Translate

sobota, października 14, 2023

"Nauczycielem jest ten, kto potrafi z trudnych rzeczy uczynić łatwe".***

 


ULUBIONY WIERSZ

Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej

 

A ty do­kąd,
tam już tyl­ko dym i pło­mień!
- Tam jest czwo­ro cu­dzych dzie­ci,
idę po nie!

Więc, jak to,
tak od­wyk­nąć na­gle
od sie­bie?
od po­rząd­ku dnia i nocy?
od przy­szło­rocz­nych śnie­gów?
od ru­mień­ca ja­błek?
od żalu za mi­ło­ścią,
któ­rej ni­g­dy do­syć?

Nie że­gna­ją­ca, nie że­gna­na
na po­moc dzie­ciom bie­gnie sama,
pa­trz­cie, wy­no­si je w ra­mio­nach,
za­pa­da w ogień po ko­la­na,
łunę w sza­lo­nych wło­sach ma.

A chcia­ła ku­pić bi­let,
wy­je­chać na krót­ko,
na­pi­sać list,
okno otwo­rzyć po bu­rzy,
wy­dep­tać ścież­kę w le­sie,
na­dzi­wić się mrów­kom,
zo­ba­czyć jak od wia­tru
je­zio­ro się mru­ży.
Mi­nu­ta ci­szy po umar­łych
cza­sem do póź­nej nocy trwa.

Je­stem na­ocz­nym świad­kiem
lotu chmur i pta­ków,
sły­szę, jak tra­wa ro­śnie
i umiem ją na­zwać,
od­czy­ta­łam mi­lio­ny
dru­ko­wan­ych zna­ków,
wo­dzi­łam te­le­sko­pem
po dzi­wacz­nych gwiaz­dach,

tyl­ko nikt mnie do­tych­czas
nie wzy­wał na po­moc
i je­śli po­ża­łu­ję
li­ścia, suk­ni, wier­sza -

Tyle wie­my o so­bie,
ile nas spraw­dzo­no.
Mó­wię to wam
ze swe­go nie­zna­ne­go ser­ca.

 

Wisława Szymborska  

                Ten wiersz znam i kocham od czwartej klasy szkoły podstawowej i za każdym razem, gdy go czytam, mam dreszcze.  Na zdjęciu poniżej LUDWIKA WAWRZYŃSKA (1908 - 1955) - nauczycielka uratowała dzieci, jednak doznała takich obrażeń, że jej życia nie udało się uratować mimo, że najlepsi lekarze dołożyli wszelkich starań - minuta ciszy... (*)

DRUGI UKOCHANY WIERSZ

Do moich uczniów 

Uczniowie moi, uczenniczki drogie,
ze szkół dla umysłowo niedorozwiniętych,
com was uczył lat kilka, stracił nerwy swoje,
i wam niechaj poświęcę kilka wspomnień świętych.

Jurku, z buzią otwartą, dorosły głuptasie-
gdzie się teraz podziewasz, w jakim obcym tłumie -
czy ci znów dokuczają na pauzie i w klasie -
i kto twe smutne oczy nareszcie zrozumie.

Janko Kosiarska z rączkami sztywnymi,
z noskiem co się tak uparł, że został króciutki -
za oknem wiatr czerwcowy z pannami ładnymi -
a tobie kto daruje choć uśmiech malutki.

Pamiętasz tamtą lekcję, gdym o niebie mówi,
te łzy co w okularach na religii stają -
właśnie o robotnikach myślałem z winnicy,
co wołali na dworze - nikt nas nie chce nająć.

Janku bez nogi prawej, z duszą pod rzęsami -
grubasku i jąkało - osowiały, niemy -
Zosiu coś wcześnie zmarła, aby nóżki krzywe
szybko okryć żałobnym cieniem chryzantemy.

Wojtku wiecznie płaczący i ty coś po sznurze
wdrapał się, by mi ukraść parasol, łobuzie -
Pawełku z wodą w głowie i ty niewdzięczniku
coś mi żaby położył na szkolnym dzienniku.

Czekam na was, najdrożsi, z każdą pierwszą gwiazdką -
ze srebrem betlejemskim co w pudełkach świeci -
z barankiem wielkanocnym. - Bez was świeczki gasną -
i nie ma żyć dla kogo. 


Ten od głupich dzieci. 

 Jan Twardowski

Ten wiersz także znam od dzieciństwa. W mojej rodzinie dużo się czytało, a poezja była chlebem powszednim. Od dziecka lubię wiersze poety Twardowskiego i będę je kochać do  śmierci.

*

TRZECI WZRUSZAJĄCY WIERSZ

Pan od przyrody

Nie mogę przypomnieć sobie
jego twarzy

stawał wysoko nade mną
na długich rozstawionych nogach
widziałem
złoty łańcuszek
popielaty surdut
i chudą szyję
do której przyszpilony był
nieżywy krawat

on pierwszy pokazał nam
nogę zdechłej żaby
która dotykana igłą
gwałtownie się kurczy

on nas wprowadził
przez złoty binokular
w intymne życie
naszego pradziadka
pantofelka

on przyniósł
ciemne ziarno
i powiedział: sporysz
z jego namowy

w dziesiątym roku życia
zostałem ojcem
gdy po napiętym oczekiwaniu
z kasztana zanurzonego w wodzie
ukazał się żółty kiełek
i wszystko rozśpiewało się
wokoło

w drugim roku wojny
zabili pana od przyrody
łobuzy od historii

jeśli poszedł do nieba -

może chodzi teraz
na długich promieniach
odzianych w szare pończochy
z ogromną siatką
i zieloną skrzynią
wesoło dyndającą z tyłu

ale jeśli nie poszedł do góry -

kiedy na leśnej ścieżce
spotykam żuka który gramoli się
na kopiec piasku
podchodzę
szastam nogami
i mówię:
- dzień dobry panie profesorze
pozwoli pan że panu pomogę

przenoszę go delikatnie
i długo za nim patrzę
aż ginie
w ciemnym pokoju profesorskim
na końcu korytarza liści

Zbigniew Herbert

Jest to bardzo znany, podręcznikowy wiersz wielkiego polskiego poety, ale naprawdę go lubię, czuję i nie może go w tym poście zabraknąć.

*

ULUBIONE CYTATY

*
Nauczyciel to jedna z najbardziej wyjątkowych postaci na całym świecie, bo któż inny mógłby każdego dnia ofiarowywać to, co w nim najlepszego, cudzym dzieciom?
 
Deanna Beisser
 
*
Nauczyciele powinni łączyć autorytet z ciepłem, otwartością i pewnością siebie.
 
Carolyn Boyes
 
*
 W życiu przydaje się mentor, nauczyciel. Ktoś życzliwy, kto popchnie nas nawet leciutko, ale we właściwym kierunku. Puknie palcem w mapę i wskaże drogę, której początku sami nie umieliśmy odnaleźć.

Andrzej Pilipiuk
 
*
Nauczyciel to ktoś, kto widzi w każdym dziecku wyjątkową osobę i zachęca je do rozwijania jego indywidualnych talentów oraz mocnych stron.
 
Barbara Cage
 
*
Mieć właściwego nauczyciela to jakby drugi raz się urodzić.
 
Ludmiła Ulicka
 
*
Niektórzy nauczyciele są głupi. Niektórzy uczniowie też są głupi. Albowiem w ogóle niektórzy ludzie są głupi. To się trafia w każdym środowisku. Przeważnie zresztą są głupi nie do końca i nie we wszystkim. I nie ma powodu, aby im dawać do zrozumienia, że tacy są.
 
Monika Szwaja 
 
*
Zawsze uważałem, że kształcenie polega na tym, by uczyć prawa do własnego zdania.
 
Nancy H. Kleinbaum
 
*
 
Status nauczycieli jest bardzo niski. Wszyscy wiedzą, że zostaje się nauczycielem, jeśli nie umie się robić nic innego, a zarabia się tak mało, że trzeba mieć jeszcze jedną lub dwie posady dodatkowo, żeby uciułać na jakiś nędzny pokoik w kiepskiej dzielnicy. 
 
Zina Rohan
*
 
    ULUBIONE FILMY O NAUCZYCIELACH
 
    Uśmiech Mona Lisy (USA, 2003) - bardzo kobiecy film z pięknymi kobietami w rolach głównych, opowiadający o niekonwencjonalnej nauczycielce sztuki (w tej roli cudna jak zawsze Julia Roberts), która w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku stara się uświadomić kobietom ich wielki potencjał i talenty. Jeden z tych obrazów, do których zawsze chętnie wracam.
 
    
 Stowarzyszenie Umarłych Poetów (USA, 1989) i niezapomniany, nieodżałowany Robin Williams w roli nauczyciela, który wie, że najważniejszym celem edukacji jest nauczenie samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Historia bardzo wciągająca, uniwersalna, inspirująca,ponadczasowa.
 

    Carte Blanche (Polska 2015) i Andrzej Chyra w opartej na faktach historii tracącego wzrok nauczyciela historii właśnie. Film rozwala moje uczucia i wyję zawsze, gdy go oglądam.
 

    Wielka gwiazda kina Michelle Pfeiffer w roli nauczycielki, która trafia do szkoły w nieciekawej dzielnicy. Młodzi Gniewni (USA, 1995) to ciekawy film oparty na autobiografii LouAnne Johnson.Plus świetna piosenka Coolio, która stała się wielkim przebojem.

    
 Akademia Pana Kleksa (Polska 1983) - i rewelacyjny Piotr Fronczewski w roli odklejonego belfra w bardzo fajnym filmie fantasy wg prozy Jana Brzechwy, ze wspaniałymi piosenkami. Czekam z wielką niecierpliwością na współczesną wersję z Tomaszem Kotem w roli Ambrożego, w której Pan Mistrz Piotr Fronczewski również się pojawi (premiera 5 stycznia 2024 roku), a tymczasem TUTAJ zobaczcie piosenkę - starą piosenkę w nowej wersji.
 
     
    Dzieci Gorszego Boga (USA, 1986) - film, który na mnie, bardzo młodej wówczas dziewczynie, zrobił ogromne wrażenie i trochę spowodował, że po wielu latach poszukiwań, poszłam sobie drogą pedagogiki specjalnej. Rewelacyjny i nieodżałowany William Hurt w roli belfra, który szuka drogi porozumienia. Mam teraz w klasie chłopca z wielkim niedosłuchem i chyba muszę sobie raz jeszcze obejrzeć ten film.
 
 
NAJŚMIESZNIEJSZA BELFERKA EVER - POSTAĆ FIKCYJNA (na szczęście!):
 

 Sfrustrowana, znudzona, samotna, czasem wredna i nerwowa Pani Frał czyli Frał Facetka z serialu animowanego dla dorosłych pt. Włatcy Móch i jej teksty typu:
 
No, jeszcze tylko wpisać kilka darmozjadów i dziennik gotowy!
 
*
 Czesio, gangreno!Gdzie ty masz mózg?!
 
*
Maślana, co ty robisz skutku uboczny?!


Albo:
 
 Nauczaniem i wychowaniem dzieci i mlodzieży, powinni się zajmować nauczycieli mianowani, a nie jakieś wykształciuchy z urzędu, apukalipsa!!! 

A tu jeszcze cytacik na czasie:

Pani Frał:

Cała czwórka won za drzwi! I bez rodziców mi się nie pokazywać! Wagary, fałszerstwo, korupcja. Pięknie! Co będzie następne!


Maślana:


Pluton egzekucyjny, esesmanko.
 
I ostatni:
 
Frał:
 
Zajkowski coś ty taki znowu poubijany na facjacie? Skaranie boskie z tobą!
 
Zajkowski:
 
Uu, no bo jaaa...
 
Pani Frau:
 
Nieważne!Anusiak siad na zad! Chciałam ogłosić jutrzejszy test ogólnosprawdzający wartość waszej edukacji! Z tej okazji napiszemy sobie jutro sprawdzian. Obejmuji on od początku szkoły wszystko, czego wam do waszych łbów, tych pustych łbów natłukłam!
Zamknąć jadaczki zakały ewolucji! 
 

MOJE NAJWIĘKSZE AUTORYTETY PEDAGOGICZNE
 

JANUSZ KORCZAK (1879-1942) - POLSKI LEKARZ, PEDAGOG, PISARZ, PUBLICYSTA, NIESAMOWICIE MĄDRY CZŁOWIEK, KTÓRY WIEDZIAŁ, ŻE ŻYCIE DLA DOBRA INNYCH JEST WARTE PRZEŻYCIA.

*

Dziecko ma prawo być sobą. Ma prawo do popełniania błędów. Ma prawo do posiadania własnego zdania. Ma prawo do szacunku. Nie ma dzieci – są ludzie.

MARIA MONTESSORI (1870-1952) - WŁOSKA LEKARKA I PEDAGOG, TWÓRCZYNI METODY MONTESSORI - WAŻNEJ I AKTUALNEJ DO DZIŚ.

*

Trzeba koniecznie unikać hamowania spontanicznych działań i wymuszania czynów pod czyjąś presją, pod warunkiem że nie mamy do czynienia z postępkami bezcelowymi lub szkodliwymi, ponieważ takie muszą być stłumione i negowane.

MARIA GRZEGORZEWSKA (1887 - 1967) - POLSKA PSYCHOLOG, WYKŁADOWCZYNI, JEDNA Z TWÓRCZYŃ PEDAGOGIKI SPECJALNEJ W POLSCE.

*
Prawda to bowiem wiecznie żywa, że poza przygotowaniem zawodowym człowieka, poza jego wykształceniem najistotniejszą, najbardziej podstawową wartością w jego pracy jest jego Człowieczeństwo.
 
*****
 
           
BODYGUARDS!
 
 A oto moja obecna obstawa. ;-) To oczywiście żart! Moja cudowna klasa, chłopcy, których uczę i których bardzo lubię z wzajemnością: Adam, Szymon, Karol i Filip. Świetna ekipa, naprawdę.

NA KONIEC MÓJ STARY WIERSZ
 
 sprawozdanie


„Dusza ludzka nie podpada kalectwu”.- Jędrzej Śniadecki

za moich szkolnych czasów nie było dyslektyków, adehadowców, sprawnych inaczej
czy innych niepełnosprytnych. byli debile, imbecyle, idioci i... leworęczni.
powiększając grono przygłupów, milczałam przez rok, bo wyczytałam,
iż milczenie jest złotem, że lepiej jest milczeć niż pleść trzy po trzy.
mańkut - niemowa! darły się za mną dzieciaki z inteligencją kurczaka.
zatroskana wychowawczyni skierowała mnie i mamę do psychologa.

dla mamy - pedagoga, był to duży policzek. kategorycznie zabroniła mi pisać mańkutem.
test Wechslera rozwiązałam przed czasem, wprawiając w osłupienie
miłą panią, która kazała mi również rysować i była rozczarowana,
że nie nabazgrałam czarnej dziupli na drzewie, sinych chmur na niebie,
że zamiast tego, na kartce pojawiły się wielkie czerwone maki,
puszczające wesołe żółte oczka do słońca i boga ra.

po wielu latach poszukiwań, eksperymentów ze studiami i pracą,
wreszcie się odnalazłam i teraz sama wykonuję różne testy,
doradzam, odradzam, prostuję, strofuję i staram się nie oceniać pochopnie.
lubię też milczeć, gdy brakuje słów i wróciłam do leworęcznej kaligrafii.
ciągle się uczę pokory, radości, czułości, empatii, podziwu nad światem.
wciąż kradnę im umiejętność bezinteresownego uśmiechu i przytulania.

im – moim uczniom - naznaczonym niepełnosprawnością
intelektualną, czasem też fizyczną,
za to zadziwiająco bezsprzeczną, unikatową sprawnością serca.

Doktor Asperger, od lat strzegący mojej lewomyślności,
wysyła im szeroki uśmiech.

JoAnna Idzikowska-Kęsik, 7/8 IX 14


***cytat w tytule postu Ralph Waldo Emerson

niedziela, października 08, 2023

MAŁY JUBILEUSZ: POST NR 600, CZYLI FAKTY O BLOGU I JEGO NIESKROMNEJ AUTORCE

      Witajcie!


         No i stało się... 

        Post nr 600 zagościł na tym blogu. Długo pisałam tych 100 postów, ponieważ poprzedni jubileuszowy wpis - post nr 500 - opublikowałam prawie trzy lata temu, pod koniec listopada 2020 roku. Zawsze jednak stawiałam na jakość, a nie na ilość, więc jest to do wytłumaczenia. Czasem piszę o prostych rzeczach, bo z tego składa się nasze życie - ze zwykłych, przyziemnych rzeczy, z codzienności, z której powinniśmy się cieszyć.

            W poprzednim jubileuszowym poście napisałam o sobie kilka ciekawostek, które nadal są aktualne, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i życie nas zmienia, ja bardzo się zmieniłam i dojrzałam przez te trzy lata... Zwłaszcza, że były to niełatwe lata dla świata, a - jak mówią gwiazdy - idą jeszcze trudniejsze już od teraz, właściwie od jutra (generalnie październik nie będzie lekkim miesiącem, jednak odsyłam Was do profesjonalnych astrologów, ja sobie tylko czasem patrzę w gwiazdki na użytek prywatny i nie chcę się dzielić z ludźmi wiedzą, która może nie być przyjemna, nie chcę też być przedmiotem kpin dla tych, którzy myślą, że astrologia to bajka dla naiwnych). 

        Otóż jestem na Bloggerze, na tym blogu od stycznia 2012 roku, od dnia urodzin moich ulubionych poetów (owszem mam tych ukochanych poetów wielu, bo czytam poezję od dziecka i nigdy nie przestanę): Bolesława Leśmiana i Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

     Raz piszę więcej, raz mniej, raz lepiej, raz gorzej - ale jestem tu, piszę, trwam i będę dopóki, dopóty pozwoli mi czas. Czas, który bywa okrutny i zabiera nam nas w najmniej spodziewanych momentach.

        Obecnie mam 54 lata (skończyłam je w Dzień Psa - 26 sierpnia), z czego jestem dumna, że w ogóle dożyłam do tego wieku. Serio, są ludzie z mojego rocznika, których już nie ma w tym wymiarze, więc wypada się cieszyć każdym dniem, a nie narzekać, że się starzejemy. Zwłaszcza, że starzenie się to naturalna, biologiczna kolej rzeczy.

        Nadal jestem zapracowaną i ciągle uczącą się kobietą. Studiuję obecnie bardzo ciekawy kierunek: metodykę rozwijania umiejętności komunikacyjnych. Uczę się AAC, języka migowego, fonogestów i różnych innych ciekawych rzeczy. Lubię się uczyć i będę to robić do końca życia. I nic tego nie zmieni, oprócz ewentualnej degrengolady umysłowej.

        Wciąż namiętnie i uparcie czytam poezję, prozę, książki popularnonaukowe, psychologiczne, oglądam dobre filmy, ciągle jestem ciekawa świata i coraz mniej ciekawa ludzi. 

        Niestety. Taka jest prawda. Jest mi dobrze ze sobą i zerwałam kilka bezsensownych, toksycznych znajomości, które nic dobrego nie wnosiły do mojego życia. I będę zrywać z ludźmi, którzy nie będę wibrować wysoko, przy których będę się czuła źle, gorsza lub głupsza albo wyssana z energii. I już. Nie wszyscy muszą mnie lubić, bo ja też nie lubię wielu osób. Tak już w życiu jest.

        Piszę coraz mniej wierszy, bo jestem po prostu zszokowana wylewem, morzem czy wręcz oceanem osób piszących i zachwycających się własną twórczością. Nie chce mi się tego nawet komentować, uważam, jak Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska - naprawdę wielcy i cenieni poeci, że wiersze powinno się pisać wtedy, gdy ma się naprawdę coś do powiedzenia. Tyle. Interpretujcie to sobie, jak chcecie. Na pewno się tutaj nie wymądrzam i nie wywyższam. Redaguję od wielu lat bardzo popularną stronę literacką i swoje wiem. Codziennie czytam co najmniej kilka wierszy. Lub wypocin wierszopodobnych. Ale czytam ze zrozumieniem.

"Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa".

Julian Tuwim

        Uważam, że wielkim problemem współczesnego społeczeństwa jest wmawiane nam latami new age'owych bredni typu: Jesteś the best i jesteś bogiem oraz brak jakiejkolwiek samokrytyki, pokory czy refleksji na swój temat. Zalew egoistów, którzy mogliby się poturbować, gdyby spadli z własnego ego.

        Ludzie kiedyś, gdy brali się za pisanie utworów literackich, przede wszystkim dużo czytali, poznawali poprzedników, znali sobie współczesnych, słuchali innych twórców i krytyków. Teraz piszą wszyscy, a prawie nikt nic nie czyta, może oprócz postów w internecie, często okraszonych różnymi błędami. Poeci zachwycają się swoimi tekstami z beznadziejnie ogranymi lub totalnie nielogicznymi  metaforami, a nie znają dobrze twórczości choćby tych największych, najlepszych, cenionych i nagradzanych w świecie poetów. I powiem wprost: czasy się zmieniają, to poezja też się zmienia i to, co było dobre kiedyś, teraz już nie jest, bo w poezji najważniejsza jest prawda.

     Najsmutniejsze dla mnie jest to,że taką grafomanię bardzo często preferują nauczyciele poloniści. Dokąd zmierzamy? Do upadku cywilizacji. Bo jeśli poziom oczytania jest jaki jest, to poziom uwielbianych twórców jest adekwatny do poziomu społeczeństwa. Tak więc panie piszące o falach uniesień mają uwielbiające je towarzystwo absolutnie adekwatne do ich inteligencji. Ale co tam - ważne, że ego jest nakarmione gifami, lajkami i słodkimi komentarzami. Chyba o to w tym wszystkim najbardziej chodzi. A potem jeszcze wmawiają innym, że szlak zamiast szlag ich trafia z powodu ich wielkiej popularności, co jest ni mniej ni więcej, jak tylko żałosne.

    Piszesz - pisz, rób to codziennie, pracuj nad stylem, ale nie musisz się tym od razu zachwycać. Po prostu poczekaj, aż ocenią to inni. Niekoniecznie netowe koło wzajemnej adoracji. I pamiętaj - ćwiczenie czyni mistrza, a odrobina pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Na swojej stronie na Facebooku czy w innym miejscu publikuj sobie co tam chcesz, bo to twoja strona i twoja sprawa, ale jak coś wysyłasz do publikacji do szanującej się redakcji, po prostu licz się z tym, że twój tekst nie dostanie przyjęty, bo mieszanie redaktora z błotem nie przyniesie ci chwały i sławy. I amen w tym temacie.

                                                           
"Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
Pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
Że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument".
 
Czesław Miłosz, Ars Poetica

        Tak więc staram się nie zwariować, nie zgubić siebie, swoich poglądów i przemyśleń, swojego IQ i EQ. Staram się czytać coś powyżej rymowanych lub egzaltowanych utworków i literatury ziejącej banałem. I znam tegorocznego Noblistę, z teatru, ale znam. ;) 

        Pielęgnuję też w sobie dziecko. Lubię je i chyba wreszcie pójdę na terapię, chyba do tego dojrzałam. Utulę w sobie tę zranioną małą dziewczynkę. Bo do terapii też trzeba dorosnąć. A czasem, mimo wykształcenia w tym kierunku... Sama sobie nie poradzisz, potrzebujesz ludzi bardziej kompetentnych i obiektywnych, którzy nie podejdą do Ciebie zbyt emocjonalnie. Nie trzeba się bać terapii, ona daje możliwość jeszcze lepszego poznania siebie i spojrzenia na swoje kompleksy z innej perspektywy.

        Pielęgnuję rodzinne, koleżeńskie i przyjacielskie relacje - to zawsze jest wielki skarb, podpora. Dbam o komfort moich zwierzaków, za które jestem odpowiedzialna i bardzo przeżywam, gdy chorują.

        Dużo przebywam na łonie natury i podróżuję, kiedy tylko mam okazję.

        Staram się nie zwariować w tym świecie. Bo wyrosłam z bajek typu: wszechświat cię wspiera i kocha. Kochaj siebie i wspieraj swoje działania nie zapominając o innych! A jeśli masz możliwość - udziel wsparcia komuś, kto tego potrzebuje. Bo wzajemne wsparcie jest czymś pięknie ludzkim i nie trzeba do tego bredni o kochającym nas wszechświecie. Wszechświat jak my - robi swoje i zajęty jest sobą i swoją samotnością wpisaną w egzystencję.

                                ***

                    Parę faktów o mnie na dziś:

1. Wciąż kocham maki, jestem wegetarianką i pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi i młodzieżą, uczę też muzyki dzieci przebywające w szpitalu psychiatrycznym. I nadal lubię swoją pracę, choć bywam zmęczona.


2. Ciągle zbieram stare klejnoty, kolekcja powiększa się, jednak ostatnio doszło mi kilka nowych, współczesnych bransoletek i łańcuszek od przyjaciółki w postaci różańca. Kupiłam też sobie bursztynowy różaniec.


3. Nadal kolekcjonuję ceramikę, już nie tylko bolesławiecką, bo w poprzednim życiu chyba malowałam maki na kubkach. 🤣

4. Zrobiłam się bardziej eko. Kupiłam syfon nie produkuję aż tyle plastiku, bo uwielbiam wodę mocno gazowaną.

5. Lubię ostatnio bardzo młode polskie wykonawczynie piosenek i trzymam kciuki za rozwój ich kariery: Sanah, Marie, Mery Spolsky, Kaśkę Sochacką, Bryskę.

6. Myślę o kolejnych studiach, chociaż obecne kończę dopiero w grudniu, ale może przy sprzyjających wiatrach wreszcie pójdę na takie, które nie są związane z moją pracą, które pomogą mi w samorozwoju.

7. Mam zaczętych kilka wierszy, jednak czekam na wenę i na to, żeby dojrzeć do ich publikacji. Nie wszystko trzeba od razu wrzucać do internetu.

8.  Wgłębiam teraz tajniki astrologii na drugim, profesjonalnym kursie. I to pomaga mi zrozumieć przede wszystkim siebie, swoje rodzinne relacje i w ogóle relacje z ludźmi, zwłaszcza z tymi, których odpuściłam, opuściłam, od których uciekłam.

9.  Kilka dni temu poszłam do mojej ulubionej fryzjerki, Pani Małgosi i obcięłam włosy na boba i czuję się niezwykle kobieco. Podobam się sobie w tej fryzurce. Jeszcze musi mi urosnąć trochę grzywka, ale już jest dobrze. Zdjęcie poranne, więc wyglądam kiepsko, bo długo w nocy czytałam a wstałam o 5:45 i spałam jakieś 4 godziny.

10.  Po filmie "Barbie" polubiłam różowy kolor i zakupiłam sobie kilka ubrań w tym kolorze.


11. Odkryłam też niedawno, na stare lata, dwa przecudne rozświetlacze do twarzy. Nigdy wcześniej nie używałam takich kosmetyków, także bronzerów. Teraz je bardzo polubiłam. Lepiej późno niż później. Lubię rysować rankiem swój autoportret na buzi.



        Cóż jeszcze? Bardzo się cieszę, naprawdę bardzo, że poznałam tutaj na blogu wielu ciekawych ludzi z pasją, takich, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia, do których chętnie zaglądam. To jest pocieszające, budujące. Tym, którym komentuję posty, jestem bardzo wdzięczna za to, że są, piszą, dzielą się wiedzą, fotografią, przemyśleniami.

            Życzę sobie i Wam kolejnych ciekawych, dobrych, interesujących postów! I nie zapominajcie o mnie. Jestem gotowa przyjąć każdą krytykę i szczerą wypowiedź i nie jestem taka wredna, na jaką się czasem kreuję. Moja kochana Promotorka, Pani Dr M.P. na pedagogice, mawiała, że czasem trzeba wyrzucić z siebie śmieciowe myśli, żeby nie nabawić się chorób.
            Mówcie prawdę i bądźcie sobą.
            With love - JoAnna

sobota, października 07, 2023

UWAGA POEZJA, czyli trzy wiersze Romy Jegor


         Poetka Roma Jegor (1953 - 2023) pochodziła z Dąbrowy Górniczej, mieszkała w Mikołowie. 

    Z wykształcenia była programistką komputerową, ze świadomego wyboru – poetką. Poetką dobrą, dojrzałą (bo wiersze zaczęła pisać jako dojrzała kobieta), bardzo spostrzegawczą, czułą. Autorką czterech tomików poetyckich: „Wieczór w kocim futrze”, „Bieleją księżyce paznokci”, „Salamandra” i „Tatuaż na jabłku”. Debiutowała w miesięczniku Akant. Była członkinią Związku Literatów Polskich  – Oddziału w Krakowie oraz Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach. Laureatką wielu ważnych konkursów poetyckich. 

    Wiersze Autorki prezentowane były w Śląsku, Migotaniach, SosnArcie, Arkadii, Akancie, Znaj, Lamelli, Hybrydzie, Literacie Krakowskim, LiryDram, a także w antologiach pokonkursowych, oraz na internetowych stronach takich jak: Fragment, sZAFa, Polis2008, Poeci.pl, PoeciPolscy.pl, Śląska Strefa Gender, Parnas.pl, PKPzin, Poeci Po Godzinach, Modowo.pl, zlp-kraków-pl, Babiniec Literacki, Poezja.exe.pl. Również w audycjach poetyckich, m.in. na antenie Radia Katowice. 

    Pani Roma mówiła o sobie:

  "Nigdy nie byłam z tych pięknych kobiet domowych, pachnących wanilią, które szyją i haftują. Pachnę kartką. Jestem zwykłym poszukiwaczem znaczeń, układaczem słów".

I układała te słowa w sposób osobliwie piękny... W wiersze, do których chce się wracać. Unikała banałów, pisała prawdę, opowiadała historie, a najlepsza poezja to ta, która jest prawdą.

                                Oto trzy wiersze spośród wielu godnych uwagi utworów Autorki...

*

Gry dziecięce
 
O czym tu mówić - że zdarli z niej majtki
ławka była twarda a tablica czarna
o czym tu mówić - lekcja była długa
dzwonek nie krzyknął
nie skrzypnęła klamka
 
I co tu mówić - źli pójdą do piekła
dobrzy ze skrzydeł będą pióra rwali
woźny do jutra wymyje podłogę
po ud drobnej bieli
i pętli skakanki
 
I co tu jeszcze - że dzieci śpiewają:
„Anka-Skakanka z aniołami fruwa”
dzwonek nie krzyczał nie skrzypnęła klamka
klasa była pełna
lekcja była długa
 
*
 
Odpowiedź dla Julki
 
Sąsiadka gromadzi cukier przyjaciel radzi synowi
zostać na Zielonej Wyspie
koleżanka dzwoni z pytaniem czy już czas
zaszywać w halki pierścionki a my wino pijemy
i piszemy wiersze jakby świat miał być wieczny
po każdy horyzont
Myślisz że oni przed tym też czytali Prousta
pili wino choć im spod palców uciekała ziemia
że spali oddychając równo wraz z obrotem słońca
choć rdza pięła się po nim niczym skrzydło stonki
Piję trzecią herbatę smażę naleśniki
sadzę bratki bo kwiecień bez nich niczym ślepe kocię
Myślisz że też sadzili że jedli kremówki
przycinali jabłonie co miały być wieczne
Nie wiem co będzie Julko może tylko chwila
a może druga wieczność żeby naszym wnukom
zęby mleczne wyrosły wypadły wybrzmiały
Zostaw głupie pierścionki siejmy mak jak baby
opowiadajmy dzieciom o czerwieni płatka
kruchej jak taniec pszczoły ślad miodu na wargach
 
*
 
Przerwa w zbieraniu chrustu
 
Czasem bezwiednie sama siebie przytulasz -
trzeba się czegoś trzymać
na tym wietrze,
pokołysać zbyt nerwowe zakończenia,
wygładzić chropawe,
naciągnąć chrome,
uciszyć chrapy koni co wciąż
w tobie rżą.
Drżą ci ręce jeśli tylko oderwać je od ciała.
Rozgniatasz w palcach słowa, rumianki, różańce,
turlasz białe i czarne po liniach dłoni.
Masz nierozdzielne linie głowy i serca,
jakby to była jedna wioska -
tłum znajomych kobiet przy jakiejś studni na rynku.
Siedzisz więc przy sobie jak przy studni, kiedy już się trafiła
ta przerwa w żęciu, pieleniu i zbieraniu chrustu.
Bezwiednie sama siebie kołyszesz, głaszczesz, poisz, goisz.
Turlasz w palcach albo rozgniatasz w pył białe i czarne.
Powtarzasz ruchy po babkach, ciotkach, czarownicach.
Wszystkie jesteśmy tym samym - kosmicznym pyłem
i przędzą na rany,
które świat sobie wymyśla i nam zadaje.
Jak pracę domową.
 
                                                                            ***
 
    Poetka, którą bardzo ceniłam, odeszła 1 października, zaledwie dwa dni po swoich siedemdziesiątych urodzinach. Mówiła o swoich tekstach:
 
                            "Najnowsze jeszcze trzymam przy sobie. Przez chwilę. Zanim się rozbiegną".
 
    Będzie mi bardzo brakować Jej nowych, mądrych wierszy, także tych rozbieganych - wysyłanych na coroczny konkurs do Babińca Literackiego, na dni kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet. Jednak cieszę się bardzo, że znam Jej twórczość. Należała bowiem do wybrańców, których słowa wzbogacają i na długo zapadają w pamięć.
 
            Pokój Twojej Pięknej Duszy, Pani Romo. 
 

sobota, września 30, 2023

UWAGA SPOILER, czyli anioł w psiej skórze



 
Tradycja chińska mówi, że białe zwierzę w domu przynosi szczęście. Od dziecka mam słabość do białych kotów, od wczoraj również do białych psów.

    Psy to piękne i niezwykle mądre istoty, bardzo empatyczne, wierne, inteligentne - mają cechy, których brakuje niektórym ludziom. Mają też dużo lepszy węch i słuch, niż ludzie. Wyższą temperaturę ciała. Poza tym - nie ukrywam - odkąd mam psa jestem w tych istotach zakochana po uszy...

    Ale już w dzieciństwie dużo o nich czytałam, bo psy często bywają bohaterami książek, a moim ukochanym utworem była historia o kundelku, który podróżował po Włoszech.

    Autor tego utworu, opowiadania właściwie, Roman Pisarski, odszedł w lipcu 1969 roku, nieco ponad miesiąc przed moimi urodzinami.

        
        Zainspirowała go do jego napisania w 1967 roku prawdziwa historia psiaka, który w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, we Włoszech stał się swego rodzaju ikoną, celebrytą i najczęściej fotografowanym psem, który doczekał się nawet własnego pomnika, bo uratował małą dziewczynkę, Adelę, przed śmiercią pod kołami pociągu.

        O Lampo pisali też inni autorzy, ponieważ prawdziwe historie zawsze są bardziej inspirujące i wzruszające, niż wytwory choćby największej wyobraźni. 

    A psy to wdzięczny temat do opowiedzenia chwytającej za serce bajki dla dzieci. Mnie jako dziecko ta historia bardzo wzruszyła, czytałam ją kilka razy. Po latach utworu Romana Pisarskiego o podróżującym pociągami kundelku wysłuchała także moja córka, bo to, co nam się podoba w dzieciństwie, czytamy potem swoim dzieciom.

    Wczoraj z okazji Dnia Chłopaka, wybrałyśmy się (kilka wychowawczyń) z dzieciakami do kina na film o białym piesku. Film polski, film familijny, a takich u nas mało. Film, który już z plakatów mówi nam: nie ma zła, przemocy, jest piękno, przyjaźń i happy end... I tak jest!

    I takich historii w tym zabieganym życiu, w którym media przekazują najczęściej złe newsy, szefowie dają po tyłkach, mężowie lub partnerzy czy kochankowie nie mają dla nas czasu, dzieci żyją w swoim świecie,  po prostu nam trzeba.

    Tak więc jest rodzinka: polska, przeciętna rodzina z malutkiej miejscowości na prowincji - rodzice i córeczka. I okazuje się w kwietniu, że dziewczynka, od lat pozostająca pod opieką lekarzy, ma już tak chore serce, że wymaga operacji w Stanach. A operacja ma kosztować milion złotych, które dla takiej rodziny wydają się po prostu bajońską, nieosiągalną sumą. Czasu na znalezienie środków jest niewiele, bo profesor wyznacza termin na koniec czerwca po to, aby uratować życie dziecka.

    Wiemy, że będzie happy end, więc już więcej nie będę spoilerować i opowiadać historii obejrzanej w kinie. Ale powiem, że po seansie wszystkie byłyśmy zapłakane - nauczycielki, dzieci niekoniecznie (ja mam w tym roku w klasie czterech chłopców), jednak film bardzo im się podobał. Opowiem o aktorach, bo oni są głównym atutem tego filmu.

    Pierwszy  debeściak to Adam Woronowicz. Aktor, który kiedyś wcielił się w postać legendarnego kapłana, tutaj zdaje się bawić przerysowanymi środkami wyrazu, zwłaszcza mimiką i gestykulacją i trochę też charakteryzacją a la Adolf H. ;)  Na początku zdaje się grać czarny i niezbyt przyjemnych charakter, który tępi białego przybysza w postaci psa, ale i on pod koniec znajduje w sobie pokłady dobra (owszem, ograne to, ale czemu nie wykorzystać?).

    Wielkim atutem obrazu jest młodziutka i śliczna i niezwykle naturalna Liliana Zajbert w roli chorej na serce Zuzi (czemu nie Adelki?). Jej wróżę już teraz karierę w kinie. Jedna z nielicznych dziecięcych aktorek w polskim kinie, która naprawdę poradziła sobie z rolą.

    Oczy Mateusza Damięckiego grającego ojca dziewczynki, zawiadowcę stacji - mówią wszystko i widać w nich miłość i nadzieję. Drugoplanowe postaci są wyraziste i niekiedy przerysowane, jak np. bufetowa grana przez Milenę Lisiecką czy dworcowy kloszard kreowany przez dawno niewidzianego Roberta Płuszkę. Są oddane, dobre i pomocne, jak Joanna i Tomasz grani przez cudowną i piękną Małgorzatę Pieczyńską i zawsze przystojnego Dariusza Jakubowskiego.

    Ale największą gwiazdą tego filmu jest Lampo - biały owczarek (w rzeczywistości był to kundelek, mieszaniec), który momentami przypomina anioła: pomaga niepełnosprawnym ludziom na wózku, wskazuje drogę, pomaga woźnemu sprzątać (w tej roli mistrz drugiego planu Henryk Niebudek) w końcu ratuje dziewczynkę, chociaż sam jest ranny.

    Film Magdaleny Nieć, która pojawia się w nim w epizodycznej roli pani weterynarz, jest dobrym filmem, bajką dla całej rodziny w przeciwieństwie np. do Barbie, która oprócz kolorów i boskiej scenografii niewiele dzieciom oferowała. Jest to prawdziwe kino familijne, gdzie całe rodziny mogą po prostu obejrzeć obraz, który nam przypomina, iż w każdym z nas jest dobro, że świat nie jest złym miejscem, bo to my tworzymy rzeczywistość, że wiara i jej siła, czynią niekiedy cuda i że nadzieja jednak umiera ostatnia, że w końcu telefony komórkowe i internet to nie tylko pożeracze czasu, ale też źródło wiedzy i miejsce, gdzie dzieje się dobro dzięki ludziom, którzy nie tylko są nastawieni na lajki ale też na to, aby pomagać innym. Że w końcu psy to wspaniałe istoty czasem robiące za anioły stróże, że przyjaźń i rodzina to ogromne wartości w naszym życiu.

    Moja ocena filmu: 7/10 mimo, że widać niedociągnięcia (w maju pies biegnie między ogromnymi słonecznikami) ograne gagi, czasem naprawdę słabe, że z góry wiadomo, co będzie za chwilę, że są, mówiąc kolokwialnie, cienkie, naiwne czy wręcz banalne momenty, ale całość po prostu chwyta za serce. A tego nam trzeba. Nie potrzebujemy dark netu, filmów katastroficznych i bredni o rozpadzie rodzin - potrzebujemy dobra i inspiracji. A ten film pokazuje dobre strony naszego życia mimo smutku w tle. I niech będzie, jaki jest. Reżyserce życzę realizacji wielu kolejnych ciepłych, wzruszających filmów.