odejściu z portalu poetyckiego, gdzie miałam nadzieję na rozwój osobisty (i intelektualny również). Nie miałam jednak siły wchodzić w jałowe dyskusje z poetami, którzy zawsze mają rację (przynajmniej w swoim własnym mniemaniu). Zresztą całe życie jestem outsiderką, lubię siebie, czasem świadomie i z premedytacją stronię od ludzi, ale tylko czasem...

Pierwszy wpis tutaj jest ze stycznia 2012 roku. Potem... zapomniałam hasła (jestem ingnorantką i nie zapisuję haseł) i wróciłam dopiero w październiku 2012 roku, ale nie miałam pojęcia, jak się poruszać po innych blogach, jak poznawać bloggerów, zdobywać czytelników... 


Postanowiłam jednak pisać. Głównie wiersze, bo to jest dla mnie forma autoterapii. Forma wyrażania siebie dla ludzi (w domu gram na gitarze, na pianinku, maluję też  dziwaczne obrazki a la Witkacy, ale nie jestem jeszcze gotowa na ujawnianie tej radosnej tfu!rczości).


Pisałam od dziecka (wiersze, bajki, opowiadania, a nawet "powieść" dla egzaltowanych panienek), nauczyciele mówili, że mam lekkie pióro (mylili się, ale to szczegół). Mam problemy z interpunkcją i wiem o tym. Ostatecznie coś mi musiało pozostać po tej operacji na moich półkulach, jaką było przeorientowanie mojej zakichanej lateralizacji. Czasem sobie jędzowato myślę, że moja mama nawet teraz bardzo nad tym boleje, że gdzieś w zaświatach "ryje mi beret" textami typu: "Trzymaj pióro w prawej ręce!" i "Twoja interpunkcja wywołuje u mnie migrenę!" ;-)


 Jestem m.in. pedagogiem - terapeutą, pracuję z ludźmi, których bardzo lubię, jednak niekiedy mam problem z tym, aby całkowicie odizolować się od problemów innych (mój mąż i znajomi mówią, że to się nazywa nadwrażliwość, ja nazywam to empatią). Pisanie zatem jest dla mnie czymś w rodzaju katharsis.Oczyszcza mnie z emocji. Piszę też dlatego, że czasami mam wrażenie, że moja praca mnie uwstecznia intelektualnie. A że naprawdę lubię poezję, że mama była polonistką, że z pierwszego wykształcenia jestem animatorem teatralnym (m.in. dlatego, iż mama wysyłała mnie na konkursy recytatorskie), czyli kimś, kto pracuje "na tekstach", także w dużej mierze, poetyckich...





Dlaczego akurat ta tematyka?

Jak wyżej. Poezja jest mi niezwykle bliska. Zawsze była i będzie. I chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Co wcale nie znaczy, że się na niej znam!

Jestem w stanie ocenić swoje teksty. Krytycznie. Wiem, że nie są najwyższych lotów, doskonale zdaję sobie sprawę z ich mankamentów. Czasem zupełnie świadomie piszę coś infantylnego, używam banalnych metafor, kiepskich porównań... Czasami, choć to bardzo niemodne, rymuję. A wszystko dlatego, że nigdy nie pretendowałam do zacnego miana poetki, czy choćby autorki wierszy. 

Piszę, bo czuję potrzebę, bo coś zaobserwowałam, coś mnie zaciekawiło, coś zabolało. 

Mój blog jest głównie poetycki, ale nie unikam też innych tematów. Powściągliwie piszę o swojej pracy głównie ze względu na ochronę danych osobowych, choć akurat należę do tych szczęściarzy, którzy nie tyle pracują, co raczej mają hobby, robią to, co naprawdę lubią. Udało mi się po paru zawirowaniach, po zupełnie nietrafionych drugich studiach (wyobrażałam sobie ten kierunek zupełnie inaczej, myślałam naiwnie, że poznam dogłębnie literaturę ze wszystkich stron świata), jednak wierzę, że droga, którą przeszłam, była mi potrzebna do rozwoju osobistego, na którym bardzo mi zależy.

Zainteresowania mam szerokie i czasem o nich piszę. Myślę, że niektóre moje wiersze również są ich odzwierciedleniem. Nie chcę się rozdrabniać i zakładać kolejnego bloga, ponieważ bardzo polubiłam ten swój kąt (na który czasem... brakuje mi czasu, ale koniec awansu bliski... choć kuszą kolejne studia...ech, sama nie wiem, tyle rzeczy chciałabym jeszcze zrozumieć, poznać!) i swoich blogowych znajomych.

I w tym miejscu dziękuję Tobie, Ra! Wiesz, za co!

Jestem bardzo dobrym obserwatorem ( w ogóle mam dziwną percepcję, widzę rzeczy, których inni nie dostrzegają, kolory, kwiaty, zapachy; mam fotograficzną pamięć). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy lubią poezję. Widzę na blogach ilość komentarzy. Widzę popularność postów typu: "Moje kwiatki na parapecie" - szanuję.
S z a n u j ę. Swoje myślę, ale to, co myślę, to tylko i wyłącznie moja sprawa.

Nie wchodzę też na blogi, na których nie jestem mile widziana.



Jak zaczęło się blogowanie i czy było dla Ciebie czymś trudnym?

Blogowanie to czysta przyjemność. Znajomych z Filmwebu mam do dziś, tych samych, od wielu już lat (w lipcu minie dziewięć), niektórych poznałam w realu i bardzo to sobie cenię. Z Mojej Generacji wciąż mam kontakt z Ra, który odwiedza mnie tutaj.:)
Trudne początki, bo byłam długo sama na tym blogu. Na Filmwebie pod każdym postem miałam mnóstwo komentarzy, a tu długo było cicho. Nie stresowało mnie to, jednak - przyznajmy to szczerze - jak się już człowieczek decyduje na publikowanie swoich myśli, to liczy na to, iż ktoś to przeczyta, skomentuje, zajrzy, powie, co myśli, skrytykuje! 
Ja naprawdę jestem osobą, która radzi sobie z krytyką. Nie tą chamską typu:"Ale to gówno!", tylko z taką, która podaje uzasadnione argumenty. Wtedy siadam, myślę i często przyznaję rację.

I jeszcze nieszczęsna nazwa bloga, bo wciąż mnie ktoś pyta, czy jestem weną, czy mam tak wysokie ego, że mam się za wenę...


Vena Poetica znaczy POETYCKI. Tak mnie "nazwali" koledzy w ogólniaku i tak zostało. Ludzie na rajdach, na pielgrzymkach, na które zabierał mnie mój kuzyn i na których śpiewałam i grałam na gitarze... dali mi ksywkę "Siostra Poetka"... Pierwsze wierszyczki publikowałam jako Vena Poetica, blog na Filmwebie i na Mojej Generacji to była właśnie Vena... Nie będę tego zmieniać tylko dlatego, że komuś się to nie podoba lub nie rozumie, co to znaczy.


Nie mam się za poetkę, a weną swego męża i owszem, jestem. 


Nie mam aspiracji do wydawania tomików, które potem będą gnić i próchnieć w mojej piwnicy, nie biorę udziału w żadnych konkursach poetyckich, a ten blog i mój profil na NK (dużo rzadziej, sporadycznie ten na FB) to jedyne miejsca, gdzie publikuję swoje teksty. Gdy skasuję te profile, moje wierszyki wyparują (o ile ich sobie nie skopiuję), bo tylko kilka mam zapisanych w jakimś zeszyciku i jeden na poema,pl, bo... no właśnie: zapomniałam hasełka!

Co chciałabyś, aby wydarzyło się w przyszłości, dotyczące Twojego bloga?

A cóż ja mogę chcieć? Napisałam na początku roku (w pierwszym tegorocznym poście), że cieszę się, że żyję. Spojrzałam kiedyś w oczka tej zimnej pani, której firma nigdy nie splajtuje i wiem, że życie to wartość bezcenna.

Cieszę się, że mam ten blog, że mam ponad dwieście wyświetleń dziennie (nie uwzględniam własnych od początku), że poznałam tutaj naprawdę mądrych, wartościowych ludzi. Nie miałabym nic przeciwko temu, aby poznać jeszcze więcej ciekawych blogowiczów.Każde spotkanie z człowiekiem bardzo mnie wzbogaca.
Naprawdę potrafię się cieszyć z małych rzeczy.
Niektórzy zarzucają mi pesymizm po lekturze moich wierszy. Jednak to tylko wiersze, a podmiot liryczny to nie jest JoAnna I. - K. ;-)

Blogi, które często odwiedzasz?


Bardzo lubię blog Anety i czytam go (polubiłam też stronę na FB) z dużym zainteresowaniem, bo - jak chyba już wiele osób wie, kino to jedna z moich pasji. 
Na studiach najbardziej lubiłam zajęcia z historii filmu i teatru, no i oczywiście literatury i sztuki!
Odwiedzam wiele blogów, dowiadując się mnóstwa mądrych, ciekawych rzeczy, podziwiając kreatywność bloggerów, zdjęcia, wpisy, wiersze i inne talenty... Nie zawsze komentuję (tu kłania się brak czasu). Moje ulubione blogi widnieją na dole strony pod hasełkiem: Blogi, które lubię sobie poczytać. Jednak nie jest to pełna lista, bo tych blogów jest dużo więcej, także na Filmwebie.


Czy spotkałaś osobę, o której pisałaś na blogu, w realu? Jeśli tak, opisz to spotkanie.


Jeden ze swoich banalnych wierszyczków zadedykowałam swojemu ulubionemu Profesorowi ze studium.
Studium, znaną wrocławską SKiBęskończyłam, zanim poszłam na studia z zakresu animacji, bo po liceum zdawałam naiwnie do PWST (choć połowa rodzinki, nauczycieli i znajomych, namawiała mnie na polonistykę, a matka niemal nie dostała zawału, jak potem wybrałam teatr na SKiBie) - zresztą mogę po latach o tym już napisać, że do szkoły teatralnej zdawałam w niezwykle doborowym towarzystwie pewnego śpiewającego aktora i świetnego aktora charakterystycznego , których karierę śledzę i za których cały czas trzymam mocno kciuki! Do PWST (zdawałam tam warunkowo, dzięki uprzejmości Pani Prorektor), do której trudno jest się dostać teraz, wtedy (1988 r.) było jeszcze trudniej (ok. 15 miejsc, w tym jakieś 5 dla kobiet, a kobiet zdawało dużo więcej, niż panów). Ból był, bo wszystkie, trzyetapowe examy zdałam, z pisemnej literatury dostałam 5, a nie mogłam podjąć studiów ze względu na zdrowie - lekarz (a tak naprawdę kilku lekarzy, bo na jednym się nie skończyło moje żebranie o pieczątkę)nie podpił mi wymaganego zaświadczenia o przydatności do zawodu (stąd warunkowe zdawanie tam, bo papier od lekarza trzeba było mieć na dzień dobry... a zaświadczenie o zdanych examach trzymam na pamiątkę do dziś). Teraz jednak wiem już, że tak musiało być, ale żal był wielki i trwał kilka ładnych lat, może dlatego potem studiowałam tak długo? Bo szukałam czegoś, co zastąpi mi teatr?...
Profesor, któremu zadedykowałam swój tekst, wykłada też w PWST. Nazwiska tu nie podam (i nie zlinkuję), ale to jedna z ciekawszych osobowości, jakie udało mi się w życiu spotkać (obok znanego wrocławskiego aktora, o którym jeszcze kiedyś napiszę, mojego Mistrza). Z wykształcenia polonista, z zamiłowania reżyser, autor tekstów piosenek dla dzieci, tłumacz, erudyta.
W ogóle w studium, a potem na podyplomowej pedagogice opiekuńczo - wychowawczej, spotkałam cudownych ludzi!Ludzi,z pasją i wieloma talentami, których pamiętam do dziś, mimo upływu lat. Ludzi, za którymi po prostu i zwyczajnie... tęsknię.

Napisałam też kiedyś o swoim prywatnym wujku, który swego czasu był poczytnym autorem powieści (na Filmwebie niedawno poznałam dziewczynę, która pisała o nim pracę magisterską) i o swoim kuzynie, którego - choć jest moim kuzynem - bardzo cenię, jako artystę plastyka... 

Dawno temu, po koncercie na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, miałam też okazję porozmawiać o poezji i piosenkach, z Mistrzem Jeremim, o którym wspomniałam na tym blogu.


 Miałam w swoim dziwnym życiu i mam szczęście do poznawania ciekawych, twórczych osobowości. Kiedyś jedna pani dyrektor powiedziała mi, znając moje przekonania, że Bóg kocha ateistów i chyba coś w tym jest!

Natomiast bardzo chciałabym - marzenie ściętej głowy - zobaczyć kiedyś w realu Joannę Pacułę. Ta kobieta już zawsze będzie dla mnie urodową idolką i myślcie sobie co tylko chcecie o mojej miłości do jej cudnych kości policzkowych i tych niesamowitych oczu! ;-)))

Blogi, które nominujesz do dalszej zabawy?

Wybór jest trudny, bo nie wiem, jak zareagują wybrane przeze mnie osoby, ale byłoby mi bardzo miło, gdyby wyzwanie podjęli:



*obrazki z netu, a drugi w kolejności to mój autograf , fragment wiersza, który potem stał się zupełnie inny. :)

20 komentarzy:

  1. Nie przepadam za zabawami łańcuszkowymi, ale... przekornie - lubię czytać takie wpisy, bo ciekawią mnie takie rzeczy o autorach bloga. Zawsze wtedy ujawnia się cos nietypowego, zaskakującego...
    A jaką Anię wywołujesz do tablicy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie! Jeszcze nie zdążyłam zlinkować!!!!
      Juz się poprawiam!

      Usuń
    2. Dziękuję :) Ale odpowiem nie tak prędko, bo mam sporo notek już zaplanowanych :)

      Usuń
    3. Poczekam cierpliwie, wiem, że masz notki na zapas. :)))

      Usuń
    4. Post już napisany :) Ukaże się 26 marca :)

      Usuń
    5. Przybiegnę!
      Cieszę się bardzo, dziękuję!!!

      Usuń
  2. Witaj :)
    Ja też jakoś szczególnie za łańcuszkami nie przepadam, ale dla Ciebie JoAnno zrobię wyjątek :)
    Notkę napiszę, ale za sekundkę, dwie, bo też z czasem krucho, ale będzie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez, ale nie mogłam odmówić Anecie.
      Zresztą to było ciekawe napisać o blogu, sporo rzeczy sobie przypomniałam,

      Pozdrawiam, dobrego dnia!

      Usuń
  3. Witaj Joasiu.
    No i mam małą zagwozdkę, a szczególnie z typowaniem innych blogów, bo was wszystkich lubię... Za różnorodność właśnie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam, Michale, bo lubię wszystkich, którzy do mnie zaglądają, ale trzeba wybrać,
      Dasz radę!!!
      Serdeczności!

      Usuń
  4. Hmmm
    Właściwie nie powinienem wypowiadać się na temat tego wpisu,jednakże zostawię ślad-odcisk.
    To co powyżej jest mi dobrze znane.Znam Cię w jakimś stopniu i Ty mnie znasz w jakimś przedziale.
    Nie szczycę się mądrym,gdybym był mądry,to te błędy które popełniłem w życiu,nie miałyby miejsca.
    Mądra i ciągle "łakoma" to Ty jesteś.Moja edukacja nie sięgnęła studiów-
    12 lat-zginął tata i ktoś z czworga rodzeństwa musiał wcześnie wspomóc finansowo mamę
    która dożyła tylko moich 25 lat.
    Czy ja mam jakieś zasługi ?,o tym mówią i piszą,nie widzę w tym nic szczególnego.
    Nauczyłem się trwać i być.Są tego skutki uboczne,ale to już inna bajka.
    O rany,ileż tu linijek powstało,o wiele za dużo.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłabym ostatnią kretyneczką, gdybym oceniała ludzi po tym, jaki mają edukacyjny papier.
      Dla mnie ludzie są dobrzy, źli - ale są ludźmi.

      Byłam strasznie butną i zarozumiałą gówniarą, I głupią, jak but z prawej nogi.
      Nabrałam niemałej pokory po tych egzaminach do PWST. Dotarło wtedy do mnie, że nie jestem pępkiem świata i mogę sobie zdawać, a zdrowie i tak jest najważniejsze.
      I to, jakim kto jest człowiekiem, a nie jakie ma papiery. A człowiek, prawdziwy popełnia wiele błedów. Upada i powstaje i znowu upada.

      LUBIĘ TE LINIJKI. :)

      Dobrego, Ra!
      I

      Usuń
  5. Dziękuję Ci serdecznie Joasiu za to, że wzięłaś udział w zabawie i że opisałaś tak szczerze i szczegółowo swoje blogowe i nieblogowe przeżycia... a czytając komentarze pod tym postem, również przyznam, że nie przepadam za "łańcuszkami", ale ten akurat mnie zaciekawił, że względu na to, że wiąże się z przeszłością i wspomnieniami, które przecież tak uwielbiam :)
    Dziękuję Ci też kochana, za miłe słowa o mnie i moim blogu :)

    Pozdrawiam ciepło i wiosennie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem mam słowotok.

      Czasem nie jest to dobre.

      Ale co tam, czasem też trzeba się "wypisać" do końca.

      Serdecznie Cię pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję!

      Usuń
  6. Oj, chyba jednak masz lekkie pióro. Zazdroszczę Ci tego. Sama lubię pisać, ale nie zawsze przychodzi mi to z łatwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej wkurza, jak sobie w nocy wymyślę mój najlepszy wiersz...
      Uczę się go na pamięć, bo, powiedzmy - jest czwarta i nie mam siły wstać...
      Wiersz jest wreszcie dobry, taki, jaki lubię u innych poetów... Czuję go każdą komórką swego zmęczonego ciała...
      A rano?
      Czarna dziura.

      Lekkie pióro to nie wszystko jeszcze trochę talentu by się przydało.

      Pozdrawiam, Julko!

      Usuń
  7. Jak Ty pięknie piszesz. Mogę Cię czytać godzinami.
    JoAnno, jesteś wyjątkowa i obdarzona wielkim darem pisania.
    I bardzo proszę byś nie zapomniała o tym blogu.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A miałam być, jak mawiał mój profesor i jeszcze parę innych osób "zwierzęciem teatralnym"... :(

      Nie zapomnę, pozdrawiam ciepło, Łucjo, dziś widziałam bociana!!! Łaził po łące niedaleko Bolesławca!
      Wiosna za pasem, serdeczności!

      Usuń
  8. Joanno, nie wiem jak skontaktować się z Tobą, bo nie bardzo umiem poruszać się w programach. Piszesz, że bywasz w NK i FB, ale nie umiałam tam Ciebie znaleźć. Jeżeli zechcesz, to proszę, daj mi jakiś adres gdzie mogę napisać prywatnie. Chciałabym poznać Twoją opinię... Mój adres to falba.mama@interia.pl
    Pozdrawiam i czekam na jakąś ścieżkę - Falbanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. joanka2608@gmail.com

      Na NK nie mam już konta, za dużo stalkingu i innych bzdur, w których nie mam siły ani ochoty uczestniczyć...

      Pozdrawiam serdecznie, j.

      Usuń

Bardzo Ci dziękuję za komentarz i poświęcony mi czas. Jest mi niezmiennie miło, że udało Ci się do mnie zajrzeć, zatrzymać się chwilę nad tym, co napisałam. Serdecznie pozdrawiam, j.